Zeter Zelke
MIMIK
"Po
cichu,
po
wielkiemu cichu,
idu
sobie ku miastu na zwiadu,
idu
i patrzu".
Grzegorz
Turnau, Cichosza
Czwórka.
Tylu ich przetrwało. Pierwszy dzień jeszcze nie upłynął, a grupa
już została zdziesiątkowana.
Daniel
podkulił nogi i objął je ramionami.
- Nie
zamartwiaj się tak. - Szin usiadł obok niego po turecku. -
Inaczej depresja zabije cię prędzej niż mimik.
- Jesteśmy
w dupie - wymamrotała Aldona, rudowłosa kobitka w podeszłym
wieku, lecz wciąż w niezłej kondycji. - Załatwi nas w nocy.
Podejrzanie
szybko traciła ducha, jak na babkę, która pół życia bawiła się
w survival.
Szin
przeniósł spojrzenie wąskich, czarnych oczu na Monikę. Daniel
wiedział, jakie myśli kołatały się w tej przebiegłej głowie.
Ostentacyjnie przygarnął do siebie apatyczną dziewczynkę. Ta
odwzajemniła uścisk i zaraz podreptała do stojącej nieco dalej
Aldony.
- Nie
marnujmy zatem czasu. - Szin uśmiechnął się w karykaturalny,
niemal komiksowy sposób. - Jeśli nie zrobimy nic głupiego, za
godzinę wygramy wolność.
Daniel
zerknął na skupisko pomarańczowych świateł - niby bliskie, a
tak odległe. Wyznaczały obrzeża miasta, do których musieli
dotrzeć. Na tym polegało zadanie. Banalne? Nie tam, gdzie zadomowił
się mimik.
- - -
Żaden
z jajogłowych nie krył przed ochotnikami, z czym się zmierzą; na
tyle, na ile sam potrafił opisać to, co przed dekadą przyleciało
na Ziemię wraz z powracającą z misji sondą. A właściwie -
spadło na nią z hukiem. Na to konkretne miasto.
Natychmiast
poddano je kwarantannie i odcięto od reszty świata polem siłowym,
sonda bowiem przyniosła ze sobą naddatek w postaci nieznanej formy
życia. Mimik przyjmował kształt przedmiotów, z którymi się
zetknął: gwóźdź, młotek, gablota ogłoszeniowa... Mógł
przybrać formę huśtawki, szlabanu albo fragmentu ściany. Na
domiar złego ulegał podziałowi. I każda jego część umiała tę
samą sztuczkę. Wyglądał niewinnie tylko tak długo, jak długo
ofiara się nie zbliżyła.
Daniel
trafił do miasta w towarzystwie morderców, gwałcicieli i złodziei.
Głównie przestępcy przecierali szlak badań nad zdolnościami
mimika, chociaż nie oni sami. Droga na to swoiste pole minowe stała
otworem dla każdego, kto pożądał ekstremalnych wrażeń lub
zwyczajnie miał życzenie śmierci. Wystarczyło podpisać
odpowiedni świstek, godząc się na duże prawdopodobieństwo
złożenia tam kości.
On
był jednym ze skazańców, choć niczym nie zawinił. Ot, ofiara
skorumpowanego wymiaru tak zwanej sprawiedliwości. Miesiące
spędzone w mamrze mocno go sponiewierały. Jako cichy, spokojny typ,
Daniel wolał siedzieć przed komputerem i układać algorytmy.
Tymczasem przyszło mu wykorzystywać szare komórki do unikania
kłopotliwych sytuacji ze współwięźniami. W kiciu, gdy upuścisz
mydło, od razu tworzy się za tobą długa kolejka chętnych do
przepychania niezatkanych kanałów. Do kitu z takim życiem! Lepiej
skorzystać z nikłej szansy na odzyskanie wolności lub zginąć,
próbując. Pięć minut po tym, gdy transportowce zrzuciły
ochotników na teren miasta, wyszło na jaw, że powinien szykować
się raczej na drugą opcję.
Postawił
stopy na asfalcie, rozejrzał się i ze zdziwieniem skonstatował:
ależ tu spokojnie. Zaraz za tą
myślą
przyszła następna: kto, do diabła, wpuścił tutaj dziecko?!
Młodziutka,
na oko dwunastoletnia, dziewczynka wyróżniała się w tłumie
bandytów i innych typów spod ciemnej gwiazdy. Jak się później
dowiedział, dziewuszce było na imię Monika. Nie odstępowała na
krok Aldony - niekaranej, zwykłej świruski, której wydawało
się, że zabawa z mimikiem stanowi świetny sposób na spędzenie
urlopu. Nie łączyło ich pokrewieństwo. Dojrzała kobieta po
prostu poczuła się w obowiązku do roztoczenia opieki nad małą
kobietką.
- Piromanka
zdążyła już stopić twoje serce? - Usłyszał obok siebie męski
głos.
- Piromanka?
- powtórzył Daniel, jakby cierpiał na echolalię.
- Ta
drobna niemowa spaliła swój dom wraz z rodziną, dasz wiarę?
Daniel
spojrzał uważniej na rozmówcę. Wysoki, szczupły facet o
czarnych, nastroszonych włosach i ciemnych oczach. Przystojne, nieco
kanciaste rysy twarzy zdradzały domieszkę azjatyckiej krwi.
Mężczyzna nie przypominał brutala, wręcz przeciwnie. Sprawiał
wrażenie intelektualisty, stałego bywalca uniwersyteckiej
biblioteki. Nosił zwykłą, przylegającą do ciała koszulinę i
takież dżinsy.
- Szin
- przedstawił się, wyciągając dłoń.
Daniel
uścisnął ją bez udziału świadomości. Odruch dobrze wychowanego
chłopca.
- Organizują
te spędy co rok. - Szin westchnął. - Ponoć jeszcze nikomu nie
udało się stąd wyjść.
- Skąd
wiesz takie rzeczy?
- Mówię
"ponoć" - skonkretyzował Szin, a Daniel po raz pierwszy
zobaczył na jego ustach lisi uśmieszek. - Tyle wiemy, ile zechcą
nam zdradzić, czyż nie? Cóż, lepsze to niż gnicie z przygłupami
w pierdlu.
- Za
co cię wsadzili?
- Za
morderstwo.
Szin
oświadczył to tak beznamiętnie, że Danielowi przebiegły ciarki
po plecach.
- Nie
bój nic - uspokoił go tamten. - Na tym świecie istniała tylko
jedna osoba, której nienawidziłem do tego stopnia, aby zabić.
Banda
straceńców zaczęła rozchodzić się niby mrówki. Niektórzy w
pojedynkę, inni w małych grupach.
- Dokąd
ich niesie? - Daniel drgnął. - Nie powinniśmy ustalić planu?
Nie powinniśmy trzymać się razem?
- Już
mi się podobasz - pochwalił Szin. - Ci tam są martwym mięsem.
Kto nie rusza głową, kończy jako pasza dla mimika.
Jego
słowa rychło okazały się prorocze.
Pewien
przysadzisty jegomość stwierdził, że łatwiej przebić się przez
miasto, siedząc za kółkiem. Porzuconych samochodów nie brakowało.
Niektóre zapewne wciąż działały. Niewykluczone, że zwyciężyła
chciwość więźnia przez lata pozbawionego luksusów.
Osiłek
podszedł do nieźle prezentującego się peugeota. Nie zdążył
nawet sięgnąć do drzwi, gdy auto - łubu-dum!
-
podskoczyło, warknęło, charknęło. Silnik zawył, wrrr!,
zarzęził; z rury wydechowej, p-p-pach!,
poszedł dym, koła - iii!
- darły asfalt. Facet odskoczył i na nic więcej nie starczyło
mu czasu. Maska peugeota otworzyła się, kłapnęła metalicznie,
bam!,
blam!,
błysnęły stalowe zębiska. Pojazd zrobił się elastyczny i gibki,
wygiął się i zamknął biedaka w groteskowej paszczy. Kłapst!
Zaraz
potem rozległo się mlaskanie i krrrach!
pękających kości.
Bańka
spokoju prysła. Ludzie spanikowali. Rozbiegli się niczym karaluchy
przed światłem, wydzierali się wniebogłosy. W ogóle nie
patrzyli, gdzie leźli. Ktoś pędził główną ulicą,
dziąg!
- i zniknął. Pokrywa studzienki kanalizacyjnej spadła, a biedny
dureń wleciał wraz z nią do dziury. Po sekundzie z kanalizacji -
bul,
bul, bul, trysk!
- rzygnęło czerwienią i flakami.
Kilkanaście
osób usiłowało schronić się pod dachem. Sądzili, że zamknięci
w czterech ścianach będą bezpieczni. Wpadli do piekarni, kiedy -
trzask-trzask!
- zawarły się za nimi drzwi, sklep zadygotał, wydłużył się,
skurczył, a potem drżał w rytm wrzasków zatrzaśniętych wewnątrz
ludzi. Krew bluzgała, ślup-ślap!,
na okna, fragmenty białej materii odbijały się od mimikowych szyb:
tik-tok-tok!
Ktoś
bystrzejszy sterował ku mecie tak, by nie otrzeć się o żaden
przedmiot, po którym nie musiał chodzić. Ale miejski koloryt był
zbyt znajomy i ludzie wychowani w metropoliach pewnych rzeczy nie
rejestrowali. Na przykład latarni. Nieszczęśnik nie ominął jej
odpowiednio szerokim łukiem, ona zaś skorzystała z okazji, zgięła
się, bźdąk-iiijąk!,
okręciła wokół jego szyi i - chrrru!
- wyprostowała, łamiąc mu kark.
Z
salonu z odzieżą wyskoczyły dwa manekiny i - klik-klek-klok!
- klekocząc, pognały za kilkoma innymi osobami. Zbyt przerażeni
uciekinierzy nawet nie zauważyli, że kukły ledwo za nimi nadążają,
nie wspominając o tym, że ochotnicy mieli nad nimi przewagę
liczebną.
Pod
Danielem ugięły się kolana. Przysiadł dokładnie tam, gdzie stał,
nie ważąc się wysunąć ręki ani o centymetr poza sprawdzoną
przestrzeń.
- Zginęli,
bo przestali myśleć. - Usłyszał nad sobą opanowany głos
Szina.
- Jak
można się bronić przed czymś takim?! - wysapał Daniel. W
gardle urosła mu gula, którą bez powodzenia próbował przepchnąć
do żołądka.
- Tym,
na dobry początek. - Szin zaprezentował poowijany drutem
kolczastym kij bejsbolowy.
Daniel
rozejrzał się za innymi, których mimik jeszcze nie dopadł.
Została ich czwórka: niema piromanka Monika, podróżniczka Aldona,
nieco otyły jegomość o aparycji flejtuchowatego biznesmena, który
przedstawił się jako Benio, oraz Konrad - dwudziestoparolatek o
szczurzej twarzy. Reszta albo nie żyła, albo pognała, gdzie nogi
poniosły, ergo: wkrótce zginą.
Daniel
spojrzał na Monikę. Piromanka czy nie, wyglądała na tak
przerażoną, że serce krajało się w piersi. Pomogło mu to samemu
wziąć się w garść. Podszedł do dziewczynki i powiedział, siląc
się na pogodny ton:
- Hej,
mała! Nie oddalaj się od nas, a wyjdziesz z tego bez szwanku.
Jasne?
Uśmiechnął
się, lecz odpowiedział mu jedynie szloch oraz pociąganie nosem.
Przygarnął do siebie dzieciaka i trochę mu ulżyło, kiedy
odwzajemniła uścisk. Drżała na całym ciele.
Ruszyli
w szóstkę, kierując się na szalejące w oddali, pomarańczowe
plamki iluminacji. Trzypasmówka wydawała się najbezpieczniejsza.
Omijali studzienki kanalizacyjne, nie dotykali poboczy, nie ruszali
barierek i obrzucali każdą wiszącą sygnalizację tym, co
powyciągali z plecaków.
Szin
raz trafił mimika. Zanim przeszli pod nieczynnym sygnalizatorem,
rzucił bejsbolem w zielone. Sygnalizacja ożyła. Mig,
mig, mig!
-
rozszalały się kolory i strzałki, bez ładu i składu. Gdy
zostawili ją za sobą, lampki wyświetliły niezadowoloną buźkę.
Po
godzinach forsownego marszu Monika zwolniła. Od tej pory Daniel
niósł ją na zmianę z Aldoną. Szin patrzył na nich z
politowaniem, niemniej nie skomentował.
Około
trzynastej Benia przycisnęła natura. Długo wstrzymywał, ale jak
mus, to mus. Aldona dała mu sensowną radę, aby się nie krępował,
lał na szosę i nie ryzykował oddaleniem od grupy. Lecz Benio się
wstydził. Szukał sposobności, aż wreszcie ją wypatrzył: pusty
plac z rozłożystym drzewem pośrodku.
- To
tylko drzewo, nie? - mówił. - Mimik nie udaje żywej natury, a
ja muszę się odpryskać. Zaraz wracam.
Jednak
Benio nie wrócił. Daniel obserwował, jak grubasek dobija do
rośliny, rozpina rozporek i siura. Gdy wydawało się, że wszystko
jest pod kontrolą, coś poszło nie tak. Benio zachwiał się i
oparł o jakiś przedmiot. Usłyszeli dźwięczne dzzz-cza!,
i zauważyli pod drzewem ławkę, z której obecnie wystawały
ostrza. Przebiły Benia na wylot.
Daniel
zasłonił oczy Monice, chociaż sam nie potrafił oderwać wzroku od
trupa. Co się tam wydarzyło? Dlaczego Benio w jednej chwili stał,
w drugiej leżał? Czyżby zdolności mimika nie ograniczały się do
udawania wyłącznie martwej natury?
Szin
zarzucił bejsbola na ramię, odwrócił się w stronę
pomarańczowych sygnałów i ruszył przodem.
Wkrótce
szosa się rozgałęziła, co przedstawiało pewien kłopot. Nie
posiadali mapy miasta. Jedynym sposobem, aby stwierdzić, jak
przebiega główna trasa, było wdrapanie się na wysoki punkt. Na
przykład na słup energetyczny. Konrad zgłosił się na ochotnika.
Wybrali słup, obrzucili go butelkami z wodą i obtłukli pałką.
Robił wrażenie bezpiecznego.
Chłopak
wskoczył na niego zwinnie niczym wiewiórka i wspiął się na sam
szczyt. Daniel odetchnął w duchu. Na górze nie mogło go spotkać
nic złego, prawda? Tymczasem Konrad rozglądał się, osłaniając
oczy przed słońcem.
- Droga
w prawo wiedzie do mety! - krzyknął, wskazując palcem linię,
którą jedynie on widział, po czym zaczął ostrożnie schodzić.
Znajdował
się jeszcze dość wysoko, kiedy - tszu-szu-sss-szu!
- wiatr przywiał coś szeleszczącego. U wychowanego w mieście
Daniela nie od razu zapaliła się lampka ostrzegawcza. Konrad, nic
nie podejrzewając, przyjął foliową torebkę na twarz, ta zaś -
szelesz-zap!
- szczelnie owinęła mu się wokół nosa i ust. Chłopak jedną
ręką obejmował słup, drugą usiłował zerwać z siebie intruza.
- Szkoda
- mruknął Szin. - Jeśli nawet mimik go nie zadusi, młody
połamie sobie gnaty przy upadku.
Konrad
odpadł, gruchnął o beton i tam już pozostał. Foliowa torba
spłynęła z siniejącego oblicza, wyciągnęła się ku nim i
zamieniła w wielki, zębaty uśmiech. Daniel pobladł. Chaps!
-
kłapnęła paszcza i przysunęła się, korzystając z silniejszego
podmuchu wiatru. Wycofali się na ulicę szybciej, niż ktokolwiek
zdołałby powiedzieć "w nogi".
Wybrali
prawe odgałęzienie i biegli, dopóki się nie zasapali. Pod
Danielem uginały się kolana, wszak dźwigał Monikę. Musiał
zwolnić.
- Nie
chcę krakać, ale w ten sposób ty będziesz następny - szepnął
mu Szin na ucho.
- Przecież
nie porzucę jej na pewną śmierć! - zbuntował się Daniel.
- Odpocznijmy
trochę. - Aldona łyknęła wody i podała butelkę Monice.
Dziewczynka
ześlizgnęła się z pleców Daniela, odgięła się do tyłu i
wypiła łapczywie. Jej brązowe, długie włosy zalśniły w słońcu.
Daniel
klapnął na asfalcie i podkulił nogi.
- Nie
zamartwiaj się tak. Inaczej depresja zabije cię prędzej niż
mimik. - Szin dosiadł się, pociągnął wody z własnych zapasów
i poczęstował Daniela.
- Jesteśmy
w dupie. - Aldona spojrzała w niebo. Leniwie zbliżał się
wieczór. - Załatwi nas w nocy.
- Nie
marnujmy zatem czasu. Jeśli nie zrobimy nic głupiego, za godzinę
wygramy wolność.
- Co
się stało z Beniem? - Daniel posłał pytanie w przestrzeń, nie
adresując go do nikogo konkretnego.
- Też
cię to zastanawia, co? - Szin podrapał się po podbródku. -
Jakiś śmieć pod drzewem? Jakaś puszka? Albo...
- Albo
mimik potrafi podszywać się pod żywe organizmy - skonkludował
Daniel, wstając.
Khe!
Khhhe!
- rozległo się za nimi. Mężczyźni odwrócili się jak na
komendę, by skonstatować słuszność Danielowych domysłów.
Aldona
spurpurowiała na twarzy. Na jej klatce piersiowej, uczepiona nogami
niczym złośliwa narośl, siedziała Monika. Dusiła kobietę
drobnymi, a mimo to nieprawdopodobnie silnymi rękami. Uśmiechała
się szeroko w niemożliwy, rysunkowy sposób, w jaki uśmiechają
się postaci z kreskówek. Chrup!
- i głowa Aldony osunęła się na ramię pod dziwnym kątem.
Monika zeskoczyła z jej piersi, zanim trup padł na drogę. Prawa
rączka niby-dziewczynki rozdwoiła się i przekształciła w
słusznych rozmiarów nożyce. Ciach!
Ciach!
Daniel
odskoczył, potknął się o własne nogi i klapnął tyłkiem na
szosę. Przed niego wysunął się Szin, trzymając oburącz kij
bejsbolowy. Daniel widział jego plecy, ale tyle mu wystarczyło, by
stwierdzić, że ten drży jak osika. Mimo to oddzielał go od mimika
murem swego ciała.
- No
chodź! - prowokował. - Spróbuj ze mną! Nauczysz się udawać
krwawą miazgę!
Buzia
dziewczynki wydłużyła się w przesadnej imitacji powagi. Jej usta
zamieniły się w 0, a oczy zrobiły dwa razy większe. Rozstawiła
nogi i ugięła, jakby istotnie zamierzała rzucić się na Szina.
Mężczyzna sam nieco się wychylił, przygotowując na atak. Jednak
ten nigdy nie nastąpił. Mimik - tsk!
- prychnął i w paru ogromnych susach uciekł, znikając za
najbliższym budynkiem.
- Ty
durniu o miękkim sercu! - fuknął Szin, pomagając Danielowi
pozbierać się z asfaltu. - Nosiliście na garbach przeklętego
mimika!
- Dzięki
za...
- Ruszaj
dupsko!
Daniel
był wstrząśnięty. Czy organizatorzy testu wiedzieli, jak zmienił
się mimik? Czy specjalnie im o tym nie powiedzieli?
Towarzysz
niedoli srogą miną maskował strach; uwadze Daniela nie umknęło,
że mocno dygotały mu ręce. Postanowił niemniej nie mącić wody,
nie drażnić człowieka; pozwolił, by w jego imieniu przemawiała
wyłącznie wdzięczna cisza.
Kazimierz Kyrcz
Jr
Z CZUŁOŚCIĄ
"Jest
w porządku, ale musi się jeszcze nauczyć, że w pewne miejsca się
nie zagląda".
Zadzwoń
do Saula
Przede
mną maszerowała żona z naszym synkiem. Słodki przedszkolak, który
przy bliższym poznaniu niestety tracił wiele ze swego uroku. Może
dlatego trzymałem się nieco z tyłu. Może wynikało to z faktu, że
żona narzucała zabójcze tempo. A może z jeszcze innego powodu.
Nieistotne.
Za
mną szła znajoma. Ubierała się zawsze po męsku, choć w
dyskretny sposób emanowała kobiecością. Małomówna,
prawdopodobnie z uwagi na to, że pomimo młodego wieku natura
obarczyła ją głosem staruszki. Cichym, suchym i wypranym z
wszelkich emocji.
Zwiedzaliśmy,
krążąc po wąwozach ulic, placach i skwerach, podziwiając smukłe
przęsła mostów i domy, które zdawały się wisieć w powietrzu.
Na
pierwszy rzut oka miasto nie wyróżniało się niczym szczególnym.
Gdy przyjrzeć się bliżej, okazywało się jednak, że posiadało
zawrotną liczbę łączących się ze sobą podwórek i prowadzących
do nich bram. Niekiedy odnosiłem wrażenie, że jedna brama z
ciemnym zatęchłym wnętrzem przechodzi bezpośrednio w drugą.
Równie mroczną, naznaczoną dyskretną nutą rozkładu.
Mijaliśmy
zaaferowanych ludzi śpieszących do swoich spraw. Barwne, pstrokate
stroje i szare umysły. Gwar wpychający się do uszu białym szumem
utrudniał samodzielne myślenie. Nawet oddychanie.
Żona
pędziła przed siebie, jakby uczestniczyła w zorganizowanym
specjalnie dla niej wyścigu. Starałem się za nią nadążyć, od
czasu do czasu oglądając się przez ramię na znajomą. W obawie,
że się zgubi.
Wykrakałem.
W
pewnym momencie zniknęła.
Krzyknąłem
do żony, by się zatrzymała, bo nie wiadomo, gdzie się podział
czwarty uczestnik wycieczki.
Żona
kiwnęła głową, że rozumie, i zajęła się synkiem, który
skorzystał z okazji, by zażądać lodów.
Mijała
minuta za minutą, znajoma się nie pojawiła, więc ruszyłem na
poszukiwania.
Po
drodze rozglądałem się, dostrzegając szczegóły, które
wcześniej mi umknęły. A to stragan z owocami i warzywami, a to
zupełnie udane graffiti przedstawiające punka w masce Guya Fawkesa.
Szedłem
od bramy do bramy w niknącej nadziei na powodzenie mojej misji.
W
którejś z nich w końcu ją odnalazłem.
Stała
w prześwicie, ze spodniami opuszczonymi do kostek. Widziałem
wyraźnie jej gładkie stringi i rajstopy do kompletu.
Spojrzała
na mnie wyzywająco. To było nie fair - nie miałem gdzie podziać
oczu. Co gorsza, wcale tego nie chciałem.
Zamieniony
w słup soli, obserwowałem, jak kilkoma zdecydowanymi ruchami
uwalnia się ze spodni, podchodzi i bez słowa wyjaśnienia maluje mi
kredką usta.
Nie
broniłem się, choć nigdy nie marzyłem o tym, by zmienić się w
kobietę. Ani nawet wyglądać jak one.
Znajoma
złapała moją rękę, po czym usiadła z podkurczonymi nogami na
płytkach podłogi. Przyciągnęła mnie i nadała właściwy
kierunek. Dotyk jej warg omal nie doprowadził mnie do wybuchu.
Rozchyliła
zapraszająco nogi. Poddałem się temu zewowi, ona zaś tuliła mnie
udami z czułością pułapki zatrzaskowej. Tuliła, tuliła, tuliła,
tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła,
tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła,
tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła,
tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła,
tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, tuliła, aż wreszcie
odpłynąłem.
noty o autorach
Dariusz
Barczewski
(ur. w 1982 r.) - autor opowiadań, redaktor, recenzent. Mieszka w
Dębniaku pod Zgierzem. Publikował w "Magazynie Fantastycznym" i
w internecie. Jego opowiadania znalazły się w antologiach: Bizarro
bazar
(2013), Infections
(2015), City
3
(FORMA
2016) i Tarnowskie
Góry Kryminalnie
(2021).
Aleksandra
Bednarska
(ur. w 1989 r.) - autorka opowiadań. Mieszka w Mediolanie.
Laureatka konkursu "Południowe Podlasie w innym wymiarze".
Publikowała w antologiach: Wszystkie
kręgi piekieł
(2022), Baźnie
(2022), Bizarretki
(2022), Sny
umarłych
(2023), Gruzy
(2023) oraz w "Nowej Fantastyce" i "Magazynie Biały Kruk".
Wydała zbiór opowiadań Brudne
sprawki wujaszka Hana
(2023).
Tomasz
Ciastoń
(ur. w 2001 r.) - autor opowiadań. Mieszka w Krakowie. Opowiadania
publikował m.in. na łamach pokonkursowej antologii Fantazje
Zielonogórskie
(2021)
i kwartalnika "Krak"
(2023).
Feranos
(ur.
w 1992 r.) - autor powieści i opowiadań. Mieszka w Warszawie.
Publikował w antologii Gruzy
(2023) i czasopismach internetowych "Magazyn Biały Kruk" i
"Histeria". Wydał powieść Spowiedź
Abysalu
(2022) oraz zbiór opowiadań Galeria
Koszmarów Feranosa
(2023).
Michał
Górzyna
(ur. w 1980 r.) - autor opowiadań i scenariuszy filmowych. Mieszka
w Krakowie. Członek grupy filmowej Attic Film Production oraz grup
filmowo-kabaretowych Lisołaki i T.R.E.P. Publikował m.in. w
antologii Zwierzozwierz
(2017), magazynie "Horror Masakra" i na portalu "Niedobre
Literki".
Krystian
Janik
(ur. w 1989 r.) - prozaik, felietonista, dziennikarz. Mieszka w
Tarnowie. Opowiadania publikował w antologiach: The
Best of Histeria
(2020) i City
5
(FORMA 2022). Wydał powieści: Pomsta.
Opowieść z dziejów miasta Tarnowa
(2018), Tu
nie ma nic
(2022,
Nagroda Książki Roku przyznawana przez serwis Granice.pl) oraz Nic
się nie dzieje
(2023).
Aleksandra
Knap
(ur.
w 1986 r.) - autorka opowiadań. Mieszka w Wałbrzychu. Publikowała
w antologiach: Bizarretki
(2022), Baźnie
(2022),
na portalu "Niedobre Literki", w nieregularnikach "PasudZin":
#1
Opowieści Alicyjne
(2022),
#2
Dziwakacje
(2022),
#3
Bizarrowa Lista Przebojów
(2023)
i magazynie "Czerwony Karzeł"
(2023).
Beniamin
Koffe
(ur. w 1981 r.) - autor opowiadań i spektakli teatralnych,
scenarzysta komiksowy. Mieszka w Podłej Górze. Publikował w zinach
"Żar-Ptak 3" i "Właściwie pająk".
Kazimierz
Kyrcz Jr
(ur. w 1970 r.) - prozaik, redaktor, scenarzysta. Mieszka w
Krakowie. Tłumaczony na angielski, rosyjski, czeski i słowacki. Na
podstawie opowiadania napisanego z Łukaszem Śmiglem powstał film
Head
to Love
wyreżyserowany
przez Vana Kassabiana. Jego opowiadania znalazły się w licznych
antologiach, m.in. w: City
1
(FORMA
2009),
City
2
(FORMA
2011),
City
3
(FORMA
2016),
2017
(FORMA
2017), City
4
(FORMA 2018), City
5
(FORMA 2022) i eleWator.
Antologia 2012-2021. proza
(2022). Współautor zbiorów opowiadań: Piknik
w piekle
(2004), Horrorarium
(2006),
Twarze
szatana
(2009),
Chory,
chorzy, trup
(2011),
Lek
na lęk
(2011), Groźby
(2021) oraz powieści:
Siedlisko
(2009),
Koszmar
na miarę
(2010), Efemeryda
(2011),
Wojna
świrów
(2014).
Autor tomów poetyckich Punk
Ogito
(FORMA 2021), Punk
Ogito w podróży
(FORMA 2023), zbiorów opowiadań: Femme
fatale
(FORMA 2015), Okruchy
mroku
(2017), powieści Podwójna
pętla
(2013, 2021) oraz cyklu powieściowego, w skład którego wchodzą:
Dziewczyny,
które miał na myśli
(2017), Chłopcy,
których kochano za mocno
(2020), Kobiety,
które nienawidzą
(2020) i Mężczyźni
w potrzasku
(2020).
Paweł
Lach
(ur. w 1984 r.) - autor opowiadań i recenzent. Mieszka w
Oświęcimiu. Opowiadania publikował m.in. w: "Fantomie",
"Magazynie Fantastycznym", "Okolicy Strachu", "Wydaniu
Specjalnym Fantastyki" oraz magazynach internetowych i antologiach.
Na "Storytel" można posłuchać jego zbioru opowieści fantasy
Pieśń
o Kruku.
Krzysztof
Maciejewski
(ur. w 1971 r.) - pisarz, krytyk literacki i dziennikarz. Mieszka w
Sulejówku. Publikował w większości czasopism fantastycznych.
Wyróżniony w konkursie Gildii Horroru za krótkie opowiadanie
grozy. Wydał zbiory opowiadań: Osiem
(FORMA 2011), Album
(FORMA 2013), Dziewięćdziesiąt
dziewięć
(FORMA 2015) i powieść Śniące
ściany
(2017). Jego opowiadania znalazły się w licznych antologiach, m.in.
w: City
1
(FORMA
2009), 2011
(FORMA 2011),
City
2
(FORMA
2011), 2014
(FORMA 2014),
City
3
(FORMA
2016),
Licho
nie śpi
(2018),
2020
(FORMA 2020),
Sny
umarłych
(2020).
Kornel
Mikołajczyk
(ur. w 1991 r.) - prozaik, tłumacz. Redaktor portalu "Niedobre
Literki". Mieszka w Łodzi.
Publikował
opowiadania w antologiach: Horyzonty
Wyobraźni
(2011),
Toystories
(2014),
Hardboiled.
Antologia nowel neo-noir
(2015),
Wolsung
2
(2015), Bizarro
dla zaawansowanych
(2015),
City
3
(FORMA
2016), Zapomniane
historie
(2016),
Ostatni
dzień pary II
(2017),
Maszyna.
Antologia horroru industrialnego
(2017),
Zwierzozwierz
(2017),
City
4
(FORMA 2018), Umieranie
to parszywa robota
(2019),
W
cieniu Bangor
(2020), Iron
Tales: Blood Brothers
(2021), Bizarretki
(2021), Powroty
(2022),
City
5
(FORMA 2022), Baźnie
(2022), Gruzy.
Antologia postapo
(2023) oraz w licznych magazynach i na portalach internetowych. Wydał
zbiór nowel Deus
Ex Machina. Człowiek, który zniknął
(2020, nominacja w plebiscycie Książka Roku portalu
lubimyczytac.pl).
Anna
Musiałowicz
(ur. w 1982 r.) - redaktorka, korektorka i autorka, współtwórczyni
projektu Anushka&Betushka, zajmującego się malowaniem obrazów
na odzieży. Mieszka w Ostrowie Wielkopolskim. Uhonorowana tytułem
Osobowości Ostrowskiej Kultury (2023). Publikowała m.in. w
magazynach: "Brama", "Czerwony Karzeł", "Histeria",
"Howard", "Okolica Strachu", "Szortal"; antologiach:
Halloween
w stu słowach
(2016), Tabu
(2017), Słowiańskie
koszmary
(2017), Maszyna
(2017), Gorefikacje
III
(2018), Mroczne
dziedzictwo
(2018), Licho
nie śpi
(2019), W
cieniu Bangor
(2020), Zabawki
(2020), #Scary100Challenge
(2020),
Iron
Tales. Blood Brothers
(2021),
City
5
(FORMA 2022), Dekady
w cieniu
(2022), #Scary100Challenge2
(2022), Słowiańskie
strachy
(2022), Polské
nocní mury
(2023) oraz podręcznikach RPG. Wydała książki: Diabeł
zza okna
(2020, nominacja do nagrody Książka Roku w plebiscycie portalu
lubimyczytac.pl), Kuklany
las
(2021, wyróżnienie w plebiscycie "Brakująca litera"), Śnieg
jeszcze czysty
(2023).
Dariusz
Muszer
(ur. w 1959 r.) - poeta, prozaik i tłumacz. Mieszka w Hanowerze.
Laureat
Nagrody Związku Niemieckich Pisarzy "Das neue Buch in
Niedersachsen und Bremen" za powieść Die
Freiheit riecht nach Vanille
(1999). Opublikował
m.in. tomy wierszy: Zatrzymane
wersy
(1987), Pestki
i ogryzki
(1989), Die
Geliebten aus R. und andere Gedichte
(1990), Panna
Franciszka, pomylony akordeon i inne wiersze
(1995), Księga
zielonej kamizelki
(1996), Jestem
chłop
(2004), Wszyscy
moi nieznajomi
(2004), Zapomniany
strajk
(2012), Wiersze
poniemieckie
(FORMA 2019), Dzieci
krótszej nogi Syzyfa
(FORMA 2021); haiku: Księga
ramion deszczu
(FORMA 2020); powieści: Die
Freiheit riecht nach Vanille
(1999, wydanie polskie: Wolność
pachnie wanilią
- FORMA 2008), Der
Echsenmann
(2001), Niebieski
(FORMA 2006), Gottes
Homepage
(2007, wydanie polskie: Homepage
Boga
- FORMA 2013), Lummick
(2009), Schädelfeld
(2015, wydanie polskie: Pole
Czaszek
- FORMA 2017); zbiór opowiadań Człowiek
z kowadłem
(FORMA 2019); zbiory baśni: Baśnie
norweskie
(FORMA 2018), Baśnie
norweskie. Tom 2
(FORMA 2022) i bajkę Córka
męża i córka żony
(FORMA 2020). Jego opowiadania znalazły się w antologiach: 2008
(FORMA 2008), City
1
(FORMA 2009), 2011
(FORMA 2011), 2014
(FORMA 2014), City
3
(FORMA 2016), 2017
(FORMA 2017), City
4
(FORMA 2018), 2020
(FORMA 2020) i City
5
(FORMA 2022).
Ksenia
Olkusz
(ur. w 1977 r.) - dr hab., historyk, teoretyk i krytyk literatury.
Prezes Fundacji Ośrodek Badawczy Facta Ficta, redaktorka naczelna
czasopisma naukowego
"Facta
Ficta Journal of Theory, Narrative & Media". Mieszka we
Wrocławiu. Redaktorka kilku tomów monograficznych, m.in.: Zombie
w kulturze,
Światy
grozy,
50
twarzy popkultury,
Narracje
fantastyczne,
Rejestry
kultury.
Autorka m.in. haseł "romans paranormalny" i "literatura
bizarro" opublikowanych na łamach "Zagadnień Rodzajów
Literackich" oraz wielu publikacji w czasopismach i monografiach
zbiorowych. Wydała książki: Materializm
kontra ezoteryka. Drugie pokolenie pozytywistów wobec "spraw nie z
tego świata"
(2007), Współczesność
w zwierciadle horroru. O najnowszej polskiej fantastyce grozy
(2017) i Narracje
zombiecentryczne. Literatura - Teoria - Antropologia
(2019).
Tadeusz
Oszubski
(ur. w 1958 r.) - prozaik, poeta, publicysta. Mieszka w Bydgoszczy.
Współautor zbioru reportaży Niewyjaśnione
zjawiska w Polsce
(2013, nominacja do nagrody dziennikarskiej Grand Press 2003).
Powieść Sfora
(1992) nominowano do Nagrody im. Janusza A. Zajdla, książkę
Drapieżnik
(1999) nagrodzono w II Ogólnopolskim Konkursie na Polską Powieść
Współczesną, a popularyzatorska praca Tajemnicze
istoty
(2004) ukazała się w przekładzie na czeski (2006). Kilkadziesiąt
opowiadań ukazało się w antologiach i prasie literackiej, m.in. we
"Frazie" i "Nowej Fantastyce". Wydał tom poetycki
Zostawiliśmy
skrzydła w szatni
(1984), zbiory opowiadań Miasto
(2018), ZakoHanna
(2019) i Legenda
Panien Wodnych
(2019) oraz kilka powieści, m.in.: Sfora
(1992, 2021), Miłość
(2015, 2023),
Bydgostia
(2017),
Młode
(2017) i Biała
bestia
(2023).
Marta
Radomska
(ur. w 1982 r.) - powieściopisarka. Mieszka w Poznaniu. Wydała:
Maraton
do szczęścia
(2017), Sprintem
do marzeń
(2018),
Biegiem
po miłość
(2018), Tego
kwiatu jest pół światu
(2019), O
jeden diament za daleko
(2019), Przypadki
chodzą parami
(2020), W
tę samą
stronę
(2020), Gdy
jesteś obok
(2020) i Zanim
powiem tak
(2021).
Marcin
Rojek
(ur. w 1989 r.) - autor opowiadań. Mieszka w Białej Podlaskiej.
Publikował w antologiach: Gorefikacje
I
(2013), Gorefikacje
II
(2016), Zombiefilia
(2013), Księga
Wampirów
(2014), Toystories
(2014),
Bizarro
Bazar
(2013), Bizarro
dla zaawansowanych
(2015); magazynach: "Fantastyka Wydanie Specjalne" "Grabarz
Polski", "Horror Masakra", "Lost & Found" oraz na
portalu "Niedobre Literki".
Anna
Szczęsna
(ur. w 1981 r.) - autorka powieści obyczajowych i opowiadań
grozy. Mieszka w Toruniu. Wydała powieści: Smutek
Gabi
(2014), Jutro
pachnie cynamonem
(2015),
Gang
różowych kapeluszy
(2016), Myśl
do przytulania
(2017), Trzykrotka
(2018), Testerka
szczęścia
(2019), Iskierka
nadziei
(2019), Szepty
drewnianych papug
(2020), Krokodyl
w doniczce
(2020).
Jej opowiadania znalazły się w antologiach City
1
(FORMA
2009),
City
3
(FORMA 2016),
City
4
(FORMA 2018) i City
5
(FORMA 2022).
Flora
Woźnica
(ur. w 1995 r.) - recenzentka, autorka opowiadań. Mieszka we
Wrocławiu. Publikowała m.in. w antologiach: Szlakiem
odmieńców
(2015), Lustra
zbrodni
(2015),
Halloween
w stu słowach
(2016), Tabu
(2017), Słowiańskie
Koszmary
(2017), Maszyna
(2017), City
4
(FORMA 2018), Po
drugiej stronie światła
(2018), Licho
nie śpi
(2019), Mroczne
dziedzictwo
(2019), W
cieniu Bangor
(2020), Zabawki
(2020),
Sny
umarłych. Polski rocznik weird fiction 2020. Tom 2
(2020),
Obscura
2. Antologia horroru
(2021),
Iron
Tales: Blood Brothers
(2021),
City
5
(FORMA 2022), Wszystkie
kręgi piekła
(2022) i Tryzna
(2022).
Zeter
Zelke
(ur. w 1984 r.) - autorka opowiadań. Redaktorka portalu "Niedobre
Literki". Mieszka w Łodzi. Publikowała w "Qfancie" i
antologiach: Bizarro
Bazar
(2013),
Bizarro
dla zaawansowanych
(2015), Infections
(2015),
City
3
(FORMA
2016), City
4
(FORMA
2018), Licho
nie śpi
(2018), Bizarretki
(2022), City
5
(FORMA
2022), Tarnowskie
Góry Fantastycznie 3
(2021).
Michał
Zgajewski
(ur. w 1985 r.) - autor opowiadań i recenzent. Mieszka w Żywcu.
Jego opowiadanie kryminalne ukazało się w trzecim tomie
Kryminalnych
opowiadań
(2009).