City 6. Antologia polskich opowiadań grozy - Praca zbiorowa

Kup ebooka

37.50 zł
30.00 zł (27,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Zeter Zelke MIMIK

"Po cichu,

po wielkiemu cichu,

idu sobie ku miastu na zwiadu,

idu i patrzu".

Grzegorz Turnau, Cichosza

Czwórka. Tylu ich przetrwało. Pierwszy dzień jeszcze nie upłynął, a grupa już została zdziesiątkowana.

Daniel podkulił nogi i objął je ramionami.

- Nie zamartwiaj się tak. - Szin usiadł obok niego po turecku. - Inaczej depresja zabije cię prędzej niż mimik.

- Jesteśmy w dupie - wymamrotała Aldona, rudowłosa kobitka w podeszłym wieku, lecz wciąż w niezłej kondycji. - Załatwi nas w nocy.

Podejrzanie szybko traciła ducha, jak na babkę, która pół życia bawiła się w survival.

Szin przeniósł spojrzenie wąskich, czarnych oczu na Monikę. Daniel wiedział, jakie myśli kołatały się w tej przebiegłej głowie. Ostentacyjnie przygarnął do siebie apatyczną dziewczynkę. Ta odwzajemniła uścisk i zaraz podreptała do stojącej nieco dalej Aldony.

- Nie marnujmy zatem czasu. - Szin uśmiechnął się w karykaturalny, niemal komiksowy sposób. - Jeśli nie zrobimy nic głupiego, za godzinę wygramy wolność.

Daniel zerknął na skupisko pomarańczowych świateł - niby bliskie, a tak odległe. Wyznaczały obrzeża miasta, do których musieli dotrzeć. Na tym polegało zadanie. Banalne? Nie tam, gdzie zadomowił się mimik.

- - -

Żaden z jajogłowych nie krył przed ochotnikami, z czym się zmierzą; na tyle, na ile sam potrafił opisać to, co przed dekadą przyleciało na Ziemię wraz z powracającą z misji sondą. A właściwie - spadło na nią z hukiem. Na to konkretne miasto.

Natychmiast poddano je kwarantannie i odcięto od reszty świata polem siłowym, sonda bowiem przyniosła ze sobą naddatek w postaci nieznanej formy życia. Mimik przyjmował kształt przedmiotów, z którymi się zetknął: gwóźdź, młotek, gablota ogłoszeniowa... Mógł przybrać formę huśtawki, szlabanu albo fragmentu ściany. Na domiar złego ulegał podziałowi. I każda jego część umiała tę samą sztuczkę. Wyglądał niewinnie tylko tak długo, jak długo ofiara się nie zbliżyła.

Daniel trafił do miasta w towarzystwie morderców, gwałcicieli i złodziei. Głównie przestępcy przecierali szlak badań nad zdolnościami mimika, chociaż nie oni sami. Droga na to swoiste pole minowe stała otworem dla każdego, kto pożądał ekstremalnych wrażeń lub zwyczajnie miał życzenie śmierci. Wystarczyło podpisać odpowiedni świstek, godząc się na duże prawdopodobieństwo złożenia tam kości.

On był jednym ze skazańców, choć niczym nie zawinił. Ot, ofiara skorumpowanego wymiaru tak zwanej sprawiedliwości. Miesiące spędzone w mamrze mocno go sponiewierały. Jako cichy, spokojny typ, Daniel wolał siedzieć przed komputerem i układać algorytmy. Tymczasem przyszło mu wykorzystywać szare komórki do unikania kłopotliwych sytuacji ze współwięźniami. W kiciu, gdy upuścisz mydło, od razu tworzy się za tobą długa kolejka chętnych do przepychania niezatkanych kanałów. Do kitu z takim życiem! Lepiej skorzystać z nikłej szansy na odzyskanie wolności lub zginąć, próbując. Pięć minut po tym, gdy transportowce zrzuciły ochotników na teren miasta, wyszło na jaw, że powinien szykować się raczej na drugą opcję.

Postawił stopy na asfalcie, rozejrzał się i ze zdziwieniem skonstatował: ależ tu spokojnie. Zaraz za tą myślą przyszła następna: kto, do diabła, wpuścił tutaj dziecko?!

Młodziutka, na oko dwunastoletnia, dziewczynka wyróżniała się w tłumie bandytów i innych typów spod ciemnej gwiazdy. Jak się później dowiedział, dziewuszce było na imię Monika. Nie odstępowała na krok Aldony - niekaranej, zwykłej świruski, której wydawało się, że zabawa z mimikiem stanowi świetny sposób na spędzenie urlopu. Nie łączyło ich pokrewieństwo. Dojrzała kobieta po prostu poczuła się w obowiązku do roztoczenia opieki nad małą kobietką.

- Piromanka zdążyła już stopić twoje serce? - Usłyszał obok siebie męski głos.

- Piromanka? - powtórzył Daniel, jakby cierpiał na echolalię.

- Ta drobna niemowa spaliła swój dom wraz z rodziną, dasz wiarę?

Daniel spojrzał uważniej na rozmówcę. Wysoki, szczupły facet o czarnych, nastroszonych włosach i ciemnych oczach. Przystojne, nieco kanciaste rysy twarzy zdradzały domieszkę azjatyckiej krwi. Mężczyzna nie przypominał brutala, wręcz przeciwnie. Sprawiał wrażenie intelektualisty, stałego bywalca uniwersyteckiej biblioteki. Nosił zwykłą, przylegającą do ciała koszulinę i takież dżinsy.

- Szin - przedstawił się, wyciągając dłoń.

Daniel uścisnął ją bez udziału świadomości. Odruch dobrze wychowanego chłopca.

- Organizują te spędy co rok. - Szin westchnął. - Ponoć jeszcze nikomu nie udało się stąd wyjść.

- Skąd wiesz takie rzeczy?

- Mówię "ponoć" - skonkretyzował Szin, a Daniel po raz pierwszy zobaczył na jego ustach lisi uśmieszek. - Tyle wiemy, ile zechcą nam zdradzić, czyż nie? Cóż, lepsze to niż gnicie z przygłupami w pierdlu.

- Za co cię wsadzili?

- Za morderstwo.

Szin oświadczył to tak beznamiętnie, że Danielowi przebiegły ciarki po plecach.

- Nie bój nic - uspokoił go tamten. - Na tym świecie istniała tylko jedna osoba, której nienawidziłem do tego stopnia, aby zabić.

Banda straceńców zaczęła rozchodzić się niby mrówki. Niektórzy w pojedynkę, inni w małych grupach.

- Dokąd ich niesie? - Daniel drgnął. - Nie powinniśmy ustalić planu? Nie powinniśmy trzymać się razem?

- Już mi się podobasz - pochwalił Szin. - Ci tam są martwym mięsem. Kto nie rusza głową, kończy jako pasza dla mimika.

Jego słowa rychło okazały się prorocze.

Pewien przysadzisty jegomość stwierdził, że łatwiej przebić się przez miasto, siedząc za kółkiem. Porzuconych samochodów nie brakowało. Niektóre zapewne wciąż działały. Niewykluczone, że zwyciężyła chciwość więźnia przez lata pozbawionego luksusów.

Osiłek podszedł do nieźle prezentującego się peugeota. Nie zdążył nawet sięgnąć do drzwi, gdy auto - łubu-dum! - podskoczyło, warknęło, charknęło. Silnik zawył, wrrr!, zarzęził; z rury wydechowej, p-p-pach!, poszedł dym, koła - iii! - darły asfalt. Facet odskoczył i na nic więcej nie starczyło mu czasu. Maska peugeota otworzyła się, kłapnęła metalicznie, bam!, blam!, błysnęły stalowe zębiska. Pojazd zrobił się elastyczny i gibki, wygiął się i zamknął biedaka w groteskowej paszczy. Kłapst! Zaraz potem rozległo się mlaskanie i krrrach! pękających kości.

Bańka spokoju prysła. Ludzie spanikowali. Rozbiegli się niczym karaluchy przed światłem, wydzierali się wniebogłosy. W ogóle nie patrzyli, gdzie leźli. Ktoś pędził główną ulicą, dziąg! - i zniknął. Pokrywa studzienki kanalizacyjnej spadła, a biedny dureń wleciał wraz z nią do dziury. Po sekundzie z kanalizacji - bul, bul, bul, trysk! - rzygnęło czerwienią i flakami.

Kilkanaście osób usiłowało schronić się pod dachem. Sądzili, że zamknięci w czterech ścianach będą bezpieczni. Wpadli do piekarni, kiedy - trzask-trzask! - zawarły się za nimi drzwi, sklep zadygotał, wydłużył się, skurczył, a potem drżał w rytm wrzasków zatrzaśniętych wewnątrz ludzi. Krew bluzgała, ślup-ślap!, na okna, fragmenty białej materii odbijały się od mimikowych szyb: tik-tok-tok!

Ktoś bystrzejszy sterował ku mecie tak, by nie otrzeć się o żaden przedmiot, po którym nie musiał chodzić. Ale miejski koloryt był zbyt znajomy i ludzie wychowani w metropoliach pewnych rzeczy nie rejestrowali. Na przykład latarni. Nieszczęśnik nie ominął jej odpowiednio szerokim łukiem, ona zaś skorzystała z okazji, zgięła się, bźdąk-iiijąk!, okręciła wokół jego szyi i - chrrru! - wyprostowała, łamiąc mu kark.

Z salonu z odzieżą wyskoczyły dwa manekiny i - klik-klek-klok! - klekocząc, pognały za kilkoma innymi osobami. Zbyt przerażeni uciekinierzy nawet nie zauważyli, że kukły ledwo za nimi nadążają, nie wspominając o tym, że ochotnicy mieli nad nimi przewagę liczebną.

Pod Danielem ugięły się kolana. Przysiadł dokładnie tam, gdzie stał, nie ważąc się wysunąć ręki ani o centymetr poza sprawdzoną przestrzeń.

- Zginęli, bo przestali myśleć. - Usłyszał nad sobą opanowany głos Szina.

- Jak można się bronić przed czymś takim?! - wysapał Daniel. W gardle urosła mu gula, którą bez powodzenia próbował przepchnąć do żołądka.

- Tym, na dobry początek. - Szin zaprezentował poowijany drutem kolczastym kij bejsbolowy.

Daniel rozejrzał się za innymi, których mimik jeszcze nie dopadł. Została ich czwórka: niema piromanka Monika, podróżniczka Aldona, nieco otyły jegomość o aparycji flejtuchowatego biznesmena, który przedstawił się jako Benio, oraz Konrad - dwudziestoparolatek o szczurzej twarzy. Reszta albo nie żyła, albo pognała, gdzie nogi poniosły, ergo: wkrótce zginą.

Daniel spojrzał na Monikę. Piromanka czy nie, wyglądała na tak przerażoną, że serce krajało się w piersi. Pomogło mu to samemu wziąć się w garść. Podszedł do dziewczynki i powiedział, siląc się na pogodny ton:

- Hej, mała! Nie oddalaj się od nas, a wyjdziesz z tego bez szwanku. Jasne?

Uśmiechnął się, lecz odpowiedział mu jedynie szloch oraz pociąganie nosem. Przygarnął do siebie dzieciaka i trochę mu ulżyło, kiedy odwzajemniła uścisk. Drżała na całym ciele.

Ruszyli w szóstkę, kierując się na szalejące w oddali, pomarańczowe plamki iluminacji. Trzypasmówka wydawała się najbezpieczniejsza. Omijali studzienki kanalizacyjne, nie dotykali poboczy, nie ruszali barierek i obrzucali każdą wiszącą sygnalizację tym, co powyciągali z plecaków.

Szin raz trafił mimika. Zanim przeszli pod nieczynnym sygnalizatorem, rzucił bejsbolem w zielone. Sygnalizacja ożyła. Mig, mig, mig! - rozszalały się kolory i strzałki, bez ładu i składu. Gdy zostawili ją za sobą, lampki wyświetliły niezadowoloną buźkę.

Po godzinach forsownego marszu Monika zwolniła. Od tej pory Daniel niósł ją na zmianę z Aldoną. Szin patrzył na nich z politowaniem, niemniej nie skomentował.

Około trzynastej Benia przycisnęła natura. Długo wstrzymywał, ale jak mus, to mus. Aldona dała mu sensowną radę, aby się nie krępował, lał na szosę i nie ryzykował oddaleniem od grupy. Lecz Benio się wstydził. Szukał sposobności, aż wreszcie ją wypatrzył: pusty plac z rozłożystym drzewem pośrodku.

- To tylko drzewo, nie? - mówił. - Mimik nie udaje żywej natury, a ja muszę się odpryskać. Zaraz wracam.

Jednak Benio nie wrócił. Daniel obserwował, jak grubasek dobija do rośliny, rozpina rozporek i siura. Gdy wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, coś poszło nie tak. Benio zachwiał się i oparł o jakiś przedmiot. Usłyszeli dźwięczne dzzz-cza!, i zauważyli pod drzewem ławkę, z której obecnie wystawały ostrza. Przebiły Benia na wylot.

Daniel zasłonił oczy Monice, chociaż sam nie potrafił oderwać wzroku od trupa. Co się tam wydarzyło? Dlaczego Benio w jednej chwili stał, w drugiej leżał? Czyżby zdolności mimika nie ograniczały się do udawania wyłącznie martwej natury?

Szin zarzucił bejsbola na ramię, odwrócił się w stronę pomarańczowych sygnałów i ruszył przodem.

Wkrótce szosa się rozgałęziła, co przedstawiało pewien kłopot. Nie posiadali mapy miasta. Jedynym sposobem, aby stwierdzić, jak przebiega główna trasa, było wdrapanie się na wysoki punkt. Na przykład na słup energetyczny. Konrad zgłosił się na ochotnika. Wybrali słup, obrzucili go butelkami z wodą i obtłukli pałką. Robił wrażenie bezpiecznego.

Chłopak wskoczył na niego zwinnie niczym wiewiórka i wspiął się na sam szczyt. Daniel odetchnął w duchu. Na górze nie mogło go spotkać nic złego, prawda? Tymczasem Konrad rozglądał się, osłaniając oczy przed słońcem.

- Droga w prawo wiedzie do mety! - krzyknął, wskazując palcem linię, którą jedynie on widział, po czym zaczął ostrożnie schodzić.

Znajdował się jeszcze dość wysoko, kiedy - tszu-szu-sss-szu! - wiatr przywiał coś szeleszczącego. U wychowanego w mieście Daniela nie od razu zapaliła się lampka ostrzegawcza. Konrad, nic nie podejrzewając, przyjął foliową torebkę na twarz, ta zaś - szelesz-zap! - szczelnie owinęła mu się wokół nosa i ust. Chłopak jedną ręką obejmował słup, drugą usiłował zerwać z siebie intruza.

- Szkoda - mruknął Szin. - Jeśli nawet mimik go nie zadusi, młody połamie sobie gnaty przy upadku.

Konrad odpadł, gruchnął o beton i tam już pozostał. Foliowa torba spłynęła z siniejącego oblicza, wyciągnęła się ku nim i zamieniła w wielki, zębaty uśmiech. Daniel pobladł. Chaps! - kłapnęła paszcza i przysunęła się, korzystając z silniejszego podmuchu wiatru. Wycofali się na ulicę szybciej, niż ktokolwiek zdołałby powiedzieć "w nogi".

Wybrali prawe odgałęzienie i biegli, dopóki się nie zasapali. Pod Danielem uginały się kolana, wszak dźwigał Monikę. Musiał zwolnić.

- Nie chcę krakać, ale w ten sposób ty będziesz następny - szepnął mu Szin na ucho.

- Przecież nie porzucę jej na pewną śmierć! - zbuntował się Daniel.

- Odpocznijmy trochę. - Aldona łyknęła wody i podała butelkę Monice.

Dziewczynka ześlizgnęła się z pleców Daniela, odgięła się do tyłu i wypiła łapczywie. Jej brązowe, długie włosy zalśniły w słońcu.

Daniel klapnął na asfalcie i podkulił nogi.

- Nie zamartwiaj się tak. Inaczej depresja zabije cię prędzej niż mimik. - Szin dosiadł się, pociągnął wody z własnych zapasów i poczęstował Daniela.

- Jesteśmy w dupie. - Aldona spojrzała w niebo. Leniwie zbliżał się wieczór. - Załatwi nas w nocy.

- Nie marnujmy zatem czasu. Jeśli nie zrobimy nic głupiego, za godzinę wygramy wolność.

- Co się stało z Beniem? - Daniel posłał pytanie w przestrzeń, nie adresując go do nikogo konkretnego.

- Też cię to zastanawia, co? - Szin podrapał się po podbródku. - Jakiś śmieć pod drzewem? Jakaś puszka? Albo...

- Albo mimik potrafi podszywać się pod żywe organizmy - skonkludował Daniel, wstając.

Khe! Khhhe! - rozległo się za nimi. Mężczyźni odwrócili się jak na komendę, by skonstatować słuszność Danielowych domysłów.

Aldona spurpurowiała na twarzy. Na jej klatce piersiowej, uczepiona nogami niczym złośliwa narośl, siedziała Monika. Dusiła kobietę drobnymi, a mimo to nieprawdopodobnie silnymi rękami. Uśmiechała się szeroko w niemożliwy, rysunkowy sposób, w jaki uśmiechają się postaci z kreskówek. Chrup! - i głowa Aldony osunęła się na ramię pod dziwnym kątem. Monika zeskoczyła z jej piersi, zanim trup padł na drogę. Prawa rączka niby-dziewczynki rozdwoiła się i przekształciła w słusznych rozmiarów nożyce. Ciach! Ciach!

Daniel odskoczył, potknął się o własne nogi i klapnął tyłkiem na szosę. Przed niego wysunął się Szin, trzymając oburącz kij bejsbolowy. Daniel widział jego plecy, ale tyle mu wystarczyło, by stwierdzić, że ten drży jak osika. Mimo to oddzielał go od mimika murem swego ciała.

- No chodź! - prowokował. - Spróbuj ze mną! Nauczysz się udawać krwawą miazgę!

Buzia dziewczynki wydłużyła się w przesadnej imitacji powagi. Jej usta zamieniły się w 0, a oczy zrobiły dwa razy większe. Rozstawiła nogi i ugięła, jakby istotnie zamierzała rzucić się na Szina. Mężczyzna sam nieco się wychylił, przygotowując na atak. Jednak ten nigdy nie nastąpił. Mimik - tsk! - prychnął i w paru ogromnych susach uciekł, znikając za najbliższym budynkiem.

- Ty durniu o miękkim sercu! - fuknął Szin, pomagając Danielowi pozbierać się z asfaltu. - Nosiliście na garbach przeklętego mimika!

- Dzięki za...

- Ruszaj dupsko!

Daniel był wstrząśnięty. Czy organizatorzy testu wiedzieli, jak zmienił się mimik? Czy specjalnie im o tym nie powiedzieli?

Towarzysz niedoli srogą miną maskował strach; uwadze Daniela nie umknęło, że mocno dygotały mu ręce. Postanowił niemniej nie mącić wody, nie drażnić człowieka; pozwolił, by w jego imieniu przemawiała wyłącznie wdzięczna cisza.

Kazimierz Kyrcz Jr Z CZUŁOŚCIĄ

"Jest w porządku, ale musi się jeszcze nauczyć, że w pewne miejsca się nie zagląda".

Zadzwoń do Saula

Przede mną maszerowała żona z naszym synkiem. Słodki przedszkolak, który przy bliższym poznaniu niestety tracił wiele ze swego uroku. Może dlatego trzymałem się nieco z tyłu. Może wynikało to z faktu, że żona narzucała zabójcze tempo. A może z jeszcze innego powodu.

Nieistotne.

Za mną szła znajoma. Ubierała się zawsze po męsku, choć w dyskretny sposób emanowała kobiecością. Małomówna, prawdopodobnie z uwagi na to, że pomimo młodego wieku natura obarczyła ją głosem staruszki. Cichym, suchym i wypranym z wszelkich emocji.

Zwiedzaliśmy, krążąc po wąwozach ulic, placach i skwerach, podziwiając smukłe przęsła mostów i domy, które zdawały się wisieć w powietrzu.

Na pierwszy rzut oka miasto nie wyróżniało się niczym szczególnym. Gdy przyjrzeć się bliżej, okazywało się jednak, że posiadało zawrotną liczbę łączących się ze sobą podwórek i prowadzących do nich bram. Niekiedy odnosiłem wrażenie, że jedna brama z ciemnym zatęchłym wnętrzem przechodzi bezpośrednio w drugą. Równie mroczną, naznaczoną dyskretną nutą rozkładu.

Mijaliśmy zaaferowanych ludzi śpieszących do swoich spraw. Barwne, pstrokate stroje i szare umysły. Gwar wpychający się do uszu białym szumem utrudniał samodzielne myślenie. Nawet oddychanie.

Żona pędziła przed siebie, jakby uczestniczyła w zorganizowanym specjalnie dla niej wyścigu. Starałem się za nią nadążyć, od czasu do czasu oglądając się przez ramię na znajomą. W obawie, że się zgubi.

Wykrakałem.

W pewnym momencie zniknęła.

Krzyknąłem do żony, by się zatrzymała, bo nie wiadomo, gdzie się podział czwarty uczestnik wycieczki.

Żona kiwnęła głową, że rozumie, i zajęła się synkiem, który skorzystał z okazji, by zażądać lodów.

Mijała minuta za minutą, znajoma się nie pojawiła, więc ruszyłem na poszukiwania.

Po drodze rozglądałem się, dostrzegając szczegóły, które wcześniej mi umknęły. A to stragan z owocami i warzywami, a to zupełnie udane graffiti przedstawiające punka w masce Guya Fawkesa.

Szedłem od bramy do bramy w niknącej nadziei na powodzenie mojej misji.

W którejś z nich w końcu ją odnalazłem.

Stała w prześwicie, ze spodniami opuszczonymi do kostek. Widziałem wyraźnie jej gładkie stringi i rajstopy do kompletu.

Spojrzała na mnie wyzywająco. To było nie fair - nie miałem gdzie podziać oczu. Co gorsza, wcale tego nie chciałem.

Zamieniony w słup soli, obserwowałem, jak kilkoma zdecydowanymi ruchami uwalnia się ze spodni, podchodzi i bez słowa wyjaśnienia maluje mi kredką usta.

Nie broniłem się, choć nigdy nie marzyłem o tym, by zmienić się w kobietę. Ani nawet wyglądać jak one.

Znajoma złapała moją rękę, po czym usiadła z podkurczonymi nogami na płytkach podłogi. Przyciągnęła mnie i nadała właściwy kierunek. Dotyk jej warg omal nie doprowadził mnie do wybuchu.

Rozchyliła zapraszająco nogi. Poddałem się temu zewowi, ona zaś tuliła mnie udami z czułością pułapki zatrzaskowej. Tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, aż wreszcie odpłynąłem.

noty o autorach

Dariusz Barczewski (ur. w 1982 r.) - autor opowiadań, redaktor, recenzent. Mieszka w Dębniaku pod Zgierzem. Publikował w "Magazynie Fantastycznym" i w internecie. Jego opowiadania znalazły się w antologiach: Bizarro bazar (2013), Infections (2015), City 3 (FORMA 2016) i Tarnowskie Góry Kryminalnie (2021).

Aleksandra Bednarska (ur. w 1989 r.) - autorka opowiadań. Mieszka w Mediolanie. Laureatka konkursu "Południowe Podlasie w innym wymiarze". Publikowała w antologiach: Wszystkie kręgi piekieł (2022), Baźnie (2022), Bizarretki (2022), Sny umarłych (2023), Gruzy (2023) oraz w "Nowej Fantastyce" i "Magazynie Biały Kruk". Wydała zbiór opowiadań Brudne sprawki wujaszka Hana (2023).

Tomasz Ciastoń (ur. w 2001 r.) - autor opowiadań. Mieszka w Krakowie. Opowiadania publikował m.in. na łamach pokonkursowej antologii Fantazje Zielonogórskie (2021) i kwartalnika "Krak" (2023).

Feranos (ur. w 1992 r.) - autor powieści i opowiadań. Mieszka w Warszawie. Publikował w antologii Gruzy (2023) i czasopismach internetowych "Magazyn Biały Kruk" i "Histeria". Wydał powieść Spowiedź Abysalu (2022) oraz zbiór opowiadań Galeria Koszmarów Feranosa (2023).

Michał Górzyna (ur. w 1980 r.) - autor opowiadań i scenariuszy filmowych. Mieszka w Krakowie. Członek grupy filmowej Attic Film Production oraz grup filmowo-kabaretowych Lisołaki i T.R.E.P. Publikował m.in. w antologii Zwierzozwierz (2017), magazynie "Horror Masakra" i na portalu "Niedobre Literki".

Krystian Janik (ur. w 1989 r.) - prozaik, felietonista, dziennikarz. Mieszka w Tarnowie. Opowiadania publikował w antologiach: The Best of Histeria (2020) i City 5 (FORMA 2022). Wydał powieści: Pomsta. Opowieść z dziejów miasta Tarnowa (2018), Tu nie ma nic (2022, Nagroda Książki Roku przyznawana przez serwis Granice.pl) oraz Nic się nie dzieje (2023).

Aleksandra Knap (ur. w 1986 r.) - autorka opowiadań. Mieszka w Wałbrzychu. Publikowała w antologiach: Bizarretki (2022), Baźnie (2022), na portalu "Niedobre Literki", w nieregularnikach "PasudZin": #1 Opowieści Alicyjne (2022), #2 Dziwakacje (2022), #3 Bizarrowa Lista Przebojów (2023) i magazynie "Czerwony Karzeł" (2023).

Beniamin Koffe (ur. w 1981 r.) - autor opowiadań i spektakli teatralnych, scenarzysta komiksowy. Mieszka w Podłej Górze. Publikował w zinach "Żar-Ptak 3" i "Właściwie pająk".

Kazimierz Kyrcz Jr (ur. w 1970 r.) - prozaik, redaktor, scenarzysta. Mieszka w Krakowie. Tłumaczony na angielski, rosyjski, czeski i słowacki. Na podstawie opowiadania napisanego z Łukaszem Śmiglem powstał film Head to Love wyreżyserowany przez Vana Kassabiana. Jego opowiadania znalazły się w licznych antologiach, m.in. w: City 1 (FORMA 2009), City 2 (FORMA 2011), City 3 (FORMA 2016), 2017 (FORMA 2017), City 4 (FORMA 2018), City 5 (FORMA 2022) i eleWator. Antologia 2012-2021. proza (2022). Współautor zbiorów opowiadań: Piknik w piekle (2004), Horrorarium (2006), Twarze szatana (2009), Chory, chorzy, trup (2011), Lek na lęk (2011), Groźby (2021) oraz powieści: Siedlisko (2009), Koszmar na miarę (2010), Efemeryda (2011), Wojna świrów (2014). Autor tomów poetyckich Punk Ogito (FORMA 2021), Punk Ogito w podróży (FORMA 2023), zbiorów opowiadań: Femme fatale (FORMA 2015), Okruchy mroku (2017), powieści Podwójna pętla (2013, 2021) oraz cyklu powieściowego, w skład którego wchodzą: Dziewczyny, które miał na myśli (2017), Chłopcy, których kochano za mocno (2020), Kobiety, które nienawidzą (2020) i Mężczyźni w potrzasku (2020).

Paweł Lach (ur. w 1984 r.) - autor opowiadań i recenzent. Mieszka w Oświęcimiu. Opowiadania publikował m.in. w: "Fantomie", "Magazynie Fantastycznym", "Okolicy Strachu", "Wydaniu Specjalnym Fantastyki" oraz magazynach internetowych i antologiach. Na "Storytel" można posłuchać jego zbioru opowieści fantasy Pieśń o Kruku.

Krzysztof Maciejewski (ur. w 1971 r.) - pisarz, krytyk literacki i dziennikarz. Mieszka w Sulejówku. Publikował w większości czasopism fantastycznych. Wyróżniony w konkursie Gildii Horroru za krótkie opowiadanie grozy. Wydał zbiory opowiadań: Osiem (FORMA 2011), Album (FORMA 2013), Dziewięćdziesiąt dziewięć (FORMA 2015) i powieść Śniące ściany (2017). Jego opowiadania znalazły się w licznych antologiach, m.in. w: City 1 (FORMA 2009), 2011 (FORMA 2011), City 2 (FORMA 2011), 2014 (FORMA 2014), City 3 (FORMA 2016), Licho nie śpi (2018), 2020 (FORMA 2020), Sny umarłych (2020).

Kornel Mikołajczyk (ur. w 1991 r.) - prozaik, tłumacz. Redaktor portalu "Niedobre Literki". Mieszka w Łodzi. Publikował opowiadania w antologiach: Horyzonty Wyobraźni (2011), Toystories (2014), Hardboiled. Antologia nowel neo-noir (2015), Wolsung 2 (2015), Bizarro dla zaawansowanych (2015), City 3 (FORMA 2016), Zapomniane historie (2016), Ostatni dzień pary II (2017), Maszyna. Antologia horroru industrialnego (2017), Zwierzozwierz (2017), City 4 (FORMA 2018), Umieranie to parszywa robota (2019), W cieniu Bangor (2020), Iron Tales: Blood Brothers (2021), Bizarretki (2021), Powroty (2022), City 5 (FORMA 2022), Baźnie (2022), Gruzy. Antologia postapo (2023) oraz w licznych magazynach i na portalach internetowych. Wydał zbiór nowel Deus Ex Machina. Człowiek, który zniknął (2020, nominacja w plebiscycie Książka Roku portalu lubimyczytac.pl).

Anna Musiałowicz (ur. w 1982 r.) - redaktorka, korektorka i autorka, współtwórczyni projektu Anushka&Betushka, zajmującego się malowaniem obrazów na odzieży. Mieszka w Ostrowie Wielkopolskim. Uhonorowana tytułem Osobowości Ostrowskiej Kultury (2023). Publikowała m.in. w magazynach: "Brama", "Czerwony Karzeł", "Histeria", "Howard", "Okolica Strachu", "Szortal"; antologiach: Halloween w stu słowach (2016), Tabu (2017), Słowiańskie koszmary (2017), Maszyna (2017), Gorefikacje III (2018), Mroczne dziedzictwo (2018), Licho nie śpi (2019), W cieniu Bangor (2020), Zabawki (2020), #Scary100Challenge (2020), Iron Tales. Blood Brothers (2021), City 5 (FORMA 2022), Dekady w cieniu (2022), #Scary100Challenge2 (2022), Słowiańskie strachy (2022), Polské nocní mury (2023) oraz podręcznikach RPG. Wydała książki: Diabeł zza okna (2020, nominacja do nagrody Książka Roku w plebiscycie portalu lubimyczytac.pl), Kuklany las (2021, wyróżnienie w plebiscycie "Brakująca litera"), Śnieg jeszcze czysty (2023).

Dariusz Muszer (ur. w 1959 r.) - poeta, prozaik i tłumacz. Mieszka w Hanowerze. Laureat Nagrody Związku Niemieckich Pisarzy "Das neue Buch in Niedersachsen und Bremen" za powieść Die Freiheit riecht nach Vanille (1999). Opublikował m.in. tomy wierszy: Zatrzymane wersy (1987), Pestki i ogryzki (1989), Die Geliebten aus R. und andere Gedichte (1990), Panna Franciszka, pomylony akordeon i inne wiersze (1995), Księga zielonej kamizelki (1996), Jestem chłop (2004), Wszyscy moi nieznajomi (2004), Zapomniany strajk (2012), Wiersze poniemieckie (FORMA 2019), Dzieci krótszej nogi Syzyfa (FORMA 2021); haiku: Księga ramion deszczu (FORMA 2020); powieści: Die Freiheit riecht nach Vanille (1999, wydanie polskie: Wolność pachnie wanilią - FORMA 2008), Der Echsenmann (2001), Niebieski (FORMA 2006), Gottes Homepage (2007, wydanie polskie: Homepage Boga - FORMA 2013), Lummick (2009), Schädelfeld (2015, wydanie polskie: Pole Czaszek - FORMA 2017); zbiór opowiadań Człowiek z kowadłem (FORMA 2019); zbiory baśni: Baśnie norweskie (FORMA 2018), Baśnie norweskie. Tom 2 (FORMA 2022) i bajkę Córka męża i córka żony (FORMA 2020). Jego opowiadania znalazły się w antologiach: 2008 (FORMA 2008), City 1 (FORMA 2009), 2011 (FORMA 2011), 2014 (FORMA 2014), City 3 (FORMA 2016), 2017 (FORMA 2017), City 4 (FORMA 2018), 2020 (FORMA 2020) i City 5 (FORMA 2022).

Ksenia Olkusz (ur. w 1977 r.) - dr hab., historyk, teoretyk i krytyk literatury. Prezes Fundacji Ośrodek Badawczy Facta Ficta, redaktorka naczelna czasopisma naukowego "Facta Ficta Journal of Theory, Narrative & Media". Mieszka we Wrocławiu. Redaktorka kilku tomów monograficznych, m.in.: Zombie w kulturze, Światy grozy, 50 twarzy popkultury, Narracje fantastyczne, Rejestry kultury. Autorka m.in. haseł "romans paranormalny" i "literatura bizarro" opublikowanych na łamach "Zagadnień Rodzajów Literackich" oraz wielu publikacji w czasopismach i monografiach zbiorowych. Wydała książki: Materializm kontra ezoteryka. Drugie pokolenie pozytywistów wobec "spraw nie z tego świata" (2007), Współczesność w zwierciadle horroru. O najnowszej polskiej fantastyce grozy (2017) i Narracje zombiecentryczne. Literatura - Teoria - Antropologia (2019).

Tadeusz Oszubski (ur. w 1958 r.) - prozaik, poeta, publicysta. Mieszka w Bydgoszczy. Współautor zbioru reportaży Niewyjaśnione zjawiska w Polsce (2013, nominacja do nagrody dziennikarskiej Grand Press 2003). Powieść Sfora (1992) nominowano do Nagrody im. Janusza A. Zajdla, książkę Drapieżnik (1999) nagrodzono w II Ogólnopolskim Konkursie na Polską Powieść Współczesną, a popularyzatorska praca Tajemnicze istoty (2004) ukazała się w przekładzie na czeski (2006). Kilkadziesiąt opowiadań ukazało się w antologiach i prasie literackiej, m.in. we "Frazie" i "Nowej Fantastyce". Wydał tom poetycki Zostawiliśmy skrzydła w szatni (1984), zbiory opowiadań Miasto (2018), ZakoHanna (2019) i Legenda Panien Wodnych (2019) oraz kilka powieści, m.in.: Sfora (1992, 2021), Miłość (2015, 2023), Bydgostia (2017), Młode (2017) i Biała bestia (2023).

Marta Radomska (ur. w 1982 r.) - powieściopisarka. Mieszka w Poznaniu. Wydała: Maraton do szczęścia (2017), Sprintem do marzeń (2018), Biegiem po miłość (2018), Tego kwiatu jest pół światu (2019), O jeden diament za daleko (2019), Przypadki chodzą parami (2020), W tę samą stronę (2020), Gdy jesteś obok (2020) i Zanim powiem tak (2021).

Marcin Rojek (ur. w 1989 r.) - autor opowiadań. Mieszka w Białej Podlaskiej. Publikował w antologiach: Gorefikacje I (2013), Gorefikacje II (2016), Zombiefilia (2013), Księga Wampirów (2014), Toystories (2014), Bizarro Bazar (2013), Bizarro dla zaawansowanych (2015); magazynach: "Fantastyka Wydanie Specjalne" "Grabarz Polski", "Horror Masakra", "Lost & Found" oraz na portalu "Niedobre Literki".

Anna Szczęsna (ur. w 1981 r.) - autorka powieści obyczajowych i opowiadań grozy. Mieszka w Toruniu. Wydała powieści: Smutek Gabi (2014), Jutro pachnie cynamonem (2015), Gang różowych kapeluszy (2016), Myśl do przytulania (2017), Trzykrotka (2018), Testerka szczęścia (2019), Iskierka nadziei (2019), Szepty drewnianych papug (2020), Krokodyl w doniczce (2020). Jej opowiadania znalazły się w antologiach City 1 (FORMA 2009), City 3 (FORMA 2016), City 4 (FORMA 2018) i City 5 (FORMA 2022).

Flora Woźnica (ur. w 1995 r.) - recenzentka, autorka opowiadań. Mieszka we Wrocławiu. Publikowała m.in. w antologiach: Szlakiem odmieńców (2015), Lustra zbrodni (2015), Halloween w stu słowach (2016), Tabu (2017), Słowiańskie Koszmary (2017), Maszyna (2017), City 4 (FORMA 2018), Po drugiej stronie światła (2018), Licho nie śpi (2019), Mroczne dziedzictwo (2019), W cieniu Bangor (2020), Zabawki (2020), Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2020. Tom 2 (2020), Obscura 2. Antologia horroru (2021), Iron Tales: Blood Brothers (2021), City 5 (FORMA 2022), Wszystkie kręgi piekła (2022) i Tryzna (2022).

Zeter Zelke (ur. w 1984 r.) - autorka opowiadań. Redaktorka portalu "Niedobre Literki". Mieszka w Łodzi. Publikowała w "Qfancie" i antologiach: Bizarro Bazar (2013), Bizarro dla zaawansowanych (2015), Infections (2015), City 3 (FORMA 2016), City 4 (FORMA 2018), Licho nie śpi (2018), Bizarretki (2022), City 5 (FORMA 2022), Tarnowskie Góry Fantastycznie 3 (2021).

Michał Zgajewski (ur. w 1985 r.) - autor opowiadań i recenzent. Mieszka w Żywcu. Jego opowiadanie kryminalne ukazało się w trzecim tomie Kryminalnych opowiadań (2009).