Wpływy literackie.
Powieść XVII i początków
XVIII w. z lubością przedstawiała nadzwyczajne przygody,
awanturnicze i niezwykłe przeżycia. Bohaterowie jej brani byli z
jakichś odległych sfer, zresztą musieli to być książęta i królowie
z legendarnych, a co najmniej orjentalnych krajów. Typowemi okazami
tego kierunku były powieści Zieglera
Asiatische Banise
(1688) i Schnabla
Insel Felsenburg
. Grube ich foljały
przypominały jeszcze bardzo średniowieczne romanse. Wkrótce
przecież powiał nowy duch w powieści Zachodu. Wystąpił w Anglji
Samuel Richardson (1689 - 1761) z powieściami
Pamela
albo
Cnota nagrodzona
(1741),
Clarissa
(1748) i
Grandison
(1753); nie starając się
wzbudzić zainteresowania czytelników opowiadaniem zamorskich
przygód bohaterów, zachwycił ich pogodnym obrazem życia
familijnego, szczególny nacisk kładąc na obrazy sławiące cnotę.
Znaczenie tych powieści, pisanych w formie listów, polega na
zbliżeniu powieści do życia - wprowadzeniu do powieści problemów,
jakie niosło ze sobą życie bieżące. Wprawdzie tematy powieści
Richardsona były jednostronne i zabarwione silnie pierwiastkiem
moralizatorskim, niemniej jednak wskazywały nowe dziedziny dla
rozwoju powieści. W ślady Richardsona poszli w Niemczech: Gellert,
Hermes i Zofja La Roche.
Powieść europejska zyskała wreszcie nowe dzieło, które na
rozwój twórczości powieściowej i wzrost uczuciowości niesłychany
wywarło wpływ:
Julie, ou la Nouvelle Hélo?se (1761) Russa. Tu przemówił
autor językiem miłości, odbiegł od czczego moralizatorstwa
Richardsona, odezwał się głosem serdecznym, zainteresował świat
tem, co stanowi istotne szczęście ludzkie. Świetnym językiem
wypowiedziane nowe poglądy na istotę miłości, moralności i religję,
państwo i życie, wykształcenie i cywilizację, wywarły w całej
Europie niesłychane wrażenie. Obok Russa w umysłowem życiu Europy
zaważył jeszcze w tym czasie trzeci powieściopisarz: Goldsmith, swą
książką
Pleban z Wakefieldu (1776), w której ogarnęła czytelników
czysta atmosfera idyllicznych stosunków na cichej, odległej wsi.
Umysły zmęczone odczytywaniem nieprawdopodobnych przygód, ludzie
szukający ostoi i spokoju, znaleźli tu jakby przystań dla swoich
upodobań i istotnych życiowych zamiłowań.
Nie trzeba przypominać, że Goethe był bardzo gorliwym
czytelnikiem tych wszystkich utworów, które poprzedziły
Wertera. Wszystkie wywarły też pewien wpływ na powstanie
Cierpień, - najgłębszy i najistotniejszy był wpływ Russa.
Przedewszystkiem już szata zewnętrzna utworu: forma listów,
podobna jest jak u Richardsona i Russa. Gdy jednak u Russa mamy
wymianę listów kilku osób, u Goethego są to listy Wertera, jego
autobiografja złożona z urywków z jego listów, pamiętników, oraz
uwag wydawcy. Pozatem Goethe umiał przeprowadzić większą
koncentrację utworu. Russo nie waha się wplatać w swe opowiadanie
licznych epizodów i traktacików o rozmaitych kwestjach, nieraz
niemających z akcją nic wspólnego, - u Goethego wszystkie epizody
zmierzają do jednego artystycznego celu, a z teoretycznych rozważań
znajdujemy tylko dysputę o samobójstwie, co jest w ścisłym związku
z akcją utworu. Zarówno Russo jak Goethe występują jako wydawcy
listów swoich bohaterów. Goethe jest jednak daleko dyskretniejszy:
nie wydaje sądu o bohaterze swego'utworu, siara się być
objektywnym, - tylko w krótkim wstępie od wydawcy daje wyraz
uznaniu dla zalet charakteru i umysłu nieszczęśliwego Wertera.
Zarówno Goethe jak Russo są malarzami nieszczęśliwej,
jakkolwiek odwzajemnionej miłości. U obydwóch mamy taką samą
sytuację życiową, - w obu powieściach występują trzy osoby,
pozostające w ścisłych stosunkach ze sobą: mąż, żona i
nieszczęśliwy kochanek. Tylko gdy akcja (jeżeli tok zdarzeń w
Werterze tak nazwać można) toczy się u Goethego kilka kwartałów, u
Russa trwa latami. Zarówno Russo jak i Goethe tworzą nowy język
język miłości. Bohaterowie obydwu utworów, a więc zarówno St. Preux
jak i Werter, tak samo wybuchają łzami, skargami, jednem słowem
zewnętrzne objawy uczucia są u obydwóch jednakie, Różnica pomiędzy
nimi bije jednak w oczy; Werter jest głębszy, wszechstronniejszy, -
dla niego myśli o samobójstwie nie mogą pozostać teoretycznem
rozważaniem, on musi z nich wysnuć konsekwencje.
Charakterystyczną dla obu jest także podstawa kolizji: u
jednego (St. Preux) jest nią różnica stanu, u drugiego pierwiastek
etyczny. Obydwaj kochają naturę, obydwaj wielbią przyrodę - obydwaj
mają zamiłowanie w parkach angielskich. Russo wielbi jednak naturę
dziką, potężną, romantyczną, Werter odczuwa ją w każdym przejawie,
zatapia się w niej i stara się z nią jak najściślej zespolić (do
czasu swej przemiany duchowej).
Aby nie rozwijać dalej porównań, wystarczy wspomnieć
jeszcze, że Russo idealizuje życie wiejskie, przedstawiając je
lakiem, jakiem według jego zdania być powinno, Goethe zaś, malując
życie wiejskie takiem, jakie ono jest, widzi w niem skarby poezji.
Dzieci w
Nowej Heloizie są wreszcie dziećmi wychowanemi w pewnej
kulturze, - przeciwnie Werter wielbi w dzieciach ich naturalność i
naiwność.
Inne wpływy, jakie działały na Goethego w okresie pisania
Cierpień młodego Wertera, uwidocznią się przy
rozpatrywaniu lektury i zamiłowań literackich samego Wertera.
Zamiłowania literackie i artystyczne Wertera.
Werter żyje bujnem życiem duchowem, w którem wielką rolę odgrywają
wspomnienia jego lektury. Niemal wszystkie wrażenia, jakie
przeżywa, oddaje przez pryzmat refleksyj i reminiscencyj,
wywołanych przetrawioną i głęboko odczutą lekturą. Werter nie może
czuć bezpośrednio, sobą jest rzadko, i nawet w chwilach wielkiego
podniecenia ducha mówi słowami poznanych arcydzieł literatury
światowej.
Przedewszystkiem w krew weszły mu podania ludowe. Jak jest
wielkim miłośnikiem dzieci, tak szczególnie umiłował wiek dziecięcy
swego narodu i ludzkości. Stąd zamiłowanie do podań ludowych, które
dostarczają mu stale porównań. Widzi więc oczyma swej fantazji
duchy dobroczynne, zamieszkujące studnie i źródła. Do studni w
pobliżu miasta, która jest ulubionym celem jego spacerów, czuje się
przywiązany niby Meluzyna. Gdy czuje, że się oderwać od Loty nie
może i że zbliża się ku katastrofie życiowej, porównywa siebie ze
statkiem, który pod działaniem góry magnetycznej naoślep pędzi ku
owej górze i rozbija się o nią z trzaskiem. Sam karmi rodzeństwo
Loty baśnią o księżniczce, obsługiwanej przez czarodziejskie ręce.
I niemal sam podziela tę wiarę dziecięcą: gotów klękać przed Lotą,
gdy ta każe dziecku obmywać swą twarz w żywem źródle, by nie
dopuścić jej zeszpecenia. Patrzył na ten obrzęd z takim szacunkiem,
jak na obrzęd chrztu.
Narówni z temi śladami dzieciństwa swego narodu ceni Werter
i poważa pomniki literatury Żydów i Greków. I dziwnie się splata w
jego umyśle obraz dawnych stosunków społecznych u tych dwóch
narodów. Obejmuje je jedną nazwą: "patrjarchalne", i te czasy
patrjarchalne stają mu zawsze przed oczyma, ilekroć widzi
nieskomplikowane stosunki współczesne. Biblja dla Wertera (tak jak
dla Herdera) nie jest pomnikiem wiary, dziełem objawienia, - to
owoc najpiękniejszej poezji, to kwiat uczucia i myśli z
patrjarchalnego okresu życia ludzkości. Porównania biblijne, zwroty
z Pisma św. wysuwają się z pod jego pióra nieoczekiwanie, a nawet w
chwili najżywszej, najgorętszej miłości wyraża swe uczucie słowami
Pieśni nad pieśniami.
Z światem Biblji miesza się i łączy świat homerycki. Długo,
długo jest Homer najulubieńszą lekturą Wertera i towarzyszy mu w
jego dalekich przechadzkach. Do duszy jego przemawia jednak nie
Iliada, lecz
Odysseja, a w niej zwłaszcza obrazy spokojnego życia. Ta
lektura uspokaja go i ucisza jego wzburzone serce. Homer to dobry,
niezawodny przyjaciel. A przecież żegna go Werter, z serca jego
wypiera go
Osjan.
Osjan przemówił do niego głęboką swą melancholją, dał mu
możność roztopienia się w ponurych myślach, kierował jego duszę w
mroki niebytu.
Gorące odczucie przyrody, prawie jej uosobienie, było tym
mostem, po którym cienie osjanowych bohaterów wkraczały w duszę
Wertera i mrokiem ją osłaniały, prowadząc ku bramie śmierci. Osjan
wyrwał go z ramion Homera. Przejście od rozkoszowania się
patrjarchalnemi obrazami życia homerowych bohaterów do odczuwania i
przeżywania cierpień i smutków bohaterów Osjana dokonywa się w
miarę zaciemniania się horyzontu uczuć i myśli Wertera. Samobójstwo
poprzedza długie rozkoszowanie się w tonach
Pieśni Selmy, a z epilogu
Berzathonu zapożycza Werter frazesów w przedśmiertną
godzinę.
Kult Homera i kult Osjana dzielą cały utwór na dwie części.
Tylko przez krótką chwilę wpływ ten się splata, - wpływ Osjana jest
jednak potężniejszy. Osjana, nie Homera, Werter tłumaczy. Osjan
zwycięża: Werter ginie...
Obok Osjana wpływ na psychikę Wertera wywarły także Younga
Myśli nocne. Lecz są wpływy jeszcze i inne: Werter żyje
pod silnem wrażeniem Russa, którego idee przenikają go nawskróś.
Nazwisko to nie jest wypowiedziane ni razu, ale tylko dlatego, że
było to hasło powszechne, hasło najdroższe - wspólne Werterowi i
jego pokoleniu. Jeżeli samo wypowiedzenie nazwiska Klopstocka
wystarcza, aby scharakteryzować nastrój chwili i porozumieć się z
Lotą, nazwiska Russa nawet wymieniać nie było potrzeba. Po Russie
Klopstock jest dla Wertera i Loty świętością, - jego
Ody hasłem. Wreszcie przemawiają do Wertera wszystkie te
utwory powieściowe, które malują codzienne troski i radości życia,
są obrazem naiwnej rzeczywistości, nie odbiegają od życia realnego,
- od natury. Zatem Oliwera Goldsmitha
Vicar of Wakefield oraz tegoż autora
Deserted Village, a z niemieckiej literatury powieści
Hermesa i Zofji La Roche znajdowały jego i Loty uznanie.
Przez pryzmat literatury Werter odczuwa życie; inaczej
oddziaływa na niego muzyka. Werter ma swe ulubione melodje i tony
ich przywracają mu równowagę ducha, zwłaszcza gdy wypływają z pod
palców Loty. To działanie muzyki zawodzi jednak w chwili, kiedy
miłość Wertera przeradza się w głęboką namiętność, w chwili, gdy
zupełnie traci nad sobą panowanie. - Z nad brzegu przepaści tony
niezdolne go wyrwać.
Werter jest zresztą sam artystą: rysuje; twórczość jego
jednak trwa tak długo, jak długo ma spokój duszy. Przestaje rysować
zarówno wtedy, gdy zatapia się w kontemplacji natury z całą pasją i
namiętnością właściwą mu w każdej sprawie, jak i wtedy, gdy pogrąża
się w miłość lub rozpacz. "Niezdolny rysować, niezdolny położyć
kreski, czuję mimo to, że nigdy większym nie byłem malarzem, jak w
tej chwili". Tak samo później wypada mu ołówek z rąk, gdy pragnie
oddać piękność Loty. Miłość tak opanowuje jego duszę, że niezdolny
jest odtworzyć objektywnie piękności uwielbianej przez siebie
kobiety. W listach maluje jednak Werter kilka obrazków rodzajowych,
które stanowią wdzięczny temat dla ilustratora. Podobnie jak
bohater Russa, nie krepuje się Werter żadnemi prawidłami
estetycznemi, - jedynym prawodawcą w dziedzinie sztuki jest sama
natura. Natura, według niego, "kryje największe skarby i ona sama
wydaje największych mistrzów". Prawidła i reguły mogą się, jego
zdaniem, przyczynić do tego, że artysta uniknie błędów i nie
stworzy rzeczy bezwzględnie złej, lecz stworzy - przeciętną.
Porywów genjusza twórczego hamować nie wolno: reguły mogą być tylko
dla ludzi przeciętnych; ludzie, którzy mają coś do powiedzenia,
muszą słuchać wewnętrznego głosu - oraz natury. Podobnie szczyt
poezji widzi w tem, jeżeli poeta potrafi wiernie oddać
rzeczywistość, która, nawet gdy chodzi o przejawy uczucia i u
warstw najniższych, jest pełna poezji i głębi. Wyrażenie prostoty i
szczerości uczucia na tle normalnych stosunków życiowych tworzy
prawdziwego artystę.
Ten pogląd estetyczny tłumaczy także zakres zainteresowań
Wertera: działają na jego duszę tylko utwory, które są
bezpośredniem, naiwnem odtworzeniem życia, nie zaś wytworem
fantazji czy rozumu.
Werter jest religijny, religję szanuje - stosunek jego do
religji jest jednak może podobny, jak do podań ludowych, do baśni
homeryckich czy dum Osjana. Jest to raczej upodobanie estetyczne, a
nie żywe wewnętrzne poczucie wiary. Dopiero ze zbliżaniem się
katastrofy ugruntowuje się w nim przekonanie, że jest byt wieczny,
i stara się teoretycznie pogodzić swe samobójstwo z wolą Bożą.
Charakter Wertera i jego stosunek do życia.
Dążenie do odczuwania tego, co szczere, naiwne, każe Werterowi
zbliżyć się do ludu i do dzieci, a oddala go od t. zw. towarzystwa
i cywilizacji.
Dzieci są mu wzorem, dzieci są mu najdroższemi istotami na
świecie, ośmiela je do siebie, bawi się z niemi, nie krępując ich
zupełnie w zamysłach i zamiarach. Co więcej, idzie w uwielbieniu
dzieci tak daleko, że wprost zapytuje, czy ludzie dorośli mają
prawo krępować dzieci w ich woli. Przecież Chrystus powiedział:
"Pozwólcie im przyjść do mnie". Nic więc dziwnego, że dzieci
kochają go serdecznie, garną się ku niemu i wyczekują z
utęsknieniem od niego drobnych podarków. Wywdzięcza się im
wzajemnie Werter za tę miłość i maluje w swych listach dzieci z
całą miłością i z takiem ciepłem, jak nikogo. Zarówno dzieci Loty,
jak i wiejskie, zasługują na jego uwagę. Traci je jednak z oczu w
chwili, gdy katastrofa poczęła się zbliżać. Wielbiciel Homera
kochał dzieci - tłumacz Osjana o nich musiał zapomnieć.
Pełen uwielbienia dla naiwności wieku dziecięcego, a pogardy
dla wszelkich teoryj estetycznych, jest także Werter wrogiem
zażartym wiedzy książkowej i nabytej cywilizacji. Cała wiedza
ludzka w oczach jego nie ma tej wartości, co jedno szczere
drgnienie ludzkiego serca.
Werter świadom jest, że Bóg go obdarzył rozlicznemi darami
umysłu, ma je jednak za nic, - lekceważy je zupełnie. Dumny jest
tylko z swego serca, gdyż ono jest źródłem całej jego siły, jego
szczęścia i niedoli, "tylko serce me jest moją wyłącznie
własnością". Toteż cały jego stosunek do świata zewnętrznego polega
na prawach serca - świat zaś rządzi się prawami rozumu; - stąd
konflikt, w którym muszą zwyciężyć silniejsi i liczniejsi
wielbiciele rozumu.
Przedewszystkiem stosunkiem serca jest jego stosunek do
natury. Kocha ją i obserwuje - raz jako malarz, a także jako
kochanek i wielbiciel. Werter pragnąłby się stopić z naturą w jedną
całość, chciałby się zlać z nią i w niej zagubić. Ponieważ czuje,
że pomiędzy naturą a człowiekiem powstała przepaść, spowodowana
cywilizacją, pragnąłby przemienić się w chrząszczyka, by nurzać się
w woni ogromnych kiści kwietnych i żywić się ich zapachem. Lecz to
tylko rojenie, więc wżywa się w naturę inaczej: "przytulony do
ziemi, dziwuję się rozlicznym trawkom, czuję blisko serca rojowisko
mnóstwa małych robaczków i komarów". To pragnienie stopienia się z
naturą powtarza się wielekroć, bo to tylko może mu dać "pełną,
nieograniczoną rozkosz, cudne uczucie pełni i dosytu".
Ten stosunek do natury zmienia się jednakże pod wpływem
cierpienia. I teraz chętnie ucieka Werter od zgiełku ludzkiego do
samotności, i teraz woli błąkać się wśród wichury i deszczu, niżli
wśród ludzi szukać pociechy i wytchnienia. Ale i natura nie daje mu
obecnie ukojenia. Przeciwnie: to, co stanowiło jego szczęście,
przemieniło się w źródło niedoli. Ta cała niegdyś tak ukochana
przyroda jest dlań dziś prześladowczym demonem, niepozwalającym mu
zapomnieć ani na chwilę o swej niszczącej sile. Wszystko, co żyje,
niszczy się wzajem. Każdy krok człowieka pozbawia życia tysiące
istot. Nie przerażają go wielkie kataklizmy przyrody, lecz ciche
tragedje natury, ujawniające się w ciągłej walce ustrojów. Natura
staje się potworem wiecznie głodnym, łaknącym bezustanku coraz
nowych zdobyczy.
Takie pojmowanie przyrody prowadzi Wertera do bezbrzeżnego
pesymizmu, który grubą warstwą zaściela jego duszę, znajdując
zresztą wzmocnienie i skrzepienie jeszcze i w innych przejawach.
Pesymizm ten karmi się świadomością braku celu i braku możności
jego poznania. Pesymizm, niepozwalający mu oceniać należycie
doniosłości poczynań ludzkich, jest istotnym powodem nieuchronnego
rozbicia się jego psychiki o twarde kanty rzeczywistości.
"Wszystko w świecie jest ostatecznie marnością", twierdzi
Werter. Ten rozdźwięk pomiędzy istnieniem a brakiem świadomości
celu tego istnienia jest tak silny, że Werter ma stale odczucie, iż
nie bierze czynnego w życiu udziału: albo wszystko, co go otacza,
snem jest tylko smutnym, albo też on jest tylko widzem, patrzącym
na przesuwające się przed jego oczyma jak w kalejdoskopie -
figurki, albo też wreszcie zabłąkanym pielgrzymem, przechodzącym
nietyle przez życie, jak obok niego. Poczucie tymczasowości i
zmienności opanowało go zupełnie i nie pozwala rozkoszować się
życiem samem.
Toteż świadomość rzeczywistości nie przedstawia dla niego
żadnej wartości. Gdy pod wpływem opowiadania parobczaka na chwilę
daje się unieść chęci zobaczenia wdowy, cofa się w tej chwili i
woła: "pocóż psuć sobie piękny obraz?". Oburza się też na
wszystkich, którzyby chcieli uświadamiać chorego i zrywając z oczu
jego zasłonę złudzeń, powiększali jego boleść.
Utajone w nim siły życiowe nie znajdują ujścia, bo Werter
nie wie, dokąd je skierować; przychodzi bowiem do przekonania, że
ostatecznie cała działalność ludzka ogranicza się tylko do tego, by
przedłużyć ludzkie istnienie, - dla tego zaś nie widzi istotnego
celu.
Sił jednak żywotnych jest w Werterze wiele, tylko że nie
umie i nie chce zużyć ich celowo. Skarby jego duszy nie były
przecież niewyczerpane. W pewnej chwili spostrzega, że wypalił się
w nim żar wewnętrzny, że wyczerpał się zaczyn życiowy, utrzymujący
go na ziemi.
Z niesłychaną przesadą oddaje się Werter każdemu uczuciu,
każdemu wrażeniu, jakie mu życie przynosi. Z ostateczności wpada w
ostateczność, a wtrąca go w nią drobna nieraz przykrość i ratuje
znowu nieznaczne zdarzenie. Jakkolwiek sam walczy przeciwko t. zw.
złemu humorowi, nie zdoła przecież uchronić i siebie od nastrojów
chwili. Brak równowagi wewnętrznej i przejęcie się nieraz drobną,
obcą mu w gruncie rzeczy sprawą wyciska mu z oczu łzy gorące i
słowa potępienia, względnie uwielbienia. Ten brak wewnętrznej
równowagi sprawia, że Werter raz przekonany jest o swej wysokiej
wyższości nad innymi ludźmi - w innym zaś wypadku skarży się na
brak zaufania do siebie.
Werter świadom jest nienormalności swego stanu, wie o tein,
że jego dusza przechodzi chorobę, i tak też swoje położenie
określa. Z chwilą przecież, kiedy zgasły dla niego ostatnie
promienie nadziei, znika i zmysł samokrytycyzmu.
Zdawaćby się mogło, że w duszy Wertera nie ma miejsca na
humor. Owszem, Werter jest czasem wesołym, - wiemy, że umie z
dziećmi żartować i bawić się, jak nikt. Wiemy, że nieraz Lota musi
go karcić, gdy popada w sztuczne podniecenie, które nie objawia się
jednak depresją, milczeniem lub czemś podobnem, lecz niesamowitą
wesołością. W opisie burzy zwraca uwagę opis zachowania się panien
z miejscowego towarzystwa w chwili, gdy burza rozszalała się
najgroźniej: "Wreszcie niektóre (panny) do tego stopnia straciły
świadomość, że pozwalały obejmować się bez oporu młodym ludziom i
całować w usta, szepczące błagalne modlitwy, które z tego powodu
nie mogły ulatywać w niebiosy". Pozatem nie brak Werterowi
zdolności satyrycznych, co widać w ujęciu poszczególnych figur,
poznanych w czasie służby dyplomatycznej.
Nie uznając praw estetycznych, nie uznawał Werter także
przeciętności w życiu. Oburzając się na sądy, które sprowadzają
czyny ludzkie do jednego mianownika: konwencjonalnej moralności, -
nie pozwalał sądzić nikogo z samego tylko jego czynu. "Czyżeście
zbadali wewnętrzne pobudki czynu? Czyż z całą pewnością wyjaśnić
możecie przyczyny, dla których coś się stało, i udowodnić, że się
stać musiało? Gdybyście to uczynili, nie bylibyście tak pochopni w
ferowaniu wyroków". Jest to teoretyczne uzasadnienie hasła
bezwzględnej swobody indywidualnej, jakiej Werter, narówni z
zwolennikami "burzy i naporu", żąda dla siebie i innych.
Jeżeli jednak Werter protestuje przeciwko analizie swych
czynów, o ile ona pochodzi z zewnątrz, to sam analizuje stan swej
duszy jak najdokładniej. Jest jednak w tym wypadku tylko
obserwatorem tego, co się w jego duszy dzieje, sam nie ma wpływu na
swe własne przeżycia duchowe.
Rzecz dziwna jednak: Werter burząc wszystkie systemy
estetyczne, lekceważąc wszystkie zdobycze nauki, sądząc wszystko w
sposób bezmiernie krańcowy, w ocenie stosunków społecznych jest
umiarkowany. Nie iżby przeciwko pewnym przywilejom nie protestował.
Owszem: "Najbardziej drażnią mnie fatalne zapatrywania na
mieszczaństwo i różnice stanowe" - woła Werter. Protest jego
ogranicza się jednakże tylko do tych przywilejów, które nie są
udziałem Wertera-mieszczanina. Pozatem zdaje sobie sprawę, że
"różnice, dzielące poszczególne stany, są potrzebne", oraz ile mu
one przynoszą korzyści. "Wiem, że nie jesteśmy równi i równymi być
nie możemy" - mówi w innym liście. Słowem, Werter tylko o tyle
protestuje przeciw przywilejom, o ile one krępują jego
indywidualność, uznaje je, gdy są mu one po myśli.
Wertera, przejętego wewnętrznem poczuciem dysproporcji
między życiem a nieświadomością jego celów, elektryzuje nagle
miłość. Był on przystępny serdecznemu uczuciu dla kobiet, lecz
wielka, przepotężna miłość opanowuje jego duszę dopiero na widok
Loty. Miłość przychodzi nagle i potęguje się szybko w ciągu jednej
doby, aby na zawsze wyryć w duszy Wertera obraz Loty. Działa nań
każdy ruch Loty, każde jej słowo. Im mniej ona o to się stara, im
jest naturalniejsza, tem bardziej ją uwielbia. Wspólność zamiłowań
literackich, wspólne uwielbienie Klopstocka dokonywa reszty. Werter
staje się niewolnikiem uczucia. Wszystko traci w jego oczach
wartość. "Niech sobie słońce, księżyc i gwiazdy robią, co chcą, nie
wiem, czy dzień jasny, czy noc na ziemi, a świat cały znikł z mej
świadomości". Wraz z miłością przychodzi uspokojenie wewnętrzne
ducha, odczucie szczęścia domowego życia. Stroi Werter postać Loty
we wszystkie blaski i światła, jakie w duszy jego tliły, - barwy
tęcz i kwiatów śle w swej wyobraźni ku niej, zdobi ją niemi, i
uwielbia ten ideał przez siebie stworzony, to uosobienie wszystkich
swych sił żywotnych, uosobienie miłości. Uwielbia ją tak, że
nietylko ona wydaje mu się bóstwem niesłychanem, lecz nawet
wszystko to zyskuje na wartości, z czem Lota się zetknie lub na co
popatrzy. On sam zyskuje w oczach swych na wartości, gdy wierzy, że
Lota go kocha. Gdy nie może z nią mówić, jej widzieć, wysyła
służącego, aby jej wzrok na nim spoczął, by miał kogoś lub coś koło
siebie, na co ona dziś patrzyła. Gdy Lota powiedziała: "szkoda, iż
Pan mej matki nie znałeś" - Werter woła ze zwykłą sobie przesadą:
"Nikt nie wyrzekł o mnie szczytniejszego, dumniejszego słowa".
Przytem miłość Wertera jest sentymentalna, łzawa, bardzo łatwo
porusza się do łez na samo wspomnienie drogich mu chwil.
Wogóle Werterem rządzi wszechwładnie upodobanie chwili.
Jakkolwiek zdaje sobie sprawę z konieczności takiego a nie innego
postanowienia, - nie jest w mocy wykonać powziętej decyzji.
Przysięgi i przyrzeczenia łamie niemal w chwili ich powzięcia - nie
umie walczyć z swemi namiętnościami. Zanim jeszcze proces walki się
rozpoczął, już go Werter przegrał - już gaśnie w jego duszy
powzięty zamiar, lub też robi to, czego przysięgał zaniechać.
Przysięga jest w jego ustach jakby stwierdzeniem zamiaru
przeciwnego. Przymus moralny, który przysięga ma wywierać, staje
się jakby tem większą pobudką przeciwnego jej postępku. Tak Werter
reaguje na każdy przymus.
A jednak jeden tylko zamiar świadomy, głęboko obmyślany,
dojrzał w jego duszy: postanowienie samobójstwa. Myśl ta rodzi się
znacznie wcześniej zanim doszedł do przekonania, że miłość jego
jest beznadziejną, wcześniej, niżli poznał Lotę. W liście z dnia 22
maja cieszy się Werter poczuciem swobody i ugruntowuje je na
świadomości, że "opuścić może, gdy zechce, więzienie". Myśl ta pod
wpływem pierwszych wzruszeń miłosnych przycicha, lecz wkrótce
powraca, i to już silniejsza. Już mamy wspomnienie chwili obłędu,
mroków duszy, kiedy Werter radby wpakować sobie kulę w głowę. I
snuje się odtąd ta nić czerwona przez resztę utworu, aż przemieni
się w kałużę skrzepłej krwi, w której znaleziono sztywniejące ciało
Wertera. Ten ostateczny cios przygotowany jest jednak starannie i
systematycznie. Całego traktatu o samobójstwie musi z ust jego
wpierw Albert wysłuchać, a potem Werter uzgodnią swój postępek z
wewnętrznem poczuciem religijnem, wytwarza sobie teorję, że Bóg,
jak zesłał go na świat, tak go odwołać może, i że nie weźmie za złe
synowi, który zaniechać chce żmudnej wędrówki i wrócić na łono
tego, który mu dał początek. Lektura Osjana dolewa ostatniej kropli
do pełnej już czary. I wykonywa Werter swój zamiar z całą
przytomnością umysłu, można powiedzieć z pedanterją niemiecką,
która napozór nie licuje wcale z jego wichrowałem usposobieniem.
Werter przed śmiercią pakuje wszystkie swe rzeczy jak
najstaranniej, pamięta o drobnych, niepopłaconych długach, każe
wyczyścić, wytrzepać i zaszyć w pokrowce ubrania itd., słowem,
przygotowuje się zupełnie jak do wyjazdu, lecz nie na śmierć.
Mimowoli zapytuje czytelnik, czemu pozostawił otwartą
Emilję Galotti na kantorku?
Charakterystyka utworu. Forma listów była w tym
wypadku bardzo szczęśliwie wybrana, gdyż zapewniała możność
bezpośredniego oddawania przeżyć bohatera. Formę tę spotykaliśmy
już w powieściach Richardsona. Zachodzi jednak, jak już wyżej
wspomniano, pewna różnica między powieściami Richardsona a
Cierpieniami młodego Wertera. U angielskiego pisarza
spotykamy wymianę listów między kilku osobami. U Goethego natomiast
listy pisze tylko sam Werter, i to w zasadzie tylko do swego
przyjaciela Wilhelma. Innych listów spotykamy niewiele: trzy do
Loty i dwa do Alberta. Oprócz listów mamy jednak drobne notatki,
jakby wyjątki z dziennika.
Autor przedstawia się czytelnikowi tylko jako wydawca
pozostałych rękopiśmiennych pamiątek po nieszczęśliwym młodzieńcu:
zabiera głos tylko w krótkiem słowie wstępnem oraz w uwagach, w
których występuje zresztą bardzo dyskretnie.
Usprawiedliwia się w przypisach, że zmienia nazwy
miejscowości i osób, wypuszcza nazwiska autorów i dzieł, które Lota
lubi, rzekomo dlatego, by nie urazić innych autorów, a wreszcie
usprawiedliwia się z tego, że nie zamieszcza prywatnego listu
ministra. Wszystkie te szczegóły są oczywiście fikcją, celem zaś
fikcji jest wzbudzenie w czytelniku przekonania, że autor postępuje
z całą dokładnością i pedanterją, wobec czego listy Wertera tem
bardziej zyskują na autentyczności. Na specjalną uwagę zasługuje
przypisek autora do listu z dnia 1 lipca: uwaga o ukazaniu się w
okresie czasu między chwilą akcji a chwilą wydania utworu kazań
Lavatera pogłębić ma oczywiście to przekonanie o autentyczności
listów Wertera.
W drugiej części musiał jednak autor dać w tekście dłuższe
wyjaśnienia od siebie samego, jako "uwagi wydawcy". Jest to
przecież logicznie umotywowane: "wydawca" przemawia wszędzie, gdzie
Werter nie może objektywnie oceniać stosunków, zwłaszcza o ile
chodzi o stosunek Alberta do Loty.
Bardzo szczęśliwym pomysłem artystycznym było rzucenie
sylwety Wertera na tło jego stosunku do przyjaciela. Listy do
innych osób są tylko wyjątkowo tu podane, zresztą zwraca się Werter
zawsze do jednej osoby. Daje to autorowi możność wszechstronnego
oświetlenia postaci Wertera z jednego, uprzednio wybranego punktu.
Przyjaciel ten, to postać mało indywidualna. Werter wierzy w jego
szczere przywiązanie, ale uważa, że nie odbiega on od ogólnego,
normalnego typu ludzi. Węzeł łączący ich obu stanowi tylko uczucie
przyjaźni, a nie wspólność upodobań czy też usposobienia.
Budowa
Wertera przeprowadzona jest z wielkim artyzmem. Niema ani
jednego listu, ani jednego szczegółu, który byłby obojętny, -
wszystko jest celowe, wszystko ma nas przygotować do ostatecznej
katastrofy, do samobójstwa Wertera. Są przecież w
Werterze epizody, celem ich jednak jest nietylko ożywić i
urozmaicić treść utworu, posiadającego w rzeczywistości bardzo
skromną akcję, lecz stoją one w ścisłym związku z całością utworu.
Osoby epizodycznie tu występujące wzbudzają zaufanie Wertera,
Werter osobiście się niemi interesuje, przejmuje się ich losem, są
one wreszcie jakby prognozami jego własnych losów.
Za przybyciem do nowego miejsca pobytu poznaje Werter w
Wahlheimie młodą kobietę i jej dzieci, z których zwłaszcza Jaś
bardzo mu się podoba. Werter jest wtedy szczęśliwy - pełen sił i
nadziei; tak samo młoda kobieta jest pełna najlepszych przeczuć.
Mąż jej udał się do Szwajcarji po spadek, niewątpliwie więc, jej
zdaniem, rodzina cała stoi u progu lepszej przyszłości i dobrobytu.
Werter spotyka ją znowu po kilku miesiącach; jakże zmieniony obraz:
nadzieje na spadek zawiodły, - mąż wrócił z podróży chory, bez
grosza, - Jaś ukochany umarł, - rodzina cała w smutku i nędzy. I
Wertera dusza w smutku i rozterce - nieszczęście narówni ich
dotknęło. Lecz jest jeszcze jeden człowiek, którego losem Werter
gorąco się zajmuje, co więcej, z nim sam się utożsamia: - to
wiejski parobczak, kochający swą gospodynię. Niemal równolegle losy
ich się toczą - obydwaj kochają - kochają bez wzajemności, obydwaj
nie mogą wyrzec się szczęścia, względnie zezwolić na szczęście
ukochanej z innym. Obydwaj rozwiązują krwawo tragiczną sytuację.
Parobczak zabija rywala, Werter siebie. Katastrofa parobczaka
wyprzedza o niewiele dni katastrofę samego bohatera.
Tak samo w przyrodzie obserwuje Werter katastrofy, które
zdarzają się równocześnie z jego przeżyciami duchowemi. Orzechy na
probostwie w St., których pięknością tak się cieszył, ulec musiały
kaprysom nowej pani pastorowej. Ulegnie kaprysowi losu i swego
charakteru także i Werter. Jeszcze jedną analogję nasuwa Werterowi
widok młodego obłąkanego człowieka. Jego miłość doprowadziła do
utraty zmysłów - Wertera do utraty życia.
Inne epizody, a więc zajście w domu hrabiego w C., przeżycia
Wertera w służbie dyplomatycznej - są konieczne jako szczeble
skromnej zresztą akcji utworu.
Goethe dał w Werterze obraz człowieka swej epoki, człowieka
spotykanego w owym czasie często, obraz młodzieńca, który był w
niezgodzie z sobą i światem. Werter jest przedstawicielem
rozpowszechnionego w owej epoce t. zw. Weltschmerzu. Niemożność
zbadania ostatecznej przyczyny wszechbytu, nierozwiązalność
najważniejszych zagadnień życia, przy równoczesnej utracie silnego,
głębokiego uczucia religijnego, stworzyły nastrój nieznośny.
Jednostki niezdolne do tego, by rozwiązać owe zagadki życia, a
zarazem niezdolne wyrzec się takiego rozwiązania, musiało to
doprowadzać w danych warunkach - do wyciągania ostatecznych
konsekwencyj. Szalony rozdźwięk pomiędzy zamiarem a możliwością
jego spełnienia, pomiędzy tem, czego pożądała spragniona dusza, a
rezultatem pożądań, pomiędzy odczuwanemi i przeczuwanemi
tajemnicami natury a istotną wiedzą, wytwarzał stan niepewności,
którego spokojne rozwiązanie mogło nastąpić tylko w umyśle
człowieka połowicznego.
Otóż świetnie odtworzony typ człowieka opanowanego bólem
wszechludzkim (t. zw.
Weltschmerz) dał Goethe w Werterze i stworzył pomnik epoki
oraz wzór postaci spotykanych potem niejednokrotnie w życiu i
literaturze.
Ponadto są
Cierpienia Wertera wspaniałą opowieścią miłości, jednym z
najwspanialszych poematów, opowiadających dzieje biednego serca
ludzkiego. Mistrzowskie pióro Goethego, jego artyzm, a uwłaszcza
żywy związek z życiem, jaki cechuje utwór, sprawiają, że Werter i
Lota stanęli w kulturalnym świecie obok Hery i Leandra, Abelarda i
Heloizy, Tristana i Izoldy, Petrarki i Laury - jako nowa para
kochanków.
Cierpienia Wertera stały się pomnikiem zawsze aktualnych
przeżyć ludzkich, wypowiedziały to, co rozpierało pierś wielu
młodzieńców, dały gotowy wyraz rozkoszy, bólu i zawodu pierwszej,
czystej, a niespełnionej miłości. Mimo upływu dziesiątków lat, mimo
że odeszliśmy bardzo daleko od ludzi i epoki, odmalowanych w tym
utworze, - wyraz, jaki tu znalazła miłość, jest zawsze żywy, wprost
nieśmiertelny. Napoleon, który chlubił się, że siedm razy czytał
Wertera, nie zwrócił uwagi na jego stronę filozoficzną,
nie dlatego, by jej nie mógł zrozumieć, lecz tylko dlatego, że
Werter pod tym względem był o całe niebo od niego różny; przemówiły
jednak do niego dzieje Wertera językiem głębokiej miłości, uczucia
nieobcego i "bogowi wojny". Dziś nie poleją się już pewnie łzy
czytelnika na karty tej książki, wyrwie ona jednak z piersi
niejedno westchnienie. Przemawiają do duszy, gdyż miłość Wertera
jest czystą, żądzy jest w niej tyle, ile być musi w człowieku
młodym, w którego żyłach płynie krew.
Gdyby był Werter zdołał osiągnąć cel swoich pragnień,
złączyć się z umiłowaną osobą, niewątpliwie i tak nie byłby
szczęśliwy. Przy swej konstrukcji duchowej byłby uległ rozbiciu
przy innej sposobności, a tej nie byłoby mu życie oszczędziło.
Przez wprowadzenie właśnie pierwiastku wewnętrznego rozbicia
autor dał
Cierpieniom głębszy podkład, a także umożliwił sobie
łatwiejsze rozwiązanie problemu artystycznego, który nie był łatwy.
Goethe, wybierając temat zawiedzionej miłości i przeprowadzając go
w głównych schematach zgodnie z przeżyciami osobistemi, względnie
Jeruzalema, pozbawił się czynnika zaciekawienia, który możnaby było
zapomocą zawikłanej fabuły łatwo uzyskać. Czytelnika przykuł samem
przedstawieniem przejść duchowych bohatera. Zamiast szeregu
zdarzeń, dał nam szereg stanów duszy. Ograniczając się znowu do
pewnej monotonji listów, w olbrzymiej większości do jednego
człowieka pisanych, mimo to wprowadził w tej jednolitości ogromną
rozmaitość. Przed oczyma naszemi przesuwają się coraz nowe postaci,
coraz nowe sytuacje, coraz nowe myśli. Każda z tych postaci jest
żywa, dla każdej wyznaczone odpowiednie miejsce w układzie całości,
tak, że razem biorąc, stanowią wprost idealne tło, na którem
występuje bohater główny, jego przeżycia i charakter.
Wprowadzenie motywu podrażnionej ambicji osobistej
umożliwiło znowu pokazanie szeregu scen z życia towarzyskiego
ówczesnych Niemiec i pozwoliło przełamać przeżycia Wertera na dwie
części, urozmaicając je scenami satyrycznemu.
Przez cały czas czytania utworu jesteśmy pod urokiem tej
prawdy życiowej i tego ciepła, jakie wieje z kart tej książki.
Postać Wertera, którą możnaby zestawić chyba tylko z Hamletem,
przykuwa całą naszą uwagę i każe razem współczuć. Tam zaś, gdzie
nasze oko i nasze serce nie znajduje karmi, tam pobudza poeta nasze
życie duchowe. Głębokie uwagi o stosunku człowieka do wszechświata,
człowieka do natury, obowiązku i żądzy, zła i dobra, rozsypane bez
jakiegoś ukrytego planu - zmuszają nas ze stanowiska wieczności
wejrzeć w świat własnych przeżyć i w świat przeżyć bohatera.
Poeta dał nam wspaniale odtworzony typ, w owej epoce częsty,
uwydatniając w nim pierwiastki ogólnoludzkie. Ponadto dał świetny
wyraz prawdziwemu uczuciu, opromieniając blaskiem poezji serdeczne
przeżycia zawiedzionej miłości.
Dwa czynniki zadecydowały o wiekuistej wartości i
aktualności dzieła: jego wysoki artyzm, i to, co z najtajniejszych,
najistotniejszych przeżyć ludzkich tu zanotowano.