2.
Otto Vang był od niej prawie o połowę młodszy. Miał trzydzieści cztery lata i był otwartym, ambitnym i ciężko pracującym młodszym aspirantem policji, który w niektórych sytuacjach boleśnie jej uświadamiał, jakim człowiekiem mógłby się stać Tom. Zdawała sobie sprawę ze swoich matczynych uczuć względem Ottona. Tłumiła je i ukrywała pod surową maską logiki w imię profesjonalizmu. Lepiej uchodzić za szorstką niż dać Ottonowi najmniejszy powód do podejrzeń, że widzi w nim swojego zmarłego syna.
Wjechali na autostradę, kierując się na południe. Otto jechał pewnie i szybko, po drodze nakreślając jej sytuację.
- W nocy dostaliśmy prośbę o wsparcie z Okręgu Środkowej Jutlandii. Pandrup zadzwonił do mnie o wpół do drugiej.
Spojrzała na niego.
- Mam nadzieję, że mimo to udało ci się przespać.
Pokiwał głową.
- Spałem jak kamień. Po tym, jak się spakowałem. Bez obaw, jestem zwarty i gotowy.
- Więc co tam mamy?
- Zwłoki na otwartym polu. Jak dotąd wiemy niewiele. Chłopiec, około dwunastoletni. Na razie brak identyfikacji. Nie został zamordowany w miejscu znalezienia, ale na pewno było to zabójstwo. Na mapie satelitarnej miejsce, w którym go porzucono, wygląda jak wrzosowisko. Pustkowie. Najbliższa miejscowość nazywa się Bejdrup.
- Mamy coś jeszcze? Modus operandi?
- Narzędzia zbrodni jeszcze nie znaleziono. Brak widocznych ran kłutych czy postrzałowych. Wstępne ustalenia wskazują na uderzenie bliżej nieokreślonym tępym narzędziem.
- A więc ktoś zatłukł na śmierć młodego chłopca i wyrzucił zwłoki na wrzosowisku.
- Nie wiemy, czy wyrzucił. Może wywiózł.
Spojrzała na niego.
- Co za różnica?
- Odniosłem wrażenie, że sprawca próbował ukryć zwłoki.
- Są zakopane?
- Nie. Przykryte... no, wrzosem właśnie. Dość niedbale.
- Kto go znalazł?
- Opiekunka środowiskowa, kiedy wczoraj po południu jechała do swojego ostatniego podopiecznego. Wybrała skrót i z drogi, w zaroślach, dostrzegła coś czerwonego. Zatrzymała się, podeszła bliżej i go znalazła. Następnie powiadomiła lokalny posterunek.
Agnes zapisywała informacje w podręcznym notesie. W praktyce na niewiele się to zdawało, robiła to wyłącznie z przyzwyczajenia. Nie umiała myśleć, gdy nie notowała.
- Ruszali go?
- Nie - odparł Otto. - Kryminalistycy z Viborga odgrodzili teren i ustawili namiot. Czekają na nas.
Odchyliła się w fotelu.
- Całe szczęście.
- Tak - przytaknął. - Czegoś się jednak nauczyli.
- Domyślam się, że twój telefon wie, o której będziemy na miejscu?
Otto posłusznie zerknął na komórkę zamocowaną w uchwycie.
- Twierdzi, że o jedenastej dwadzieścia sześć.
Agnes spojrzała na zegar na desce rozdzielczej. Była ósma czternaście.
Otto dodał:
- Wiesz, gdzie jest pokrętło.
Znalazła okrągły uchwyt z boku fotela i lekko odchyliła oparcie.
- Będzie ci przeszkadzać, jeśli na moment zamknę oczy?
Uśmiechnął się.
- A jak myślisz, dlaczego wspomniałem o pokrętle?
Oparła głowę o zagłówek.
- Nie będę spać. Zamknę tylko oczy.
Harald Berg był cichym mężczyzną o łagodnych oczach. Siedzieli naprzeciw siebie w identycznych fotelach. Na stole między nimi stało pudełko chusteczek.
Przy ich pierwszym spotkaniu powiedział:
- Jeśli dobrze zrozumiałem, nie zamierzasz rezygnować z pracy?
- Praca to jedyne, co mam.
- Rozumiem. Ale zważywszy na to, czym się zajmujesz... Ktoś inny rozważałby zmianę.
- Nie jestem kimś innym.
Harald Berg lekko się uśmiechnął.
- No dobrze. Przyjmijmy to za punkt wyjścia. Powiedz mi, jak utrata syna wpływa na ciebie, gdy masz do czynienia z ofiarą zabójstwa?
- Pomaga mi.
- W jaki sposób?
- Pomaga mi się odnieść do bliskich ofiary. Wiem, co czują. Kiedy myślę o Tomie, łatwiej jest mi się skupić.
Psycholog pokiwał głową.
- Rozumiem. Mówiłaś, że brałaś środki nasenne. Jak obecnie sypiasz?
Patrzyła na niego przez kilka sekund, zanim odparła:
- Sypiam... różnie. Po tabletkach łatwiej mi się zasypiało, ale mnie otępiały. Więc wolę zasypiać naturalnie. Czasem się udaje, a czasem nie.
Nie było to całą prawdą, ale było prawdą co do zasady - wystarczającą dla psychologa, który mógłby jej doradzić coś bez chemii.
Harald Berg zapisał tę informację, po czym podniósł na nią wzrok i stwierdził:
- Nie potrafię rozstrzygnąć, czy ty jesteś twarda, czy zmuszasz się, aby taką być.
- Zgadnij - odparła z uśmiechem.
Otworzyła oczy i w szybie przed sobą zobaczyła autostradę. Niebo było szare.
- Gdzie jesteśmy?
- Za dziesięć minut wjedziemy na most nad Małym Bełtem - odpowiedział Otto.
Wyprostowała oparcie fotela.
- Chyba przysnęłam.
Zerknął na nią z boku.
- Tylko zamknęłaś oczy.
Otworzyła szerzej powieki i zamrugała kilka razy.
- Właśnie, tylko zamknęłam oczy. Jak stoimy z czasem?
- W porządku. Mamy nawet lekki zapas.
- Jesteś dobrym kierowcą, Otto - stwierdziła z uznaniem. - Możemy sobie pozwolić na krótką przerwę po drugiej stronie mostu?
- Za dwadzieścia pięć kilometrów będzie stacja.
- To tam się zatrzymajmy - postanowiła. - Musisz rozprostować nogi. Pamiętaj o krążeniu.
- Wiadomo - przytaknął Otto. - Ale kanapka z kurczakiem i bekonem oraz kawa też mi nie zaszkodzą.
Zatrzymali się przy barze szybkiej obsługi. Na drugim końcu budynku ciągnął się sznur zaparkowanych ciężarówek.
Otto patrzył na nią, gdy szybkim krokiem weszła do środka. Uśmiechnął się na wspomnienie jej cichego pochrapywania w samochodzie. Agnes nigdy nie spała. Zamykała tylko oczy.
Niewiele było osób, które Otto podziwiał, ale Agnes Hallstr?m darzył podziwem. Uważał się za szczęściarza. Uczył się od niej. Nie dlatego, że go pouczała. Po prostu wyrażała się tak jasno, że rozumiał - albo wydawało mu się, że rozumie - jej tok myślenia.
Była jego mentorką.
Lubił występować w swojej roli ucznia. Dzięki temu nie musiał brać na siebie ostatecznej odpowiedzialności. Jednocześnie pozwalało mu to również - o ile posłużył się swym talentem dyplomatycznym - wpływać na nią, temperować jej niekontrolowane przeskoki myślowe i teorie. Wymagało to pewnej odwagi. Agnes była w stanie rozszarpać człowieka gołymi rękami. Ale on się jej nie bał.
Kiedy wysiadła z samochodu, założyła kaszkiet. Był to granatowy, wełniany męski kaszkiet. Jej wygląd był mylący. Nikt by nie uwierzył, że ta koścista starsza pani w młodzieżowych lewisach, butach traperach, skórzanej kurtce i marynarskim kaszkiecie na głowie to jedna z najlepszych śledczych w korpusie policji.
Wiedział, że jej strój nie był przypadkowy. Tylko na taki wyglądał. Wielokrotnie obserwował, jak zbyt pewni siebie lokalni policjanci czy komendanci odzywali się do niej tonem protekcjonalnym i lekceważącym, ponieważ nie widzieli w niej osoby, której się spodziewali.
Agnes nie wdawała się w dyskusje z takimi ludźmi. Uśmiechała się jedynie i pozwalała im się wygadać, po czym w paru słowach stawiała ich do pionu. Bez cienia konfrontacji. Przemawiały przez nią wyłącznie doświadczenie i autorytet. I gdy już Agnes w swoim powściągliwym, spokojnym stylu wygłosiła swe krytyczne uwagi, Otto z satysfakcją obserwował, jak w oczach tych ważniaków pojawia się respekt. Bo wiedzieli, że potrafiłaby ich zmiażdżyć, ale litościwie zadowoliła się naprostowaniem ich poglądów.
Siedzieli naprzeciw siebie w kafeterii, każde z kanapką i kawą w papierowym kubku.
- A co u Fanny? - spytała Agnes.
Spojrzał na nią.
- U Fanny?
Pomachała niecierpliwie kanapką.
- No u twojej dziewczyny. Ma na imię Fanny, prawda?
- Miała na imię Fanny.
Agnes zrobiła wielkie oczy.
- Zmieniła imię?
- Nie - odparł Otto. - Zmieniła chłopaka.
Pokiwała wolno głową.
- Wybacz, nie chciałam być... niedelikatna.
Ugryzł kanapkę i pokręcił głową.
- Nic nie szkodzi.
Parę razy przelotnie zajrzał jej w oczy. Dostrzegł w nich błysk wesołości. Wydało mu się, że ta wesołość wynikała nie tylko z sympatii. Agnes się bawiła jego kosztem.
Po chwili zapytała:
- A ty?
- Co ja?
- Też zmieniłeś dziewczynę? Skoro Fanny tak zrobiła?
Znów pokręcił głową.
- Pracuję nad tym.
Odłożyła serwetkę na stół i podniosła kaszkiet.
- Nie powinieneś mieć z tym większych problemów. Taki ładny chłopak jak ty... - Uśmiechnęła się i wstała. - Idziemy?
Pokiwał głową, ale został jeszcze chwilę, żeby dopić kawę, i odprowadził ją wzrokiem. Nie zdawała sobie sprawy, że najbardziej się odsłaniała, kiedy próbowała zamaskować swoją wrażliwość, siląc się na bycie zabawną.
Jechali dalej w to szare przedpołudnie, aż Agnes przerwała panującą w samochodzie ciszę:
- Co robimy z noclegiem?
- Trzy kilometry od miejsca znalezienia jest pensjonat.
- A gdzie będziemy pracować?
- Hm. Jeśli nie zostaniemy na miejscu, to na komendzie w Viborgu.
- Jak daleko jest od miejsca znalezienia?
- Jakieś dwadzieścia pięć kilometrów.
- Daleko - mruknęła.
- Sekcję będą musieli zrobić w Viborgu - zauważył Otto. - Więc...
Pokiwała głową i postanowiła:
- Pierwszą noc zostaniemy w pensjonacie, a potem się zobaczy.
Otto wrzucił kierunkowskaz.
- Od teraz będziemy jechać wiejskimi drogami.
- Wiem, Otto. Jedź ostrożnie. Chyba nie chcemy się wrąbać w jakiś traktor, prawda?
Zwolnił i włączył radio. Agnes nie przeszkadzała muzyka, kiedy jechali. Od czasu do czasu nuciła nawet cichym, dziewczęcym głosem.
Jechali wzdłuż jutlandzkiego działu wodnego, mijali uprawy świerków i płaskie połacie pól skąpane w szarym świetle, aż włączył GPS i zaczęli zjeżdżać na coraz to węższe drogi i dróżki wiodące do wskazanego miejsca na wrzosowisku.
- Już niedaleko - powiedział. - Siedemset metrów.
Agnes wzięła kaszkiet z deski rozdzielczej i włożyła go na głowę. Jechali teraz wąską uliczką przecinającą wrzosowisko. Jakiś kilometr od drogi znów zaczynały się świerki. W zasięgu wzroku nie było żadnych zabudowań.
Pięćdziesiąt metrów od drogi, pośród pagórkowatego wrzosowiska stały samochody i biały namiot. Wypatrzyli biały radiowóz, zabłocony volvo kombi i ciemny wóz dostawczy.
Otto zjechał z drogi i zatrzymał samochód. Agnes odpięła pas i powiedziała:
- Okej. Sprawdźmy, co to za chłopak, któremu będziemy musieli oddać sprawiedliwość.
Wysiadła jako pierwsza. Otto jeszcze chwilę siedział w samochodzie i pomyślał, że w pełni się z nią zgadza. To właśnie robią - oddają sprawiedliwość ofiarom.
W końcu wysiadł. Widział ją wśród zarośli. Padał drobny deszcz. Agnes już rozmawiała z wysokim policjantem w czarnym mundurze. Zabrał swoją teczkę i ruszył w ich stronę.