ROZDZIAŁ 2
Olszyny Czarne
Gdy drzwi windy rozsunęły się, ujrzała długi, przestronny korytarz o nowoczesnym wystroju. Nie czekając na swojego towarzysza, ruszyła pewnym krokiem w poszukiwaniu pokoju numer 112. Kółka różowej walizki, którą ciągnęła za sobą, bezszelestnie sunęły po płytkach ceramicznych. Tylko stukot jej obcasów odbijał się echem od marmurowych ścian i mącił panującą wewnątrz ciszę. Zatrzymała się pod drzwiami po prawej stronie, po czym zbliżyła do czytnika kartę, którą chwilę wcześniej otrzymała od recepcjonistki.
- To tutaj - oznajmiła, naciskając klamkę.
Marzyła tylko o tym, by jak najszybciej wziąć prysznic, a potem oddać się objęciom snu. Była zmęczona po długiej i wyczerpującej podróży z Warszawy na Mazury, która zabrała im aż pięć godzin, zamiast przewidywanych trzech. Pech chciał, że na autostradzie doszło do kolizji kilku samochodów, w związku z czym korek ciągnął się kilometrami.
Poranek przed jej wyjazdem również nie należał do najlepszych. Laura postanowiła bowiem odwiedzić swoją matkę mieszkającą na obrzeżach Warszawy, z którą nie miała najlepszych relacji. Joanna nigdy nie była oddaną ani emocjonalnie zaangażowaną matką, ale po śmierci męża stała się jeszcze bardziej oziębła i surowa. Na wieść o rychłym wyjeździe córki wypomniała jej, że jest zapatrzoną w siebie pracoholiczką. Laura nawet nie próbowała się bronić. Lata spędzone pod jednym dachem z tą kobietą nauczyły ją, że wszelkie próby załagodzenia konfliktu mogły przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Potulnie wysłuchała kazania matki, po czym wróciła do swojego mieszkania, żeby spakować walizkę. Prawdę mówiąc, kontakt z Joanną utrzymywała wyłącznie z poczucia obowiązku. Nie mogła wyzbyć się przekonania, że jej ojciec by tego pragnął. Często brakowało jej wsparcia ukochanego taty, który zawsze stał za nią murem.
- Mam pokój obok ciebie. - Arek ominął ją i zatrzymał się kilka kroków dalej. - Przeczytałem na ulotce, że bufet kolacyjny jest otwarty jeszcze przez godzinę. Pewnie umierasz z głodu. Może zjemy coś razem, a przy okazji omówimy jutrzejszy plan działania?
- Nie gniewaj się, ale padam z nóg. Położę się dziś wcześniej spać. Jutro czeka nas długi dzień.
Podrapał się nerwowo po gładko ogolonej brodzie. Przez jego twarz przebiegł cień rozczarowania.
- Jasne, rozumiem.
- Zobaczymy się jutro na śniadaniu.
- To może wpadnę po ciebie koło ósmej? - zaproponował z nadzieją w głosie.
- Nie ma takiej potrzeby. Spotkajmy się na stołówce - odparła stanowczym tonem.
Ogarnęło ją zniecierpliwienie. Kiedy w końcu dotrze do niego, że nie ma u niej najmniejszych szans? Bez przerwy próbowała zdusić jego niewinne próby flirtu w zarodku, ale on pozostawał nieugięty. Nie chciał przyjąć do wiadomości, że kobieta jego marzeń nie jest nim zainteresowana. Laura od początku ich znajomości stawiała sprawę jasno: wyznaczyła granice ich relacji i pilnie strzegła, by mężczyzna ich nie przekraczał. Nie zamierzała dawać mu złudnych nadziei. Najwyższa pora, aby zrozumiał, że łączyły ich czysto zawodowe stosunki. Przyjechała do Ostródy tylko w jednym celu i nie zamierzała tracić czasu ani energii na amory. Postanowiła zdobyć się na szczerość i powiedzieć mu o tym wprost, zanim on posunie się za daleko.
- Posłuchaj, Arek. Wiem, że obiecałam ci wspólną kolację, i dotrzymam słowa, ale nie licz na nic więcej. Przypominam ci, że to wyjazd służbowy, a nie integracyjny. Radzę ci, żebyś trzymał ręce przy sobie i wypełniał moje polecenia, bo w przeciwnym razie powiem Gadeckiemu, że utrudniasz mi pracę.
- Okej, jak sobie życzysz, królowo chłodu. Ale mogłabyś wykrzesać z siebie więcej entuzjazmu - burknął, wbijając dłonie w kieszenie materiałowych spodni. - Jeśli mamy ze sobą współpracować, dobrze byłoby zadbać o miłą atmosferę.
- Nie przyjechałam tu nawiązywać przyjaźni. Dobranoc.
Nie dając mu szansy na sformułowanie odpowiedzi, weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi.
- Królowa chłodu, też mi coś! - prychnęła pod nosem.
Gadecki oddał jej niedźwiedzią przysługę, prosząc Arka, żeby jej towarzyszył... Wpadła na pomysł, że wyznaczy mu kilka mało istotnych zadań, a resztą zajmie się sama. Miała wieloletnie doświadczenie, potrzebną wiedzę, a do tego odpowiedni ekwipunek w postaci małej i poręcznej lustrzanki, lornetki, przewodnika po Mazurach oraz kieszonkowej mapy. Czego trzeba jej było więcej? Arek stanowił tylko balast, dlatego musiała znaleźć sposób, żeby utrzymać go na dystans, ale jednocześnie nie dopuścić do tego, by poczuł się bezużyteczny.
Z ulgą zrzuciła szpilki z obolałych nóg, po czym zatopiła bose stopy w miękkim, włochatym dywanie. Walizkę zostawiła obok garderoby.
Omiotła wzrokiem luksusowy apartament urządzony w odcieniach beżu i brązu, w którym miała spędzić najbliższe trzy tygodnie. Po lewej stronie znajdowało się dwuosobowe łóżko o tapicerowanym zagłówku oraz prostej, drewnianej konstrukcji, po której spływała zwiewna tkanina tworząca baldachim. Po prawej zaś stała szafa, biurko z dwoma krzesłami oraz minibarek wyposażony w napoje alkoholowe i słone przekąski. Cała ściana na wprost wejścia do pokoju została przeszklona. Gładka, mleczna firanka falowała na wietrze wpadającym do środka przez uchylone drzwi balkonowe. Mimo nowoczesnego wystroju apartament wydawał się bardzo przytulny.
Laura podeszła do biurka i wzięła do rąk ulotkę, by rzucić okiem na ofertę hotelu. Miała ochotę skorzystać ze wszystkich atrakcji oferowanych przez obiekt, ale równocześnie nie chciała się dekoncentrować. Czekało ją bardzo ważne zadanie i to na nim zamierzała się skupić. Nie mogła dopuścić do tego, by cokolwiek ją rozproszyło. Wychodziła z założenia: najpierw obowiązki, a dopiero później przyjemności.
Trzeba było przyznać, że Gadecki zdobył się na gest, rezerwując pokój w tak eleganckim hotelu. Gdy uzmysłowiła sobie, jak wielką wiarę musiał w niej pokładać, poczuła się przytłoczona presją, która na niej spoczywała. Szybko jednak skierowała swoje myśli na inne tory. Nie mogła pozwolić sobie nawet na chwilę słabości.
Wygrzebała z walizki czarną, satynową koszulę nocną oraz kosmetyczkę, a następnie udała się do łazienki, by wykonać wieczorną pielęgnację twarzy. Ucieszyła się, gdy zobaczyła, że poza prysznicem w pomieszczeniu znajdowała się również wolnostojąca wanna. Uwielbiała długie kąpiele z bąbelkami.
Zdjęła z ręki złoty zegarek, który dostała kiedyś w prezencie urodzinowym od swojego taty, i położyła go na blacie obok umywalki. Zanim zaczęła zmywać makijaż, przyjrzała się swojemu odbiciu w lustrze. Miała ostre rysy twarzy: wyrazistą linię szczęki i wystające kości policzkowe, lecz miękko okalające jej twarz fale dodawały jej łagodności. Niedawno skończyła trzydzieści cztery lata i nigdy nie czuła się bardziej atrakcyjna niż teraz. Niestety jej pewność siebie onieśmielała płeć przeciwną. Odkąd Tomek się z nią rozstał, nie była na żadnej randce. Nowo poznani mężczyźni patrzyli na nią z podziwem, lecz nie mieli odwagi, by poprosić ją o numer. Bali się silnych i niezależnych kobiet, które znają swoją wartość.
Wślizgnęła się pod aksamitną kołdrę. Zmęczona upałem, długą podróżą i zalotami Arka, niemal natychmiast zasnęła. Śniła o rozwiązaniu zagadki Olszyn Czarnych, pochwałach całego zespołu z Gadeckim na czele, awansie oraz podwyżce.
* * *
Rozejrzała się po parku z wytyczonymi alejkami, wzdłuż których ustawiono drewniane ławeczki. Gęsto rosnące olchy i topole o bujnych i rozłożystych gałęziach przesłaniały widok, a w zasięgu wzroku nie było ani jednej osoby, którą można było spytać o drogę. Laura musiała pokonać całą długość parku, zanim się upewniła, że idzie we właściwym kierunku. W końcu spomiędzy drzew wyłonił się mały, parterowy budynek o płaskim dachu. Stał na niewielkim wzniesieniu w cieniu dwóch wiekowych wierzb, a do jego wejścia wiódł szeroki, drewniany pomost wykonany ze starych desek. Nad drzwiami powieszono szyld z nazwą lokalu "Bistro pod Wierzbami". W tle roztaczała się panorama Jeziora Drwęckiego, a w gładkiej tafli wody odbijały się bezchmurne niebo oraz malowniczy krajobraz Pojezierza Iławskiego.
Mimo pięknych okoliczności natury budynek wołał o pomstę do nieba. Zniszczona elewacja i rozpadający się pomost, na którym strach było postawić nogę, aż prosiły się o renowację.
Dzięki temu, że poprzedniego dnia Laura poszła spać tak wcześnie, wstała bladym świtem i spędziła cały poranek na uważnym studiowaniu mapy oraz czytaniu przewodników zakupionych w przydrożnym kiosku nieopodal hotelu. To właśnie stąd dowiedziała się o istnieniu tej knajpki. Powzięła decyzję, że zamiast jeść śniadanie w hotelowym bufecie, przyjedzie na posiłek do bistra w Olszynach Czarnych. W stołówce pojawiła się dosłownie na chwilę, żeby poinformować Arka o swoich zamiarach. Poprosiła go, aby został na miejscu i zasięgnął języka wśród mieszkańców Ostródy.
Tego ranka próbowała również ustalić, kim była ofiara znaleziona w lesie. Niestety bezskutecznie. Angelika Tabor nie prowadziła zbyt aktywnie swoich profili w mediach społecznościowych, a jedyne dane, jakie na nich umieściła, to swój wiek oraz miejsce zamieszkania. Laura nie chciała niepokoić jej bliskich, ale była świadoma, że jeśli nie dowie się niczego więcej, będzie zmuszona złożyć im niezapowiedzianą wizytę. Liczyła jednak na to, że mieszkańcy wsi okażą się bardziej rozmowni, niż twierdził Gadecki.
Zrezygnowała z eleganckiego stroju, który zakładała do biura, na rzecz lnianych szortów, białego, bawełnianego podkoszulka i trampek. Włosy zaś związała w koński ogon tuż nad karkiem, żeby nie rzucać się zanadto w oczy. Nie umiała jedynie zrezygnować z czerwonej szminki.
Gdy szła drewnianym pomostem, dostrzegła na drzewie obok budynku plakat. Podeszła bliżej, aby odczytać jego treść:
Szanowni Mieszkańcy!
W przypadku znalezienia martwego dziko występującego zwierzęcia prosimy bezzwłocznie poinformować o tym fakcie Leśnictwo "Jeleni Gaj", straż miejską bądź wójta gminy. Przestrzegamy, aby pod żadnym pozorem nie zbliżać się do zwłok ani ich nie dotykać, gdyż mogą przenosić choroby zakaźne.
Przypominamy także o zakazie dokarmiania dzikich zwierząt. Za złamanie tego przepisu grozi kara grzywny w wysokości 1000 złotych.
Pod spodem zamieszczono pogrubioną czcionką numer kontaktowy do leśniczego Marka Andrzejaka. Laura zerwała kartkę z drzewa i schowała ją do torebki.
Gdy przekroczyła próg bistra, w nozdrza uderzył ją smród smażonej ryby. Nadgryzione zębem czasu wnętrze, w którym nie sprzątano od miesięcy, wcale nie zachęcało do tego, aby zostać tam dłużej. Wytarty parkiet, poobijane stoliki, brudne szyby i zalegający na półkach kurz wzbudziły w Laurze niesmak.
Zajęła miejsce przy stoliku. Z ogromnych okien sięgających od podłogi do sufitu rozciągał się widok na jezioro, dzięki czemu mogła obserwować przepływające w pobliżu łódki. Ze starego odbiornika radiowego ustawionego na barze sączyły się ciche dźwięki popowej muzyki.
Laura wzięła do rąk menu i przebiegła wzrokiem po pozycjach z karty. Od dziesięciu lat była na diecie wegańskiej. Nie ze względów zdrowotnych, lecz ideologicznych - odkąd sięgała pamięcią, zawsze wzruszał ją los skrzywdzonych zwierząt, dlatego czynnie wspierała różne inicjatywy, w ramach których walczono o poprawę ich losu, i nierzadko sama ratowała z opresji bezpańskie psy i koty. Dotarło do niej, że chyba będzie musiała zadowolić się samą herbatą, ponieważ knajpka oferowała głównie dania typu fast food: zapiekanki, burgery, ryby w panierce, smażoną kiełbasę czy jajecznicę na boczku. Na próżno można tu było szukać wegańskich potraw.
Pochłonięta wertowaniem jadłospisu, nawet nie zauważyła, kiedy obok niej wyrosła jak spod ziemi tęga kobieta z burzą ciemnych loków. Do kołnierzyka wystającego spod białego fartucha miała przypiętą plakietkę z imieniem: BOGNA.
- Co podać? - burknęła kelnerka, przyoblekając twarz w grymas pełen niezadowolenia. Sprawiała wrażenie, jakby pracowała tam za karę.
Laura wysiliła się na uśmiech.
- Czy dostanę coś wegańskiego? - zapytała najmilszym tonem, na jaki było ją stać.
- Kolejna wielka pani z miasta - mruknęła cicho Bogna, po czym dodała głośniej: - Mamy frytki i grzanki z grillowanymi warzywami.
- To poproszę grzankę. A do tego zwykłą herbatę. Jaki jest czas oczekiwania?
- A bo ja wiem. Jak się zrobi, to będzie.
Nie zdążyła o nic więcej zapytać, bo kelnerka weszła za kontuar, a następnie zniknęła za drzwiami prowadzącymi na zaplecze. Laura doszła do wniosku, że trudno będzie nakłonić ją do rozmowy. Kobieta nie wydawała się zbyt przyjazna, a w dodatku uprzedziła się do niej tylko dlatego, że zapytała o wegańskie danie.
Mimo to nie zamierzała dawać za wygraną. Nie byłaby sobą, gdyby poddała się od razu po napotkaniu pierwszej przeszkody.
Gdy zjadła cały posiłek, który, o dziwo, okazał się całkiem smaczny, odczekała, aż kelnerka wróci do niej z rachunkiem.
- Piękna pogoda - zagaiła, kiedy Bogna zbierała brudne naczynia ze stolika. Kobieta zerknęła na nią ukradkiem, ale uparcie milczała. - W sam raz, by wybrać się na długi spacer i poznać lepiej okolicę. Przyjechałam tu dopiero wczoraj i zastanawiam się, co można zwiedzić w pobliżu.
Nadal cisza.
- Może pani mi coś doradzi?
Kelnerka, wywołana do odpowiedzi, wyprostowała się z tacą pełną brudnych naczyń.
- W kiosku niedaleko stąd sprzedają przewodniki. Tam masz wszystko napisane.
- Mam przewodnik, ale najpierw wolę podpytać tubylców - odparła Laura, nie dając zbić się z tropu. - Czasem dzięki temu można odkryć wiele ciekawych zakątków, o których nie ma mowy w przewodnikach.
- Ja nie mam czasu, żeby zwiedzać, więc nie pomogę.
- Nie potrzebuję wiele do szczęścia. Przyjechałam tu, żeby wypocząć. - Podjęła jeszcze jedną próbę, uśmiechając się życzliwie. Odwróciła głowę w stronę wielkiego okna i pokiwała nią z uznaniem. - Okolica jest naprawdę zachwycająca, a ja uwielbiam kontakt z naturą i przebywanie na świeżym powietrzu. Chętnie odwiedzę każdy zakamarek i dowiem się czegoś więcej o tej miejscowości.
- A niby co chciałabyś wiedzieć?
- No wie pani... Za każdym pięknym miejscem kryje się jakaś niesamowita historia, a z tego, co się orientuję, o Olszynach Czarnych również swojego czasu było głośno...
Ostatnie słowa podziałały na Bognę niczym płachta na byka. Jej dłonie zadrżały, a filiżanka, którą chwilę wcześniej ustawiła na trzymanej w dłoni tacy, zakołysała się z brzękiem.
- Posłuchaj, paniusiu. - Kelnerka wycelowała w nią palec wskazujący. - To miejsce to zadupie. Dziura, w której nie ma nic interesującego. Nie wiem, czego szukasz, ale tutaj tego na pewno nie znajdziesz, więc zabieraj dupę w troki i znikaj stąd, zanim spotkają cię jakieś nieprzyjemności.
Laura przełknęła głośno ślinę i zmarszczyła brwi. Słowa kobiety zabrzmiały jak groźba.
- O czym pani mówi?
- Nie udawaj, że nie wiesz. O tym, że niepotrzebnie węszysz. Myślisz, że jestem głupia? Widzę, że coś kombinujesz, a ta twoja, pożal się Boże, "wycieczka krajoznawcza" na kilometr śmierdzi ściemą.
- Ja nie...
- Była tu taka jedna przed tobą... Marlena. - Bogna wypluła to imię z obrzydzeniem. - Twierdziła, że jest dziennikarką. Wścibiała nos w nie swoje sprawy i wszystko chciała wiedzieć. Zgadnij, co się z nią stało... Zwiewała stąd, aż się za nią kurzyło.
- Dlaczego...?
Niestety na to pytanie nie uzyskała odpowiedzi, bowiem kobieta odwróciła się na pięcie i odeszła.
Laura poczuła, jak jej twarz i dekolt oblewają się gorącem. Zdenerwowała się na siebie, że nie zachowała większej ostrożności. Powinna była bardziej uważać na to, co mówi. Ledwo pojawiła się w Olszynach Czarnych, a już zdążyła ściągnąć na siebie podejrzenia. Jeszcze chwila, a zostałaby zdemaskowana.
Mogła się domyślić, że tak będzie. Jeżeli zabójstwo Angeliki przyciągnęło żądnych skandalu pismaków, to zrozumiałe, że mieszkańcy wsi stali się wyczuleni na punkcie obcych osób krążących po okolicy i każdego turystę traktowali jak intruza. Zamiast ciągnąć Bognę za język, mogła udać się gdzieś indziej i porozmawiać z kimś, kto będzie bardziej otwarty.
Stwierdziła, że od tej pory musi zachować większą rozwagę. W przeciwnym razie zaprzepaści swoją szansę na awans.
* * *
Wieczorem postanowiła poszukać artykułu napisanego przez wspomnianą dziennikarkę - Marlenę. Raz po raz wpisywała w wyszukiwarkę najróżniejsze frazy, jakie przychodziły jej do głowy, ale mimo usilnych starań nie potrafiła go odnaleźć. Zaczęła podejrzewać, że dziewczyna celowo zrezygnowała z jego publikacji. Podobnie zresztą jak inni dziennikarze... Gadecki wspominał, że widział kilka notatek prasowych na ten temat, ale Laura nie natrafiła na żadną z nich. Jakim cudem ta sprawa nie zyskała w dobie internetu żadnego rozgłosu? Czyżby wszyscy jednogłośnie uznali śmierć tej kobiety za nieszczęśliwy wypadek i nikt nie próbował zadać sobie choć odrobiny trudu, żeby poznać więcej szczegółów?
Podobno kobieta miała także inne obrażenia na ciele, które mogły świadczyć o tym, że próbowała obronić się przed napastnikiem. Niestety tutejsza policja, idąc po linii najmniejszego oporu, usiłowała zataić te informacje przed lokalną społecznością i zamieść sprawę pod dywan. Może była skorumpowana...? Laura nie mogła oprzeć się wrażeniu, że komuś szczególnie mocno zależało na tym, by zatrzeć wszelkie ślady i zadbać o to, by jak najmniej osób dowiedziało się o tym wydarzeniu. Tylko dlaczego?
Z zamyślenia wyrwał ją głos Arka:
- Chcesz jeszcze herbaty?
Właśnie jedli kolację w hotelowej stołówce. Arek próbował wyciągnąć ją na obiecaną randkę, ale skłamała, że dopadła ją migrena. W rzeczywistości potrzebowała czasu, by zastanowić się nad tym, co usłyszała od kelnerki w bistrze.
- Co? - Podniosła na niego nieprzytomny wzrok znad telefonu.
- Pytałem, czy dolać ci herbaty. Wszystko w porządku? Wydajesz się jakaś nieobecna.
- Tak, tak - mruknęła. - Udało ci się czegoś dowiedzieć?
- Musimy po raz kolejny wałkować ten temat? - westchnął. - Już ci mówiłem. Nikt nic nie wie. Mieszkańcy Ostródy uwierzyli w wersję, że to był zwykły wypadek, a nie zabójstwo.
- Jak myślisz: co ta dziewczyna, Angelika, robiła samotnie w lesie tak daleko od domu?
- Nie wiem... Może umówiła się z kimś przez aplikację randkową, ale koleś okazał się psychopatą... - podsunął.
- Randka w lesie z obcym facetem? To dość szalony pomysł, nie sądzisz? A poza tym znaleziono ją kilka metrów od głównej ścieżki. Po co miałaby z niej zbaczać i wchodzić w zarośla...? - zamyśliła się.
- Może coś zauważyła... Na przykład jakieś ranne zwierzę.
- No nie wiem. To nie brzmi przekonująco... Szkoda, że nie mamy jak tego sprawdzić. Jedynie policja ma dostęp do jej telefonu, a rodzina odmawia udzielania wywiadów.
- Laura, odpocznij. Jutro też jest dzień.
Nie słuchała go. Podniosła się z miejsca i rzuciła w przestrzeń:
- Muszę zadzwonić.
Zanim ją powstrzymał, wyszła na taras i wybrała numer Gadeckiego. Odebrał dopiero po piątym sygnale.
- Laura? - zdziwił się. - Mam nadzieję, że to coś pilnego. Wiesz, która jest godzina?
Odruchowo zerknęła na swój złoty zegarek, który nosiła na przegubie lewej ręki. Dochodziła dwudziesta.
- Rany, przepraszam... Nie chciałam pana niepokoić. Nie zauważyłam, że...
- Dobrze, już dobrze - uciszył ją. - Mów, o co chodzi.
- Czy mógłby mi pan podesłać materiały na temat zabójstwa Angeliki Tabor? Chętnie rzucę na nie okiem.
- To były dosłownie krótkie wzmianki.
- Nie szkodzi. Przyda mi się każdy trop - odrzekła.
- Jasne, rozumiem. Jutro rano będziesz je miała na mailu. Ale uprzedzam, że niczego ciekawego się z nich nie dowiesz.
Gdy się rozłączyła, jeszcze przez kilka minut stała w bezruchu, oddychając letnim, wieczornym powietrzem i podziwiając basen zewnętrzny otoczony palmami. Tuż za nim znajdował się łuk wykonany z kamienia ozdobnego, który prowadził do ogrodu. Przeszło jej przez myśl, że ten hotel przypomina prawdziwy raj. Mimo to nie umiała w pełni nacieszyć się jego urokami, ponieważ zagadka Olszyn Czarnych pochłonęła ją o wiele bardziej, niż się tego spodziewała.
Nagle poczuła dotyk czyjejś dłoni na swoim ramieniu, a do jej nozdrzy dotarł drzewny zapach perfum Arka.
- Laura... - powiedział. - Wiem, że bardzo ci zależy na rozwiązaniu tej sprawy, ale jeśli będziesz poświęcać jej aż tyle uwagi, szybko się wypalisz... Mamy jeszcze mnóstwo czasu na napisanie tego reportażu.
- Trzy tygodnie to wbrew pozorom niedużo. Zwłaszcza że nie mamy żadnego punktu zaczepienia. Byłam w kilku miejscach, ale wszędzie traktowano mnie jak intruza. Nie masz pojęcia, jakie to frustrujące - poskarżyła się.
- Spokojnie, minęła dopiero doba. To za mało, by nakłonić ludzi do zwierzeń. Potrzeba czasu, by wzbudzić w nich zaufanie.
Dołączył drugą dłoń i zaczął rozcierać jej kark. Nie protestowała. Z każdą sekundą czuła, jak jej napięte mięśnie stopniowo się rozluźniają. Przymknęła powieki i odchyliła głowę delikatnie do tyłu, pozwalając mu, żeby kontynuował masaż.
- Obawiam się, że po tym, co się dziś wydarzyło, nikt mi już nie zaufa - jęknęła. - Zawiodłam na całej linii... A to dopiero nasz pierwszy dzień tutaj.
- Nie mów tak. Skąd mogłaś wiedzieć, że mieszkańcy wsi są aż tak przewrażliwieni? Po prostu musimy być ostrożniejsi.
Pokiwała głową, uspokojona jego zapewnieniami.
- Odetchnij - dodał. - Początki zawsze są trudne, ale jestem pewien, że jutro obudzisz się z nową energią do działania. I pamiętaj: nie jesteś sama. Masz mnie.
Laura musiała przyznać, że udało mu się ukoić jej skołatane nerwy i rozładować stres, który się w niej nagromadził. Może faktycznie powinna wziąć sobie jego rady do serca?