Chyba lubię cię za bardzo - Maciej Badowski

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (30,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PROLOG

Szanowny Panie Zdarski,

na wstępie chciałbym serdecznie przeprosić, że kontaktuję się z Panem w tak bezpośredni i nieoficjalny sposób. Kieruje mną jednak nagła potrzeba rozmowy, a, jak zapewne Pan wie, czas jest dziś jedną z najcenniejszych walut.

Nazywam się Alain Laroux i pełnię funkcję przewodniczącego rady nadzorczej oraz dyrektora naukowego w Zurich Synthetics. Zakładam, że nazwa naszej korporacji nie jest Panu obca - od lat działamy na pograniczu cybernetyki, robotyki oraz sztucznej inteligencji.

Jakiś czas temu natrafiłem na artykuł Pańskiego autorstwa opublikowany w Future of Science, w którym przedstawił Pan niezwykle interesującą teorię dotyczącą modyfikowania połączeń nerwowych oraz ich potencjalnego zastosowania w medycynie. Muszę przyznać, że wizja, którą Pan w nim nakreślił, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Pozwoliłem sobie również dowiedzieć się nieco więcej na temat Pańskiej pracy naukowej. Przyznam, że dziwi mnie, iż nasze drogi nigdy wcześniej się nie przecięły. Być może wynika to z faktu, że przez długi czas związany był Pan z naszą konkurencją. Świat nauki bywa niewielki, a zarazem pełen pilnie strzeżonych tajemnic.

Nie chcąc jednak przedłużać tego maila - bo na poważniejsze rozmowy, mam nadzieję, przyjdzie jeszcze czas - chciałbym zaprosić Pana do naszej siedziby, choćby na krótkie spotkanie, podczas którego moglibyśmy wymienić się doświadczeniami.

Pozwolę sobie również przejść do sedna sprawy. Chciałbym zaproponować Panu współpracę przy projekcie, nad którym pracujemy od dłuższego czasu. Projekt ten jest dla mnie niezwykle ważny i jestem przekonany, że Pańska wiedza oraz sposób myślenia mogłyby odegrać w nim kluczową rolę. Dla czystej formalności dodam jedynie, że byłaby to współpraca wyjątkowo korzystna również pod względem finansowym.

Jeżeli wyrazi Pan zainteresowanie, proszę o krótką odpowiedź - wystarczy jedno słowo: TAK. Wówczas moja asystentka skontaktuje się z Panem w celu ustalenia szczegółów. Proszę mi wierzyć - potrafimy zadbać o naszych współpracowników jak mało kto.

Z wyrazami szacunku

Alain Laroux

-

- Nie masz wrażenia, że gość jest trochę przerażający? - powiedziała filigranowa blondynka, popijając latte ze styropianowego kubka.

- Czy ja wiem? - zamyśliła się jej piegowata koleżanka, stukając paznokciem o maszynę do kawy.

- Tak zawsze sobie wyobrażałam na studiach mojego szefa. Przystojny intelektualista, trochę nieśmiały...

- Podoba ci się - przerwała jej blondynka, robiąc przy tym minę przedszkolaka droczącego się z kolegą.

- Nie... to znaczy tak... ale nie. Po prostu nie myślę o nim w taki sposób. Bardziej mnie kręci to, co tu robimy. Warto było zawiesić doktorat, by się tu znaleźć.

- Jasne, wielkie rzeczy, a wiesz, kto jeszcze może mieć wielkie rzeczy? - droczyła się z pieguską.

- Czy ty myślisz czasem o innych sprawach niż zabawianie się z facetami? - zezłościła się.

- Oj już dobrze, dobrze. Wiem, że kręci cię tylko nauka, a ja jestem tylko głupią administratorką, ale wiedz, że nie każdego faceta chciałabym zaciągnąć do łóżka. Zwłaszcza jakiegoś dziwaka.

Rozmowę dwóch kobiet przerwał nagły dźwięk z głośników, który przypominał odgłos nadepniętego, gumowego kurczaka z ukrytą w środku piszczałką. Zaraz po nim odezwał się bezbarwny, żeński głos: "Pracownicy działu naukowego proszeni są o natychmiastowe stawienie się w głównym laboratorium. Pierwsza próba rozpocznie się za 10 minut".

- Muszę lecieć - rzuciła piegowata dziewczyna, odstawiając kubek ledwie czarnego płynu na stolik.

- Trzymaj za nas kciuki.

- Przecież wiesz, że będę, kochana. Będę umierać z nudy nad zamówieniami, a w międzyczasie drżeć z ekscytacji nad waszym sukcesem - a twarz wykrzywiła jej się w teatralnym grymasie czystej złośliwości.

Pieguska, prawie że biegnąc, popchnęła podwójne drzwi do laboratorium, które z lekkością odchyliły się na boki i z jeszcze większą swobodą zatrzasnęły się za nią. Z wieszaka obok wzięła biały kitel i nerwowo rzuciła okiem na plakietkę z imieniem i nazwiskiem, sprawdzając, czy to jej. W wielkiej sali takich białych kitlów było ze trzydzieści, a większość już na swoich właścicielach. Ogromny, płaski ekran wisiał pośrodku sali. Na środku wyświetlanego czarnego tła unosiła się błękitna, pulsująca kula, która co jakiś czas zmieniała wzory, które ją ozdabiały.

Każdy ze znajdujących się tam ludzi zajęty był swoją pracą i czuć było w powietrzu niesamowite napięcie. Dziewczyna podeszła do pulpitu medycznego, przy którym pracowała i na którym dzień w dzień przeprowadzała niezliczone symulacje. Dziś po raz pierwszy praca "na niby" miała się skończyć. Do momentu usłyszenia komunikatu, gdy była w kafeterii na przerwie, nie zdawała sobie z tego sprawy. Teraz czuła ogromne podniecenie, które mieszało się ze zdenerwowaniem.

Ten sam głos, który dobiegał z głośników, teraz przemawiał z wyświetlacza: - Adamie, wszystkie stanowiska zostały objęte. Gotowość do przeprowadzenia testu: sto procent. Systemy, jak i wszystkie peryferia, działają bez zakłóceń.

Wysoki, chudy mężczyzna o kilkudniowym zaroście pochylał się nad zbiornikiem wypełnionym lazurową cieczą. Wewnątrz unosił się ludzki mózg, do którego podłączonych było kilkanaście organicznych przewodów przypominających ogromne, wijące się w deszczu dżdżownice. Przesuwał palcem po ekranie, sprawdzając po raz kolejny. Musiał mieć pewność. Porażka kosztowałaby wiele pieniędzy, ale przede wszystkim czasu. Wiedział doskonale, że dawno przekroczyli już obiecane terminy, a ludzie nad nim, mimo ogromnej cierpliwości, w końcu mogli ją stracić.

- Lila, sprawdź wszystko jeszcze raz! - polecił. - Każde drobne przepięcie, jakiekolwiek odchylenie od normy. Musimy o tym wiedzieć, zanim zaczniemy - dodał chropowatym głosem, nie podnosząc głowy znad pulpitu.

- Oczywiście, Adamie. Sprawdzę po raz kolejny - odrzekł spokojny głos.

Do wyraźnie zdenerwowanego mężczyzny podszedł drugi, starszy, z postępującą łysiną. Położył rękę na jego ramieniu i zacisnął palce, dając znak o swojej obecności. Wiedział, że jego przełożony często nie reagował na obecność innych. Czasem nawet zastanawiał się, po co mu jest zespół ludzi, skoro jest wszędzie, robi wszystko i każdego sprawdza. Nie irytował się tym jednak. Kiedyś, gdy czuł, że jego pociąg ciągle jedzie, sam był taki. Potem usunął się w cień; pomagał swoim doświadczeniem, ale nie robił już za lokomotywę.

- Adamie, jesteśmy gotowi, zweryfikowaliśmy wszystko po kilka razy - zwrócił się do skulonego przed monitorem szefa.

- Nie zaszkodzi zweryfikować kolejny raz - ten uparcie nie odrywał wzroku, przeskakując po wyświetlających się okienkach z wykresami.

- Uda się, tylko daj w końcu zielone światło - nalegał.

Łysiejący mężczyzna, zastanawiał się, czy troska o dobro eksperymentu jest tutaj czynnikiem blokującym postawienie kroku naprzód. Jego przełożony - Adam Zdarski - sprawiał wrażenie człowieka, który z jednej strony chce tego dokonać, a z drugiej strony obawia się tego, co będzie dalej. Jakby to nie cel był ważny, tylko niekończąca się droga do niego. W końcu Zdarski wyprostował się i rozejrzał po sali. Jego drgające źrenice zatrzymały się na starszym mężczyźnie. Przez moment wyglądał jak ktoś wyrwany z głębokiego snu.

Wziął głęboki wdech nosem, po czym wypuścił powietrze ustami.

- Masz rację, miejmy to już za sobą - czuć było jakiś nieopisany ból w jego głosie.

- Więcej wiary, Adamie. Masz tu najlepszych ludzi za tym projektem. Stworzyliśmy idealne warunki do tego, by się nam udało. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku.

Adam westchnął, jakby coś go bolało. Podszedł do szklanego zbiornika i pochylił się nad nim. W biożelu unosiło się szaroróżowe centrum dowodzenia człowieka. Czysty organ, obiekt badań, który po zakończeniu eksperymentu zostanie spalony w piecu.

Gdy jednak nam się uda - pomyślał - możliwości będą nieskończone.

Odwrócił się w stronę ekranu z drgajacą kulą, która przypominała głębek elektryczności.

- Lila, zaczynaj odliczanie i uruchom systemy inicjacji odbicia - powiedział wyraźnie pewniejszy siebie.

- Dobrze, Adamie. Proces rozpocznie się za trzy minuty.

Przez trzy kolejne minuty panowała absolutna cisza. Nawet maszyny zdawały się milczeć, choć to raczej wynikało z tego, że nikt na nich się nie skupiał. Wszyscy wpatrywali się raz w wyświetlacz, a raz w zbiornik z mózgiem.

- Proces przeniesienia rozpoczyna się za trzy minuty - powtórzyła spokojnym głosem kulazwana Lilą.

Wiesz, że nie powinieneś tego robić? - usłyszał szept w swojej głowie. Przez moment zawiesił się nad odpowiedzią. Na wątpliwości było już za późno.

- Dziesięć, dziewięć...

-

Kochany Synu,

Kiedy będziesz czytał ten list, o ile w ogóle to zrobisz, mnie już na tym świecie nie będzie. Piszę jednak z nadzieją, że tym razem znajdziesz czas na łabędzi śpiew swojej matki. Wiem, że ostatnie lata były dla Ciebie ciężkie, i nie mam o nic pretensji. Ze smutkiem obserwowałam, jak pogrążasz się w rozpaczy po swojej stracie. Sprawiał mi ogromny ból obraz człowieka złamanego przez los, a jednocześnie - istoty, którą kocham nader wszystko. Nie mam prawa mieć żalu, sama się tego prawa pozbawiam.

Od śmierci Twojego świętej pamięci ojca, przelałam całą swoją miłość na Ciebie i każda rzecz, jaką robiłam, robiłam z myślą o Tobie. Zawsze byłam z Ciebie dumna, ponieważ zawsze dawałeś mi do tego powody. Dlatego przeklęłam świat za to, co uczynił Tobie. Za to, że odebrał ci radość życia.

Mimo wszystko - po to właśnie piszę te słowa - urodziłam Cię z nadzieją, że będziesz szczęśliwy. Może nie zawsze, ale ostatecznie. Całym swoim wychowaniem, uśmiechem którym obdarzałam Ciebie na twój widok, starałam się to szczęście wyryć w głębi Ciebie. II nigdy nie przestałam wierzyć, że mi się udało. Będziesz szczęśliwy. Będziesz szczęśliwy, bo w głębi duszy sam tego pragniesz. To matczyna klątwa, od której nie uciekniesz.

Przed Tobą jeszcze czas. Według Ciebie droga. Jeśli istnieje coś poza tą skorupą, którą nosi nasza dusza, będę strażniczką, by nikt tej klątwy z Ciebie nie zdjął. Będę strażniczką Twego szczęścia.

Nie miej wyrzutów, że ostatnie lata spędziliśmy na oddaleniu. Dobrze wiem, że uciekałeś przed biciem serca i przed tą chwilą, gdy znów koleje losu wbiją w nie szpikulec. Nie mam żalu, mam tylko nieskończoną miłość.

Bądź szczęśliwy, mój synu. Za wszelką cenę.

Mama