Co jesteśmy winni przyszłości. Longtermizm jako filozofia jutra - William MacAskill

Kup ebooka

54.90 zł
42.82 zł (42,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

Przed­mowa

Zada­niem tej książki jest uka­za­nie pew­nego świa­to­po­glądu. Wycho­dzi ona od pro­stego zało­że­nia -?że przy­szłe poko­le­nia są ważne -?a następ­nie ana­li­zuje, do czego to zało­że­nie pro­wa­dzi. Czy jeste­śmy w sta­nie doko­nać naprawdę trwa­łej zmiany, a jeśli tak, to w jaki spo­sób? Więk­szość z nas zdaje sobie sprawę z dłu­go­fa­lo­wych kon­se­kwen­cji glo­bal­nego ocie­ple­nia, ale czy są kwe­stie, które zanie­dbu­jemy? Co jest waż­niej­sze: udo­sko­na­la­nie tra­jek­to­rii, po któ­rej będzie poru­szała się przy­szłość, czy dopil­no­wa­nie, by w ogóle jakaś przy­szłość nas cze­kała?

Świa­to­po­gląd przed­sta­wiony w tej książce nazy­wam long­ter­mi­zmem. Począt­kowo defi­nio­wa­łem ten ter­min jako prze­świad­cze­nie, że wywie­ra­nie pozy­tyw­nego, dłu­go­fa­lo­wego wpływu sta­nowi jeden z moral­nych prio­ry­te­tów naszych cza­sów. Od czasu publi­ka­cji w Sta­nach Zjed­no­czo­nych pierw­szego wyda­nia niniej­szej książki zaczą­łem jed­nak okre­ślać go jako prze­ko­na­nie, że powin­ni­śmy zro­bić znacz­nie wię­cej, by chro­nić inte­resy przy­szłych poko­leń. Wolę tę defi­ni­cję, ponie­waż pod­kre­śla ona potrzebę dzia­ła­nia, a abs­trak­cyjny "dłu­go­fa­lowy wpływ" został w niej zastą­piony praw­dzi­wym przed­mio­tem naszej tro­ski -?przy­szłymi ludźmi.

Poja­wie­nie się w Sta­nach Zjed­no­czo­nych Co jeste­śmy winni przy­szło­ści wywo­łało wiele reak­cji. Nie­któ­rych czy­tel­ni­ków książka ta zain­spi­ro­wała do prze­zna­cza­nia 10% rocz­nych docho­dów na cele cha­ry­ta­tywne, innych skło­niła do podą­ża­nia ścieżką kariery o więk­szym zna­cze­niu. Kolejni nie zga­dzali się z moimi argu­men­tami i odpo­wia­dali na nie w prze­my­ślany spo­sób. Byli też tacy, któ­rzy źle mnie zro­zu­mieli. W tej przed­mo­wie chciał­bym odnieść się do naj­częst­szych scep­tycz­nych reak­cji.

Wielu czy­tel­ni­ków wyra­żało obawy, że long­ter­mizm za bar­dzo sku­pia się na wydu­ma­nych spe­ku­la­cjach na temat odle­głych zagro­żeń, odcią­ga­jąc naszą uwagę od waż­niej­szych, współ­cze­snych pro­ble­mów. Rozu­miem, z czego wynika to prze­ko­na­nie, ale uwa­żam, że w doko­ny­wa­nej w jego ramach inter­pre­ta­cji wyzwań, przed jakimi sto­imy, tkwi fun­da­men­talny błąd. Ow­szem, część dzia­łań, jakie pro­po­nuje long­ter­mizm, przy­nie­sie nam korzy­ści dopiero za wiele lat, ale w tym podej­ściu nie ma nic sza­lo­nego. Abo­li­cjo­ni­ści i dzia­ła­cze femi­ni­styczni poświę­cili kie­dyś życie misji, która zakoń­czyła się suk­ce­sem dopiero całe dekady po ich śmierci -?i jestem im za to głę­boko wdzięczny.

Czę­ściej jed­nak w long­ter­mi­zmie cho­dzi o połą­cze­nie myśle­nia dłu­go­fa­lo­wego i bie­żą­cego dzia­ła­nia. Wymie­nione przeze mnie zagro­że­nia tech­no­lo­giczne są palące już teraz, a wyda­rze­nia, które nastą­piły po publi­ka­cji tej książki, tylko to potwier­dziły. Weźmy choćby wojnę ato­mową. W Co jeste­śmy winni przy­szło­ści wska­zuję, że ryzyko, że jesz­cze za naszego życia wybuch­nie III wojna świa­towa, jest bar­dzo realne. Nie­stety, gdy tylko ukoń­czy­łem pisać ten tekst, Wła­di­mir Putin, ku obu­rze­niu spo­łecz­no­ści mię­dzy­na­ro­do­wej, doko­nał inwa­zji na Ukra­inę i jed­no­cze­śnie odmó­wił rezy­gna­cji z uży­cia broni jądro­wej.

Sądzę, że w 2022 roku byli­śmy bli­żej wybu­chu wojny nukle­ar­nej niż w jakim­kol­wiek innym roku mojego życia. Sto­sunki mię­dzy wiel­kimi mocar­stwami są nie naj­lep­sze, a nadzieje, że w przy­szło­ści mocar­stwa te wykażą się więk­szą chę­cią współ­pracy, wydają się nikłe. W warun­kach pod­wyż­szo­nego napię­cia bar­dziej praw­do­po­dobne jest, że wsku­tek przy­pad­ko­wego zda­rze­nia, błęd­nej kal­ku­la­cji lub nie­po­ro­zu­mie­nia wybuch­nie nisz­czy­ciel­ski kon­flikt.

Rów­nie dużym zagro­że­niem są sztucz­nie wywo­ły­wane pan­de­mie. W nad­cho­dzą­cych deka­dach dzie­siątki milio­nów ludzi mogą umrzeć w wyniku zaka­że­nia wiru­sem stwo­rzo­nym w labo­ra­to­rium, czy to wsku­tek wypadku, czy wyścigu zbro­jeń. Jed­nak pomimo olbrzy­mich szkód wywo­ła­nych przez COVID-19 jedy­nie garstka kra­jów pod­jęła jaki­kol­wiek zna­czący wysi­łek, by przy­go­to­wać się na przy­szłe pan­de­mie.

Nawet ryzyko zwią­zane z zaawan­so­waną sztuczną inte­li­gen­cją doty­czy już naj­bliż­szej przy­szło­ści. Zale­d­wie trzy mie­siące po publi­ka­cji Co jeste­śmy winni przy­szło­ści Ope­nAI wypu­ściła ChatGPT, roz­bu­do­wany model języ­kowy zdolny do pro­wa­dze­nia kon­wer­sa­cji, odpo­wia­da­nia na pyta­nia, kodo­wa­nia i two­rze­nia poezji1. Po dwóch mie­sią­cach od pre­miery miał on już 100 milio­nów użyt­kow­ni­ków, sta­jąc się tym samym naj­praw­do­po­dob­niej naj­szyb­ciej roz­wi­ja­jącą się apli­ka­cją w histo­rii2.

Poja­wie­nie się pro­gramu ChatGPT było ostat­nim dzwon­kiem dla tych, któ­rzy dotych­czas lek­ce­wa­żyli zagro­że­nia ze strony zaawan­so­wa­nej sztucz­nej inte­li­gen­cji. Jakby dla uświa­do­mie­nia nam dobit­nie owych zagro­żeń wkrótce potem Bing wypu­ścił swój czat -?jesz­cze potęż­niej­szego i bar­dziej alar­mu­ją­cego bota, nazy­wa­ją­cego nie­któ­rych użyt­kow­ni­ków "wro­gami" i wysu­wa­ją­cego pod ich adre­sem groźby. Przy tym wyja­śnił, jak mógłby wła­mać się do dowol­nego sys­temu inter­ne­to­wego i za pomocą per­swa­zji zdo­być kody dostępu do broni nukle­ar­nej, gdyby go nie powstrzy­mano.

Moc AI gwał­tow­nie rośnie, a zewsząd napły­wają fun­du­sze. Pyta­nie brzmi nie tyle, czy AI prze­kształci spo­łe­czeń­stwa, ile raczej jaką formę przy­biorą te zmiany i jak głę­bo­kie będą. Eks­perci i ana­li­tycy prze­wi­dują, że w ciągu naj­bliż­szych dekad sztuczna inte­li­gen­cja osią­gnie ludz­kie roz­miary -?co jest jaw­nym celem dzia­łań Ope­nAI i innych wio­dą­cych labo­ra­to­riów w rodzaju Deep­Mind Alpha­betu3. Czyli nastąpi to jesz­cze za życia więk­szo­ści ludzi czy­ta­ją­cych tę książkę. Nie jest to więc pro­blem, który możemy prze­rzu­cić na naszych dale­kich potom­ków; musimy się z nim zmie­rzyć dzi­siaj.

Ponie­waż wspo­mniane zagro­że­nia pil­nie doma­gają się naszej reak­cji, zawęża się pole do kom­pro­misu w kwe­stii sto­so­wa­nia roz­wią­zań krótko- i dłu­go­ter­mi­no­wych. Dzia­ła­nia long­ter­mi­stów przy­no­szą korzy­ści zarówno tym, któ­rzy żyją dzi­siaj, jak i przy­szłym poko­le­niom. Sztucz­nie wywo­łana pan­de­mia, III wojna świa­towa czy spo­wo­do­wany roz­wo­jem AI kata­klizm mogłyby przy­nieść współ­cze­snym nie­wy­po­wie­dzianą ilość cier­pie­nia i śmierci, jed­no­cze­śnie zagra­ża­jąc całej naszej przy­szło­ści. Long­ter­mizm może wpły­nąć na to, jaka wagę przy­pi­su­jemy każ­demu z wyzwań sto­ją­cych przed świa­tem -?bio­rąc pod uwagę, że dys­po­nu­jemy jedy­nie ogra­ni­czo­nymi środ­kami i cza­sem -?ale nie ozna­cza przy tym pogar­sza­nia sytu­acji obec­nego poko­le­nia w imię potom­no­ści.

Nie­któ­rzy czy­tel­nicy byli zda­nia, że long­ter­mizm opiera się na budzą­cym zastrze­że­nia poglą­dzie etycz­nym, który mówi, że ist­nie­nie więk­szej liczby ludzi jest dobre, o ile pro­wa­dzą oni szczę­śliwe i speł­nione życie. Według tego sta­no­wi­ska zagłada ludz­ko­ści byłaby moralną kata­strofą po czę­ści dla­tego, że unie­moż­li­wi­łaby poja­wie­nie się na świe­cie wielu przy­szłych, dobrze pro­spe­ru­ją­cych ist­nień. Z pew­no­ścią może wyda­wać się, że wnio­ski, do jakich dosze­dłem w roz­dziale ósmym, prze­czą intu­icji. Nie sta­no­wią one jed­nak pod­staw long­ter­mizmu per se. Całe roz­działy trzeci i czwarty trak­tują o róż­nych spo­so­bach, w jakie można by popra­wić odle­głą przy­szłość bez wpły­wa­nia na jej roz­miar czy dłu­gość trwa­nia -?a więc w ogóle nie doty­ka­ją­cych etycz­nego zagad­nie­nia, czy dobrze jest spro­wa­dzać na świat szczę­śli­wych ludzi. Prze­ko­na­nie, że powin­ni­śmy, na przy­kład, prze­ciw­sta­wiać się tota­li­ta­ry­zmowi czy pro­mo­wać więk­szą tro­skę moralną o wszyst­kich ludzi, z etycz­nego punktu widze­nia nie budzi żad­nych wąt­pli­wo­ści. Long­ter­mizm pod­kre­śla tylko, jak bar­dzo jest to istotne, ponie­waż zwraca uwagę, że war­to­ści, które deter­mi­nują funk­cjo­no­wa­nie współ­cze­snego świata, mogą przy­świe­cać spo­łe­czeń­stwu jesz­cze bar­dzo długo.

Inni odbiorcy mar­twili się, że long­ter­mizm może zostać wyko­rzy­stany w nie­wła­ści­wych celach, na przy­kład jako uspra­wie­dli­wie­nie dla ego­istycz­nych czy nie­mo­ral­nych zacho­wań. Na prze­strzeni dzie­jów wie­lo­krot­nie zda­rzało się, że źli ludzie wypa­czali dobre idee, więc ta obawa nie jest mi obca. Wie­rzę, że powin­ni­śmy pod­jąć próbę pozy­tyw­nego wpły­nię­cia na dobro­stan przy­szłych poko­leń, jed­no­cze­śnie pro­wa­dząc ogól­nie dobre życie: prze­ja­wia­jąc pozy­twne cechy cha­rak­teru, postę­pu­jąc w spo­sób uczciwy i rze­telny oraz sza­nu­jąc prawa innych. Wspo­mi­nam o tym, co prawda, w ostat­nim roz­dziale książki, pod­kre­śla­jąc, że "postrze­gam long­ter­mizm jako uzu­peł­nie­nie zdro­wo­roz­sąd­ko­wej moral­no­ści, nie zaś coś, co ma ją zastą­pić", żałuję jed­nak, że nie poru­szy­łem tego tematu we wcze­śniej­szej czę­ści tek­stu.

Ostat­nie zastrze­że­nie ma zwią­zek z tym, że zna­cze­nie przy­pi­sy­wane ochro­nie przy­szłych poko­leń sta­wia przed nami dzi­siaj wyma­ga­nia nie­moż­liwe do speł­nie­nia. Long­ter­mizm nie żąda od nas jed­nak zubo­że­nia nas samych. Jak już pisa­łem, więk­szość long­ter­mi­stycz­nych dzia­łań przy­nosi nam rów­nież wiel­kie, nie­mal natych­mia­stowe zyski. A nawet jeśli tak nie jest, twier­dzę jedy­nie, że chro­nie­nie przy­szłych poko­leń powinno być tylko jed­nym z prio­ry­te­tów naszych cza­sów. Przy­znaję, że mogłem to ująć bar­dziej pre­cy­zyj­nie, więc jako metodę swo­istej ope­ra­cjo­na­li­za­cji long­ter­mi­zmu pro­po­nuję nastę­pu­jący cel: niech bogate kraje świata prze­zna­czą 1% swo­jego PKB na dzia­ła­nia, które przy­niosą wyraźne korzy­ści przy­szłym poko­le­niom, takie jak przy­go­to­wa­nie się na wypa­dek pan­de­mii, bez­pie­czeń­stwo AI, opra­co­wy­wa­nie pro­gnoz czy budowę infra­struk­tury kry­zy­so­wej, która pomoże nam prze­trwać wiel­kie kata­strofy. Uwa­żam, że to osią­galny cel -?1% PKB to znacz­nie mniej, niż więk­szość kra­jów wydaje na zbro­je­nia4 -?a sta­no­wi­łoby to wielki krok na dro­dze do zapew­nie­nia ludziom dobrej przy­szło­ści. Gdyby udało nam się do tego dojść jesz­cze za mojego życia, umarł­bym jako szczę­śliwy czło­wiek.

Ogól­nie rzecz bio­rąc, powi­nie­nem był zawrzeć w książce wię­cej kon­kret­nych przy­kła­dów celów i dzia­łań. W trak­cie lat spę­dzo­nych na roz­my­śla­niu i stu­dio­wa­niu long­ter­mi­zmu pozna­łem wielu inspi­ru­ją­cych ludzi. Mogłem poświę­cić znacz­nie wię­cej stron, by opo­wie­dzieć ich histo­rie.

Mogłem też zapre­zen­to­wać dzia­łal­ność Clean Air Task Force, orga­ni­za­cji zaj­mu­ją­cej się poli­tyką doty­czącą zmian kli­matu, którą bar­dzo sza­nuję. Dzięki finan­so­wa­niu z long­ter­mi­stycz­nych źró­deł ich zespół ds. stra­te­gii poli­tycz­nych przy­czy­nił się do tego, że w głów­nych usta­wach kli­ma­tycz­nych przy­ję­tych przez rząd USA w 2021 i 2022 roku uwzględ­niono wspar­cie dla nie­do­fi­nan­so­wa­nych roz­wią­zań pro­ble­mów kli­ma­tycz­nych, takich jak wychwy­ty­wa­nie dwu­tlenku węgla i reduk­cja metanu5. Efekty tych dzia­łań będą odczu­wane przez poko­le­nia.

Mogłem wspo­mnieć o stale roz­wi­ja­ją­cej się dzie­dzi­nie badań nad inter­pre­to­wal­no­ścią AI. Naukowcy pra­cu­jący w nowo powsta­łych ośrod­kach takich jak Ali­gn­ment Rese­arch Cen­ter czy Anth­ro­pic chcą popra­wić bez­pie­czeń­stwo AI, sta­ra­jąc się zro­zu­mieć, dla­czego gene­rują one takie, a nie inne wyniki6. To może pomóc nam utrzy­mać te narzę­dzia w ryzach, gdy zostaną wyko­rzy­stane w rze­czy­wi­stym świe­cie.

Mogłem także przed­sta­wić dr. Davida J. Bren­nera, fizyka z Uni­wer­sy­tetu Colum­bia, który bada formę świa­tła zdolną ste­ry­li­zo­wać powie­trze: zabija ona wirusy, nie robiąc przy tym krzywdy czło­wie­kowi7. Gdyby udało nam się zadbać o bez­pie­czeń­stwo sto­so­wa­nia tej tech­no­lo­gii i spra­wić, że będzie tań­sza, mogli­by­śmy usta­wić urzą­dze­nia emi­tu­jące takie świa­tło w biu­rach i prze­strze­niach publicz­nych na całym świe­cie. Czy­ste powie­trze znacz­nie zmniej­szy­łoby praw­do­po­do­bień­stwo wybu­chu przy­szłych pan­de­mii; sto­so­wane powszech­nie, urzą­dze­nia takie mogłyby nawet dopro­wa­dzić do wyeli­mi­no­wa­nia więk­szo­ści cho­rób układu odde­cho­wego. Być może ni­gdy już nie zła­pa­li­by­ście prze­zię­bie­nia.

Ci ludzie i orga­ni­za­cje czy­nią życie lep­szym zarówno obec­nie, jak i w przy­szło­ści. Mam nadzieję, że książka ta sta­nie się dla was inspi­ra­cją, by do nich dołą­czyć. Wie­rzę, że dzięki cięż­kiej pracy, poko­rze i współ­pracy możemy pora­dzić sobie z obec­nymi wyzwa­niami, które sta­no­wią zagro­że­nie dla przy­szło­ści. Jestem o tym coraz sil­niej prze­ko­nany; naprawdę jeste­śmy w sta­nie stwo­rzyć przy­szłość, za którą nasi potom­ko­wie będą nam wdzięczni. Możemy być dobrymi przod­kami, prze­ka­zu­ją­cymi swoim wnu­kom, ich wnu­kom i wszyst­kim kolej­nym poko­le­niom świat pełen wol­no­ści, rado­ści i piękna.

Wstęp

Wstęp

Wyobraź­cie sobie, że prze­ży­wa­cie -?w kolej­no­ści naro­dzeń -?życie każ­dego czło­wieka, jaki kie­dy­kol­wiek cho­dził po Ziemi8. Wasze pierw­sze życie roz­po­czyna się około trzy­stu tysięcy lat temu w Afryce9. Gdy się ono koń­czy, cofa­cie się w cza­sie i wstę­pu­je­cie w ciało dru­giej osoby, która poja­wiła się na pla­ne­cie, uro­dzona nie­długo po pierw­szej. Po śmierci tej dru­giej odra­dza­cie się jako trze­cia, potem jako czwarta i tak dalej. Sto miliar­dów żywo­tów póź­niej10 sta­je­cie się naj­młod­szym z żyją­cych współ­cze­śnie ludzi. Wasze "życie" składa się ze wszyst­kich tych egzy­sten­cji doświad­cza­nych po kolei.

Spo­sób, w jaki prze­ży­wa­cie dzieje, bar­dzo różni się od tego, co znamy z więk­szo­ści pod­ręcz­ni­ków histo­rii. Losy słyn­nych oso­bi­sto­ści w rodzaju Kle­opa­try czy Napo­le­ona mają jedy­nie nie­wielki udział w zbio­rze waszych doświad­czeń. Zasad­ni­czą tre­ścią waszego ist­nie­nia są codzienne czyn­no­ści -?jedze­nie, praca i aktyw­no­ści towa­rzy­skie oraz zwią­zane z nimi śmiech, zmar­twie­nia i modli­twa.

Wasze życie trwa od nie­mal czte­rech bilio­nów lat. Przez jedną dzie­siątą tego czasu jeste­ście łow­cami-zbie­ra­czami, przez 60% - rol­ni­kami11. Przez jedną piątą życia wycho­wu­je­cie dzieci, tyle samo czasu poświę­ca­cie upra­wie roli, a pra­wie 2% życia pochła­nia wam udział w rytu­ałach reli­gij­nych. Przez 1% cho­ru­je­cie na mala­rię albo czarną ospę. Przez pół­tora miliarda lat upra­wia­cie seks, a przez dwie­ście pięć­dzie­siąt milio­nów rodzi­cie. W mię­dzy­cza­sie wypi­ja­cie czter­dzie­ści cztery biliony fili­ża­nek kawy12.

Jeste­ście jed­no­cze­śnie źró­dłem i adre­sa­tem zarówno okru­cieństw, jak i aktów życz­li­wo­ści. Jako kolo­ni­za­to­rzy zdo­by­wa­cie nowe zie­mie, jako kolo­ni­zo­wani cier­pi­cie z powodu tego, że wam je ode­brano. Czu­je­cie wście­kłość nęka­ją­cego i ból nęka­nego. Przez około 10% życia posia­da­cie nie­wol­ni­ków; mniej wię­cej tyle samo czasu to wy jeste­ście nie­wol­ni­kami13.

Dzięki temu eks­pe­ry­men­towi na wła­snej skó­rze prze­ko­na­cie się, w jak nie­zwy­kłych cza­sach obec­nie żyjemy. Z powodu gwał­tow­nego wzro­stu liczeb­no­ści popu­la­cji pełna jedna trze­cia waszego życia przy­pad­nie na okres po 1200 roku, ćwierć swo­jego żywota spę­dzi­cie zaś już po roku 1750. Od tego momentu tech­no­lo­gia i spo­łe­czeń­stwo zaczną zmie­niać się szyb­ciej niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej. Wynaj­dzie­cie sil­niki parowe, fabryki i elek­trycz­ność. Będzie­cie świad­kami rewo­lu­cji w nauce, wojen zbie­ra­ją­cych naj­bar­dziej śmier­telne żniwo w histo­rii14 i dra­ma­tycz­nego znisz­cze­nia śro­do­wi­ska. Każde z poje­dyn­czych żyć skła­da­ją­cych się na wasze ist­nie­nie będzie trwało coraz dłu­żej. Doświad­czy­cie luk­su­sów, które nie były wam dane nawet wtedy, gdy żyli­ście jako kró­lo­wie i kró­lowe. Spę­dzi­cie sto pięć­dzie­siąt lat w kosmo­sie i tydzień, cho­dząc po Księ­życu. Pięt­na­ście pro­cent całego waszego doświad­cze­nia sta­no­wić będą prze­ży­cia ludzi ist­nie­ją­cych obec­nie15.

Oto i całe wasze dotych­cza­sowe życie -?od naro­dzin Homo sapiens do dnia dzi­siej­szego. Spró­buj­cie sobie jed­nak wyobra­zić, że prze­ży­je­cie także wszyst­kie przy­szłe życia. Wów­czas okaże się, że wasze ist­nie­nie - miejmy nadzieję -?tak naprawdę dopiero się roz­po­częło. Nawet gdyby ludz­kość miała prze­trwać jedy­nie tyle, ile żyje śred­nio jeden gatu­nek ssa­ków (około miliona lat), i nawet gdyby liczeb­ność popu­la­cji spa­dła do jed­nej dzie­sią­tej obec­nej wiel­ko­ści, wciąż mie­li­by­ście przed sobą około 99,5% życia16.

Prze­kła­da­jąc to na skalę nor­mal­nego ludz­kiego ist­nie­nia, byli­by­ście teraz zale­d­wie pię­cio­mie­sięcz­nym nie­mow­lę­ciem. Gdyby nato­miast ludz­kość miała prze­trwać dłu­żej niż prze­ciętny gatu­nek ssaka -?przez setki milio­nów lat dzie­lą­cych nas od czasu, gdy Zie­mia sta­nie się kom­plet­nie nie­za­miesz­ki­walna, lub dzie­siątki bilio­nów liczo­nych do momentu wypa­le­nia się ostat­nich gwiazd -?wasze cztery biliony lat życia byłyby jak pierw­szych parę mru­gnięć tuż po opusz­cze­niu macicy17. Przy­szłość jest ogromna.

Gdy­by­ście rze­czy­wi­ście mieli prze­żyć wszyst­kie te przy­szłe życia, co waszym zda­niem powi­nin­ni­śmy zro­bić dzi­siaj? Ile dwu­tlenku węgla powin­ni­śmy wyemi­to­wać do atmos­fery? Ile środ­ków powin­ni­śmy zain­we­sto­wać w bada­nia i edu­ka­cję? Z jak wielką ostroż­no­ścią powin­ni­śmy pod­cho­dzić do nowych tech­no­lo­gii, które mogą znisz­czyć naszą przy­szłość lub na trwałe skie­ro­wać ją na nie­wła­ściwe tory? Ile uwagi powin­ni­śmy poświę­cić wpły­wowi naszych obec­nych dzia­łań w per­spek­ty­wie dłu­go­ter­mi­no­wej?

Przed­sta­wiam ten eks­pe­ry­ment myślowy, ponie­waż moral­ność oparta jest na umie­jęt­no­ści wczu­cia się w poło­że­nie dru­giej osoby i potrak­to­wa­nia jej inte­re­sów tak, jak trak­to­wa­li­by­śmy nasze wła­sne. Gdy robimy to w peł­nej skali całego gatunku ludz­kiego, przy­szłość -?w któ­rej żyją nie­mal wszy­scy jego przed­sta­wi­ciele i w któ­rej tkwi nie­mal cały poten­cjał ich rado­ści i nie­doli -?wysuwa się na pierw­szy plan.

Tema­tem tej książki jest long­ter­mizm: pogląd gło­szący, że pozy­tywny wpływ na dłu­go­fa­lową przy­szłość jest klu­czo­wym prio­ry­te­tem moral­nym naszych cza­sów. W long­ter­mi­zmie cho­dzi o poważne potrak­to­wa­nie ogromu roz­cią­ga­ją­cej się przed nami przy­szło­ści i o zda­nie sobie sprawy, o jak wysoką stawkę gramy, kiedy ją kształ­tu­jemy. Nawet gdyby ludz­kość miała prze­trwać jedy­nie przez uła­mek prze­zna­czo­nego sobie poten­cjal­nie czasu, to byli­by­śmy -?choć może to wyda­wać się dziwne -?sta­ro­żyt­nymi: żyjemy na samym początku dzie­jów, w naj­dal­szej prze­szło­ści. To, co zro­bimy, będzie miało wpływ na nie­zli­czone rze­sze ludzi, któ­rzy nadejdą po nas. Musimy zatem dzia­łać roz­trop­nie.

Mnie samemu prze­ko­na­nie się do long­ter­mi­zmu zajęło sporo czasu. Trudno, by abs­trak­cyjna idea ukie­run­ko­wana na ludzi, któ­rych ni­gdy nie będzie nam dane poznać, sta­no­wiła dla nas rów­nie dobre źró­dło moty­wa­cji jak inne, bar­dziej ude­rza­jące pro­blemy. W szkole śred­niej dzia­ła­łem w orga­ni­za­cji, która zaj­mo­wała się pomocą oso­bom star­szym i nie­peł­no­spraw­nym. Jako stu­dent przej­mu­jący się kwe­stią ubó­stwa na świe­cie zgło­si­łem się na ochot­nika do pracy w etiop­skim ośrodku reha­bi­li­ta­cji dla dzieci, które prze­szły polio. Gdy przy­mie­rza­łem się do magi­ste­rium, zaczą­łem zasta­na­wiać się, jak spra­wić, by ludzie poma­gali sobie wza­jem­nie z więk­szą efek­tyw­no­ścią. Posta­no­wi­łem prze­zna­czać przy­naj­mniej 10% moich docho­dów na cele cha­ry­ta­tywne i zosta­łem współ­za­ło­ży­cie­lem Giving What We Can -?orga­ni­za­cji, która zachęca innych, by robili to samo18.

Wszyst­kie te dzia­ła­nia dawały kon­kretny efekt. W prze­ci­wień­stwie do nich myśl o popra­wia­niu jako­ści życia nie­zna­nych ludzi z przy­szło­ści począt­kowo nie wzbu­dzała we mnie żad­nych emo­cji. Gdy jeden z kole­gów przed­sta­wił mi argu­menty prze­ma­wia­jące za potrak­to­wa­niem poważ­nie kwe­stii przy­szło­ści w dłu­go­fa­lo­wej per­spek­ty­wie, moją odru­chową reak­cją było odrzu­ce­nie tej idei. Na świe­cie ist­nieją praw­dziwe pro­blemy, takie jak skrajne ubó­stwo, brak edu­ka­cji czy śmierć z powodu cho­rób - pomy­śla­łem -?z któ­rymi mie­rzą się praw­dziwi ludzie. Tym pro­ble­mom można z łatwo­ścią zapo­biec. Na nich powin­ni­śmy się sku­pić. W zesta­wie­niu z nimi spe­ku­la­cje na temat tego, co może wpły­nąć, a co nie wpły­nie na przy­szłość, wyda­wały się nie­po­trzeb­nym roz­pra­sza­niem uwagi rodem z science fic­tion.

Nie­mniej jed­nak argu­menty prze­ma­wia­jące za long­ter­mi­zmem upo­rczy­wie dobi­jały się do mojego umy­słu. Wszyst­kie opie­rały się na pro­stych zało­że­niach: że obiek­tyw­nie rzecz bio­rąc, z moral­nego punktu widze­nia przy­szli ludzie nie powinni liczyć się mniej niż poko­le­nia żyjące współ­cze­śnie; że w przy­szło­ści ludzi może być bar­dzo dużo; że ich życie może być wyjąt­kowo wspa­niałe albo nie­wy­obra­żal­nie okropne oraz że naprawdę jeste­śmy w sta­nie wpły­nąć na świat, który będą zamiesz­ki­wać.

Naj­waż­niej­szy był dla mnie jed­nak pro­blem natury prak­tycz­nej: nawet jeśli rze­czy­wi­ście powin­ni­śmy przej­mo­wać się przy­szło­ścią, co wła­ści­wie możemy zro­bić? Kiedy jed­nak dowie­dzia­łem się wię­cej o wyda­rze­niach, które mogłyby nastą­pić w nie­da­le­kiej przy­szło­ści i zmie­nić bieg histo­rii, z więk­szą powagą potrak­to­wa­łem suge­stię, że być może zbli­żamy się wła­śnie do kry­tycz­nego momentu w dzie­jach ludz­ko­ści. Roz­wój tech­no­lo­giczny nie­sie ze sobą zarówno nowe szanse, jak i zagro­że­nia, kła­dąc na szali życie przy­szłych poko­leń.

Obec­nie uwa­żam, że losy świata w dal­szej per­spek­ty­wie przy­naj­mniej czę­ściowo zależą od tego, jakich wybo­rów doko­namy za naszego życia. Przy­szłość może być wspa­niała: możemy stwo­rzyć kwit­nące i sta­bilne spo­łe­czeń­stwo, w któ­rym wszy­scy będą mieli się lepiej niż wybrańcy cie­szący się naj­więk­szym powo­dze­niem współ­cze­śnie. Przy­szłość może też być potworna: mogą zawład­nąć nią auto­ry­tarni despoci, któ­rzy wyko­rzy­stają sys­temy inwi­gi­la­cji i sztuczną inte­li­gen­cję, by na zawsze "zamro­zić" swoją ide­olo­gię, lub nawet sama AI, która będzie zain­te­re­so­wana raczej zdo­by­wa­niem wła­dzy niż roz­kwi­tem spo­łe­czeń­stwa. Przy­szło­ści może też nie być wcale: możemy powy­bi­jać się za pomocą broni bio­lo­gicz­nej lub roz­pę­tać totalną wojnę nukle­arną, po któ­rej cywi­li­za­cja upad­nie i ni­gdy się nie pod­nie­sie.

Ist­nieją dzia­ła­nia, które możemy pod­jąć, by skie­ro­wać ludz­kość na lep­sze tory. Możemy zwięk­szyć szanse na cudowną przy­szłość, udo­sko­na­la­jąc war­to­ści, które kie­rują spo­łe­czeń­stwem, i ostroż­nie ste­ru­jąc roz­wo­jem AI. Możemy dopil­no­wać, by w ogóle mieć przed sobą jakąś przy­szłość, zapo­bie­ga­jąc opra­co­wy­wa­niu i uży­wa­niu broni maso­wej zagłady i utrzy­mu­jąc pokój mię­dzy naj­więk­szymi świa­to­wymi mocar­stwami. To wiel­kie wyzwa­nia, ale spo­sób, w jaki do nich podej­dziemy, może zmie­nić naprawdę wiele.

Wobec tego wszyst­kiego przede­fi­nio­wa­łem swoje prio­ry­tety. Wciąż będąc nie do końca prze­ko­na­nym co do pod­staw i kon­se­kwen­cji long­ter­mi­zmu, zmie­ni­łem kie­ru­nek swo­ich badań i zosta­łem współ­za­ło­ży­cie­lem dwóch insty­tu­cji, które miały zająć się dal­szym ana­li­zo­wa­niem tych kwe­stii: Glo­bal Prio­ri­ties Insti­tute na Uni­wer­sy­te­cie Oks­fordz­kim oraz Fore­tho­ught Foun­da­tion. Opie­ra­jąc się na zdo­by­tej w ten spo­sób wie­dzy, spró­bo­wa­łem spi­sać argu­menty na rzecz long­ter­mi­zmu, które prze­ko­na­łyby mnie dekadę wcze­śniej.

Do zilu­stro­wa­nia głów­nych postu­la­tów zawar­tych w tej książce posłu­guję się trzema głów­nymi meta­fo­rami. W pierw­szej przed­sta­wiam ludz­kość jako nie­roz­sąd­nego nasto­latka, który wciąż ma przed sobą więk­szość życia i podej­muje decy­zje mogące mieć na nie duży wpływ. Wybie­ra­jąc ścieżkę roz­woju zawo­do­wego, zasta­na­wia­jąc się, ile czasu poświę­cić na naukę, i sza­cu­jąc, które nie­bez­pieczne zaję­cia są zbyt nie­bez­pieczne, powi­nien więc mieć na uwa­dze nie tylko dresz­czyk emo­cji w odpo­wie­dzi na bie­żące doświad­cze­nia, lecz także wszyst­kie cze­ka­jące go jesz­cze lata.

Druga meta­fora to opo­wieść o dmu­cha­niu szkła. Obecne spo­łe­czeń­stwo wciąż jesz­cze zacho­wuje pla­stycz­ność -?może przy­brać roz­ma­ite kształty. W pew­nym momen­cie jed­nak sto­piona masa szklana osty­gnie, utwar­dzi się i dużo trud­niej będzie ją zmie­nić. W zależ­no­ści od tego, co z nią zro­bimy, gdy jest jesz­cze płynna, osta­teczna forma, jaką przy­bie­rze, może być piękna lub znie­kształ­cona -?może też roz­trza­skać się w drobny mak.

W trze­ciej meta­fo­rze porów­nuję ścieżkę pro­wa­dzącą do dłu­go­fa­lo­wego wpływu do ryzy­kow­nej eks­pe­dy­cji w nie­znane. Pró­bu­jąc pozy­tyw­nie wpły­nąć na przy­szłość, nie wiemy dokład­nie, z jakimi zagro­że­niami przyj­dzie nam się mie­rzyć ani nawet dokąd chcemy dojść; mimo wszystko jed­nak możemy przy­go­to­wać się na wyprawę. Możemy wyba­dać teren bez­po­śred­nio przed nami, dopil­no­wać, by eks­pe­dy­cja była dobrze zaopa­trzona i sko­or­dy­no­wana, a także -?pomimo nie­pew­no­ści -?zabez­pie­czyć się przed nie­bez­pie­czeń­stwami, które jeste­śmy w sta­nie prze­wi­dzieć.

Niniej­sza książka jest sze­roko zakro­jo­nym przed­się­wzię­ciem; nie tylko przed­sta­wiam w niej argu­menty prze­ma­wia­jące za long­ter­mi­zmem, lecz także usi­łuję wyja­śnić, jakie może on pocią­gać za sobą kon­se­kwen­cje. Ze względu na sporą roz­pię­tość poru­sza­nych zagad­nień, pisząc ją, w dużej mie­rze pole­ga­łem na wie­dzy zespołu dorad­ców i ana­li­ty­ków. Gdy tylko wycho­dzi­łem poza obszar etyki, którą zaj­muję się zawo­dowo, kon­sul­to­wa­łem się ze spe­cja­li­stami w danej dzie­dzi­nie. Dla­tego też książka ta tak naprawdę nie jest "moja", lecz jest wyni­kiem zbio­ro­wego wysiłku, w sumie ponad dzie­się­ciu lat pracy na pełen etat, z któ­rych nie­mal dwa lata poświę­cono spraw­dza­niu danych.

Ci, któ­rych pewne moje twier­dze­nia skło­nią do dal­szych poszu­ki­wań, na stro­nie wha­twe­owe­the­fu­ture.com znajdą obszerne mate­riały uzu­peł­nia­jące, w tym wyniki ana­liz zle­co­nych przeze mnie spe­cjal­nie na potrzeby tej książki. Pomimo ogromu pracy, którą już wyko­na­li­śmy, jestem prze­ko­nany, że led­wie zary­so­wa­li­śmy kwe­stię long­ter­mi­zmu i jego impli­ka­cji -?wciąż musimy się jesz­cze wiele nauczyć.

Jeśli mam rację, ciąży na nas wielka odpo­wie­dzial­ność. W porów­na­niu z liczbą ludzi, któ­rzy po nas nadejdą, jeste­śmy led­wie maleńką mniej­szo­ścią -?za to mniej­szo­ścią, w któ­rej rękach spo­czywa przy­szłość. Etyka, jaką kie­ru­jemy się na co dzień, rzadko dotyka spraw w takiej skali -?musimy stwo­rzyć świa­to­po­gląd moralny, który potrak­to­wałby poważ­nie stawkę, o jaką gramy.

Jeśli doko­namy mądrych wybo­rów, możemy ode­grać klu­czową rolę w skie­ro­wa­niu ludz­ko­ści na wła­ściwe tory. Jeśli tak się sta­nie, nasze pra­pra­praw­nuki pomy­ślą o nas z wdzięcz­no­ścią i będą wyra­żać prze­ko­na­nie, że zro­bi­li­śmy wszystko, co było w naszej mocy, by ofia­ro­wać im piękny i spra­wie­dliwy świat.

Rozdział 1. Argumenty za longtermizmem

ROZ­DZIAŁ 1

Argu­menty za long­ter­mi­zmem

Nieme miliardy

Przy­szli ludzie się liczą. Może być ich mnó­stwo. A my możemy spra­wić, że będzie im się lepiej żyło.

Tak naj­kró­cej można ująć argu­menty prze­ma­wia­jące za słusz­no­ścią long­ter­mi­zmu. Jego zało­że­nia są pro­ste i moim zda­niem nie­spe­cjal­nie kon­tro­wer­syjne, ale potrak­to­wa­nie ich poważ­nie ozna­cza rewo­lu­cję moralną -?cał­ko­wi­cie zmie­nia­jącą spo­sób, w jaki akty­wi­ści, naukowcy, decy­denci poli­tyczni, a tak naprawdę rów­nież my wszy­scy, powinni myśleć i dzia­łać.

Przy­szli ludzie się liczą, ale my rzadko liczymy się z nimi. Nie są w sta­nie gło­so­wać, lob­bo­wać ani ubie­gać się o spra­wo­wa­nie funk­cji publicz­nych, poli­ty­kom bra­kuje więc moty­wa­cji, by się za nimi wsta­wić. Nie mogą z nami han­dlo­wać ani się tar­go­wać, więc nie mają swo­ich przed­sta­wi­cieli na rynku. W dodatku nie potra­fią wyra­zić swo­ich poglą­dów bez­po­śred­nio: nie twe­etują, nie piszą arty­ku­łów w gaze­tach, nie orga­ni­zują mar­szów. Są cał­ko­wi­cie pozba­wieni prawa głosu.

Wcze­śniej­sze ruchy spo­łeczne -?jak choćby te wal­czące o prawa oby­wa­tel­skie czy prawa wybor­cze dla kobiet -?czę­sto dążyły do zapew­nie­nia więk­szego uzna­nia i wpływu mar­gi­na­li­zo­wa­nym człon­kom spo­łe­czeń­stwa. Uwa­żam, że long­ter­mizm jest roz­sze­rze­niem tej idei. Choć nie możemy rze­czy­wi­ście oddać wła­dzy poli­tycz­nej w ręce przy­szłych ludzi, możemy przy­naj­mniej wziąć ich pod uwagę. Wyrze­ka­jąc się tyra­nii teraź­niej­szo­ści nad przy­szło­ścią, możemy dzia­łać jak powier­nicy -?pomóc stwo­rzyć kwit­nący świat dla przy­szłych poko­leń. Ma to kolo­salne zna­cze­nie. Zaraz wyja­śnię dla­czego.

Przyszli ludzie się liczą

Idea, że przy­szli ludzie mają zna­cze­nie, jest oparta na zdro­wym roz­sądku. Przy­szli ludzie to mimo wszystko ludzie. Będą ist­nieć. Tak jak my wszy­scy -?będą mieli swoje nadzieje, rado­ści, cier­pie­nia i smutki. Po pro­stu jesz­cze ich nie ma.

Żeby prze­ko­nać się, jak bar­dzo w grun­cie rze­czy jest to intu­icyjne, wyobraź­cie sobie, że pod­czas wycieczki w góry roz­trza­skuję na szlaku szklaną butelkę. Jeśli nie posprzą­tam odłam­ków, póź­niej poka­le­czy się nimi dziecko19. Czy w pod­ję­ciu decy­zji o tym, czy powi­nie­nem pozbie­rać szkło, ma jakie­kol­wiek zna­cze­nie, kiedy dziecko się porani? Czy to będzie za tydzień, za dekadę, czy za sto lat? Nie. Krzywda jest krzywdą, nie­za­leż­nie od tego, kiedy nastąpi.

Albo przy­pu­śćmy, że na jakieś mia­steczko spad­nie zaraza i wybije tysiące ludzi. Może­cie ją powstrzy­mać. Czy zanim ruszy­cie do dzia­ła­nia, musi­cie wie­dzieć, kiedy wybuch­nie cho­roba? Czy to ma zna­cze­nie samo w sobie? Nie. Poten­cjal­nie zwią­zane z nią ból i śmierć i tak są warte wzię­cia pod uwagę.

To samo doty­czy dobrych rze­czy. Pomy­śl­cie o czymś, co kocha­cie w życiu - może to być muzyka lub sport. A teraz wyobraź­cie sobie kogoś innego, kto tak samo kocha coś w swoim życiu. Czy war­tość jego rado­ści znika tylko dla­tego, że żyje on w przy­szło­ści? Przy­pu­śćmy, że może­cie dać temu komuś bilety na kon­cert jego ulu­bio­nego zespołu albo na mecz dru­żyny, któ­rej kibi­cuje. Czy aby pod­jąć decy­zję o tym, czy mu je ofia­ro­wać, musi­cie wie­dzieć, kiedy je otrzyma?

Wyobraź­cie sobie, co przy­szli ludzie będą myśleć o nas, zasta­na­wia­ją­cych się nad takimi pyta­niami. Usły­szą, jak dys­ku­tu­jemy nad tym, czy przy­szli ludzie mają zna­cze­nie, po czym spoj­rzą na swoje dło­nie i rozej­rzą się po swoim życiu. Czym ono się różni od naszego? Co jest w nim mniej rze­czy­wi­ste? Która strona debaty wyda im się trzeźwo myśląca i posia­da­jąca racjo­nalne argu­menty? A która będzie w ich oczach krót­ko­wzroczna i ogra­ni­czona?

Odle­głość w cza­sie jest jak odle­głość w prze­strzeni. Ludzie mają zna­cze­nie, nawet jeśli miesz­kają tysiące kilo­me­trów od nas -?i tak samo się liczą, nawet jeśli dzielą nas tysiące lat. W obu przy­pad­kach łatwo pomy­lić dystans z nie­re­al­no­ścią i uznać gra­nice tego, co potra­fimy dostrzec, za gra­nice naszego świata. Ale tak samo jak świat nie koń­czy się na naszym progu czy na gra­nicy naszego kraju, nie koń­czy się też wraz z naszym czy następ­nym poko­le­niem.

To podej­ście zdro­wo­roz­sąd­kowe. Ludowe przy­sło­wie mówi: "Spo­łe­czeń­stwo się roz­wija, gdy sta­rzy ludzie sadzą drzewa, choć wie­dzą, że ni­gdy nie usiądą w ich cie­niu"20. Kiedy zabez­pie­czamy odpady radio­ak­tywne, nie mówimy: "A kogo obcho­dzi, że za setki lat to zatruje ludzi?". Podob­nie jedy­nie nie­liczni z tych, któ­rzy przej­mują się zmia­nami kli­matu czy zanie­czysz­cze­niem śro­do­wi­ska, robią to tylko dla dobra ludzi żyją­cych dzi­siaj. Wzno­simy muzea, parki i mosty; inwe­stu­jemy w szkoły i dłu­go­ter­mi­nowe pro­jekty badaw­cze; dbamy o zacho­wa­nie dzieł sztuki, tra­dy­cji i języ­ków; chro­nimy piękne miej­sca w nadziei, że prze­trwają poko­le­nia. W wielu przy­pad­kach nie wyzna­czamy jasnej gra­nicy mię­dzy tym, co robimy dla teraź­niej­szo­ści i dla przy­szło­ści -?trosz­czymy się o obie.

Wiele róż­nych tra­dy­cji inte­lek­tu­al­nych trak­tuje tro­skę o los przy­szłych poko­leń jako prze­jaw zdro­wego roz­sądku. W liczą­cej sobie setki lat, prze­ka­zy­wa­nej ust­nie kon­sty­tu­cji Kon­fe­de­ra­cji Iro­ke­zów, zaty­tu­ło­wa­nej Gay­ana­sha­gowa, zostało to wyra­żone szcze­gól­nie jasno. Wymaga ona, by Wodzo­wie Kon­fe­de­ra­cji "zawsze mieli na uwa­dze nie tylko teraź­niej­szość, ale rów­nież kolejne poko­le­nia"21. Oren Lyons, straż­nik wiary wcho­dzą­cych w skład Kon­fe­de­ra­cji ludów Onon­daga i Seneka, wyraża to w for­mie "zasady siód­mego poko­le­nia": "Cho­dzi o to, by każda decy­zja, którą podej­mu­jemy, miała na uwa­dze dobro­stan i dobro­byt siód­mego poko­le­nia, które nadej­dzie po nas (...). Zasta­na­wiamy się: czy to będzie dobre dla siód­mego poko­le­nia?"22.

Nawet jed­nak jeśli przy­sta­niemy na to, że przy­szli ludzie się liczą, pozo­staje pyta­nie, jaką wagę powin­ni­śmy przy­kła­dać do dba­nia o ich inte­resy. Czy ist­nieją jakieś powody, by trosz­czyć się bar­dziej o ludzi żyją­cych współ­cze­śnie?

Do głowy przy­cho­dzą mi dwa. Pierw­szym jest stron­ni­czość. Czę­sto odczu­wamy sil­niej­szą, wyjąt­kową więź z oso­bami żyją­cymi obec­nie -?z naszą rodziną, przy­ja­ciółmi i współ­o­by­wa­te­lami -?niż z tymi, któ­rzy naro­dzą się w przy­szło­ści. To roz­sądne; możemy i powin­ni­śmy szcze­gólną uwagą obda­rzać bli­skich.

Dru­gim powo­dem jest wza­jem­ność. O ile nie jeste­ście samot­ni­kami żyją­cymi w dzi­czy, dzia­ła­nia ogrom­nej liczby ludzi -?nauczy­cieli, sprze­daw­ców, inży­nie­rów i wszyst­kich pła­cą­cych podatki -?przez całe wasze życie przy­no­siły wam i na­dal przy­no­szą bez­po­śred­nie korzy­ści. Zazwy­czaj czu­jemy, że jeśli ktoś zro­bił dla nas coś dobrego, jest to powód, by odpła­cić mu tym samym. Ludzie przy­szło­ści jed­nak nie przy­no­szą nam korzy­ści w tym sen­sie, w jakim robią to inni człon­ko­wie naszego poko­le­nia23.

Więzi i wza­jem­ność są ważne, ale nie zmie­niają osta­tecz­nej linii mojej argu­men­ta­cji. Nie twier­dzę, że inte­resy ludzi żyją­cych obec­nie i tych żyją­cych w przy­szło­ści zawsze i wszę­dzie należy trak­to­wać jed­na­kowo. Twier­dzę jedy­nie, że przy­szli ludzie mają duże zna­cze­nie. Tak jak więk­sza tro­ska o wła­sne dzieci nie ozna­cza auto­ma­tycz­nie cał­ko­wi­tego igno­ro­wa­nia potrzeb obcych, tak przy­wią­zy­wa­nie więk­szej wagi do współ­cze­snych nie ozna­cza, że powin­ni­śmy lek­ce­wa­żyć dobro naszych potom­ków.

Zilu­strujmy to przy­kła­dem. Przy­pu­śćmy, że któ­re­goś dnia odkry­wamy Atlan­tydę, olbrzy­mią cywi­li­za­cję na dnie morza. Zda­jemy sobie sprawę, że wiele naszych dzia­łań ma na nią wpływ: kiedy wyrzu­camy odpady do oce­anu, zatru­wamy ich mia­sta; kiedy tonie nasz sta­tek, odzy­skują z niego kawałki metalu i inne czę­ści. Z miesz­kań­cami Atlan­tydy nie wiążą nas żadne spe­cjalne więzi, nie jeste­śmy też im nic winni za przy­sługi, jakie nam wyświad­czyli. Mimo tego jed­nak powin­ni­śmy brać pod uwagę, jak odbi­jają się na nich nasze czyny.

Przy­szłość jest jak Atlan­tyda. To rów­nież ogromna, nie­od­kryta kra­ina24: to, czy kraj ten czeka roz­kwit, czy upa­dek, w znacz­nej mie­rze zależy od tego, co zro­bimy dzi­siaj.

Przyszłość jest wielka

Przy­szli ludzie się liczą -?to zdro­wo­roz­sąd­kowe podej­ście. Tak samo zdro­wo­roz­sąd­kowy jest pogląd, że z moral­nego punktu widze­nia liczba ma zna­cze­nie. Jeśli może­cie oca­lić z pożaru jedną osobę lub dzie­sięć, powin­ni­ście -?o ile wszyst­kie pozo­stałe zmienne są iden­tyczne -?ura­to­wać dzie­sięć; jeśli może­cie wyle­czyć sto osób lub tysiąc, powin­ni­ście wyle­czyć tysiąc. To istotne, ponie­waż liczba przy­szłych ludzi może być astro­no­miczna.

Żeby zro­zu­mieć, dla­czego tak jest, przyj­rzyjmy się histo­rii ludz­ko­ści. Przed­sta­wi­ciele rodzaju Homo cho­dzą po Ziemi od ponad dwóch i pół miliona lat25. Nasz gatu­nek, Homo sapiens, wyewo­lu­ował mniej wię­cej trzy­sta tysięcy lat temu. Rol­nic­two naro­dziło się dopiero dwa­na­ście tysięcy lat temu, pierw­sze mia­sta powstały zale­d­wie przed sze­ścioma tysią­cami lat, rewo­lu­cja prze­my­słowa zaczęła się dwie­ście pięć­dzie­siąt lat temu, a wszyst­kie zmiany, które zaszły od tam­tej pory - przej­ście od wozów zaprzę­ga­nych w konie do podróży kosmicz­nych, od upusz­cza­nia krwi do prze­szcze­pów serca i od kal­ku­la­to­rów mecha­nicz­nych do super­kom­pu­te­rów -?doko­nały się w cza­sie trzech ludz­kich żyć26.

Rysu­nek 1.1. Histo­ria Homo sapiens

Jak długo prze­trwa nasz gatu­nek? Tego oczy­wi­ście nie wiemy. Opie­ra­jąc się na dostęp­nych nam danych, możemy jed­nak doko­nać sza­cun­ko­wych obli­czeń bio­rą­cych pod uwagę naszą nie­pew­ność, w tym nie­pew­ność doty­czącą tego, czy przy­pad­kiem to nie my sami sta­niemy się przy­czyną wła­snej zguby.

Dla zilu­stro­wa­nia poten­cjal­nej skali przy­szło­ści załóżmy, że prze­trwamy jedy­nie tyle, ile prze­ciętny gatu­nek ssaka -?czyli około miliona lat27. Dodat­kowo uznajmy, że liczeb­ność popu­la­cji pozo­sta­nie na obec­nym pozio­mie. W takim przy­padku naro­dzi się jesz­cze osiem­dzie­siąt bilio­nów ludzi -?przy­szli ludzie będą mieć nad nami prze­wagę dzie­sięć tysięcy do jed­nego.

Rysu­nek 1.2. Poten­cjalna przy­szłość cywi­li­za­cji, jeśli ludz­kość prze­trwa tyle, ile prze­ciętny gatu­nek ssaka

Oczy­wi­ście przy­szłość może poto­czyć się na wiele róż­nych spo­sób i musimy wziąć je wszyst­kie pod uwagę. Jeśli spro­wa­dzimy na sie­bie zagładę, możemy znik­nąć z powierzchni ziemi znacz­nie szyb­ciej niż inne gatunki ssa­ków. Ale możemy rów­nież zostać tu znacz­nie dłu­żej. W odróż­nie­niu od innych ssa­ków dys­po­nu­jemy wyra­fi­no­wa­nymi narzę­dziami, które poma­gają nam przy­sto­so­wać się do róż­nych śro­do­wisk, umiemy rozu­mo­wać abs­trak­cyj­nie, co pozwala nam two­rzyć zło­żone, dłu­go­fa­lowe plany w odpo­wie­dzi na zmie­nia­jące się oko­licz­no­ści, a dzięki łączą­cej nas kul­tu­rze potra­fimy funk­cjo­no­wać w gru­pach liczą­cych sobie miliony osob­ni­ków. To wszystko chroni nas przed zagro­że­niem wygi­nię­ciem w spo­sób nie­do­stępny innym przed­sta­wi­cie­lom naszej gro­mady28.

Wpływ tych fak­tów na prze­wi­dy­wany czas prze­trwa­nia ludz­ko­ści jest asy­me­tryczny. Kres cywi­li­za­cji może nastą­pić bar­dzo szybko, za kilka stu­leci. Jej histo­ria może być jed­nak nie­zmier­nie długa. Zie­mia pozo­sta­nie moż­liwa do zamiesz­ka­nia jesz­cze przez kil­ka­set milio­nów lat. Gdy­by­śmy prze­trwali tak długo, zacho­wu­jąc obecną liczeb­ność popu­la­cji liczoną na stu­lecie, na każdą żyjącą dziś osobę przy­pa­dałby milion przy­szłych ludzi. A gdyby ludz­kość w końcu pod­biła gwiazdy, zaczę­li­by­śmy ope­ro­wać w dosłow­nie astro­no­micz­nej skali cza­so­wej. Słońce wypali się gdzieś za pięć miliar­dów lat, ostat­nie prze­bie­ga­jące typowo naro­dziny gwiazd będą miały miej­sce za ponad bilion lat, a dzięki nie­wiel­kiemu, lecz sta­bil­nemu stru­mie­niowi zde­rzeń mię­dzy brą­zo­wymi kar­łami kilka gwiazd będzie świe­cić jesz­cze za milion bilio­nów lat29.

Rze­czy­wi­sta moż­li­wość, że cywi­li­za­cja prze­trwa do tego czasu, daje ludz­ko­ści nie­wia­ry­godną prze­wi­dy­waną dłu­gość życia. Dzie­się­cio­pro­cen­towa szansa, że unik­niemy wygi­nię­cia do czasu, aż Zie­mia prze­sta­nie być moż­liwa do zamiesz­ki­wa­nia, ozna­cza dłu­gość życia równą ponad pięć­dzie­siąt milio­nów lat -?1% praw­do­po­do­bień­stwa prze­trwania do czasu naro­dzin ostat­nich kon­wen­cjo­nal­nych gwiazd ozna­cza życie przez ponad dzie­sięć miliar­dów lat30.

Koniec koń­ców powin­ni­śmy trosz­czyć się nie tylko o sza­co­waną dłu­gość trwa­nia ludz­ko­ści, ale rów­nież o liczbę ludzi, któ­rych życia się na nie złożą. Musimy więc zapy­tać: ilu ludzi będzie żyło w każ­dym danym momen­cie przy­szło­ści?

Przy­szłe popu­la­cje mogą być zarówno znacz­nie mniej­sze, jak i znacz­nie więk­sze niż dzi­siej­sza. Gdyby popu­la­cja miała się zmniej­szyć, może to nastą­pić co naj­wy­żej o osiem miliar­dów -?tyle, ilu ludzi żyje dzi­siaj. Jej wzrost może być jed­nak znacz­nie więk­szy. Dziś ludzi jest już ponad tysiąc razy wię­cej niż w epoce łow­ców-zbie­ra­czy. Gdyby glo­balna gęstość zalud­nie­nia zwięk­szyła się do poziomu osią­ga­nego w dzi­siej­szej Holan­dii -?eks­por­tera netto pło­dów rol­nych -?w każ­dym momen­cie histo­rii żyłoby sie­dem­dzie­siąt miliar­dów ludzi31. Może to wyda­wać się nie­do­rzeczne, ale glo­balna popu­la­cja licząca sobie osiem miliar­dów ludzi musiała wyda­wać się nie­do­rzeczna pre­hi­sto­rycz­nym łow­com-zbie­ra­czom albo wcze­snym rol­ni­kom.

Rysu­nek 1.3. Poten­cjalna przy­szłość cywi­li­za­cji, jeśli ludz­kość prze­trwa do czasu, aż Zie­mia prze­sta­nie być moż­liwa do zamiesz­ka­nia z powodu rosną­cej jasno­ści Słońca. Sza­cunki doty­czące dłu­go­ści trwa­nia tego okna cza­so­wego obar­czone są znaczną nie­pew­no­ścią: wahają się od 500 milio­nów do 1,3 miliarda lat

Wiel­kość popu­la­cji może kolejny raz dra­ma­tycz­nie wzro­snąć, jeśli pew­nego dnia ruszymy ku gwiaz­dom. Nasze Słońce wytwa­rza miliardy razy wię­cej świa­tła, niż dociera do Ziemi, w naszej galak­tyce znaj­dują się dzie­siątki miliar­dów innych gwiazd, a w naszym zasięgu pozo­stają miliardy innych galak­tyk32. W odle­głej przy­szło­ści może żyć zatem nie­wy­obra­żal­nie wię­cej ludzi niż dzi­siaj.

Jak wielu? Dokładne sza­cunki nie są ani moż­liwe, ani konieczne. Każde roz­sądne przy­bli­że­nie wska­zuje jed­nak, że liczba ta jest olbrzy­mia.

Żeby to zro­zu­mieć, spójrz­cie na poniż­szy dia­gram. Każdy ludzik repre­zen­tuje dzie­sięć miliar­dów osób. Do tej pory żyło nas mniej wię­cej sto miliar­dów. Dzi­siej­sze poko­le­nie składa się z nie­mal ośmiu miliar­dów ludzi -?pozwolę sobie to zaokrą­glić do dzie­się­ciu i przed­sta­wię jako jed­nego ludzika.

A teraz pokażmy przy­szłość. Roz­ważmy tylko sce­na­riusz, w któ­rym liczeb­ność popu­la­cji jest wciąż na obec­nym pozio­mie, a ludzie pozo­stają na Ziemi przez pięć­set milio­nów lat. Oto wszy­scy przy­szli ludzie:

Zwi­zu­ali­zo­wa­nie tego w ten spo­sób pozwala nam przy­naj­mniej zacząć dostrze­gać, o jak wiele ist­nień toczy się gra. Ale w rze­czy­wi­sto­ści nieco przy­cią­łem tę ilu­stra­cję. Pełna wer­sja zaję­łaby dwa­dzie­ścia tysięcy stron -?ponad sto razy wię­cej, niż ma ta książka -?przy czym na­dal każdy ludzik sym­bo­li­zo­wałby dzie­sięć miliar­dów ist­nień, z któ­rych każde mogłoby być wspa­niałe lub godne poża­ło­wa­nia.

Wcze­śniej suge­ro­wa­łem, że dzi­siej­sza ludz­kość jest jak nie­roz­sądny nasto­la­tek: więk­szość życia wciąż jest przed nami, a decy­zje, które teraz podej­miemy, będą miały kolo­salne zna­cze­nie dla naszej przy­szło­ści. Tak naprawdę jed­nak ta ana­lo­gia nie oddaje w pełni tego, z czym mamy do czy­nie­nia. Nasto­la­tek zdaje sobie sprawę, ile mniej wię­cej będzie jesz­cze żył. Ocze­ki­wana dłu­gość życia ludz­ko­ści nie jest nam jed­nak znana. Jeste­śmy więc bar­dziej nasto­lat­kiem, który wie tylko, że rów­nie dobrze może przy­pad­kiem dopro­wa­dzić do swo­jej śmierci za kilka mie­sięcy, jak i żyć przez tysiąc lat. Gdy­by­ście zna­leźli się w takim poło­że­niu, myśle­li­by­ście poważ­nie o dłu­gim życiu, jakie poten­cjal­nie może­cie mieć przed sobą, czy byście je zigno­ro­wali?

Sam ogrom przy­szło­ści może przy­pra­wiać o zawrót głowy. Zwy­kle myśle­nie "dłu­go­fa­lowe" obej­muje nad­cho­dzące lata, co naj­wy­żej dekady. Nawet jed­nak jeśli przyj­miemy niskie war­to­ści sza­cun­ków doty­czą­cych prze­wi­dy­wa­nego okresu życia ludz­ko­ści, takie podej­ście będzie ozna­czać prze­ko­na­nie, że dłu­go­fa­lowe pla­no­wa­nie powinno doty­czyć jutra, ale już nie tego, co będzie poju­trze.

Choć roz­wa­ża­nia o przy­szło­ści mogą być przy­tła­cza­jące, to jeśli naprawdę zależy nam na przy­szłych poko­le­niach -?jeśli wie­rzymy, że to praw­dziwi ludzie, tak jak my zdolni do cier­pie­nia i rado­ści -?mamy obo­wią­zek zasta­no­wić się, w jaki spo­sób możemy wpły­nąć na świat, który zamiesz­kają.

Wartość przyszłości

Przy­szłość może być ogromna. Może być rów­nież bar­dzo dobra -?albo bar­dzo zła. Aby zro­zu­mieć, jak dobra, przyj­rzyjmy się postę­pom, jakie ludz­kość poczy­niła przez parę ostat­nich stu­leci. Dwie­ście lat temu śred­nia prze­wi­dy­wana dłu­gość życia czło­wieka wyno­siła poni­żej trzy­dzie­stu lat, dziś jest to sie­dem­dzie­siąt trzy lata33. W tam­tych cza­sach ponad 80% ludzi żyło w skraj­nej bie­dzie, dziś to mniej niż 10%34. Obec­nie ponad 85% doro­słych umie czy­tać, dwie­ście lat temu odse­tek ten wyno­sił zale­d­wie około 10%35.

Wspól­nym wysił­kiem jeste­śmy w sta­nie zarówno roz­wi­jać te pozy­tywne ten­den­cje, jak i zmie­niać te nega­tywne, takie jak choćby dra­ma­tyczny wzrost emi­sji dwu­tlenku węgla czy liczba zwie­rząt cier­pią­cych na fer­mach prze­my­sło­wych. Możemy zbu­do­wać świat, w któ­rym wszy­scy będą żyli jak naj­szczę­śliwsi miesz­kańcy naj­za­moż­niej­szych obec­nie kra­jów, świat, w któ­rym nikt nie doświad­cza ubó­stwa, nikomu nie bra­kuje opieki medycz­nej i -?na tyle, na ile to moż­liwe -?wszy­scy żyją tak, jak chcą.

Ale możemy osią­gnąć jesz­cze wię­cej -?znacz­nie wię­cej. Naj­lep­sze, czego doświad­czy­li­śmy do tej pory, jest sła­bym pro­gno­sty­kiem tego, co jest moż­liwe. Wyobraźmy sobie boga­tego Bry­tyj­czyka żyją­cego w 1700 roku - męż­czy­znę, który ma dostęp do naj­lep­szego jedze­nia, opieki medycz­nej i luk­su­sów, jakie były wów­czas osią­galne. Mimo swo­jej uprzy­wi­le­jo­wa­nej pozy­cji z łatwo­ścią może umrzeć na ospę, syfi­lis albo tyfus. Jeśli potrze­buje ope­ra­cji albo boli go ząb, lecze­nie jest bole­sną męczar­nią i nie­sie ze sobą poważne ryzyko infek­cji. Jeśli miesz­kuje w Lon­dy­nie, ozna­cza to, że oddy­cha powie­trzem sie­dem­na­ście razy bar­dziej zanie­czysz­czo­nym niż dzi­siaj36. Podró­żo­wa­nie w gra­ni­cach samej tylko Wiel­kiej Bry­ta­nii zaj­muje mu całe tygo­dnie, a znaczna część reszty pla­nety jest cał­ko­wi­cie poza jego zasię­giem. Gdyby nawet wyobra­ził sobie przy­szłość, w któ­rej więk­szość ludzi jest rów­nie bogata jak on, nie umiałby prze­wi­dzieć wielu rze­czy, które uła­twiają nam życie, takich jak elek­trycz­ność, ane­ste­zjo­lo­gia, anty­bio­tyki czy współ­cze­sne podró­żo­wa­nie.

Życie ludzi zmie­niło się na lep­sze nie tylko za sprawą tech­no­lo­gii; prze­miany w zakre­sie moral­no­ści także miały zna­cze­nie. W 1700 roku kobiety nie mogły stu­dio­wać na wyż­szych uczel­niach, a ruchy femi­ni­styczne nie ist­niały37. Jeśli ten zamożny Bry­tyj­czyk był gejem, nie mógł kochać otwar­cie, sto­sunki homo­sek­su­alne były bowiem karane śmier­cią38. W tam­tych cza­sach znaczna część świa­to­wej popu­la­cji pozo­sta­wała znie­wo­lona, dziś doty­czy to mniej niż jed­nego pro­centa ludz­ko­ści39. W 1700 roku nikt nie żył w demo­kra­cji, dziś ponad połowa świata mieszka w kra­jach demo­kra­tycz­nych40.

Znaczną część postępu, który poczy­ni­li­śmy od 1700 roku, żyją­cym wów­czas ludziom bar­dzo trudno byłoby prze­wi­dzieć. A to jedy­nie trzy­sta lat. Na samej Ziemi ludz­kość może prze­trwać miliony stu­leci. Pro­wa­dząc roz­wa­ża­nia w takiej skali, i jed­no­cze­śnie trzy­ma­jąc się poglą­dów na poten­cjał ludz­ko­ści zako­twi­czo­nych w usta­lo­nej współ­cze­snej wer­sji naszego obec­nego świata, ryzy­ku­jemy dra­ma­tycz­nym nie­do­sza­co­wa­niem tego, jak wspa­niała może być przy­szłość.

Przy­po­mnij­cie sobie naj­lep­sze momenty waszego życia -?pełne rado­ści, piękna i ener­gii, takie jak zako­cha­nie się, osią­gnię­cie życio­wego celu albo jakieś kre­atywne olśnie­nie. Takie chwile są dowo­dem na to, co jest moż­liwe: wiemy, że życie może być przy­naj­mniej tak dobre, jak wtedy. Ale z dru­giej strony poka­zują nam kie­ru­nek, w któ­rym możemy podą­żyć -?wiodą nas gdzieś, gdzie jesz­cze możemy dotrzeć. Skoro naj­lep­sze dni w moim życiu mogą być setki razy lep­sze niż moja zwy­kle przy­jemna, ale mono­tonna codzien­ność, to być może naj­lep­sze dni ludzi przy­szło­ści mogą być jesz­cze setki razy lep­sze.

Nie twier­dzę, że wspa­niała przy­szłość jest praw­do­po­dobna. Ety­mo­lo­gicz­nie "uto­pia" ozna­cza "nie-miej­sce" -?i rze­czy­wi­ście, droga od teraz do jakie­goś ide­al­nego przy­szłego pań­stwa jest bar­dzo kru­cha. Ale cudowna przy­szłość nie jest rów­nież czy­stą fan­ta­zją. Lep­szy świat mógłby być "euto­pią", "dobrym miej­scem" -?czymś, do czego warto dążyć. To przy­szłość, którą -?przy odpo­wied­niej cier­pli­wo­ści i roz­trop­no­ści -?nasi potom­ko­wie rze­czy­wi­ście mogliby zbu­do­wać, jeśli tylko my wpro­wa­dzimy ich na wła­ściwą ścieżkę.

Przy­szłość może być cudowna, ale może też być potworna. Żeby się o tym prze­ko­nać, wystar­czy wyobra­zić sobie, co by się stało, gdyby nie­które prądy prze­szło­ści zdo­mi­no­wały świat i stały się głów­nymi rzą­dzą­cymi nim siłami. Pomy­śl­cie o Fran­cji i Anglii, które do końca XII wieku prak­tycz­nie pozbyły się nie­wol­nic­twa, a mimo tego w epoce kolo­nial­nej han­dlo­wały nie­wol­ni­kami na masową skalę41. Albo o reżi­mach tota­li­tar­nych w poło­wie XX wieku wyra­sta­ją­cych nawet na demo­kra­tycz­nym pod­łożu. Albo o tym, jak wyko­rzy­sta­li­śmy postęp naukowy, by stwo­rzyć broń jądrową i fermy prze­my­słowe.

Dys­to­pia jest rów­nie moż­liwa, co euto­pia. Możemy żyć w przy­szło­ści, gdzie świa­tem włada jeden glo­balny reżim tota­li­tarny, gdzie nasza dzi­siej­sza jakość życia pozo­staje jedy­nie odle­głym wspo­mnie­niem dawno minio­nego Zło­tego Wieku albo gdzie trze­cia wojna świa­towa dopro­wa­dziła do cał­ko­wi­tej zagłady cywi­li­za­cji. To, czy przy­szłość będzie cudowna, czy kosz­marna, przy­naj­mniej w jakiejś czę­ści zależy od nas.

Nie tylko zmiany klimatu

Nawet jeśli przyj­mie­cie do wia­do­mo­ści, że przy­szłość jest wielka i ważna, wciąż może­cie scep­tycz­nie odno­sić się do naszych moż­li­wo­ści pozy­tyw­nego wpły­nię­cia na nią. Zga­dzam się, że ana­li­zo­wa­nie dłu­go­fa­lo­wych skut­ków naszych dzi­siej­szych dzia­łań jest bar­dzo trudne. Trzeba wziąć pod uwagę wiele czyn­ni­ków, które dopiero zaczy­namy rozu­mieć. Celem, jaki posta­wi­łem sobie przy pisa­niu tej książki, jest jed­nak nie tyle wycią­gnię­cie osta­tecz­nych wnio­sków na temat tego, co powin­ni­śmy zro­bić, ile pobu­dze­nie dal­szych badań w tej dzie­dzi­nie. Przy­szłość jest tak istotna, że musimy przy­naj­mniej spró­bo­wać się zasta­no­wić, jak skie­ro­wać ją na wła­ściwe tory. Poza tym co nieco już wiemy.

Gdy spoj­rzymy w prze­szłość, okaże się, że choć ludzi świa­do­mie sta­wia­ją­cych sobie odle­głe cele nie było zbyt wielu, mimo wszystko jed­nak ist­nieli -?i część z nich odnio­sła zaska­ku­jący suk­ces. Poeci two­rzą jedną z takich grup. W Sone­cie 18. ("Czy mam przy­rów­nać cię do dnia let­niego") Sha­ke­spe­are zdaje sobie sprawę, że dzięki swo­jemu kunsz­towi jest w sta­nie na wiecz­ność zacho­wać mło­dego czło­wieka, któ­rego podzi­wia42.

Twe wieczne lato, a twe piękno czy­ste . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Żyj tu, wple­ciony w strofy wie­ku­iste. Póki ma ludz­kość wzrok, a w piersi tchnie­nie, Będzie żył wiersz ten, a w nim twe ist­nie­nie43.

Choć sonet ten został napi­sany w latach dzie­więć­dzie­sią­tych XVI wieku, tra­dy­cja, do któ­rej nawią­zuje, jest znacz­nie star­sza44. Już w 23 roku p.n.e. rzym­ski poeta Horacy tak roz­po­czy­nał odę koń­czącą zbiór swo­ich pie­śni:45

Sta­wi­łem sobie pomnik trwal­szy niż ze spiży, Od kró­lew­skich pira­mid się­ga­jący wyżej; Ani go deszcz tra­wiący, ani Aqu­ilony Nie pożyją bez­silne, ni lat nie­zli­czony Sze­reg, ni czas lecący w wiecz­no­ści otchła­nie. Nie wszy­stek umrę, wiele ze mnie tu zosta­nie Poza gro­bem. Potomną sławą zawsze młody (...)46

To bar­dzo gór­no­lotne twier­dze­nia, by nie powie­dzieć wię­cej. Mimo tego trzeba przy­znać, że próby osią­gnię­cia nie­śmier­tel­no­ści podej­mo­wane przez tych twór­ców naj­wy­raź­niej się powio­dły. Pamięć o nich prze­trwała setki lat -?w isto­cie z upły­wem lat coraz bar­dziej roz­kwi­tają: dziś Sha­ke­spe­are ma wię­cej czy­tel­ni­ków niż w swo­ich cza­sach; to samo praw­do­po­dob­nie tyczy się Hora­cego. Póki w przy­szłych poko­le­niach naro­dzą się ludzie gotowi ponieść nie­wielki koszt zwią­zany z zacho­wa­niem i powie­le­niem tych wier­szy w jakiejś for­mie, dzieła ich twór­ców będą trwać wiecz­nie.

Inni pisa­rze także z powo­dze­niem odci­snęli swoje piętno na bar­dzo odle­głej przy­szło­ści. Tuki­dy­des napi­sał swoją Wojnę pelo­po­ne­ską w pią­tym stu­le­ciu przed naszą erą47. Wielu uważa go za pierw­szego histo­ryka w dzie­jach Zachodu, który pró­bo­wał wier­nie oddać prze­bieg wyda­rzeń i prze­ana­li­zo­wać ich przy­czyny48. Miał poczu­cie, że opi­suje prawdy ogólne -?celowo przed­sta­wiał fakty tak, by mogły słu­żyć przy­szłym poko­le­niom:

Jeśli cho­dzi o słu­cha­czy, to dzieło moje, pozba­wione baśni, wyda im się może mniej inte­re­su­jące, lecz wystar­czy mi, jeśli uznają je za poży­teczne ci, któ­rzy będą chcieli poznać dokład­nie prze­szłość i wyro­bić sobie sąd o takich samych lub podob­nych wyda­rze­niach, jakie zgod­nie ze zwy­kłą koleją spraw ludz­kich mogą zajść w przy­szło­ści. Dzieło moje jest bowiem dorob­kiem o nie­prze­mi­ja­ją­cej war­to­ści, a nie utwo­rem dla chwi­lo­wego popisu49.

Dzieło Tuki­dy­desa po dziś dzień nie stra­ciło na swoim ogrom­nym zna­cze­niu: jest obo­wiąz­kową lek­turą w aka­de­miach woj­sko­wych West Point i Anna­po­lis oraz w US Naval War Col­lege50. Pod­ty­tuł wyda­nej w 2017 roku i sze­roko komen­to­wa­nej książki poli­to­loga Gra­hama Alli­sona Desti­ned for War brzmiał: Czy Ame­ryka i Chiny są w sta­nie uciec przed pułapką Tuki­dy­desa?. Alli­son bie­rze obser­wa­cje Tuki­dy­desa na temat rela­cji mię­dzy sta­ro­żyt­nymi Ate­nami i Spartą za wzór dla swo­jej ana­lizy współ­cze­snych sto­sun­ków mię­dzy USA a Chi­nami. O ile mi wia­domo, Tuki­dy­des jest pierw­szą osobą w spi­sa­nych dzie­jach, która świa­do­mie i z powo­dze­niem dążyła do wywar­cia dłu­go­fa­lo­wego wpływu na przy­szłe poko­le­nia.

Przy­kła­dem bliż­szym nam histo­rycz­nie są ojco­wie zało­ży­ciele Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Kon­sty­tu­cja Sta­nów Zjed­no­czo­nych liczy sobie nie­mal dwie­ście pięć­dzie­siąt lat i przez więk­szość tego czasu pozo­sta­wała nie­zmienna. Jej uchwa­le­nie miało kolo­salne dłu­go­fa­lowe zna­cze­nie i wielu spo­śród ojców zało­ży­cieli było tego w pełni świa­do­mych. John Adams, drugi pre­zy­dent USA, sko­men­to­wał to nastę­pu­jąco: "Insty­tu­cje, które teraz powstają w Ame­ryce, jesz­cze przez tysiące lat nie znikną cał­ko­wi­cie. Jest zatem sprawą naj­wyż­szej wagi, by roz­po­częły swe dzia­ła­nie wła­ści­wie. Jeśli teraz obiorą zły kie­ru­nek, nie będą w sta­nie wró­cić -?chyba że przez przy­pa­dek -?na wła­ściwe tory"51.

Ben­ja­min Fran­klin zyskał sobie opi­nię czło­wieka tak prze­ko­na­nego o dobrej kon­dy­cji i dłu­go­wiecz­no­ści Sta­nów Zjed­no­czo­nych, że w 1784 roku pewien fran­cu­ski mate­ma­tyk uczy­nił z tego przed­miot przy­ja­ciel­skiej satyry: zasu­ge­ro­wał Fran­klinowi, że jeśli ten rze­czy­wi­ście do tego stop­nia szcze­rze wie­rzy w powo­dze­nie kraju, powi­nien zain­we­sto­wać pie­nią­dze tak, by dzięki korzy­ściom z pro­centu skła­da­nego można było nimi opła­cić przy­szłe pro­jekty spo­łeczne52. Fran­klin uznał, że to świetny pomysł, i w 1790 roku zain­we­sto­wał po tysiąc fun­tów (około stu trzy­dzie­stu pię­ciu tysięcy dzi­siej­szych dola­rów) na rzecz Bostonu i Fila­del­fii -?trzy czwarte fun­du­szy miało zostać wypła­cone po stu latach, pozo­stała zaś część po dwu­stu. Do 1990 roku, gdy pie­nią­dze te zostały osta­tecz­nie roz­dy­spo­no­wane, jego daro­wi­zna uro­sła do nie­mal pię­ciu milio­nów dola­rów dla Bostonu i dwóch milio­nów trzy­stu tysięcy dola­rów dla Fila­del­fii53.

Wpływ na ojców zało­ży­cieli miały idee zro­dzone nie­mal dwa tysiące lat przed ich naro­dze­niem. Ich poglądy na temat podziału wła­dzy nawią­zy­wały do pism Locke'a i Mon­te­skiu­sza, któ­rzy z kolei czer­pali z pocho­dzą­cej z dru­giego stu­le­cia przed naszą erą ana­lizy rzym­skich rzą­dów pióra Poli­biu­sza54. Wiemy także, że kilku ojców zało­ży­cieli znało prace Poli­biu­sza55.

Aby odci­snąć prze­wi­dy­walny ślad na dłu­go­fa­lo­wej przy­szło­ści, nie musimy być dziś rów­nie wpły­wowi jak Tuki­dy­des czy Fran­klin. W rze­czy­wi­sto­ści robimy to cały czas. Jeź­dzimy samo­cho­dami i latamy samo­lo­tami, emi­tu­jąc w ten spo­sób gazy cie­plar­niane o sza­le­nie dłu­go­trwa­łych skut­kach: potrzeba setek tysięcy lat, by w wyniku pro­ce­sów natu­ral­nych stę­że­nie dwu­tlenku węgla wró­ciło do poziomu z epoki pre­in­du­strial­nej56. O tego rodzaju skali cza­so­wej mówi się zwy­kle w przy­padku odpa­dów radio­ak­tyw­nych57. W prze­ci­wień­stwie jed­nak do odpa­dów z elek­trowni jądro­wych, które sta­ran­nie prze­cho­wu­jemy i pla­nowo zako­pu­jemy, pro­dukty uboczne pro­duk­cji ener­gii z paliw kopal­nych po pro­stu wypusz­czamy w atmos­ferę58.

W nie­któ­rych przy­pad­kach geo­fi­zyczny wpływ tego ocie­ple­nia z cza­sem raczej nara­sta niż "się wypłu­kuje"59. Mię­dzy­rzą­dowy Zespół ds. Zmian Kli­matu (ang. Inter­go­vern­men­tal Panel on Cli­mate Change, IPCC) prze­wi­duje, że w sce­na­riu­szu śred­nich i niskich emi­sji, który dziś powszech­nie uznaje się za naj­bar­dziej praw­do­po­dobny, do końca stu­le­cia poziom morza pod­nie­sie się o sie­dem­dzie­siąt pięć cen­ty­me­trów60 i będzie się pod­no­sił jesz­cze długo po 2100 roku. Po dzie­się­ciu tysią­cach lat poziom morza będzie o dzie­sięć do dwu­dzie­stu metrów wyż­szy niż dziś61. Hanoi, Szan­ghaj, Kal­kuta, Tokio i Nowy Jork naj­praw­do­po­dob­niej znajdą się pod wodą62.

Zmiany kli­matu poka­zują dłu­go­fa­lowe kon­se­kwen­cje dzi­siej­szych dzia­łań. Zara­zem udo­wad­niają jed­nak, że czyny zorien­to­wane na daleką przy­szłość nie muszą ozna­czać igno­ro­wa­nia potrzeb tych, któ­rzy żyją obec­nie. Możemy zadbać o przy­szłość, dosko­na­ląc teraź­niej­szość.

Przej­ście na czy­stą ener­gię będzie miało ogromny pozy­tywny wpływ na nasze dzi­siej­sze zdro­wie. Spa­la­nie paliw kopal­nych powo­duje zanie­czysz­cza­nie powie­trza małymi czą­stecz­kami, które wywo­łują raka płuc, cho­roby serca i infek­cje dróg odde­cho­wych63, dopro­wa­dza­jąc każ­dego roku do przed­wcze­snej śmierci około trzech milio­nów sze­ściu­set tysięcy osób64. Nawet w Unii Euro­pej­skiej, która na tle świata jest sto­sun­kowo mało zanie­czysz­czona, zanie­czysz­cze­nie powie­trza zwią­zane ze spa­la­niem paliw kopal­nych kosz­tuje każ­dego oby­wa­tela śred­nio rok życia65.

Dekar­bo­ni­za­cja -?pro­ces zastę­po­wa­nia paliw kopal­nych czyst­szymi źró­dłami ener­gii -?nie­za­leż­nie od dłu­go­trwa­łego pozy­tyw­nego wpływu na kli­mat przy­nosi zatem znaczne i natych­mia­stowe korzy­ści dla zdro­wia. Gdy weź­miemy pod uwagę zanie­czysz­cze­nie powie­trza, szybka dekar­bo­ni­za­cja świa­to­wej eko­no­mii okaże się uza­sad­niona już choćby z samych wzglę­dów zdro­wot­nych66.

Rysu­nek 1.4. Liczba zgo­nów na tera­wa­to­go­dzinę wypro­du­ko­wa­nej ener­gii pocho­dzą­cej z róż­nych źró­deł; wykres obej­muje zarówno zgony spo­wo­do­wane wypad­kami, jak i zanie­czysz­cze­niem powie­trza, ale nie te zwią­zane ze zmia­nami kli­matu. War­to­ści doty­czące ener­gii jądro­wej obej­mują ofiary wypad­ków w Czar­no­bylu i Fuku­shi­mie; przed­sta­wiony zakres wynika z róż­nych sza­cun­ków doty­czą­cych dłu­go­fa­lo­wych efek­tów eks­po­zy­cji na niskie pro­mie­nio­wa­nie -?wię­cej szcze­gó­łów na wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. Sza­cunki doty­czące innych źró­deł ener­gii opie­rają się na danych z Europy

Dekar­bo­ni­za­cja jest zatem opła­calna zarówno w dłu­giej, jak i w krót­kiej per­spek­ty­wie. Tak naprawdę zaś pro­mo­wa­nie inno­wa­cji w pozy­ski­wa­niu czy­stej ener­gii -?sło­necz­nej, wia­tro­wej, jądro­wej nowej gene­ra­cji czy z paliw alter­na­tyw­nych -?daje nam prze­wagę także na innych fron­tach. Obni­ża­jąc koszty ener­gii, inno­wa­cje takie pod­no­szą stan­dardy życia w bied­niej­szych kra­jach. Jed­no­cze­śnie przez zacho­wa­nie paliw kopal­nych w ziemi zabez­pie­czają nas przed ryzy­kiem nie­od­wra­cal­nej zapa­ści (będę o tym mówił w roz­dziale szó­stym), a sta­no­wiąc bodziec do roz­woju tech­no­lo­gicz­nego, zmniej­szają nie­bez­pie­czeń­stwo dłu­go­fa­lo­wej sta­gna­cji (powiem o tym w roz­dziale siód­mym). Korzy­ści z każ­dej strony.

Dekar­bo­ni­za­cja to test dla long­ter­mi­zmu. Inno­wa­cje doty­czące czy­stej ener­gii są tak jed­no­znacz­nie dobre i jed­no­cze­śnie pozo­sta­wiają tak wiel­kie pole do udo­sko­na­leń, że uwa­żam je za punkt odnie­sie­nia, z któ­rym można porów­ny­wać wszelką inną dzia­łal­ność long­ter­mi­styczną. To wysoko zawie­szona poprzeczka.

Nie jest to jed­nak jedyna metoda wywie­ra­nia dłu­go­fa­lo­wego wpływu. Pozo­stała część tej książki jest próbą sys­te­ma­tycz­nego wyło­że­nia spo­so­bów, w jakie możemy pozy­tyw­nie oddzia­ły­wać na odle­głą przy­szłość - prze­miany moralne, roz­tropne zarzą­dza­nie roz­wo­jem sztucz­nej inte­li­gen­cji, zapo­bie­ga­nie pro­jek­to­wa­nym epi­de­miom oraz odsu­wa­nie w cza­sie tech­no­lo­gicz­nej sta­gna­cji są przy­naj­mniej tak samo istotne, a czę­sto zde­cy­do­wa­nie bar­dziej zanie­dby­wane.

Nasz moment w dziejach

Pogląd, że mamy wpływ na odle­głą przy­szłość i że stawka może być aż tak wysoka, może wyda­wać się zbyt sza­lony, by był praw­dziwy. Począt­kowo tak wła­śnie sądzi­łem67.

Uwa­żam jed­nak, że sza­leń­stwo long­ter­mi­zmu wywo­dzi się nie tyle z leżą­cych u jego pod­staw prze­sła­nek moral­nych, ile z wyjąt­ko­wo­ści cza­sów, w jakich żyjemy68.

Dane nam jest żyć w cza­sach, w któ­rych jeste­śmy świad­kami nie­by­wa­łej liczby zmian. Aby się o tym prze­ko­nać, zasta­nówmy się nad tem­pem glo­bal­nego wzro­stu gospo­dar­czego, które w ostat­nich deka­dach wynio­sło śred­nio 3% w skali roku69. Z histo­rycz­nego punktu widze­nia to sytu­acja bez pre­ce­densu. Przez pierw­sze dwie­ście dzie­więć­dzie­siąt tysięcy lat ist­nie­nia ludz­ko­ści wskaź­nik ten oscy­lo­wał wokół zera; w epoce agrar­nej wzrósł do około 0,1% i przy­spie­szył po rewo­lu­cji prze­my­sło­wej. Dopiero w ostat­nim stu­le­ciu gospo­darka świa­towa rosła w tem­pie ponad 2% rocz­nie. Ujmę to ina­czej: począw­szy od 10 000 roku p.n.e. potrzeba było wielu setek lat, by podwoić wiel­kość świa­to­wej gospo­darki -?ostat­nie podwo­je­nie zaś zajęło ich zale­d­wie dzie­więt­na­ście70. Nie tylko zresztą wskaź­niki wzro­stu eko­no­micz­nego są histo­rycz­nie nie­zwy­kłe -?to samo doty­czy zuży­cia ener­gii, emi­sji dwu­tlenku węgla, zmian w spo­so­bie użyt­ko­wa­nia grun­tów, postępu nauko­wego i praw­do­po­dob­nie rów­nież prze­mian moral­nych71.

Rysu­nek 1.5. Świa­towa pro­duk­cja gospo­dar­cza od 1 roku n.e.

Wiemy już, że w porów­na­niu z prze­szło­ścią epoka współ­cze­sna jest abso­lut­nie nie­zwy­kła. Jest rów­nież jed­nak nie­zwy­kła w porów­na­niu z przy­szło­ścią. Tak wyso­kie wskaź­niki wzro­stu nie mogą trwać wiecz­nie, nawet jeśli uda nam się cał­ko­wi­cie oddzie­lić wzrost od emi­sji dwu­tlenku węgla i nawet jeśli wyru­szymy do gwiazd. By się o tym prze­ko­nać, wyobraźmy sobie, że przy­szły wzrost gospo­dar­czy nieco zwolni -?do około 2% rocz­nie72. W takim przy­padku za dzie­sięć tysięcy lat gospo­darka świa­towa byłaby 1086 razy więk­sza niż dzi­siaj - pro­du­ko­wa­li­by­śmy sto bilio­nów bilio­nów bilio­nów bilio­nów bilio­nów bilio­nów bilio­nów razy wię­cej niż obec­nie. W odle­gło­ści dzie­się­ciu tysięcy lat świetl­nych od Ziemi jest jed­nak mniej niż 1067 ato­mów73. Gdyby więc obecne tempo wzro­stu utrzy­mało się choćby przez dzie­sięć tysiąc­leci, nasza zdol­ność pro­duk­cyjna w porów­na­niu z dzi­siej­szą musia­łaby wzro­snąć dzie­sięć milio­nów bilio­nów razy w zasa­dzie na każdy atom w naszym zasięgu. To po pro­stu wydaje się nie­moż­liwe, choć oczy­wi­ście nie możemy tego wyklu­czyć74.

Ludz­kość może prze­trwać przez następne miliony, może nawet miliardy. Ale tempo zmian współ­cze­snego świata nie utrzyma się dłu­żej niż tysiące lat. Ozna­cza to, że żyjemy w wyjąt­ko­wym roz­dziale histo­rii ludz­ko­ści. W porów­na­niu z prze­szło­ścią i przy­szło­ścią w każ­dej deka­dzie naszego życia doświad­czamy w naj­wyż­szym stop­niu nie­zwy­kłej liczby gospo­dar­czych i tech­no­lo­gicz­nych prze­mian. Nie­które z tych zmian -?jak choćby wyna­le­zie­nie spo­so­bów zasi­la­nia pali­wami kopal­nymi, broni jądro­wej, mody­fi­ko­wa­nych pato­ge­nów czy zaawan­so­wa­nej sztucz­nej inte­li­gen­cji -?mogą mieć wpływ na cały dal­szy bieg dzie­jów.

Nie tylko tempo zmian jest nie­by­wałe. Utrzy­mu­jemy ze sobą także wyjąt­kowy kon­takt75. Przez ponad pięć­dzie­siąt tysięcy lat byli­śmy podzie­leni na wiele róż­nych grup; naj­zwy­czaj­niej w świe­cie nie było spo­sobu, by ludzie zamiesz­ku­jący Afrykę, Europę, Azję i Austra­lię komu­ni­ko­wali się ze sobą76. Mię­dzy 100 rokiem p.n.e. a 150 rokiem n.e. Cesar­stwo Rzym­skie i dyna­stia Han miały pod swoim pano­wa­niem po około 30% świa­to­wej popu­la­cji każde, a mimo to nie­mal nic o sobie wza­jem­nie nie wie­działy77. Nawet w gra­ni­cach jed­nego impe­rium jego oby­wa­tele mieli bar­dzo ogra­ni­czone moż­li­wo­ści poro­zu­mie­wa­nia się z kimś miesz­ka­ją­cym bar­dzo daleko.

W przy­szło­ści, jeśli zasie­dlimy gwiazdy, nastąpi podobne odse­pa­ro­wa­nie. Galak­tyka przy­po­mina archi­pe­lag, skła­da­jący się z maleń­kich punk­ci­ków cie­pła roz­sia­nych po olbrzy­mich prze­strze­niach pustki. Gdyby Droga Mleczna była wiel­ko­ści Ziemi, nasz sys­tem sło­neczny miałby śred­nicę dzie­się­ciu cen­ty­me­trów, a od sąsia­dów dzie­li­łyby go setki metrów. Naj­szyb­sza moż­liwa komu­ni­ka­cja mię­dzy dwoma skraj­nymi punk­tami galak­tyki zaję­łaby sto tysięcy lat -?by poroz­ma­wiać z naszym naj­bliż­szym sąsia­dem, potrze­bo­wa­li­by­śmy nie­mal dzie­wię­ciu78.

W isto­cie, jeśli ludz­kość wystar­cza­jąco się roz­prze­strzeni i prze­trwa odpo­wied­nio długo, w końcu jaka­kol­wiek łącz­ność mię­dzy jed­nym odła­mem cywi­li­za­cji a dru­gim sta­nie się nie­moż­liwa. Wszech­świat składa się z milio­nów grup galak­tyk79 -?naszą wła­sną nazy­wamy po pro­stu Grupą Lokalną. Galak­tyki zali­czane do danej grupy znaj­dują się wystar­cza­jąco bli­sko sie­bie, by siła gra­wi­ta­cji wią­zała je ze sobą na wiecz­ność80. Jed­nakże ponie­waż wszech­świat się roz­sze­rza, osta­tecz­nie grupy zostaną od sie­bie ode­rwane: za sto pięć­dzie­siąt miliar­dów lat nawet świa­tło nie będzie w sta­nie mię­dzy nimi podró­żo­wać81.

To, że nasz moment w dzie­jach jest tak nie­zwy­kły, daje nam ogromne moż­li­wo­ści, by coś zmie­nić. Bar­dzo nie­wielu ludzi, któ­rzy kie­dy­kol­wiek żyli lub będą żyć na Ziemi, miało lub będzie mieć rów­nie wielką szansę, by pozy­tyw­nie wpły­nąć na przy­szłość. Tak szyb­kie prze­miany tech­no­lo­giczne, spo­łeczne i śro­do­wi­skowe dają nam wię­cej spo­sob­no­ści oddzia­ły­wa­nia na to, jak i kiedy doj­dzie do naj­istot­niej­szych z nich: doty­czy to mię­dzy innymi moż­li­wo­ści kie­ro­wa­nia postę­pem tech­no­lo­gicz­nym, który mógłby utrwa­lić nie­wła­ściwe war­to­ści lub zagro­zić naszemu prze­trwa­niu. Obecne zjed­no­cze­nie cywi­li­za­cji ozna­cza, że nie­wiel­kie grupy są w sta­nie oddzia­ły­wać na całość. Nowe idee nie ogra­ni­czają się do jed­nego kon­ty­nentu -?mogą roz­prze­strze­nić się po całym świe­cie w ciągu kilku minut, a nie stu­leci.

W dodatku z faktu, że wszyst­kie te zmiany zaszły tak nie­dawno, wynika także, że znaj­du­jemy się w sta­nie nie­rów­no­wagi: spo­łe­czeń­stwo nie przy­brało jesz­cze sta­bil­nej formy i wciąż mamy szansę wpły­nąć na to, w jakim kształ­cie osta­tecz­nie zasty­gnie. Wyobraź­cie sobie gigan­tyczną kulę toczącą się szybko po wybo­istym tere­nie. Po jakimś cza­sie wytraci ona pęd i zwolni, osia­da­jąc na dnie jakiejś dolinki czy roz­pa­dliny. Cywi­li­za­cja przy­po­mina taką kulę: póki jesz­cze jest w ruchu, nawet nie­wiel­kie popchnię­cie może wpły­nąć na to, w jakim kie­runku się poturla i gdzie koniec koń­ców się zatrzyma.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Ope­nAI 2022. [wróć]

2. Hu 2023. [wróć]

3. Roser 2023. [wróć]

4. Dane z Stoc­kholm Inter­na­tio­nal Peace Rese­arch Insti­tute. [wróć]

5. Pry­watna roz­mowa z Clean Air Task Force (CATF); zob. rów­nież bada­nia Foun­ders Pledge na temat wpływu CATF (Hal­stead 2020). [wróć]

6. Rud­ner, Toner 2021. [wróć]

7. Welch i in. 2018. [wróć]

8. Ten eks­pe­ry­ment myślowy pocho­dzi z "Te Fun­nel of Human Expe­rience" (lej ludz­kiego doświad­cze­nia) Geo­r­gii Ray (Ray 2018). Wielu komen­ta­to­rów zwra­cało mi także uwagę na oparte na tych samych prze­słan­kach opo­wia­da­nie The Egg Andy'ego Weira (2009). [wróć]

9. Idea "pierw­szego czło­wieka" to oczy­wi­ście rodzaj licen­tia poetica: nie ist­nieje żadna sztywna gra­nica oddzie­la­jąca Homo sapiens od naszych przod­ków. Co wię­cej, nie jest do końca jasne nawet to, czy "my" powinno obej­mo­wać wyłącz­nie Homo sapiens: wcze­śni ludzie mie­szali się z nean­der­tal­czy­kami i deni­so­wia­nami (L. Chen i in. 2020). Kwe­stie te jed­nak nie wpły­nę­łyby na wyniki tego eks­pe­ry­mentu. Choć cza­sem mówi się, że spe­cja­cja Homo sapiens miała miej­sce dwie­ście tysięcy lat temu, to według obec­nego kon­sen­susu nauko­wego doszło to tego przed trzy­stu tysią­cami lat (Gal­way-Witham, Strin­ger 2018; Hublin i in. 2017; Schle­busch i in. 2017; pry­watna roz­mowa z Mar­lize Lom­bard, Chri­sem Strin­gerem i Mat­tia­sem Jakobs­so­nem, 26.04.2021). [wróć]

10. Naj­do­kład­niej­sze osza­co­wa­nia mówią o stu sie­dem­na­stu miliar­dach (Kaneda, Haub 2021). [wróć]

11. Te i podobne twier­dze­nia bazują na połą­cze­niu sza­cun­ków doty­czą­cych liczeb­no­ści całej ludz­kiej popu­la­cji (Kaneda, Haub 2021) oraz tych odno­szą­cych się do dłu­go­ści życia w róż­nych okre­sach (Finch 2010; Galor, Moav 2005; H. Kaplan i in. 2000; Riley 2005; UN 2019c; WHO 2019, 2020). Należy trak­to­wać je w przy­bli­że­niu. [wróć]

12. Liczby te, oparte na moich pobież­nych kal­ku­la­cjach, peł­nią funk­cje czy­sto ilu­stra­cyjne. Praw­dziwe dane -?gdy­by­śmy nimi dys­po­no­wali -?praw­do­po­dob­nie nieco by się od nich róż­niły. Wię­cej na wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

13. Nie­wol­nic­two nie wystę­puje wśród dzi­siej­szych spo­łecz­no­ści, które w lite­ra­tu­rze (błęd­nie) okre­śla się mia­nem "pro­stych" -?wysoce ega­li­tar­nych wspól­not łowiecko-zbie­rac­kich, które przy­pusz­czal­nie naj­bar­dziej przy­po­mi­nają spo­łe­czeń­stwa przed­rol­ni­cze (Kelly 2013, roz­dział 9). Praw­do­po­dob­nie roz­prze­strze­niło się ono dopiero po poja­wie­niu się osia­dłych spo­łecz­no­ści powsta­łych w wyniku rewo­lu­cji agrar­nej. Począw­szy od tego momentu, wszyst­kie sza­cunki doty­czące wiel­ko­ści znie­wo­lo­nego odsetka popu­la­cji z koniecz­no­ści w pew­nej mie­rze oparte są na domy­słach. Dowody, któ­rymi dys­po­nu­jemy, wska­zują jed­nak, że w wielu spo­łecz­no­ściach rol­ni­czych nie­wol­nicy sta­no­wili mię­dzy 10% a 20% popu­la­cji. Przy­kła­dowo w II wieku w Korei odse­tek ten się­gał nawet jed­nej trze­ciej popu­la­cji, w nie­któ­rych rejo­nach Taj­lan­dii i Birmy od XVII do XIX wieku i na prze­ło­mie XIX i XX wieku -?mię­dzy jedną czwartą a jedną trze­cią. W cza­sach Cesar­stwa Rzym­skiego mię­dzy 25% a 40% cał­ko­wi­tej popu­la­cji Wiecz­nego Mia­sta wio­dło swoje życie w nie­woli, podob­nie jak około jed­nej trze­ciej popu­la­cji sta­ro­żyt­nych Aten. W 1790 roku nie­wol­nicy sta­no­wili około 18% popu­la­cji Ame­ryki (Bra­dley 2011; Camp­bell 2004, s. 163; Camp­bell 2010; D. B. Davis 2006, s. 44; Hal­let 2007; Hunt 2010; Joly 2007; Pat­ter­son 1982, doda­tek C; J. P. Rodri­guez 1999, s. 16-17; Stec­kel 2012). Nie­wol­nic­two zostało znie­sione na świe­cie w XIX i XX wieku. Próba osza­co­wa­nia odsetka popu­la­cji, który posia­dał nie­wol­ni­ków, w podob­nej mie­rze opiera się na domnie­ma­niach, ale roz­sądne wydaje się zało­że­nie, że był on pro­por­cjo­nalny do odsetka znie­wo­lo­nych. Jeśli nie­wol­nicy sta­no­wili jedną czwartą danej popu­la­cji, można z dużą dozą pew­no­ści domnie­my­wać, że ich posia­da­czami była naj­bo­gat­sza jedna czwarta spo­łe­czeń­stwa. Przy­kła­dowo, w latach trzy­dzie­stych XIX wieku na ame­ry­kań­skim Połu­dniu było około dwóch milio­nów znie­wo­lo­nych i -?według jed­nego z badań -?dwie­ście dwa­dzie­ścia cztery tysiące wła­ści­cieli nie­wol­ni­ków. Dane te opie­rają się jed­nak na zało­że­niu, że tylko jedna osoba w bada­nym gospo­dar­stwie domo­wym powinna być uwa­żana za posia­da­cza nie­wol­ni­ków, pod­czas gdy zapewne powin­ni­śmy wli­czać w to wszyst­kich miesz­kań­ców. Gdyby wziąć pod uwagę, że w skład takiego gospo­dar­stwa przy­pusz­czal­nie wcho­dziło ponad pięć osób, na jed­nego wła­ści­ciela przy­pa­da­łoby około dwóch nie­wol­ni­ków (R. Fry 2019; Light­ner, Ragan 2005; O'Neill 2021b). Na ame­ry­kań­skim Połu­dniu sto­su­nek liczby wła­ści­cieli do liczby nie­wol­ni­ków był przy tym praw­do­po­dob­nie wysoki z histo­rycz­nego punktu widze­nia. [wróć]

14. Zob. wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

15. W tej wer­sji tego eks­pe­ry­mentu myślo­wego żyli­by­ście do końca życia wszyst­kich obec­nie żyją­cych ludzi, ale nie dłu­żej. Biorę tu przy tym pod uwagę obecną więk­szą spo­dzie­waną dłu­gość życia -?gdy­by­śmy patrzyli jedy­nie na liczbę ludzi, nie przej­mu­jąc się tym, jak długo żyją, żyjące dziś osoby sta­no­wi­łyby około 7% tych, któ­rzy żyli przed nimi (Kaneda, Haub 2021). Gdy­by­śmy z kolei liczyli tylko do dnia dzi­siej­szego -?zamiast do końca ich spo­dzie­wa­nego życia -?liczba ta byłaby bliż­sza 6%, ponie­waż wielu żyją­cych ludzi ma jesz­cze sporo lat przed sobą. [wróć]

16. Zob. wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

17. Gdy­by­śmy zdo­łali utrzy­mać liczeb­ność popu­la­cji na obec­nym pozio­mie do końca okresu zamiesz­ki­wal­no­ści Ziemi, "sekundy" byłyby odpo­wied­nią miarą czasu. Jeśli zaś zasie­dlimy inne układy sło­neczne lub w inny spo­sób ogrom­nie zwięk­szymy liczeb­ność popu­la­cji albo dłu­gość ist­nie­nia cywi­li­za­cji, będziemy mówić raczej o maleń­kich ułam­kach sekund. Nie jest wyklu­czone, że doświad­cze­nie wszyst­kich zmar­łych i obec­nie żyją­cych ludzi mogłoby odpo­wia­dać odcin­kowi czasu krót­szemu nawet niż naj­krót­szy kie­dy­kol­wiek zmie­rzony -?2,47 zepto­se­kundy, czyli 2,47 × 10-19 sekundy (Grund­mann i in. 2020), o wiele rzę­dów wiel­ko­ści mniej­szemu niż czas zaj­ścia w waszych oczach reak­cji che­micz­nej na świa­tło ini­cju­ją­cej prze­sła­nie sygnału szla­kiem neu­ro­nal­nym (Weiner 2009). Byłoby tak na przy­kład wów­czas, gdyby przez setki bilio­nów lat (aż do końca epoki powsta­wa­nia gwiazd) każda ze stu miliar­dów gwiazd (dolna gra­nica typo­wych osza­co­wań liczby gwiazd w naszej galak­tyce) dostar­czała ener­gii dzie­się­ciu miliar­dom ludzi (w przy­bli­że­niu obecna liczba ludzi na świe­cie). [wróć]

18. Zob. https://www.givin­gwha­twe­can.org/. [wróć]

19. To zmo­dy­fi­ko­wany przy­kład z Reasons and Per­sons (Par­fit 1984, s. 315) (źró­dło w języku pol­skim: Par­fit Derek, Racje i osoby, tł. K. Kuma­niecki, Wydaw­nic­two Naukowe PWN, War­szawa 2013) [wróć]

20. Choć czę­sto podaje się, że to sta­ro­żytne przy­sło­wie chiń­skie lub grec­kie, jego praw­dziwe pocho­dze­nie jest nie­znane. [wróć]

21. Con­sti­tu­tion of the Iro­qu­ois Nations 1910. [wróć]

22. Lyons 1980, s. 173. [wróć]

23. Mimo wszystko warto zauwa­żyć, że tro­ska o przy­szłe poko­le­nia może być rów­nież moty­wo­wana pew­nego rodzaju wza­jem­no­ścią. Choć dzia­łal­ność ludzi przy­szło­ści nie przy­nosi nam zysków, czer­piemy ogromne korzy­ści z czy­nów naszych przod­ków: jemy owoce roślin, które upra­wiali przez tysiąc­le­cia, pole­gamy na wie­dzy medycz­nej, którą roz­wi­jali przez setki lat, żyjemy w sys­te­mach praw­nych ukształ­to­wa­nych przez nie­zli­czone reformy, o które wal­czyli. Być może zatem mamy powody, by "spła­cać nasz dług z góry" i przy­słu­żyć się z kolei następ­nym poko­le­niom. [wróć]

24. W słyn­nym soli­lo­kwium Ham­leta "nie­od­kryta kra­ina" (ang. undi­sco­ve­red coun­try) odnosi się do życia po śmierci: "Obawa tego obcego nam kraju, / Skąd nikt nie wraca, nie wątliła woli / I nie kazała nam pędzić dni raczej / W złu już wia­do­mym niż ucho­dząc przed nim, / Popa­dać w inne, któ­rego nie znamy" (W. Sha­ke­spe­are, Ham­let, przeł. Józef Pasz­kow­ski, PIW, War­szawa 1976). Dosto­so­wu­jąc (i natu­ra­li­zu­jąc) tę meta­forę, tak by odno­siła się do przy­szło­ści, idę w ślady klin­goń­skiego kanc­le­rza Gor­kona ze Star Trek VI: The Undi­sco­ve­red Coun­try (pol. Star Trek VI: Wojna o pokój). [wróć]

25. Powszech­nie przy­jęte sza­cunki mówią o okre­sie od 2,5 (Strait 2013, s. 42) do 2,8 miliona lat (DiMag­gio i in. 2015). [wróć]

26. Özkan i in. 2002, s. 1797; Vigne 2011. Wię­cej infor­ma­cji o pierw­szych mia­stach online. [wróć]

27. Bar­no­sky i in. 2011, s. 3; Law­ton, May 1995, s. 5; Ord 2020, s. 83-85; Proença, Pere­ira 2013, s. 168. [wróć]

28. Nie twier­dzę tu by­naj­mniej, że żadne zwie­rzę poza ludźmi nie jest zdolne do abs­trak­cyj­nego rozu­mo­wa­nia, dłu­go­ter­mi­no­wego pla­no­wa­nia czy uży­wa­nia narzę­dzi. Ist­nieje wiele dowo­dów na to, że nie­które gatunki naj­wy­raź­niej są w sta­nie pla­no­wać na godziny czy nawet dni do przodu (na przy­kład: Clay­ton i in. 2003; W. A. Roberts 2012), dobrze udo­ku­men­to­wane jest także wytwa­rza­nie i uży­wa­nie narzę­dzi przez małpy człe­ko­kształtne (Brauer, Call 2015; Mul­cahy, Call 2006). Pozna­nie zwie­rzęce jest przed­mio­tem zarówno trwa­ją­cych badań empi­rycz­nych, jak i żywych filo­zo­ficz­nych spo­rów (zob. Andrews, Monsó 2021). [wróć]

29. Sza­cunki doty­czące tego, ile jesz­cze będzie świe­cić Słońce, wahają się od czte­rech i pół miliarda lat (Ber­tu­lani 2013) do sze­ściu miliar­dów czte­ry­stu milio­nów lat (Sack­mann i in. 1993), choć naj­częst­szym poda­wa­nym przy­bli­że­niem jest pięć miliar­dów lat. Ści­ślej rzecz ujmu­jąc, liczby te wska­zują czas, po któ­rym cały wodór w jądrze Słońca ule­gnie wypa­le­niu -?wtedy nasza gwiazda prze­sta­nie być, mówiąc języ­kiem astro­no­mów, gwiazdą "ciągu głów­nego". Na­dal jedna będzie "świe­cić", czyli gene­ro­wać ener­gię z fuzji jądro­wej wodoru w hel, przy czym będzie się to działo raczej w jej zewnętrz­nych war­stwach niż w jądrze. Kiedy już na dwa do trzech miliar­dów lat zmieni się w czer­wo­nego olbrzyma, fuzja jądrowa ponow­nie wróci do jądra -?tym razem atomy helu będą łączyć się w węgiel i tlen -?i dopiero po tym osta­tecz­nym helo­wym roz­bły­sku, za mniej wię­cej osiem miliar­dów lat, Słońce zga­śnie cał­ko­wi­cie. Dane doty­czące typo­wych naro­dzin gwiazd pocho­dzą z: F. C. Adams, Lau­gh­lin 1997, s. 342 Dzię­kuję Toby'emu Ordowi za uświa­do­mie­nie mi, jak długo będą świe­cić nie­które gwiazdy. W swo­jej naj­now­szej książce, która ma się nie­ba­wem uka­zać, Grand Futu­res, Anders Sand­berg zauważa, że nawet po tym, jak gwiazdy te zakoń­czą życie, wciąż będą ist­nieć inne, bar­dziej egzo­tyczne źró­dła ener­gii, które będzie można wyko­rzy­stać, jak choćby czarne dziury. To mogłoby prze­dłu­żyć czas trwa­nia cywi­li­za­cji poza wska­zy­wany tu milion bilio­nów lat. [wróć]

30. Wolf i Toon (2015, s. 5792) sza­cują, że "fizjo­lo­giczne ogra­ni­cze­nia ludz­kiego ciała każą przy­pusz­czać, że Zie­mia prze­sta­nie być zamiesz­ki­walna dla czło­wieka za ~1,3 Gyr [1,3 miliarda lat]"; Bloh (2008, s. 597) prze­wi­duje dla nas nieco krót­sze okienko, twier­dząc, że "życie zło­żo­nych orga­ni­zmów wie­lo­ko­mór­ko­wych i euka­rio­tów zakoń­czy się, odpo­wied­nio, za około 0,8 Gyr i 1,3 Gyr". Ja jestem zwo­len­ni­kiem jesz­cze bar­dziej zacho­waw­czych osza­co­wań -?daję ludz­ko­ści jakieś pięć­set milio­nów lat z powodu znacz­nej nie­pew­no­ści doty­czą­cej momentu i stop­nia praw­do­po­do­bień­stwa zaj­ścia pew­nych klu­czo­wych zda­rzeń -?takich jak śmierć z powodu nie­do­boru dwu­tlenku węgla czy "nie­kon­tro­lo­wa­nego efektu cie­plar­nia­nego pro­wa­dzą­cego do wypa­ro­wa­nia oce­anów -?oraz faktu, że kwe­stia, na ile ogra­ni­czy­łyby one zamiesz­ki­wal­ność Ziemi, pozo­staje otwarta (ana­liza tego, jak różne czyn­niki wpły­wają na zamiesz­ki­wal­ność róż­nych typów pla­net, zob. Heath, Doyle [2009]). Wię­cej na wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

31. Zob. wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

32. W naszej galak­tyce, Dro­dze Mlecz­nej, jest od stu miliar­dów do czte­ry­stu miliar­dów gwiazd. Liczba tych pozo­sta­ją­cych w naszym zasięgu według Arm­stronga i Sand­berga (2013, s. 9) wynosi cztery miliardy trzy­sta milio­nów, Ord (2017, s. 21) twier­dzi zaś, że "na dostępny wszech­świat składa się około 20 miliar­dów galak­tyk, czyli w sumie mię­dzy 1021 a 1023 gwiazd (o śred­niej masie wyno­szą­cej połowę masy Słońca)". [wróć]

33. Cyto­wane tu liczby doty­czą ocze­ki­wa­nej dłu­go­ści życia przy uro­dze­niu (Roser 2018). Ponie­waż na początku XIX wieku około 43% dzieci na świe­cie umie­rało przed pią­tymi uro­dzi­nami (Rosner 2019), ktoś, kto dożył takiego wieku, mógł się spo­dzie­wać, że dożyje około pięć­dzie­się­ciu lat. Weź­cie także pod uwagę, że te sie­dem­dzie­siąt trzy lata nie­ko­niecz­nie są naj­lep­szą pro­gnozą dłu­go­ści życia kogoś uro­dzo­nego dzi­siaj: liczby, które przy­ta­czam, doty­czą tak zwa­nej "dłu­go­ści życia przy uro­dze­niu", która z defi­ni­cji nie bie­rze pod uwagę przy­szłych tren­dów. Jeśli na przy­kład w medy­cy­nie i publicz­nej opiece zdro­wot­nej nastąpi dal­szy postęp, czło­wiek uro­dzony dzi­siaj powi­nien w rze­czy­wi­sto­ści spo­dzie­wać się, że będzie żył dłu­żej niż te sie­dem­dzie­siąt trzy lata; z dru­giej strony, jeśli w mię­dzy­cza­sie pojawi się nowa śmier­telna cho­roba albo znaczny odse­tek popu­la­cji zosta­nie zmie­ciony z powierzchni ziemi przez jakąś wiel­ko­ska­lową kata­strofę, dzi­siej­szy nowo­ro­dek będzie praw­do­po­dob­nie żył kró­cej, niż wynosi jego ocze­ki­wana dłu­gość życia przy uro­dze­niu. [wróć]

34. Sza­cuje się, że w 1820 roku około 83,9% świa­to­wej popu­la­cji utrzy­my­wało się za dzienny dochód mający mniej­szą siłę nabyw­czą -?po uwzględ­nie­niu infla­cji i róż­nic w cenach mię­dzy kra­jami -?niż jeden dolar ame­ry­kań­ski z 1985 roku (Bour­gu­ignon, Mor­ris­son 2002, tabela 1, s. 731, 733). W 2002 roku, kiedy to Bour­gu­ignon i Mor­ris­son opu­bli­ko­wali swój prze­ło­mowy arty­kuł na temat histo­rii świa­to­wego roz­kładu docho­dów, tyle wyno­sił mię­dzynarodowy próg ubó­stwa sza­co­wany przez Bank Świa­towy, zwy­kle wyko­rzy­sty­wany do defi­nio­wa­nia skraj­nej biedy. Od tam­tego czasu Bank Świa­towy zak­tu­ali­zo­wał swoje wska­za­nia -?dziś próg ubó­stwa to dzienny dochód odpo­wia­da­jący 1,9 dolara ame­ry­kań­skiego z 2011 roku. Według tej nowej defi­ni­cji w 2016 roku z powodu skraj­nego ubó­stwa cier­piało mniej niż 10% świa­to­wej popu­la­cji; choć pan­de­mia COVID-19 w tra­giczny spo­sób zała­mała wie­lo­letni, coroczny trend spad­kowy, odse­tek ten na­dal nie prze­kro­czył jed­nak 10% (World Bank 2020). Mimo że zakres, w jakim stare i nowe gra­nice ubó­stwa się pokry­wają, jest czę­sto przed­mio­tem debaty, moim zda­niem fakt, że odse­tek świa­to­wej popu­la­cji dotknięty skraj­nym ubó­stwem dra­stycz­nie zma­lał, nie pod­lega dys­ku­sji. W żaden spo­sób nie zmie­nia to faktu, że przed nami wciąż długa droga do wyeli­mi­no­wa­nia biedy; przy­kła­dowo, na­dal ponad 40% ludz­ko­ści żyje za mniej niż 5,5 dolara na dzień (znów w porów­na­niu z dola­rem ame­ry­kań­skim z 2011 roku, po uwzględ­nie­niu infla­cji i róż­nic ceno­wych). [wróć]

35. Roser, Ortiz-Ospina 2016. [wróć]

36. Our World in Data 2017a. Wię­cej na wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

37. Ist­nieje kilka aneg­do­tycz­nych donie­sień o kobie­tach, które otrzy­mały stop­nie naukowe lub wykła­dały na uni­wer­sy­te­tach przed 1700 rokiem, ale ich życie jest zwy­kle słabo udo­ku­men­to­wane. Wię­cej na wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

38. "Przez cały XVIII wiek i aż do roku 1861 wszyst­kie akty homo­sek­su­alne mię­dzy męż­czy­znami wią­żące się z pene­tra­cją karano śmier­cią" (Emsley i in. 2018). [wróć]

39. "Pod koniec XVIII wieku ponad trzy czwarte wszyst­kich żyją­cych ludzi było w ten czy inny spo­sób znie­wo­lo­nych, przy czym nie była to nie­wola wię­zien­nych pasia­ków, lecz róż­nych sys­te­mów nie­wol­nic­twa czy pod­dań­stwa" (Hoch­schild 2005, s. 2). Dziś odse­tek ten -?40,3 miliona, czyli około 0,5% świa­to­wej popu­la­cji -?obej­muje zarówno przy­mu­sową pracę, jak i przy­mu­sowe mał­żeń­stwa (Walk Free Foun­da­tion 2018). [wróć]

40. Choć sze­roko pojęty trend zwięk­sza­nia swo­bód poli­tycz­nych i auto­no­mii jed­nostki moim zda­niem jest nie­za­prze­czalny, dokładne liczby zależą od przy­ję­tej defi­ni­cji demo­kra­cji. Ja posłu­guję się tą zamiesz­czoną na stro­nie Demo­cracy ser­wisu Our World in Data (Roser 2013a), która opiera się na powszech­nie wyko­rzy­sty­wa­nym zbio­rze danych Polity IV. Uży­wany tam wskaź­nik demo­kra­cji jest zło­żoną zmienną uwzględ­nia­jącą różne aspekty pomiaru "obec­no­ści insty­tu­cji i pro­ce­dur, dzięki któ­rym oby­wa­tele mogą wyra­zić swoje fak­tyczne pre­fe­ren­cje doty­czące alter­na­tyw­nych poli­tyk i lide­rów" oraz "ist­nie­nia zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­nych ogra­ni­czeń w spra­wo­wa­niu wła­dzy", ale nie mie­rzy zakresu swo­bód oby­wa­tel­skich (Mar­shall i in. 2013, s. 14). Moje twier­dze­nia doty­czące 1700 roku opie­rają się na zało­że­niu, że ówcze­sna sytu­acja nie mogła być dużo lep­sza niż na początku XIX wieku, czyli okresu, gdzie według Polity IV mniej niż 1% ludz­ko­ści żyło w demo­kra­cji. Pod­ją­łem rów­nież decy­zję o wyłą­cze­niu spo­łe­czeństw o nie w pełni roz­wi­nię­tej pań­stwo­wo­ści (np. wspól­not łowiecko-zbie­rac­kich), nawet jeśli nie­które z nich mogły prze­ja­wiać cechy pro­to­de­mo­kra­tyczne, takie jak uczest­nic­two w zebra­niach spo­łecz­no­ści czy kon­trola przy­wód­ców pod kątem nad­uży­wa­nia przez nich wła­dzy. [wróć]

41. Gil­lin­gham 2014, Wyatt 2009. W sumie impe­rium bry­tyj­skie prze­wio­zło przez Atlan­tyk ponad trzy miliony nie­wol­ni­ków, Fran­cja zaś ponad milion (Slave Voy­ages 2018). [wróć]

42. Sonety 1-126 zwy­kle uważa się za pisane dla "mło­dego męż­czy­zny", choć -?jak wiele innych aspek­tów twór­czo­ści Sha­ke­spe­are'a -?wciąż pozo­staje to tema­tem nauko­wej debaty. Wię­cej na wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

43. Sha­ke­spe­are 2002, s. 417 (źró­dło cytatu w języku pol­skim: W. Sha­ke­spe­are, Sonety, tł. M. Słom­czyń­ski, Cas­sio­peia, Kra­ków 1992). [wróć]

44. Sha­ke­spe­are "praw­do­po­dob­nie zary­so­wał więk­szość swo­ich sone­tów mię­dzy 1591 a 1595 rokiem" (Ken­nedy 2007, s. 24). Ken­nedy cytuje Hie­att i in. (1991, s. 98), któ­rzy na pod­sta­wie ana­lizy rzad­kich słów poja­wia­ją­cych się w dzie­łach mistrza w trak­cie całej jego kariery pisar­skiej uznali kon­kret­nie, że "wiele" pierw­szych wer­sji sone­tów 1-60 powstało w tym okre­sie. [wróć]

45. Zob. wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

46. Horacy 2004, s. 217-217 (źró­dło cytatu w języku pol­skim: Pieśń III, 30 (Exegi monu­men­tum aere peren­nius...), Do muzy [w:] Quin­tus Hora­tius Flac­cus, Wybór poezji, tł. L. Rydel, Filo­mata, Lwów 1935). [wróć]

47. Zob. wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

48. Zob. wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

49. Thu­cy­di­des 1972 (źró­dło cytatu w języku pol­skim: Tuki­dy­des, Wojna pelo­po­ne­ska, tł. K. Kuma­niecki, Czy­tel­nik, War­szawa 2002, s. 27). [wróć]

50. Born­stein 2015, s. 661; Hol­mes, Mau­rer 2016. Wię­cej na wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

51. J. Adams 1851, s. 298. Nawia­sem mówiąc, w tym samym wstę­pie Adams obszer­nie cytuje Tuki­dy­desa, zamiesz­cza­jąc rów­nież przy­to­czony powy­żej frag­ment. [wróć]

52. Moja inter­pre­ta­cja tego, jak doszło do zapisu Fran­klina, opiera się na naj­bar­dziej praw­do­po­dob­nych domy­słach. Wię­cej na wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

53. Legat Fran­klina jest powszech­nie znany. War­to­ści podane w głów­nym tek­ście zaczerp­ną­łem z epi­logu Isa­ac­sona (2003, s. 473-474). Wię­cej na wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

54. Zob. wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

55. Lloyd 1998, roz­dział 2. [wróć]

56. Lord i in. 2016; Talento, Gano­pol­ski 2021. Oczy­wi­ście możemy póź­niej usu­nąć dwu­tle­nek węgla z atmos­fery. Nie powin­ni­śmy jed­nak z pew­no­ścią zakła­dać, że tak się sta­nie, zwłasz­cza jeśli weź­miemy pod uwagę praw­do­po­do­bień­stwo zapa­ści i sta­gna­cji, o któ­rych będę mówił w roz­dzia­łach szó­stym i siód­mym. Zna­cze­niem spa­la­nia paliw kopal­nych z long­ter­mi­stycz­nego punktu widze­nia zaj­muję się bar­dziej szcze­gó­łowo w roz­dziale szó­stym. [wróć]

57. Hamil­ton i in. 2012. [wróć]

58. Średni czas utrzy­my­wa­nia się dwu­tlenku węgla poka­zuje, w jaki jesz­cze spo­sób obecna reto­ryka i poli­tyka kli­ma­tyczna są krót­ko­wzroczne: cho­dzi o porów­na­nia z meta­nem. Czę­sto mówi się, że metan ma od trzy­dzie­stu do nawet osiem­dzie­się­ciu trzech razy więk­szy poten­cjał powo­do­wa­nia glo­bal­nego ocie­ple­nia niż dwu­tle­nek węgla. Z long­ter­mi­stycz­nego punktu widze­nia jed­nak liczby te są zwod­ni­cze. Metan utrzy­muje się w atmos­fe­rze jedy­nie około dwu­na­stu lat (IPCC 2021a, roz­dział 7, tabela 7.15), w prze­ci­wień­stwie do dwu­tlenku węgla, który, jak widzie­li­śmy, unosi się w niej przez setki tysięcy lat. Naj­czę­ściej trak­tuje się metan jako trzy­dzie­sto­krot­nie waż­niej­szy od dwu­tlenku węgla, współ­czyn­nik ten (myląco nazy­wany "poten­cja­łem two­rze­nia efektu cie­plar­nia­nego") sto­suje się przy tym jed­nak do okre­śle­nia wpływu tego gazu na tem­pe­ra­turę po czter­dzie­stu latach. Gdy­by­śmy zamiast tego sku­pili się na jego oddzia­ły­wa­niu na tem­pe­ra­turę za sto lat, oka­załby się on jedy­nie sie­dem i pół raza sil­niej­szy niż dwu­tle­nek węgla (IPCC 2021a, roz­dział 7, tabela 7.15). Choć zna­cze­nie przy­pi­sy­wane meta­nowi w porów­na­niu z dwu­tlen­kiem węgla zwy­kle przed­sta­wiane jest jako kwe­stia wyłącz­nie naukowa, tak naprawdę cho­dzi przede wszyst­kim o to, czy chcemy ogra­ni­czać zmiany kli­matu w ciągu naj­bliż­szych kilku dekad, czy w per­spek­ty­wie dłu­go­ter­mi­no­wej (Allen 2015). Bio­rąc pod uwagę, że emi­tu­jemy sześć­dzie­siąt razy wię­cej dwu­tlenku węgla niż metanu, to jeśli spoj­rzymy na pro­blem dłu­go­fa­lowo, powin­ni­śmy sku­pić się głów­nie na tym pierw­szym (H. Rit­chie, Roser 2020a; Schier­me­ier 2020). [wróć]

59. P. U. Clark i in. 2016. [wróć]

60. IPCC 2021a, rysu­nek SPM.8. Sce­na­riusz niskich i śred­nich emi­sji okre­śla się jako RCP4.5 (Haus­fa­ther, Peters 2020; Liu, Raftery 2021; Rogelj i in. 2016). [wróć]

61. Clark i in. (2016, rysu­nek 4a) prze­wi­duje, że w przy­padku sce­na­riu­sza niskich i śred­nich emi­sji poziom morza pod­nie­sie się o dwa­dzie­ścia metrów. Van Bre­edam i in. (2020, tabela 1) prze­wi­duje zaś, że przy takiej ścieżce pod­nie­sie się o dzie­sięć metrów. [wróć]

62. P. U. Clark i in. 2016, rysu­nek 6. [wróć]

63. Zob. wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

64. Our World in Data 2020a, na pod­sta­wie Lelie­veld i in. 2019. Liczba ta obej­muje jedy­nie zgony wywo­łane zewnętrz­nym zanie­czysz­cze­niem powie­trza. Dodat­kowe od miliona sze­ściu­set tysięcy (Sta­na­way i in. 2018) do trzech milio­nów ośmiu­set tysięcy (WHO 2021) nad­mia­ro­wych śmierci rocz­nie wynika z zanie­czysz­cze­nia powie­trza wewnątrz budyn­ków -?więk­szość z tego wiąże się z bra­kiem dostępu do elek­trycz­no­ści i czy­stych paliw jako źró­deł ener­gii przy goto­wa­niu, ogrze­wa­niu i oświe­tle­niu (H. Rit­chie, Roser 2019). Ponad dwa i pół miliarda ludzi przy­rzą­dza posiłki, spa­la­jąc węgiel, węgiel drzewny, naftę, nawóz zwie­rzęcy lub odpady z upraw roślin­nych przy uży­ciu nie­efek­tyw­nych i nie­bez­piecz­nych tech­nik takich jak otwarte pale­ni­ska (WHO 2021). [wróć]

65. "Pozby­wa­jąc się emi­sji zwią­za­nych ze spa­la­niem paliw kopal­nych, w Euro­pie można by unik­nąć 434 000 (95% prze­dział ufno­ści 355 000 -?509 000) nad­mia­ro­wych śmierci rocz­nie (...) Śred­nia ocze­ki­wana dłu­gość życia wzro­słaby wów­czas o 1,2 (95% prze­dział ufno­ści 1 -?1,4) roku" (Lelie­veld, Klingmüller, Poz­zer, Pöschl i in. 2019, s. 1595). Prze­dział ufno­ści wyno­szący 95% ozna­cza zakres, w jakim według modelu przy­ję­tego przez auto­rów na 95% znajdą się rze­czy­wi­ste war­to­ści. [wróć]

66. Sco­vro­nick i in. (2019, s. 1) odkrył, że w zależ­no­ści od przy­ję­tej poli­tyki doty­czą­cej jako­ści powie­trza oraz "tego, jaką wagę dane spo­łe­czeń­stwo przy­wią­zuje do poprawy zdro­wia, opty­malne z punktu widze­nia gospo­darki poziomy łago­dze­nia skut­ków ocie­ple­nia mogą być zgodne z celem wyno­szą­cym 2°C lub niż­szym". Mar­kan­dya i in. (2018, e126) dowie­dli, że "we wszyst­kich ana­li­zo­wa­nych sce­na­riu­szach współ­wy­stę­pu­jące korzy­ści zdro­wotne zna­cząco prze­wyż­szają koszty wpro­wa­dze­nia regu­la­cji zmie­rza­ją­cych do osią­gnię­cia zało­żo­nego celu [2°C]" oraz że "dodat­kowy wysi­łek wło­żony w osią­gnię­cie 1,5°C zamiast 2°C przy­niósłby zna­czący zysk netto Indiom (3,28-8,4 biliona dola­rów) oraz Chi­nom (0,27-2,31 biliona dola­rów), choć w innych rejo­nach świata nie byłby on widoczny". [wróć]

67. Prze­świad­cze­nie, że żyjemy w wyjąt­ko­wym histo­rycz­nie cza­sie, pociąga za sobą rów­nież inte­re­su­jące impli­ka­cje filo­zo­ficzne -?omó­wi­łem je w arty­kule Are We Living at the Hinge of History? (w druku; wer­sja robo­cza, zob. MacA­skill 2020). Zwróć­cie jed­nak uwagę, że w tek­ście tym argu­men­tuję prze­ciw twier­dze­niu, że znaj­du­jemy się obec­nie w naj­waż­niej­szym momen­cie w histo­rii. Uwa­żam, że prze­słanki świad­czące o tym, że żyjemy ("tylko") w okre­sie nie­zwy­kle istot­nym, są bar­dzo silne. [wróć]

68. Kon­cep­cja ta bazuje na This Can't Go On (2021b) Hol­dena Kar­no­fsky'ego, który z kolei wycho­dzi od argu­mentu Robina Han­sona (2009). Dal­sza dys­ku­sja, zob. wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

69. Ści­ślej rzecz ujmu­jąc, uwa­żam, że teraź­niej­szość obej­muje erę post­in­du­strialną, która roz­po­częła się dwie­ście pięć­dzie­siąt lat temu i zakoń­czy się w momen­cie, gdy tempo wzro­stu ponow­nie spad­nie poni­żej 1% rocz­nie. Obecne tempo wzro­stu, zob. World Bank (2021e). [wróć]

70. Wszyst­kie twier­dze­nia doty­czące histo­rii glo­bal­nego wzro­stu gospo­dar­czego -?zob. na przy­kład DeLong (1998). Prze­gląd innych źró­deł, które podają podobne war­to­ści -?zob. Rood­man (2020a) i Roser (2019). Zauważ­cie, że moje twier­dze­nia doty­czą śred­niego tempa wzro­stu utrzy­mu­ją­cego się przez kilka podwo­jeń -?nie możemy oczy­wi­ście wyklu­czyć, że tempo wzro­stu mogło wynieść 2% w jed­nym kon­kret­nym roku, na przy­kład dwa­dzie­ścia tysięcy lat przed naszą erą. Wiemy jed­nak, że jeśli tak się stało, był to wyją­tek. Omó­wie­nie przy­pad­ków spo­ra­dycz­nych, krót­kich okre­sów ponad­prze­cięt­nego wzro­stu w histo­rii świata, zob. Gold­stone (2002) -?choć ana­lizy, jakich doko­na­łem, przy­go­to­wu­jąc się do napi­sa­nia roz­działu siód­mego, suge­rują, że nie­które cyto­wane przez niego przy­kłady są kon­tro­wer­syjne. [wróć]

71. Zuży­cie ener­gii: Our World in Data 2020f; emi­sja dwu­tlenku węgla: Rit­chie, Roser 2020a; spo­sób użyt­ko­wa­nia grun­tów: Our World in Data 2019b. Pomiary postępu nauko­wego pod­le­gają inter­pre­ta­cji, sądzę jed­nak, że tylko nie­liczni nie zgo­dzi­liby się z twier­dze­niem, że w porów­na­niu z cza­sami przed­no­wo­żyt­nymi tempo tech­no­lo­gicz­nych inno­wa­cji znacz­nie przy­spie­szyło od rewo­lu­cji nauko­wej w sie­dem­na­stym stu­le­ciu. [wróć]

72. W rze­czy­wi­sto­ści liczba ta jest bliż­sza tempu wzro­stu na tech­no­lo­gicz­nej gra­nicy -?to zna­czy temu, który nie bie­rze pod uwagę chwi­lo­wego wzro­stu zwią­za­nego z nad­ra­bia­niem zale­gło­ści przez bied­niej­sze kraje (Roser 2013b). [wróć]

73. Kar­no­fsky 2021b, nn7-8. [wróć]

74. Dal­sza dys­ku­sja o tym, czy to moż­liwe, zob. Han­son 2009 oraz Kar­no­fsky 2021c. [wróć]

75. Dzię­kuję Car­lowi Shul­ma­nowi za zwró­ce­nie mi na to uwagi. [wróć]

76. Zob. wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

77. Sche­idel (2021, s. 101-107) przed­sta­wia pod­su­mo­wa­nie wiel­ko­ści histo­rycz­nych impe­riów; spo­rzą­dzona przez niego tabela 2.2 (s. 103) wska­zuje, że w 1 roku n.e. Zachod­nia Dyna­stia Han obej­mo­wała 32% świa­to­wej popu­la­cji, a w 150 roku 30% ludzi żyło w Cesar­stwie Rzym­skim. Kwe­stia liczeb­no­ści sta­ro­żyt­nych popu­la­cji obar­czona jest jed­nak dużą dozą nie­pew­no­ści -?wię­cej na wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. Histo­ryk Peter Bang (2009, s. 120) pod­su­mo­wał, że nawet w okre­sie swo­jej świet­no­ści impe­ria dyna­stii Han i Rzymu "pozo­sta­wały dla sie­bie ukryte w mrocz­nej kra­inie mitu i baśni". [wróć]

78. Przy zało­że­niu, że orbita Nep­tuna sta­nowi gra­nicę Układu Sło­necz­nego. Wię­cej na wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

79. Zob. wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

80. Zob. wha­twe­owe­the­fu­ture.com/notes. [wróć]

81. "W końcu prze­strzeń zacznie roz­sze­rzać się tak szybko, że świa­tło nie będzie w sta­nie prze­być cią­gle roz­sze­rza­ją­cej się zatoki mię­dzy naszą Grupą Lokalna a naj­bliż­szą z sąsia­du­ją­cych z nią grup galak­tyk (symu­la­cje wska­zują, że doj­dzie do tego mniej wię­cej za 150 miliar­dów lat)" (Ord 2021, s. 7). [wróć]

82. Tech­nicz­nie rzecz bio­rąc, mega­fauna to zwie­rzęta ważące ponad czter­dzie­ści cztery kilo­gramy (Hay­nes 2018). [wróć]