Cierpienia młodego Wertera - Johann Wolfgang Goethe

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

I

GENEZA "CIERPIEŃ MŁODEGO WERTERA"

Okres "burzy i naporu". W siódmem dziesięcioleciu XVIII wieku powstał w Niemczech nowy prąd literacki, który jednak bynajmniej nie chciał ograniczać się tylko do literatury - owszem, młodzi poeci tego okresu czerpali tematy z życia i chcieli w życiu społecznem czy publicznem zaważyć i swoją osobistością i swoją twórczością. Kierunek ten, który był naturalną reakcją przeciw zatęchłej atmosferze w życiu i literaturze pierwszej połowy XVIII wieku w Niemczech, był prawdziwie rewolucyjnym w życiu i literaturze. Nie przyszedł on bez przygotowania uprzedniego. Już Klopstock swoją uczuciową poezją, coprawda w pewnych wytkniętych i przez siebie ściśle przestrzeganych granicach, starał się dać nowy wyraz uczuciu. Niemal równocześnie trzej wielcy pisarze poczynają potężnie oddziaływać na rozwój nowego kierunku w Niemczech: Russo, Hamann i Herder.

Russo wystąpił jako bojownik o prawa natury, Hamann i Herder zwracali uwagę na prawdę i naturalność w poezji, doszukując się jej głównie w poezji ludowej. Młodym te hasła nie wystarczały, wyszli daleko poza nie, nie zadowalali się już w życiu i poezji tem, co wielkie, lecz szukali tego, co niezmierzone - i niezwykłe. Nie to, co jasne i zrozumiałe, staje się przedmiotem twórczości, lecz prawdy nadprzyrodzone, dalekie, niedające się objąć zmysłami. Odwrócono się więc zarówno od dogmatów religijnych, jak i od racjonalizmu, mistycyzm estetyczny i religijny znalazł natomiast zapalonych wielbicieli. Im większą presję wywierano pod względem politycznym, im bardziej jej musiano pod tym względem ulegać, tem większej swobody domagano się w dziedzinie uczucia i estetyki. Zrywano z wszelkiemi pętami prawideł i reguł, a decydującym był pierwiastek boski tlący w poecie, jego genjusz. Ten genjusz żądał swobody i niekrępowania w życiu, sztuce i nauce. Wszystko, co krępowało indywidualność, jakbyśmy dziś powiedzieli, było w ich oczach bezprawiem, niesprawiedliwością. Zatem, jeżeli chodzi o twórczość artystyczną - nie należy powodować się regułami i ciasnemi przepisami, lecz dążyć do oryginalności i swobody. Te pierwiastki znajdzie każdy w pierwszym rzędzie w naturze, ona zatem powinna być mistrzynią twórczości. Zrywają więc przedstawiciele epoki "genjuszy" z poetami, którzy tworzyli wedle reguł Horacego czy Vidy, a podziwiają w pierwszym rzędzie poezję ludową, następnie zaś te dzieła, które są niezaprzeczonym wytworem genjusza poezji ludowej i odzwierciedleniem duszy narodu. Homer zatem staje się w pierwszym rzędzie wzorem niedościgłym. Biblja nie jest już dla poetów z okresu genjalności lub "burzy i naporu" - jak ten okres później według tytułu dramatu Klingera Sturm und Drang nazwano - świętą księgą rytualną, - to kopalnia pieśni i podań ludowych, a Pieśń nad pieśniami to potężny hymn namiętnej miłości. To wzory dla epiki; dla poezji dramatycznej wzorem - Sofokles i Ajschylos, a zwłaszcza Szekspir, w liryce szczytem doskonałości Osjan. Wszystko to nie miały być jednak wzory do naśladowania, były to tylko przykłady, jakiemi wypada iść drogami, aby dojść samodzielnie do tego celu, jaki osiągnęli tamci. Goethe w Strassburgu. Istotny, głośny wyraz znalazła epoka "burzy i naporu" w dziełach Goethego, który dziwnym a dla literatury szczęśliwym zbiegiem okoliczności podczas swego pobytu w Strassburgu (1770) zetknął się z Herderem i umiał ten traf wykorzystać. Niemal codzienna wymiana zdań z Herderem (który coprawda był tylko o pięć lat starszy od Goethego, posiadał jednak bogaty zapas doświadczenia i był już człowiekiem o ugruntowanych poglądach) przyniosła Goethemu niesłychane korzyści. Herder zwrócił uwagę Goethego na Homera, Szekspira, Osjana, biblję i pieśń ludową. Goethe wchłonął te wpływy i wkrótce z niesłychaną a właściwą mu żywotnością dał wyraz swym zmienionym poglądom w dwu dziełach, które znamionują czynną i bierną stronę haseł tej epoki. Götz von Berlichingen to wielki manifest rewolucyjny - Werther to obraz epoki i ludzi tego czasu. Pobyt w Strassburgu przygotował w duszy Goethego niemal wszystkie te pierwiastki, które miały być kamieniem węgielnym jego twórczości w najbliższym okresie. Wkrótce miało i życie dostarczyć Goethemu materjału i przeżyć do Cierpień młodego Wertera. Po powrocie z Strassburga, gdzie ukończył swe studja prawne, wrócił Goethe na pewien czas do macierzystego Frankfurtu, a wkrótce potem wyjechał do Wetzlaru. Pobyt w Wetzlarze. W połowie maja 1772 r. - w najpiękniejszej porze roku - przybył Goethe do Wetzlaru, nie z własnej zresztą chęci. Wysłał go tu jego przewidujący ojciec, który syna skierował na drogę studjów prawnych, by go przygotowały do objęcia w przyszłości wybitnego stanowiska na jednym z licznych wówczas w Niemczech dworów. Cztery miesiące pobytu w Wetzlarze należały w życiu Goethego do najprzyjemniejszych przeżyć i wywarły na jego twórczość wpływ doniosły. Aby młody Goethe mógł swe studja praktycznie uzupełnić i pogłębić, miał pracować w charakterze praktykanta przy sądzie najwyższym w Wetzlarze. Mało jednak interesował sic procedurą prawną i orzeczeniami sądu najwyższego. Nie dawało mu też zadowolenia towarzystwo miejscowe. Ludzie, którzy je tworzyli, byli sztywni, urzędowi, kryjący się nawet z każdem słowem cieplejszem. "Wypada" - "nie wypada" rządziło bezwzględnie. Kastowość do śmieszności posunięta sprawiała, że Goethe, mieszczanin frankfurcki, nie mógł bywać swobodnie w domach miejscowych dygnitarzy. Nie brał tego jednak poeta głęboko do serca, lecz oddał się cały przeżywaniu wrażeń, jakie mu niosło miasteczko, jego okolica i życie samo. Beztroskie dni płynęły swobodnie młodemu prawnikowi, który sam uważał ten okres niejako za ciąg dalszy swych lat uniwersyteckich. Okolice Wetzlaru dostarczały młodemu poecie wielu pięknych wrażeń. Dwie okoliczne wioski: Garbenheim i Volpertshausen stały się celem jego częstych przechadzek. Zwłaszcza pobliskie Garbenheim stało się wkrótce jakby jego siedzibą. Pod lipą, ocieniającą mały placyk przed gospodą, siadywał i rozczytywał się w Homerze lub spożywał skromny posiłek wiejski, którego mu z gospody dostarczano. Goethe nie był jednakże nigdy samotnikiem, owszem szukał ludzi i chętnie z nimi przestawał. Zbliżył się i tu wkrótce do grona młodych ludzi, praktykantów i urzędników sądowych, którzy niemieckim zwyczajem skupiali się w stowarzyszeniu, mającem zresztą wyłącznie cele towarzyskie. Członkowie tego towarzystwa schodzili się regularnie w jednej z miejscowych gospód. Do tego grona należeli młodzi dyplomaci i prawnicy: baron Kielmannsegge, Goné, Gotter, Wilhelm Jeruzalem i inni.Tu wreszcie poznał Goethe starszego o ośm lat od siebie Jana Chrystjana Kestnera. Wpierw jednak miał sposobność poznać i zbliżyć się do jego narzeczonej, 19-letniej Karoliny Buff, córki Henryka Adama Buffa, jednego z miejscowych urzędników. Poznanie odbyło się niemal dosłownie w tych warunkach, jak je Goethe opisuje w Cierpieniach. Z końcem czerwca urządziło grono prawników w trzeci dzień Zielonych Świąt zabawę wiejską w domku myśliwskim w Volpertshausen. Goethe, który towarzyszył dwom panienkom, podjął się wstąpić po drodze po nieznaną sobie dotychczas córkę Bulla. Lota podbiła odrazu serce Goethego; przyszło jej to tem łatwiej, że wcale się o to nie starała. Z zupełną naturalnością, brakiem pretensji, łączyła ta piękna dziewczyna wiele wdzięku. Nie troszcząc się wcale o to, jakie wrażenie sprawi, oddała się Karolina cała zabawie i tem głębsze wywarła wrażenie. Zabawa, w której wzięli udział prawie wszyscy młodzi przyjaciele Goethego, przeciągnęła się do rana. Nazajutrz Goethe uważał za stosowne dowiedzieć się o zdrowie towarzyszki wczorajszego wieczoru - i odtąd stał się stałym gościem na leśniczówce, gdzie mieszkał ojciec Karoliny. Goethe wszedł niejako w kółko rodziny Loty, która była wyjątkowo liczna. Matka Karoliny odumarła w roku 1770 (więc przed dwoma laty) dwanaścioro dzieci, z których Karolina, wówczas 17-letnia, była drugą z rzędu. Karolina wkrótce zastąpiła matkę w pracach domowych i stała się duszą domu. Uznawana przez wszystkich, kochana przez narzeczonego, uwielbiana przez rodzeństwo, była słońcem, koło którego obracało się całe życie tego skromnego domu urzędniczego. Goethe kochał, kochał bez nadziei i bez zamiaru połączenia się z Karoliną, która może niezupełnie obojętna na uczucia Goethego, kochała przecież Kestnera. Kestner nie psuł idylli i mimo pewnych zastrzeżeń, jakie w duszy swej czynił, nie zdradzał niechęci ku Goethemu, którego zalety i zdolności w pełni uznawał. Lecz ten nienaturalny stosunek nie mógł trwać długo - musiało przyjść przesilenie. Przyszło 13-go sierpnia. Podczas nieobecności Kestnera, który musiał często wyjeżdżać w sprawach urzędowych, Goethe posunął się tak daleko, że ucałował Karolinę, cudzą narzeczoną. Karolina uwiadomiła zaraz o tem Kestnera. Gdy Goethe zjawił się w dwa dni później, doznał bardzo chłodnego przyjęcia, a Lota czyniła mu nazajutrz gorzkie wyrzuty. Mimo to, pozornie stosunki pozostały bez widocznej zmiany. Dzień 28 sierpnia, który był zarówno dniem urodzin Goethego jak i Kestnera, obchodzono uroczyście wspólnie. Jeszcze dwa tygodnie pozostał Goethe w Wetzlarze. Uczucie jednak, dotąd tłumione i miarkowane w granicach towarzyskich stosunków, nie wystarczało mu już teraz. Przeradzać poczęło się gwałtownie w namiętność, która zaczęła nurtować poetę coraz głębiej. Goethe postanowił się usunąć - i wyjechał nagle, bez pożegnania, 11-go września rano - zostawiając listy dla Kestnera i Karoliny. Przeżycia po wyjeździe z Wetzlaru. Goethe usunął się z Wetzlaru, ponieważ nie chciał tracić panowania nad swojem uczuciem. Z chwilą, gdy spostrzegł, że uczucie staje się namiętnością, postanowił je wyrwać z duszy. Zabawiwszy krótki czas w domu Zofji La Roche, cenionej pisarki i przyjaciółki niegdyś Wielanda, Goethe znalazł się w Frankfurcie, gdzie dziesiątego dnia po wyjeździe z Wetzlaru odwiedził go Kestner. Uczucie dla Karoliny nie wygasło jeszcze; ślady tego spotykamy w listach Goethego do niej z tego okresu. Dzień ślubu Karoliny z Kestnerem zatajono przed Goethem, który chciał w dniu ślubu zdjąć ze ściany sylwetkę swej ukochanej i schować ją. Skoro jednakże dzień krytyczny przeszedł, a sylwetki nie zdjęto, postanowił Goethe zatrzymać ją nadal na ścianie. Nastrój pomiędzy młodzieżą przebywającą w Wetzlarze był jakiś niezdrowy i nienaturalny. Świadczy o tem chociażby pogłoska o samobójstwie jednego z przyjaciół Goethego, Goné'go. Ta pogłoska okazała się fałszywą, wkrótce jednak rozeszła się inna wiadomość, tym razem prawdziwa: wieść o samobójstwie młodego Wilhelma Jeruzalema. Wiadomość o śmierci tego młodego człowieka wstrząsnęła wprost poetą. Wkrótce odwiedził Goethe osobiście Wetzlar i przebywał tu 4 dni (od 6 - 10 listopada). Podczas tego pobytu zbierał troskliwie wiadomości o okolicznościach towarzyszących śmierci Jeruzalema, i uprosił Kestnera, aby mu opisał szczegółowo cały wypadek. Kestner spełnił jego życzenie i w połowie listopada nadesłał przyjacielowi obszerny i szczegółowy, chociaż nieco kronikarski, opis ostatnich chwil życia nieszczęśliwego młodzieńca. Wilhelm Jeruzalem był człowiekiem bardzo uzdolnionym, o głębszem filozoficznem wykształceniu, które mu zyskało przyjaźń Lessinga. Był on w tym samym czasie studentem uniwersytetu lipskiego, co i Goethe, lubiąc jednak samotność stykał się z nim mało, zarówno tam, jak i w Wetzlarze. Zajmowały go żywo różne filozoficzne zagadnienia, zwłaszcza kwestja samobójstwa, której bronił w jednej ze swych rozpraw. Nadzwyczaj, wręcz chorobliwie wrażliwy i ambitny, odczuwał bardzo żywo każdą przykrość. A nie brakło mu ich w ostatnich tygodniach jego krótkiego życia. Przedewszystkiem stosunek służbowy do przełożonego był wprost nieznośny, tak, że ten żądał usunięcia Jeruzalema. Ponadto zabolało go niezmiernie przykre zdarzenie, jakiego stał się ofiarą w domu prezydenta, hrabiego Bassenheim, który niemal zmuszony opinją zgromadzonej na przyjęciu arystokracji miejscowej, musiał przeprosić młodego urzędnika, mieszczańskiego pochodzenia, i prosić go, by opuścił salon, gdyż towarzystwo nie chce przebywać razem z nim - nieszlachcicem! Skoro do tego przyłączyła się nowa jeszcze przykrość: zakaz bywania w domu sekretarza Herda, którego żona była przedmiotem jego miłości, Jeruzalem postanowił odebrać sobie życie. Postanowienie to wykonał, pozbawiając się życia 30 października 1772 r. wystrzałem z wypożyczonego od Kestnera pistoletu. Pomysł "Cierpień młodego Wertera". Wieść o śmierci Jeruzalema rozstrzygnęła o powstaniu Wertera. Nastrój duchowy Goethego po powrocie z Wetzlaru, konieczność rozłąki z Karoliną, wahania wewnętrzne: czy szukać powodzenia i sławy jako malarz czy jako poeta - wszystko w połączeniu z tym nastrojem, który charakteryzuje autorów z okresu "burzy i naporu", sprawiło, że Goethe sam nosił się z myślami samobójczemi. Myśli te były z pewnością raczej teoretyczne, młody poeta bawił się niemi, drapował się w nie niejako, niemniej istniały one w jego duszy. Wtem odebrał wieść, że człowiek, którego znał, który był w podobnej sytuacji życiowej, znalazł z niej takie proste ale tragiczne wyjście. Sam Goethe świadczy, że jedynym sposobem zepchnięcia ze swej duszy dręczącego go stanu była konieczność przeżycia raz jeszcze swej przeszłości i przetworzenia jej w dzieło sztuki. Brakło mu jednak akcji, brakło rozwiązania. Śmierć Jeruzalema rozwiązywała to zadanie. Goethe wyznaje sam, że w tej chwili znalazł plan do Wertera, a całość pomysłu zamknęła się ze wszech stron i stała się jednolitą masą. Jesteśmy świadkami przedziwnego procesu stopienia się dwóch pierwiastków, zjawiska częstego i u Goethego i u innych poetów, może nigdzie jednak nie występującego w takiej typowej formie: Bohater powieści otrzymuje wiele rysów duchowych autora (Werter w I części), a nie tracąc ich w dalszym rozwoju akcji, upodabnia się jednak do osoby innej (Werter w II części). Jeszcze jedno przeżycie Goethego złożyło się na całość tych wrażeń, które dostarczyły materjału do Wertera. W kilka dni po wyjeździe z Wetzlaru poznał Goethe w domu pani La Roche jej córkę Maksymiljanę, podówczas 16-letnią panienkę, która wywarła na nim wielkie wrażenie. Goethe stwierdza w swej autobiografji: "Bardzo to miłe wrażenie, gdy budzić się w nas poczyna nowa namiętność, nim dawna jeszcze całkiem zamilkła". Goethe przestawał jednak z Maksymiljaną La Roche zaledwo kilka dni - wkrótce podążył dalej. Losy zbliżyły ich jednak raz jeszcze. W początkach 1774 r bywał Goethe w Frankfurcie w domu Maksymiljany, gdy ta była już żoną bogatego kupca Brentano. Kiedy Kestner nie okazywał zazdrości, to przeciwnie Brentano nie taił się z tem uczuciem, nie obeszło się zatem bez przykrych dysonansów, skutkiem czego Goethe zaprzestał bywać w domu Brentanów. W ten sposób własnem doświadczeniem zdobył nowy, ostatni materjał do Wertera. Zazdrosny mąż Loty - Albert i stosunek Wertera do kobiety zamężnej tu mają swe źródło. Czas powstania utworu i jego dwie redakcje. Goethe, wywiadując się w czasie pobytu w Wetzlarze o szczegóły śmierci Jeruzalema i prosząc Kestnera o pisemną o niej relację, miał już zupełnie jasny zamiar literackiego zużytkowania swych przeżyć duchowych. I rzeczywiście już w ciągu roku 1773 kilkakrotnie zabierał się do tego zadania, nie udawało się ono jednak narazie; zresztą poeta nie mógł się początkowo zdecydować, czy nadać utworowi formę dramatu, czy też powieści. Wreszcie zdecydował się na formę listów, która zapewniała możność bezpośredniego wyrażania przeżyć bohatera. Na serjo rozpoczął jednak swe dzieło dopiero 1 lutego 1774 roku i skończył je w ciągu czterech tygodni, nie rzucając wpierw na papier planu całości. Jest uzasadnione przypuszczenie, że przy pisaniu pierwszej części posługiwał się Goethe swemi notatkami z czasu pobytu w Wetzlarze i swemi listami z tego czasu, pisanemi do jednego z przyjaciół, Mercka, i do siostry, Kornelji. W czerwcu 1774 r. oddał poeta gotowy rękopis pod prasę drukarską, w jesieni książka znalazła się w rękach czytającej publiczności. Powodzenie było niesłychane, księgarnia nakładowa (Weyganda) wydała w krótkim przeciągu czasu sześć wydań, a równocześnie ukazał się cały szereg nieuprawnionych przedruków. Dziwnym zbiegiem okoliczności jedno z takich wydań wziął Goethe za podstawę przeróbki Wertera, do czego zamierzał przystąpić w latach 1781 - 1782. W Cierpieniach Wertera napisał poeta: "autor psuje zawsze swe dzieło, gdy w drugiem wydaniu zmienia opowieść, choćby nawet starał się uczynić ją poetyczną i kompletniejszą". Goethe nie poszedł za tą radą i przystąpił do wprowadzenia pewnych zmian w Werterze. Wtedy dodał te ustępy, które mówią o przeżyciach wiejskiego chłopca, a także pewną ilość listów. Najwięcej zmian doznała pierwsza część uwag wydawcy. Goethe starał się głównie złagodzić jaskrawe barwy, jakiemi odmalował stosunek Alberta do Loty i Wertera. Także stosunek Loty do Wertera starał się bliżej określić, wstawiając pewne uzupełnienie po liście Wertera z 20 grudnia. Tak poprawiony rękopis był podstawą wydania Wertera z roku 1787 (Goethes Schriften, I Band, Leipzig 1787). Ta redakcja Cierpień młodego Wertera jest podstawą niniejszego tłumaczenia.

II

ROZBIÓR "CIERPIEŃ MŁODEGO WERTERA"

Wpływy literackie. Powieść XVII i początków XVIII w. z lubością przedstawiała nadzwyczajne przygody, awanturnicze i niezwykłe przeżycia. Bohaterowie jej brani byli z jakichś odległych sfer, zresztą musieli to być książęta i królowie z legendarnych, a co najmniej orjentalnych krajów. Typowemi okazami tego kierunku były powieści Zieglera Asiatische Banise (1688) i Schnabla Insel Felsenburg . Grube ich foljały przypominały jeszcze bardzo średniowieczne romanse. Wkrótce przecież powiał nowy duch w powieści Zachodu. Wystąpił w Anglji Samuel Richardson (1689 - 1761) z powieściami Pamela albo Cnota nagrodzona (1741), Clarissa (1748) i Grandison (1753); nie starając się wzbudzić zainteresowania czytelników opowiadaniem zamorskich przygód bohaterów, zachwycił ich pogodnym obrazem życia familijnego, szczególny nacisk kładąc na obrazy sławiące cnotę. Znaczenie tych powieści, pisanych w formie listów, polega na zbliżeniu powieści do życia - wprowadzeniu do powieści problemów, jakie niosło ze sobą życie bieżące. Wprawdzie tematy powieści Richardsona były jednostronne i zabarwione silnie pierwiastkiem moralizatorskim, niemniej jednak wskazywały nowe dziedziny dla rozwoju powieści. W ślady Richardsona poszli w Niemczech: Gellert, Hermes i Zofja La Roche.

Powieść europejska zyskała wreszcie nowe dzieło, które na rozwój twórczości powieściowej i wzrost uczuciowości niesłychany wywarło wpływ: Julie, ou la Nouvelle Hélo?se (1761) Russa. Tu przemówił autor językiem miłości, odbiegł od czczego moralizatorstwa Richardsona, odezwał się głosem serdecznym, zainteresował świat tem, co stanowi istotne szczęście ludzkie. Świetnym językiem wypowiedziane nowe poglądy na istotę miłości, moralności i religję, państwo i życie, wykształcenie i cywilizację, wywarły w całej Europie niesłychane wrażenie. Obok Russa w umysłowem życiu Europy zaważył jeszcze w tym czasie trzeci powieściopisarz: Goldsmith, swą książką Pleban z Wakefieldu (1776), w której ogarnęła czytelników czysta atmosfera idyllicznych stosunków na cichej, odległej wsi. Umysły zmęczone odczytywaniem nieprawdopodobnych przygód, ludzie szukający ostoi i spokoju, znaleźli tu jakby przystań dla swoich upodobań i istotnych życiowych zamiłowań. Nie trzeba przypominać, że Goethe był bardzo gorliwym czytelnikiem tych wszystkich utworów, które poprzedziły Wertera. Wszystkie wywarły też pewien wpływ na powstanie Cierpień, - najgłębszy i najistotniejszy był wpływ Russa. Przedewszystkiem już szata zewnętrzna utworu: forma listów, podobna jest jak u Richardsona i Russa. Gdy jednak u Russa mamy wymianę listów kilku osób, u Goethego są to listy Wertera, jego autobiografja złożona z urywków z jego listów, pamiętników, oraz uwag wydawcy. Pozatem Goethe umiał przeprowadzić większą koncentrację utworu. Russo nie waha się wplatać w swe opowiadanie licznych epizodów i traktacików o rozmaitych kwestjach, nieraz niemających z akcją nic wspólnego, - u Goethego wszystkie epizody zmierzają do jednego artystycznego celu, a z teoretycznych rozważań znajdujemy tylko dysputę o samobójstwie, co jest w ścisłym związku z akcją utworu. Zarówno Russo jak Goethe występują jako wydawcy listów swoich bohaterów. Goethe jest jednak daleko dyskretniejszy: nie wydaje sądu o bohaterze swego'utworu, siara się być objektywnym, - tylko w krótkim wstępie od wydawcy daje wyraz uznaniu dla zalet charakteru i umysłu nieszczęśliwego Wertera. Zarówno Goethe jak Russo są malarzami nieszczęśliwej, jakkolwiek odwzajemnionej miłości. U obydwóch mamy taką samą sytuację życiową, - w obu powieściach występują trzy osoby, pozostające w ścisłych stosunkach ze sobą: mąż, żona i nieszczęśliwy kochanek. Tylko gdy akcja (jeżeli tok zdarzeń w Werterze tak nazwać można) toczy się u Goethego kilka kwartałów, u Russa trwa latami. Zarówno Russo jak i Goethe tworzą nowy język język miłości. Bohaterowie obydwu utworów, a więc zarówno St. Preux jak i Werter, tak samo wybuchają łzami, skargami, jednem słowem zewnętrzne objawy uczucia są u obydwóch jednakie, Różnica pomiędzy nimi bije jednak w oczy; Werter jest głębszy, wszechstronniejszy, - dla niego myśli o samobójstwie nie mogą pozostać teoretycznem rozważaniem, on musi z nich wysnuć konsekwencje. Charakterystyczną dla obu jest także podstawa kolizji: u jednego (St. Preux) jest nią różnica stanu, u drugiego pierwiastek etyczny. Obydwaj kochają naturę, obydwaj wielbią przyrodę - obydwaj mają zamiłowanie w parkach angielskich. Russo wielbi jednak naturę dziką, potężną, romantyczną, Werter odczuwa ją w każdym przejawie, zatapia się w niej i stara się z nią jak najściślej zespolić (do czasu swej przemiany duchowej). Aby nie rozwijać dalej porównań, wystarczy wspomnieć jeszcze, że Russo idealizuje życie wiejskie, przedstawiając je lakiem, jakiem według jego zdania być powinno, Goethe zaś, malując życie wiejskie takiem, jakie ono jest, widzi w niem skarby poezji. Dzieci w Nowej Heloizie są wreszcie dziećmi wychowanemi w pewnej kulturze, - przeciwnie Werter wielbi w dzieciach ich naturalność i naiwność. Inne wpływy, jakie działały na Goethego w okresie pisania Cierpień młodego Wertera, uwidocznią się przy rozpatrywaniu lektury i zamiłowań literackich samego Wertera. Zamiłowania literackie i artystyczne Wertera. Werter żyje bujnem życiem duchowem, w którem wielką rolę odgrywają wspomnienia jego lektury. Niemal wszystkie wrażenia, jakie przeżywa, oddaje przez pryzmat refleksyj i reminiscencyj, wywołanych przetrawioną i głęboko odczutą lekturą. Werter nie może czuć bezpośrednio, sobą jest rzadko, i nawet w chwilach wielkiego podniecenia ducha mówi słowami poznanych arcydzieł literatury światowej. Przedewszystkiem w krew weszły mu podania ludowe. Jak jest wielkim miłośnikiem dzieci, tak szczególnie umiłował wiek dziecięcy swego narodu i ludzkości. Stąd zamiłowanie do podań ludowych, które dostarczają mu stale porównań. Widzi więc oczyma swej fantazji duchy dobroczynne, zamieszkujące studnie i źródła. Do studni w pobliżu miasta, która jest ulubionym celem jego spacerów, czuje się przywiązany niby Meluzyna. Gdy czuje, że się oderwać od Loty nie może i że zbliża się ku katastrofie życiowej, porównywa siebie ze statkiem, który pod działaniem góry magnetycznej naoślep pędzi ku owej górze i rozbija się o nią z trzaskiem. Sam karmi rodzeństwo Loty baśnią o księżniczce, obsługiwanej przez czarodziejskie ręce. I niemal sam podziela tę wiarę dziecięcą: gotów klękać przed Lotą, gdy ta każe dziecku obmywać swą twarz w żywem źródle, by nie dopuścić jej zeszpecenia. Patrzył na ten obrzęd z takim szacunkiem, jak na obrzęd chrztu. Narówni z temi śladami dzieciństwa swego narodu ceni Werter i poważa pomniki literatury Żydów i Greków. I dziwnie się splata w jego umyśle obraz dawnych stosunków społecznych u tych dwóch narodów. Obejmuje je jedną nazwą: "patrjarchalne", i te czasy patrjarchalne stają mu zawsze przed oczyma, ilekroć widzi nieskomplikowane stosunki współczesne. Biblja dla Wertera (tak jak dla Herdera) nie jest pomnikiem wiary, dziełem objawienia, - to owoc najpiękniejszej poezji, to kwiat uczucia i myśli z patrjarchalnego okresu życia ludzkości. Porównania biblijne, zwroty z Pisma św. wysuwają się z pod jego pióra nieoczekiwanie, a nawet w chwili najżywszej, najgorętszej miłości wyraża swe uczucie słowami Pieśni nad pieśniami. Z światem Biblji miesza się i łączy świat homerycki. Długo, długo jest Homer najulubieńszą lekturą Wertera i towarzyszy mu w jego dalekich przechadzkach. Do duszy jego przemawia jednak nie Iliada, lecz Odysseja, a w niej zwłaszcza obrazy spokojnego życia. Ta lektura uspokaja go i ucisza jego wzburzone serce. Homer to dobry, niezawodny przyjaciel. A przecież żegna go Werter, z serca jego wypiera go Osjan. Osjan przemówił do niego głęboką swą melancholją, dał mu możność roztopienia się w ponurych myślach, kierował jego duszę w mroki niebytu. Gorące odczucie przyrody, prawie jej uosobienie, było tym mostem, po którym cienie osjanowych bohaterów wkraczały w duszę Wertera i mrokiem ją osłaniały, prowadząc ku bramie śmierci. Osjan wyrwał go z ramion Homera. Przejście od rozkoszowania się patrjarchalnemi obrazami życia homerowych bohaterów do odczuwania i przeżywania cierpień i smutków bohaterów Osjana dokonywa się w miarę zaciemniania się horyzontu uczuć i myśli Wertera. Samobójstwo poprzedza długie rozkoszowanie się w tonach Pieśni Selmy, a z epilogu Berzathonu zapożycza Werter frazesów w przedśmiertną godzinę. Kult Homera i kult Osjana dzielą cały utwór na dwie części. Tylko przez krótką chwilę wpływ ten się splata, - wpływ Osjana jest jednak potężniejszy. Osjana, nie Homera, Werter tłumaczy. Osjan zwycięża: Werter ginie... Obok Osjana wpływ na psychikę Wertera wywarły także Younga Myśli nocne. Lecz są wpływy jeszcze i inne: Werter żyje pod silnem wrażeniem Russa, którego idee przenikają go nawskróś. Nazwisko to nie jest wypowiedziane ni razu, ale tylko dlatego, że było to hasło powszechne, hasło najdroższe - wspólne Werterowi i jego pokoleniu. Jeżeli samo wypowiedzenie nazwiska Klopstocka wystarcza, aby scharakteryzować nastrój chwili i porozumieć się z Lotą, nazwiska Russa nawet wymieniać nie było potrzeba. Po Russie Klopstock jest dla Wertera i Loty świętością, - jego Ody hasłem. Wreszcie przemawiają do Wertera wszystkie te utwory powieściowe, które malują codzienne troski i radości życia, są obrazem naiwnej rzeczywistości, nie odbiegają od życia realnego, - od natury. Zatem Oliwera Goldsmitha Vicar of Wakefield oraz tegoż autora Deserted Village, a z niemieckiej literatury powieści Hermesa i Zofji La Roche znajdowały jego i Loty uznanie. Przez pryzmat literatury Werter odczuwa życie; inaczej oddziaływa na niego muzyka. Werter ma swe ulubione melodje i tony ich przywracają mu równowagę ducha, zwłaszcza gdy wypływają z pod palców Loty. To działanie muzyki zawodzi jednak w chwili, kiedy miłość Wertera przeradza się w głęboką namiętność, w chwili, gdy zupełnie traci nad sobą panowanie. - Z nad brzegu przepaści tony niezdolne go wyrwać. Werter jest zresztą sam artystą: rysuje; twórczość jego jednak trwa tak długo, jak długo ma spokój duszy. Przestaje rysować zarówno wtedy, gdy zatapia się w kontemplacji natury z całą pasją i namiętnością właściwą mu w każdej sprawie, jak i wtedy, gdy pogrąża się w miłość lub rozpacz. "Niezdolny rysować, niezdolny położyć kreski, czuję mimo to, że nigdy większym nie byłem malarzem, jak w tej chwili". Tak samo później wypada mu ołówek z rąk, gdy pragnie oddać piękność Loty. Miłość tak opanowuje jego duszę, że niezdolny jest odtworzyć objektywnie piękności uwielbianej przez siebie kobiety. W listach maluje jednak Werter kilka obrazków rodzajowych, które stanowią wdzięczny temat dla ilustratora. Podobnie jak bohater Russa, nie krepuje się Werter żadnemi prawidłami estetycznemi, - jedynym prawodawcą w dziedzinie sztuki jest sama natura. Natura, według niego, "kryje największe skarby i ona sama wydaje największych mistrzów". Prawidła i reguły mogą się, jego zdaniem, przyczynić do tego, że artysta uniknie błędów i nie stworzy rzeczy bezwzględnie złej, lecz stworzy - przeciętną. Porywów genjusza twórczego hamować nie wolno: reguły mogą być tylko dla ludzi przeciętnych; ludzie, którzy mają coś do powiedzenia, muszą słuchać wewnętrznego głosu - oraz natury. Podobnie szczyt poezji widzi w tem, jeżeli poeta potrafi wiernie oddać rzeczywistość, która, nawet gdy chodzi o przejawy uczucia i u warstw najniższych, jest pełna poezji i głębi. Wyrażenie prostoty i szczerości uczucia na tle normalnych stosunków życiowych tworzy prawdziwego artystę. Ten pogląd estetyczny tłumaczy także zakres zainteresowań Wertera: działają na jego duszę tylko utwory, które są bezpośredniem, naiwnem odtworzeniem życia, nie zaś wytworem fantazji czy rozumu. Werter jest religijny, religję szanuje - stosunek jego do religji jest jednak może podobny, jak do podań ludowych, do baśni homeryckich czy dum Osjana. Jest to raczej upodobanie estetyczne, a nie żywe wewnętrzne poczucie wiary. Dopiero ze zbliżaniem się katastrofy ugruntowuje się w nim przekonanie, że jest byt wieczny, i stara się teoretycznie pogodzić swe samobójstwo z wolą Bożą. Charakter Wertera i jego stosunek do życia. Dążenie do odczuwania tego, co szczere, naiwne, każe Werterowi zbliżyć się do ludu i do dzieci, a oddala go od t. zw. towarzystwa i cywilizacji. Dzieci są mu wzorem, dzieci są mu najdroższemi istotami na świecie, ośmiela je do siebie, bawi się z niemi, nie krępując ich zupełnie w zamysłach i zamiarach. Co więcej, idzie w uwielbieniu dzieci tak daleko, że wprost zapytuje, czy ludzie dorośli mają prawo krępować dzieci w ich woli. Przecież Chrystus powiedział: "Pozwólcie im przyjść do mnie". Nic więc dziwnego, że dzieci kochają go serdecznie, garną się ku niemu i wyczekują z utęsknieniem od niego drobnych podarków. Wywdzięcza się im wzajemnie Werter za tę miłość i maluje w swych listach dzieci z całą miłością i z takiem ciepłem, jak nikogo. Zarówno dzieci Loty, jak i wiejskie, zasługują na jego uwagę. Traci je jednak z oczu w chwili, gdy katastrofa poczęła się zbliżać. Wielbiciel Homera kochał dzieci - tłumacz Osjana o nich musiał zapomnieć. Pełen uwielbienia dla naiwności wieku dziecięcego, a pogardy dla wszelkich teoryj estetycznych, jest także Werter wrogiem zażartym wiedzy książkowej i nabytej cywilizacji. Cała wiedza ludzka w oczach jego nie ma tej wartości, co jedno szczere drgnienie ludzkiego serca. Werter świadom jest, że Bóg go obdarzył rozlicznemi darami umysłu, ma je jednak za nic, - lekceważy je zupełnie. Dumny jest tylko z swego serca, gdyż ono jest źródłem całej jego siły, jego szczęścia i niedoli, "tylko serce me jest moją wyłącznie własnością". Toteż cały jego stosunek do świata zewnętrznego polega na prawach serca - świat zaś rządzi się prawami rozumu; - stąd konflikt, w którym muszą zwyciężyć silniejsi i liczniejsi wielbiciele rozumu. Przedewszystkiem stosunkiem serca jest jego stosunek do natury. Kocha ją i obserwuje - raz jako malarz, a także jako kochanek i wielbiciel. Werter pragnąłby się stopić z naturą w jedną całość, chciałby się zlać z nią i w niej zagubić. Ponieważ czuje, że pomiędzy naturą a człowiekiem powstała przepaść, spowodowana cywilizacją, pragnąłby przemienić się w chrząszczyka, by nurzać się w woni ogromnych kiści kwietnych i żywić się ich zapachem. Lecz to tylko rojenie, więc wżywa się w naturę inaczej: "przytulony do ziemi, dziwuję się rozlicznym trawkom, czuję blisko serca rojowisko mnóstwa małych robaczków i komarów". To pragnienie stopienia się z naturą powtarza się wielekroć, bo to tylko może mu dać "pełną, nieograniczoną rozkosz, cudne uczucie pełni i dosytu". Ten stosunek do natury zmienia się jednakże pod wpływem cierpienia. I teraz chętnie ucieka Werter od zgiełku ludzkiego do samotności, i teraz woli błąkać się wśród wichury i deszczu, niżli wśród ludzi szukać pociechy i wytchnienia. Ale i natura nie daje mu obecnie ukojenia. Przeciwnie: to, co stanowiło jego szczęście, przemieniło się w źródło niedoli. Ta cała niegdyś tak ukochana przyroda jest dlań dziś prześladowczym demonem, niepozwalającym mu zapomnieć ani na chwilę o swej niszczącej sile. Wszystko, co żyje, niszczy się wzajem. Każdy krok człowieka pozbawia życia tysiące istot. Nie przerażają go wielkie kataklizmy przyrody, lecz ciche tragedje natury, ujawniające się w ciągłej walce ustrojów. Natura staje się potworem wiecznie głodnym, łaknącym bezustanku coraz nowych zdobyczy. Takie pojmowanie przyrody prowadzi Wertera do bezbrzeżnego pesymizmu, który grubą warstwą zaściela jego duszę, znajdując zresztą wzmocnienie i skrzepienie jeszcze i w innych przejawach. Pesymizm ten karmi się świadomością braku celu i braku możności jego poznania. Pesymizm, niepozwalający mu oceniać należycie doniosłości poczynań ludzkich, jest istotnym powodem nieuchronnego rozbicia się jego psychiki o twarde kanty rzeczywistości. "Wszystko w świecie jest ostatecznie marnością", twierdzi Werter. Ten rozdźwięk pomiędzy istnieniem a brakiem świadomości celu tego istnienia jest tak silny, że Werter ma stale odczucie, iż nie bierze czynnego w życiu udziału: albo wszystko, co go otacza, snem jest tylko smutnym, albo też on jest tylko widzem, patrzącym na przesuwające się przed jego oczyma jak w kalejdoskopie - figurki, albo też wreszcie zabłąkanym pielgrzymem, przechodzącym nietyle przez życie, jak obok niego. Poczucie tymczasowości i zmienności opanowało go zupełnie i nie pozwala rozkoszować się życiem samem. Toteż świadomość rzeczywistości nie przedstawia dla niego żadnej wartości. Gdy pod wpływem opowiadania parobczaka na chwilę daje się unieść chęci zobaczenia wdowy, cofa się w tej chwili i woła: "pocóż psuć sobie piękny obraz?". Oburza się też na wszystkich, którzyby chcieli uświadamiać chorego i zrywając z oczu jego zasłonę złudzeń, powiększali jego boleść. Utajone w nim siły życiowe nie znajdują ujścia, bo Werter nie wie, dokąd je skierować; przychodzi bowiem do przekonania, że ostatecznie cała działalność ludzka ogranicza się tylko do tego, by przedłużyć ludzkie istnienie, - dla tego zaś nie widzi istotnego celu. Sił jednak żywotnych jest w Werterze wiele, tylko że nie umie i nie chce zużyć ich celowo. Skarby jego duszy nie były przecież niewyczerpane. W pewnej chwili spostrzega, że wypalił się w nim żar wewnętrzny, że wyczerpał się zaczyn życiowy, utrzymujący go na ziemi. Z niesłychaną przesadą oddaje się Werter każdemu uczuciu, każdemu wrażeniu, jakie mu życie przynosi. Z ostateczności wpada w ostateczność, a wtrąca go w nią drobna nieraz przykrość i ratuje znowu nieznaczne zdarzenie. Jakkolwiek sam walczy przeciwko t. zw. złemu humorowi, nie zdoła przecież uchronić i siebie od nastrojów chwili. Brak równowagi wewnętrznej i przejęcie się nieraz drobną, obcą mu w gruncie rzeczy sprawą wyciska mu z oczu łzy gorące i słowa potępienia, względnie uwielbienia. Ten brak wewnętrznej równowagi sprawia, że Werter raz przekonany jest o swej wysokiej wyższości nad innymi ludźmi - w innym zaś wypadku skarży się na brak zaufania do siebie. Werter świadom jest nienormalności swego stanu, wie o tein, że jego dusza przechodzi chorobę, i tak też swoje położenie określa. Z chwilą przecież, kiedy zgasły dla niego ostatnie promienie nadziei, znika i zmysł samokrytycyzmu. Zdawaćby się mogło, że w duszy Wertera nie ma miejsca na humor. Owszem, Werter jest czasem wesołym, - wiemy, że umie z dziećmi żartować i bawić się, jak nikt. Wiemy, że nieraz Lota musi go karcić, gdy popada w sztuczne podniecenie, które nie objawia się jednak depresją, milczeniem lub czemś podobnem, lecz niesamowitą wesołością. W opisie burzy zwraca uwagę opis zachowania się panien z miejscowego towarzystwa w chwili, gdy burza rozszalała się najgroźniej: "Wreszcie niektóre (panny) do tego stopnia straciły świadomość, że pozwalały obejmować się bez oporu młodym ludziom i całować w usta, szepczące błagalne modlitwy, które z tego powodu nie mogły ulatywać w niebiosy". Pozatem nie brak Werterowi zdolności satyrycznych, co widać w ujęciu poszczególnych figur, poznanych w czasie służby dyplomatycznej. Nie uznając praw estetycznych, nie uznawał Werter także przeciętności w życiu. Oburzając się na sądy, które sprowadzają czyny ludzkie do jednego mianownika: konwencjonalnej moralności, - nie pozwalał sądzić nikogo z samego tylko jego czynu. "Czyżeście zbadali wewnętrzne pobudki czynu? Czyż z całą pewnością wyjaśnić możecie przyczyny, dla których coś się stało, i udowodnić, że się stać musiało? Gdybyście to uczynili, nie bylibyście tak pochopni w ferowaniu wyroków". Jest to teoretyczne uzasadnienie hasła bezwzględnej swobody indywidualnej, jakiej Werter, narówni z zwolennikami "burzy i naporu", żąda dla siebie i innych. Jeżeli jednak Werter protestuje przeciwko analizie swych czynów, o ile ona pochodzi z zewnątrz, to sam analizuje stan swej duszy jak najdokładniej. Jest jednak w tym wypadku tylko obserwatorem tego, co się w jego duszy dzieje, sam nie ma wpływu na swe własne przeżycia duchowe. Rzecz dziwna jednak: Werter burząc wszystkie systemy estetyczne, lekceważąc wszystkie zdobycze nauki, sądząc wszystko w sposób bezmiernie krańcowy, w ocenie stosunków społecznych jest umiarkowany. Nie iżby przeciwko pewnym przywilejom nie protestował. Owszem: "Najbardziej drażnią mnie fatalne zapatrywania na mieszczaństwo i różnice stanowe" - woła Werter. Protest jego ogranicza się jednakże tylko do tych przywilejów, które nie są udziałem Wertera-mieszczanina. Pozatem zdaje sobie sprawę, że "różnice, dzielące poszczególne stany, są potrzebne", oraz ile mu one przynoszą korzyści. "Wiem, że nie jesteśmy równi i równymi być nie możemy" - mówi w innym liście. Słowem, Werter tylko o tyle protestuje przeciw przywilejom, o ile one krępują jego indywidualność, uznaje je, gdy są mu one po myśli. Wertera, przejętego wewnętrznem poczuciem dysproporcji między życiem a nieświadomością jego celów, elektryzuje nagle miłość. Był on przystępny serdecznemu uczuciu dla kobiet, lecz wielka, przepotężna miłość opanowuje jego duszę dopiero na widok Loty. Miłość przychodzi nagle i potęguje się szybko w ciągu jednej doby, aby na zawsze wyryć w duszy Wertera obraz Loty. Działa nań każdy ruch Loty, każde jej słowo. Im mniej ona o to się stara, im jest naturalniejsza, tem bardziej ją uwielbia. Wspólność zamiłowań literackich, wspólne uwielbienie Klopstocka dokonywa reszty. Werter staje się niewolnikiem uczucia. Wszystko traci w jego oczach wartość. "Niech sobie słońce, księżyc i gwiazdy robią, co chcą, nie wiem, czy dzień jasny, czy noc na ziemi, a świat cały znikł z mej świadomości". Wraz z miłością przychodzi uspokojenie wewnętrzne ducha, odczucie szczęścia domowego życia. Stroi Werter postać Loty we wszystkie blaski i światła, jakie w duszy jego tliły, - barwy tęcz i kwiatów śle w swej wyobraźni ku niej, zdobi ją niemi, i uwielbia ten ideał przez siebie stworzony, to uosobienie wszystkich swych sił żywotnych, uosobienie miłości. Uwielbia ją tak, że nietylko ona wydaje mu się bóstwem niesłychanem, lecz nawet wszystko to zyskuje na wartości, z czem Lota się zetknie lub na co popatrzy. On sam zyskuje w oczach swych na wartości, gdy wierzy, że Lota go kocha. Gdy nie może z nią mówić, jej widzieć, wysyła służącego, aby jej wzrok na nim spoczął, by miał kogoś lub coś koło siebie, na co ona dziś patrzyła. Gdy Lota powiedziała: "szkoda, iż Pan mej matki nie znałeś" - Werter woła ze zwykłą sobie przesadą: "Nikt nie wyrzekł o mnie szczytniejszego, dumniejszego słowa". Przytem miłość Wertera jest sentymentalna, łzawa, bardzo łatwo porusza się do łez na samo wspomnienie drogich mu chwil. Wogóle Werterem rządzi wszechwładnie upodobanie chwili. Jakkolwiek zdaje sobie sprawę z konieczności takiego a nie innego postanowienia, - nie jest w mocy wykonać powziętej decyzji. Przysięgi i przyrzeczenia łamie niemal w chwili ich powzięcia - nie umie walczyć z swemi namiętnościami. Zanim jeszcze proces walki się rozpoczął, już go Werter przegrał - już gaśnie w jego duszy powzięty zamiar, lub też robi to, czego przysięgał zaniechać. Przysięga jest w jego ustach jakby stwierdzeniem zamiaru przeciwnego. Przymus moralny, który przysięga ma wywierać, staje się jakby tem większą pobudką przeciwnego jej postępku. Tak Werter reaguje na każdy przymus. A jednak jeden tylko zamiar świadomy, głęboko obmyślany, dojrzał w jego duszy: postanowienie samobójstwa. Myśl ta rodzi się znacznie wcześniej zanim doszedł do przekonania, że miłość jego jest beznadziejną, wcześniej, niżli poznał Lotę. W liście z dnia 22 maja cieszy się Werter poczuciem swobody i ugruntowuje je na świadomości, że "opuścić może, gdy zechce, więzienie". Myśl ta pod wpływem pierwszych wzruszeń miłosnych przycicha, lecz wkrótce powraca, i to już silniejsza. Już mamy wspomnienie chwili obłędu, mroków duszy, kiedy Werter radby wpakować sobie kulę w głowę. I snuje się odtąd ta nić czerwona przez resztę utworu, aż przemieni się w kałużę skrzepłej krwi, w której znaleziono sztywniejące ciało Wertera. Ten ostateczny cios przygotowany jest jednak starannie i systematycznie. Całego traktatu o samobójstwie musi z ust jego wpierw Albert wysłuchać, a potem Werter uzgodnią swój postępek z wewnętrznem poczuciem religijnem, wytwarza sobie teorję, że Bóg, jak zesłał go na świat, tak go odwołać może, i że nie weźmie za złe synowi, który zaniechać chce żmudnej wędrówki i wrócić na łono tego, który mu dał początek. Lektura Osjana dolewa ostatniej kropli do pełnej już czary. I wykonywa Werter swój zamiar z całą przytomnością umysłu, można powiedzieć z pedanterją niemiecką, która napozór nie licuje wcale z jego wichrowałem usposobieniem. Werter przed śmiercią pakuje wszystkie swe rzeczy jak najstaranniej, pamięta o drobnych, niepopłaconych długach, każe wyczyścić, wytrzepać i zaszyć w pokrowce ubrania itd., słowem, przygotowuje się zupełnie jak do wyjazdu, lecz nie na śmierć. Mimowoli zapytuje czytelnik, czemu pozostawił otwartą Emilję Galotti na kantorku? Charakterystyka utworu. Forma listów była w tym wypadku bardzo szczęśliwie wybrana, gdyż zapewniała możność bezpośredniego oddawania przeżyć bohatera. Formę tę spotykaliśmy już w powieściach Richardsona. Zachodzi jednak, jak już wyżej wspomniano, pewna różnica między powieściami Richardsona a Cierpieniami młodego Wertera. U angielskiego pisarza spotykamy wymianę listów między kilku osobami. U Goethego natomiast listy pisze tylko sam Werter, i to w zasadzie tylko do swego przyjaciela Wilhelma. Innych listów spotykamy niewiele: trzy do Loty i dwa do Alberta. Oprócz listów mamy jednak drobne notatki, jakby wyjątki z dziennika. Autor przedstawia się czytelnikowi tylko jako wydawca pozostałych rękopiśmiennych pamiątek po nieszczęśliwym młodzieńcu: zabiera głos tylko w krótkiem słowie wstępnem oraz w uwagach, w których występuje zresztą bardzo dyskretnie. Usprawiedliwia się w przypisach, że zmienia nazwy miejscowości i osób, wypuszcza nazwiska autorów i dzieł, które Lota lubi, rzekomo dlatego, by nie urazić innych autorów, a wreszcie usprawiedliwia się z tego, że nie zamieszcza prywatnego listu ministra. Wszystkie te szczegóły są oczywiście fikcją, celem zaś fikcji jest wzbudzenie w czytelniku przekonania, że autor postępuje z całą dokładnością i pedanterją, wobec czego listy Wertera tem bardziej zyskują na autentyczności. Na specjalną uwagę zasługuje przypisek autora do listu z dnia 1 lipca: uwaga o ukazaniu się w okresie czasu między chwilą akcji a chwilą wydania utworu kazań Lavatera pogłębić ma oczywiście to przekonanie o autentyczności listów Wertera. W drugiej części musiał jednak autor dać w tekście dłuższe wyjaśnienia od siebie samego, jako "uwagi wydawcy". Jest to przecież logicznie umotywowane: "wydawca" przemawia wszędzie, gdzie Werter nie może objektywnie oceniać stosunków, zwłaszcza o ile chodzi o stosunek Alberta do Loty. Bardzo szczęśliwym pomysłem artystycznym było rzucenie sylwety Wertera na tło jego stosunku do przyjaciela. Listy do innych osób są tylko wyjątkowo tu podane, zresztą zwraca się Werter zawsze do jednej osoby. Daje to autorowi możność wszechstronnego oświetlenia postaci Wertera z jednego, uprzednio wybranego punktu. Przyjaciel ten, to postać mało indywidualna. Werter wierzy w jego szczere przywiązanie, ale uważa, że nie odbiega on od ogólnego, normalnego typu ludzi. Węzeł łączący ich obu stanowi tylko uczucie przyjaźni, a nie wspólność upodobań czy też usposobienia. Budowa Wertera przeprowadzona jest z wielkim artyzmem. Niema ani jednego listu, ani jednego szczegółu, który byłby obojętny, - wszystko jest celowe, wszystko ma nas przygotować do ostatecznej katastrofy, do samobójstwa Wertera. Są przecież w Werterze epizody, celem ich jednak jest nietylko ożywić i urozmaicić treść utworu, posiadającego w rzeczywistości bardzo skromną akcję, lecz stoją one w ścisłym związku z całością utworu. Osoby epizodycznie tu występujące wzbudzają zaufanie Wertera, Werter osobiście się niemi interesuje, przejmuje się ich losem, są one wreszcie jakby prognozami jego własnych losów. Za przybyciem do nowego miejsca pobytu poznaje Werter w Wahlheimie młodą kobietę i jej dzieci, z których zwłaszcza Jaś bardzo mu się podoba. Werter jest wtedy szczęśliwy - pełen sił i nadziei; tak samo młoda kobieta jest pełna najlepszych przeczuć. Mąż jej udał się do Szwajcarji po spadek, niewątpliwie więc, jej zdaniem, rodzina cała stoi u progu lepszej przyszłości i dobrobytu. Werter spotyka ją znowu po kilku miesiącach; jakże zmieniony obraz: nadzieje na spadek zawiodły, - mąż wrócił z podróży chory, bez grosza, - Jaś ukochany umarł, - rodzina cała w smutku i nędzy. I Wertera dusza w smutku i rozterce - nieszczęście narówni ich dotknęło. Lecz jest jeszcze jeden człowiek, którego losem Werter gorąco się zajmuje, co więcej, z nim sam się utożsamia: - to wiejski parobczak, kochający swą gospodynię. Niemal równolegle losy ich się toczą - obydwaj kochają - kochają bez wzajemności, obydwaj nie mogą wyrzec się szczęścia, względnie zezwolić na szczęście ukochanej z innym. Obydwaj rozwiązują krwawo tragiczną sytuację. Parobczak zabija rywala, Werter siebie. Katastrofa parobczaka wyprzedza o niewiele dni katastrofę samego bohatera. Tak samo w przyrodzie obserwuje Werter katastrofy, które zdarzają się równocześnie z jego przeżyciami duchowemi. Orzechy na probostwie w St., których pięknością tak się cieszył, ulec musiały kaprysom nowej pani pastorowej. Ulegnie kaprysowi losu i swego charakteru także i Werter. Jeszcze jedną analogję nasuwa Werterowi widok młodego obłąkanego człowieka. Jego miłość doprowadziła do utraty zmysłów - Wertera do utraty życia. Inne epizody, a więc zajście w domu hrabiego w C., przeżycia Wertera w służbie dyplomatycznej - są konieczne jako szczeble skromnej zresztą akcji utworu. Goethe dał w Werterze obraz człowieka swej epoki, człowieka spotykanego w owym czasie często, obraz młodzieńca, który był w niezgodzie z sobą i światem. Werter jest przedstawicielem rozpowszechnionego w owej epoce t. zw. Weltschmerzu. Niemożność zbadania ostatecznej przyczyny wszechbytu, nierozwiązalność najważniejszych zagadnień życia, przy równoczesnej utracie silnego, głębokiego uczucia religijnego, stworzyły nastrój nieznośny. Jednostki niezdolne do tego, by rozwiązać owe zagadki życia, a zarazem niezdolne wyrzec się takiego rozwiązania, musiało to doprowadzać w danych warunkach - do wyciągania ostatecznych konsekwencyj. Szalony rozdźwięk pomiędzy zamiarem a możliwością jego spełnienia, pomiędzy tem, czego pożądała spragniona dusza, a rezultatem pożądań, pomiędzy odczuwanemi i przeczuwanemi tajemnicami natury a istotną wiedzą, wytwarzał stan niepewności, którego spokojne rozwiązanie mogło nastąpić tylko w umyśle człowieka połowicznego. Otóż świetnie odtworzony typ człowieka opanowanego bólem wszechludzkim (t. zw. Weltschmerz) dał Goethe w Werterze i stworzył pomnik epoki oraz wzór postaci spotykanych potem niejednokrotnie w życiu i literaturze. Ponadto są Cierpienia Wertera wspaniałą opowieścią miłości, jednym z najwspanialszych poematów, opowiadających dzieje biednego serca ludzkiego. Mistrzowskie pióro Goethego, jego artyzm, a uwłaszcza żywy związek z życiem, jaki cechuje utwór, sprawiają, że Werter i Lota stanęli w kulturalnym świecie obok Hery i Leandra, Abelarda i Heloizy, Tristana i Izoldy, Petrarki i Laury - jako nowa para kochanków. Cierpienia Wertera stały się pomnikiem zawsze aktualnych przeżyć ludzkich, wypowiedziały to, co rozpierało pierś wielu młodzieńców, dały gotowy wyraz rozkoszy, bólu i zawodu pierwszej, czystej, a niespełnionej miłości. Mimo upływu dziesiątków lat, mimo że odeszliśmy bardzo daleko od ludzi i epoki, odmalowanych w tym utworze, - wyraz, jaki tu znalazła miłość, jest zawsze żywy, wprost nieśmiertelny. Napoleon, który chlubił się, że siedm razy czytał Wertera, nie zwrócił uwagi na jego stronę filozoficzną, nie dlatego, by jej nie mógł zrozumieć, lecz tylko dlatego, że Werter pod tym względem był o całe niebo od niego różny; przemówiły jednak do niego dzieje Wertera językiem głębokiej miłości, uczucia nieobcego i "bogowi wojny". Dziś nie poleją się już pewnie łzy czytelnika na karty tej książki, wyrwie ona jednak z piersi niejedno westchnienie. Przemawiają do duszy, gdyż miłość Wertera jest czystą, żądzy jest w niej tyle, ile być musi w człowieku młodym, w którego żyłach płynie krew. Gdyby był Werter zdołał osiągnąć cel swoich pragnień, złączyć się z umiłowaną osobą, niewątpliwie i tak nie byłby szczęśliwy. Przy swej konstrukcji duchowej byłby uległ rozbiciu przy innej sposobności, a tej nie byłoby mu życie oszczędziło. Przez wprowadzenie właśnie pierwiastku wewnętrznego rozbicia autor dał Cierpieniom głębszy podkład, a także umożliwił sobie łatwiejsze rozwiązanie problemu artystycznego, który nie był łatwy. Goethe, wybierając temat zawiedzionej miłości i przeprowadzając go w głównych schematach zgodnie z przeżyciami osobistemi, względnie Jeruzalema, pozbawił się czynnika zaciekawienia, który możnaby było zapomocą zawikłanej fabuły łatwo uzyskać. Czytelnika przykuł samem przedstawieniem przejść duchowych bohatera. Zamiast szeregu zdarzeń, dał nam szereg stanów duszy. Ograniczając się znowu do pewnej monotonji listów, w olbrzymiej większości do jednego człowieka pisanych, mimo to wprowadził w tej jednolitości ogromną rozmaitość. Przed oczyma naszemi przesuwają się coraz nowe postaci, coraz nowe sytuacje, coraz nowe myśli. Każda z tych postaci jest żywa, dla każdej wyznaczone odpowiednie miejsce w układzie całości, tak, że razem biorąc, stanowią wprost idealne tło, na którem występuje bohater główny, jego przeżycia i charakter. Wprowadzenie motywu podrażnionej ambicji osobistej umożliwiło znowu pokazanie szeregu scen z życia towarzyskiego ówczesnych Niemiec i pozwoliło przełamać przeżycia Wertera na dwie części, urozmaicając je scenami satyrycznemu. Przez cały czas czytania utworu jesteśmy pod urokiem tej prawdy życiowej i tego ciepła, jakie wieje z kart tej książki. Postać Wertera, którą możnaby zestawić chyba tylko z Hamletem, przykuwa całą naszą uwagę i każe razem współczuć. Tam zaś, gdzie nasze oko i nasze serce nie znajduje karmi, tam pobudza poeta nasze życie duchowe. Głębokie uwagi o stosunku człowieka do wszechświata, człowieka do natury, obowiązku i żądzy, zła i dobra, rozsypane bez jakiegoś ukrytego planu - zmuszają nas ze stanowiska wieczności wejrzeć w świat własnych przeżyć i w świat przeżyć bohatera. Poeta dał nam wspaniale odtworzony typ, w owej epoce częsty, uwydatniając w nim pierwiastki ogólnoludzkie. Ponadto dał świetny wyraz prawdziwemu uczuciu, opromieniając blaskiem poezji serdeczne przeżycia zawiedzionej miłości. Dwa czynniki zadecydowały o wiekuistej wartości i aktualności dzieła: jego wysoki artyzm, i to, co z najtajniejszych, najistotniejszych przeżyć ludzkich tu zanotowano.