ROZDZIAŁ 2
RITA
Ciało leży w krzakach na skraju lasu. Czerwony damski sweter świeci niczym latarnia morska w szary dzień. Widziana z okna kuchennego scena rozgrywająca się na zewnątrz przypomina film oglądany z daleka. Śledczy i gliniarze krążą wokół zwłok niczym zapaśnicy. Próbują zrozumieć, co tu się wydarzyło. Lekarka sądowa przechodzi przez tłum, który rozstępuje się przed nią z szacunkiem.
Podnoszę wzrok znad notatnika i patrzę na młodego mężczyznę o ciemnobrązowych włosach i zmarszczonym czole. Na delikatnych wąsach gromadzą się krople potu.
- A więc, panie Foster... Znał pan ofiarę?
- Tak - mamrocze.
- Skąd znał pan Karę Cunningham?
Wzdycha głośno.
- Chodziliśmy razem do szkoły. Do liceum.
- Widywał ją pan od tamtego czasu?
Przeciera oczy dłonią.
- Tak. Czasami. To małe miasteczko.
Mówił mi już, że pracuje jako pielęgniarz na nocnej zmianie w szpitalu. Kiedy wrócił do domu około siódmej trzydzieści, ojciec powiedział mu, że słyszał krzyk dochodzący z ulicy.
- Kiedy widział ją pan po raz ostatni?
- Chyba w zeszłą sobotę.
- Chyba czy na pewno?
- Na pewno.
- Dobrze. Wrócimy do tego. Muszę porozmawiać z pana ojcem. Czy nadal tu jest?
Byron Foster mruga kilka razy.
- Mieszka tu. Wróciłem rok temu, żeby się nim opiekować. Nie wychodzi z domu.
- Co z nim nie tak? - pytam trochę nieczule, ale w końcu to ja. Moje wypowiedzi bywają niepoprawne politycznie. Siła przyzwyczajenia.
- Jest alkoholikiem.
Przytakuję. Wielu ludzi ma problem z alkoholem. Mimowolnie przychodzi mi do głowy mój brat Danny. Odsuwam te myśli na bok. Skup się, Rito. Pomyślisz o Dannym później.
Byron kontynuuje:
- To ostatnie stadium marskości wątroby.
- Przykro mi. Dobra...
- On umiera, pani detektyw - dodaje rzeczowo.
- Powiedział panu, że usłyszał krzyk dochodzący z podwórka?
- Tak. Wtedy wyszedłem, żeby się rozejrzeć. Naprawdę nie sądziłem, że coś znajdę. Mój ojciec jest tak nieprzytomny, że trudno uwierzyć w cokolwiek, co mówi. - Pan Foster przenosi wzrok na okno i patrzy na wysoką trawę. Suną przez nią nosze. Utykają i grzęzną w błocie. Dwóch facetów kuca i próbuje je wyswobodzić. - Sądzę, że myślami tkwi w przeszłości. Słyszy i widzi to, czego nie ma.
- Nie da się mu jakoś pomóc? - Gryzę się w język w chwili gdy te słowa opuszczają moje usta. Od lat próbuję pomóc mojemu bratu, ale on się upiera, że nie ma problemu, a jeśli nalegam, mówi mi, że to nie moja, cholera, sprawa. Wtedy się wycofuję. Nie chcę się z nim kłócić. Jesteśmy najmłodszym i najbliższym sobie rodzeństwem w dużej rodzinie.
Patrzę panu Fosterowi prosto w oczy. Nie ma w nich smutku; dostrzegam raczej złość.
- Nie da się pomóc ludziom, którzy tego nie chcą.
Ponownie kiwam głową i przełykam ślinę.
- Rozumiem, ale i tak muszę z nim porozmawiać.
Wstajemy od stołu, a ja podążam za nim korytarzem. Wchodzimy na górę po ciemnych i skrzypiących schodach. Kiedy zbliżamy się do ich szczytu, czuję delikatny kwaśny zapach wymiocin połączonych z alkoholem. Mój partner Chase wybrał wspaniały tydzień na urlop.
W ciemnym pokoju wysoki mężczyzna, chudy jak szkielet, siedzi skulony w zniszczonym fotelu. Jego oddechy przypominają nierówne westchnienia. Młody pan Foster sięga w stronę włącznika i pokój zalewa jaskrawe światło. Starzec mruga jak szczeniak. Ma na sobie flanelową koszulę w wesołą czerwono-niebieską kratę, rozpiętą pod szyją. Spod szarego podkoszulka wyłaniają się białe włosy. Pomarszczone dłonie drżą, a z porów wydobywa się zapach alkoholu.
Rozglądam się za jakimś miejscem do siedzenia. Syn przysuwa chromowane krzesło kuchenne z żółtego plastiku i stawia je przed ojcem.
- Panie Foster, detektyw Rita Myers z wydziału policji w Graybridge - mówię, siadając na krześle. Starzec kiwa głową, ale nie jestem pewna, czy rozumie, co mówię. Wyciągam notatnik i otwieram go na niezapisanej stronie. - Chciałabym zadać panu kilka pytań. - Mężczyzna spogląda na syna, który siada na skraju podwójnego łóżka. - Powiedział pan synowi, że wczoraj w nocy słyszał pan krzyk. - Kiwa głową w roztargnieniu. - O której godzinie? - Jego ciemne oczy zachodzą mgłą, jakbym właśnie poprosiła go o wyjaśnienie zjawiska rozszczepienia jądra atomowego. Jego lewa dłoń drży. Zaczyna uderzać się nią w ramię.
- Panie Foster?
Kręci głową i spogląda przez okno.
- Nie wiem - odpowiada w końcu drżącym głosem.
- Gdzie pan wówczas był?
- W salonie. Oglądałem telewizję. - Rozchyla szeroko usta, a na jego policzkach pojawiają się zmarszczki. - Usłyszałem krzyk. - Wskazuje na okno. - Słyszałem, jak ktoś krzyczał gdzieś z tyłu.
- Nie wie pan, która była godzina?
Kręci głową.
- Czy może pan zgadnąć?
Znowu kręci głową.
- Co pan oglądał?
- Wiadomości.
- Wiadomości o osiemnastej czy o dwudziestej drugiej? - Rysuję w notesie jego zmartwione, zaczerwienione oczy, żeby dać mu czas na przeszukanie zakamarków umysłu. Rysowanie mi pomaga. Sprawia, że mogę zwolnić. Robię to od dziecka i nie zaprzestałam tego procederu przez długą karierę w organach ścigania. Wypełniam notesy rysunkami podejrzanych, ofiar oraz miejsc zbrodni. Czasami pomagają mi znajdować odpowiedzi.
- Nie wiem - mówi w końcu głosem silniejszym niż wcześniej.
- O której poszedł pan na górę do łóżka? - pytam, a on patrzy na mnie pustym wzrokiem. - Czy chciał pan coś wypić przed pójściem spać? - Słyszę, jak syn prycha.
Starzec kiwa głową.
Młody pan Foster odpowiada:
- Kiedy wróciłem z pracy, poszedłem na górę, żeby sprawdzić, co się z nim dzieje. Był niespokojny. Powiedział mi o krzyku, więc wyszedłem na zewnątrz, żeby to sprawdzić.
- Czy powiedział panu dzisiaj rano coś o tym, kiedy usłyszał krzyk?
- Nie. - Kręci głową. - Naprawdę nie sądzę, że cokolwiek wie. Ma dość wypaczoną koncepcję czasu.
Odwracam się do starca.
- Wyszedł pan na zewnątrz, rozejrzał się?
- Nie. Nie wychodziłem z domu.
- Czy jest coś jeszcze poza krzykiem, co może mi pan powiedzieć o ostatniej nocy? Czy słyszał pan jakieś inne dźwięki? Czy ktoś pukał do drzwi? Czy słyszał pan, żeby pod domem zatrzymywały się jakieś samochody?
Kuli się na krześle, jakbym zadawała mu ciosy zamiast pytań. Wzdycham. Moje próby prowadzą donikąd.
- W porządku, panie Foster. Jeśli coś przyjdzie panu do głowy, proszę do mnie zadzwonić albo poprosić o to syna - mówię, wstając i wsadzając notatnik pod pachę.
Schodzimy na dół i wracamy do kuchni. Ciało nadal leży na ziemi, a śledczy ciężko pracują. Kiedy przybyłam na miejsce zdarzenia, zaczęłam od krótkiej rozmowy ze służbami ratowniczymi. Wiem, że muszę tam wrócić i porozmawiać z lekarką sądową, kiedy zakończę wizytę u Fosterów.
- Panie Foster, mówił pan, że widział Karę w sobotni wieczór, prawda?
- Tak.
- Gdzie?
- W Hartshorn's Brewpub. Piła drinka z koleżanką.
- Więc nie był pan tam z nią?
- Nie. Umówiłem się z kolegą z pracy. Kara siedziała przy innym stoliku.
- Rozmawiał pan z nią?
- Nie. Nie sądzę, że mnie widziała. Siedzieliśmy daleko od siebie. Zauważyłem ją dopiero gdy wychodziłem.
- Nie zatrzymał się pan, żeby się przywitać?
- Nie.
- Z kim była w barze?
- Z Christy Bowers.
- Kto to?
- Przyjaciółka Kary.
- Dobrze. Będę chciała porozmawiać z panem jeszcze raz. - Podaję młodemu Fosterowi wizytówkę. - Pozostańmy w kontakcie. Proszę do mnie zadzwonić, jeśli pana ojciec coś sobie przypomni.