Cienie Forest Road - R. B. Kolas

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (20,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 3

Jade stała w progu skromnie urządzonego mieszkania sąsiada Wrightów, Stanleya. Słońce nieśmiało wpadało przez okno, jakby samo miało wątpliwości, czy chce być świadkiem tego spotkania.

Stanley, mężczyzna o twarzy przypominającej połączenie zmarszczonej śliwki z pretensją do świata, usiadł ciężko na kanapie. Jego dłonie skrzyżowały się na kolanach w pozycji człowieka, który zaraz wygłosi kazanie o upadku współczesnych obyczajów.

- Dziękuję, że zgodziłeś się porozmawiać, Stanley - zaczęła Jade, tonem wymuszającym uprzejmość. - Chciałabym dowiedzieć się, czy zauważyłeś coś podejrzanego w dniach przed morderstwem pani Wright.

Stanley prychnął, jakby pytanie było osobistą obrazą.

- Może zauważyłem, a może nie. Każdy ma swoje sprawy, paniusiu.

Jade westchnęła cicho. To będzie długa rozmowa.

- Czyli nie zwróciłeś uwagi, czy kręcił się tu ktoś obcy?

- Może się kręcił, może nie. Ja tam wścibski nie jestem - odpowiedział, patrząc uporczywie w ścianę, jakby właśnie tam działo się coś o wiele ciekawszego niż rozmowa z detektywką.

- Podobno w dniu śmierci Madison w pubie był jakiś obcy mężczyzna. Siedział przy stoliku obok ciebie. William mówił, że miał ciemną bluzę i czapkę z daszkiem. Może mógłbyś go opisać?

Stanley poruszył się niespokojnie. Jego twarz przybrała minę człowieka, który właśnie usłyszał największą głupotę w życiu.

- Wypraszam sobie! - wybuchł. - Ja się żadnym chłopom nie przyglądam! Może William tak ma, ale ja? Ja się znam na kobietach! Kobitki to co innego - spojrzysz, uśmiechniesz się, pogadasz. A faceci? Phi!

Jade uniosła brew, z trudem powstrzymując śmiech.

- To nie o podziwianie chodzi, tylko o obserwację, Stanley.

- Aha! No to nie. Ja się na obserwacjach nie znam. W telewizji to może i widzą, kto komu coś zrobił, ale ja mam wzrok normalny, nie jak ten CSI z Ameryki.

Jade zamilkła, licząc do dziesięciu, żeby nie powiedzieć nic, czego mogłaby żałować.

- Dobrze. A może chociaż pamiętasz coś dziwnego? Zachowanie, ubranie, cokolwiek?

Stanley podrapał się po głowie.

- Dziwne to było to, że kelnerka mi podała zimne piwo. To zapamiętałem. A ten facet... no był. Miał czapkę. I chyba uszy. - Zastanowił się chwilę. - Tak, na pewno miał uszy.

Jade westchnęła ciężko.

- Dziękuję, Stanley. To bardzo... pomocne.

- Nie ma za co, pani detektyw. Jakby co, to ja zawsze do usług. Tylko proszę wcześniej zadzwonić, bo jak jem, to nie lubię, jak mi ktoś przeszkadza.

Wychodząc, Jade miała wrażenie, że jej inteligencja właśnie zderzyła się czołowo z betonem.

***

Kiedy Jade wyszła od Stanleya, miała ochotę walnąć głową w mur. Rozmowa z nim była jak próba wydobycia sensu z instrukcji obsługi tostera napisanego po starohebrajsku.

Zatrzasnęła za sobą drzwi, odetchnęła głęboko i obiecała sobie, że jeśli jeszcze raz ktoś ją odeśle do takiego świadka, to po prostu ucieknie do klasztoru i zostanie zakonnicą.

W tym samym momencie zauważyła Williama Wrighta. Mężczyzna wsiadał do swojego samochodu z miną człowieka, który ma przed sobą bardzo konkretny plan. No proszę, pan notariusz ruszył na podbój świata - pomyślała Jade.

Nie zastanawiając się długo, wsiadła do auta i ruszyła za nim, zachowując bezpieczny dystans.

Po kilku kilometrach William zatrzymał się w centrum Taunton. Jade, obserwując z bocznej uliczki, zanotowała jego każdy ruch.

Najpierw elegancki butik - z którego wyszedł z torbą pełną damskich ubrań. Ubrania, które wyglądały zdecydowanie za szykownie jak na świeżego wdowca.

- Świetnie, czyli żałobę przeżywa wśród koronek i kaszmiru - mruknęła pod nosem.

Chwilę później odwiedził jubilera. Z dumą trzymał pudełko z wytwornym zegarkiem, jakby właśnie kupił sobie przepustkę do lepszego świata.

Jade zapisywała wszystko skrupulatnie w notesie, choć w duchu coraz bardziej narastało w niej zniecierpliwienie.

- Wygląda na to, że zamiast żałoby mamy tu terapię zakupową z elementami luksusu - mruknęła ironicznie.

Kiedy William zaparkował pod budynkiem uniwersytetu, Jade znowu wytężyła wzrok. Wysiadł, poprawił marynarkę i ruszył do wejścia z miną człowieka, który idzie po odbiór nagrody Nobla.

Chwilę później drzwi otworzyły się ponownie i na zewnątrz wybiegła Martha Simpson - ta sama, która poprzedniego wieczoru z uśmiechem obsługiwała ich w pubie.