Rozdział II
Adeline
Ale ze mnie idiotka. Po co ja do niego dzwoniłam? Tylko zrobiłam z siebie kretynkę. "Słyszałam od Julianne, że otwierasz nowe kluby". Czy ja to na serio powiedziałam? Przecież to zabrzmiało tak sztucznie! Na bank się domyślił, że to jakaś ściema. Zadzwoniłam do niego, bo w ogóle się do mnie nie odzywał od dwóch tygodni i byłam ciekawa, co jest tego powodem. Zaprosił mnie do jednego z nowych klubów, ale sama nie wiem, w co mam się ubrać. Nie mam zamiaru zakładać kiecki i dawać mu do zrozumienia, że czegoś oczekuję, bo to tylko będzie zwiedzanie, jednak mimo wszystko muszę się jakoś ubrać. Stoję w garderobie i przeglądam wszystkie ciuchy.
- To nie, bo zbyt wyzywające. To też nie, bo za proste. Cholera, co ja mam założyć?!
Dzwonię do Julianne, bo może przyjaciółka mi coś doradzi. Odbiera po trzecim sygnale, sapiąc.
- Nie mów mi, że właśnie ujeżdżałaś swojego seksownego męża - rzucam i zaczynam rechotać.
- A gdyby tak, to co? - odpowiada dziarsko. - Chciałabyś dołączyć i pobawić się razem z nami?
- Fuj. Oszczędź mi szczegółów i bawcie się sami. Masz teraz czas? Potrzebuję twojej pomocy - zmieniam temat.
- Tak, tylko przesunę szafkę na miejsce. Zaczekaj.
Słyszę w oddali jakieś szuranie i już po chwili słyszę w słuchawce jej głos.
- Przepraszam, ale urządzam pokoik dla dziecka i musiałam postawić jedną szafkę pod ścianą - mówi, dysząc jak parowóz. Mam ochotę ją zdzielić.
- Czy ty jesteś nienormalna, Julianne? Jesteś w ciąży! Dlaczego Austin tego nie zrobi? - dopytuję. - Tobie nie wolno dźwigać i się męczyć. - Ona chyba naprawdę oszalała.
- Ciąża to nie choroba. O czym chciałaś pogadać? - Szybko odwraca kota ogonem, bo wie, że mam rację.
- Dunc zaprosił mnie do nowego klubu, żeby mi pokazać, jak wygląda, ale nie wiem, w co się ubrać. Doradź mi coś - proszę ją, bo nie chcę się odstawić jak stróż w Boże Ciało.
- Czy chcesz mi o czymś powiedzieć? - Julianne cmoka z niezadowoleniem. - Spotykasz się z nim i ja nic o tym nie wiem? Ale z ciebie świnia, Adeline.
- Żadne "spotykasz". Sama do niego zadzwoniłam i tak od słowa do słowa mnie zaprosił - rzucam szybko i czekam, co ona na to.
- Nie wierzę: ty do niego zadzwoniłaś? Adeline, a złota zasada? To facet ma pierwszy dzwonić, a nie kobieta.
- Nie odzywał się od dwóch tygodni i tak mnie korciło, że nie wytrzymałam - bronię się, bo zawsze byłam w gorącej wodzie kąpana.
- Dobra, nieważne. Skoro klub jest jeszcze zamknięty, to załóż tę swoją czerwoną bluzeczkę, która odkrywa brzuch, i włóż do niej jasne jeansowe rurki, które ostatnio kupiłaś. Leżą na tobie jak druga skóra. W tych błyszczących czerwonych szpilkach będziesz wyglądać bosko. Właśnie sobie ciebie wyobraziłam... Koleżanko, gdyby nie to, że jestem hetero, to bym się do ciebie dobrała - mruczy mi do słuchawki, a ja się śmieję i pukam w czoło, zupełnie jakby Julianne mogła to zobaczyć.
- Dziewczyno, weź ty się ogarnij! A tak na poważnie, to dziękuję, zawsze można na ciebie liczyć. Teraz spadam się szykować, bo pan nie lubi, jak jego uległa się spóźnia. Trzymaj kciuki - dodaję na koniec i razem wybuchamy głośnym śmiechem.
- Do usług, moja droga. Baw się dobrze i nie rób niczego, czego ja bym nie zrobiła. Albo, cholera, zrób. Idź na całość i niczego nie żałuj.
Rozłączamy się i szybko wyciągam rzeczy, o których mówiła Julianne. Robię jeszcze makijaż i podkreślam usta czerwoną matową pomadką. Mam nadzieję, że pan Duncan będzie zachwycony moim wyglądem. Mam zamiar go dzisiaj wodzić za nos, chociaż może i ja dam się mu zbałamucić...
***
Podjeżdżam przed klub, który już z zewnątrz robi wrażenie. Wchodzę po schodkach do prawdziwego raju. Wystrój jest taki jak w innych klubach Duncana. Podoba mi się pomysł na utrzymanie wnętrz klubów w tym samym klimacie. To sprawia, że są unikatowe.
Wchodzę do środka i patrzę na ogromny parkiet, który już niedługo będzie pełen wijących się w rytm muzyki ciał. Aż zachciało mi się tańczyć. Szukam wzrokiem Duncana i widzę, że stoi na górze, w jednej z lóż vipowskich, i przygląda mi się jak wilk swojej zdobyczy. Dostaję gęsiej skórki na całym ciele, bo jego spojrzenie jest gorące. Prześwietla mnie nim na wylot. Schodami udaję się do niego na górę i staję przy barze.
- Cześć - mówię, lekko przechylając głowę w bok.
Duncan się nie odzywa, tylko lustruje mnie z góry na dół. Widzę pokaźne wybrzuszenie odznaczające się na jego jeansach. Chyba na niego zadziałałam, i taki w sumie miałam zamiar. Zbliża się do mnie powoli, nachyla i cmoka mnie w policzek.
- Cześć - odpowiada, a mnie zaczyna brakować tchu.
Zawsze tak reaguję na jego widok i ten głęboki głos. Nie będę oszukiwać: Dunc bardzo mi się podoba, ale nie chce związku. Kategorycznie się przed tym wzbrania i jestem pewna, że ma ku temu powody, choć nie mam pojęcia jakie.
- Świetny klub. Pachnie tu nowością, a już niedługo będzie tu czuć pot, alkohol i damskie feromony, do których faceci będą lecieli jak ćmy do ognia - stwierdzam, na co Dunc się śmieje.
- I o to chodzi, złotko. Napijesz się czegoś? W biurze mam mały barek, tu na razie asortymentu brak.
- Pewnie, prowadź. - Duncan wymija mnie i prowadzi do biura na końcu lóż.
Ciągnie się tu ściana z luster, a za ostatnim ukrywa się biuro.
Pomieszczenie nie jest zbyt duże, ale też niemałe. Przeważają w nim odcienie beżu, a podłogi zrobione są z ciemnego drewna. Po prawej stronie znajdują się czarna skórzana kanapa i mały szklany stolik. Po lewej przed lustrem weneckim, z którego widać cały parkiet, umieszczono masywne biurko i skórzany fotel. Na prawo od niego jest szafa, która zapewne przeznaczona jest na dokumenty, i w końcu na ścianie przeciwnej do drzwi stoją barek z alkoholami i mała lodówka. Alkohole do wyboru, do koloru. Rozglądam się dookoła i nagle Duncan podaje mi kieliszek białego wina.
- Pomyślałem, że pewnie napijesz się właśnie tego.
- A skąd jesteś tego taki pewny? - podpytuję, bo mnie zaskoczył.
- Przeważnie pijesz wino, więc stwierdziłem, że i tym razem tak będzie. - Unosi jedną brew. Zawsze się zastanawiałam, jak on to robi.
Jest spostrzegawczy, widać, że zwraca uwagę nawet na najmniejsze detale. Podchodzę do lustra weneckiego, które pełni funkcję okna, i wpatruję się w pusty parkiet. Czuję, że atmosfera zaczyna się robić gorąca i wiem, że zaraz będzie jeszcze goręcej. Nawet nie wiem kiedy Duncan ustawia się za mną, odgarnia moje włosy z szyi i w nią dmucha.
- Kurewsko zajebiście wyglądasz, Adeline, nie potrafię ci się oprzeć. Specjalnie się tak ubrałaś, bo wiedziałaś, że to na mnie podziała? - szepcze mi do ucha, lekko je podgryzając.
- Nie, ale cieszę się, że ci się podoba.
Z mojego gardła wydobywa się jęk, na co Dunc powoli przejeżdża palcami po mojej szyi i gwałtownie ją ściska. W pierwszej chwili chcę go odepchnąć, ale się rozluźniam, bo już nieraz się tak bawiliśmy. Ufam mu i wiem, że nie zrobi mi krzywdy. Nie zdaje sobie sprawy, że ja wiem o Sensual Desire. Odwraca moją głowę w swoją stronę i wpija się w moje wargi. Najpierw powoli, ale po sekundzie ten pocałunek zmienia się w dominację. Drugą ręką łapie mnie za pierś i wykręca przez bluzkę sutek. Krzyczę, bo rozkosz miesza się we mnie z bólem. Oddycham szybko i czuję, jak jego dłoń sunie niżej, pod spodnie, i w końcu dostaje się pod przemoczone majtki.
- Zawsze taka chętna i mokra dla mnie - mruczy mi do ucha. - Czego chcesz, Adeline? Mam cię zerżnąć na biurku, przy oknie, przy ścianie, a może na kanapie? Wybieraj, skarbie. Ale okno odpada. Zerżnę cię przy nim, kiedy parkiet będzie zapełniony ludźmi. Ty ich będziesz widziała, ale oni ciebie nie. - Rozmarza się, ale momentalnie wybudza się z transu.
- Biurko. Wybieram biurko, bo za każdym razem, jak będziesz przy nim pracował, przypomnisz sobie, jak mnie brałeś - wyduszam z siebie.
Dunc uśmiecha się. Ciągnie mnie do biurka, wyrywa z mojej dłoni kieliszek, który odstawia z brzękiem na wypolerowanym blacie, i opiera się o mebel brzuchem. Rozpina moje spodnie i powoli je ściąga. Mam ochotę prosić, żeby się pośpieszył, ale na przeszkodzie stają moje szpilki. Duncan szybko się ich pozbywa, do końca ściąga moje jeansy, uwalniając stopy z nogawek i na powrót zakłada mi szpilki.
- Uwielbiam cię w bieli, słoneczko, ale muszę pozbyć się tych stringów, bo w tym momencie są zupełnie niepotrzebne.
Jednym sprawnym ruchem je ze mnie zrywa. Daje mi po dwa klapsy w każdy pośladek. Wiem, że widok mojej zaczerwienionej skóry go podnieca. Słyszę za sobą zgrzyt zamka błyskawicznego, co oznacza, że Duncan zaczął się rozbierać. Rozdziera foliowe opakowanie i nakłada prezerwatywę. Okręca sobie moje włosy wokół nadgarstka, pochyla mnie i jednym szybkim ruchem wbija się we mnie. Jest ogromny, ale przyzwyczaiłam się do jego rozmiaru. Posuwa mnie rytmicznie, za każdym razem wchodząc głębiej. Jęczę, stękam i krzyczę z rozkoszy.
- Dunc... Cholera... Tak... Mocniej, błagam mocniej - proszę, bo chcę go czuć jeszcze głębiej.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - cedzi przez zęby.
Wychodzi ze mnie i wraca do środka z o wiele większą siłą. Oboje jęczymy, bo jest nam tak dobrze. Lubię ostrzejsze zabawy, a z Duncanem mam je zapewnione. Czuję, że orgazm się zbliża i że będzie naprawdę mocny. Dunc nadal pcha i zaczyna masować mi łechtaczkę. Nareszcie doznaję spełnienia. Nogi się pode mną uginają i opadam na biurko. Widzę gwiazdy przed oczami, a Duncan przeciąga mój orgazm, poruszając się we mnie. Pęcznieje i po kolejnych pięciu głębokich pchnięciach sam dochodzi, rycząc głośno.
Opada na moje plecy i ciężko oddycha. Kiedy dochodzimy do siebie, całuje mnie w plecy i ze mnie wychodzi. Podchodzi do ściany koło barku i naciska w niej coś, po czym moim oczom ukazują się rozsuwane drzwi, których w ogóle nie było widać. Znajduje się za nimi mała łazienka z kibelkiem i prysznicem. Kurde, ile jeszcze jest tu takich pomieszczeń? Duncan pozbywa się kondoma i myje penisa w umywalce. Namacza ręcznik i mi go podaje, żebym też się podmyła. Gdy już w jakimś stopniu doprowadzamy się do porządku, zbieramy swoje ciuchy z podłogi i się ubieramy.
- Cholera, Dunc, zniszczyłeś mi majtki, a ja nienawidzę zakładać jeansów na goły tyłek - burczę wkurzona, bo naprawdę tego nie lubię.
Dupek się śmieje i cmoka mnie w usta.
- Odkupię ci, kwiatuszku, nawet ze sto par - puszcza do mnie oczko, próbując mnie udobruchać.
- Ja myślę. Chyba czas się zbierać. - Przeciągam się, żeby rozprostować kości.
- Masz ochotę iść ze mną na kolację? Wieczór jest jeszcze młody.
- No nie wiem - udaję, że się zastanawiam. - Pewnie, że z tobą pójdę. Czy muszę się przebrać, czy mogę iść w tym, co mam na sobie? Nawet zrobię dla ciebie wyjątek i pójdę bez tych cholernych majtek - mówię, kładąc dłonie na biodrach.
- Wyglądasz seksi. Niech ktoś tylko spróbuje powiedzieć, że nieodpowiednio się ubrałaś, to zarobi w zęby.
- Dobra, chodźmy już, bo ten cały seks sprawił, że zrobiłam się strasznie głodna - stwierdzam, wzruszając ramionami.
- Panie przodem - otwiera drzwi i mnie przepuszcza.
Zabiera mnie do jakiejś włoskiej restauracji, gdzie spędzamy ze sobą jeszcze trochę czasu. Później Dunc, jak na gentlemana przystało, odwozi mnie do domu i obiecuje, że ktoś jutro z samego rana odstawi moje auto, które zostawiłam przed jego klubem. Żegna się ze mną leciutkim jak piórko pocałunkiem i odjeżdża.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki