Stali przed rozkopanym
grobem. Powiew wiatru porwał z ziemi żółte jesienne liście,
które przefrunęły między nagrobkami i wpadły do prostokątnej
dziury.
Cecilia rozejrzała się dookoła. Przez
całą noc padał deszcz, a teraz nad Zatoką Okrętów unosiła się
gęsta mgła. Spowijała stare popękane grobowce i omszałe ściany
kamiennego kościoła. Ani on, ani przylegający do niego cmentarz nie
były w użyciu od pięćdziesięciu lat. A jednak ktoś tu był
- i to całkiem niedawno. Dół w ziemi miał prawie dwa metry
długości i metr szerokości i wyglądał jak świeżo wykopany grób,
do którego spuszcza się trumnę. Był tylko dziwnie płytki, mógł
mieć najwyżej metr głębokości.
Leo zepchnął butem grudkę ziemi do
otworu. To on wszczął alarm. Nie wiedział, co zbudziło go o czwartej
nad ranem, lecz gdy wyjrzał przez okno swojego pokoju, zobaczył
światła połyskujące na cmentarzu. Mimo wczesnej pory zawiadomił
Cecilię i Une i pobiegł tam z nimi, żeby to sprawdzić.
- Kto mógł wykopać ten
dół? - zastanawiał się na głos.
Une ukucnęła obok Egona, który usiadł
na mokrej trawie.
- Może pastor od
kutra? - podpowiedziała i podrapała psa pod brodą.
Cecilia i Leo spojrzeli na nią
jednocześnie. Une mieszkała nad Zatoką Okrętów od urodzenia i znała
wiele ciekawych historii. Cecilia przeprowadziła się tutaj dopiero
sześć lat temu, gdy jej rodzice przejęli stary pensjonat i zaczęli
wynajmować pokoje gościom. Leo zjawił się nad zatoką latem, razem
ze swoją matką, która otrzymała posadę szefa hotelu.
- Jaki pastor? - spytał Leo.
- Ten, który tutaj straszy.
- No co ty?
Une skinęła głową.
- Jego dusza nie może zaznać spokoju
- wyjaśniła. - Wiele lat temu u ujścia zatoki szalał
sztorm. W pobliżu ?lodden zaczął tonąć kuter.
- Kuter rybacki?
- Nie, mały statek towarowy. Wszyscy
pospieszyli z pomocą, tylko pastor został przy ołtarzu, żeby modlić
się za marynarzy.
- I co się stało?
- Cała załoga utonęła. Mieszkańców
było zbyt mało, żeby ich uratować, ale gdyby pastor im pomógł,
może ktoś by ocalał. To dlatego pastor nawiedza cmentarz. Nie może
zaznać spokoju, ponieważ Bóg nie wysłuchał jego modlitwy.
Cecilia obejrzała się za
siebie. Gęstniejąca mgła tworzyła nowe kształty i cienie,
sprawiając, że znajoma okolica wyglądała dziwnie obco. Jest jak
drapieżnik, który skrada się bezszelestnie, żeby zaatakować ofiarę
od tyłu, pomyślała nastolatka.
- Niewielu go widziało - ciągnęła
Une. - Ale nocą słychać skrobanie, odgłos otwieranych i zamykanych
drzwi, poza tym ktoś powłóczy nogami i śpiewa psalmy.
- Duch pastora rozkopujący
groby? - zdziwiła się Cecilia.
Une uśmiechnęła się i wzruszyła
ramionami.
- Bez względu na to, kto to zrobił,
pytanie brzmi: po co? - powiedział Leo. - Po co ktoś miałby
rozkopywać grób?
Cecilia przygryzła wargę. W chłodnym
wilgotnym powietrzu unosił się zapach soli. Przy kolejnym powiewie
wiatru nastolatka zatrzęsła się z zimna. Ze zjawami czy bez, nie
podobało jej się tutaj, na tym ponurym cmentarzu, ukrytym w cieniu
starych powyginanych drzew.
Zupełnie inaczej rzecz się miała
z cmentarzem w mieście, na którym pochowano jej matkę. Chociaż
widząc jej imię na nagrobku, Cecilia zawsze czuła ból, to jednak
samo miejsce kojarzyło jej się z ciszą i spokojem. Cmentarz był
ładny i zadbany, w przeciwieństwie do tego, na którym się obecnie
znajdowali.
Leo obszedł dookoła dziurę i kopiec
ziemi.
- Ślady stóp - powiedział.
Miał rację. Cecilia i Une również
dostrzegły resztki śladów obuwia, ale padający w nocy deszcz
rozmył je tak bardzo, że nie można było ustalić ani rozmiaru butów,
ani wzoru podeszwy. Mimo to Leo wyjął z kieszeni telefon komórkowy
i zrobił kilka zdjęć.
- Jak myślicie, jak głęboko w ziemi
jest ukryta trumna? - spytała Une.
- Już jej tam nie ma - stwierdził
Leo. - Drewno zbutwiało i zamieniło się w proch, tak jak ciało,
które w niej złożono.
- A co ze szkieletem? - drążyła
temat Une. - Z czaszką i kośćmi?
- Możliwe, że wciąż tutaj leżą
- odparł.
Zrobił zdjęcie grobu, a potem wskoczył
do środka i zaczął rozkopywać zewnętrzną warstwę ziemi.
- Nie rób tego - poprosiła
Cecilia.
- Jak głęboko może leżeć
szkielet? - chciała wiedzieć Une.
Leo wzruszył ramionami.
- Zmarłych grzebie się sześć stóp
pod ziemią.
- Sześć stóp? Ile to
centymetrów?
- Zaraz się dowiemy - powiedział
i otworzył Internet w telefonie.
Cecilia nie mogła przestać myśleć
o matce. O tym, czy jej ciało zamieniło się już w proch i czy
w grobie leży sam szkielet.
Matka zmarła zeszłego lata. Najpierw
sądzono, że zaginęła, ale po tygodniu Stary Tim znalazł jej zwłoki
wśród kamieni przybrzeżnych w pobliżu ?lodden. Wszyscy uważali,
że doszło do nieszczęśliwego wypadku, ale tuż przed końcem wakacji
Cecilia, Une i Leo trafili na nagranie świadczące o czymś zupełnie
innym. To nie był wypadek. Ktoś zepchnął ją ze skały.
- Stopa to dawna jednostka miary stosowana
w wielu krajach świata - odczytał Leo. - W Norwegii używana
do czasu wprowadzenia systemu metrycznego. Obecnie jedna stopa wynosi
30,48 centymetra.
Cecilia obliczyła w pamięci.
- Około 180 centymetrów
- powiedziała.
- Dokładnie 182,88 - poprawił ją
Leo i włożył iPhone'a do kieszeni. - Pomożesz mi?
Une wyciągnęła rękę i pomogła mu
wydostać się na powierzchnię. Niespodziewany krzyk, przeciągły
i złowróżbny, sprawił, że zastygli w bezruchu.
Cecilia stała z otwartymi ustami. Dźwięk
dobiegał z oddali, gdzieś zza kościoła. Po chwili znów go
usłyszeli. Jeszcze głośniej i wyraźniej. Nastolatka odwróciła
głowę. Duży czarny ptak nadleciał zza wieży kościoła. Zamachał
skrzydłami i wydał kolejny okrzyk, zanim wylądował na wysokiej
żelaznej bramie przeżartej rdzą, która wisiała na popękanych
cementowych słupach.
Patrzyli na niego w milczeniu. W końcu
ptak poderwał się do lotu i zniknął za drzewami.
Cecilia ukucnęła i nabrała garść
ziemi. Była mokra i lepka. Przepuściła ją między palcami, wpatrując
się w nazwiska zmarłych, wypisane na nagrobku.
Astrid
Hellenes
ur. 1 lipca 1913
- zm. 1 lipca 1923
Anna
Hellenes
ur. 31 stycznia
1897 - zm. 1 lipca 1943
Zrobiło jej się przykro. Astrid miała
zaledwie dziesięć lat, gdy zmarła, i to dokładnie w dniu swoich
urodzin. Anna musiała być jej matką. Cecilia zmarszczyła czoło. Obie
zmarły 1 lipca, matka dwadzieścia lat po córce.
Ciąg dalszy w wersji pełnej