Cisza stroi instrumenty - Magdalena Parekh

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Cisza stroi instrumenty "Bo są dźwięki, które rodzą się w dłoniach - zanim zabrzmi nuta."

Nie wszystkie wiersze powstają z intencji zapisania. Czasem przychodzą nieproszonym rytmem - w czasie zajęć, podczas praktyk, w ciszy sali przedszkolnej, w pauzie, której nikt nie zauważył poza dzieckiem. Nie mają początku ani końca. Są chwilą, która zostaje.

Teksty w tym tomiku to nie zapiski z nauki, choć powstawały w czasie, gdy uczyłam się więcej niż wcześniej - o sobie, o dzieciach, o dźwiękach, które nie mają jeszcze imion. Przyszły w przestrzeniach codziennych: między schematem a intuicją, teorią a spojrzeniem dziecka, które nie powiedziało nic - a i tak zostało usłyszane.

Nie opowiadają historii. Budują akord złożony z praktyki, refleksji, poruszeń. Stroją się powoli - jak dzieciństwo, które nie musi być równe, by było pełne. Jak głos nauczyciela, który milczy z uważnością. Jak rodzic, który nie pyta - ale nuci.

Podział na części nie jest konstrukcją. To krajobraz. Od ciała, które reaguje ruchem, przez duszę słyszącą dźwięk jeszcze nienazwany, aż po relacje - te pierwsze, najdelikatniejsze, które uczą bycia razem bez słów. Każda część ma swój rezonans. Każdy wiersz ma swoje tło - choć nie zawsze je ujawnia.

Nie oczekuję odpowiedzi. Ani interpretacji. Jeśli czytelnik poczuje w którymś z tekstów coś znajomego - z dzieciństwa, z sali, z wewnętrznego tonu - to znaczy, że wiersz zagrał. A jeśli zostanie cisza - być może to ona właśnie jest najpełniejszym dźwiękiem.

Magdalena Parekh

Wrocław, lato 2025

Ucho jak okno

Nie patrz - słuchaj.

Świat nie wchodzi przez źrenicę,

lecz przez ślimaka,

który nosi w sobie labirynt światła.

Ucho to okno,

które nie otwiera się na widok,

lecz na obecność.

Dziecko nie rozumie słów.

Ale wie,

kiedy drży cisza między nimi.

Zanim język zbuduje mur -

słuch już widzi,

że ściana oddycha.

Nie uczymy się słuchać -

my tylko zapominamy,

że słuchanie było pierwszym alfabetem.

Audiacja to nie teoria.

To zaklęcie

oddechu matki,

szelestu kołyski,

tętnicy emocji w głosie ojca.

Każde dziecko nosi w sobie akustyczne wspomnienie

miłości -

lub jej braku.

Nauczyciel, który to słyszy,

nie poprawia tonacji.

On podchodzi i siada obok.

Bo ucho jest jak okno w domu,

w którym długo nikt nie mówił,

ale ktoś zostawił otwarte firanki.

Wystarczy wiatr.

I wszystko zaczyna grać.

Gdy cisza staje się matką dźwięku"

Jeszcze nie było nic -

tylko miękka, prenatalna ciemność,

w której serce matki

uczyło audiacji bez języka.

Nie znało nut,

ale znało rytm.

Było tam - pod skórą -

zanim rozwinęły się dłonie.

Percepcja nie zaczyna się w uchu,

lecz w niezgodzie między ciszą

a pierwszym szmerem,

który człowiek musi oswoić.

Tam zaczyna się muzyka -

nie w sali prób,

lecz w zderzeniu oddechu i potrzeby -

w momencie, gdy głos

staje się mostem nad samotnością.

Gordon powiedziałby: audiacja.

Gardner - inteligencja muzyczna.

Orff - ciało jako instrument.

Ale dziecko po prostu uderza dłonią o podłogę -

i świat odpowiada.

Gdy nauczyciel słyszy to echo,

zaczyna stroić nie fortepian,

lecz zaufanie.

I wtedy

cisza przestaje być brakiem -

a staje się matką dźwięku.

Bo każde dziecko

gra najpierw sobą -

a dopiero potem nutą.

Melodia, której jeszcze nie ma

Nie wszystko, co gra,

musi brzmieć.

Są dzieci,

które noszą w sobie symfonię

zamkniętą w mięśniach dłoni,

w milczeniu między zdaniami,

w spojrzeniu, które nie szuka,

lecz przeczuwa.

Zanim pojawi się dźwięk,

ciało stroi się w ciszy.

Potencjał to nie brak.

To głęboka obecność

w przyszłym czasie.

Zdolność nie krzyczy,

nie podnosi ręki,

nie śpiewa najgłośniej.

Czasem ukrywa się w lęku,

w plączących się nogach,

w dłoniach, które nie chcą grać,

bo czują za dużo.

Każda melodia ma swoje światło -

ale nie każda widziała jeszcze świt.

Niektóre talenty rodzą się podskórnie,

jak dźwięk zapisany w ścięgnie,

który potrzebuje nauczyciela -

nie dyrygenta, lecz światłoczułego świadka.

I czasu,

który nie pogania,

tylko słucha

tego, czego jeszcze nie słychać.

Pierwszy rytm - pierwszy bunt

Nim padnie "nie",

ciało już krzyczy.

Rączka nie zgadza się pierwsza.

Noga tupie protest,

zanim myśl uformuje sprzeciw.

Dwulatek gra sobą -

w takcie niezrozumienia.

Rytm nie zawsze jest radością.

Bywa manifestem.

Serce przyspiesza,

jak bęben w marszu bez celu.

Nie umie mówić "mam prawo",

ale całe jego ciało

staje się instrumentem

godności.

Ruch to pierwsza partytura.

Bunt to pierwszy takt

autonomii.

Kiedy nauczyciel usłyszy w tym muzykę,

przestaje wychowywać -

a zaczyna towarzyszyć.

Bo każda niezgoda

ma swój metrum.

I każda emocja

szuka tylko tego,

kto nie zagłuszy jej pauzy.