Pół plaży odgrodzono
biało-czerwoną taśmą policyjną, która łopotała i wyginała się
na wietrze. Wiała lekka popołudniowa bryza.
Cecilia czuła piasek w butach. Leo
szturchnął ją w bok i skinął na drogę prowadzącą na
plażę. Właśnie nadjeżdżał kolejny radiowóz.
Cecilia, Une i Leo nie byli jedynymi
gapiami. Na plaży zebrali się pracownicy i goście pensjonatu,
plażowicze i inni mieszkańcy Zatoki Okrętów. Stali w grupach
i przyglądali się pracy policji. Egon merdał ogonem i wyrywał się
na smyczy. Une położyła mu rękę na pysku, żeby go uciszyć.
Zza taśmy policyjnej dobiegał dźwięk
krótkofalówek, telefonów komórkowych i przytłumione odgłosy
rozmów. Technicy kryminalistyki w białych kombinezonach ochronnych
pochylali się nad mapą.
Fale uderzały o brzeg i toczyły się
z powrotem do morza. Kilka mew krążyło nad zatoką. Kręciły głowami
na prawo i na lewo w poszukiwaniu pokarmu.
Był piękny słoneczny
dzień. Ciemnoniebieskie bezchmurne niebo. Ciepło, lecz nie
upalnie.
Wysoki mężczyzna o gęstych czarnych
włosach zdecydowanym krokiem zbliżył się do taśmy policyjnej. Krawat
zwisał mu luźno na szyi, a rękawy koszuli były podwinięte. Pokazał
legitymację służbową i policjant w mundurze pilnujący miejsca
zdarzenia wpuścił go do środka. Wyglądało na to, że ten ubrany po
cywilnemu był jego przełożonym.
Fotograf uniósł aparat i zrobił
zdjęcie w chwili, gdy jakiś dziennikarz usiłował zadać kilka pytań
policjantowi w cywilu. Ten jednak minął go bez słowa.
Cecilia dotknęła medalionu z aniołem
i małym dzieckiem wyrytym na wieczku, który wisiał na jej szyi,
i poczuła przyspieszone bicie serca.
Nawet w takiej chwili nie potrafiła
przestać o nim myśleć. Przeniosła wzrok na taflę morza, która
błyszczała w słońcu niczym szkło.
Medalion należał do jej matki. Miała go
na sobie zeszłego lata, gdy zaginęła w trakcie przyjęcia. Tydzień
później jej ciało zostało znalezione wśród przybrzeżnych skał
w pobliżu latarni morskiej na ?lodden, ale medalionu przy nim nie
było.
Cecilia odgoniła myśli o matce
i medalionie. Policjant w krawacie podszedł do chłopaka z rudymi
sterczącymi sztywno włosami i twarzą obsypaną piegami. To on
zauważył, co morze wyrzuciło na brzeg. Leo podniósł kamerę wideo
i zrobił zbliżenie. Cecilia zajrzała mu przez ramię. Zobaczyli,
że policjant zapisywał coś w notesie. Dzięki zoomowi w kamerze
nieomal byli w stanie odczytać notatki oficera śledczego. Potem Leo
wyłączył zoom i skierował obiektyw na gapiów. Jednym z nich był
mężczyzna z pokoju 213, niejaki Lukas Vallset. Cecilia zmrużyła
oczy i pochyliła się nad małym ekranem. W tym człowieku było coś
niepokojącego. Zachowywał się tak, jakby w ogóle nie interesowało
go to, co się dzieje za policyjnymi taśmami. Czapka z daszkiem
zasłaniała większą część jego twarzy, tak że nie sposób było
spojrzeć mu w oczy. Cecilia zwróciła na niego uwagę już wtedy, gdy
meldował się w pensjonacie. Od początku wydał jej się dziwny.
Podniosła wzrok. Lukas Vallset poprawił
okulary i spojrzał na zegarek, jakby się niecierpliwił albo na
coś lub na kogoś czekał. Tuż za nim, wsparty na lasce, stał Stary
Tim. Miał na sobie gruby wełniany sweter, chociaż był ciepło,
i drapał się po długiej siwej brodzie.
Cecilia zamyśliła się. To Stary
Tim odnalazł ciało jej matki. Nikt nie wiedział, co się z nią
stało poza tym, że utonęła. Trzy tygodnie temu Cecilia odzyskała
jej medalion. Historia, którą opowiedziała im pani Ankerholt, by
wyjaśnić, w jaki sposób weszła w jego posiadanie, była tak dziwna,
jak człowiek, który podarował jej medalion. Ornitolog-hobbysta. Cecilia
postanowiła, że porozmawia z nim, jak tylko mężczyzna pojawi się
w Zatoce Okrętów.
Lukas Vallset zdjął czapkę i wytarł
spocone czoło. Rozejrzał się dookoła i napotkał spojrzenie
Cecilii, ale szybko odwrócił wzrok. Nastolatka mimowolnie dotknęła
medalionu. W oczach mężczyzny było coś dziwnego, nie wiedziała
tylko co.
Tymczasem jeden z ubranych na biało
techników kryminalistyki ukucnął tuż nad brzegiem morza i zaczął
grzebać w piasku. Pozostali funkcjonariusze zebrali się wokół
niego. Egon podniósł się i zaczął warczeć. Une uciszyła
go i ściągnęła smycz, żeby pies nie wskoczył za policyjne
ogrodzenie. Leo nastawił zoom i skierował obiektyw na przedmiot, nad
którym pochylali się policjanci. To był but do biegania. Kołysał
się na wodzie. I chociaż za każdym razem, gdy piasek usuwał się
spod niego, zdawało się, że fale porwą go do morza, każda kolejna
fala wyrzucała go z powrotem na brzeg. Wodorosty i trawa morska
zaplątały się w sznurowadła, które wciąż były zawiązane. Na
podeszwie utworzył się osad z brunatnych alg.
Do nastolatków podszedł Stary Tim. Stanął
z wysuniętą do przodu brodą i śledził uważnie, co się dzieje
za biało-czerwoną taśmą.
Cecilia spojrzała na ekran, żeby poznać
jak najwięcej szczegółów. Na pierwszy rzut oka but nie różnił się
niczym od innych śmieci wyrzucanych przez morze. Kawałki dryfującego
drewna, puste plastikowe butelki, elementy olinowania walały się
wzdłuż brzegu. Ale kolejna fala obróciła but i przechyliła go na
bok, odsłaniając prawdziwy powód akcji policyjnej. Z buta wystawały
blade fragmenty kości, a z każdej strony widać było coś, co
przypominało płat skóry.
- Odcięta stopa - stwierdził ponuro
Stary Tim.
Jeden z policjantów wziął do ręki
łopatę i wsunął ją pod but. Razem z obuwiem do białej miski
wpadło trochę piasku, kilka muszelek i odrobina morskiej wody.
- Obrzydliwość! - wzdrygnęła
się Une.
Ciemna chmura przysłoniła
słońce. Cecilię przeszedł dreszcz. Stary Tim tak mocno zaciskał
palce wokół laski, aż zbielały mu kostki.
- To nie pierwsza stopa, jaką tu znaleźli
- oznajmił. - Kilka dni temu znaleźli inną.
- Dwie odcięte stopy?! - zawołała
z przerażeniem Cecilia.
Stary Tim przytaknął.
- Ale to nie wszystko. Obie stopy są
lewe.
Leo odwrócił się w jego stronę.
- Skąd pan to wie?
Na twarzy Starego Tima pojawił się
przebiegły uśmiech.
- Czytałem książkę - odparł.
- Cięcie! - zawołał ktoś stojący
za taśmą policyjną.
Reżyser filmu wyszedł zza kamery
i zbliżył się do aktorów. Natychmiast zjawiły się kostiumolożki,
które poprawiły stroje, a makijażystka zaczęła pudrować aktorom
twarze małą miotełką.
Cecilia przestała
interesować się tym, co działo się na brzegu. W końcu to wszystko
było na niby. Odwróciła się i zobaczyła, że Lukas Vallset nasunął
czapkę nisko na czoło i ruszył w stronę pensjonatu. Było w nim
coś dziwnego. Coś nienaturalnego. Coś, co jej się nie podobało. Ani
trochę.