Ciebie tu nie ma - Natalia Kulpińska

Kup ebooka

46.90 zł
37.52 zł (37,42 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Prolog

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

EPILOG

PODZIĘKOWANIA

Prolog

- Nie skacz. - Słyszę za plecami przyjemny, znajomy głos.

Nie odwracam się jednak, bo wiem, że za chwilę usiądzie obok mnie. Zawsze to robi. Ten schemat powtarza się dosłownie za każdym razem.

- Dobrze wiesz, że nigdy tego nie robię. Dlaczego za każdym razem mi to mówisz? - Spoglądam na chłopaka, który bez słowa usadawia się bardzo blisko mnie.

Pachnie jakimś kokosowym szamponem i miętą z żutej gumy. Pewnie dlatego, że to moje ulubione zapachy i sama ich używam.

Siedzimy na wysokim, skalnym klifie, z którego rozpościera się niesamowity widok na nasze miasto. Faktycznie, gdybym teraz skoczyła, zginęłabym od uderzenia o kamienie, których na dole znajduje się niezliczona ilość. Nie wiem natomiast, dlaczego miałabym to robić. Kocham swoje życie, a przychodzę tu tylko dla tego widoku i dla niego. Chociaż słowo "przychodzę" jest mocno na wyrost, bo nie robię tego z własnej woli. Nawet nie wiem, gdzie znajduje się to miejsce, ten klif i kim właściwie jest mój towarzysz.

To tylko piękny sen, a chłopak, niemalże idealny w każdym calu, to wytwór mojej wyobraźni.

Uwielbiam jednak te nasze "spotkania", nawet jeśli są jedynie obcym bytem utworzonym w mojej szalonej, młodej głowie. Ta odskocznia od nudnej codzienności zawsze dostarcza mi sporo pozytywnej energii na kolejne dni. Czerpię ją zachłannie, bo nigdy nie wiem, kiedy znów się zobaczymy.

- Jeśli kiedyś jednak zechcesz skoczyć, pamiętaj o mnie - mówi i uśmiecha się nieśmiało, a jego oczy mienią się od blasku gwiazd.

Schemat niemalże zawsze powiela się ten sam, ale pory dnia i roku się zmieniają. Wiele zależy też od mojego nastroju.

Wiem, że w prawdziwym życiu nie zwróciłby na mnie uwagi. Jestem zwyczajną, szarą myszką z niezbyt zamożnego domu. Nie wyróżniam się spośród moich rówieśników. Staram się być przezroczysta, a moje nudne życie czyni mnie po prostu nijaką. On za to wygląda niczym książę z bajki.

Ma urocze kręcone, blond włosy, równiutkie zęby i jak na swój młody wiek mocno zarysowaną szczękę, choć tak naprawdę mogę się jedynie domyślać, że mógłby mieć może około osiemnastu lat, co stawia go na pierwszym miejscu w moim rankingu ideałów. Kompletnie nieosiągalnych, muszę zaznaczyć. Jako kujonka chodząca wiecznie z nosem w książkach, ubierająca się w jedyny, słuszny, czarny kolor, znajduję się poza rankingiem dziewczyn, z którymi warto się umówić.

- Obiecuję, pomyślę o tobie. Zawsze o tobie myślę. - Uśmiecham się, bo wiem, że nic więcej nie muszę mówić.

Każda nasza rozmowa wygląda tak samo. Później już tylko siedzimy bez słowa. Ja kładę głowę na jego ramieniu, a on muska delikatnie moją rękę. Rozdziela nas poranek i dźwięk budzika oznajmiającego, że czas iść do szkoły.

O dziwo, te nasze spotkania nigdy mnie nie nudzą. Wręcz czekam na nie z niecierpliwością, bo nie zdarzają się co noc. Dzięki nim nie czuję się tak bardzo samotna i chociaż w wyimaginowanym świecie znajduje się chłopak, który mnie kocha. A przynajmniej tak sobie to wyobrażam.

Ostatnio zauważyłam, że pojawia się w moich snach, gdy mam nieco gorszy dzień. Gdy oceny w szkole nie są takie, jakbym chciała. Gdy pokłócę się z przyjaciółką lub rodzicami, którzy, jeśli chodzi o naukę, są bardzo wymagający, żeby nie powiedzieć: nadgorliwi do granic.

Uczę się najlepiej w szkole, bo jak twierdzą, dobre stopnie otworzą mi drzwi do dostatniego życia. Posłali mnie rok wcześniej do pierwszej klasy, twierdząc, że jestem zdolnym dzieckiem. Stałam się ucieleśnieniem ich niespełnionych ambicji, więc robią wszystko, bym nie podzieliła ich losu i nie utknęła na całe życie przy taśmie w fabryce. Ja wiem, że nie wyniki egzaminów są ważne, tylko ambicja i samozaparcie w dążeniu do ideału, ale z drugiej strony lubię się uczyć. Przychodzi mi to z ogromną łatwością, więc w tym wypadku łączę przyjemne z pożytecznym. Mogliby tylko nieco wyluzować i przyjąć, że czwórki też są dobrymi ocenami.

Niestety, mam wpojone, że poniżej piątki to tak, jakbym nie zaliczyła kompletnie. Bardzo trudne to zadanie sprostać tak wysokim wymaganiom, ale do tej pory jakoś mi się udawało. Okupuję to godzinami spędzonymi nad książkami. Co mam jednak innego robić, gdy oficjalnie mam zakazane wychodzenie na imprezy, do znajomych czy spotykanie się z chłopakami? Dopóki nie pójdę na studia, mam robić wszystko pod dyktando rodziców.

Czasem przez to czuję się jak więzień, którego omija całe życie. Moi znajomi bawią się, korzystają z życia, zakochują się i zrywają. Ja mam tylko książki. Książki i rodziców, którzy chyba zapomnieli, czym jest młodość.

Jeśli akurat nie śnię o idealnym chłopaku, to marzę o nim na jawie i powracam myślami do jego niebieskich oczu, które zawsze patrzą na mnie w ten sam sposób: z miłością, podziwem i troską. On mnie uspokaja i napełnia przedziwną mocą. Wiem, że gdy będzie mi źle, on się zjawi, by mnie pocieszyć, niczym dobry duch.

Jedyne, czego się boję, to tego, że kiedyś zniknie, a ja nie będę wiedziała, jak dalej żyć.

Rozdział 1

ARIA

- Aria! Ziemia do Arii! Nastąpiła inwazja kosmitów, mamy dziesięć minut, by opuścić planetę.

- Słucham? Jacy kosmici, co ty bredzisz? - Otrząsam się z resztek snu na jawie i spoglądam na Vesnę, moją przyjaciółkę, która nie może powstrzymać się od tłumionego śmiechu. Wygląda, jakby miała się zaraz udusić.

- Znowu o nim śniłaś? - Przechyla głowę, wlepiając we mnie błękit swoich oczu.

Moje są podobnej barwy, może nieco bardziej szare, zupełnie jak sprana dusza.

- Tak, tej nocy - odpowiadam i wzdycham przeciągle, bo każda wzmianka o moim chłopaku ze snów powoduje we mnie falę euforii.

Rozglądam się po szkolnym korytarzu, jakbym obawiała się, że ktoś podsłucha mój sekret. Niejedna osoba by mnie pewnie wyśmiała z tego powodu, bo to nieco dziecinne marzyć o chłopaku, który nie istnieje.

- I co? - pyta mnie z takim podnieceniem w głosie, jakbym jej co najmniej powiedziała, że się z nim umówiłam w prawdziwym życiu.

- To, co zawsze. On mi zabrania skakać, choć wcale tego nie planuję, ja go zapewniam, że nigdy tego nie zrobię, a później siedzimy w milczeniu, aż nastaje ranek i muszę wstać z łóżka. - Wzruszam ramionami. - Nuda, jednym słowem, ale lubię ją. - Uśmiecham się nieśmiało.

Kocham przyjaciółkę, chociaż jest moim kompletnym przeciwieństwem. To niebieskooka blondynka, która ubóstwia pastelowe kolory i róż w każdej postaci. W mojej szafie nie znajdzie się innych ubrań jak czarne. Ona preferuje delikatny makijaż, a idealna cera i ciemniejsza oprawa oczu jej to ułatwiają. Ja nie rozstaję się z czarną kredką, którą dość intensywnie podkreślam błękit moich tęczówek. Wydaje mi się, że dzięki temu są bardziej wyraziste.

Ją biorą najczęściej za naiwną idiotkę, a mnie za mrukliwego odludka. Prawda jest jednak taka, że Vesna to najmądrzejsza osoba, jaką znam, a ja zwyczajnie nie ufam ludziom i żeby móc z nimi obcować, muszę się oswoić i zaufać. Może i jestem też nieco nieśmiała. Brakuje mi tej pewności siebie, którą mają niektóre dziewczyny z naszej klasy czy szkoły.

Gdzie miałam nauczyć się przebojowości, skoro jedyny kontakt z ludźmi w moim wieku mam na szkolnym korytarzu podczas przerw?

Nie biorę udziału w życiu, poza tym budynkiem. Wracam potulnie do domu i siadam do lekcji. Jeśli nie mam nic zadane, mama każe mi przerabiać materiał do przodu. Jestem jak ten chomik w kołowrotku. Moje życie kończy się na szklanym akwarium, z którego mogę jedynie podziwiać świat.

Mam dopiero siedemnaście lat, więc uważam, że wszystko przede mną i nie raz mój charakter będzie się kształtował. Obawiam się tylko, że gdy przyjdzie mi się zmierzyć z tym prawdziwym życiem, nie będę potrafiła zrobić choćby jednego kroku.

- Może jakbyś przestała o nim fantazjować, to w końcu przestałby nawiedzać cię w snach. Dla mnie to trochę upiorne. Ja tam wolę facetów z krwi i kości - mówi z lekką pogardą w głosie Vesna, chociaż jeszcze przed chwilą niemalże piszczała, jak o nim mówiłam.

Plotki o facetach. Coś, czego szczerze nie znoszę. Do tej pory żaden nie zawładnął moim sercem na tyle, bym choćby pomyślała o jakimkolwiek związku. Prawdą jest też to, że z ogromną skutecznością zwyczajnie ich do siebie zrażam. Nie chcę, by mi przeszkadzali i mnie rozpraszali, ale też mam zabronione randkowanie. A skoro nie mogę, to po co zawracać sobie głowę?

- Wcale tak dużo o nim nie myślę - oburzam się, modląc się w duchu, by zadzwonił dzwonek, który przerwie ogień pytań mojej wścibskiej przyjaciółki i jednocześnie zaprowadzi nas na znienawidzoną przeze mnie matematykę.

- Tak, akurat - prycha, ale na szczęście coś jej się przypomina i zmienia nieco temat. - Widziałaś już tego nowego chłopaka, który ma przyjść do naszej szkoły od nowego roku?

- On podobno nie jest nowy, tylko na jakiś czas musiał się przenieść do innego miasta. Poza tym, dobrze wiesz, że trzymam się z daleka od tych wszystkich sensacji. Tym bardziej że mnie już tu nie będzie, gdy on się zjawi.

- Podobno to przystojniak. - Szturcha mnie łokciem, na co przewracam oczami.

- No tak, to najważniejsze. - Śmieję się, a kątem oka dostrzegam przyjaciela, który zmierza w nasza stronę.

To moja jedyna deska ratunku, zwłaszcza że nie wie nic o moim chłopaku ze snów.

Trzeba zmienić temat, co jest mi ogromnie na rękę.

- Komu tym razem obrabiacie tyłek? - Dołącza do nas na podłodze i opiera się wygodnie o ścianę. Siada tak blisko, że stykamy się ramionami i czuję ciepło jego ciała.

- Vesna nie może się doczekać, aż zobaczy nowego. - Poruszam wymownie brwiami i oboje z Erykiem wybuchamy śmiechem.

- Zapomnij o nim. Jest trzy lata starszy od nas, więc takie gówniary jak wy nie będą go interesować. - Szturcha mnie, obserwując reakcję dziewczyny.

- To dlaczego ma dołączyć do ostatniego rocznika? - Vesna wstaje, krzyżuje ręce na klatce piersiowej i tupie nerwowo nogą.

- Nie każdy to taki geniusz jak ty. Niektórzy muszą powtarzać klasę - tłumaczę jej, starając się, by w moim głosie nie pojawiła się nutka złośliwości.

- Jest pełnoletni, nie musi się już uczyć. - Przyjaciółka nie odpuszcza.

- Nie musi, ale może chce. Nie wiesz, co go w życiu spotkało. Nie oceniaj kogoś, jeśli nie widziałaś danej osoby na oczy - bronię go, chociaż sama nie wiem właściwie czemu, skoro to kompletnie obojętny mi człowiek.

Trzy lata różnicy? Co się musiało stać, że tak bardzo mu nie poszło?

- Słyszałem, że to straszny dupek i podrywacz. - Eryk świetnie się bawi kosztem naszej koleżanki, która zaraz zacznie puszczać parę uszami.

Niestety, ale wyczuła potencjalną ofiarę w nowym przybyszu, więc już pewnie planuje zarzucić na niego haczyk z przynętą i pomimo skończonej szkoły przychodzić pod nią, by go poderwać.

- Nie przeszkadza mi to. - Vesna wzrusza ramionami. - Zresztą ciekawe, skąd masz takie informacje. Nabijasz się ze mnie?

- Gdzieżbym śmiał.

Dzwonek przerywa tę coraz bardziej męczącą mnie rozmowę, na co ochoczo się podrywam i ustawiam przed drzwiami od klasy. Jak zawsze jestem pierwsza.

Nigdy jeszcze się nie spóźniłam na żadną lekcję, przez co dostałam oczywiście słuszną łatkę kujonki.

Muszę jednak przyznać, że mimo tego wszystkiego, jak wyglądam, jak się ubieram i co niektórzy o mnie mówią, to raczej mnie lubią i zawsze chętnie każdemu pomogę. No dobra, kumpluję się z garstką ludzi, a reszta zwyczajnie ma mnie gdzieś, co czyni mnie raczej średnią kastą w szkole.

Są gwiazdy, królowe, które wygrywają wszystkie konkursy urody i członkowie zespołów futbolowych. Oni z kolei są bożyszczami dziewczyn i pewnymi siebie dupkami. Jest też ta najniższa grupa, której nikt nie lubi, bo są zwyczajnie dziwni. Ja też w wielu oczach taka właśnie jestem, ale chyba nie na tyle, by zepchnąć mnie na najniższy poziom popularności.

Dobrze mi w tym moim nijakim świecie, bo przynajmniej trzymam się z dala od wszelkich afer, kłótni o chłopaków i kolejnych dramatów modowych. Stoję gdzieś z boku jako anonimowy obserwator.

Ostatnia lekcja mija mi zadziwiająco szybko. Wykręcam się od spaceru z Vesną i Erykiem i ruszam do domu. Zawsze muszę zjawiać się o określonej godzinie, a gdy cokolwiek mi wypadnie, mam dzwonić i informować, podając konkretne wymówki. Dzisiaj nie mam ochoty się tłumaczyć, z kim wychodzę i dokąd oraz po co idziemy. Zbliżający się weekend mam ochotę spędzić na czytaniu książki. Planuję też pobiegać, by być najlepszą w nadchodzących zawodach w biegu na pięć kilometrów. Tak, w sporcie też muszę osiągać sukcesy, bo nigdy nic nie wiadomo.

Ze smutkiem odkrywam, że pada deszcz. Głębokie kałuże świadczą o tym, że aktualny stan trwa już dłuższy czas, a ja skupiona na tym, co mówiła nauczycielka, nawet nie spojrzałam za okno. Świetnie. Nie mam parasola, autobus mi właśnie spieprzył sprzed nosa, więc czeka mnie dwukilometrowy spacer do domu.

- Podwieźć cię?

Odwracam się, by spojrzeć na osobę, która to mówi. To Max, kolega z klasy, który dojeżdża do szkoły skuterem.

- Dzięki, ale jakoś słabo to widzę. - Spoglądam na ociekający wodą motorek. - Nic mi już bardziej nie zaszkodzi, więc przejdę się. Nie chcę spaść do pierwszej lepszej kałuży.

- Jak chcesz. - Wzrusza ramionami, nakłada kask na mokre włosy i siada, nie przetarłszy nawet ręką siedziska. - Do poniedziałku. - Odpala swój rydwan i tyle go widzę.

Powód, przez który odmówiłam wspólnej jazdy, jest zupełnie inny. On mi się podoba, ale zbyt wielki tchórz ze mnie, by mu o tym powiedzieć. Chybabym umarła, jakbym miała go obejmować i być tak blisko.

Przemierzam przemoczone chodniki, a woda przemaka już powoli nawet do majtek. Leje jak z cebra i na sekundę nie chce przestać. Jedyne, o czym marzę, to gorąca herbata, koc i książka.

Oczywiście nie powieść obyczajowa, ale na przykład podręcznik od angielskiego.

Zastanawiam się, czy dzisiaj również będę śniła o blond chłopaku. Czy znów będzie to taki sam sen jak zawsze. Może w końcu się coś zmieni?

Rozmyślenia przerywa potężna fala brudnej wody z ulicy, ochlapująca mnie od czubka głowy po stopy.

Teraz już mogę się cała położyć w tej kałuży i nie zrobi mi to różnicy.

- Jak jeździsz, baranie?! - drę się do tyłu czarnego auta, które odjeżdża sobie, jak gdyby nigdy nic.

Nie widzę tablic rejestracyjnych ani jaka to właściwie marka. Jedyna charakterystyczna rzecz to czerwony tylny zderzak, który musiał być założony od innego samochodu, bo reszta jest czarna albo granatowa.

- Palant! - warczę pod nosem i przyspieszam kroku, by jak najszybciej pozbyć się tych mokrych szmat.

Wpadam wściekła do mieszkania. Moja mama miała pierwszą zmianę w pracy, więc zastaję ją już w domu. Ciskam plecak do łazienki i po chwili też tam wchodzę.

- Nikt ci nie mówił, że nie pływa się w ubraniach w basenie? - Zwabiona hałasami staje w drzwiach, a jej oczy wyrażają przejęcie i rozbawienie.

Rzadko zdarza jej się żartować. Raczej zawsze jest poważna i opanowana, co czyni z niej prawdziwą królową lodu, której boją się moi znajomi. Ja trochę też.

- Bardzo śmieszne - prycham. - Jakiś dupek ochlapał mnie wodą z kałuży. Bezczelnie w nią wjechał i nawet się nie zatrzymał, by mnie przeprosić.

Mokre ubrania z plaskiem lądują w brodziku prysznicowym, a ja, będąc w samej bieliźnie, owijam się ręcznikiem.

- Ario Green, wyrażaj się, proszę.

- Przepraszam, ale jestem zdenerwowana.

- Idę ci zrobić herbatę, a ty wskakuj pod ciepłą wodę, bo jeszcze się przeziębisz. Nie możesz opuszczać lekcji, to końcówka roku, więc każda ocena się liczy.

Mama znika za zamykającymi się drzwiami, a ja jedynie głośno wzdycham. No tak, oceny najważniejsze. I tak żadna czwórka czy nawet trójka nie popsułaby mi planów, bo mam same szóstki i piątki, ale dla rodziców to nie wytłumaczenie. Kocham ich i wiem, że chcą dla mnie jak najlepiej, lecz wolałabym być nie tylko ambitnym planem, ale również ich nastoletnią córką, która ma bardziej przyziemne potrzeby jak przyjaźń czy miłość.

Na dyskotekę będę mogła pójść, ale dopiero w wakacje, do których został miesiąc. Staram się nie narzekać, lecz są momenty, gdy jest mi trochę trudno zrozumieć, że niektórych rzeczy nie mogę, bo tak zadecydowali moi rodzice.

Wkładam czysty, pachnący dres, włączam pranie i siadam na kanapie w salonie.

Czekają już na mnie gorąca herbata, ciasteczka i mama, która spogląda na mnie jakoś tak inaczej niż zwykle.

- Dlaczego tak mi się przyglądasz? - pytam z konsternacją w głosie.

- Uznaliśmy z tatą, że potrzeba ci trochę więcej luzu. Przez te wszystkie lata udowodniłaś nam, że możemy ci ufać. Uczysz się ponadprzeciętnie dobrze. Jeśli obiecasz, że nie wpłynie to na twoje oceny, to możesz wychodzić gdzieś na weekendy ze znajomymi.

- Zaskoczyłaś mnie, nie wiem, co powiedzieć. - Upijam pyszną, malinową herbatę, zastanawiając się jednocześnie, czy nie ma tu jakiegoś podstępu. - Jest jeszcze coś, co chcesz mi powiedzieć? Jakiś haczyk?

Nie wierzę w szczere intencje mojej rodzicielki.

- W zasadzie, to tak. - Spuszcza głowę, a ja dostrzegam jej zaciśnięte w pięści dłonie. - Rozwodzimy się z tatą - oznajmia, a ja zaciskam mocniej palce na uchu kubka.

Domyślałam się tego, ale po cichu liczyłam, że nigdy do tego nie dojdzie i być może jakoś się dogadają.

- Jak sobie to dalej wyobrażacie? Gdzie będę mieszkać? - pytam, nie kryjąc pretensji.

- Wybór teoretycznie należy do ciebie, chociaż wolałabym, żebyś została tutaj. Musisz jednak wiedzieć, że niedługo wprowadzi się do nas mój przyjaciel.

- Słucham? Masz romans?! - unoszę głos, chociaż nigdy nie krzyczałam na rodziców.

Ta informacja jest niczym kubeł zimnej wody wylany na głowę.

- Tak wyszło. Nie muszę ci się tłumaczyć - stwierdza sucho, a ja nie poznaję własnej matki.

Czyli jej dobry humor to były jedynie pozory. Próba udobruchania mnie, bym w pewien sposób łatwiej przyswoiła tę trudną informację.

- Masz rację, nie musisz - mruczę wściekle pod nosem, a w oczach stają mi łzy. - Gdzie tata?

- Wyprowadził się do hotelu Cambria, w północnej części Phoenix.

- Dlaczego uciekł bez rozmowy ze mną? - Mierzę mamę surowym spojrzeniem i już wszystko wiem. - Nie zniósł tego, że jego miejsce ma zająć ktoś inny? Wściekł się i...

- Tata też kogoś ma - przerywa mi. - Graliśmy przed tobą, żebyś jakoś bezproblemowo dociągnęła do końca roku. Masz już wybrane studia, więc na czas wakacji możesz wybrać, z którym z nas chcesz mieszkać. Później i tak pójdziesz do akademika. Jakoś to będzie.

- Mówisz tak, jakbym nagle stała się problemem, którego oboje chcecie się pozbyć. - Głos mi się łamie.

- Źle to odbierasz. Po prostu nie możemy już dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Dorosłaś na tyle, że możesz decydować sama o sobie. Niczego ci nie będziemy narzucać.

- Nagle masz mnie za dorosłą? - wybucham i wstając, potrącam kubek z niedopitą herbatą, który z hukiem ląduje na podłodze, rozbryzgując zawartość dookoła. - Jeszcze do dzisiaj traktowaliście mnie nieco inaczej. Podczas gdy moi rówieśnicy mogli robić, co chcieli, spotykać się, z kim chcieli, i chodzić tam, gdzie chcieli, ja musiałam spowiadać się ze wszystkiego i ślęczeć w tych przeklętych książkach! - krzyczę, zalewając się łzami.

- Nie podnoś na mnie głosu!

Sprzeciw mojej matki na nic się zdaje, bo zwyczajnie w jednej chwili traci w moich oczach cały autorytet i nie mam już ochoty więcej się dostosowywać.

Coś we mnie pęka, zatruwając goryczą cały mój organizm, a najbardziej serce.

- Wychodzę!

Chwytam telefon, klucze i pikowany bezrękawnik. Wkładam buty sportowe i z potężnym hukiem zamykam za sobą drzwi. Jestem głucha na sprzeciwy i nawoływania.

Mam dość.

Wybieram numer do taty, a gdy tylko odbiera, nie czekając na jakiekolwiek słowo z jego strony, gniewnie wyrzucam:

- Jak mogliście mi to zrobić?!

Nie mam pretensji o to, że się rozwodzą, tylko o to, w jaki sposób rozegrali to ze mną. Tak nie postępują rodzice. Zachowali się jak jakieś samolubne bachory.

- Przykro mi. Nie wiedzieliśmy, jak mamy ci o tym powiedzieć. - W przeciwieństwie do matki ojcu jest naprawdę przykro. Słychać to po jego głosie, który z każdym słowem łamie się coraz bardziej.

- Gdybyście nie traktowali mnie jak głupiego dzieciaka i rozmawiali ze mną, to nie byłoby problemu z niczym. Ja naprawdę czuję się już całkiem dorosła i wiele rozumiem - łkam. - Mam, do cholery, prawie osiemnaście lat, a nie pięć.

Idę przed siebie, nie zastanawiając się właściwie, dokąd zmierzam. Deszcz na szczęście przestał padać i nawet wyszło niemrawe słońce.

- Masz rację, nie doceniliśmy cię - wzdycha. - Gdzie jesteś?

- Idę przed siebie - odpowiadam, rozglądając się dookoła.

Odeszłam już spory kawałek od swojego osiedla. Nie mam celu, po prostu idę, jakbym chciała wyprzedzić własne myśli i uciec od kłopotów.

- Uważaj na siebie, Ari. - Tata zawsze mówi do mnie tym czułym zdrobnieniem, które w tym momencie nokautuje mnie znienacka, wywołując wodospad łez i ścisk w brzuchu.

- Muszę kończyć - wyrzucam pośpiesznie, rozłączam się i skrywam twarz w dłoniach.

Nie mogę uwierzyć, że w jedno popołudnie rozpadł się cały mój bezpieczny świat. Być może nie idealny, ale mój, znajomy, przewidywalny, a przede wszystkim spokojny. Nie potrafię znaleźć sobie miejsca. W mojej głowie panuje kompletny chaos. Ruszam przed siebie, błądząc ulicami Phoenix. Chciałabym się zgubić, by już nikt nigdy mnie nie znalazł, bym nawet ja sama siebie nie znalazła.

Łzy przesłaniają mi obraz i gdy na chwilę zamykam oczy, by pozbyć się pieczenia wywołanego rozmazanym tuszem, wpadam na kogoś z impetem, wywracając nas oboje.

- Zwariowałaś? Chcesz zabić kogoś albo siebie? - Głos ma spokojny, bez nuty wściekłości. Przyjemny dla ucha.

Po chwili dociera do mnie zapach i są to najpiękniejsze męskie perfumy, jakie tylko można sobie wymarzyć.

- Przepraszam. - Siadam na chodniku, starając się wytrzeć czarne plamy, które rozlokowały się wokół moich oczu. Na pewno wyglądam już jak miś panda.

- Kogo trzeba stłuc? - pyta, ale nie rozumiem, o co mu chodzi.

- Słucham? - Pierwszy raz spoglądam na mojego rozmówcę i właściwie nie wiem, co mam powiedzieć.

- No, kto był na tyle bezczelny, by doprowadzić cię do płaczu?

Kuca przede mną ciemnowłosy chłopak o takich samych niebieskich oczach jak moje. Dodatkowo ma wytatuowaną niewielką różę pod prawym okiem. Jego pełne usta układają się w delikatny, zadziorny uśmieszek. Ubrany tak jak ja, cały na czarno, ale w bardziej punkowym stylu. Jego dłonie pokrywają przeróżne tatuaże. Nieokrzesana grzywa opada mu lekko na oczy. Jest uroczy, ale sprawia również wrażenie krnąbrnego buntownika. Nigdy wcześniej nie spotkałam takiego chłopaka.

- Wstawaj. - Nie czekając na moją odpowiedź, podaje mi ręce i mnie podciąga. - Hej, nie ma takiego bagna, z którego nie da się wyjść. - Chwyta moją brodę palcem wskazującym i kciukiem, zmuszając, bym na niego spojrzała.

Boże, jaki on piękny.

- Moi rodzice się rozwodzą - odpowiadam beznamiętnie.

- I dlatego ryczysz? - Śmieje się, czym doprowadza mnie do furii.

- Tak, dlatego ryczę, a tobie nic do tego! - rzucam ochrypłym głosem i odwracam się, by odejść.

- Zaczekaj. - Chwyta mnie za nadgarstek, uniemożliwiając ucieczkę.

Nie mam ochoty na przebywanie z kimkolwiek. W dodatku on jest taki idealny, a ja pewnie wyglądam jak chodzące nieszczęście.

- Zostaw mnie. Nie znam cię. - Spoglądam to na niego, to na swoją rękę, która aktualnie popadła w niewolę jego silnego uścisku. Moje blade przedramię marnie się komponuje z jego opalonym i wytatuowanym. - Nie wiesz, że tusz blaknie od nadmiaru słońca? - Kiwam głową, wskazując czarne malunki na skórze.

- Tobie za to przydałoby się lekko ściemnieć. Trzymali cię w piwnicy, że masz taką bladą cerę? - Znów raczy mnie tym swoim zadziornym uśmieszkiem. - Laleczko z porcelany.

- Odwal się! - Szarpię ręką, którą udaje mi się w końcu oswobodzić. Już mam ruszać, gdy słyszę:

- Przepraszam, żartowałem tylko, ale widzę, że nie jesteś w nastroju.

- Słabe masz zatem poczucie humoru - odpowiadam i mimo że nie chcę i nie mam dokąd, odchodzę.

- Jak masz na imię? - Nie odpuszcza i idzie za mną.

- Uwziąłeś się? - Odwracam się z takim impetem, że wpada na mnie, a nasze twarze znajdują się bardzo blisko siebie.

Czuję miętowy zapach gumy wymieszany z tytoniem. Nie lubię, gdy chłopak pali, ale w jego przypadku nic mi do tego.

- Jestem Gabriel.

- W takim razie nie do zobaczenia, Gabrielu - mówię i tym razem zwyczajnie zaczynam biec, by nie próbował mnie już dogonić.

Dość jak na jeden dzień.

Odwracam się dopiero po dłuższej chwili, z ulgą odkrywając, że nie ma go za mną. Musiał uznać mnie za niezłą wariatkę, ale chyba średnio powinnam się tym przejmować. Tylko te jego oczy i uśmiech... Takie idealne. Piękne.

Wracam do domu, zamykam się w swoim pokoju i nie wychodzę już stamtąd aż do rana. Mama mi nie przeszkadza, bo jej to na rękę, że nie zawracam jej głowy, a telefon profilaktycznie wyłączam.

- Nie skacz!

Tak, znowu śnię.

- Dobrze wiesz, że tego nie zrobię - odpowiadam jak zawsze.

Tylko że tym razem, nie jest tak jak zawsze.

- Kiedyś zechcesz skoczyć, a ja się boję, że nie uda mi się ciebie powstrzymać. - Siada obok, wyciągając do mnie rękę.

- Dlaczego nagle stałeś się inny?

- Co masz na myśli?

- Nie wiem - mówię. - W tonie twojego głosu słychać coś nowego. Zniecierpliwienie? Złość?

- To ty się zmieniłaś - odpowiada ze spokojem, patrząc gdzieś w dal przed siebie, jakby nie chciał spojrzeć mi w oczy i przyznać racji.

- Nieprawda. Wciąż jestem taka sama - protestuję.

- Czyżby? Nie wydarzyło się nic znaczącego dzisiaj? - Spogląda na mnie z rozbawieniem.

- Jeśli myślisz, że rozwód rodziców pchnie mnie w stronę samobójstwa, to się mylisz. - Chwytam jego dłoń, a nasze palce się splatają. Nie chcę również z nim się kłócić.

Później wszystko jest już jak dawniej. On nic więcej nie mówi, a ja wtulam się w niego, odnajdując w końcu spokój. Znów nie zawiódł i zjawił się, gdy najbardziej go potrzebowałam. Te sny mają dla mnie ogromne znaczenie, bo pozwalają się wyciszyć i zdystansować. Poranki zawsze później są łatwiejsze, a nowy dzień nie zdaje się stwarzać aż tak wielkiego wyzwania.

- Kim jest Gabriel? - pyta nagle mój senny przyjaciel, przerywając idealną ciszę, lecz nie potrafię odpowiedzieć mu na to pytanie.

Budzik wyrywa mnie ze snu, a ja pierwszy raz budzę się przerażona i cała zlana potem.

- Gabriel - szepczę pod nosem jego imię i głęboko wciągam powietrze. - Kim jest Gabriel?