Cinder i Ella (Tom 2). Cinder i Ella - Kelly Oram

-
Proszę czekać

1

 
 
 
 
 
 

Wyciągnięta na pluszowej kanapie, z głową wspartą na podłokietniku, wpatrywałam się w ekran laptopa, aż moje powieki powoli opadły. Zrobiło się późno, a słowa na monitorze zaczęły mi się rozmazywać przed oczami i mieszać. Musiałam być bliższa zaśnięcia, niż mi się wydawało, bo nagły dźwięk nadchodzącej wiadomości sprawił, że aż podskoczyłam.

 

Cinder458: Tęsknię za tobą.

 

Parsknęłam śmiechem. Co za głupek. Pokręciłam głową, ale mimo wszystko mu odpisałam.

 

EllaPrawdziwaBohaterka: Bardzo śmieszne. Ale z ciebie osioł.

Cinder458: Ale to prawda.

EllaPrawdziwaBohaterka: To czyni cię jeszcze większym osłem.

Cinder458: To czyni mnie romantykiem. Ale z ciebie rozpieszczony dzieciak.

EllaPrawdziwaBohaterka: A z ciebie natręt. Zostaw mnie w spokoju. Jestem zajęta.

Cinder458: Ale ja tęsknię. I potrzebuję cię. Natychmiast.

 

Kiedy czyjaś dłoń zaczęła delikatnie łaskotać moją ukrytą w skarpetce stopę, spojrzałam poza ekran na rozpartego na sąsiedniej kanapie młodego mężczyznę, który był zajęty swoim telefonem.

- Brian, naprawdę, proszę cię - mruknęłam niezadowolona. - Jutro zdaję maturę. Powiedziałeś, że jeśli do ciebie przyjadę, pozwolisz mi się uczyć. Jak na razie niczego się nie nauczyłam.

- Ale przecież zdałaś już dwa egzaminy próbne. Ile jeszcze będziesz się uczyć?

Brian, nie mogąc dłużej znieść bycia ignorowanym, porwał mój komputer i odstawiwszy go na stolik, wgramolił się na kanapę. Kiedy ostrożnie się do mnie zbliżył, uważając na moje pokiereszowane nogi, poczułam drżenie serca. Pod naporem jego spojrzenia chyba każda kobieta na świecie marzyłaby o rodzeniu mu dzieci.

Wciąż nie mogłam uwierzyć, że na adresatkę owych spojrzeń wybrał właśnie mnie. Oficjalnie byliśmy parą od tygodnia, ale ja nadal nie mogłam przywyknąć do myśli, że spotykam się z najprzystojniejszym w kraju gwiazdorem filmowym. Zwłaszcza w chwilach takich jak ta, kiedy próbował stopić mój opór swoim namiętnym wzrokiem.

Zatrzymał się kilka centymetrów przed moją twarzą. Jego długie, muskularne, idealne ciało zawisło nade mną - czekał na przyzwolenie, by na mnie opaść. Czekał nieruchomo, budował we mnie napięcie, choć nawet mnie jeszcze nie dotknął.

Jego bliskość owładnęła moimi zmysłami i sprawiła, że zakręciło mi się w głowie. Czułam ciepło bijące z jego ciała. Drżąc z emocji, wzięłam głęboki wdech, a wtedy piżmowy zapach męskiej wody kolońskiej wypełnił moje nozdrza i sprawił - doskonale spełniając swą funkcję - że moje hormony się rozszalały. Te perfumy musiały się nazywać "Żądza w płynie" albo podobnie, tyle że po francusku.

- Brian, błagam cię. Mówię poważnie.

- Ellamaro - wyszeptał miękko i niebezpiecznie. - Zapomnij już o tym egzaminie i w końcu mnie pocałuj.

Zrobiłam to. Ten facet doskonale znał moje słabe punkty. Z cichym westchnieniem otoczyłam ramionami jego szyję i przyciągnęłam jego usta do swoich. Był bardziej niż chętny. Nasze wargi spotkały się gwałtownie w głębokim pocałunku. Jakby Brian czekał na to całe życie, a nie kilka godzin.

- To naprawdę nieuczciwe, że używasz przeciw mnie tego filmowego głosu - wydyszałam, gdy w końcu mnie uwolnił.

- Wiem - powiedział, uśmiechając się tuż przy moich ustach, po czym jego głowa przesunęła się w bok, a wargi znalazły sobie nowy kawałek ciała do torturowania. Było to wrażliwe miejsce tuż za uchem. - Jak myślisz, dlaczego to zrobiłem?

Przewróciłam oczami tak bardzo, jak tylko się dało, i zanurzyłam palce w jego miękkich ciemnych włosach. Brian potraktował to jako zgodę na przejście od pocałunków do śmielszych poczynań. Powoli ułożył się na mnie, trochę na boku, żeby nie zmiażdżyć swym ciężarem mojego kruchego ciała. Prawie zabrakło mi tchu. Przyjemność mieszała się ze strachem.

Jego twarde mięśnie naparły na mnie, a dłonie zaczęły błądzić po ubraniu. Było to dla mnie całkowicie nowe doświadczenie. Spotykaliśmy się od tygodnia, ale nawet jak na tygodniową zażyłość w sferze kontaktów fizycznych zachowywałam się bardzo powściągliwie. Przed wypadkiem nigdy nie byłam w poważnym związku, a potem... no cóż... bałam się nawet myśleć o umówieniu się z kimś na randkę. Mówiąc wprost, byłam tą wizją przerażona.

Na kilka minut zapomniałam jednak o zdenerwowaniu i dałam się ponieść pragnieniom. Było mi z nim tak dobrze! Brian wydawał się równie przejęty jak ja, a jego pożądanie dorównywało mojemu. Kiedy zmienił ułożenie ciała, żeby obojgu nam było wygodniej - bo kanapa nagle wydała mi się za mała - moje ręce wylądowały na jego perfekcyjnie wyrzeźbionej, godnej wszystkich nagród filmowych klatce piersiowej.

Wcześniej raz czy dwa opierałam tam dłonie, kiedy mnie całował, ale nigdy nie miałam okazji zbadać jej dokładniej. Napędzana pożądaniem bez zastanowienia przesunęłam palcami w dół jego brzucha, wyraźnie wyczuwając każdy mięsień z osobna.

Przeszedł mnie dreszcz. Brian był chodzącą doskonałością.

Chyba spodobał mu się mój dotyk, bo na chwilę znieruchomiał, jakbym go zaskoczyła, a potem, tracąc resztki opanowania, znowu odnalazł moje usta i wpił się w nie gorącym, namiętnym pocałunkiem.

Serce biło mi jak oszalałe. Z trudem oddychałam, ale to wcale nie było złe. Moje ręce odnalazły brzeg jego koszulki i wśliznęły się pod materiał. Kiedy poczułam pod palcami gorącą skórę, wreszcie ocknęłam się ze zmysłowego transu. Pisnęłam z zaskoczenia i znieruchomiałam.

- Tak, Ello - odezwał się chrapliwym szeptem Brian. - Zrób to. Chcę, żebyś mnie dotykała.

Pragnęłam tego. Bardziej niż czegokolwiek innego. Zawahałam się jednak, trochę zawstydzona słowami Briana. Jego otwartość trochę mnie krępowała. W sprawach damsko-męskich miał o wiele więcej doświadczenia niż ja. Choć był tylko trzy lata starszy, czułam się jak niewinna uczennica w związku z dojrzałym mężczyzną.

Nie poruszyłam się, więc Brian sam zdjął koszulkę, po czym przykrył moją drżącą dłoń swoją - dużą i mocną - i pokierował moimi palcami, przesuwając nimi po swoim brzuchu. Tym razem zadrżeliśmy oboje.

Jego skóra, miękka i twarda jednocześnie, płonęła pod moim dotykiem. Był tak gorący, że ja również poczułam się, jakbym zaraz miała stanąć w płomieniach. Nieśmiałość zniknęła. Pozwoliłam rękom błądzić i dokładnie badać każdy fragment skóry na jego brzuchu, piersiach i ramionach.

Moje usta znalazły się na jego szyi, potem przesunęły się na obnażone ramię, a dłonie powędrowały na plecy. Czułam, jak wzrasta w nim napięcie. Nagle, z niskim pomrukiem, gwałtownie przyciągnął mnie do siebie. Zwykle traktował mnie o wiele delikatniej.

Jego ręce wtargnęły pod moją bluzkę i zaczęły wędrować po ciele, ale kiedy tylko palce przesunęły się po bliznach, mój płomień zgasł, jakby ktoś wrzucił mnie nagle do lodowatej wody. Z trudem chwytając powietrze, próbowałam wstać. Brian natychmiast się cofnął. Wbił we mnie zaniepokojone spojrzenie.

- Zrobiłem ci krzywdę?

Zaczerwieniłam się z zażenowania.

- Nie.

- W takim razie co się... - Nie dokończył, bo sam znalazł odpowiedź. Na jego twarzy pojawił się bolesny grymas. - Chodzi o blizny?

Westchnęłam i przygryzłam wargę.

Brian chwycił moją pokrytą bliznami dłoń i przesunął kciukiem po jej grzbiecie.

- One są częścią ciebie, a ja kocham cię całą. Nie wierzysz mi? - zapytał, niepewnie spoglądając mi w oczy.

- Oczywiście, że wierzę. Ja po prostu... - Moje gardło się ścisnęło, a oczy zaczęły piec.

Czułam się okropnie, że się tym przejmuję. Wiedziałam, że nie powinnam. Wiedziałam, że dla niego to nie ma znaczenia. Byłam tego pewna. Ale dla mnie miało. Jego ciało było doskonałe i piękne. Moje... wręcz przeciwnie.

- Ello - szepnął Brian. Emocje nie pozwoliły mu przybrać niskiego, chropowatego tonu, od którego zawsze miękły mi kolana, ale to nowe, pełne czułości i pasji brzmienie działało na mnie równie mocno. - Tak bardzo cię kocham - powiedział, ściskając moją dłoń.

Przez ten ostatni tydzień często mi to mówił, a ja za każdym razem czułam się, jakby moje serce miało eksplodować. Teraz jego słowa niemal doprowadziły mnie do łez. Bardzo długo sądziłam, że nikt już nigdy mnie nie pokocha. Brian udowodnił mi tysiąckrotnie, że moje obawy były nieuzasadnione.

- Ja też cię kocham - wyszeptałam, z trudem ujarzmiając dławiące mnie uczucia.

Brian odgarnął mi kosmyk włosów z twarzy i założył go za ucho, delikatnie pieszcząc przy tym moją skórę.

- Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem. Zostań ze mną na noc, a spędzę każdą minutę na udowadnianiu ci, jaka jesteś piękna. Aż do rana. Każdą. Minutę. Masz moje słowo, Ello.

Znów patrzył na mnie płomiennym, pełnym namiętności wzrokiem, którym zdobyłby chyba każdą kobietę, ale ja poczułam tylko ukłucie strachu.

- Przykro mi. - Pokręciłam głową, starając się zachowywać jak najspokojniej, żeby nie zauważył mojego przerażenia. - Nie jestem na to gotowa.

Brian nie dał się nabrać na mój udawany spokój.

- Dobrze - powiedział, wycofując się. Pożądanie w jego oczach trochę przygasło.

O nic nie pytał. Po prostu przyjął do wiadomości, że chcę trochę zwolnić. Był ideałem mężczyzny.

Nowa fala miłości zalała moje serce, a jednocześnie przygniotło mnie tak ogromne poczucie winy, że poczułam potrzebę, by mu wszystko wyjaśnić.

- Nie chodzi tylko o blizny.

- Tak właśnie myślałem. - Brian zachichotał, czym wprawił mnie w osłupienie.

Jego wesołkowatość zmniejszyła moje wyrzuty sumienia, ale za to wpędziła mnie w trzy razy większe zakłopotanie. Ukryłam płonącą ze wstydu twarz w dłoniach i z jękiem opadłam na kanapę. Brian nie miał dla mnie litości. Jego chichot przeszedł w głośny śmiech.

Zerkając między palcami, spiorunowałam go wzrokiem.

- Zamierzasz się ze mnie wyśmiewać? Wielkie dzięki. Ale z ciebie głupek.

Odsunął moje ręce od twarzy, a ja pacnęłam go w ramię. Wtedy chwycił moją dłoń i nachyliwszy się nade mną, uśmiechnął się promiennie.

- No co? - zapytał. - Uważam, że to naprawdę urocze.

Nie wierzyłam własnym uszom. Posyłając mu groźne spojrzenie, które dotąd było zarezerwowane wyłącznie na dyskusje o książkach i filmach, rzuciłam:

- Mówię ci, że nie jestem gotowa, żeby iść z tobą do łóżka, a ty uważasz, że to "urocze"?

Nie przestając się uśmiechać, Brian przewrócił oczami i odparł:

- Ello, przecież cię znam. Nigdy nie byłaś w poważnym związku. Wiem też, że twoi dziadkowie byli katolikami o bardzo tradycyjnych poglądach, a twoja mama miała paranoję na punkcie zbyt wczesnego wikłania się w związki z chłopakami.

- Tak. I teraz już wiem dlaczego - wyburczałam.

Biorąc pod uwagę to, że przez zakończoną wpadką przygodę moi rodzice na osiem lat utknęli w nieszczęśliwym związku, obawy mojej mamy wydawały mi się bardzo uzasadnione. Niestety, przez to wszystko stałam się niedoświadczoną cnotką z lekkim lękiem przed seksem.

- Pomińmy przyczyny tej sytuacji - powiedział Brian odrobinę poważniej. - Wiem, że to wszystko jest dla ciebie zupełną nowością. Miałem nadzieję, że zgodzisz się zostać na noc - musiałem przynajmniej spróbować o to zapytać - ale w ogóle się nie zdziwiłem, kiedy odmówiłaś.

- I naprawdę ci to nie przeszkadza? - zapytałam niepewnie, przygryzając wargę. - Mam świadomość, że jesteś przyzwyczajony do innych kobiet.

Brian pokręcił głową i uśmiechnął się smutno.

- Jesteś zupełnie inna niż one. I to właśnie w tobie kocham. Przecież dobrze wiesz.

- Tak, ale...

- Żadnych ale. Nie musisz się tym martwić. Uważam się za najszczęśliwszego człowieka na świecie, bo znalazłem kobietę, która kocha prawdziwego mnie, a nie gwiazdę filmową. Nie zamierzam zepsuć czegoś tak wyjątkowego, zmuszając cię do robienia rzeczy, na które nie jesteś gotowa. Uwierz mi.

To takie romantyczne! Brian był niesamowicie wyrozumiały i wspierający. Oczywiście musiałam zepsuć tę podniosłą chwilę, parskając okropnym śmiechem.

- Zabrzmiało trochę zbyt idealnie. Mam nadzieję, że to nie kwestia z jakiegoś filmu.

W ciągu ostatniego tygodnia nauczyłam się o sobie jednej bardzo ważnej rzeczy: mimo całego zamiłowania do romantycznych historii w książkach i filmach zupełnie nie radziłam sobie w roli bohaterki romansu. Nie żeby mi się to nie podobało. Po prostu nie wiedziałam, czy na to zasługuję. Nie byłam piękną gwiazdą srebrnego ekranu ani wspaniałą bohaterką książki, tylko normalną dziewczyną z milionem wad, z olbrzymim bagażem problemów emocjonalnych i ze zdeformowanym ciałem.

Brian westchnął.

- Pewnego dnia nauczysz się przyjmować komplementy.

Potem podniósł się z kanapy, ziewnął i się przeciągnął. Nadal nie miał na sobie koszulki, więc mogłam się do woli przyglądać jego drgającym pod złocistą skórą mięśniom. Trochę żałowałam, że zepsułam nastrój. Do rzeczywistości przywołało mnie głośne chrząknięcie. Zobaczyłam pełen próżności uśmieszek, na który zareagowałam miną niewiniątka i stwierdzeniem:

- Przepraszam, ale po prostu korzystam z darmowej okazji. Większość dziewczyn musi kupić bilet do kina, żeby podziwiać takie widoki.

Brian uniósł brew.

- Kto powiedział, że masz to za darmo? - Jego głos przybrał ponury ton, a uśmiech zniknął. - Za bycie moją dziewczyną płaci się bardzo wysoką cenę.

Nie żartował. Ten ostatni tydzień to było istne szaleństwo. Cały świat żył historią Cindera i Elli. Tylko w naszych domach mogliśmy jeszcze liczyć na odrobinę prywatności. A ponieważ mój dom zamieszkiwali ludzie, którzy bardzo lubili przyglądać się innym - tak jak mnóstwo znajomych moich sióstr, liczących na spotkanie z Brianem - większość czasu spędzaliśmy u niego. Staliśmy się zakładnikami naszej sławy.

- Jesteś jej wart - zapewniłam, otoczywszy go ramionami w pasie.

Przyciągnął mnie do siebie, a ja rozkoszowałam się dotykiem jego nagiej skóry na policzku.

- Mam nadzieję, że kiedy minie urok nowości, nadal będziesz tak myślała.

Serce mi się ścisnęło, bo w jego głosie usłyszałam prawdziwą obawę i niepewność.

- Zawsze będę tak myślała - zapewniłam, a potem, żeby trochę poprawić mu humor, przesunęłam dłonią po jego brzuchu i dodałam: - Zwłaszcza z powodu tego sześciopaku.

Oczy Briana znowu rozbłysły. Zamruczał z aprobatą i przybliżył swoje usta do moich.

- A więc kochasz tylko moje ciało, tak? A umysł? A poczucie humoru? A czarująca osobowość?

- Hmm... Nie. Tylko ciało. - Moje dłonie powędrowały w górę i oplotły jego szyję. - No może jeszcze twój talent do całowania.

- Może? - zapytał. Wydawał się szczerze urażony, ale w końcu był aktorem, więc wszystko, co mówił, brzmiało przekonująco.

Domyślając się, że to tylko przedstawienie, wzruszyłam ramionami i odpowiedziałam:

- No cóż. Tak naprawdę chodzi mi chyba tylko o twoje pieniądze. Sama nie wiem, co w tobie widzę.

Brian prychnął, ale dał sobie spokój z szukaniem ciętej riposty, bo nasz czas się kończył, a on wolał spędzić ostatnie chwile na pocałunkach niż na przekomarzaniu się. Przystawałam na to z entuzjazmem, dopóki w moim telefonie nie zabrzmiał sygnał budzika. Oboje westchnęliśmy.

- Pora, żeby Kopciuszek wracał do domu.

Brian, przesadnie gestykulując, włożył koszulkę. Było to niestety konieczne, skoro miał mnie odwieźć. Potem podał mi laskę i sięgnął po portfel i kluczyki.

- Wiesz - powiedział w drodze do garażu - jestem prawie pewien, że pod koniec bajki księciu udało się zatrzymać Kopciuszka w pałacu.

Zaśmiałam się.

- Jestem prawie pewna, że tamten Kopciuszek nie miał nadopiekuńczego ojca, z którym próbował żyć w pokojowych stosunkach - odparłam, kiedy już pomógł mi wsiąść do auta i sam zajął miejsce kierowcy.

Brian gwałtownie poruszył głową, aż coś chrupnęło mu w szyi, i zacisnął palce na kierownicy.

- Twój ojciec nie zasługuje na szacunek, jakim go darzysz.

Powstrzymałam się przed westchnięciem. Brama garażu się otworzyła i wyjechaliśmy wprost na wąską drogę wijącą się po zboczu, na którym znajdował się dom Briana. Stosunki między moim chłopakiem a moim tatą były bardzo napięte. Dzień po premierze filmu z udziałem Briana tata przeprowadził małe śledztwo na temat przeszłości chłopaka. Nie przejmował się nawet tym, że poważnie narusza czyjąś prywatność. Liczyło się tylko to, że udało mu się odkryć słaby punkt Briana: kobiety.

Nie muszę chyba wyjaśniać, że tata nie był zbyt zadowolony z moich spotkań z takim kobieciarzem. Brian natomiast uważał, że mój ojciec nie ma prawa się wtrącać w nasze sprawy. Utrzymywanie w ryzach tych dwóch dominujących osobowości okazało się dla mnie nie lada wyzwaniem.

- Już niedługo nie będziesz się musiał tym przejmować - zapewniłam, gładząc jego dłoń. - Po świętach pomożesz mi w przeprowadzce. Potem będą cię obowiązywały jedynie zasady ustalone przez ojców Vivian. - Wyobraziłam sobie Stefana z Glenem wyznaczających mi godzinę policyjną i zachichotałam. - Oni tak cię uwielbiają, że wątpię, aby obchodziła ich pora, o której odwozisz mnie do domu.

Brian skręcił w Mulholland i śmignął w kierunku sąsiedniego kanionu, na którego urwistym zboczu znajdowała się rezydencja nazywana przez mojego tatę i Jennifer domem. Nie mieściło mi się w głowie, że przez tyle miesięcy mieszkałam niecałe pięć kilometrów od Briana, nic o tym nie wiedząc.

- A co będzie, jeśli wcale nie odwiozę cię do domu? - zapytał Brian.

- Co masz na myśli?

Na chwilę oderwał wzrok od ciemnej, krętej drogi i posłał mi szybkie spojrzenie. Zmarszczył brwi, a jego noga zaczęła nerwowo drżeć.

- A co byś powiedziała, gdybym zawiózł twoje rzeczy do mnie zamiast do Vivian?

 

2

 
 
 
 
 
 
 

Czy on właśnie zaproponował, żebym się do niego przeprowadziła? Zaśmiałam się, ale szybko spoważniałam. Brian nie żartował. Zamurowało mnie.

- Pytasz poważnie?

Wjechał w krótką uliczkę, przy której stał dom taty, i zaparkował tuż przed bramą. Nie otworzył okna, żeby wstukać kod, tylko obrócił się w moją stronę i powiedział:

- Nie odmawiaj, dopóki mnie nie wysłuchasz.

- Mam  n i e  o d m a w i a ć? Brian, właśnie poprosiłeś mnie, żebym z tobą zamieszkała. Spotykamy się dopiero od tygodnia!

- Ello, ja cię kocham od trzech lat. Nasz związek trwa o wiele dłużej niż tydzień.

Otworzyłam usta, żeby zaprotestować, ale zabrakło mi słów. Zrobiłam naburmuszoną minę i odparłam:

- Nie. Nie mogę. To jakieś szaleństwo.

Brian pokręcił głową.

- Nie chodzi mi tylko o to, żeby mieć cię przy sobie. Skoro zamierzasz wyprowadzić się od ojca, powinnaś przynajmniej rozważyć opcję zamieszkania ze mną. Jeśli nie jesteś gotowa na wspólne życie, możemy zostać współlokatorami. Miałabyś swój pokój i własną łazienkę. Możesz nawet naklejać etykietki na swoim jedzeniu w lodówce. Obiecuję, że będę je podkradał tylko wtedy, gdy mnie wkurzysz.

Wbrew własnej woli wybuchłam śmiechem, ale niepokój szybko wrócił. Nie rozumiałam, dlaczego tak bardzo mu na tym zależy. Było w tym coś dziwnego.

- Dlaczego? - zapytałam, a kiedy zwlekał z odpowiedzią, zrozumiałam, że moja podejrzliwość była uzasadniona. - Wiem, że jest coś, o czym mi nie mówisz.

Brian westchnął.

- Martwię się, że będziesz mieszkała u Vivian.

Zaśmiałam się, słysząc tę niedorzeczność.

- Ale dlaczego? - zapytałam zdziwiona. - Vivian i jej ojcowie są dla mnie wspaniali. Bardzo się cieszą, że z nimi zamieszkam. Będzie mi tam o wiele lepiej niż w domu taty.

- To nie rodzina Vivian mnie martwi - odpowiedział Brian bardzo poważnie - tylko warunki bezpieczeństwa w ich budynku.

Vivian mieszkała w West Hollywood, w typowym dla Los Angeles domu wielorodzinnym. Wybudowano go jeszcze w latach sześćdziesiątych na wzór dwupiętrowych moteli. Miał tylko osiem mieszkań - cztery na parterze i cztery na wyższej kondygnacji. Do wszystkich wchodziło się z zewnątrz. Budynek nie miał strzeżonego parkingu ani nawet zamykanej bramy wjazdowej.

Zmarszczyłam brwi.

- Jeśli o to ci chodzi, to jej dom nie spełnia żadnych warunków bezpieczeństwa. Chyba że liczyć zasuwkę na łańcuszku przy drzwiach.

Ponura mina Briana zdawała się mówić: n o  w ł a ś n i e!

Uśmiechnęłam się, kiedy zrozumiałam, co go tak martwiło.

- To wcale nie taka zła dzielnica. Może daleko jej do Hollywood Hills, ale Glen i Stefan zapewniali mojego tatę, że jest tam całkiem bezpiecznie. Nigdy nie mieli żadnych problemów. Vivian bardzo lubi to mieszkanie i mówi, że ma cudownych sąsiadów.

Brian znowu westchnął.

- Jestem pewien, że dla Vivian i jej ojców to świetne miejsce do życia, ale ty, Ello, masz teraz trochę inną sytuację.

- O co ci chodzi?

Brian potarł dłonią twarz, a potem ujął mnie za rękę. Przysunął ją do swoich ust i posłał mi zbolały uśmiech.

- Mówiłem ci, że za bycie moją dziewczyną trzeba zapłacić wysoką cenę. Niedługo media dowiedzą się o twojej przeprowadzce. Ustalenie nowego adresu to dla nich żaden problem. W domu Vivian nie będziesz miała prywatności. Zaczną cię nachodzić paparazzi i fani. Turyści będą sobie robić wycieczki pod twoje drzwi.

- Oj, nie przesadzaj. Wkrótce emocje wokół mnie opadną. Nie będzie tak źle.

Brian splótł swoje palce z moimi. Nie było mu do śmiechu.

- Nic nie rozumiesz. Wrzawa wokół takich ludzi jak ja nigdy nie milknie. Od lat mam problemy z nadgorliwymi fanami. I to duże. Kilku dostało już sądowy zakaz zbliżania się do mnie. Niektórzy próbowali włamywać się do mojego domu. To dlatego przeprowadziłem się do rezydencji z najlepszym możliwym systemem zabezpieczeń.

- Poczekaj chwilę. Ktoś naprawdę próbował się włamać do twojego domu?

- Ello, jestem celebrytą. Fani nie widzą w nas zwykłych ludzi. Nie będą szanować granic twojej prywatności. Nie chcę wystawiać cię na ich pastwę.

Nagle przestałam już być taka pewna, czy przeprowadzka do Vivian to rzeczywiście dobry pomysł. W zamyśleniu spoglądałam przez szybę na zamkniętą bramę wjazdową. Dotąd uważałam, że ogrodzone rezydencje są pretensjonalne i że buduje się je tylko po to, aby bogaci ludzie mogli poczuć się ważni. Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że niektórzy z tych ludzi potrzebują ochrony. Albo prywatności.

Ale przeprowadzić się do Briana? To byłoby ogromne zobowiązanie. Co prawda sam zasugerował, że moglibyśmy żyć jak współlokatorzy, ale czy dalibyśmy radę? Nie byłam taka pewna. A nie czułam się gotowa na "pełny" związek ze wspólnym zamieszkaniem. Ani trochę.

 

[...]

Tytuł oryginału
Happily Ever After
 
Projekt okładki
MAŁGORZATA WIATR
 
Fotografie na okładce
? tiero/fotolia.com
? kegfire/fotolia.com
 
Koordynacja projektu
SYLWIA MAZURKIEWICZ-PETEK
 
Redakcja
ANNA JACKOWSKA
 
Korekta
URSZULA WŁODARSKA
 
Redakcja techniczna
KRZYSZTOF CHODOROWSKI
 
Copyright ? 2017. Happily Ever After by Kelly Oram
All rights reserved
 
Polish edition ? Publicat S.A. MMXVIII (wydanie elektroniczne)
 
Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,
w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.
All rights reserved
 
Wydanie elektroniczne 2018
 
ISBN 978-83-271-5862-8

jest znakiem towarowym Publicat S.A.

 

Publicat S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

 

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: wydawnictwodolnoslaskie@publicat.pl

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej