Clint. Życie i legenda - Patrick Mcgilligan

Reflow text when sidebars are open.
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Rok 1930
Człowiek bez Imienia ma przeszłość zagadkową jak jego przydomek. Brudny Harry co prawda miał kiedyś żonę, ale w chwili, gdy toczy się akcja filmu, żona już nie żyje i rzadko pada o niej w filmach jakaś wzmianka. Bohaterów, których gra Clint Eastwood, zwykle nękają demony przeszłości, oni sami jednak istnieją tylko w wartkiej akcji teraźniejszej. Wyłaniają się z oparów mgły, wyrównują niejasne rachunki - wywijając bronią jak magicy - i znikają w oddali na tle zachodzącego słońca. Albo odjeżdżają szpanerskimi samochodami.
Podobnie jak jego bohaterowie, Clint jest skryty, jeśli chodzi o swoją osobę, swoją przeszłość, życie prywatne. Może nie tyle skryty, ile niewylewny, w każdym razie nieźle mu to wychodzi. Czasami ma pamięć doskonałą, innym razem dogodnie wybiórczą. Lubi wiedzieć, ale dzielić się wiedzą - niekoniecznie. Tak jak postaci, w które się wciela, woli wiedzieć coś, czego nie wie widz.
A widz raczej nie ma wiedzy o historii rodziny Eastwoodów, analogicznej do historii Stanów Zjednoczonych. Pewnie sam Clint nie zna jej całej. W wywiadach traktuje drzewo rodowe pobieżnie, operuje tylko okruchami korzystnymi dla swojego wizerunku. (W autoryzowanej biografii Clint Eastwood pióra Richarda Schickela ten temat zupełnie się nie pojawia). Ale rodzinna scheda jest fascynująca, geny przenikają do filmów Clinta, a epopeja Eastwoodów sprzed narodzin gwiazdy tworzy majestatyczną uwerturę do życiorysu, który jest triumfalną, do gruntu amerykańską - choć może nie zawsze piękną - historią sukcesu.
Niektórym muzyka towarzysząca napisom początkowym wyda się zdumiewająca, skojarzy się z karnawałem w połączeniu z jazzową emfazą, z bogato zaaranżowanymi smyczkami w połączeniu z brzdąkającym banjo, frazami zasadniczo odmiennych melodii i rytmów zaskakująco połączonych w patriotyczną kompozycję na miarę Coplanda czy Ivesa.
To nie do końca prawda, co napisał Richard Schickel - "Nie ma Eastwoodów wśród członków Stowarzyszenia Mayflower" - chociaż takie wyrażenie dodaje blasku aurze spowijającej niedoceniane jednostki. Pierwszy przodek Clinta w linii męskiej przybył do Ameryki na początku XVII wieku, Eastwoodowie znaleźli się też wśród pionierów ruszających na Zachód. Pierwsi amerykańscy antenaci byli jankesami, purytanami i mieszkali na Wschodnim Wybrzeżu, ale gałęzie rodzinnego drzewa szybko się rozrastały, sięgając do Nowego Jorku, Ohio, Michigan, Wirginii, Illinois, Luizjany, Kansas, Kolorado, Nevady, Kalifornii i na Alaskę, po drodze zapisując się w kronikach wojny o niepodległość, pierwszych walk o państwowość, wojny 1812 roku, wojny secesyjnej i gorączki złota. Zakładali nowe miasta, wznosili kościoły na prerii, sprawowali urzędy, nosili odznaki szeryfa, gromadzili ziemię i nieruchomości. Koncentrowali się na prowadzeniu interesów, pracowali jako farmerzy, kierowcy, szkutnicy, właściciele sklepów, komiwojażerowie, właściciele hoteli i saloonów, górnicy - i owszem, od dawien dawna przodkowie Eastwooda przejawiali też talent do show-biznesu.
Clint jest jak hodowane w cieniu nasiono, z którego wyrasta duma lasu, najwyższa sekwoja. Ale sukces i dobrobyt były mu pisane, na długo zanim przyszedł na świat.
Pierwszym urodzonym w Ameryce męskim potomkiem z tym nazwiskiem był Lewis Eastwood, który przyszedł na świat ponad ćwierć wieku przed wojną o niepodległość, w 1746 roku, w Long Branch w stanie New Jersey. Jego rodzice przybyli z Anglii, gdzie Eastwoodowie byli szanowanymi właścicielami nieruchomości, a ich przodkowie wywodzili się z siedemnastowiecznej Irlandii, z Dublina i Louth.
Lewis swoim życiorysem napisał lekcję poglądową przyszłym Eastwoodom. Był farmerem i dostarczycielem towarów, dużo podróżował i mieszkał przez jakiś czas w Allentown, w New Jersey, jak również w Goshen, Schenectady, Ballston Lake, Kinderhook, Catskill i Red Hook w stanie Nowy Jork, w niektórych z tych miejsc raptem przez kilka miesięcy, w innych - przez całe lata. Zarobki inwestował w ziemię - do czego Eastwoodowie zawsze mieli słabość - a na fali optymizmu po wojnie o niepodległość ściągnął do Nowego Jorku, gdzie założył garbarnię.
Działo się to mniej więcej w roku 1792. Oprócz garbarni Lewis Eastwood miał sporą firmę transportową. "New York Directory" wymienia go na sto trzeciej pozycji pośród tysiąca dwustu wozaków, z czego można wnioskować, że świetnie sobie radził. Na początku XIX wieku wozacy rządzili transportem miejskim w Nowym Jorku, a także handlem meblami, drewnem opałowym, sianem i żywnością oraz innymi towarami. W zamian za zobowiązanie do podporządkowania się rozporządzeniom władz miejskich mieli gwarantowany monopol, a w ten sposób wyrośli na znaczącą siłę obywatelską.
Parweniuszowscy imigranci nie mieli dostępu do kasty wozaków, na których ciągle się skarżono, że windują ceny. Wozaków łączył sojusz z establishmentową Partią Demokratyczno-Republikańską, wówczas ugrupowaniem Thomasa Jeffersona, który ze wszystkich sił starał się ograniczyć ingerencję i regulacje organów państwowych. Chociaż Clint często mówi w wywiadach: "Pierwszy w rodzinie coś osiągnąłem", wozacy też mieli osiągnięcia - a pierwsi w Ameryce Eastwoodowie korzystali z przywilejów i władzy.
Jak donosi Encyclopedia of New York, "wozaków łatwo było rozpoznać dzięki białym fartuchom, kapeluszom farmerskim i glinianym fajkom". Lewis Eastwood w białym fartuchu sam pewnie mało co woził, zatrudniał zaś do tego innych. Mieszkał kolejno przy Eagle Street (później przemianowanej na Hester) i na Henry Street - obie te ulice zabudowane ceglanymi domami znajdowały się w Seventh Ward, na przełomie wieków najgęściej zaludnionej dzielnicy, z której później wyrosło Lower East Side. Z jednego i drugiego adresu blisko było do nabrzeży East River i przystani promowych.
Niewielka odległość dzieliła je też od Trzeciego Kościoła Prezbiteriańskiego, do którego najpewniej chodzili Eastwoodowie jako ludzie pobożni - to jedna z cech charakterystycznych rodziny, która o dziwo, zaniknie u Clinta. Lewis Eastwood pojawia się w dokumentach jako zobowiązujący się do wpłacania piętnastu szylingów na pensję pastora w Allentown w New Jersey.
Uporządkowane życie Lewisa zaczęło się rozpadać, gdy zmarła jego pierwsza żona. Chociaż ożenił się ponownie, przestał być szanowanym obywatelem. Sięgnął po alkohol i z czasem zdołał przepić cały majątek - tak donosił jego syn Asa. Lewis przeniósł się do spokojnego Allentown, niedaleko miejsca narodzin, i tam zmarł w roku 1829, a jego uzależnienie od alkoholu stało się przestrogą dla przyszłych pokoleń.
Lewis spłodził piątkę dzieci, w tym szkutnika Johna, który mieszkał w Sackets Harbor w stanie Nowy Jork, Enosa, kapitana statku przewożącego ostrygi, zamieszkałego w Shrewsbury w New Jersey, oraz Asę, urodzonego w Allentown w 1781 roku. Eastwoodowie lubili imiona biblijne, popularne wśród purytanów ściągających do Ameryki.
Asa, praprapradziadek Clinta, najmłodszy syn Lewisa, wyróżniał się na tle pozostałych - skromny, pracowity, uczynny, bez wahania stawiał czoło wyzwaniom, które rzucało mu życie. Eastwoodowie uważali, że najlepszym nauczycielem jest doświadczenie. Asa nie ukończył szkół, powożenia wozem nauczył się od ojca, którego był ulubieńcem. W 1800 roku zaciągnął się do marynarki wojennej, służył na fregacie USS Constitution i wziął udział w I wojnie berberyjskiej, zwanej też trypolitańską, pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a państwami berberyjskimi, w czasie której doczekał się pochwały za waleczną postawę. Jego portem macierzystym był Nowy Jork i tam właśnie, na Long Island, wziął ślub z Mary Doxsey w 1801 roku. Ona miała lat dziewiętnaście, on raptem dwadzieścia.
Po ślubie Asie zaproponowano posadę oficera na holenderskim okręcie wojennym, którą ochoczo przyjął. "Młody poszukiwacz przygód walczył na całym świecie przez kilka lat i przeszedł wszystkie koleje losu, by powrócić do Nowego Jorku, gdzie cierpliwie czekała na niego młoda żona" - czytamy w wydanej drukiem relacji z życia Asy Eastwooda, równie pretensjonalnej jak niektóre z późniejszych recenzji Clinta. Asa niezbyt długo znosił koleje losu, skoro już w 1802 roku odebrał licencję wozaka od burmistrza Nowego Jorku Edwarda Livingstona. "Licencję wyrobili panu Eastwoodowi koledzy, podczas gdy on pływał po morzach" - czytamy w relacji przymykającej oko na fakt, że ojcowskie wpływy już gwarantowały Asie miejsce wśród wozackiej elity. Ale pierwsi Eastwoodowie też lubili mit człowieka, który do wszystkiego doszedł sam.
"New York Directory" Longwortha odnotowuje Asę idącego w wozackie ślady ojca, gdy wprowadza się na Lower East Side. W dochodowym fachu wozackim pracowało też kilku innych Eastwoodów, jak wynika z zapisów. Asa zajmował się jednak również innymi sprawami. Prowadził hotel i karczmę w okolicy portu - prekursorkę Hog's Breath Inn Clinta - i jako pierwszy z Eastwoodów poważnie zaangażował się w politykę. Podobnie jak ojciec, należał do Partii Demokratyczno-Republikańskiej, był ważnym członkiem Tammany Hall (które później zasłynęło z korupcji) i piastował kilka urzędów.
W roku 1807 Asa był chorążym w lekkiej piechocie miejskiej. Wkrótce został porucznikiem i oficerem do spraw rekrutacji. Od roku 1807 do 1822 działał jako jeden z nieopłacanych konstabli miejskich wyznaczanych przez burmistrza - byli oni odpowiedzialni za tłumienie zamieszek i utrzymanie pokoju na ulicach, pełnili też służbę w sądzie. Prekursorzy Brudnego Harry'ego, konstable i szeryfowie Nowego Jorku, zapalali też latarnie na noc, wypatrywali pożarów i pilnowali grobów na Potter's Field, cmentarzu biedaków, przed rabusiami i studentami medycyny. Mianowani przez burmistrza nie nosili żadnych specjalnych uniformów oprócz skórzanych hełmów, przez które przezywano ich "skórzanogłowymi".
"Innych obowiązków przybywało nieprzerwanym strumieniem - opowiada relacja z życia Asy pióra Horatia Algera - i wkrótce były najemnik dołączył do grona regularnych nowojorskich polityków. Mając hotel, piekarnię, starą garbarnię, piastując urzędy miejskie i państwowe i stanowisko poborcy, który mógł zmusić kwakrów, by szczodrze się dołożyli do podatków wojennych, Asa Eastwood wkrótce stał się człowiekiem bogatym i przywódcą politycznym Manhattanu".
Porażki i komplikacje nierozerwalnie towarzyszą mitologii Eastwoodów. Po wojnie 1812 roku Asa znalazł się "na samym dole drabiny", aczkolwiek nadal prowadził beczkarnię i inne interesy. Ponieważ życie wielkomiejskie powodowało wiele napięć, Asa jako pierwszy z Eastwoodów posłuchał wołania dziczy i udał się na północ stanu Nowy Jork. Na początku kwietnia 1817 roku nabył czterdziestohektarowe gospodarstwo w hrabstwie Onondaga, potem popłynął do Albany na płaskodennej łodzi, stamtąd przedzierał się przez "leśne ostępy" przez dziewięć dni, a za towarzyszy miał żonę, trzy córki i pięciu synów, w tym pięciomiesięcznego.
"Od celu dzieliło nas niespełna pięć kilometrów, gdy zapadła noc - pisał w swoim dzienniku Asa Eastwood. - Było ciemno, zimno, padało, nie było żadnej drogi. Wędrowaliśmy na wyczucie, wynajęty człowiek, dzieci na wozie, żona w amerykanie, a ja sam na przodzie, po omacku szukając drogi. W całkowitych ciemnościach wóz przewrócił się na wielkiej błotnistej dziurze. Zrazu krzyknąłem: "Boże drogi, moje dzieci!". Wreszcie je wydostaliśmy, użyliśmy płótna z wozu jako namiotu. Zrobiliśmy posłania na kobiercu, byliśmy głodni, zmarznięci, ubłoceni. Nie mieliśmy nic do jedzenia, dla zwierząt też nie. Rozpaliliśmy ogień, jaki się dało, odpalając go od starego pudła z podpałką. Wilki wyły straszliwie gdzieś niedaleko, w lasach się od nich roiło".
Takich skupionych na rodzinie odczuć próżno szukać w westernie Clinta Eastwooda. Po pierwsze jego bohaterowie rzadko mają przy sobie żony i zwykle zaczynają przygody gdzieś dalej na zachód, za Missisipi, z wytyczoną już granicą - osadnicy potrzebowali zbrojnej ochrony raczej przed ludźmi niż przyrodą. Największe jednak wyzwania czekały na Asę i jego bliskich u celu. Ich nowe gospodarstwo leżało na południowym brzegu Oneidy, jakieś półtora kilometra na wschód od South Bay, a Eastwoodowie, nawykli do miejskich, murowanych wygód, trafili teraz do "żałosnej szopy" wymagającej pilnych napraw.
Sąsiedzi zebrali się, by pomóc w remoncie, mężczyźni dobudowali całe wielkie skrzydło, a ich małżonki karmiły pracujących. W eleganckich oknach zawisły żaluzje. Wypalono dęby, żeby wykarczować ziemię. W pobliskim Cicero kipiało od plotek, że do miasta przybył jakiś bogacz. Asa zaś przede wszystkim wstąpił do miejscowej parafii.
Powiedział kiedyś, że jest "majstrem od wszystkiego, ale w niczym nie jest mistrzem". Teraz zajął się uprawą produktów, które miał dostarczać na targ najpierw leśnym potokiem, potem rzeką Mohawk, korzystając z bliskości Syracuse. Zaczął handlować bydłem, końmi i sianem, na krótko zainteresował się solą, a na dodatek otworzył sklep z towarami gospodarstwa domowego. Jednak jako człowiek prawy "odkrył, że przy sprzedawaniu towarów trzeba dużo kłamać, że on tego nie zniesie", nie podobało mu się ani kierowanie sklepem, ani pełnienie obowiązków na gospodarce. Ciągnęło go do Nowego Jorku, do polityki i inwestycji. Mary Doxsey Eastwood, żona Asy, miała mnóstwo do roboty pod jego nieobecność, ponieważ musiała doglądać gospodarstwa, wychowywać jedenaścioro dzieci, a w wolnej chwili dorabiała przędzeniem i tkaniem wełny.
Pod nadzorem matki najstarsze dzieci rąbały drewno, zbierały plony, zajmowały się końmi i bydłem. Asa w 1821 roku przebywał już w Nowym Jorku, a przez następne dziesięć lat dzielił swój czas pomiędzy wieś a miasto. W hrabstwie Onondaga był sędzią pokoju, a w Nowym Jorku - komendantem policji. W mieście tym zyskał taką pozycję, że na polecenie ówczesnego burmistrza Stephena Allena Rada Miejska nadała mu honorowe obywatelstwo.
Często zatrzymywał się w Tammany Hall, skąd pisał do żony długie listy z praktycznymi radami. Narzekając na szybkie życie w mieście, wyznawał, że usycha z tęsknoty za rodziną i bukolicznym życiem. "Nie ulega wątpliwości, że uroki Nowego Jorku nie mogą się równać urodzie brzegów Oneidy" - pisał. Coogan - postać, którą Clint grał w Blefie Coogana (Coogan's Bluff) - okazuje się prawdziwym dziedzicem Asy, gdy stoi na wzgórzu, z którego rozciąga się widok na drapacze chmur Manhattanu, i rozmyśla: "Próbuję wyobrazić sobie, jak tu kiedyś było: tylko drzewa i rzeka, zanim przyszli ludzie i to wszystko sknocili".
W 1821 Asę wybrano na delegata na konwencję konstytucyjną, która miała dyskutować nad poprawkami do konstytucji. W 1833 roku wybrano go do zgromadzenia stanu Nowy Jork, reprezentował hrabstwo Onondaga. Chociaż wychowany był w wierze Jeffersona, Asa przychylał się wówczas do wigów. "Konsekwentnie przeciwstawiał się naruszeniom ze strony właścicieli niewolników" i krytykował Partię Demokratyczną, "która porzuca elementarne zasady i tonie w bagnie niewolnictwa i propagandy", jak mówi jedno ze źródeł. Oddawszy głos na przeciwnego niewolnictwu Johna C. Frémonta, pierwszego kandydata na urząd prezydenta wyznaczonego przez nowo powstałą Partię Republikańską, Asa zmienił afiliację. Kolejne pokolenia Eastwoodów - w tym Clint - będą się trzymać republikanów, stojąc na straży poglądów fundamentalnie konserwatywnych.
Mary Eastwood zmarła w roku 1862, sześćdziesiąt lat po ślubie z Asą, który przeżył ją o lat dziesięć, utrzymywał regularny korespondencyjny kontakt z potomstwem i prowadził dziennik. Codzienne wpisy kończą się dopiero kilka dni przed śmiercią autora. Dzieci Asy rozpierzchły się po świecie. Córka Mary wyszła za mąż i przeniosła się do Indiany, Lucinda wyjechała do Michigan, Samuel do Nebraski, Elisha zaś trafił do Luizjany - gdzie został zagorzałym unionistą w czasie wojny secesyjnej, a potem powszechnie szanowanym sędzią pokoju. Niektóre jednak dzieci Eastwooda wykazały się miernym zamiłowaniem do podróży i zostały na miejscu, na północy stanu Nowy Jork. Mowa o Johnie, Benjaminie, Nelsonie, Enosie, Williamie i Lewisie. Ten ostatni występuje w niniejszej opowieści jako prapradziadek Clinta od strony ojca.
Urodzony w 1810 roku w Nowym Jorku, gdy Asa mieszkał przy Front Street, Lewis Washington Eastwood był jego trzecim synem. Jako jeden z zadowolonych ze swojego życia Eastwoodów spokojnie prowadził gospodarstwo w hrabstwie Onondaga. Poślubił Margaret A. Sullivan, miał piątkę dzieci i umarł jako pierwszy z progenitury Asy w 1863 roku w Cicero. Najmłodszy z pięciorga potomków Lewisa, Asa Bedesco, urodził się w 1846 w Cicero. To pradziadek Clinta. Z rejestrów ludności wiadomo, że Asa jakiś czas po śmierci ojca mieszkał jeszcze w rodzinnej okolicy, a potem jako pierwszy z Eastwoodów ruszył na Zachód, gdzieś pomiędzy rokiem 1872 a 1879. Prowadzenie gospodarstwa go nie interesowało, wybrał górnictwo i inżynierię.
Miasta są brudne i przeludnione. Piękno i samotność pustkowi inspiruje. Bohaterowie najlepszych westernów Clinta nie mają domu. Uciekają, ścigają. Podróżują latami, przemierzają wiele kilometrów, niosąc zemstę i zostawiając za sobą dawne, trudne życie.
W źródłach pisanych znajdujemy Asę B., gdy jest górnikiem w Nevadzie, a potem pojawia się jako nadzorca kopalni Hathaway w Placer w Kalifornii - jednym z hrabstw rozrzuconych wzdłuż zachodnich stoków gór Sierra w środkowej i północnej części stanu. Te właśnie tereny w pierwszej kolejności najechano w trakcie gorączki złota 1849 roku i od tego czasu regularnie je rozkopywali i drążyli zarówno pojedynczy poszukiwacze, jak i wielkie kompanie.
Górników można znaleźć wśród przodków Clinta z obu stron. W jego filmach widać słabość do obozowisk i osiedli górników oraz poszukiwaczy, mimo że jego krewni nigdy nie zbili majątku jak Pardner (bohater odgrywany przez Eastwooda), który w filmie Pomaluj swój wóz (Paint Your Wagon) śpiewa pogodną piosenkę Gold Fever. Zdecydowanie mniej pogodna gorączka złota dodaje emocji krwawym fabułom Mściciela (High Plans Drifter) i Niesamowitego jeźdźca (Pale Rider).
Kopalnia Hathaway znajdowała się półtora kilometra na południowy zachód od miasta Ophir, gdzie Asa B. Eastwood pilnował około trzydziestu ludzi. Ich praca polegała na eksploatowaniu szerokiej na metr żyły, w której występowała galena srebronośna, blenda cynkowa i piryty zawierające miedź, arsen i żelazo. Jak wielu Eastwoodów, Asa B. miał co najmniej dwa domy - jeden do celów służbowych, w osadzie uprawiającej i transportującej owoce, o nazwie Newcastle, i prawdziwy dom w pobliskim olśniewającym San Francisco.
Kiedy pradziadek Clinta zmarł na zapalenie płuc 2 kwietnia 1908 roku w wieku sześćdziesięciu dwóch lat, "Placer Herald" żegnał go jako "najznamienitszego obywatela. Był nie tylko patriotą i człowiekiem o wysokim morale, lecz także szanowanym biznesmenem [...]. Był wielkim postawnym chłopem cieszącym się powszechnym poważaniem". "Placer County Republican" potwierdza, że Asa B. był "jednym z najporządniejszych obywateli hrabstwa Placer. Był górnikiem z powołania i ostatnio ciężko pracował, by doskonale przygotować kopalnię Hathaway do operacji na wielką skalę. Wszyscy, którzy go znali, bardzo go szanowali jako uczciwego, prawego i prostolinijnego człowieka. Społeczności, w której żył, bardzo go będzie brakować".
Po ceremonii pogrzebowej szczątki zmarłego zostały przewiezione na kremację pociągiem nr 5 do Oakland, które wówczas, w 1908 roku, było ważnym ośrodkiem w rodzinie Eastwoodów - przynajmniej gałęzi, która przeniosła się na Zachód. Asę B. opłakiwała żona Mabel, córka mieszkająca w Los Angeles, syn Orlo z Corte Madera w hrabstwie Marin i drugi syn Burr, urodzony w 1871 roku jako najmłodsze z dzieci. I właśnie jemu była pisana rola dziadka Clinta.
Mabel Eastwood wraz z trójką dzieci zajęła lokal przy Seventh Street w San Francisco jeszcze w latach osiemdziesiątych, kiedy miasto nad zatoką wyrastało na wielki port morski i ośrodek finansowy amerykańskiego wybrzeża Pacyfiku. Asa B., do którego obowiązków należał transport i sprzedaż rudy oraz minerałów bagrowanych w Hathaway, regularnie bywał w San Francisco; może tamtejszy klimat wolały Mabel Eastwood i jej dzieci. Niewątpliwie jako zamożny dżentelmen Asa B. doceniał wyższe sfery.
W roku 1888 siedemnastoletni Burr i jego starszy brat Orlo pracowali w składzie Holbrook, Merrill i Stetson, na rogu Market Street i Beale Street. Firma ta miała powiązania handlowe z kompaniami górniczymi. Pionierscy importerzy i hurtownicy z Holbrook, Merrill i Stetson sprzedawali blachy, artykuły żelazne, narzędzia i maszyny, pompy, towary elektryczne, piece, piecyki i kuchnie, artykuły gospodarstwa domowego, a później również części samochodowe. Ich obroty urosły do milionów dolarów rocznie.
Eastwoodowie mieli handlowanie we krwi. Burr awansował w firmie Holbrook, Merrill i Stetson i w 1900 roku zajmował własne lokum. W tym samym roku ożenił się z Jessie, jedną z czterech córek Matthew i Lois Andersonów. To Andersonowie, imigranci ze Szkocji, zaszczepili zainteresowanie kulturą w drzewie genealogicznym Eastwoodów. Oboje byli nauczycielami muzyki, a matka przekazała córce Jessie niemieckie pianino ("pianino babci Andy"). Zajmowało ono prestiżową pozycję w domu rodzinnym Clinta i podobno do dziś znajduje się w posiadaniu Eastwoodów, w dobrym stanie i użyteczne.
Pierwszy syn Burra i Jessie, Burr junior, urodził się dwa lata po ślubie rodziców, w roku 1902, a po nim drugi syn, Clinton, w roku 1906. To ostatnie imię było odstępstwem od obowiązującej w rodzinie tradycji nadawania imion o szorstkim brzmieniu, pierwszym takim odnotowanym w rodzinnych kronikach. Rozsądne wydaje się przypuszczenie, że było to nazwisko panieńskie matki Jessie, urodzonej w Vermoncie, skąd pochodziła jej rodzina.
Co prawda Orlo wkrótce opuścił firmę Holbrook, Merrill i Stetson, żeby przyjąć posadę kierownika w Mechanical Installation Company, ale Burr senior jako jeden z flegmatycznych Eastwoodów pracował w jednym miejscu przez całe swoje życie. Przez niemal czterdzieści lat zatrudniała go ta sama firma na różnych stanowiskach, wspinał się po szczeblach kariery, aż został szefem działu w Tay-Holbrook, która w chwili odejścia Burra seniora na emeryturę, na początku lat trzydziestych, miała biura, fabryki i magazyny w ośmiu miastach.
Posada dawała Burrowi seniorowi takie poczucie bezpieczeństwa, że w 1908 roku przeprowadził rodzinę na drugi brzeg zatoki San Francisco, do Piedmontu, wówczas niewielkiego miasta, dziś enklawy otoczonej przez Oakland. Jego nazwa pochodzi z łaciny i znaczy "podnóże góry", zajmowało teren porośniętych z rzadka dębami wzgórz i migoczących strumieni z malowniczym widokiem na San Francisco i ocean. Ściągali tu tłumnie magnaci finansowi, kolejowi, energetyczni, inwestycyjni, drzewni i górniczy gardzący hałasem i tłokiem San Francisco. Żyli z rodzinami w okazałych domach z ogromnymi ogrodami na miarę posiadłości wiejskich. Niedawno Piedmont uzyskał prawa miejskie, zaczęły się w nim pojawiać "powozy benzynowe", wprowadzono lepszy system wodno-kanalizacyjny, w rezydencjach wprowadzano światło elektryczne.
Pierwszy dom Burra seniora przy Bonita Avenue znajdował się na granicy Piedmont i Oakland, w pięknym miejscu. Tam w roku 1925 zmarła jego żona. Jessie Eastwood miała raptem czterdzieści lat, a odeszła na skutek komplikacji wywołanych przez raka piersi. W chwili jej śmierci najmłodsze dziecko Burra, Clinton, miało niemal dwadzieścia lat i niewątpliwie boleśnie odczuło odejście matki. Zdążyła w nim zaszczepić miłość do muzyki jako córka nauczycieli tego przedmiotu.
Jako uczeń Clinton był leniwy - jak wspominał jeden z kolegów z klasy - "arogancki", pewny swojej urody i pozycji społecznej. Wysoki i przystojny, wyróżniał się w sporcie w Piedmont High, gdzie grał w futbol. Zdaniem przyjaciół rodziny miał szansę pójść do college'u na stypendium sportowe. Po semestrze czy dwóch w Berkeley, w 1925 roku, zrezygnował jednak ze studiów i zgodnie z rodzinną tradycją wybrał szkołę życia.
Burr senior szybko ożenił się ponownie, w 1927 roku, w tym samym, gdy jego syn Clinton wziął ślub z Margaret Ruth Runner. Gdy żenił się Burr junior, powiadamiały o tym miejscowe rubryki towarzyskie; panna młoda miała wysoką pozycję towarzyską, była córką doktora M.O. Forstera, przewodniczącego Indian Institute of Science w Bangaluru w Indiach, podczas gdy o narzeczonym pisano, że "jest znany w młodszym pokoleniu" Piedmontu. Clinton nie rzucał się w oczy w cieniu starszego brata, ślub miał skromny i w gazetach o tej okazji nawet nie wspomniano.
Runnerowie nie byli tak znani jak Eastwoodowie. Ale Margaret Ruth Runner, zwana też po prostu Ruth, wniosła do związku kręgosłup moralny i intelekt. Niejedna osoba, z którą rozmawiałem, pracując nad tą książką, powiedziała, że Ruth Eastwood nie dało się uciszyć jednym spojrzeniem. To samo dotyczyło wielu kobiet Eastwoodów, które pławiły się w blasku sławy swoich mężów, a pod pozorami łaskawości skrywały niezły charakterek.
Słynny syn Ruth, który swojego Oscara za najlepszy filmy fabularny - czyli Bez przebaczenia (Unforgiven) - dedykował matce siedzącej na widowni w wieczór rozdania statuetek, w wywiadach chętniej mówił o ojcu niż o niej, ale nie ulega wątpliwości, że Ruth Eastwood wywarła równy, jeśli nie większy wpływ na syna - i że jej część drzewa genealogicznego zapewniła mu imponujące, barwne, a czasami ekscentryczne cechy.
Przodkowie Clinta od strony matki należeli do pierwszych osadników Nowej Anglii, gdzie organizowali nowe życie, zajmując się ziemią, społecznością, władzą i praktykami religijnymi.
William Bartholomew - pierwszy odnotowany w dokumentach amerykański antenat Clinta po kądzieli - urodził się w dobrze sytuowanej rodzinie z Burford w Anglii. W roku 1634, w wieku trzydziestu dwóch lat, przybył z Londynu i założył sklep w Ipswich. Później będzie mieszkał w Marblehead i Charlestown. Na tamtejszym cmentarzu spoczywa obok Johna Harvarda.
Spłodził Williama juniora, pewnie pierwszego Bartholomew urodzonego w Nowym Świecie, w roku 1640 albo 1641. William junior poślubił Mary Johnson, a ich syn Andrew - Hannę Frisbie z Branford w Connecticut, przeprowadziwszy się do tego stanu jakiś czas przed rokiem 1729. Tak więc pięćdziesiąt lat przed wojną o niepodległość rodzina dorobiła się już solidnych amerykańskich korzeni.
Bartholomew mieli młyny w Branford, a Andrew zarządzał nimi aż do śmierci ojca, później zaś wspólnie z bratem Benjaminem, drugim właścicielem. Przez całe życie powiększał stan posiadania, był właścicielem licznych nieruchomości w Branford, Wallingford i sąsiednich miejscowościach; sąsiedzi znali go z aktywności w parafii i w sprawach cywilnych, był także dowódcą miejscowej milicji.
Syn Andrew, Joseph (ur. 1721), spłodził kolejnego Andrew (ur. 1744), a ten poślubił Rachel Royce z Wallingford. Mieszkający w Wallingford na rozległym gospodarstwie przy północnej drodze do Durham Andrew też był dowódcą milicji, co wyjaśnia, dlaczego sąsiedzi mówili o nim "Kapitan Bartholomew". Jedna kronika rodu Bartholomew donosi, że on i jego dzieci byli (jak Clint) "śniadzi i rośli". Jakkolwiek oszczędny w odniesieniu do pieniędzy (jak Clint), to nie znał umiaru, jeśli chodzi o potomstwo. A wśród dziesięciorga dzieci Andrew urodzonych przez dwie kolejne żony znalazł się Noyes Dana, praprapradziadek Clinta od strony matki.
Urodził się w Wallingford 2 kwietnia 1785 roku. Wig do roku 1856, a później - jak Eastwoodowie - zagorzały republikanin. "Był pracowitym, rzetelnym farmerem - jak czytamy w dokumentach - który robił, co należy, we właściwym momencie". Wziąwszy udział w wojnie 1812 roku, Noyes Dana Bartholomew przeprowadził się, za prezydentury Martina Van Burena, z Wallingford do Elmwood w północnym Illinois, na zachód od Peorii. Zabrał ze sobą żonę, Elizabeth Hall, i dziesięcioro dzieci, w tym trzech synów urodzonych w Wallingford, najstarszego Luzerne'a (przyszedł na świat w roku 1812), Noyesa Ellswortha (ur. 17 czerwca 1826 roku) i Edwarda Franklina (ur. 8 sierpnia 1828 roku).
Elmwood było odnogą od zaplanowanej trasy Peoria-Oquawka przecinającej północno-środkowe Illinois. W roku 1835 w pobliskich górach znaleziono węgiel, więc rysowały się perspektywy na rozwój okolicy.
3 kwietnia 1838 roku czterech mężczyzn - Noyes Dana Bartholomew, jego najstarszy syn Luzerne, Calvin Cass i Frederick Kellogg - założyli miasto Newburg, półtora kilometra na zachód od Elmwood. W drugiej rodzinie założycielskiej Newburga, u Kelloggów, dorastały bliźniaczki Cornelia i Cordelia (ur. 1829), córki Edwarda i Jane, których dom i ogród przy North Street znajdowały się około dwóch i pół kilometra od gospodarstwa Bartholomew. Bliźniaczki wyszły później za braci Bartholomew: Noyesa Ellswortha i Edwarda Franklina, bliskich im wiekiem i podobnie wychowanych. Jeden ślub odbył się w roku 1848, drugi - w 1853.
Dzięki małżeństwom pomiędzy rodzinami Bartholomew i Kelloggów Clint jest członkiem Stowarzyszenia Mayflower. Pierwsi Kelloggowie przybyli do Ameryki w szczycie purytańskiej imigracji w latach 1620-1640, z dużymi pieniędzmi i z towarami. Mieli powiązania rodzinne z Mylesem Standishem i gubernatorem Bradfordem. Większość stanów w Ameryce ma jakiegoś Kellogga wśród pionierów i najznamienitszych obywateli. Do grona słynnych potomków rodu zalicza się W.K. Kellogg z Michigan, król płatków śniadaniowych.
Kelloggowie i Bartholomew wznieśli pierwszą szkołę w Newburgu i kościół kongregacjonalistów. Noyes Ellsworth Bartholomew przewiezie pierwszy ładunek bydła do Chicago. Najstarszy brat Luzerne będzie właścicielem prawie stu hektarów ziemi, a do tego zakładów wełniarskich, kieratu, wiatraka do pompowania wody oraz rzeźni, z której peklowaną wieprzowinę dostarczać się będzie rzeką Illinois na targ w Saint Louis.
W niewielkim Newburgu wielu obywateli było spokrewnionych. "W tamtych czasach liczyła się społeczność, pionierstwo w Illinois oznaczało poświęcenie, ciężką pracę, samotność, nagrodzoną jedynie obietnicą wielkiej odpłaty, sąsiedzkiej miłości i dzielenia się trudami" - jak opowiadał jeden z pionierów. "Były to czasy drewnianej szkoły, konkursów ortograficznych, lekcji śpiewu i wspólnoty kościelnej".
Żoną Luzerne'a była Betsy Yale Bartholomew, potomkini rodziny Yale z Connecticut i bardzo wykształcona kobieta, zajmująca się pisaniem udanej prozy i poezji. Sam Luzerne był chyba najbardziej ludowy z przodków Runner. Był nie tylko farmerem, operatorem maszyny i wynalazcą (jego syn John na początku XX wieku będzie prowadził Bartholomew Co., firmę produkującą ośmiokonny jednocylindrowy automobil marki Glide, znany też jako Bartholomew), ale i odważnym poszukiwaczem przygód. Gdy jayhawkers z Illinois, kompania mężczyzn najrozmaitszego autoramentu, postanowili opuścić Illinois i szukać złota, Luzerne zapisał się w historii jako jeden z ich przywódców. Jako kolejny "Kapitan Bartholomew" Luzerne służył za przewodnik kontyngentu piętnastu krytych wozów i dwudziestu jeden przystojniaków, którzy ruszyli w stronę horyzontu.
Wyjechawszy z Galesburga w Illinois w kwietniu 1849 roku, grupa pod wodzą Bartholomew przybyła do Salt Lake City we wrześniu, za późno, by wybrać się północną drogą przez góry. Tropiciel zaproponował, że zabierze ich Starym Hiszpańskim Szlakiem na południe. "Zdania były podzielone, czy dalej podążać na zachód, czy ze względu na późną porę zimować w Salt Lake City" - opowiadał Manley Ellenbeckan, historyk jayhawkers. "Tragedia na przełęczy Donnera poprzedniej zimy kazała się wahać. W tym punkcie odłączyli się Luzerne i jego brat Edward Franklin. Luzerne znajdował się w mniejszości. Wziął wóz Bartholomew numer 9 i ruszył na Lossen Route wzdłuż rzeki Humboldt. Do Sacramento dotarli 3 listopada, wszyscy w dobrych nastrojach".
Młodszy brat Luzerne'a, dwudziestotrzyletni Edward Franklin, służył jako woźnica zdążającej przez Dolinę Śmierci grupie, która przybyła w rejon Sacramento później, wiosną 1850 roku. Edward Franklin będzie miał szczęście jako górnik, podczas gdy Luzerne zginie w mrokach historii po wypłukaniu migoczącego piasku za jakieś dziewięćdziesiąt centów. Luzerne napotkał potem przypadkiem ranczera znad rzeki Sacramento, którego bydło dziesiątkował tajemniczy złoczyńca, i pod wpływem impulsu kupił od ranczera stado. Patrolował ranczo, żeby rozwiązać zagadkę, gdy spotkał winowajcę: niedźwiedzia grizzly. Z kompanem z grupy pionierskiej, kowalem Luzerne'em, sklecił żelazną klatkę z zapadnią, użył sarniny jako przynęty, złapał grizzly, który wówczas podobno był największym pochwyconym przedstawicielem gatunku. Miał mieć niemal półtora metra w kłębie i ważyć ponad osiemset pięćdziesiąt kilogramów.
Zdradzając skłonności do wyzysku na miarę samego Bronco Billy'ego, Luzerne nazwał zwierzaka Bruin i w klatce na kółkach przewiózł go do Ameryki Środkowej, a później dalej statkiem przez Zatokę Meksykańską do Nowego Orleanu, następnie w górę Missisipi do Elmwood. Tam Bruin spędził zimę, po czym prezentowano go ciekawskiej gawiedzi w następnym sezonie na całym Wschodzie i w Kanadzie. Później Luzerne jeździł z grizzly w cyrku P.T. Barnuma i pokazał zwierzę w najważniejszych miastach Europy. Jeszcze później Bruina oglądali odwiedzający Central Park.
Tymczasem Edward Franklin Bartholomew, wzbogaciwszy się, wrócił do Illinois, ożenił się i zajął prozaicznym obowiązkiem powiększania rodziny. Drugie z jego czwórki dzieci, najstarsza córka, urodzona w 1859 roku, to Sophia Aurelia, prababka Clinta. Edward Franklin prowadził sklep wielobranżowy, aż został zwerbowany do wojsk Unii jako woźnica. Służył w kawalerii przez rok, a potem z powodu rany stopy zwolniono go z dalszej służby.
Jeszcze w czasie wojny secesyjnej Edward Franklin ułożył plany przeprowadzki do hrabstwa Linn w Kansas, może zwabiony listami innego członka wyprawy z roku 1849, który się tam przeniósł. W owym czasie oznaczało to przejście pod sztandar abolicjonistów, ponieważ to hrabstwo od dawna było terenem krwawych potyczek ruchu przeciwko niewolnictwu. Abolicjoniści pokonali właścicieli niewolników w wyborach z 1857 roku, ustanawiając Kansas wolnym stanem, ale zwolennicy niewolnictwa i aktywiści nadal zaciekle podważali ten wynik. Do bohaterów hrabstwa Linn zaliczał się niezłomny krzyżowiec John Brown i równie nieustępliwy pułkownik James Montgomery.
Na początku 1863 roku karawana rodziny Bartholomew wyruszyła do Mound City w Kansas, stolicy hrabstwa i głównego węzła na drodze osadników. Według niektórych relacji Edward Franklin udał się najpierw do Saint Louis, żeby załadować wozy towarami na otwarcie nowego sklepu. Jego żona Cordelia i dzieci ruszyły pociągiem zimą na przełomie roku 1863 i 1864. Wcześniej Edward Franklin kupił jednoizbowy dom drewniany i zagrodę dla bydła; otworzył sklep z artykułami żelaznymi i narzędziami, Bartholomew i Smith, na rogu Third Street i Main Street. I biznes szedł dobrze - gazety odnotowywały stale rosnącą liczbę wozów przybywających ze Wschodu w kłębach pyłu.
Starszy brat Noyes Ellsworth, niegdyś zamożny farmer, którego interesy załamały się po kryzysie powojennym, podążył na Zachód z żoną i dziećmi w 1866 roku, prowadząc stado tysiąca stu owiec. Trzeci brat, Samuel Dana, też się przeniósł do Kansas. Bracia Bartholomew byli członkami założycielami społeczności z 1866 roku, która zbudowała pierwszy kościół kongregacjonalistów w mieście. Noyes Ellsworth był pierwszym diakonem kościoła i służył na tej posadzie przez dwadzieścia cztery lata.
W westernach Clinta aktorki zwykle grają ściśle określone, przypisane do pełnionych funkcji role drugoplanowe - są to kochanki z saloonu, prostytutki, zasuszone farmerskie małżonki. Życie prawdziwych kobiet, od których Eastwood się wywodzi, było bardziej skomplikowane, i na przykład żona Edwarda Franklina, Cordelia Kellogg Bartholomew, jako modelowy przykład takiej postaci zapisała się trwale w historii hrabstwa Linn.
Hrabstwo jako jedno z pierwszych mogło się pochwalić działalnością stowarzyszenia Prawa Kobiet, a Cordelia Bartholomew należała do pierwszych organizatorek klubu dla pań na zachód od Missisipi - Towarzystwa Inicjatyw Pań z Mound City, które postawiło sobie za cel wzniesienie Domu Spotkań dla celów modlitewnych, edukacyjnych, naukowych, a także wykładów literackich i politycznych. Cordelia była jedną z pierwszych przewodniczących klubu.
"Do stowarzyszenia należały głównie młode gospodynie, które porzuciły wygody, kulturę i wytworność cywilizowanego życia, żeby założyć nowy dom w tym surowym nieznanym kraju - opowiada w książce Linn County, Kansas - a History William Ansel Mitchell. - W społeczności pełnej rodzin wielodzietnych (duże rodziny były wówczas w modzie, co dwa lata przychodził na świat nowy potomek) wyjątkowo ważna była kwestia budowy szkoły, szkółki niedzielnej, kościoła i świetlicy. Mężowie i bracia kobiet również mieli tego świadomość, ale trudy życia w ostatnim roku wojny secesyjnej i w latach późniejszych sprawiły, że nie wystarczało im sił, by się podjąć tego dzieła".
Edward Franklin miał ponad 70 hektarów na południowo-wschodnim krańcu Pleasanton, a z archiwów można wnioskować, że nieustannie angażował się w transakcje ziemią. Od 1874 do 1878 wykonywał pracę objazdową na rzecz pewnej agencji - zdaniem krewnych nazywała się Wells Fargo. Podróże zaprowadziły go do Kolorado, gdzie w Oro City od 1860 roku trwały intensywne poszukiwania złota. Złota było co prawda coraz mniej, ale odkryto, że piasek z eksplorowanych miejsc zawiera cerusyt i dużo srebra, co doprowadziło do założenia pobliskiego boom town Leadville.
Przez niemal czternaście lat Bartholomew wiedli życie porządnych obywateli Mound City. Ale aspiracje niektórych przodków Eastwooda nie mogły zostać zaspokojone w konwencjonalny sposób w zaciszu domowym. W 1878 roku, roku ekscytującym dla Leadville, Edward Franklin Bartholomew przeprowadził się ponownie, tym razem do środkowego Kolorado. W chwili przybycia do Buena Vista kupił budynek od Charlesa Claude'a "C.C." Runnera, właściciela nieruchomości i kopalni w tym rejonie. Pozostali członkowie rodziny Bartholomew przybyli po roku pociągiem, z którego wysiedli w Canon City, na końcu linii. Edward Franklin czekał na nich z wozem towarowym, którym przetransportował ich do Buena Vista, na południowy zachód od Denver. Na fotografiach widać Edwarda Franklina z cuglami wozu przed Sklepem Braci Bartholomew, który dopiero co otrzymał tę nazwę, przy Gunnison Street.
Buena Vista wyczekiwała wiosny 1880 roku, gdy odcinek nowo budowanej linii kolejowej do Leadville miał przejść przez miasto. Bartholomew zaangażowali się w wycinkę drewna na podkłady kolejowe. Tory kładł z nimi C.C. Runner, którego można dostrzec na jednej ze starych fotografii, mniej więcej z roku 1880, z synem Edwarda Franklina, Edwardem Albertem (bratem Sophii), bratankiem Bartholomew i kimś, kogo nie sposób rozpoznać.
Współwłaściciele Sklepu Braci Bartholomew - Edward Franklin i Samuel Dana - chcieli zbić kapitał dzięki temu, że Buena Vista miała się stać ważnym przystankiem kolejowym. Reklamy Bartholomew Bros w gazecie hrabstwa Laffee obiecywały wysokiej jakości żywność i sprzęt górniczy, a także: "...szeroki wybór eleganckich mebli, naczyń stołowych i artykułów gospodarstwa domowego od ręki. Mamy największy magazyn w mieście i możemy zaoferować niezrównany bodziec kupującym". Edward Franklin uruchomi jeszcze kilka biznesów pomocniczych, w tym szkółkę rozsad leśnych w pobliskim Pueblo.
C.C. Runner to czarna owca dynastii - zgodnie z legendą rodzinną był draniem, który samą swoją obecnością oczarowywał ludzi. Był spokrewniony z inną rodziną o bardzo amerykańskich korzeniach, której historia sięgała siedemnastowiecznej Wirginii. C.C. urodził się w 1857 roku, prawdopodobnie w Wirginii właśnie. Zakochał się w najstarszej córce Edwarda Franklina, Sophii, i wzięli ślub w roku 1881, zapewne w kościele kongregacjonalistów w Buena Vista, gdzie Samuel Dana Bartholomew, wuj panny młodej, właśnie został diakonem. Ich pierwsze dziecko urodziło się w Buena Vista w Kolorado 17 lutego 1882 roku. Był to Waldo Errol Runner, dziadek Clinta.
Sophia tęskniła do miejsca, w którym się wychowała, czyli do Mound City, i bardzo chciała do niego wrócić. Młodzi przenieśli się tam niedługo po narodzinach Walda, ich drugi syn urodził się już w Mound City w 1885 roku. Miejscowe gazety donoszą, że C.C. Runner szybko odnalazł się w interesach, otwierając Wolf i Runner - sklep spożywczy i targ mięsny. (Joe Kidd, jeden z bohaterów, w którego wcielał się Clint w swoich filmach, był "dostawcą mięsa" w typie właściwym dla współpracowników firmy Wolf i Runner).
Runnerowie mieszkali w Mound City w burzliwym okresie 1882-1889. C.C. zapisał się w annałach jako biznesmen, szanowany obywatel i miejscowy przedsiębiorca. Często pojawiał się w gazetach, podobnie zresztą jak jego żona: C.C. w pocie czoła organizował letni jarmark i dopinał plany dorocznych obchodów 4 lipca, podczas gdy Sophia, założycielka klubu bibliotecznego, zgłaszała się do pełnienia rozmaitych funkcji publicznych.
Wyróżniały C.C. jego talenty sceniczne: był aktorem i muzykiem. Odnotowano, że grał rolę Livingstona w popularnej sztuce Ulice Nowego Jorku (Streets of New York ), wystawionej w maju 1884 roku przez Watson's Independent Hook and Ladder Co., w Mound City Opera House celem zgromadzenia funduszy na nowe mundury strażackie. Oczarowany recenzent "Mound City Progress" podkreślał - i to samo robili później krytycy w odniesieniu do Clinta - jak dobrze powierzchowność aktora pasowała do rzeczywistej, znanej wszystkim postaci: "A kwestia "Nie mogę ci pomóc, jestem bez grosza, ale dopiero teraz poczułem swoje ubóstwo" została wygłoszona wymownie i dobitnie. Nie wykluczam, że pan Runner i w prawdziwym życiu miał okazję użyć tych słów".
Może dlatego, że C.C. na posadzie agenta firmy muzycznej zarabiał tysiąc dolarów rocznie, był też muzykiem do wynajęcia. Znajdziemy jego zdjęcia w archiwalnych wydaniach gazet, jak gra na fortepianie do musztry w wykonaniu Mound City Broom Brigade (w maju 1884) i jako jednego z akompaniatorów na wielkim balu dobroczynnym na rzecz Brygady Gaśniczej (również w maju 1884). Znany był też jako tancerz - znaleźć można co najmniej jedną wzmiankę o tym, że C.C. uczył sztuki tańca w jednej z trzech szkół Mound City. Ponieważ Eastwoodowie lubili łączyć interesy z przyjemnością, C.C. przez jakiś czas prowadził nawet własną Akademię Tańca w Strong's Hall.
C.C. trzymał wiele srok za ogon. Niewiarygodne, że ten człowiek znajdował w ogóle czas na sen. Otworzył Oyster Lunch Room w Hulland and Curry Building, gdzie hazardzistom w Boże Narodzenie podawano indyki; a wraz ze wspólnikiem prowadził cegielnię, która słynęła z wypalania ćwierci miliona cegieł w czterdzieści dni.
Kiedy "dwóch pijanych Murzynów" spustoszyło Oyster Lunch Room na początku 1885 roku, C.C. napisał list otwarty do gazety, krytykując zaniedbania ze strony miejskiego szeryfa. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że C.C. przypiął do pasa kaburę, by wziąć prawo w swoje ręce. Bo kiedy szeryf odpisał, też w liście otwartym, zarzucił C.C. niszczenie morale w Mound City przez promowanie własną osobą powszechnego picia, palenia, przeklinania, uprawiania hazardu i polowania w niedziele.
Może właśnie po tym krępującym odwecie C.C. i Sophie zdecydowali się wrócić do Pueblo w Kolorado, gdzie znowu wspominają o nich dokumenty z roku 1889. Urodziły im się jeszcze dwie córki, a czekało ich pięć lat niezbyt szczęśliwego małżeństwa. Złoty okres górniczy dobiegł końca, C.C. próbował statecznego życia handlowca i uczciwego obywatela, ale go ono nie bawiło. Nieustannie podróżował, by promować organy sprzedawane przez sklep muzyczny w Pueblo, prezentując ich zalety podczas recitali na świeżym powietrzu w pobliskich miejscowościach.
Sophia zmieniła wyznanie na chrześcijaństwo naukowe, co nie było żadnym radykalnym odejściem od kongregacjonalizmu, ale wnosząc z relacji krewnych, jej płomienna wiara paraliżowała rodzinę. W pewnym momencie, podążając za wytycznymi swojego Kościoła, odmówiła wezwania lekarza do poważnie chorej córki, która następnie zmarła. Jej męża religia w ogóle nie pociągała, ojcostwo straciło dlań blask. Syrenim śpiewem przyzywała go gorączka złota w Jukonie, więc poczynając od 1898 roku, można go było znaleźć na Alasce w towarzystwie niejakiej Lizzie Burke. Sophię tak rozwścieczyło odejście męża, że podając jego dane, pisała "zmarły". Wątpliwe, by kiedykolwiek jeszcze ujrzała na oczy swojego ślubnego wagabundę. A gdy ich syn udał się na Alaskę w poszukiwaniu ojca, musiało dojść do niemiłego spotkania, ponieważ po powrocie syn poprzysiągł już po wieki wieków unikać wszelkich kontaktów z rodzicielem.
W Skagway na Alasce C.C. i Lizzie Burke mieszkali w Fifth Avenue Hotel. Zgodnie z zapiskami w archiwach przez dziesięć lat on był tego przybytku właścicielem, a ona szefową. Burke ostatecznie kierowała siecią czternastu alaskich hoteli. Kolej biegnąca przez Skagway stanowiła główną drogę do Jukonu i większości Alaski, a wieść o odkryciu złota przyniosła miastu ożywienie i rozwój. Fifth Avenue Hotel był poprzednikiem obecnego Mission Inn Clinta w Carmelu. Musiał być to przybytek o najwyższym standardzie - sto pokoi, wszystko tynkowane, oświetlone i wyposażone w system dzwonków elektrycznych, osobne łazienki, woda ciepła i zimna, psiarnia, żeby górnicy mieli gdzie trzymać zwierzaki transportujące ich sprzęt.
W szczycie gorączki złota Skagway liczyło sobie ponad 10 tysięcy mieszkańców. Do 1910 roku spadła ona do tysiąca. Do tego czasu C.C. rozstał się z Lizzie Burke i udał się do Los Angeles, jednego z ostatnich miejsc zasługujących na miano Dzikiego Zachodu, gdzie dokonał żywota, wykonując bliżej nieznane prace dla firm górniczych w cieniu szybko się rozrastającego przemysłu filmowego. Gdy C.C. Runner zmarł w 1936 roku, na świadectwie zgonu podpisał się niejaki Val Burke, chociaż C.C. miał wówczas paru bliskich krewnych w Kalifornii, w tym sześcioletniego wnuka Clintona juniora. Prawdopodobnie Val Burke był jego nieślubnym synem.
W lipcu 1903 roku Waldo Errol Runner - pierworodny C.C. i Sophie - poślubił Virginię May McClanahan, w trakcie ceremonii odprawionej przez pastora Pierwszego Zjednoczonego Kościoła Metodystów w Pueblo.
Virginia May pochodziła od Boyle'ów z Pensylwanii i Saint Joseph w Missouri oraz rodzin McCorkles i McClanahan z Wirginii. Boyle'owie byli spokrewnieni z Beylami z Niemiec, którzy przybyli do Ameryki w połowie XVIII wieku i już pod nazwiskiem Boyle służyli mieszkańcom Wirginii jako szanowani lekarze, kapłani i prawicy. Virginia May była córką Matildy, znanej też jako Mattie Bell, a jej mąż był podobno pierwszym lekarzem z dyplomem Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, wówczas praktykującym na zachód od Missisipi. Jego ojciec pracował jako kurator szkół publicznych w Missouri; wśród wujów znajdziemy Williama Boyle'a, pionierskiego handlarza drewnem w Indianie, a także Henry'ego Greena Boyle'a, jednego z pierwszych obywateli San Bernardino, również handlarza drewnem, który zbudował tartak i dwukrotnie był posłem do kalifornijskiego zgromadzenia ustawodawczego.
Boyle'owie byli porządnymi, uczciwymi ludźmi, postępowaniem przywodzą na myśl niektóre z ekranowych wcieleń Clinta. Henry Green Boyle, urodzony jako metodysta, przeszedł na mormonizm i któregoś dnia, gdzieś na początku lat czterdziestych XIX wieku, napotkał przypadkiem konstabla z wirginijskiego miasta, słynnego wichrzyciela, Henry'ego McDowela, który źle mówił o mormonach i drwił z niego. "Nie chciałem kłopotów i powiedziałem mu to, ale jemu była w głowie tylko bijatyka" - zapisał w pamiętniku.
Po gorącej wymianie obelg Boyle powalił konstabla. "Wstał - zapisał - ja zaś go powaliłem ponownie, a potem jeszcze trzy razy. Uderzyłem go w twarz, miał napuchnięte oczy i usta, aż polała się krew, ale zdołał rzucić się na mnie (a był to krzepki chłop, ważył jakieś osiemdziesiąt kilogramów) i odepchnął mnie przez krzesło w róg baru, w jakieś beczki i żelastwa.
McDowel wyciągnął nóż i rzucił się na mnie, a ja chwyciłem żeliwną pokrywę, co to akurat była pod ręką, i trzy razy uderzyłem McDowela. (...) Na co on padł bez przytomności (...).
Nie stała mu się wielka krzywda, ale ocknął się dopiero po długim czasie. Nie mówił jeszcze dwa dni, a wydobrzał dopiero po sześciu miesiącach. Większość ludzi u nas cieszyła się, że go powaliłem".
Ze związku Walda Errola Runnera i Virginii May McClanahan urodziła się w sumie trójka dzieci: Virginia Bernice jako pierwsza urodziła się w 1904 roku w Pueblo w Kolorado, ale następna dwójka, Melvin (ur. 1906) i Margaret Ruth (ur. 1909) - dopiero w Kalifornii, dokąd Runnerowie przenieśli się w roku 1904.
Przeniosła się tu również Sophia Bartholomew, prababka Clinta - w 1910 roku ogłaszała się w Oakland City Directory jako "praktykująca chrześcijaństwo naukowe" i konsekwentnie podawała się za wdowę, chociaż jej mąż C.C. żył jeszcze i miał się dobrze. Jej syn Waldo pracował jakiś czas dla Southern Pacific Railroad, potem jako kasjer i księgowy w rejonie Oakland, a w latach dwudziestych był kierownikiem Gray Bumper Manufacturing Co., która produkowała modne zderzaki do automobilów - uchwyty do przewożenia koła zapasowego oraz walizki.
Waldo i Virginia co prawda początkowo zamieszkali w okolicach Oakland, ale że coraz lepiej im się wiodło, w latach dwudziestych mieszkali już pod adresem 169 Ronda w Piedmoncie, jakieś sześć przecznic od domu Burra Eastwooda. Rodziny łączyły nie tylko powiązania z górnictwem i handlem, lecz także fakt, że ich dzieci chodziły do tego samego kościoła i tej samej szkoły.
Clinton Eastwood i Ruth Runner uczęszczali do Piedmont High School, chociaż Ruth zawsze podkreślała, że zmieniła szkołę przed ostatnią klasą i ukończyła słynną Anna Head School w Berkeley, szkołę dzienną i z internatem, założoną w 1888 roku, kształcącą młode damy. Mimo że Runnerowie byli piedmontczykami, nie było ich stać na Anna Head, ale Ruth - jak donosił jeden z krewnych - uparła się, że ze względu na prestiż i tak tam pójdzie. Jej starszy brat Melvin wręcz przeciwnie - był zadowolony, że zostaje w piedmonckiej placówce publicznej. I również w przeciwieństwie do siostry Melvin zdecydował się kontynuować edukację i zdobyć w college'u dyplom inżyniera.
Śliczna, drobna Ruth, chociaż inteligentna, nie była zainteresowana college'em. Miała chłopaka, który był przede wszystkim przystojny, ale jej uwagę przyciągnął Clinton Eastwood, który cieszył się większą popularnością - nie wspominając o tym, że Eastwoodowie zajmowali wyższą pozycję społeczną. Jednym z powodów, dla których Clinton nie wytrzymał długo w college'u - jak opowiadali jego krewni - było to, że Ruth, dwa i pół roku młodsza od swojego pięknisia, chciała jak najszybciej wyjść za mąż, zaraz po ukończeniu liceum.
- Myślę, że Ruth przede wszystkim szukała ojca - powiedział jeden z krewnych, który zastrzegł sobie anonimowość. - A Clinton był za bardzo z siebie zadowolony, żeby mu na kimkolwiek zależało.
Ruth była bardziej przebojowa; nie tylko uganiała się za Clintonem i sfinalizowała związek, krewni przypisywali jej też - i całej rodzinie Runnerów - zrobienie z niego człowieka sukcesu.
- Niektórzy ludzie biorą, inni dają - powiedział jeden z krewnych - a Ruth brała. Myślę, że po niej właśnie ma to Clint.
Ojciec Ruth, Waldo, poszedł w ślady własnego ojca, C.C., gdy dziewczyna miała jakieś szesnaście lat - zostawił żonę i przeniósł się do Los Angeles. Virginia May Runner dalej mieszkała w okolicy Piedmont, ale zasadniczo Ruth Runner została bez jednego rodzica, podobnie jak Clinton, którego matka zmarła w roku 1925. Z tego obopólnego braku musiała się między nimi zrodzić więź, przesądził on też zapewne i o słabościach ich rodzicielstwa, i o jego mocnych stronach.
Z aktu małżeństwa pomiędzy Eastwoodem a Runnerówną z 5 kwietnia 1927 roku dowiadujemy się, że Ruth, lat osiemnaście, jest księgową w firmie ubezpieczeniowej, podczas gdy Clinton pracuje jako kasjer. Urzędnikiem, który udzielał im ślubu, był pastor Charles D. Milliken, z Piedmonckiego Kościoła Międzywyznaniowego. Trzy lata później archiwa odnotowują, że Clinton dołączył do wielopokoleniowej tradycji rodzinnej i został sprzedawcą - akcji i obligacji.
Ich pierwsze dziecko, wielgachny chłopak, urodziło się 31 maja 1930 roku z jakiegoś niejasnego powodu w Saint Francis Hospital w San Francisco. "Od razu zyskał status gwiazdy - powiedziała jego mama w wywiadzie dla angielskiej gazety "News of the World" - bo był największym noworodkiem; ważył ponad pięć kilogramów. Pielęgniarki z ubawieniem pokazywały go innym mamom i nazywały go Samson". Ruth wspominała też, że po dwóch tygodniach w szpitalu, gdy świeżo upieczone mamy zebrały się na szkolenie z przewijania i karmienia, największy noworodek na oddziale dostał pierwszą w życiu rolę: służył pielęgniarkom za model.
Maluch - ewolucyjny wytwór tej mozolnej, często burzliwej, typowo amerykańskiej przeszłości - dostał po ojcu imię Clinton. Drugiego imienia mu nie nadano. Czasami wołano na niego Sonny, czasami Junior. To Clinton senior jako pierwszy był nazywany Clintem - tak zwracali się do niego przyjaciele - choć dziś pod tym jednosylabowym zdrobnieniem cały świat zna jego syna. Jednak niektórzy starsi znajomi z przyzwyczajenia ciągle zwracają się do filmowego gwiazdora nie inaczej niż Clinton1.
1 Barbara Carver-Smith z Lakewood w stanie New Jersey dostarczyła dokumenty i materiały archiwalne z New Jersey, w tym dokumenty dotyczące gruntów i podatków z XVIII wieku podpisane przez Lewisa Eastwooda, pochodzące z miejscowych organizacji historycznych, w tym Monmouth County Historical Association Library z Freehold. Przydatną lekturą była A History of Monmouth County Franklina Ellisa (1885) oraz History of Allentown Presbyterian Church, Allentown, New Jersey, 1720-1970 F. Deana Stormsa (1970).
Ruth A. Carr zawdzięczam wiele źródeł z miasta Nowy Jork i stanu Nowy Jork. Do książek, z których korzystałem, należą: The Encyclopedia of New York City Kennetha T. Jacksona (Yale University Press, New Haven, Conn., 1995), The Eastwood Family in America (maszynopis Sidneya Kingmana Eastwooda, 1967), New York City Cartmen Grahama Russella Hodgesa (New York University Press, New York, 1986), The New York Police, Colonial Times to 1901 Jamesa F. Richardsona (Oxford University Press, New York, 1970), New York: An American City, 1783-1803, A Study of Urban Life Sidneya I. Pomerantza (Columbia University Press, New York, 1938) oraz Minutes of the Common Council of the City of New York, 1784-1831, Volume XII, September 3 1821 to March 31, 1823 (City of New York, 1917).
Korzystałem też z licznych publikacji prasowych, do których dostęp zawdzięczam Onondaga County Public Library, Local History/Special Collections Department: Onondaga's Centennial: Gleanings of a Century, Vol. II Dwighta H. Bruce'a (Boston History Company, Boston, 1896), i History of Onondaga County, New York profesora W.W. Claytona (D. Mason and Co., Syracuse, NY, 1878). Cytaty z dzienników Asy Eastwooda zaczerpnąłem z artykułu prasowego z Onondaga County, bez daty publikacji (ok. września 1908), przejrzałem też same dzienniki, do których dostęp umożliwił mi Syracuse University. Cennych informacji dostarczył mi artykuł Scenes of Yesteryear Lony Flynn, "Cicero Star-News" z 9 marca 1988 roku.
Nekrolog Asy B. Eastwooda ukazał się w "Placer Herald" 4 kwietnia 1908 roku oraz w "Placer County Republican" 11 kwietnia 1908 roku. Sięgnąłem też do działu Placer County J.B. Hobsona w Report of the State Mineralogist (California 1890).
Na dane dotyczące rodzin Kelloggów, Franklinów i Bartholomew trafiłem w A Genealogical Dictionary of the First Settlers of New England, Showing Three Generations of Those Who Came Before May, 1692, On the Basis of Farmers' Register Jamesa Savage'a (Genealogical Publishing Company, Baltimore, 1969), The Abridged Compendium of American Genealogy Fredericka Adamsa Virkusa (F.A. Virkus & Co., Chicago, 1925-42), The Kelloggs in the Old World and New Timothy'ego Hopkinsa (Sunset Press and Photo Engraving Co., San Franciso, California, 1903) oraz Record of the Bartholomew Family: Historical, Genealogical and Biographical G.W. Bartholomew Jr. (Austin, Texas, 1885).
Przeprowadzka rodziny na Środkowy Zachód została udokumentowana w The Historical Encyclopedia of Illinois Newtona Batemana i Paula Selby'ego (Munsell Publishing Co., Chicago, 1902-1916), a przede wszystkim w dziale J.B. Bartholomew napisanym przez Davida McCullucha w Vol. II, The History of Peoria County, Illinois R.G. Ingersolla (Johnson and Co., Chicago, 1880), Elmwood, 1831-1976 przygotowanym przez Elmwood Historical Society, oraz The Girlhood Story of Jennie Bartholomew, opublikowanej nakładem własnym przez Harleya R. Jonesa Jr (1986).
Kronikę przygód jayhawkerów weryfikowałem w Goodbye, Death Valley! The 1849 Jayhawker Escape L. Burra Beldena (Death Valley '49ers, Inc.). Historia o Niedźwiedziu Bartholomew pochodzi z niedatowanego artykułu Charlesa E. Reeda opublikowanego w "Sports Afield" - autorowi dostarczyła go Meredith Runner.
Historię rodziny z okresu Kansas-Kolorado można znaleźć w History of the State of Kansas (A.T. Andreas, Chicago, 1883), History of Kansas Williama E. Connelleya (American Historical Society, Chicago/New York, 1978), Linn County, Kansas: A History Williama Ansela Mitchella (Kansas City, Mo., 1928) i 'Federated Church Centennial of Mound City, Kansas' (MSLS publication, 1966).
Wzmianki o przodkach Eastwooda pojawiły się "Mound City Progress" (Kansas) w wydaniach z 20 lutego 1881 roku, 18 kwietnia 1884 roku, 9 maja 1884 roku, 13 czerwca 1884 roku, 27 lutego 1885 roku, 3 kwietnia 1885 roku, 16 października 1885 roku, 6 listopada 1885 roku, 12 marca 1887 roku i 4 maja 1888 roku. Również w: "Linn County Republic" z 18 kwietnia 1910 roku.
Meredith Runner podzieliła się łaskawie rodzinnymi dokumentami, w tym własnym tekstem Pioneers During the Last Half of the 19th Century'. Cytaty z "Skagway Daily Alaskan" z lat 1889-1908 przekazał Bruce Weber.
Lenore Oyler użyczyła mi rodzinnych dokumentów o Boyle'ach i McLanahanach, a także przekazała mi kopię dziennika Henry'ego Greena Boyle'a.
O historii Piedmont I czytałem w Queen of the Hills: The Story of Piedmont, A California City Evelyn Craig Pattiani (Fresno: The Academy Libary Guild, 1953).
O szczegółach narodzin Clinta opowiedziała Ruth Eastwood w wywiadzie My Daughter, My Son opublikowanym w "Family Circle" 18 maja 1982 roku oraz w tekście How Clint Makes My Day pióra Leona Wagenera w sobotnim magazynie "News of the World" z 11 lipca 1993 roku.
ROZDZIAŁ DRUGI
1930-1953
Filmy puszczane w Oakland i San Francisco w ostatnim tygodniu maja 1930 roku były poprzedzone odgrywanymi scenkami i reklamowane jako "udźwiękowione". Zapowiadano obrazy z Clarą Bow i Ramónem Novarro, niegdysiejszymi gwiazdami filmów niemych, które wkrótce znikną z ekranu, oraz Impresario, w którym przebrzmiały już geniusz Buster Keaton bez powodzenia próbował dostosować swoją komedię do epoki dźwięku.
W gazetach w Bay Area roiło się od doniesień o napadach na bank, obławach na handlarzy narkotyków, krwawych morderstwach, linczach na Murzynach i pikantnych sprawach rozwodowych. W poważniejszych artykułach do głosu dochodził niepokój o naród stojący u progu rewolucji technologicznej. Donoszono, że pierwsze statki chłodnie mają dostarczyć kalifornijskie świeże owoce na Daleki Wschód, o pierwszym międzykontynentalnym użyciu radiotelefonu w samolocie, że amerykańscy naukowcy rozważają w dalekiej przyszłości podróż na Księżyc. Most Golden Gate, który przetnie zatokę San Francisco w 1933 roku, wciąż jest przedmiotem gorącej debaty publicznej.
Chociaż w wielkim kryzysie Bay Area ucierpiał równie mocno jak reszta kraju, niewiele o nim pisano, w miejscowych gazetach należących do konserwatywnych przedsiębiorców przeważał nastrój optymistyczny. Podczas gdy autor Theodore Dreiser na stronie trzeciej gazety z San Francisco pisał, że demokracja to jakiś żart i że to Wall Street sprawuje prawdziwą władzę w Ameryce, strona pierwsza była zarezerwowana dla czołowego bankiera kalifornijskiego A.P. Gianniniego, zapewniającego czytelników, że "w ciągu następnych kilku miesięcy gospodarka powoli, ale zdecydowanie zacznie wracać do formy".
A tymczasem w stanie Kalifornia bezrobocie w 1932 roku wzrosło do 28 procent, ludzie tracili posady w wytwórstwie, transporcie, sprzedaży, w większości działów gospodarki. W 1934 roku potężne strajki dokerów przerodziły się w strajk powszechny, który zatrzymał gospodarkę w Bay Area. Czasy były ciężkie, prości ludzie cierpieli.
Chociaż w Piedmoncie nikt nie bagatelizował kryzysu, nie był on też kluczowym elementem codziennego życia. Piedmont był dzielnicą bogaczy, prawdziwie elitarnym przedmieściem Oakland, tak elitarnym, że aż do decyzji Sądu Najwyższego w 1948 roku nie mieli tu szansy zamieszkać czarni, Żydzi ani Azjaci. Może i kryzys uszczuplił konta bankowe tutejszych mieszkańców, ale wielu dalej uprawiało kosztowne hobby i należało do country clubów.
Przez czterdzieści lat z materiałów promocyjnych Clinta dowiadywaliśmy się - i on sam podkreślał to w wywiadach - że jego miastem rodzinnym jest Oakland, a robotniczy wizerunek dodawał splendoru jego archetypicznym sukcesom. Kiedyś powiedział, że w swoich filmach tak często nazywa ludzi dupkami, bo właśnie pochodzi z Oakland1.
Richard Schickel w swojej biografii Clinta jako pierwszy przeniósł go do Piedmontu. W książce z 1996 roku czytamy, że Eastwoodowie mieszkali w "skromnym, krytym gontem domu" w Piedmoncie w latach II wojny światowej, a jednocześnie Schickel szybko dodaje, że dom ów stał "blisko granicy Oakland, które było miastem robotników, ośrodkiem przemysłowym zawsze krzywdząco porównywanym do wytwornego San Francisco po drugiej stronie zatoki, a nie do konserwatywnego Piedmontu, który rościł sobie prawa do jego lojalności".
Zanim Clinton Eastwood senior poślubił Ruth Runner w 1927 roku, obie rodziny miały już w Piedmoncie ustaloną pozycję. Z początku nowożeńcy mieszkali w Beacon, w kamienicy jedną przecznicę od Lakeshore Avenue, czyli pod porządnym i atrakcyjnym adresem, niecałe półtora kilometra od Piedmontu, bo nie w jego granicach. Później przenieśli się do Woodhaven Way, kilka przecznic na północ od granic Piedmontu. Więc to prawda, że dzieciństwo Clint spędził na obrzeżach Piedmontu, a jego pierwsze wspomnienia są powiązane z miejscami, które należały do Oakland.
W latach 1933-1934, w szczycie kryzysu, Clinton senior i Ruth opuścili tę okolicę. On się zatrudnił jako sprzedawca w Eastwood Bay Refrigeration Products tuż przed okresem największych zwolnień. W materiałach promocyjnych Clinta czytamy, że jego ojciec musiał szukać pracy gdzie się da i w każdym fachu. "Młoda rodzina przemieszczała się starym samochodem, na jednokołowej przyczepce ciągnąc cały dobytek" - czytamy w jednym z doniesień o niedolach Eastwooda. Ta jednokołowa przyczepka - według innych materiałów "dwukołowy wózek" - przemierzała drogi całej Kalifornii, mijając dzielnice nędzy sklecone ze zgniecionych puszek po tytoniu Prince Albert.
Ojciec Clinta był młody i w przeciwieństwie do innych piedmontczyków nie miał dyplomu college'u ani umiejętności zawodowych. Starszy brat Ruth, Melvin, nieraz musiał wyciągać rodzinę z kłopotów. Jako absolwent Uniwersytetu Waszyngtońskim Melvin przez cały wielki kryzys pracował na dobrze opłacanych posadach w międzynarodowych korporacjach i świetnie sobie radził; poza tym bogato się ożenił. Gdy Clinton senior stracił pracę, Melvin zaproponował mu zatrudnienie w firmie chłodniarskiej w Spokane. Ruth mówiła, że rodzina mieszkała wówczas w Spokane przez rok, chociaż w rzeczywistości nie trwało to tak długo. Zdaniem krewnych Clinton senior nie wierzył w siebie, jeśli chodzi o karierę zawodową, i nie miał wielkich ambicji. Potrzebował pomocy i wsparcia - ze strony Melvina, starszego brata Burra, a zwłaszcza ze strony Ruth.
Po Spokane przyjaciele znaleźli ojcu Clinta pracę przy tankowaniu paliwa na stacji Standard Oil przy Sunset Boulevard, w miejscu, gdzie ulica ta dochodzi do Pacific Coast Highway, na północnych obrzeżach Santa Monica. Rodzinę stać było na "połowę bliźniaka" (jak to ujął Richard Schickel) w Pacific Palisades, co pozwalało im na regularne wizyty na pobliskich plażach, gdzie pewnego dnia czteroletni Clint o włos uniknął śmierci, gdy mało nie zmyła go wysoka fala.
W Pacific Palisades rodzina spędziła mniej więcej rok i nieco krótszy czas w połowie bungalowu w centrum Los Angeles, przecznicę na południe od Olympic przy Curson Avenue - ten adres zapisano, gdy 18 stycznia 1934 roku na świat przyszła siostra Clinta Jeanne. W akcie urodzenia matka podaje zawód "gospodyni domowa" i nadmienia, że od ślubu nie pracowała poza domem.
Media nie bardzo interesują się Jeanne. Chociaż w późniejszych latach czasami pojawia się publicznie na imprezach ku czci słynnego brata, nigdy nie udzieliła wywiadu na jego temat. Clint był tylko cztery lata od niej starszy, nie miał innego rodzeństwa i można by pomyśleć, że byli szczęśliwymi towarzyszami zabaw. O dziwo jednak sam Clint nie pozostawia co do tego wątpliwości - dzieci nie łączyła zbyt silna więź.
Praca na stacji się skończyła i Eastwoodowie musieli ruszać dalej. Lepiej się więc nie przywiązywać do inspirującego wyobrażenia Clinta wychowanego "wśród prostych mieszkańców Oklahomy czy też snującego się tam i z powrotem po Kalifornii w poszukiwaniu pracy", jak to opisał Norman Mailer w magazynie "Parade". Mailerowi można wybaczyć, bo czytał te same artykuły w gazetach co wszyscy. "W tych przeprowadzkach nie było nigdy elementu paniki ani desperacji - wyjaśnia Schickel. - Eastwood senior zawsze miał nagraną posadę, zanim rodzina zaczęła się pakować. A Clint w tym okresie nigdy nie czuł się niekochany czy porzucony".
Na ogół Eastwoodowie korzystali z rodzinnych kontaktów zawodowych. Kursowali między takimi miastami jak Redding czy Sacramento w północnej części stanu. Chociaż większość tych posad wiązała się z pracą biurową, ojciec Clinta wyznawał "wartości robotnicze", jak lubił tu ujmować aktor. W Sacramento, stolicy stanu, Eastwoodowie pojawili się w roku 1936 i potem znowu w roku 1939, za jednym i drugim razem Clinton senior pracował jako sprzedawca obligacji, a przy adresie rodziny w książce telefonicznej widnieje "h", co wskazuje, że mieli dom w porządnej dzielnicy.
Pod koniec lat trzydziestych Clinton senior podjął pracę w firmie jubilerskiej Shreve, Crump i Low w San Francisco, "wówczas kontrolowanej przez firmę młodego człowieka, z którym kiedyś grał w futbol", jak to ujął Schickel. Niedługo później, czytając rubrykę Nieruchomości, Ruth trafiła na ogłoszenie jednej ze swoich ciotek - wystawiała ona na sprzedaż swój dom w Piedmoncie. "Doskonale ten dom znaliśmy - opowiadała zawsze matka Clinta. - Domy w Piedmoncie w ogóle się nie sprzedawały, więc kupiliśmy go za bardzo niską zaliczkę i płaciliśmy niewielkie raty"2.
Eastwoodowie przeprowadzali się tak, załatwiając z wyprzedzeniem pracę dla ojca Clinta, przez niespełna sześć lat. "To był gówniany okres"3 - mówił Clint w 1976 roku w wywiadzie dla "Village Voice", językiem, który zmieniał zależnie od okoliczności. "Nie byliśmy wędrownymi pracownikami" - powiedział innym razem magazynowi "Rolling Stone". "To nie były żadne Grona gniewu, ale awans społeczny też nie"4.
Eksponowanie "gównianego okresu" w niektórych wywiadach było dogodne. Ale sceneria wielkiego kryzysu w filmie Droga do Nashville (Honkytonk Man) jest zwykłym mydleniem oczu w kontekście niewątpliwej tragedii postaci granej przez Clinta, autodestrukcyjnego kowboja i muzyka Reda Stovalla. Nastrój tego okresu oddany jest pobieżnie i niedbale, obrazkami z ferrotypów Walkera Evansa - jak te osiedla szop z puszek po tytoniu, które Clint wspominał z przeprowadzek rodziny.
Przed 1940 rokiem rodzina Eastwooda wróciła w pobliże Piedmontu, zamieszkała nieco na południe od jego granic, w okolicach Ardley Avenue niedaleko domu, w którym dożyła swych dni Sophia Runner, prababcia Clinta. Pozostali Eastwoodowie nigdy nie opuścili okolicy. Starszy brak Clintona, Burr junior, mieszkał przy Clarendon Crescent przez cały wielki kryzys; sprzedawał akcje dla banków kalifornijskich, a później pracował we Franklin Wulff Co. Clint często odwiedzał między innymi córkę Burra, Inez, swoją siostrę cioteczną, krewną najbliższą mu w młodości.
Inną osobą, którą Clint widywał regularnie w latach trzydziestych, była matka Ruth, Virginia May Runner, głowa rodziny Runnerów po śmierci Sophii w 1929 roku. Babcia Runner mieszkała w rejonie Oakland-Piedmont aż do 1936 czy 1937 roku, gdy z każdą kolejną przeprowadzką na wieś osiedlała się coraz dalej od wschodnich obrzeży Oakland. Jej pozostałe dzieci nie mieszkały w okolicy. Babcia Runner była sama i najpewniej miała bzika na punkcie najstarszego wnuka.
"Od czasu do czasu robiło się tak ciężko, że rodzina musiała się rozdzielać"5 - głosi jedna z często powielanych kaczek dziennikarskich o życiu Eastwoodów w tym okresie. Clinta odsyłano na długi czas na ranczo babci niedaleko Sunol. Jeśli wierzyć źródłom, które bardzo chciały wyjaśnić umiejętności kowbojskie Clinta, to właśnie babcia Runner nauczyła wnuka jeździć konno i zajmować się końmi. Wykonywał prace pomocnicze na jej ranczu, ucząc się takich wartości jak poczucie obowiązku i poświęcenie.
- Babcia bardziej mnie ukształtowała niż jakakolwiek edukacja - powiedział Clint w którymś wywiadzie. - Mieszkała zupełnie sama i była samowystarczalna6.
Może babcia Runner była wyjątkowym, niezależnym duchem, ale podobnie jak pozostałym "samowystarczalnym" Eastwoodom, nie brakowało jej pieniędzy, miała spadek, pieniądze od męża i finansowe wsparcie od syna Melvina, coraz bogatszego inżyniera obieżyświata. Podobno matka aktora, słysząc anegdoty o Clincie mieszkającym z babcią Runner, oponowała, że nie pamięta, by jeździł tam na dłużej niż tydzień czy dwa, a i to tylko od czasu do czasu. Lepiej jednak brzmi wersja, że jeździł na dłużej, kształtując sobie charakter.
Clinton junior nie miał dziesięciu lat, gdy senior znalazł bardziej intratną posadę jako agent ubezpieczeniowy w Connecticut Mutual Life Insurance Co. Po wybuchu wojny, chcąc uniknąć powołania do wojska, pracował też przy instalacjach wodnych w stoczniach. Dzięki potrzebom wojennym gospodarka się ożywiła i w roku 1942 sytuacja Eastwoodów była już lepsza. Wtedy rodzina pojawia się pod modnym adresem Hillside Avenue 107, mieszkając w piętrowym domu z dużym podwórkiem, który korzystnie wypadał przy sąsiednich i dzielił go tylko krótki spacer od piedmonckiej szkoły.
Gówniany okres był krótki i się skończył. Jak na tamte czasy, Eastwoodom wiodło się lepiej niż przeciętnej rodzinie z klasy średniej. Ale sześć lat spędzonych z dala od Piedmontu mało nie pozbawiło Clinta uprzywilejowanej pozycji. Ten okres to jego "Różyczka", utracone powiązanie z rodziną i domem, a może zaczątkiem romantycznej wyobraźni.
O dziwo, jak na rodzinę, w której historii aż się roi od budowniczych kościołów i zagorzałych dewotów, Clint nie pojawia się w księgach chrztów ani archiwach niedzielnych szkółek Bay Area. Wszystkie przeprowadzki złożyły się na lukę w tej kategorii.
Chociaż w swoich filmach Clint kreował się na bohatera moralnie złożonego, wyznaje, że nie należy do żadnego Kościoła. Nie praktykował, nawet jako dziecko. Gdy David Frost roztrząsał temat Boga w jednym ze swoich znakomitych wywiadów telewizyjnych z Clintem, aktor kluczył coraz bardziej, uciekając się do natury jako swojego głównego źródła duchowego.
- Religia jest dla ciebie ważna? - spytał Frost. - Bóg?
- Podchodzę do tego bardzo po swojemu - powiedział Clint. - Ja po prostu nie przepadam za żadną zorganizowaną formą pobożności. Ale zawsze miałem bardzo silne odczucia w tych sprawach... chyba. Zwłaszcza gdy jestem w plenerze. Pewnie dlatego zrobiłem tyle filmów na otwartej przestrzeni. Ale religia to moim zdaniem coś bardzo osobistego. Nigdy o niej nie rozmawiałem ani nie filozofowałem na głos na jej temat. Chodzi mi o to... że, no wiesz, siedzisz na jakiejś pięknej górze albo w Górach Skalistych, albo gdziekolwiek i po prostu... Wielki Kanion to coś takiego... i nagle chcesz czy nie chcesz, wzruszasz się. Ta planeta jest straszliwie stara, a z tego całego czasu na ludzi przypada ot, tyle... - Pstryka palcami. - Więc myślisz: "Jak to się wszystko stało?". Możesz tak się zastanawiać w nieskończoność, ale to fajne filozofować na ten temat, pod warunkiem, że przez to filozofowanie nie skoczysz w przepaść7.
Kiedy na początku lat czterdziestych Eastwoodowie zamieszkali przy Hillside Avenue, była to ekskluzywna okolica, malownicza, z piętrowymi domami. W salonie stało pianino babci Andy, na przestronnym podwórku było miejsce na zestaw sztang. Po kilku latach przeprowadzą się do jeszcze większych domów, takich z basenami na tyłach. Poświęcali dużo czasu na rekreację, grali w tenisa i golfa w ekskluzywnych klubach (przez krótki czas Clint zarabiał na kieszonkowe jako caddy, pomocnik golfistów). Mieli też domek nad jeziorem niedaleko Fresno.
W Piedmoncie młodzieńcowi żyło się dobrze. Były tam zbiornik wodny i potoki, gdzie dzieci skakały do wody z wysoko zawieszonych lin albo łowiły bassy. Parki krajobrazowe idealnie nadawały się do wędrówek i kempingów. W zżytej społeczności wszyscy się znali, a dzieciaki mogły się bawić do zmroku.
Młody Clinton zaliczył w sumie osiem czy dziesięć szkół - ta statystyka w wywiadach ma podkreślać owe robotnicze lata trzydzieste, które upłynęły na ciągłych wędrówkach. Ale większość dzieci w tamtych czasach uczęszczała do osobnej szkoły podstawowej i gimnazjum, zanim przeszły na kolejny etap edukacji. Co najmniej raz zmiana szkoły Clinta nie miała nic wspólnego z przeprowadzkami, a mianowicie gdy po roku opuścił swoje pierwsze liceum.
Glenview (niedaleko Ardley Avenue), Crocker Highlands (nazwa na cześć bankowców, którzy ufundowali placówkę) i Frank Havens School (nazwa upamiętniająca jednego z założycieli miasta) - trzy z podstawówek, do których chodził chłopiec, znajdowały się w pobliżu Piedmontu. Szkoła Havens miała już wówczas charakter lokalny, a pewnego dnia w Crocker Highlands potargany chłopiec usiadł do klasowego zdjęcia z kolegami, pośród których znajdował się Jackie Jensen, przyszła gwiazda Boston Red Soxa.
Szkoły w Piedmoncie wyprzedzały resztę kraju pod względem wyposażenia, prowadzenia lekcji, a nawet kształtowania świadomości zdrowotnej i żywieniowej. Rodziców zachęcano, żeby narzucali dzieciom intensywne reżimy sprawnościowe: obejmowały one odpoczynek, aktywność na świeżym powietrzu i zdrową dietę ("dużo mleka, warzyw, płatków, jaj, owoców i wody" - jak mówi jeden z podręczników).
Jako najstarsze dziecko i dziedzic nazwiska chłopiec miał czuć się, jak to ujęto w innym kontekście w Co się wydarzyło w Madison County (The Bridges of Madison County), "jak młody książę". Do tego był szczęściarzem - los był dla niego szczodry, jeśli chodzi o rodzinę i środowisko, o wygląd i kondycję fizyczną. Gdy był mały, matka podsadzała go nad ogrodzenie podwórka i wołała do sąsiadów: "Ale z niego przystojniak, co?!". I rzeczywiście był z niego przystojniak. Jeszcze przed osiągnięciem nastoletniości zapowiadał się na wysokiego (a ostatecznie mierzy ponad metr dziewięćdziesiąt) i był o głowę wyższy niż większość chłopaków w jego wieku. W całej okolicy słynął z długiego kroku. Miał włosy zawsze w nieładzie, błyszczące zielone oczy i ten wielki, rozbrajający uśmiech. Uśmiech, dzięki któremu nawiązywał z ludźmi magiczną więź i którym ich zarażał.
Jeśli jednak zajrzeć do gimnazjum, to niewiele wyróżnia Clinta spośród innych chłopców. Nie on jeden roznosił gazety, dostarczając "Oakland Tribune" klientom przy Piedmont Avenue. Najmował się też do strzyżenia trawników i pakowania zakupów, działał w skautach i zbierał złom w konkursach sąsiedzkich stanowiących element amerykańskiej wojny na tyłach.
Nic nie zapowiadało jego kariery w show-biznesie. Szukając genezy aktorskiej profesji, matka powiedziała, że jako chłopiec Clint czasami wyobrażał sobie towarzyszy i odgrywał zabawkami wymyślone sceny. "Lubił bawić się sam - powiedziała Ruth Eastwood. - Każda z jego zabawek miała określoną osobowość. Rozmawiały z nim i odgrywały jego pomysły". Opowiadała też - to akurat anegdota z dzieciństwa typowa dla wielu Amerykanów, nie tylko Clinta - jak jej syn z kolegą polewali się keczupową krwią w czasie zabaw w kowbojów na podwórku.
- Ponieważ niemal zawsze byłem nowym chłopcem w okolicy - powiedział Clint miesięcznikowi "McCall's" w 1987 roku - często bawiłem się sam, a w takiej sytuacji wyobraźnia staje się bardzo aktywna. Tworzysz w głowie całą mitologię...8
Do mitologii można by zaliczyć już przesadzone "sam". Ruth Eastwood powiedziała, że nawet ona niczego takiego nie pamięta. Nie wiedziała o tym również paczka kumpli, do której "samotny wilk" należał - kilku towarzyszyło mu przez spory kawał życia w gimnazjum, a niektórzy pozostali aż do czasów Hollywood.
Clint lubił mówić, że zetknął się z aktorstwem już w Piedmont Junior High, do którego wcześniej chodzili jego rodzice, podobnie jak reszta Eastwoodów. Była to jedna z imponujących lokalnych placówek, połączona z liceum, miała duży kampus, nowoczesny basen i salę gimnastyczną. Nieoczekiwanie nauczycielka angielskiego z ósmej klasy Gertrude Falk wybrała Clinta do głównej roli w jednoaktówce ("Pewnie chciała mi pomóc, bo byłem introwertykiem, w klasie trzymałem się na uboczu"). To nie było żadne wielkie przedstawienie, ot, zadanie na lekcji angielskiego. Harry Pendleton, jeden z kumpli Clinta, też miał w tym zagrać, i podzielał obawy Clinta. Żeby nadać przedsięwzięciu wagi, pani Falk zapowiedziała, że odegrają sztukę w szkolnej auli.
Jak zdradził Clint przy jakiejś okazji - był tak przerażony, że mało nie został w domu tego dnia. W 1974 roku wyznał magazynowi "Playboy", że przedstawienie było tragiczne: "Wiele kwestii pomyliliśmy". Harry Pendleton miotał się ze swoją kopią scenariusza ukrytą w gazecie, podczas gdy Clint ciągle wpadał na elementy scenografii. Wreszcie się rozkręcili, budząc na widowni pełen zachwytu śmiech. Po paru minutach cała udręka się skończyła9.
W autoryzowanej biografii czytamy, że była to "rzadka chwila rozpoznawalności w generalnie anonimowej szkolnej karierze", a Clint odebrał "małą lekcję życia". Wniosek, który z niej wyciągnął, brzmiał: "Nigdy więcej!". Eastwood w innej sztuce na pewno okazałby się świetny, ale przy tamtej okazji nakreślił się już pewien schemat: los wybiera najwyższego, najprzystojniejszego gościa z tłumu i składa mu niespotykane oferty.
We wszystkich swoich licznych wywiadach Clint ani razu nie wspomniał, że chodził do teatru albo oglądał jakąś sztukę. Zawsze mówił przede wszystkim o filmach. Jak wszyscy, Clint jako chłopiec chodził na sobotnie popołudniówki i seanse dwufilmowe, chociaż niewątpliwie przez głowę mu nie przechodziło, że zrobi karierę w filmie czy w ogóle w jakiejś dziedzinie sztuki. Grona gniewu (The Grapes of Wrath), Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków (Snow White and the Seven Dwarfs), Przeminęło z wiatrem (Gone With the Wind), Yankee Doodle Dandy i Sierżant York (Sergeant York) - te tytuły Clint wymieniał jako obrazy, które zrobiły na nim wrażenie w dzieciństwie - były wielkimi przebojami lat trzydziestych i czterdziestych i oglądali je wszyscy.
Dopiero gdy pracował jako aktor kontraktowy w Universal Pictures, nadrobił zaległości w klasyce kinowej. Tam poznał nazwiska takich reżyserów jak Howard Hawks i John Ford, do których pewnego dnia będzie porównywany (sam lubił się do nich porównywać). Musiał jednak uzupełnić braki w wiedzy o historii filmu i wypadł nieźle, nawet gdy zgrywając kinomana, wychwalał George'a Cukora za olśniewające zbliżenie Grety Garbo w Królowej Krystynie (Queen Christina) - tylko że reżyserem filmu był Rouben Mamoulian10.
Ze sztuk popularnych zdecydowany entuzjazm budziła w Eastwoodzie muzyka. Jego ojciec grał na gitarze i śpiewał w przygodnych kapelach występujących na imprezach; czasami dołączała do nich z mandoliną Ruth, która kolekcjonowała też płyty jazzowe. Clint dorastał jak postaci z filmu Co się wydarzyło w Madison County: słuchając jazzu i rhythm and bluesa z oaklandzkiego radia KWBR. Zaczynał od eksperymentalnego improwizowania na skrzydłówce i klarnecie, potem jednak postawił na pianino babci Andy, naśladując ulubieńców matki, gigantów jazzu, Arta Tatuma i Fatsa Wallera. Większość edukacji muzycznej odebrał w domu, ale pobrał kilka lekcji pianina od nauczycielki, która mieszkała niedaleko Berkeley.
Pod wpływem matki Clint znał jazz, a z okresu nastoletniego czule zapamiętał koncerty Jazz Night w Oakland Symphony. Jazzowe hobby rozwinęło się w pasję. Odnosiło się wrażenie, że Clint jest najszczęśliwszy, gdy się zatraca w muzyce. "W jego oczach dostrzec można fascynację umysłu" - napisał reporter "San Francisco Chronicle", przyglądając się po latach Eastwoodowi na występie Oscara Petersona. "Skoncentrowany bez reszty, budzi się tylko pomiędzy numerami, by krzyknąć z niedowierzaniem coś niecenzuralnego"11.
Z jeszcze jednego powodu granie riffów na pianinie sprawiało mu taką przyjemność, którą kompani Clinta już wtedy doceniali.
- Jeśli umiesz grać na jakimś instrumencie - wyjaśnił Don Loomis, jeden z kolegów szkolnych Eastwooda - nieźle sobie radzisz z dziewczętami. Przynajmniej drzwi stoją otworem.
- W tym wieku byłem trochę nieśmiały - powiedział Clint w wywiadzie dla pisma "Rolling Stone" w 1985 roku - ale na imprezie mogłem usiąść i zagrać bluesa. A laski schodziły się do pianina i nagle się okazywało, że masz randkę12.
Jego niezdarność była jednocześnie autentyczna i udawana.
- Kiedy cię zauważył, nie odzywał się, tylko przyzywał ruchem brody albo zatykał kciuk za pasek spodni i wskazywał na ciebie palcem wskazującym - mówił Ross Hughes, sąsiad z Piedmontu. - Zauważyłem, że zanim zagadał do jakiejś panny, dwukrotnie przełykał ślinę.
Dziewczęta lubiły nieśmiałość, choćby i udawaną. Clint przyznał, że rozpoczął współżycie nietypowo wcześnie, bo w wieku czternastu lat. Richardowi Schickelowi powiedział tylko: "Miałem ładne sąsiadki", co biograf skomentuje uwagą: "...nic więcej nie powie o tej doniosłej chwili. Był wówczas niewyobrażalnie dyskretny - żeby nie powiedzieć tajemniczy w temacie swoich przygód miłosnych, i to się nie zmieni".
Nie do końca taki dyskretny ani skryty, szczerze mówiąc. Kumple Clinta zawsze przechwalali się dziewczynami i podbojami miłosnymi, a on w ich towarzystwie robił to samo. W Hollywood najbliżsi kumple też słuchali o jego podbojach, ze wszystkimi lubieżnymi szczegółami, na długo przed prasą bulwarową.
Po ukończeniu Piedmont Junior High School Clint chodził oczywiście do Piedmont Senior High School, w każdym razie od stycznia 1945 do stycznia 1946, kiedy to pojawiły się problemy.
Z dokumentów wynika, że Clintowi edukacja szła słabo i zaczął uczęszczać na letnie zajęcia wyrównawcze, żeby zdobyć jako takie stopnie. Chociaż porządnie wychowany i urodzony w dobrej rodzinie, coraz częściej przyjmował pozę Jamesa Deana - odmieńca, buntownika. W pewnym sensie był to pierwszy wizerunek, jaki przyszły aktor filmowy dopracował.
Nazywanie młodego Clinta introwertykiem - a dzieje się tak w wielu artykułach - jest nie do końca trafne. Chwilami rzeczywiście bywał zasłuchany, cichy, ale bywał też zadziwiająco gadatliwy. Nie do końca zgodne z prawdą jest też określanie go mianem samotnika. Lista dobrych przyjaciół z tego okresu jest długa i obejmuje Fritza Manesa, Dona Kincaida, Dona Loomisa, Jacka McKnighta, Harry'ego Pendletona, Milta Younga i innych. Trzymali się paczką.
Clint zdecydowanie nie należał do osób łatwo przyłączających się do grup - nie był graczem zespołowym ani nie przewodził swojej paczce. Chociaż umiał grać na różnych instrumentach, nie znajdziemy go w szkolnej kapeli. Chociaż miał sylwetkę sportowca, nie uprawiał żadnej dyscypliny. Pierwsze materiały promocyjne na jego temat - typowo amerykańska faza w Universal - serwują bajkę, że Clint był gwiazdą w licealnej drużynie koszykówki, i permutacje tego konceptu znajdziemy w wszystkich jego życiorysach powielanych przez lata w artykułach i książkach, nawet w tak dobrze poinformowanych i bieżących źródłach jak "Current Biography Yearbook" (1989).
Eastwood w wywiadach nie miał nic przeciwko tej małej farsie - mówił, że grał "trochę w kosza" i "trochę w futbol w gimnazjum". Pochlebna, standardowa promocja gwiazdy filmowej. Natomiast ani w kosza, ani w futbol nie grał na tyle, żeby wspomniano o tym w szkolnych rocznikach.
- Nie angażowałem się poważnie w trenowanie czegokolwiek, bo ciągle się przeprowadzaliśmy - powiedział magazynowi "Rolling Stone", chociaż po roku 1940 rodzina nigdzie się już nie przeprowadzała13.
Wizerunek Clinta jako sportowca z czasów liceum śmiechem kwitują najdawniejsi znajomi. Mówią, że chciał uprawiać najwyżej sporty indywidualne, klasyczne rozrywki klasy średniej: tenis i golf. "Clint ma niezłą koordynację - mówił Don Kincaid. - Jest dobrym sportowcem. Z tym wzrostem byłby niezły w kosza, ale to go chyba w ogóle nie pociągało".
Pracę zespołową ludzie będą wychwalać jeszcze po latach w odniesieniu do firmy Clinta, Malpaso. Ale w Malpaso to zespół rozdzielał obowiązki, Clint był tam niekwestionowanym, choć niechętnym przywódcą, co odbijało się echem w wielu filmach, w których grał antyspołecznego bohatera znajdującego się w sytuacji kryzysowej wymagającej zdecydowanego działania.
Niektórzy z jego kolegów faktycznie byli sportowcami i działali aktywnie w klubach towarzyskich; inni, z biedniejszych dzielnic, szczycili się niechodzeniem na lekcje i konkurowali ze sobą na psikusy wobec nauczycieli. Clint, wyjątkowo sympatyczny, był akceptowany przez obie grupy, chociaż z żadną się nie identyfikował.
Podobnie jak bogatych kolegów, stać go było na koszule Pendletona i nowe lewisy. Ale w przeciwieństwie do tych, którzy "jeździli lepszymi wozami niż moi rodzice"14 - jak sam mówił - nastoletni Clint musiał się zadowolić poobijanymi roadsterami. Bogaci kumple akceptowali Clinta ze względu na jego wygląd i pozycję społeczną, inni lubili jego pozę buntownika.
W pierwszej klasie liceum poza buntownika najwyraźniej przeważyła, choć dokładnie nie wiadomo, dlaczego Clint opuścił Piedmont High School. W najdawniejszych materiałach promocyjnych znajdziemy dziwaczny koncept, że nastolatek przeszedł do Oakland Tech, by zostać gwiazdą tamtejszego pierwszorzędnego wydziału dramatycznego. Jeszcze w okresie Drogi do Nashville konsekwentnie lansowano wersję, że Clint "uporczywie opierał się wysiłkom nauczycieli sztuk dramatycznych w Oakland Technical High School, którzy chcieli go obsadzić w szkolnych przedstawieniach". Nawet absolwenci tej placówki uwierzyli w powszechnie powtarzaną bajkę, że Clint był gwiazdą licealnych przedstawień. Jeden kolega z Oakland Tech tak odpisał na moje zapytanie: "Nie znałem go [Clinta] osobiście, ale oczywiście wszyscy wiedzieli, że to gwiazda szkolnych przedstawień".
Starzy kumple Clinta reagują na to śmiechem. W Piedmont High School prowadzono świetne zajęcia dramatyczne, ale w Oakland Tech - gdzie Clint wylądował - lepsze. Oakland Tech szczycił się jedną z najlepszych klas aktorskich w mieście, może nawet w całej północnej Kalifornii, prezentowała ona ambitny program adaptowanych sztuk broadwayowskich, szekspirowskich, organizowała doroczne pokazy, prowadziła teatr dziecięcy. Ale Sally Rinehart Nero, która uczyła angielskiego i sztuki aktorskiej w jedenastej i dwunastej klasie w Oakland Tech, twierdziła, że Clint Eastwood nie chodził na żadne jej zajęcia. Nigdy nie wziął udziału w przesłuchaniach do żadnej sztuki ani w żadnej nie grał. Dodała, że już ją o to pytali ludzie, którzy z materiałów promocyjnych wywnioskowali, że Eastwood jest jej wychowankiem.
- Nikt nie pamięta Clinta - podsumowała kategorycznie.
Oficjalna biografia Eastwooda sugeruje, że opuścił on Piedmont, bo "doskwierało mu to, że w Piedmont nie ma żadnych czarnych, żadnych Azjatów, są tylko ze dwie rodziny żydowskie". Rzekomo zaczął pogardzać taką bigoterią. To również wywołuje śmiech u starych kumpli, wszystkich jak jeden mąż białych chłopców z klasy średniej, jak on sam.
Odejście Clinta ze szkół piedmonckich nie miało nic wspólnego z grą ani ze świadomością rasową. Wiele lat później oaklandzka gazeta doniosła, że Eastwood odszedł z Piedmont High School, bo go o to poproszono. "Napisał nieprzyzwoitą uwagę na temat pracownika szkoły na tablicy wyników, poza tym na szkolnym trawniku spalił czyjąś kukłę"15. Jak napisano w artykule: władze placówki przekazały mu zdecydowaną sugestię, że powinien kontynuować naukę gdzie indziej. W papierach nie ma śladu po żadnym z tych incydentów, widnieje tam sucha informacja, że odchodzi.
Nauka w Oakland Tech stanowi element wizerunku Clinta jako dziecka z rodziny robotniczej, bezrefleksyjnie powielany w kolejnych artykułach. Nawet tak szacowne źródło jak "New York Times" pisało wielokrotnie, że aktor "wychował się w zróżnicowanej klasowo i rasowo części Oakland, wśród rodzin czarnych, azjatyckich i meksykańskich" (17 października 1996 roku) i chodził do liceum w okolicy, "z której wywodzi się też Billy Martin, menedżer drużyn bejsbolowych, a także wielu Brudnych Harrych" (24 lutego 1985 roku).
Z tym że człon "Technical" wcale nie oddawał profilu szkoły. W placówce działały klasy handlowe i biznesowe, ale też specjalizujące się w różnych dziedzinach sztuki, literaturze, językach obcych, naukach ścisłych, prawie, historii i matematyce na poziomie zaawansowanym. Ambitny był program nauczania akademickiego, szkoła współpracowała z Uniwersytetem Kalifornijskim, a większość uczniów zapowiadała się na studentów college'u. Była to naprawdę renomowana szkoła średnia, chociaż zdecydowanie inna niż Piedmont, bo chlubiła się, że wśród dwóch tysięcy jej uczniów z Oakland można znaleźć całe spektrum rasowe i społeczne.
Na początku ostatniej klasy Clint miał dwa życiowe cele: "szybkie samochody i łatwe kobiety", jak sam mówił16. Miał własny wóz, zanim jeszcze osiągnął wiek wymagany do zdobycia prawa jazdy, rozwoził nim gazety. Potem miał kolejne fordy i chevrolety. W jego towarzystwie do dobrego tonu należało jeżdżenie kradzionymi autami, uczestniczenie w wyścigach czy obściskiwanie się z dziewczętami w samochodach.
Gdy Clint już sam został producentem, ciągnęło go do historii skonstruowanych wokół niegasnącej miłości do podróży samochodem, motorem czy innymi pojazdami. Piorun i Lekka Stopa (Thunderbolt and Lightfoot), Wyzwanie (The Gauntlet), Droga do Nashville, Różowy cadillac (Pink Cadillac), Żółtodziób (The Rookie) czy Doskonały świat (Perfect World) to same oczywiste przykłady - im więcej w scenariuszu pościgów i stłuczek, tym lepiej.
Czym jeszcze Clint się zajmował? W Oakland Tech interesowały go nie sztuki dramatyczne, orkiestra czy sport, lecz handel i mechanika samochodowa. A także konserwacja samolotów ("Pod wpływem wojennych filmów lotniczych obudziła się w nim romantyczna miłość do latania" - napisał Richard Schickel).
- Odrestaurowałem jeden silnik do samolotu i jeden do auta - powiedział Eastwood magazynowi "Crawdaddy" w 1978 roku. - Nigdy nie miałem kasy, więc nie stać mnie było na nic pokazowego. Myślę, że młodzi ludzie w pewnego rodzaju miastach, gdzie wozy to całe ich życie, przechodzą różne fazy. Najpierw wozy, potem laski17.
Po szkole, gdy niektórzy ze znajomych grali w futbol albo uczyli się, żeby poprawić stopnie, Clint uczesany w kaczy kuper i w skórzanej kurtce spędzał czas na miejscowej stacji benzynowej, gdzie pracował jego kumpel, i zajmował podnośnik swoim samochodem.
Samochody, dziewczyny, piwo: Clint nie wybiegał myślami daleko w przyszłość. Spędzał czas z kumplami - w Coffee Danforth's, gdzie słuchali młodego pianisty Merva Griffina, potem stałego pracownika stacji KFRC; w bluesowej knajpie o nazwie Hambone Kellys w El Cerrito; w pizzerii Omar w centrum Oakland, gdzie Clint czasami siadał za pianinem i grał za "pizzę i napiwki", a "pizza była lepsza niż napiwki".
- Słyszałem, jak to opowiadał, i sam to opowiadałem miliony razy, a czy ta historia zyskuje czy traci przy powtórkach, nie mam pojęcia - wspominał jeden z paczki, Fritz Manes - ale Clint rzeczywiście grał na pianinie, aż palce mu krwawiły.
Podstawowy skład paczki zasadniczo się nie zmieniał, natomiast dziewczyny przychodziły i odchodziły, niektóre zostawały na dłużej. W modzie były szalone imprezy z mnóstwem piwa. Clint miał ciągotki voyeurystyczne, tak jak postaci, które grał w Linie (Tightrope) czy Władzy absolutnej (Absolute Power). Pewnego razu, wedle słów kolegi, który chciał pozostać anonimowy, schował się w szafie w sypialni, żeby patrzeć, jak ich kolega baraszkuje ze swoją dziewczyną. Eastwood nie dał rady powstrzymać się od śmiechu i nagle wypadł na zewnątrz.
Po pierwszym seksualnym doświadczeniu Clinta nastąpiło wiele kolejnych. Już w liceum - jak podaje oficjalna biografia, "rozumiał, jaki jest atrakcyjny", a z tym oczywiście łączyła się "jeszcze silniejsza świadomość, jak atrakcyjne są dla niego niektóre przedstawicielki płci przeciwnej".
Według Fritza Manesa Clinta łączył namiętny i poważny związek z jedną ze starszych piemonckich dziewcząt z zamożnej rodziny, która utrzymywała relacje z Eastwoodami.
- Dla obu rodzin stało się to krępujące - powiedział Manes.
Niewypowiadanym na głos problemem była ewentualna ciąża i chociaż Clint przebąkiwał coś, że jest gotów się żenić, ledwie radził sobie z nauką. Tak więc jedni i drudzy rodzice poczynili zdecydowane kroki, by ten związek zakończyć.
Nikt, kto znał Eastwoodów, nie jest w stanie pojąć, jakim cudem z tej skromnej rodziny wyrosła jedna z największych gwiazd ekranu, zwłaszcza gwiazda o osobliwych cechach - do których zalicza się donżuanizm, coraz silniej wpływający na jego życie osobiste.
Wszyscy zgodnie uważali, że jeśli istnieje coś takiego jak wymarzona rodzina, to właśnie taką tworzyli Eastwoodowie. Kumple Clinta zazdrościli mu pozornie idealnego domu i rodziców stanowiących zgodne małżeństwo. Ruth postrzegali jako niestrudzenie wspierającą i uroczą, a Clinton senior - ujmując to słowami Dona Loomisa - był "cholernie fajnym gościem". Ojciec Clinta przynosił nawet do domu dodatkowy sześciopak czy beczułkę piwa i dawał je synowi oraz jego kumplom, mimo że byli nieletni. Chociaż oboje rodzice pochodzili z dobrze sytuowanych rodzin, pracowali długo i ciężko, zawsze byli gościnni dla kolegów syna i tolerancyjni wobec ich wybryków.
Gdy dzieci podrosły, Ruth zatrudniała się do pracy biurowej w różnych firmach, w pewnym momencie pracowała dla IBM. Clinton senior stałą pracę znalazł dopiero po II wojnie światowej. Zatrudnił się wówczas w California Container Corporation, firmie produkującej kartony z tektury falistej, z trzema fabrykami na Zachodnim Wybrzeżu, w Los Angeles i Emeryville w Kalifornii oraz w Seattle w stanie Waszyngton. Ojciec Clinta zaczynał w zakładzie w Emeryville na najniższym stanowisku, jako stażysta w fachu nowym dla niego, jak powiedział Donald Pooley, kolega z pracy.
Clinton junior był podobny i do ojca, i do matki, a z wiekiem nabywał własnych cech charakterystycznych. Clinton senior był wysoki, ale ważył niewiele więcej niż syn. Miał podobny uśmiech i powolny chód, tę samą swobodę w kontaktach towarzyskich.
- Nie nazwałbyś go ekstrawertykiem - powiedział Al Naudain, kierownik w zakładach papierniczych, który poznał Eastwooda po II wojnie światowej. - Nie był też introwertykiem. Był osobą powściągliwą. Nigdy nie widziałem, żeby się o coś pieklił. Był wyluzowany.
Kartony były niezbędne w przemyśle dostawczym, nie mogły się bez nich obyć fabryki konserw Zachodniego Wybrzeża. Clinton senior zajmował się klientami z rejonu Oakland w California Container Company. Na pierwszy rzut oka był "raczej guzdrałą niż chojrakiem" - jak to ujął Donald Pooley - ale wiódł szczęśliwe życie rodzinne. Kiedy fabrykę w 1948 roku przejęli nowi właściciele i wprowadzili zmiany w strukturach, wielu pracowników Emeryville odeszło albo zostało zwolnionych. Ludzie po college'ach, przede wszystkim oni, poznajdowali lepsze posady.
- Jedną z osób, które nie padły ofiarą restrukturyzacji, był Clint Eastwood [senior] - opowiadał Pooley. - Zostawili go. Miał wiele możliwości do wyboru, ponieważ z dawnej załogi nikt nie został. Chyba w tym czasie został kierownikiem sprzedaży.
Clinton miał wówczas już ponad czterdzieści lat. Szybko się wdrożył w arkana przemysłu papierniczego i zyskał opinię skutecznego kierownika sprzedaży, chwalono go za utrzymywanie dobrych stosunków z klientami. Jako kierownik sprzedaży był jednak dziwnie wycofany, a tę cechę znaleźć można też w pasywno-agresywnym typie osobowości jego syna. Clinton wolał życie towarzyskie związane z pracą i lubił unikać podejmowania trudnych decyzji.
- Pracowałem z nim [z seniorem] przy sprzedaży kilka razy, odkryłem, że jest bardzo przyjazny i ludzie go uwielbiają, jakoś tak wychodziło, że dobijał targu - wspominał James Frew, który pracował z ojcem Clinta później w Georgia-Pacific. - Ale często widziałem, że nie dobijał targu, bo się nie starał. Jeździłem z nim i było super. Wreszcie musiałem się postawić i poprosić, kurde, o porządek. A do tego Clint [Clinton senior] się nie palił. Nigdy.
Nowy zarząd szybko awansował starszego Eastwooda na szefa głównych zakładów w Seattle. To oznaczało nawał obowiązków i wielką podwyżkę. Wszystko to działo się bardzo szybko i gdzieś pod koniec roku 1948 albo na początku roku 1949 Eastwoodowie musieli naprędce organizować przeprowadzkę do stanu Waszyngton. Zabrali ze sobą czternastoletnią Jeanne - która cały czas chodziła do szkoły w Piedmoncie - zostawili natomiast Clinta. Przez ostatnie kilka tygodni liceum miał mieszkać z rodziną Harry'ego Pendletona przy Oakland Avenue.
W roczniku klasy 1948/1949 Oakland Tech na stronach wspomnień absolwentów znajdziemy o Clincie Eastwoodzie tylko informacje, że należał do komitetów organizacyjnych Senior Day i Senior Banquet - funkcje te osoby kończące szkołę pełniły obligatoryjnie.
W ostatniej klasie Clint regularnie opuszczał lekcje. Wyrzucono go ze szkoły "co najmniej raz, a pewnie więcej", jak mówi jeden z przyjaciół. Za każdym razem za niewinne psoty za namową kolegów, nic, co miałoby znamiona czynu przestępczego. Clint po prostu wolał dać nogę i wałkonić się z kumplami niż przysypiać w klasie.
Powolnie rozkwitający pod każdym względem, miał prawie dziewiętnaście lat, gdy kończył szkołę, a działo się to w czasach, gdy niektórzy młodzi ludzie zdawali maturę w wieku lat szesnastu.
- Clint zdawał maturę z naprawiania samolotów - wyjaśnił ze śmiechem Don Kincaid. - Myślę, że w tym się specjalizował.
- Moim zdaniem rzadko bywał w szkole, bo dobrze się bawił gdzie indziej - wtórował Don Loomis.
- Po prostu wychodził i dobrze się bawił - dodał Fritz Manes.
Po maturze Clint jeszcze przez pewien czas mieszkał z Harrym Pendletonem. Prawdopodobnie wiosną Clint i Don Loomis pojechali samochodem do południowej Kalifornii odwiedzić kolegę, który wstąpił na California State Polytechnic University. Clint mieszkał w LA jako dziecko, a od tego czasu kilkakrotnie wyprawił się na południe, na przykład z kumplami na koncert Charliego Parkera.
Tym razem zwiedzili z Loomisem kampus w Pomonie, omawiając plusy i minusy życia akademickiego. Doszli do wniosku, że jest mało kuszące, jeśli nie liczyć wiru życia towarzyskiego. Potem przez cały weekend imprezowali, między innymi w modnym lokalu z basenem w Westwood. Loomis często wspominał, jak Clint siadał do pianina i zaczynał muskać klawisze, a dokoła gromadziły się dziewczęta.
W którymś momencie poznali dziewczynę, która mieszkała w Malibu, i przyjęli zaproszenie do jej domu, gdzie się rozkręcili. Wracając z tej imprezy samochodem, musieli się zatrzymać na środku drogi, żeby się nie zderzyć z końmi, które wyskoczyły im na drogę. Jeden z pasażerów auta, miejscowy, rozpoznał piętno na koniach.
- Koleś każe się zatrzymać - wspominał Don Loomis - i woła: "Stop! Wiem, do kogo należą te konie". Wysiadł i złapał jednego zwierzaka. Mówi nam, że on należy do Howarda Hawksa, producenta i reżysera. Odprowadził konia do właściciela i oddał mu go.
Wtedy właśnie droga Clinta Eastwooda, jeszcze nastolatka, przecięła się z drogą z Howarda Hawksa, reżysera klasycznych wariackich komedii i westernów z Johnem Wayne'em. Z czasem ta anegdota przerodzi się w przypowieść, która stawia pod znakiem zapytania nijakie lata w robotniczym Oakland Tech. "To było jedyne spotkanie pana Eastwooda z Howardem Hawksem, jednym z najbardziej przezeń podziwianych reżyserów" - napisała w "New York Times" Janet Maslin w peanie towarzyszącym imprezie na cześć pracy reżyserskiej Clinta w Museum of Modern Art w roku 1993. "To Hawksa, wraz z Johnem Fordem i Anthonym Mannem, podaje jako osobę, która miała największy wpływ na jego karierę"18.
- Nie byłem żadnym kinomanem, ale wiedziałem, kim jest Howard Hawks - powiedział Clint Richardowi Schickelowi na użytek autoryzowanej biografii, a autor dodaje, z myślą o niewykształconych czytelnikach, że Hawks "był reżyserem Sierżanta Yorka i niezliczonych filmów akcji cenionych wysoko przez młodych ludzi jego [Clinta] pokolenia, ponieważ mieli być zrzędliwymi, ale dobrodusznymi obywatelami zmierzającymi ramię w ramię w stronę jakiegoś wspólnego celu".
Hawks, Ford i Mann pojawili się w tym podsumowaniu na pewno dzięki ingerencji ludzi od promocji. Według Dana Loomisa wtedy Clint nie odezwał się słowem, tylko patrzył - a to ten drugi chłopak, który znał Hawksa, zajął się koniem. Wygląda więc na to, że Clint, młody człowiek z Piedmontu, niespiesznie pokonujący kolejne etapy licealnej edukacji, nie poznał Hawksa ani nie miał zielonego pojęcia, kto to jest.
Zanim Clint przeprowadził się na północ do Seattle, żeby dołączyć do rodziny, pewnie na początku lata 1949 roku, kupił od Dona Loomisa zmodyfikowany peabody. Magazynowi "Crawdaddy" powiedział później, że wtedy już zmierzał "swoją drogą... bez celu"19. Autor tego artykułu Robert Ward dodał od siebie żałobną uwagę: "W głosie Eastwooda pojawia się nuta samotności. Nie rozczula się nad sobą, ale słychać, że coś stracił, coś go w dzieciństwie ominęło: bezpieczeństwo, bliskość. Najwyraźniej karmił się tą stratą".
Sądząc z akt szkolnych, Clint już wtedy po trochu był wałkoniem, a po trochu osobą o niezłomnej sile napędowej, która później uwidoczni się w jego charakterze. Jako nastolatek imał się różnych prac wakacyjnych - pracował przy sianokosach na farmie należącej do krewnych Jacka McKnighta niedaleko Yreki, w Służbach Leśnych przy wyrębie pod Paradise. Ale mniej więcej przez następny rok, odkąd ruszył na północ do Seattle, będzie nieustannie harował, jak nigdy życiu.
Ponieważ miał marne kwalifikacje, pracę pewnie załatwił mu ojciec dzięki kontaktom w papierniach. Clint tyrał w zakładzie prowadzonym przez Weyerhaeuser Company w Springfield, w Oregonie, niedaleko Eugene, "może rok, a może rok i kwartał", jak sam mówił; pewnie krócej, jeśli skrupulatnie to podliczyć. Jako poślednie ogniwo w łańcuchu Clint należał do ekipy wyciągającej bale z wody na łańcuch, który ciągnął je do piły.
W Springfield w Ohio Clint wziął udział w koncercie Bob Wills & His Texas Playboys, którzy występują w Drodze do Nashville i prezentują bardziej wyrafinowaną stronę okazywanego przez Clinta sporadycznego zainteresowania muzyką country.
- W przeciwieństwie do większości kapel country ci mieli instrumenty dęte blaszane i stroikowe i grali country swing - powiedział po latach Eastwood magazynowi "Rolling Stone". - Byli dobrzy. Trochę mnie zaskoczyło, że są aż tacy dobrzy. Towarzyszyło im dużo dziewcząt, co mnie nie zaskoczyło ani trochę. Pewnie więc można powiedzieć, że pożądanie poszerzyło moje horyzonty muzyczne20.
Springfield leżało pośrodku oszałamiającej Willamette Valley, ale zimy były tam długie i wilgotne, więc nim nadeszła wiosna, Clint postanowił ruszyć dalej. Gdzieś pod koniec zimy lub na początku wiosny 1950 roku osiedlił się w Seattle. W Polk City Directory za lata 1948-1949 widnieje już jako zamieszkały tam ze swoimi rodzicami. Eastwoodowie zajęli mieszkanie w piętrowym domu na cichej ślepej uliczce w miłej, zadrzewionej okolicy na stoku wychodzącym na pobliskie piękne jezioro Waszyngton.
Dołączył do niego kumpel z liceum Jack McKnight. Clint wykonywał różne prace dorywcze: w Boeingu inwentaryzował części; dla filii Color Shake prowadził ciężarówkę w Bethlehem Steel na nocnej zmianie; gdzie mógł ćwiczyć mowę z Pioruna i Lekkiej Stopy, tę, w której Piorun (Clint) rozwodzi się nad konstrukcją drzwi do sejfu, które są "obite stalą nierdzewną - trzy i pół centymetra staliwa... potem trzydzieści centymetrów stali ogniotrwałej i kolejne trzy i pół centymetra stali martenowskiej". Specjalistyczna wiedza techniczna była specjalnością Eastwooda.
Te wszystkie doświadczenia były jednak krótkotrwałe i zapewne latem Clint przeszedł krótkie szkolenie i pracował - też krótko - jako ratownik. Czerwony Krzyż oferował takie szkolenia, a Clint wybrał certyfikat ratownika. Dobry wybór - również z tego powodu, że właśnie został powołany do wojska, a certyfikat okazał się nieoceniony.
Clint mówił w wywiadach, że zmienił zdanie na temat kontynuowania nauki i postanowił studiować na Uniwersytecie Seattle. Najpierw musiał się zapisać do szkoły policealnej i "uzupełnić wiedzę"21. Niewątpliwie pomyślał o college'u, ponieważ immatrykulujących studentów nie dotyczył apel generała majora Lewisa B. Hersheya z sierpnia 1950, by dostarczyć "300 tysięcy [żołnierzy] w ciągu 90 dni" na front rozkręcającej się wojny w Korei.
Dobrze urodzeni studenci mieli szczęście. Clint zadzwonił do komisji poborowej i poprosił o odroczenie. Odmówiono mu tego przywileju. Miał wrócić do Kalifornii i zgłosić się do wojska. Kilka dni przed tym zaplanowanym terminem Clint pojawił się w Oakland i zaczął gazować.
Baza szkoleniowa dla rekrutów z zachodnich stanów, Fort Ord, zajmowała ponad 12 tysięcy hektarów ciągnących się przez duży obszar półwyspu Monterey, niedaleko Monterey, Pacific Grove, Carmelu i Salinas. Dzięki rozmaitości podobiektów i różnorodnej topografii, od pagórkowatych równin i wydm zatoki po wzgórza rejonu East Garrison, świetnie się nadawała do szkolenia piechoty w czasie II wojny światowej.
Do września 1950 roku wojna koreańska rozkręciła się na dobre. Wojska Korei Północnej najechały Koreę Południową 25 czerwca i zajęły Seul. ONZ, ponaglana przez USA, przystąpiła do wojny po stronie Korei Południowej, a Chiny zamierzały dołączyć po stronie Północy. Wojska amerykańskie, stanowiące gros oenzetowskich sił nadzorujących, po początkowych niepowodzeniach rozdzieliły armie Korei Północnej, nacierające od południa i północy. Generał Douglas MacArthur, który chciał dotrzeć na północ, do 38 równoleżnika, potrzebował teraz świeżo wyszkolonych żołnierzy.
Tysiące surowych rekrutów przybyło do Fort Ord, gdzie trzeba było z nich wykuć bezwzględnych bojowników do słynnej Szóstej Dywizji. Propagandowe nagłówki prasowe i komunikaty radiowe domagały się męstwa i hartu w bezwzględnej walce z komunizmem.
Zdecydowana większość mężczyzn, którzy przeszli przez Fort Ord w szczycie wojny koreańskiej, odbyła szybkie szkolenie i odebrała przydział do jednostek na froncie. Poborowy w Fort Ord wiedział, że wkrótce weźmie udział w walce. Clint należał do nielicznych w swoim kręgu przyjaciół czekających na kartę powołania. Inni zgłosili się na ochotnika i kilku spośród nich wzięło udział w walkach.
Clint prawdopodobnie przybył do Fort Ord jesienią 1950 roku. Los ewidentnie mu sprzyjał. Ludzie, którzy pracowali przy jego filmach w późniejszych latach w Hollywood, mieli nawet powiedzonko na to zjawisko: "Typowe szczęście Clinta". Prywatnie Eastwood mówił, że wierzy w swoją silną wolę i że umie zmusić szczęście, by właśnie jemu się przydarzyło.
Dzięki najnowszej zdobyczy - legitymacji ratownika - mógł się ubiegać o przydział do Jednostki Nauczania Fort Ord na stanowisko trenera pływania. Clint po raz pierwszy brał udział w przesłuchaniu kandydatów: musiał się zaprezentować przed komisją sztabową i wygłosić przygotowaną mowę o przedmiocie, którego miał uczyć. Wielu z przyszłych nauczycieli było po college'u. Ale Clint świetnie pływał i wypadł przed komisją przekonująco.
Miał być instruktorem ratownictwa, a także pomagać w nadzorowaniu operacji w basenie Fort Ord. Przynależność do kadry wiązała się z oczywistymi przywilejami: przede wszystkim kadrze nie groziło, że trafi do "potoku uzupełnień". Mieli szansę na awans i uznanie, nie ryzykując śmiercią czy kalectwem. Ze względu na obowiązki szkoleniowe ze stanowiskiem wiązała się wyjątkowa niezależność i zwolnienie od bardziej prozaicznych obowiązków wojskowych, takich jak służba w pododdziale kuchennym. A i zakwaterowanie w osobnym budynku zapewniało odrobinę wyższy standard niż przewidziany dla zwykłych rekrutów.
Clint był już w Jednostce Szkoleniowej, gdy na początku 1951 roku zawitał do Fort Ord Wayne Shirley, weteran II wojny światowej. Kwaterowali razem na piętrze: Shirley w sali podoficerów, Clint na zwykłej pryczy. Shirley prowadził szkolenia z pierwszej pomocy i czasami pracował razem z Clintem; uważał go za "wspaniałego instruktora".
Zdaniem Shirleya wojsko zasłużyło na reputację miejsca, któremu pewne osoby zawdzięczają powrót na właściwą drogę, należy do nich Clint. Fort Ord doskonalił go w umiejętnościach, o których posiadaniu nie miał nawet pojęcia. Część z nich miała mu się potem przydać w Hollywood. Na przykład kadra musiała się uczyć na pamięć swoich gadek i ćwiczyć je, by potem wygłaszać przed kolejnymi zmianami słuchaczy. Odbywała też kursy wyświetlania filmów i obsługi niezbędnego do tego sprzętu, której wymagano od każdego szkoleniowca, ponieważ wykłady były prezentowane na taśmach szesnastomilimetrowych. Piastowanie stanowisk dowódczych w wojsku było niezłym przygotowaniem do reżyserowania filmów: nieraz w późniejszym życiu Clint sentymentalnie porównywał swoją ekipę i produkcję filmową do operacji wojskowych:
- To trochę jak pluton - mówił. - Prowadzę pluton tam, gdzie musi iść22.
- Myślę, że Clint lubił być na scenie, w centrum uwagi - zauważył Wayne Shirley. - W tej pracy musiał zrozumieć, o czym mówi, musiał mieć dobre stosunki ze swoją widownią, dogadywać się z ludźmi, nawiązywać z nimi kontakt i nauczyć wszystkich technik komunikowania się oraz różnych metod szkoleniowych. Myślę, że dzięki temu wszystkiemu później, już w Hollywood, zrozumiał, co chce robić.
Jak wspominał Shirley, co prawda Clint był wyróżniającym się trenerem, ale nie przestał być wałkoniem. Nie lubił pastować butów ani słać pryczy. Pod jego łóżkiem zbierał się kurz. Nie lubił służyć za manekin do szkoleń z pierwszej pomocy, chociaż do jego obowiązków należała pomoc innym szkoleniowcom.
- Wolał przesiadywać na ławce w biurze - mówił Shirley.
Fort Ord przypominał samowystarczalne małe miasto: były tu nie tylko kantyny i koszary, ale i pierwszorzędna opieka szpitalna, zaplecze sportowe i centra rekreacyjne, sklepy i sklepiki, kina i sale wykładowe. Hollywoodzkie studia filmowe utrzymywały wyjątkowe relacje z wojskiem, a Universal Picture prowadził pewnie najaktywniejszy program wsparcia Fort Ord. Właśnie tu miały często premierę nowe filmy, w tych wydarzeniach brały udział gwiazdy, które rozdawały autografy. Baza dysponowała kilkoma salami kinowymi, które zmieniały repertuar kilka razy w tygodniu. (Clint prawdopodobnie obsadził kilka zmian w roli operatora - do czego przydało mu się szkolenie).
Ponieważ Fort Ord był ośrodkiem uniwersalnym, każda osoba z Hollywood zaciągnięta do wojska zaczynała służbę tutaj właśnie. Trafiało tu wielu ludzi z show-biznesu, zwykle do Special Services, jednostek, które nieustanne organizowały imprezy rozrywkowe i sportowe na użytek mieszkańców bazy. Tu Clintowi znowu dopisało szczęście - gdy oddział sportowy Special Services musiał odbyć szkolenie na basenie, instruktor pływania zetknął się ze środowiskiem Hollywood.
Do sławniejszych artystów hollywoodzkich, którzy trafili do Special Services, należeli Norman Bartold (grał rolę w Drodze przez college - She's Working Her Way Through - z 1952 roku), były aktor dziecięcy Bobs Watson (pojawił się w Men of Boys Town), Martin Milner (dobrze się zapowiadający aktor z dorobkiem pięciu filmów czekających na premierę, z czego Destination Gobi miało premierę w Fort Ord podczas jego pobytu) i młody David Janssen (właśnie zaczynający pracę w Universalu, a ostatecznie sławę przyniósł mu serial telewizyjny Ścigany - The Fugitive).
Janssen i Milner organizowali cotygodniowe rewie i wystawiali krótkie sztuki, które zabawiały organizacje cywilne z okolicy, jak również żołnierzy Fort Ord. Tworzyli też filmy instruktażowe dla jednostek bojowych. Chociaż Clint znał z widzenia trupę ze Special Services, to jednak osobiście nie znał wówczas ani Janssena, ani Milnera, mimo to w późniejszych wywiadach o całej trójce wspominano często jako "kolegach", którzy go pchnęli ku Hollywood.
- Naprawdę nie znałem za bardzo Clinta - powiedział Martin Milner. - Nasza trójka zrobiła później karierę, więc wrzucono nas do jednego worka.
- Jeśli w ogóle się z nim zetknęliśmy - potwierdził Bob Watson - to wtedy na pewno nie poznaliśmy się osobiście.
Clint mówił, że do aktorstwa zachęcał go Norman Bartold (później miał małą rolę w Breezy). Pozytywnie mógł ocenić jego szanse David Janssen, który zawsze rozglądał się za ewentualnym "materiałem na aktora". Ale jak zauważył Martin Milner, Janssen sam dopiero zaczynał i "w tym momencie z trudem ogarniał własną karierę". I znowu, jak w liceum, Clint nigdy w sumie nie dołączył do Special Services ani nie brał udziału w ich pracach; zupełnie jakby tylko czekał na właściwy moment, przyglądając się tym utalentowanym przystojniakom, wokół których gromadziły się wszystkie dziewczęta i którzy wiedli życie najwyraźniej zabawniejsze nawet niż życie kadry szkoleniowej.
W Special Services znaleźli się też muzycy, a Fort Ord o dziwo był siedliskiem jazzu. W bazie pojawiało się wiele uznanych nazwisk, jak Billie Holiday i Lionel Hampton; pobliskie kluby w Monterey i innych miastach nad brzegiem oceanu gościły dobrze się zapowiadających artystów jak Gerry Mulligan i Chet Baker. Kusiło też San Francisco ze znanymi jazzowymi knajpami takimi jak Blackhawk czy Facks. "Ten konkretnie rok, 1952, na zawsze zmienił mój pogląd na jazz" - napisał w swoich wspomnieniach André Previn, który służył w wojskowej orkiestrze w San Francisco i też poznawał nocne życie jazzowe23.
Wśród młodych muzyków wcielonych do wojska znalazł się Lennie Niehaus, saksofonista, który pracował ze Stanem Kentonem jako aranżer i solista. Zespół Niehausa regularnie grał w kantynie podoficerskiej w Fort Ord, cztery wieczory w tygodniu od godziny dziewiętnastej do zamknięcia, jednocześnie dając występy w innych placówkach w bazie i w innych knajpach jazzowych na półwyspie Monterey.
- Clint był barmanem w klubie podoficerskim, gdzie ja grałem ze swoim kwartetem i oktetem - wspominał Niehaus w którymś wywiadzie. - W weekendy grałem w klubie niedaleko Monterey, a on przychodził i widziałem tę długą chudą postać ze stopami na krześle, jak pił piwo i słuchał, jak gram24.
Clint nie poznał za dobrze Lenniego Niehausa. Ale na pewno zauważył, że muzycy, podobnie jak hollywoodzcy aktorzy, są wolnymi duchami, nikt nimi nie rządzi. Spali do późna, unikali brudnej roboty, nawet mieszkali poza bazą, czasami we wspólnie wynajmowanych domach, gdzie pili i imprezowali ile wlezie.
Jednym z przywilejów kadry był czas wolny, podczas którego można było się włóczyć po okolicy, a do tej należało najbardziej widowiskowe wybrzeże Ameryki i najsłynniejsze pola golfowe, zwłaszcza Pebble Beach nad zatoką Carmel, gdzie niezrównaną zieleń dopełnioną drzewami i krzewami okalał błękit Pacyfiku. Każdej zimy Bing Crosby organizował doroczny turniej gwiazd Pro-Am po półwyspie Monterey, rozgrywając mecze na polach Monterey Peninsula Country Club i Pebble Beach. I co roku Crosby i Bob Hope, zanim ruszyli ramię w ramię na rozgrywki, wpadali do Fort Ord, gdzie byli gwoździem programu w klubie żołnierskim.
To w tamtych czasach Clint po raz pierwszy odwiedził Carmel-by-the-Sea, znany jako Carmel, nadmorskie miasteczko na południe od Monterey, i powiedział sobie: "Któregoś dnia tu zamieszkam". To wtedy po raz pierwszy ujrzał Mission Ranch, grupę budynków na obrzeżach miasta, obok Misji Świętego Karola Boromeusza, gdzie wówczas działał Klub Oficerski Fort Ord. Może nie powiedział: "To będzie kiedyś moje", ale tak się stało.
W hollywoodzkiej karierze Clint będzie się wcielał w postaci wojskowych macho, w takich filmach jak Tylko dla orłów (Where Eagles Dare) i Złoto dla zuchwałych (Kelly's Heroes). W materiałach promocyjnych tych filmów pojawiały się sugestie, że Clint jest odznaczonym medalami weteranem. Nawet gdy moralność jego bohaterów stawała pod znakiem zapytania - jak w filmach Piorun i Lekka Stopa, Wzgórze Rozdartych Serc (Heartbreak Ridge) czy Władza absolutna, scenariusz przypominał widzom o bohaterskiej karcie z wojny koreańskiej. Cóż, Clint nigdy nie opuścił kraju, a wręcz całe dwa lata służby spędził na "nieustającej imprezie" w Fort Ord. Bohaterowie wojenni, podobnie jak inne grane przez niego postaci, to raczej wytwór wyobraźni albo wyraz marzeń.
- To był długi, wysoki, spokojny koleś z miłym uśmiechem - powiedział Wayne Shirley. - Ciągle go pod pewnym względem lubię, ale warto mieć na względzie parę rzeczy.
Po pierwsze, jak mówi Wayne Shirley, Clint był niepoprawnym kobieciarzem. Po drugie, podczas gdy niektórzy członkowie sekcji pływackiej trafili do kolejki gotowej do wyjazdu na Daleki Wschód, Clint ani myślał dołączyć do walk w Korei (choć większość młodych ludzi w tym czasie uważała to za swój obowiązek).
Jakim cudem Clint uniknął wojny koreańskiej? Po części dzięki temu - zdaniem Shirleya - że "trzymał się w cieniu i robił swoje". Instruktor pływania awansował nawet do rangi kaprala, a jego kurs szkoleniowy doczekał się pochwały wpisanej do akt ("coś jak recenzja czterogwiazdkowa" - jak to ujął Clint w którymś wywiadzie25).
Dla wielu młodzieńców w bazie uganianie się za spódniczkami było numerem jeden na liście zajęć w czasie wolnym. Roiło się tam od WAC (członkiń korpusu kobiet) i ochotniczek, w Seaside i innych pobliskich miejscowościach kwitła też podobno prostytucja. W poniedziałkowe poranki Clint chwalił się wszystkim swoimi weekendowymi wyczynami, raz na przykład opowiadał oszołomionym kumplom - wspominał Shirley - o wyjątkowej nimfomance, która zdołała go dosłownie wykończyć.
Chociaż Clint ogólnie był mniej rozmowny, gdy wypowiadał się o związkach oficjalnie, od czasu do czasu puszczał farbę. W 1987 roku, rozmawiając o obsesyjnej więzi pomiędzy fanką a dyskdżokejem w pierwszym reżyserowanym przez siebie obrazie, Zagraj dla mnie Misty (Play Misty for Me), opowiedział magazynowi "US" o jednym ze swoich romansów w Fort Ord.
- Zdarzyło mi się coś podobnego, gdy miałem dziewiętnaście lat, z dziewczyną, która miała może dwadzieścia trzy lata. Doszło do lekkiej nadinterpretacji co do powagi związku26.
W roku 1998, rozmawiając z "London Times", dodał trochę szczegółów: tajemnicza kobieta była nauczycielką z Carmelu: "Stalkowała mnie i groziła, że się zabije"27. W życiu Clinta to nie był jedyny przypadek małej nadinterpretacji pomiędzy nim a kobietami, z którymi się przespał.
Uganianie się za spódniczkami było jednym z najbardziej osławionych elementów życia armijnego Clinta, podczas gdy jesienią 1951 roku przeżył on dramatyczny wypadek samolotowy. Wziął przepustkę na weekend i udał się do Seattle na pokładzie samolotu rezerwowego marynarki wojennej. Kolegom powiedział, że ma umówioną randkę.
Na drogę powrotną złapał okazję w samolocie szturmowym Douglas, który leciał z Seattle do Bazy Sił Powietrznych Mather niedaleko Stockton.
- Od startu wszystko szło nie tak - opowiadał Clint w jednym z ówczesnych wywiadów. - Instalacja tlenowa "się schrzaniła", interkom zawiódł, widoczność była coraz gorsza28.
Z powodu awarii radia pilot, porucznik F.C. Anderson z San Diego, nie był w stanie odebrać właściwych instrukcji lądowania. Gdy skończyło się paliwo, musiał wodować, o zmierzchu, "jakieś osiem kilometrów na północ od Point Reyes, trzy kilometry od brzegu" - tak wówczas pisano. Zwłaszcza w towarzyszącej wojnie atmosferze strachu i paranoi z powodu ewentualnego sabotażu wroga, incydent trafił na pierwsze strony gazet Bay Area. Pech Clinta był głównym tematem "San Francisco Chronicle" z 1 października 1951 roku.
W swojej książce Richard Schickel napisał: "Clint nie rozwodził się nad szczegółami tej podróży" - pomijając fakt, że pierwsze materiały promocyjne do Rawhide opowiadały tę anegdotę, również by promować Eastwooda jako "jednego z aktorów w Hollywood o najlepszej kondycji fizycznej". W autoryzowanej biografii Clinta czytamy: "Zwykle w wywiadach szybko zbywał ten temat, żeby nie robić z tego zdarzenia bohaterskiej przygody. To nie była bohaterska przygoda - była pełna napięcia i odcisnęła na nim swoje piętno". Sześć stron więc poświęcono "pełnemu napięcia odciskaniu piętna".
Jak donosiła ówczesna prasa, żołnierze zdołali z tonącej maszyny wydostać się do tratew ratunkowych, po czym w zimnej wodzie, odpychając się dłońmi, w zapadających ciemnościach popłynęli ku brzegowi. Później podkreślano, że Clint musiał płynąć 5 czy 6 kilometrów (" dystans był niezbyt męczący"), żeby się uratować. Ruth Eastwood, matka Clinta, w jednym ze swoich nielicznych wywiadów dla prasy wydłużyła tę odległość do 11 kilometrów, ale matkom naginanie faktów można wybaczyć.
W "San Francisco Examiner" czytaliśmy: "Nauczyciel pływania pokonał wpław [podkreślenie autora] trzy kilometry z rozbitego samolotu do brzegu".
- Prawdę mówiąc, przez większość drogi miałem tratwę ratunkową - wyjaśnił Clint "Examinerowi". - Ze trzy razy wypadłem, ale dałem radę się jej utrzymać. No ale musiałem też trochę płynąć wpław.
Pilot miał też kamizelkę ratunkową. Gazeta "Oakland Tribune" pisała, że obaj mężczyźni mieli kamizelki ratunkowe, podobnie jak tratwy, chociaż w innych doniesieniach się to nie pojawia.
Cudowne ocalenie, z pomocą tratwy ratunkowej i kapoka albo dwóch, potraktowano z błyskotliwym humorem w "Fort Ord Panoramie", w której ukazał się komiks żartujący z wypadku. W artykule szczegółowo napisano, jak to Clint i pilot zdjęli buty, żeby mieć czym wiosłować w tratwach, które próbowali trzymać razem, zdążając do brzegu. "Po trzech godzinach prąd rozdzielił mężczyzn" - donosiła "Panorama". Tratwa Clinta niedaleko brzegu przewróciła się na fali i wtedy nadszedł czas na prawdziwe pływanie.
Porucznika Andersona wyrzuciło na brzeg w pobliżu rancza na zachód od Inverness. Eastwooda na odcinku należącym do hrabstwa Marin i bez butów musiał iść 11 kilometrów, aż dotarł do stacji radiowej Point Reyes. Kiedy Wayne Shirley natknął się na Clinta niedługo później, ten kuśtykał po schodach do kwater nauczycielskich. Zdawszy relację ze swojej przygody, uśmiechnięty promiennie Clint przyznał, że pływanie nie było z tego najgorsze.
- Tak naprawdę dało mi w kość przejście tej odległości po żwirowej drodze. Stopy jeszcze mnie bolą!
Z oczywistych względów nie upubliczniono pewnych faktów: że Clint na swojej trzydniowej przepustce wyprawił się dalej, niż pozwalał regulamin. Częściowo z tego powodu - jak mówił Wayne Shirley - planowano oficjalne dochodzenie na temat wypadku, ale - znów na szczęście dla Clinta - nigdy do tego nie doszło. "Jego zdaniem niewykluczone - napisał prostodusznie Richard Shickel - że ostatecznie nie wysłano go do Korei, bo wojsko chciało mieć go pod ręką, gdyby jednak wszczęto postępowanie w sprawie wypadku".
Jak na ironię, te same wydania gazet, które donosiły o cudownym ocaleniu Clinta, publikowały ważne biuletyny wojenne. 23 Pułk Drugiej Dywizji US Army podejmował właśnie raz za razem okupione wielkimi stratami szturmy na skaliste stoki Wzgórza Rozdartych Serc na koreańskim froncie wschodnim. Trzydzieści lat później Clint, wówczas zajęty czym innym, wykorzysta Wzgórze Rozdartych Serc w jednym ze swoich szowinistycznych filmów.
Od rozbicia samolotu przez cały kolejny rok ani dochodzenie, ani wezwanie na koreański front nie zakłóciły rutynowego życia Clinta. Kampania prezydencka w roku 1952 kończyła się pierwszymi wyborami, w których miał prawo głosować. Podobnie jak poprzednie pokolenia Eastwoodów, popierał republikanów i zagłosował na Dwighta Eisenhowera29.
W drugiej połowie służby Eastwood cieszył się swobodami w ramach dodatkowych korzyści przysługujących kadrze. Poza tym, że był wykidajłą, kinooperatorem i barmanem, czasami brał zlecenia dla Spreckels Sugar Company mieszczącej się niedaleko Salinas. Nikomu do głowy nie przychodziło, że czeka go kariera aktorska - na pewno sam sobie z tego jeszcze nie zdawał sprawy. Jakim cudem nauczyciel pływania z Fort Ord trafił do Hollywood - to kolejna zagadka Clinta, której nigdy nie wyjaśnił w żadnym wywiadzie ani innych materiałach.
Wygładzona wersja wydarzeń mówiła kiedyś, że jakiś gość z Hollywood zwrócił na Eastwooda uwagę z tego samego powodu, dla którego nauczycielka angielskiego wybrała go do głównej roli w skeczu w ósmej klasie: ze względu na urodę. Rozpalone umysły ekipy od promocji wymyśliły taką historię z męską wersją legendy o Lanie Turner odkrytej na stołku barowym w Schwab's Pharmacyb. W najdawniejszych materiałach promocyjnych o Clincie, ze studia Universal, z 18 lutego 1955 roku, znajdujemy zdanie: "Clinta odkrył reżyser Arthur Lubin w czasie kręcenia Francis Joins the WACS".
Pierwszy komunikat prasowy telewizji CBS o serialu Rawhide rozwijał tę wzmiankę: "Studio filmowe Universal-International kręciło zdjęcia w Fort Ord w Kalifornii. Rzutki drugi reżyser dostrzegł młodego chłopaka o wzroście metr dziewięćdziesiąt, stojącego w kolejce w stołówce, i powiedział: - Jak tu skończysz, wpadnij na plan. Chcę cię poznać z naszym reżyserem. - Clint zrobił, co mu kazano, a reżyser był pod takim wrażeniem jego warunków zewnętrznych i wykonania krótkiej scenki, którą mu dano do przeczytania, że poprosił Clinta, by zadzwonił do Universal-International, gdy tylko zakończy służbę".
Oficjalna biografia koryguje tę anegdotę. W tej wersji pewna ważna postać - a jest to nie reżyser ani jego asystent, tylko niejaki Chuck Hill, który służył w Fort Ord - zachęca Clinta, by przyjechał do Los Angeles. Po zakończeniu służby wojskowej pozostali w kontakcie. Clint zapisał się do tego samego college'u co Hill, który podjął pracę w Universalu. Pewnego dnia Chuck Hill przemycił Clinta na teren studia i przedstawił go operatorowi Irvingowi Glassbergowi, "który zobaczył w nim przystojnego młodego człowieka w typie idealnie sprawdzającym się w filmach" - że zacytuję Richarda Schickela.
Hollywoodzki korespondent magazynu dla wielbicieli gwiazd Earl Leaf - pierwsza osoba, która zrobiła z Clintem wywiad - nie wspomina ani o Chucku Hillu, ani o Irvingu Glassbergu. Leaf dobrze znał Eastwooda, obracali się w tych samych kręgach w latach sześćdziesiątych. Opowiadał, że Clint miał w Hollywood krótki okres, gdy przesiadywał "godzinami na stołku w Schwab's Pharmacy w obcisłym swetrze", czekając, aż ktoś go odkryje niczym Lanę Turner. Przełom nastąpił, gdy "poznał urzekająco uwodzicielską blond telefonistkę ze studia U-1, której wpadł w oko". "Przemyciła go do studia" i skierowała do szefa obsadyc.
"Urzekająco uwodzicielska blondynka" mogłaby być dzisiaj kłopotliwym szczegółem, chociaż za niejednym uśmiechem losu Clinta kryła się jakaś blondynka. Albo krępująca mogła się okazać wersja z asystentem reżysera, gdyby się okazało, że człowiek, który zaczepił młodego ogiera zmierzającego do stołówki Fort Ord, był homoseksualistą.
Dla Arthura Lubina, wszechstronnego reżysera kontraktowego studia Universal, na początku lat pięćdziesiątych, w szczycie sukcesu komercyjnego, Clint był typowym osiłkiem. Ale tak naprawdę Eastwooda nie było już w Fort Ord, gdy Lubin kręcił tam Francis Joins the WACS; a on sam przypominał sobie tylko, że ktoś zabrał go na stację benzynową w Los Angeles, by poznał Clinta, który tam pracował. Tak właśnie zawarli znajomość. Może to był Glassberg, a może Glassberg rzeczywiście przedstawił Lubinowi młodego przystojniaka, czując, że ci dwaj od razu przypadną sobie do gustu.
W wywiadach i materiałach promocyjnych znajdziemy różne wersje tej anegdoty, przy czym Clint próbuje minimalizować wpływ urody na swoje losy.
- Takiego jak ja w studiach filmowych nie chciano w latach pięćdziesiątych - mówił nieraz.
Podobnie jak piedmonckie pochodzenie, przymioty, którymi obdarzyła go natura, zaszkodziłyby wizerunkowi samotnego twardziela, który do wszystkiego doszedł ciężką pracą. Ale zanim Clint opuścił Fort Ord, pod koniec wiosny 1953 roku, w kolejce do stołówki zauważył go ktoś powiązany z Hollywood i tak uruchomił się łańcuch wydarzeń.
"Niewielu ludzi naprawdę zna Clinta" - powiedziała kiedyś jego pierwsza żona Maggie Eastwood hollywoodzkiej reporterce Ronie Barrett, a tę uwagę powtarzali najbliżsi przyjaciele Clinta i jego współpracownicy. Z jednej strony w 1953 roku Clint wydawał się wyluzowanym gościem, który nie wie, dokąd zmierza, ciężko pracującym jak jego ojciec; z drugiej strony coś się w nim tliło. Jeden z jego szkolnych kumpli, Don Kincaid, wrócił z Korei i w styczniu 1953 roku zapisał się na zajęcia na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, korzystając z dobrodziejstw Ustawy o weteranach. Ponieważ Clint był ciągle w Fort Ord, na przepustce podjechał odwiedzić kumpla. Kincaid spotykał się z młodą kobietą z Alpha Delta Pi, najstarszego i najbardziej prestiżowego stowarzyszenia siostrzańskiego w kraju, i umówił Clinta z inną siostrą, Margaret Neville Johnson, nazywaną przez wszystkich Maggie30.
"Spodobali się sobie od razu"31, ale dla Clinta to nie była żadna nowość, no i nie stracił głowy na tyle, by po opuszczeniu Fort Ord nie wrócić na lato do Seattle. Maggie miała skończyć Berkeley w czerwcu i wtedy wrócić do Altadeny, małej miejscowości w hrabstwie Los Angeles, na północny wschód od Pasadeny. Mieli się ewentualnie spotkać ponownie jesienią, Clint powiedział, że może zapisze się do college'u w Los Angeles.
W Seattle zalecał się do jakiejś dziewczyny - albo dwóch - i niespecjalnie się z tym krył. Tamtego lata chyba najdłużej pracował jako ratownik. Teraz miał już tyle doświadczenia, że szkolił innych potencjalnych ratowników na corocznych obozach szkoleniowych nad Beaver Lake. Wśród nowo przybyłych trafił się krzepki chłopak Bill Thompkins, który stanie się najlepszym kumplem Clinta i podąży za nim do Los Angeles.
Ronald Reagan lubił mówić "moje ukochane lata ratownicze" (Garry Wills twierdzi, że ta sezonowa praca nauczyła Reagana, "że trzeba być odpowiedzialnym, zdyscyplinowanym, szanować przełożonych zamiast na nich narzekać")32. Gary Cooper i John Wayne, a także wiele innych gwiazd, również sporo czasu przepracowali jako ratownicy. Można by napisać całą pracę o ratowniczym rytuale przejścia jako dobrym treningu przed przybraniem właściwej pozy w Hollywood.
Smukły i wysoki, rozebrany do kąpielówek, rozwalony na krześle albo przechadzający się po piasku - Clint był nie byle kim na Kennydale Beach w Renton, gdzie go przydzielono.
- Był atrakcyjnym młodzieńcem, dobrze zbudowanym - powiedział George. D. Wyse, zwierzchnik sportowców w hrabstwie King, który zatrudnił Clinta. - Przyciągał sporo kobitek.
- Różnie się opowiada - dodała Penny Wade, obecnie szef budżetu i personelu King County Parks. - Nigdy nie musiał sobie przynosić drugiego śniadania. Nigdy nie musiał wykonywać żadnych normalnych obowiązków w rodzaju sprzątania plaży, bo robiły to za niego te wszystkie dziewczyny33.
Później Clint w rubryce "Doświadczenie" na swoim pierwszym formularzu pracowniczym w Universalu wpisze "Little Theater w Seattle" - i może w ten sposób umilał sobie letnie wieczory roku 1953. W jednym z jego najwcześniejszych biogramów znajdujemy interesujący szczegół: "żeby zrobić przyjemność dziewczynie, która mu się podobała, dołączył do trupy Little Theater, poczuł szaloną chętkę na granie i wkrótce ruszył na południe, żeby spróbować szczęścia w Hollywood"34. Jeśli już tam pracował, to odpowiadał za kurtynę albo rozdawał programy. Ta część o robieniu przyjemności dziewczynie była jednak zgodna z prawdą, ale szalona chętka na pewno nie dotyczyła grania.
Clint wkrótce wyjechał z Seattle, bo - jak powiedział nielicznym znajomym - "zrobił dziecko" swojej dziewczynie. Jej rodzice znali rodziców Clinta i cała czwórka była zgorszona. Clint uważał, że powinien się ożenić, ale jej rodzice nie widzieli w roli zięcia ratownika, który nie ma ani wykształcenia, ani żadnych widocznych talentów.
Ponieważ Clint nie miał grosza przy duszy, musiał pożyczyć pieniądze, żeby pokryć koszty aborcji. Znowu rodzice poratowali go w tarapatach i dali niezbędną sumę. Clint przekazał odpowiednią kwotę dziewczynie i wyjechał do LA.
W późniejszych latach Clint przedstawiał to wydarzenie tym nielicznym, którzy o nim usłyszeli, jako druzgocące. Mówił, że po tych bolesnych doświadczeniach nigdy się nie pozbierał. Dziewczyna, którą zostawił w Seattle, już zawsze będzie "prawdziwą miłością", z którą rozdzielił go niesprawiedliwy los. Pękło mu serce.
Czy to pęknięcie serca jest zgodne z prawdą? Nigdy nie wiadomo, czy Eastwood mówi szczerze, czy chce wzbudzić współczucie.
Wyjazd z Seattle na pewno zapoczątkował w życiu Clinta schemat opuszczania ukochanych i rodziny. Clinton senior i Ruth byli synem rozczarowani. Trochę żeby ich pocieszyć, Clint zobowiązał się, że zacznie traktować swoją przyszłość poważnie.
Romans z Maggie zaczął się w Los Angeles. Ona pracowała dla Industria Americana, niewielkiej firmy eksportującej części samochodowe; on był dozorcą kamienicy w Beverly Hills, do której się wprowadził. Zapisał się na wykłady, korzystając z dobrodziejstw Ustawy o weteranach, w Los Angeles City College. Wieczorami pracował na stacji benzynowej Signal Oil.
Clint i Maggie znali się niespełna rok, gdy on się jej niespodziewanie oświadczył. Maggie w październiku poleciała do Berkeley, żeby wziąć udział w dorocznym meczu futbolowym pomiędzy Berkeley a USC, i w czasie lunchu pochwaliła się tą nowiną. Z tej okazji wszyscy się poczęstowali czekoladkami35.
O pozycji społecznej narzeczonych świadczy fakt, że rubryki towarzyskie gazet w San Francisco i Oakland powiadomienia o zaręczynach opublikowały z fotografiami wybranków. O Clincie - "byłym obywatelu Piedmontu" - napisano w którejś gazecie, że studiuje w UCLA, a w innej, że od września będzie studiował w Berkeley. Późniejsze zapowiedzi skorygowały pomyłkę, podając mniej imponujący fakt, że narzeczony uczęszcza do Los Angeles City College. "Chodził do liceum prywatnego w Piedmoncie" - donosiła prasa nieprecyzyjnie.
Okres narzeczeństwa nie trwał długo. Tydzień przed Bożym Narodzeniem w roku 1953 Clint i Maggie wzięli ślub w South Pasadenie w obecności kapłana kongregacjonalistów Henry'ego Davida Greya. W podróż poślubną pojechali na krótko do Carmelu, a potem wprowadzili się do mieszkania Clinta przy 427 South Oakhurst Drive. Harry Pendleton, który był świadkiem Clinta, należał do nielicznych kolegów, którzy niedawno sami zdobyli się na ten odważny krok i wzięli ślub. Małżeństwo wydawało się właściwym posunięciem i ucieszyło rodziców Clinta.
a Najbardziej wartościowy gracz American League w 1958 roku (o ile nie zaznaczono inaczej, przypisy pochodzą od autora).
b Schwab's Pharmacy - apteka oraz bar z napojami i daniami obiadowymi zlokalizowane przy 8024 Sunset Boulevard w Hollywood, popularne miejsce spotkań branży filmowej w latach trzydziestych, czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku (przyp. tłum.).
c O pomocy tej "telefonistki" mówi się też w pierwszych materiałach promocyjnych CBS zapowiadających dołączenie Clinta do obsady Rawhide.
1 Clint omawia swoje upodobanie do słowa "dupek" w: Za garść krytyków Roberta Warda w "Crawdaddy" z kwietnia 1978 roku.
2 Por. R. Schickel, Clint Eastwood.
3 L. Cole, Clint's Not Cute When He's Angry, "Village Voice", 24 maja 1976.
4 T. Cahill, Clint Eastwood: The Rolling Stone Interview, "Rolling Stone", 4 lipca 1985.
5 Magazyn "News of the World", 11 lipca 1993.
6 Ibidem.
7 Clint Eastwood [...] Talking With David Frost, transkrypcja wywiadu telewizyjnego przygotowana przez David Paradine Group of Companies.
8 R. Gentry, Charismatic Clint, "McCall's", czerwiec 1987.
9 A. Knight, Playboy Interview: Clint Eastwood, "Playboy", luty 1974.
10 Por. C. Hodenfield, Clint Eastwood: "Let's Go to Lunch and BS for Awhile", "Look", lipiec 1979.
11 John L. Wasserman, Eastwood: The Man Behind the Image, "San Francisco Chronicle", 28 maja 1975.
12 "Rolling Stone", 4 lipca 1985.
13 Ibidem.
14 R. Schickel, op. cit.
15 Artykuł bez tytułu, "Oakland Tribune", 15 kwietnia 1986. Niewykluczone, że artykuł ten, znaleziony w archiwum gazety, donosił, że Clint spalił czyjąś podobiznę, ale nie opublikowano sprostowania.
16 R. Schickel, op. cit.
17 "Crawdaddy", kwiecień 1978.
18 J. Maslin, Make His Day? Museum Does That for Eastwood, "New York Times", 27 października 1993.
19 "Crawdaddy", kwiecień 1978.
20 "Rolling Stone", 4 lipca 1985.
21 R. Schickel, op. cit.
22 P.A. Witteman, Down a New Road With a Family Man, "People", 10 stycznia 1983.
23 A. Previn, No Minor Chords: My Days in Hollywood (Doubleday, New York, 1991).
24 D. Meeker, M. Salmi, Cherokee to Madison County, "Sight and Sound", wrzesień 1995.
25 "Playboy", luty 1974.
26 "US", 26 stycznia 1987.
27 Sylwetka Clinta Eastwooda napisana przez Ginny Dougary dla "The Times" (London), 28 marca 1998.
28 Ord Swimming Instructor Paddles Two Miles On Last Lap Of Furlough, "Fort Ord Panorama", 12 października 1951.
29 Informacje na temat okoliczności i szczegółów wypadku samolotowego Eastwooda znalazłem również w niżej podanych źródłach: Torpedo Bomber Down in Sea Near SF, Pilot, Hitch-Hiking Soldier Swim Ashore, "San Francisco Examiner", 1 października 1951; Swimming Teacher Paddled 2 Miles After Plane Crash, "San Francisco Examiner", 2 października 1951; Bomber Ditched, 2 Swim Ashore, "Oakland Tribune", 1 października 1951; Plane Crash Blamed on Radio, Clouds, "San Francisco Chronicle", 2 października 1951; Pilot, Rider Swim 2 Miles After Crash, "Salinas Californian", 1 października 1951.
30 Earl Leaf pisał o Clincie i Seattle w: The Way We Were w 1972 roku w "Rona Barrett's Hollywood"; artykuł znalazłem w archiwum Constance McCormick Collection of the Cinema-Television Archives at the University of Southern California. Oprócz tego, że sam rozmawiałem z Arthurem Lubinem, odsłuchałem nagranie Southern Methodist University Oral History of Lubin autorstwa Ronalda L. Davisa z 1985 roku, a także Directors Guild of America Oral History of Lubin autorstwa Jamesa Desmaraisa przechowywane w Margaret Herrick Library of the Academy of Motion Picture Arts and Sciences.
31 R. Schickel, op. cit.
32 G. Wills, Reagan's America, Doubleday, New York 1987.
33 M. Swift, It WAS Clint, and He Was Gorgeous, "Valley Daily News" (Kent, Washington), 2 kwietnia 1993.
34 The Way We Were, "Rona Barrett's Hollywood" .
35 Informacja o zaręczynach Clinta ukazała się w "San Francisco Chronicle", 14 listopada 1953 oraz w "San Francisco Examiner", 6 grudnia 1953.