City 2. Antologia polskich opowiadań grozy - Praca zbiorowa

Kup ebooka

26.15 zł
20.92 zł (18,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

Copyright? Robert Cichowlas, 2011, 2017 (SPECJAŁ)

Copyright? Bartosz Czartoryski, 2011, 2017 (POŁĄCZENIE)

Copyright? Paweł Deptuch, 2011, 2017 (ZAŁOŻĘSIĘ Z TOBĄ O DYCHĘ, TYLKO PO TO, ABY BYŁO WIĘKSZE NAPIĘCIE)

Copyright? Michał Gacek, 2011, 2017 (RYBY)

Copyright? Krzysztof Gedroyć, 2011, 2017 (PŁASKIETWARZE)

Copyright? Michał Gołębiowski, 2011, 2017 (LEWZ NEMEI)

Copyright? Monika Jaworowska, 2011, 2017 (ROBOTA)

Copyright? Kazimierz Kyrcz Jr, 2011, 2017 (ŚPIJ,SZALEŃSTWO,WITAJ,SKARBIE)

Copyright? Krzysztof Maciejewski, 2011, 2017 (BIBLIOTEKARĄK)

Copyright? Paweł Paliński, 2011, 2017 (ŻYĆI UMRZEĆ W SZMARAGDOWYM GRODZIE)

Copyright? Bartłomiej Paszylk, 2011, 2017 (posłowie)

Copyright? Łukasz Pytlik, 2011, 2017 (TOCO ROŚNIE ZA MUREM)

Copyright? Piotr Roemer, 2011, 2017 (KAMIENNADAMA)

Copyright? Radosław Scheller, 2011, 2017 (JA,BESTIA)

Copyright? Mateusz Spychała, 2011, 2017 (WŁADCAPRZYPŁYWÓW)

Copyright? Michał Stonawski, 2011, 2017 (MAGICZNESŁÓWKA)

Copyright? Iza Szolc, 2011, 2017 (SZKARŁAT)

Copyright? Krzysztof Wasilonek, 2011, 2017 (ZAGŁADNICY)

Copyright? Aleksandra Zielińska, 2011, 2017 (PANNYZ AWINIONU)

Copyright? Mateusz Zieliński, 2011, 2017 (BĘDZIEICH WIĘCEJ I WIĘCEJ...)

Copyright? Robert Ziębiński, 2011, 2017 (KUCHNIAZ GWIAZDAMI)

Copyright ? WydawnictwoFORMA, 2011, 2017

 

 

obraz na okładce i grafiki wksiążce: Jarosław Eysymont (Galeria Piastów 75, 70-326 Szczecin, al.Piastów 75, tel. 914 893 607)

 

redakcja: Bartłomiej Paszylk

 

projekt graficzny serii,projekt okładki, skład, łamanie: Paweł Nowakowski

 

korekta: Agata Borowicka

 

redakcja techniczna ikonwersja e-booka: RW2010 (korekcja@rw2010.pl)

 

 

ISBN 978-83-60881-83-5(wydanie pierwsze, papier)

ISBN 978-83-63316-01-3(wydanie drugie, e-book)

 

 

WYDAWNICTWO FORMA

71-219 Szczecin-Bezrzecze, ul.Nowowiejska 63

www.wforma.eu, e-mail:forma.sc@pro.onet.pl

RobertZiębiński KUCHNIAZ GWIAZDAMI

"Naturoczłowiecza kocham cię

bokiedy jesteś spłukana

dajeszw zastaw swój rozum".

E.E.Cummings

I

Zawszegdy jem śniadanie, przeglądam "Fakt". Oczywiście, pozaniedzielami. Sobotnie wydanie wystarcza mi, niestety, tylko na jedenposiłek. Uzależniłem się od ich pierwszych stron. Od tych wszystkichobjechanych zdjęć i informacji. Pewnie, że czytam poważne gazety. Niejestem półgłówkiem. Po prostu "Fakt" mnie odpręża. Ot,cały sekret.

Tobył wtorek. Na śniadanie: dwie parówki, ciemne pieczywo i szklankawody. Codziennie jem coś innego, ale każdego dnia to samo. Nie wiemczy mnie rozumiecie - mam po prostu ułożony harmonogramposiłków, dań itp. Wtorki to dwie parówki, potem karkówka z trzemaziemniakami, rosół, kisiel i jogurt z płatkami. Przez cały dzień. Nicwięcej. Zero kawy czy herbaty. Zatruwają organizm. Zwykła woda musiwystarczyć.

Codziennierano przed śniadaniem wychodzę do sklepu i kupuję rzeczy niezbędne dojego przyrządzenia. Wtedy też kupuję "Fakt" plus całąresztę gazet. We wtorki nie wychodzą żadne tygodniki. Przygotowanieporannego wtorkowego posiłku zajmuje mi około siedmiu minut. Brzmi tostrasznie pedantycznie - wiem. Ale każdy syn wojskowego mniezrozumie.

- Porządeki dyscyplina, synu - mawiał ojciec. A potem zwykle dodawał -W życiu jest czas na wszystko, synu. Ale pamiętaj, nic nie może trwaćdłużej niż ma trwać.

Takibył mój staruszek, świeć panie nad jego duszą, zawsze gotowy izorganizowany. Zastrzelił się w wieku sześćdziesięciu pięciu lat, potym jak armia powiedziała - dzięki za usługi. To chyba byłajedyna rzecz, na którą się nie przygotował. Znaczy nie śmierć akoniec służby.

Siedzęprzy stole, nabijam na widelec kawałki parówki a przed sobą mamrozłożony "Fakt". Na pierwszej stronie wielkie zdjęcie.Czyjeś ciało leży na ulicy. Jego sporą część zakrywa wielki kosz naśmieci. Ciało wygięte jest pod dziwnym kątem. Wygląda jakby byłopołamane. Na górze krzyczy nagłówek: Borys Szyc zamordowany!

Policjaodnalazła zwłoki znanego aktora!

CiałoBorysa Szyca wciśnięte zostało między kontener a tylne wyjście zrestauracji "Caricosa" - znanej warszawskiejrestauracji, w której spotyka się towarzyska śmietanka stolicy. -Ktoś musiał podrzucić ciało już po zamknięciu lokalu -poinformował nas prowadzący śledztwo inspektor Marian Kopacz. Znanyaktor został uprowadzony tydzień temu. Zgodnie z zeznaniami kobiety,która była świadkiem porwania, aktora obezwładnił paralizatoremmężczyzna w czarnym płaszczu i kapeluszu. Nie widziała twarzy, bowiembyło ciemno i padał deszcz. Przez tydzień rodzina, agent aktora ipolicja czekali na żądanie okupu. Porywacz nie odezwał się. Dziś jużwiemy, że nie było to... Ciąg dalszy na stronie 3.

Przewróciłemszybko stronę. Poszukiwania Szyca były najgorętszą sprawą ostatniegotygodnia. Nie było gazety, która nie donosiłaby o postępach śledztwa.Biedny facet - pomyślałem - poszedł na kolację zdziewczyną, a tu proszę, pac i po zabawie. Gdy zacząłem czytaćtrzecią stronę gazety, kawałek parówki wypadł mi z ust. Nie zdarza misię to zbyt często.

Odnalezioneciało Szyca pozbawione jest obu dłoni, lewej nogi oraz części prawegopoliczka. Aktorowi wycięto także wnętrzności oraz serce- donosił "Fakt".

Napotwierdzenie tych słów zamieszczono zdjęcia, na których widać byłowyraźnie zmasakrowane ciało aktora.

Jakstwierdził przybyły na miejsce patolog - tkanka z policzkazostała dosłownie wygryziona, zaś ślady zębów wyglądają na ludzkie.Kończyny i wnętrzności zostały wycięte skalpelem...

Resztaartykułu sugerowała, że Borys Szyc padł ofiarą kanibala. Wskazywałyna to ślady zębów na policzku oraz - uwaga, to nie żart -przypieczona dookoła niego skóra, czy raczej jej resztki.

Straciłemapetyt na jedzenie. Ostatni raz zdarzyło mi się to w dniu śmierciojca. Skurwysyn nie mógł wybrać lepszego momentu na palnięcie sobie włeb niż niedzielny obiad!

- Synu,mężczyźni powinni załatwiać sprawy po męsku - powiedział istrzelił sobie w sam środek czoła.

Odtamtej pory nie jadam pomidorowej.

Zamknąłemgazetę, pozbierałem naczynia i włożyłem je do zlewozmywaka. Była ósmarano, miałem jeszcze dwie godziny do wyjścia do pracy. Poszedłem dopokoju i położyłem się do łóżka. Często zdarza mi się nagle zasypiać,jakbym był przepracowany, czy cierpiał na narkolepsję, więcnastawiłem budzik na za dziesięć dziesiąta. Wyjście z domu nie zajmiemi więcej niż sześć minut.

Przyłożyłemgłowę do poduszki i natychmiast zasnąłem.

II

Padałdeszcz. Mężczyzna objeżdżał restaurację trzeci raz. Musiał upewnićsię, że w krzakach nie ukrywają się paparazzi i nigdzie nie mapolicji. Wiedział, że igra z ogniem, ale musiał. Ona tu przychodziła.Co poniedziałek, po nagraniu programu, siadała ze znajomymi, piła dopierwszej, drugiej w nocy, po czym zamawiała taksówkę i wracała dodomu. Zawsze tak robiła, w końcu obserwował ją od trzech miesięcy.Zaparkował samochód obok wyjścia z restauracji. Wysiadł i przeszedłza róg. Tam nie było latarni i skrywał go mrok. Idealna kryjówka.Kwadrans po pierwszej. Powinna niebawem się pojawić. Tydzień temudziałał instynktownie. To ona miała wyjść, a nie aktor. Nagle sobieprzypomniał. Aktor!

"Jakmogłem o nim zapomnieć!" - pomyślał.

Wybiegłz ukrycia. Jeśli chciał ją porwać, musiał najpierw pozbyć się zwłok.Miał coraz mniej czasu. Wskoczył do samochodu.

"Niecofaj nagle, nie ruszaj z piskiem" - powtarzał sobie wgłowie.

ZwłokiSzyca leżały w bagażniku jeepa. Wycofał w boczną uliczkę, tuż obokśmietnika. Otworzył tylne drzwi. Wybiegł z samochodu. Szarpnął zanogę truchło i zrzucił na ziemię. Trup upadł na ulicę z mlaśnięciem.Mężczyzna postanowił go nie ukrywać. Im szybciej go znajdą, tymlepiej. Trup odciągnie ich uwagę od aktorki. Będzie mógł poświęcićjej więcej czasu.

"Jeślijuż, kurwa, nie wyszła" - zaklął.

Poddrzwiami restauracji nie parkowała taksówka i nie było nikogo widać.

"Kurwa,znów o czymś nie pamiętałem. Taksówka".

Naglecały plan wydał mu się idiotyczny. Jak porwać kogoś spod drzwitaksówki? Już ostatnio dał ciała, bo Szyc wyszedł z jakąś młodąlaską. Na szczęście, nie krzyczała. W zasadzie nie zrobiła nic.Policja przy odrobinie dobrej woli mogła uznać ją za współwinnąporwania.

Szczęściemu sprzyjało. W końcu zawsze sprzyja początkującym. Cały bagażnikkleił się od krwi, ale nie sądził, aby przeszkadzało to aktorce.Podjechał pod wejście restauracji.

Następnymrazem będę udawał taksówkarza - postanowił. Sprawdzi, jakimikorporacjami jeżdżą i coś wymyśli. Teraz jednak musiał ostatni razzdać się na szczęście początkującego. Myślał o tym wszystkim,wysiadając z samochodu. Gdy zamknął za sobą drzwi, nie mógł uwierzyćwe własne szczęście. Oto ona - stała może dwa metry od niego.Była lekko pijana. Odwrócona do niego plecami machała do kogoś ręką.

- Paaa!Kochani, paa! - krzyczała. - A powiedzcie Mariuszowi, żedo niego jutro zadzwonię!

Uśmiechnąłsię do siebie.

"Mamwięcej szczęścia niż rozumu" - pomyślał.

Ścisnąłmocniej paralizator. Aktorka powoli odwracała się w jego stronę.Spojrzał na jej towarzyszy. Nie patrzyli. Stała już niespełna metr odniego. Zrobił dwa kroki do przodu. Uderzyli się ramionami.

- Przepraszampana - powiedziała aktorka.

- Niema za co, pani Małgosiu - odparł.

MałgorzataForemniak wyglądała ładnie z kroplami drobnego deszczu na twarzy.

Gdyusłyszała swoje imię, odruchowo spojrzała na niego.

Uśmiechnąłsię.

Miałkilka sekund.

Paralizatorbłysnął niebieskim światłem. Osunęła mu się w ramiona. Schowałprzyrząd do kieszeni płaszcza i otworzył tylne drzwi samochodu.Nieprzytomna aktorka wisiała na nim i z daleka musiała wyglądać nakompletnie pijaną. Posadził ją z tyłu i spojrzał w stronęrestauracji. Ktoś wyglądał przez szybę. Podniósł do góry kciuk wznaku, że wszystko jest ok. Osoba pomachała do niego. Wsiadł dosamochodu i ruszył w stronę domu.

Ostatniraz polował w okolicach tej restauracji. Gdy tylko odnajdą zwłokiSzyca, zrobi się tam naprawdę gorąco.

- Ciekawe,ile czasu zajmie im odkrycie, że ciebie też porwałem -powiedział do nieprzytomnej Foremniak.

Aktorkabezwładnie osunęła się na bok.

- Śpijsobie, śpij. Niebawem się zabawimy - powiedział, śmiejąc siępod nosem.

Wpiwnicy swojego domu przygotował dla niej specjalne łóżko.Skonstruował je z fotela ginekologicznego i szpitalnego stołu doautopsji.

III

Mojarobota jest prosta i mało skomplikowana - czyszczę torywarszawskiego metra. Mało kto zdaje sobie sprawę, że jest to naprawdędobrze płatna praca, która nie wymaga zbyt wielkiego zaangażowania.Jedynie ostrożności. Adaś Mrówecki, nasz kumpel, kiedyś przyszedł dopracy na kacu. Zbierając dwa rozjechane szczury, poślizgnął się najelitach i bach - dotknął nogą kabla od wysokiego napięcia. Żyłjeszcze przez pięć dni. Ugotowało mu połowę ciała. Lekarze mówili, żeto cud, że tak długo pociągnął, bo z mózgu miał jajecznicę. Jakby niebył wtedy rozkojarzony, to pewnie nic by mu się nie stało.

Dlategozawsze przychodzę do pracy wyspany. No i nie piję. Zresztą nie piłemjuż od dawna. Ostatni raz nawaliłem się pod koniec liceum. Niepamiętam dziś powodu. Wiem tylko, że ojciec mi wtłukł jak przyszedłemdo domu. Stał i tłukł mnie, a ja pół nocy rzygałem. Na jego spodnie,na dywan, na siebie.

- Alkoholto oznaka słabości, synu - mówił wtedy. - Jesteś słaby,pijesz. Jesteś silny, rozwijasz się.

Ojciecbył porywczy i brutalny. Ale chciał dobrze. Chciał, żebym go niezawiódł. A ja zawodziłem go na każdym kroku. Tak jak matka.

Tęrobotę wziąłem kilka dni po jego śmierci. Będzie już trzeci rok, jakchodzę po torach i zbieram znich ścierwo. Za dzienną zmianę płacą więcej, bo niebezpieczniejsza.Składy jeżdżą co niespełna dwie minuty, jak się z czymś spóźnisz,zagapisz, jest po tobie. Ta praca trochę przypomina wojsko -lubię sobie tak niekiedy myśleć. Od jedenastej do dziewiętnastejjestem jak saper, który chodzi po polu minowym. Jeden krok w złąstronę i bum - jesteś historią. Poza tym mam własny mundur,muszę być zawsze o czasie, a przed robotą mamy odprawę z przełożonym,niemal taką samą jak w wojsku.

Doarmii mnie nie chcieli. Ojciec strasznie się wkurzył. Powtarzał, żeto wina matki, że jej geny mnie spierdoliły. Miałem wadę serca, którazagwarantowała mi kategorię "E" - trwale niezdolnydo służby wojskowej. Tak, serce miałem po mamusi. Nie pamiętam jejzbyt dobrze. Ale była kochającą kobietą - tak myślę. Umarła,kiedy miałem chyba pięć lat. Nigdy nie pytałem ojca, na co zmarła. Poprostu pewnego dnia przyszedł i powiedział: "Synu matka nieżyje. Od dziś będziemy we dwójkę". Potem zrobił rosół.

Wszkole mówili, że jestem trochę głupi. Nie należę do gadatliwychosób, wolę milczeć. Wobec tego nauczyciele i koledzy stwierdzili, żemuszę być głupi. A ja po prostu nie lubię gadać. No, bo o czym? W tejrobocie nikt ze sobą za dużo nie gada i to mi pasuje.

Każdegodnia dostaję inny odcinek torów do pilnowania. Najspokojniej jest podkoniec trasy. Nie na ostatniej stacji, ale tak powiedzmy, trzeciej,czwartej z każdej strony. Na ostatnich pełno jest bezdomnych, którymwydaje się, że mogą ukryć się przed deszczem i śniegiem w cichymmroku tunelu. Przez ich głupotę, co najmniej raz w tygodniu trzebawynosić jedno lub dwa usmażone ciała. Najgorzej jest w Centrum. Tamzachowują się jak ćmy, które lecą do ognia. Media o tym nie donoszą,bo niby nie ma o czym, ale truchła żebraków i bezdomnych to tamcodzienna norma. Na dodatek pomniejsi gangsterzy, jak nie chce im sięwrzucać delikwentów do Wisły, znoszą ich w głąb tuneli na tory. Ztego całego mięsa można by małą masarnię otworzyć. Ciekawe, skąd wtym mieście bierze się tylu bezdomnych?

Naszczęście Centrum sprzątam raz w miesiącu. Odkąd oddali do użytkunowe przystanki, tak podzielili nam dyżury, że każda ekipa sprzątajeden odcinek raz w miesiącu. Pewnie gdyby otworzono nową linię,trzeba by zatrudnić więcej osób, bo byśmy się nie wyrabiali. Jednaekipa to cztery osoby, szesnaście ekip, dwadzieścia dwie stacje.

Wzasadzie mógłbym nie pracować. Renta po ojcu wystarcza na życie,utrzymanie domu i jeszcze jej zostaje. Przynajmniej armia była natyle fair. Zostawiła mi dom przy ulicy Ikara tuż obok owianej złąsławą willi Generała Jaruzelskiego. Mój tata znał się z nim całkiemdobrze. Zresztą - co tu kryć, trochę się komunistom przysłużył.Zresztą obu stronom, dzięki czemu wciąż mogę mieszkać w wielkim domu,dostając od państwa kupę kasy. Robotę w metrze wziąłem, żeby zająćczymś ręce.

Niemam chyba żadnego ukrytego talentu. Nudzą mnie filmy, nie potrafięsłuchać muzyki, czytanie mnie usypia. Jedyne, co kiedyś mnieinteresowało to historia. Najbardziej Polski, ale dziś nie jest wstanie niczym mnie zaskoczyć. Wszystko już wiem. Wszystko widziałem.Więc pracuję fizycznie, żeby jakoś zleciał dzień. Ojciec mówił, że toprzez matkę, że miała złą krew.

- Twojamatka nic nie potrafiła, nic a nic, a ty się w nią wdałeś, synu -mówił i zawsze dodawał - ale cię kocham, boś mój.

Kochał.Czasami naprawdę potrafił być uczuciowy i wylewny.

Wrobocie jak nigdy, wszyscy gadali.

OSzycu oczywiście. Marcin, najstarszy z nas stażem, powiedział, że tocud, że on nie wpadł pod metro, bo parę razy widział go kompletniepijanego, jak się zataczał na peronie.

Zawszezazdrościłem, takim jak Szyc. Znanym, rozpoznawanym na ulicach. Niepotrafię logicznie wytłumaczyć, czego im zazdrościłem. Może po prostupotrzebowałem, choć raz w życiu, tak jak oni, gwiazdorzy, być wcentrum zainteresowania? Nie chciałem słuchać, gdy koledzy opowiadalio tym ile razy i gdzie widzieli Szyca. Mnie nikt nigdy nie widział.

- Tozabawne - powiedziałem do siebie.

- Cojest zabawne, młody? - zapytał stojący obok Marcin.

- Żetyle razy go wszyscy widzieli, a teraz już go nigdy nikt nie zobaczy- odparłem, uśmiechając się. - To mnie i ciebie z nimłączy.

- Słucham?

- Niktnas nie widzi.

Marcinspojrzał na mnie dziwnym wzrokiem, bo chyba kompletnie nie rozumiał,co do niego powiedziałem. Wziąłem z kantorka miniwidły, latarkę iruszyłem na tory.

IV

MałgorzataForemniak leżała przywiązana do stołu. Usta miała zaklejone srebrnątaśmą. Ze strachu pociła się obficie i równocześnie płakała, przez comężczyzna nie potrafił odróżnić kropli potu od łez.

Nieruszała się. Nie rzucała. Leżała spokojnie, wodząc za nim wzrokiem.

Byławtorkowa noc. Dochodziła jedenasta. Mężczyzna podłączył do kranugumowy wąż. Przywiązana do stołu od kilku dobrych godzin, aktorkanarobiła pod siebie. Sprawdził, jaka leje się woda. Była przyjemnieciepła.

- Terazcię kochana umyjemy, boś się cała zapaskudziła - powiedział.

Położyłwąż na podłodze blisko odpływu wody i nożyczkami rozciął sukienkęaktorki.

- Niebędzie ci już potrzebna.

Kremowemajtki pokryte były gównem i szczynami. Podniósł wąż i skierowałstrumień w stronę jej krocza.

- Ściągnęci te majtki, bo i tak są całe osrane.

Przybliżyłstrumień wody do jej łona, jedną ręką zrywając z niej bieliznę. Miaławygoloną cipkę. Lubił takie. Gdyby się nie goliła, sam musiałby tozrobić. Zaoszczędziła mu pracy. Wcześniej już postawił na stole płyndo higieny intymnej. Unieruchomione na dwóch żelaznych wyciągach nogiaktorki drgnęły, gdy zbliżał dłoń do jej cipki.

- Chciałobysię złożyć nóżki, co? - zapytał ją, uśmiechając się. -Ach, zapomniałem, nie możesz odpowiedzieć. No i nie możesz ichzłożyć.

Masowałjej srom powoli, polewając ciepłą wodą.

- Tyłeczekteż umyjemy.

Wsunąłw nią palec. Nie drgnęła. Łzy zaczęły płynąć po jej twarzystrumieniami.

- Cipka,tyłek, cipka.

Rozpiąłrozporek i wyciągnął sterczącego chuja.

- Jesteśtak czysta, że nie mogę się powstrzymać.

Jebałją powoli. Tak jak lubił. Z tyłka pociekło kilka kropel krwi.Pierdnęła. Po godzinie pierdolenia spuścił się na oczy.

- Przepraszam,że tak, ale gdybym zdjął ci taśmę z ust, zaczęłabyś krzyczeć.

Schowałfiuta do spodni i podszedł do stołu z narzędziami.

Byłojuż po północy.

- Mamyjuż środę, kotku - powiedział czule. - W środę naśniadanie jadam jajecznicę.

Pochyliłsię nad jej sromem, trzymając w dłoni skalpel. Chwycił mocno wargisromowe i łechtaczkę.

- Troszkębędzie boleć - powiedział i sprawnym ruchem skalpela odciął to,co ściskał w dłoni.

Naszyi aktorki pulsowała żyła, a wszystkie jej mięśnie napięły się dogranic możliwości. Zemdlała z bólu.

Mężczyznaodłożył do plastikowego pojemnika wargi sromowe i łechtaczkę. Po czymzalał ranę spirytusem. Żeby krew przestała się lać, podpalił alkohol.Jeszcze kilka minut temu normalnie wyglądające łono przypominałopogorzelisko. Chwycił pojemnik i wspiął się po schodach domieszkania. Wyobrażał sobie jak pokrojone na plasterki wargiskwierczą na rozgrzanym tłuszczu.

V

Wieczorami,leżąc w łóżku, myślałem o ojcu. Odpalałem papierosa od papierosa,myśląc o tym jak bardzo mylił się w kwestii własnej perfekcyjności.Mój jedyny nałóg - papierosy. Nie pochwalał go. Dopiero po jegośmierci zacząłem palić w domu. Myślałem przez długi czas, że ojciecizolował mnie od siebie, brzydził się mną, bo myślał, że jestemsłaby. Nie mógł sobie wybaczyć, że on okaz zdrowia, siły, energiispłodził kogoś, kto był chory. Myliłem się. Już jako małe dzieckopowinienem domyślić się prawdy.

Byłlistopad, kiedy matka zachorowała. Zemdlała w kuchni. Pamiętam to, bostałem obok. Z racji tego, że ojciec miał dobre układy w wojsku,przyjechała po nią specjalna rządowa karetka. Tak mi się terazwydaje. Może po prostu wsadził ją do swojego volvo i zawiózł doszpitala. Nie było jej tydzień, może dłużej. Potem przyszedł do mniei powiedział, co powiedział.

Wspomnieniewracało. Najczęściej w nocy, więc wytłumaczyłem sobie, że to mojawyobraźnia. Na kilka godzin, zanim ojciec powiedział mi, że matkaumarła, wydawało mi się, że ją słyszę. Łkający głos, który błagał olitość. Był bardzo stłumiony, jakby wydobywał się spod ziemi. Szloch,błaganie, coś na kształt uderzenia, szloch, błaganie. Wydawało się,że trwa to wieczność. A potem do mojego pokoju wszedł ojciec.

VI

Miałbawić się nią tydzień, a zabił ją trzeciego dnia. Kolejny misternyplan wziął w łeb. Dziś w nocy zanim zszedł do piwnicy, śniła mu sięKatarzyna Zielińska. Może nie była tak wielką gwiazdą jak Szyc czyForemniak, ale mimo tochciałi musiał zjeść galaretkę z jej łydek. W serialu, w którym grała,pojawiła się w sukience za kolana i jej grubiutkie łydki naglezaczęły wyglądać dla niego jak takie świńskie nóżki - w sam razdo pysznej galaretki. Porwanie jej nie będzie trudne - czuł to.Dlatego zszedł szybko do piwnicy, chwycił leżący na blacie tasak iwbił go Foremniak z czoło. I tak umierała. Zjadł jej piersi, czyraczej próbował, bo okazały się zupełnie niejadalne, wykroił płatmięsa z karku. To, że jeszcze oddychała było cudem. Szarpnął za tasaki wyrwał go z czaszki. Zawiezie ją na jakiś śmietnik -postanowił. A jutro na tym stole musi leżeć Zielińska. Nie będzie jejpierdolił, nic z tych rzeczy. Po prostu szybko obetnie jej nogi.Popatrzył na zwłoki doktor Zosi ostatni raz i przypomniał sobie smakjajecznicy na jej sromie. Była wyborna.

VII

Chłopakiw robocie cały czas gadali o zmasakrowanym ciele Foremniak, któreznalazła jakaś emerytka wyrzucająca do kontenera śmieci. Mówili odewiancie, co wyciął i zjadł jej cipę. Czytałem "Fakt",znałem doskonale każdy szczegół i kompletnie ich nie słuchałem.

Polatach zrozumiałem, że wtedy w nocy naprawdę słyszałem głos matki.Zanim jednak do tego doszło, zanim cała historia stała się całością,przyglądałem się mojemu ojcu. Miałem chyba czternaście lat. GeneralJaruzelski ze swoją świtą siedzieli u ojca w pokoju. Strasznie dużomusieli wówczas wypić, bo krzyczeli tak, że aż dom roznosiło. Nagiehostessy, najprawdopodobniej jakieś studentki, na które odpowiedniegohaka znalazło UB. Pili, bawili się i jedli. Takie spotkania odbywałysię u nas dość regularnie. Podstawowym daniem zawsze był tatar. Zjajeczkiem lub bez, mniej lub bardziej krwisty. Czasami znajomi ojcaupijali się do tego stopnia, że rzucali mięsem w nagie dziewczyny.Wtedy zazwyczaj wstawał Generał i mówił, że są hołotą, która niedocenia tego, co jej podarowano.

Podczastej jednej imprezy Generał musiał wyjść do sztabu. Coś się stało, cowymagało jego natychmiastowej obecności. Przemykałem się międzystołami niezauważony przez coraz bardziej upitych oficerów ipartyjnych notabli.

Zestawbył zawsze ten sam - siedmiu mężczyzn, wliczając mojego ojca iGenerała, plus dwa razy więcej nagich dziewcząt. Nie wiem, który znich zaczął.

- Naprawdęwierzycie w to, co mówi stary?

- Alew co? - zapytał mój ojciec. Był najtrzeźwiejszy z nichwszystkich.

- Wtę historię z tajgą i tym, co tam spotkał?

- Adlaczego mamy mu nie wierzyć? Zresztą czy to ważne?

- No,kurwa, trochę tak.

Resztyrozmowy nie pamiętam za dobrze. Sprzeczali się o coś, co miał spotkaćGenerał. Coś, co dało mu wielką moc. Choć byłem dzieciakiem,wstrząsnęło mną zaangażowanie z jakim mój ojciec bronił Generała. Niewiedziałem, że tak naprawdę nie musiał go bronić. Każdy z mężczyznznajdujących się w naszym domu należał do grona najbliższego inajbardziej zaufanego. Ale o tym dowiedziałem się dopiero po śmierciojca, porządkując pozostałe po nim dokumenty.

Tow jego sejfie odkryłem spreparowaną ludzką dłoń i tam znalazłempodpisany czerwonym atramentem papier, na którym ślubował...

Nowłaśnie.

"Przysięgamna własną krew nigdy nie zdradzić Wen...o".

Ostatnielitery były rozmazane.

IX

Dlaczegonie pomyślał o tym, że w jej bloku mogą być ukryte kamery, że ktośmógł nagrać jego twarz?

Mężczyznaw czarnym płaszczu i kapeluszu stał przy domofonie i nieświadomyniczego pozwalał fotografować swoje oblicze.

Zielińskamieszkała na trzecim piętrze. Wydawałoby się, że plan był idealny.Jej adres zdobył przez Internet. A konkretnie przez jej agentkę.Zuzanna Potocka - opiekunka artystyczna, najlepsza przyjaciółkai powierniczka wszelkich sekretów. Jej numer widniał na stronieinternetowej. Zadzwonił. Przedstawił się jako wojskowy konsultant wresorcie do spraw rozrywki. Wmówił, że chcą, aby jej klientka zagrałaspecjalny koncert dla żołnierzy wracających z Iraku. Zaakceptowałkwotę, którą podała. Umówili się pod ministerstwem obrony."Asystentka zejdzie po panią".

Dopadłją, gdy wysiadała z zaparkowanego samochodu. Jeden lekki cios w głowęwystarczył, by ją ogłuszyć. Nie za silny. Nie chciał jej zabić,jeszcze nie teraz. Dopiero w podwarszawskim lasku zaczął ją bić.

Pierwszyraz zemdlała na samym początku, gdy połamał jej ciężkim młotem stopy.Z gustownych szpilek wystawała krwawa breja i kawałki kości. Twardabyła. Nie chciała nic powiedzieć. Drugi raz zemdlała, gdy złamał jejrękę w łokciu. Kość przebiła białą skórę i groteskowo błyszczała wsłońcu. Polał ją wodą z baniaka, który trzymał w bagażniku. Obudziłasię.

- Czcz...czczego ty chcesz? - wysapała.

- Wieszczego!

Pokręciłanerwowo głową i zapłakała.

Mężczyznawstrzymał się na chwilę od zadania kolejnego ciosu.

"Czyżbymjej nie powiedział?".

Nie.

Tochyba niemożliwe.

Postanowiłjednak na wszelki wypadek ponowić pytanie.

- Podajmi adres Zielińskiej.

Agentkarozszerzyła ze zdziwienia źrenice, a potem wyszeptała adres.

Zapisałgo na kartce. A potem zapytał drugi raz. Powtórzyła ten sam. Niekłamała.

Mężczyznauśmiechnął się i podniósł do góry młot.

Chwilępóźniej w miejscu, w którym Zuzanna Potocka miała twarz, widniałaczarna dziura.

Wyniesienieaktorki z mieszkania okazało się dziecinnie proste. Sparaliżowanamimo lekkiej nadwagi nie była zbyt ciężka. Podniecony oparł ją ościanę windy. Zjechali na dół. Parkował tuż przy klatce. Samochód.Dom. Piwnica.

Przytwierdziłją do stołu tak samo, jak poprzednią ofiarę, choć doskonale wiedział,że nie będzie jej jebał. Nie była w jego guście. Czekał spokojnie, ażsię obudzi. Chciał obciąć jej łydki jak najszybciej. Chciał, żeby towidziała i czuła.

X

Całeżycie byłem nikim. Bałem się znajomych ojca. Bałem się ojca. Bałemsię, że mój ojciec był mordercą, a ja jego wychowankiem. Syn zabójcy.Nie mówiłem za wiele, unikałem kontaktów z ludźmi. Byłem cieniempośród ludzi.

Kiedydowiedziałem się prawdy? Chyba w momencie, gdy rozszyfrowałem owoenigmatyczne "Wen...o".

Wendigo.

Mitycznaistota żywiąca się ludzkim mięsem. Istota, która dawała siłę i moc.Mięso ofiar wzmacniało ją ich siłą. Wendigo stawał się nimi. Miałwszystko to, co mieli oni.

GenerałJaruzelski w 1940 roku był zesłany na Syberię. Wendigo pochodził zAmeryki. Jaki to problem dla ducha, demona czy innej zmory przedostaćsię przez Alaskę?

Tobyło tak idiotyczne, że sam nie mogłem w to uwierzyć.

Zjadaliswoich wrogów, aby przejąć ich siłę? Mój ojciec. Mój wielki wspaniałyojciec, by stać się zaufanym Generała pożarł własną żonę. Zjedz to,co kochasz. Najwyższy stopień oddania. Na pamiątkę zostaw dłoń.

Przypomniałmi się rosół, który mi wtedy ugotował. Czy był z kości matki? Czybyłem matkożercą?

Amoże to wszystko to jakiś chory dziwny sen? Majak. Objaw szaleństwa.

Niewiem, dlaczego historia życia mojego ojca, ułożyła mi się w obłąkanąkanibalistyczną opowieść. Nie wiem, ale byłem pewny, że brzmiaławiarygodnie. Te wszystkie strzępy rozmów, które pamiętałem. "Generałma moc?". "Wierzysz w to, co przeżył w tajdze?".

Żebyprzestać o tym myśleć, znalazłem robotę w metrze. Codzienniepatrzyłem na dom Generała, wychodząc od siebie. Codziennienienawidziłem go coraz bardziej. To on odebrał mi dzieciństwo. To onsprawił, że byłem nikim. Cieniem swojego ojca-samobójcy.

Alekim on był? Nikim lepszym! Zjadał ludzi, by zyskać wielką moc, a comu zostało? Ponura starość i procesy sądowe.

KiedyAdam miał wypadek, stałem obok. Widziałem jak poraża go prąd, jakjego ciało gotuje się, a krew wypływa z każdego otworu. Wtedyzrozumiałem.

Wszystkojest częścią planu. Mój ojciec miał żyć i umrzeć, abym ja mógł trafićtu gdzie jestem. Do podziemi, otoczony podludźmi.

Zabijaniebezdomnych było łatwe i przyjemne. Gdy miałem dobry dzień, potrafiłemzałatwić trzech. Kręcili się między torami i prosili o śmierć. Tekrople krwi, które wtedy w dniu wypadku Adama wpadły mi do ust,parzyły mnie od wewnątrz. Parzyły, bo były samotne. Bo chciałykrwawego towarzystwa.

Kończącpracę, za każdym razem wynosiłem w torbie kawałki mięsa bezdomnych.Ramiona. Ochłap uda. Kiedyś tłukłem głową jednego faceta tak długo oszyny, aż wypłynął z niej mózg. Nie dało się go wsadzić do worka,ubiłem go na breję.

Niktjednak nie zwracał na nich uwagi. Nikt nie podziwiał mojej pracy,mojego żniwa. Dlatego, gdy usłyszałem kolejną historię o pijanymSzycu opowiadaną przez moich kolegów, nagle zrozumiałem.

Życiema smak wtedy, gdy jesteś znany. Dowcip polega na tym czy zjadającznane postacie przejmę ich moc? Czy też stanę się znany?

XI

Kiedyżycie nie wymaga emocji wszystko działa jak w zegarku. Zjadaniebezdomnych było czynnością mechaniczną, jak wszystko, co robiłem dotej pory. Wraz z pojawieniem się emocji, pojawiły się błędy. Szyc,Foremniak. Jak można zapomnieć o ciele w bagażniku? Jak można zabićtak szybko? Potem ta Zielińska. Na szczęście zdjęcia mojej twarzy niebyły zbyt wyraźne. Ktoś musiałby bardzo dobrze mnie znać, żebyrozpoznać.

Galaretkądelektowałem się już czwarty dzień. W piwnicy zaś na stole leżałyzwłoki Joanny Brodzik. Źle zapiąłem jej ręce i gdy posuwałem ją wtyłek, nagle zerwała taśmę z ust i zaczęła krzyczeć. Uderzyłem raz. Wsam środek czoła. Czaszka pękła na pół. Skończyłem ją rżnąć iwykroiłem duży stek z jej uda.

Tobyło wczoraj. Dziś w porannym "Fakcie" na pierwszejstronie nazwali mnie "Kanibalem celebrytą" i wydrukowalimoje zdjęcie. Tym razem wyraźniejsze. Dużo wyraźniejsze.

Brodzikporwałem przez przypadek. Dzień po tym jak pozbyłem się zwłokZielińskiej, a "Fakt" doniósł o jej śmierci, spotkałem jąna stacji benzynowej. Nie miałem na sobie ani kapelusza, anipłaszcza. Podjechałem obok, wysiadłem z samochodu z mapą Warszawy izapytałem o drogę. Była miła, starała się pomóc. Paralizator. Drzwi.Tylne siedzenie. Ucieczka.

Nastacji mieli lepszy aparat niż w bloku Zielińskiej. Moja twarzozdabiała pierwszą stronę "Faktu" i "GazetyWyborczej".

Tobyła kwestia czasu. Niedługo zapukają do moich drzwi. Może nawet niebędą pukać, od razu je wyważą. Byłem gwiazdą. Pragnął mnie każdy.

Przestałembyć cieniem.

Spojrzałemna elektryczny nóż, którym ostatnio oddzielałem mięso Brodzik odkości. Chwyciłem go w prawą dłoń i spojrzałem na swoje nogi. Byłemgwiazdą, a gwiazdy smakują najlepiej.

notyo autorach

RobertCichowlas(ur. w 1982r. ) - pisarz, redaktor, publicysta. Ukończyłkulturoznawstwo na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Publikował wprasie, Internecie i w antologiach. Wspólnie z Jackiem M. Rostockimopublikował antologię Sępy,natomiast we współpracy z Kazimierzem Kyrczem Jr powstały powieściSiedlisko,Koszmarna miaręi Efemeryda,a także zbiór opowiadań Twarzeszatana.Jego najnowsze publikacje to książki: Szóstaera(2011) oraz Okow oko z mistrzem horroru,napisana wraz z Grahamem Mastertonem i Piotrem Pocztarkiem (2011).Mieszka w Poznaniu.

BartoszCzartoryski- krytyk filmowy i tłumacz literacki. Publikuje m.in. w"Kinie", "Filmie", "Hiro", "NowejFantastyce", "Dzienniku" i "Odrze", atakże mediach internetowych ("Onet", "Filmweb","Gildia", "Zwierciadło"). Od grudnia 2009 dolutego 2011 szef działu filmowego i zastępca redaktora naczelnegonieistniejącego już magazynu grozy "Lśnienie". Entuzjastakina gatunków i filmów klasy B, jak również wielkich, klasycznychdokonań światowej kinematografii. Współautor książki traktującej oniuansach języka angielskiego oraz kilku opowiadań opublikowanych wantologiach i prasie. Organizator imprez kulturalnych, prelegent.

PawełDeptuch(ur. w 1985 r. w Legnicy) - wielki miłośnik sztuki komiksu,science-fiction i horroru. W latach 2003-2010 redaktor naczelnyserwisu "CarpeNoctem.pl". Laureat konkursu NowejFantastyki "Przestrasz siebie i nas" za opowiadanie Smycz(2006). Krytyk komiksowy i publicysta współpracujący m.in. z "NowąFantastyką", "Czachopismem", "Ziniolem".Swego czasu dziennikarz lokalnych periodyków (gdzie prowadził równieżstałe kolumny związane z fantastyką), autor kilku scenariuszykomiksowych. Od 2010 roku prowadzi blog tematyczny o RobercieKirkmanie - "niezwyciezony.blogspot.com".

MichałGacek(ur. w 1982 r.) - autor zbioru opowiadań Kronikakoszmarów.Publikował między innymi w czasopismach takich jak "Portal","Science Fiction", "Fantasy i Horror","Magazyn Fantastyczny", "Mangazyn". Mieszka ipracuje w Krakowie, gdzie obecnie kończy pracę nad powieścią grozypod tytułem Endemia.

KrzysztofGedoryć(ur. w 1953 r. w Białymstoku) - prozaik, poeta, historyksztuki. Wykładowca w Akademii Teatralnej. Mieszka w Warszawie i wBiałymstoku. Nominowany do nagrody im. Jacka Bierezina (1996).Laureat Nagrody im. K. Iłłakowiczówny za najlepszy debiut poetycki(2000) i Nagrody im. W. Kazaneckiego za najlepszą książkę 2003 r.Wydał tomy poezji: Kim(2000) oraz Drabina,szpaki, dachy i kominy(2001), a także tomy prozy: Listyz dolnego miasta(2003), PrzygodyK(FORMA 2007), Opowieścidla zziębniętej duszy(2010), Piwonia,niemowa, głosy(2011).Wksiążce 2008.Antologia współczesnych polskich opowiadań(FORMA 2008) znalazło się jego opowiadanie Akompaniament.

MichałGołębiowski(ur. w 1989 r.) - autor opowiadań, recenzent. Mieszka wTarnowie.

MonikaJaworowska- (ur. w 1983 r. w Białymstoku) - z zawodu elektronik,prywatnie miłośniczka literatury grozy i kryminałów.

KazimierzKyrcz Jr(ur.w 1970 r.) - pisarz, poeta, muzyk, kompozytor oraz autortekstów zespołu rockowego Lusthaus. Mieszka w Krakowie. Współautorzbiorów opowiadań Piknikw piekle(2004), Horrorarium(2006), Twarzeszatana(2009), Chory,chorszy, trup(2011) i Lekna lęk(2011) oraz powieści Siedlisko(2009), Koszmarna miarę(2010), Efemeryda(2011). Na podstawie opowiadania, które napisał z Łukaszem Śmiglem,amerykański reżyser Van Kassabian nakręcił film krótkometrażowy Headto Love.

KrzysztofMaciejewski(ur.w 1971 r.) - pisarz, krytyk literacki. Publikował w antologiachi pismach wiązanych z fantastyką. Wyróżniony w konkursie GildiiHorroru za krótkie opowiadanie grozy. Wydał zbiór opowiadań Osiem(FORMA 2011). W książce City1. Antologia polskich opowiadań grozy(FORMA 2009) znalazło się jego opowiadanie Duchw skrzynce,a w książce 2011.Antologia współczesnych polskich opowiadań(FORMA 2011) opowiadanie Omdlałemyszy.

PawełPaliński(ur. w 1979 r. w Warszawie) - obecnie mieszka w Stalowej Woli.W 2009 roku światło dzienne ujrzał jego znakomicie przyjęty przezkrytykę zbiór opowiadań 4pory mroku.

ŁukaszPytlik(ur. w 1981 r. w Katowicach) - reżyser, scenarzysta,montażysta. W przeszłości prowadził popularne programy w telewizjimuzycznej 4fun.tv, z czasem przeniósł się na drugą stronę ekranutworząc teledyski, reklamy, programy i krótkie formy fabularne.Współpracował z MTV, TV Silesia, Silesia City Center, Patio TV. Jakopisarz opowiadań grozy został nagrodzony między innymi przez magazyn"Nowa Fantastyka".

PiotrRoemer(ur. w 1988 r. w Krakowie) - student teorii muzyki orazkompozycji, skrzypek, autor opowiadań oraz tekstów o muzyce.Wyróżniony w konkursie Muzykaw Duszy Graza bajkę Pokruszyćwiatr(2008). Zdobywca I miejsca w konkursie kompozytorskim Callfor sounds(MFMW "Warszawska Jesień" 2009). Publikował m.in. wantologiach City1i Białeszeptyoraz na łamach internetowego periodyka literackiego "Fahrenheit".Laureat Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego(2010/2011) oraz Stypendium Miasta Krakowa (2010/2011).

RadosławScheller- rocznik katastrofy w Czarnobylu, co ponoć widać. Publikował w"Magazynie Fantastycznym" oraz w antologiach BiałeSzeptyi Nawiedziny.Na co dzień żyje z opowiadania bajek, co teraz nazywa się pracą wpublic relations.

MateuszSpychała(ur. w 1983 r.) - absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewiczaw Poznaniu. Pracuje w firmie rodzinnej. Zamieszkały we Wronkach.Opowiadania dotąd publikował w "Nowej Fantastyce","Science Fiction", "Alfred Hitchcock poleca",a także w antologiach Deszczeniespokojnei CzarnaKokarda.

MichałStonawski(ur. w 1991r. w Krakowie) - recenzent, felietonista amator,zastępca redaktora naczelnego kwartalnika QFANT. Od dziesięciu latbez pamięci zakochany w fantastyce. Debiutował opowiadaniem Wyrokw antologii HoryzontyWyobraźni 2010.

IzaSzolc(ur. w 1978 r.) - pisarka, autorka powieści i zbiorówopowiadań: Naga,Martwypunkt,Cichyzabójca,CiotkaMałych Dziewczynek,Połowanocy,Opętanie,Jehannette,Hebanowyświat,Lękwysokości,Wszystkiegonajlepszego.Ambasadorka wegetarianizmu w Polsce z ramienia Fundacji Viva.

KrzysztofWasilonek(ur. w 1986 r.) - miłośnik języków, podróży i sportu. Mieszkałprzez kilka miesięcy w Wietnamie oraz przez 4,5 roku we Włoszech.Zadebiutował książką LostAngels(FORMA 2007). W roku 2011 wydał powieść przygodową NiebiańskaKrew.Był członkiem zespołu tłumaczy, którzy przełożyli na język polskiWielkąEncyklopedię Medyczną(wydawaną przez "Gazetę Wyborczą").

AleksandraZielińska(ur. w 1989 r. w Sandomierzu) - uczennica Szkoły Malarstwa iRysunku w Krakowie, studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego,publikowała w antologiach: Kochalisię, że strach,Nawiedziny,Trupojad,Pokójdo wynajęcia,City1oraz w pismach m.in. "Fahrenheit", "MagazynFantastyczny". Wykonała okładkę i ilustracje do tomiku wierszyIzy Smolarek Stanyzmysłowe.Laureatka konkursu Mistrzowie i Adepci, organizowanego przez "FabrykęSłów".

MateuszZieliński(ur. w 1977 r.) - Mieszka w Płocku. Prywatnie mąż i ojciec, zzawodu informatyk, z zamiłowania autor szeroko pojętej fantastyki isensacji. Debiutował w 2003 roku w magazynie "SFera"katastroficznym opowiadaniem science fiction Koniecświata w waszych domach,które wygrało Marsjański Konkurs Literacki. Laureat konkursu StwórzSwoją Historię portalu "konflikty.pl" (opowiadanie Prawdęzna Atlantykzdobyło I miejsce w kategorii historycznej), a także innych konkursówliterackich. Publikował w sieci oraz w miesięczniku "ScienceFiction", "Fantasy i Horror" (m.in. krótkieopowiadanie Schron).

RobertZiębiński- dziennikarz "Newsweeka", człowiek bez wyznania izainteresowań, mężczyzna heteroseksualny, autor powieści Dżentelmen.