PRZEDMOWA
Jako małe dziecko pożerałem wiktoriańską książeczkę z opowieściami
zaczerpniętymi z greckiej i rzymskiej mitologii. Przeczytałem każde
słowo, wyjąwszy przesłodzone wiersze zdobiące co poniektóre stronice.
Babka po mieczu dostrzegła moje zainteresowanie starożytnością i kupiła
mi trzy książeczki z serii Penguin Classics, podówczas nowego
wydawnictwa. Wybrała Iliadę i Odyseję Homera w przekładzie E.V. Rieu
oraz tłumaczenie Uczty Platona. Jako żonie rolnika brakowało jej
klasycznego wykształcenia i ostatnia z tych książek okazała się zbyt
dojrzała dla dziecka, mącąc mu w głowie wzmiankami o helleńskim
homoseksualizmie. Nie mogłem jednak trafić lepiej, by zakosztować
greckiej cywilizacji. Homer i Platon wprowadzili mnie w nowy, czarujący
świat, który - mimo iż pełen tragedii i rzezi - promieniował słonecznym,
przejrzystym blaskiem wolnego umysłu.
Na przestrzeni dwóch stuleci, w V i IV w. p.n.e., starożytni Ateńczycy
czynili zdumiewające postępy niemal na każdym polu działalności.
Stworzyli jedyną prawdziwą i pełną demokrację (nazwa ta również pochodzi
z greki), jaka kiedykolwiek funkcjonowała poza antykiem. Podczas gdy my
wybieramy przedstawicieli działających w naszym imieniu, ówcześni
obywatele poprzez uczestnictwo w zgromadzeniach sami podejmowali
najważniejsze decyzje. (Muszę poczynić tu zastrzeżenie: prawa wyborcze
przysługiwały jedynie dorosłym mężczyznom, wykluczono zatem dwie wielkie
grupy społeczne - kobiety i niewolników).
Ateńczycy pokładali wiarę w rozum i jego moc rozwikłania tajemnic
ludzkości i świata przyrody. Stworzyli koncepcje i język filozofii oraz
rozważali problemy, nad którymi do dziś łamią sobie głowy najtęższe
umysły. Przecierali szlaki w sztuce - dramacie, komedii, architekturze i rzeźbie. Tworzyli historiografię - precyzyjną narrację i interpretację
zdarzeń z przeszłości. Wespół z innymi Grekami rozwijali matematykę i nauki przyrodnicze.
Powinniśmy się wystrzegać przesady. Ateńczycy uczestniczyli w ogólnym
rozwoju świata helleńskiego i zapożyczyli różne idee oraz technologie od
swoich sąsiadów - na przykład Egipcjan i Persów - pomimo otwarcie
okazywanej pogardy dla "barbarzyńców". Gdybyśmy tylko wiedzieli o innych
starożytnych społecznościach we wschodniej części basenu Morza
Śródziemnego tyleż samo, ile wiemy o Grekach, nie wydawaliby się może
tak wyjątkowi. Zapewne bylibyśmy bardziej wstrzemięźliwi w osądach.
Niemniej jednak, nawet jeśli Ateńczycy nie byli tak wyjątkowi, jak nam
się zdaje, w żadnym razie nie przynosi to ujmy ich rzeczywistym
osiągnięciom. Odkrycie milczącego, zapomnianego sobowtóra Sokratesa w niczym nie umniejszy wielkości pierwowzoru.
Ateńczycy, choć twardo stąpali po ziemi, cechowali się również żarliwą
religijnością. Kult bogów z Olimpu przenikał wszystkie aspekty ich
codziennego życia. Większość mieszkańców Aten wierzyła, że te
antropomorficzne bóstwa na równi z ludźmi biorą udział w wielkiej
rozgrywce historii.
My, ludzie Zachodu, z satysfakcją stwierdzamy, że w pełni niezależna
demokracja ateńska przetrwała raptem około dwustu lat. Warto jednak
pamiętać, że nasze własne demokracje, w swojej kompletnej postaci, są
jeszcze młodsze.
Mechanizmy demokracji ateńskiej są ważne dla współczesnego cyfrowego
świata: pojawienie się komputerów oznacza, że gdybyśmy zechcieli,
moglibyśmy powrócić od demokracji przedstawicielskiej do bezpośredniej.
Ludzie, jak w czasach świetności starożytnych Aten, mogliby podejmować
wszystkie ważne decyzje. Każdy obywatel stałby się w rezultacie
członkiem rządu. Czy znajdziemy w sobie tyle odwagi, by uczynić tak
racjonalny krok?
Niezależnie od wszelkich cudów zamierzchłych Aten, a raczej właśnie ze
względu na nie, zmagam się z pewnym fundamentalnym pytaniem. Jak to
możliwe, że tak niewielka społeczność, licząca około dwustu tysięcy dusz
(innymi słowy nie bardziej ludna niż, na przykład, miasto York w Anglii
czy Little Rock w amerykańskim stanie Arkansas), zdołała wydać wybitne
umysły w tak wielu dziedzinach ludzkiej działalności oraz stworzyć jedną
z największych cywilizacji w dziejach świata? Prawdę mówiąc, położyła
podwaliny pod dzisiejszy gmach intelektu.
Spisując dzieje rozkwitu i upadku miasta, postaram się poszukać
odpowiedzi na to pytanie - albo przynajmniej się do niej zbliżyć.
Gdybyśmy zdołali cofnąć się w czasie o ponad dwa millennia i odbyć
przechadzkę ulicami i alejami starożytnych Aten, prawdopodobnie
natknęlibyśmy się na wybitnych tragików Ajschylosa, Sofoklesa i Eurypidesa, rzeźbiarza Fidiasza, komediopisarza Arystofanesa czy
Alkibiadesa, czarną owcę polityki ateńskiej. Może posłuchalibyśmy
wykładów z etyki, które Sokrates prowadził w sklepie obuwniczym na
skraju agory, i poznalibyśmy dwóch jego uczniów, Platona i Ksenofonta.
Na zgromadzeniu obywateli wysłuchalibyśmy przemowy największego męża
stanu, Peryklesa.
Takie Ateny przywołuję, począwszy od pierwszych stuleci panowania
królów, tyranów i arystokratów, przez wypracowanie demokracji i lata
politycznej oraz kulturowej świetności miasta, po jego upadek, gdy
odgrywało już tylko rolę uroczego "miasteczka uniwersyteckiego".
Jest to historia o wiele mniej znana niż Rzymu, wywarła jednak równie
wielki wpływ na potomność, współczesną cywilizację zachodnią, a więc
(krótko mówiąc) na nas. Ateńczycy położyli fundamenty domu, w którym
żyjemy do dziś. Winniśmy pielęgnować tę pamięć i kultywować ich dzieło.
Jest to także historia niesamowita - wypełniona po brzegi przygodą i zaskakującymi zwrotami akcji.
W wielkiej politycznej rozgrywce, jaka od VI w. p.n.e. przez dwieście
lat toczyła się we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego,
uczestniczyli trzej główni gracze.
Pierwszym z nich były Ateny. Stały się potęgą nie tyle lądową, ile
morską, przyczyniając się do rozwoju handlu w całym znanym ówcześnie
świecie. Ich flota panowała na Morzu Egejskim. Ich mieszkańcy nabywali i oferowali dobra oraz usługi, miłowali kulturę i sztukę, byli dociekliwi
i otwarci.
Sparta różniła się od Aten pod każdym względem, stanowiąc jedno z najdziwaczniejszych społeczeństw w dziejach świata. To położone na
Peloponezie, półwyspie w południowej części Grecji, miasto-państwo było
wysoce zdyscyplinowane i rozmiłowane w wojnie, ciesząc się sławą
pierwszego greckiego mocarstwa. Mężczyźni tworzyli własną społeczność,
większą część życia przepędzając w kasynach wojskowych. Nazywali się
spartiatami, inaczej (dla zaprzeczenia swojej indywidualności)
równymi1, i nie wolno im było zajmować się rolnictwem ani
handlem, jedynie wojaczką, do której przygotowywano ich od najmłodszych
lat. Podbili większą część Peloponezu, czyniąc sobie z miejscowej
ludności poddanych, tak zwanych helotów. Heloci służyli swoim panom,
obrabiając za nich ich włości; przeżywali nieustanne upokorzenia i w każdej chwili groziła im śmierć.
Młodych spartiatów okrucieństwem szkolono do brutalności. Celem było
uczynienie z nich bezlitosnych wojowników, gotowych wyrzec się
osobistego majątku, a przy tym cichych, skromnych i posłusznych. Była to
społeczność samowystarczalna - zamknięta, totalitarna i ponura - niezbyt
zainteresowana otaczającym ją światem.
Trzecim graczem było rozległe imperium Persów, położone na drugim krańcu
Morza Egejskiego. W połowie VI w. p.n.e. perski władca Cyrus Wielki
podbił i zaanektował wszystkie wielkie królestwa Bliskiego Wschodu. W końcu jego ziemie rozciągały się od Bałkanów po Indus, od Azji Środkowej
po Egipt. Był władcą absolutnym.
Pod jego berłem znalazły się zamożne miasta greckie rozlokowane na
nadbrzeżnych obszarach Azji Mniejszej. Była to kłująca w oczy zniewaga
dla całego greckiego świata, który wszystkich cudzoziemców uważał za
barbarzyńców - dosłownie barbaroi, czyli ludzi, którzy wydają dźwięki
przypominające "bar, bar", zamiast posługiwać się czystą greką. Tu, na
wschodnim krańcu Morza Jońskiego, spotkały się i starły ze sobą płyty
tektoniczne dwóch kultur.
Konflikt był nieunikniony. Jak w złożonym układzie baletowym, wszyscy
tancerze spletli się z sobą, zmieniając przyjaciół i wrogów, przechodząc
płynnie od wojny do pokoju, by zaraz znów wszczynać konflikt.
Te trzy mocarstwa doświadczyły swych triumfów i wszystkie stanęły w obliczu klęski i upadku. Ich dzieje przywołują emocje dorównujące
przejażdżce kolejką górską.
Piszę powieści historyczne. Nigdy nie zdradzam przyszłych wypadków ani
zakończenia w połowie opowieści, ponieważ nie chcę, by czytelnicy lepiej
znali przyszły bieg zdarzeń niż ci, których losy poznają. Jeśli ich
wiedza o historii starożytnej jest skromna, tym większe czekają ich
emocje.
Niektóre z opowieści zawartych w starożytnych źródłach mają podejrzanie
nieprawdopodobny wydźwięk, a przynajmniej tak twierdzą wybredni
naukowcy. Dobrym przykładem jest spotkanie Solona z królem Krezusem z Lidii. Z dzisiejszej perspektywy nie zawsze jesteśmy w stanie
stwierdzić, czy są prawdziwe. Ale to dobre historie, podobnie jak mity i legendy; nawet jeśli niektóre z nich zostały nieco podkoloryzowane,
rzucają snop światła na to, jak Grecy sami siebie postrzegali. Dlatego
tak chętnie je przytaczam.
Chciałbym jak najlepiej przedstawić osiągnięcia Ateńczyków na polu
filozofii i sztuk pięknych, nie pomieszczę tu jednak nic więcej ponad
pobieżny szkic. Ajschylos, Sofokles i Eurypides są obecni poprzez swoje
wybitne dzieła: Oresteję, Antygonę i Trojanki, a koncepcje Platona
i Arystotelesa doczekały się zaledwie wzmianki. W imieniu Arystofanesa
przemawia Lizystrata. Wierzę jednak, że to wystarczy, by zilustrować ich
wielkość.
Dzieła starożytnych kronikarzy cechują się rozmaitą jakością, przy czym
część V w. p.n.e. została znacznie lepiej opisana niż następne stulecie.
Prace wielu autorów zostały w całości lub po części utracone wskutek
niszczycielskiej działalności czasu. Największym dziejopisem w historii
jest Tukidydes. Był on w istocie tak dobry, że daliśmy się schwytać w pułapkę jego wersji wydarzeń. Pośledniejsi twórcy oferują współczesnym
uczonym punkt oparcia umożliwiający korekty i nowe interpretacje. Jeśli
Tukidydes o czymś nie wspomniał, stanowi to białą plamę, której
częstokroć nie potrafimy zapełnić, natomiast to, co napisał, jest
zazwyczaj niepodważalne.
Są tematy, których nie tykają nawet najwybitniejsi kronikarze, chyba że
marginalnie - na przykład gospodarka i życie społeczne. Wiemy też o wiele więcej o Atenach niż o jakimkolwiek innym spośród licznych
miast-państw oraz ich śródziemnomorskich kolonii, które łącznie składały
się na starożytną Grecję. Tak czy inaczej, w szerszej perspektywie mamy
do powiedzenia mniej, niżbyśmy chcieli.
Wiele jest spraw, co do których współcześni uczeni nie są zgodni.
Napomykam o tych debatach jedynie w Przypisach na końcu książki,
pozostawiając główny wątek opowieści wolny od akademickich sporów.
Trudno o precyzję co do wartości pieniądza, ponieważ względna wartość
poszczególnych produktów była różna dla różnych czasów i gospodarek.
Podstawowymi jednostkami waluty ateńskiej były:
6 oboli = 1 drachma
100 drachm = 1 mina
60 min = 1 talent
W V i IV w. p.n.e. jedna drachma odpowiadała dziennym zarobkom żołnierza
piechoty lub wykwalifikowanego robotnika. Od 425 r. p.n.e. ławnik
otrzymywał z kasy państwowej pół drachmy lub trzy obole, co ledwie
wystarczało na utrzymanie trzyosobowej rodziny na podstawowym poziomie
egzystencji. Płaca była więc raczej adekwatna aniżeli wygórowana. Talent
był jednostką masy, równoważnikiem dwudziestu sześciu kilogramów;
odpowiadał również pieniężnej wartości dwudziestu sześciu kilogramów
srebra. Dwustu wioślarzy stanowiących załogę triremy podczas wojny
peloponeskiej otrzymywało za swoją pracę jeden talent miesięcznie.
Obol był drobną monetą srebrną. Wkładano go do ust zmarłego, aby mógł
zapłacić Charonowi za przewiezienie go łodzią przez rzekę Acheron, do
Podziemia.
Po datach pomijam zwrot "p.n.e." (lub "n.e."), wyjąwszy rzadkie
przypadki, gdy mogłoby się to okazać mylące.
Pod wieloma względami potrafimy docenić Ateńczyków; nie jest to wielkim
zaskoczeniem, zważywszy, że przetarli szlaki w wielu dziedzinach wiedzy,
aktualnych i rozwijanych do dziś. W znacznej mierze zasiedlali jednak
całkowicie odmienne uniwersum etyczne i technologiczne. Ich motto
brzmiało "poznaj siebie"; po prostu nie mogliby zrozumieć
chrześcijańskiego przykazania, by "kochać bliźniego jak siebie samego".
Będę zachwycony, jeśli okaże się, że pomogłem zasypać przepaść dzielącą
nas od naszych helleńskich przodków i oddać choć odrobinę swojego
entuzjazmu dla twórców naszej cywilizacji.
WSTĘP
Młody król z sąsiedniej nieokrzesanej Macedonii rzucił wspaniałe miasto
Ateny na kolana i zniewolił całą Helladę, wespół z jej kłótliwą czeredą
miast-państw. Nie zrobił tego z daleko posuniętej niechęci do Greków.
Skądże znowu. Gorąco podziwiał ich osiągnięcia militarne i kulturowe.
Właściwie marzył o tym, by zaakceptowano go jako pełnoprawnego członka
helleńskiego klubu.
Był to Aleksander, później zwany Wielkim, syn Filipa. Działo się to w roku 334.
Jak jednak określić naturę greckości i jak można było wejść w jej
posiadanie? Najprostszym sposobem, by uzyskać odpowiedź na to pytanie,
jest wnikliwa lektura Iliady, epickiego poematu z zamierzchłych
czasów, opowiadającego o trwającym dziesięć lat oblężeniu Troi [dawnego
Ilionu - dop. red.], miasta leżącego we Frygii, przez grecką armię.
Każdy Ateńczyk, a w zasadzie każdy Grek uczył się w dzieciństwie o herosach i bohaterach wojennych, takich jak Achilles i Agamemnon, Hektor
i Odyseusz, ze wszystkich sił starając się ich naśladować. Ich działania
były ucieleśnieniem greckości. Aleksander przedstawiał się jako drugi
Achilles, najdzielniejszy spośród Helleńczyków.
Po raz pierwszy zetknął się z Iliadą w dzieciństwie i odtąd epos ten
stał się jego życiowym przewodnikiem. Zabierał ze sobą jej egzemplarz na
wyprawy2, a gdy sprezentowano mu finezyjnie wykonaną szkatułę, należącą
uprzednio do perskiego Króla Królów, zapytał towarzyszy, jakież cenne
przedmioty mógłby w niej przechowywać. Padło wiele propozycji,
Aleksander odparł jednak, że złoży w niej swoją Iliadę, dla jej
zabezpieczenia i chwały.
Hellenowie w zaciszu swoich domów mogli drwić z pretensji królewskiego
parweniusza, lecz na równi z Aleksandrem byli dłużnikami świata, który
Homer powołał do życia. To w nim odnaleźli swoje postawy moralne,
osobiste, społeczne i polityczne.
Był to świat utracony, nawet w czasach, kiedy skomponowano Iliadę,
prawdopodobnie u schyłku VIII w. Długie dzieło spisano, lecz inspiracją
dla niego były utwory wyuczone na pamięć i deklamowane lub śpiewane
podczas ważnych wydarzeń społecznych. Nie wiemy, czy Homer naprawdę
istniał. Mógł to być jeden mężczyzna, grupa ludzi lub nawet kobieta3.
Każdy jednak, czytając poemat, natychmiast odczuje obecność wielkiego
umysłu, niezależnie od tego, jakie mogłoby być jego imię oraz charakter.
(Innym dziełem przypisywanym autorowi Iliady jest Odyseja, opowieść
o przygodach Odyseusza, króla maleńkiej wyspy Itaki w zachodniej Grecji,
i jego trwającej dziesięć lat podróży powrotnej z Troi).
Czy wojna trojańska naprawdę się odbyła? Tego nie wiemy. Jeśli jednak
wydarzenie to, lub jemu podobne, istotnie jest faktem historycznym,
można datować je na koniec II tys. p.n.e. Przypadło na kulminacyjny
okres cywilizacji epoki brązu, która dominowała w Grecji i we wschodniej
części basenu Morza Śródziemnego. Nazywamy ją mykeńską, od Myken,
największego miasta położonego w północno-wschodniej części Peloponezu.
To jej władcy i wojownicy przepłynęli Morze Egejskie i zajęli Troję.
Niewiele czasu upłynęło od tego zwycięstwa do chwili, gdy tajemniczy
najeźdźcy położyli brutalny kres cywilizacji mykeńskiej. Nie wiadomo,
kim byli, lecz wraz z nimi nastał słabo poznany okres, który współcześni
uczeni ochrzcili mianem wieków ciemnych. Były to stulecia gospodarczego
i społecznego upadku. Znaczyło to, że Homer przywołał świat, który
ledwie mgliście zachował się w ludzkiej pamięci. Iliada i Odyseja to
fikcja, co jednak istotne, pod pewnymi względami ucieleśniają ważną
prawdę historyczną, albowiem pokazały wielu pokoleniom Greków, kim są i jakimi wartościami winni się w życiu kierować.
Homer cieszył się niemalże biblijnym autorytetem. Oto historia, którą
opowiedział.
Oblężenie Troi ciągnęło się przez dziesięć lat, ale wypadki opisane w Iliadzie zamykają się w okresie zaledwie pięćdziesięciu czterech dni w jego dziewiątym roku, a większość akcji rozgrywa się w ciągu czterech
dni. W tym bliskim ujęciu udało się jednak zawrzeć glorię i dramat rzezi
zdającej się nie mieć końca.
Wojna u Homera to zasadniczo szereg pojedynków toczonych przez królów i książęta; powożą rydwanami i miotają włócznie w swoich przeciwników.
Zwykły lud przewija się w tle. Poczesne miejsce w opowieści zajmuje
Achilles, przystojny, wspaniały, niezwyciężony wojownik. Jest to
niewątpliwie najlepszy żołnierz pośród Greków, lecz ma fatalne
usposobienie. Poróżnia się z własnym wodzem, królem Myken Agamemnonem, o dwoje pięknych dziewcząt. Pierwszą jest Chryzeida, córka miejscowego
kapłana przeznaczona bogu Apollinowi, świetnemu łucznikowi o wyglądzie
przystojnego, wiecznie młodego chłopca. Schwytana przez Greków podczas
jednej z wypraw, została przekazana jako branka Agamemnonowi. Jej ojciec
poskarżył się bogu, błagając o zadośćuczynienie swojej krzywdzie.
Wówczas siły ekspedycyjne dotknęła plaga. Żołnierze tłoczyli się w obozie na plaży nieopodal Troi, leżącej kilka kilometrów w głąb lądu.
Okręty wyciągnęli na piasek. Wielu pomarło. Wróżbita oświadczył, że
epidemia jest karą boską za pojmanie Chryzeidy, i doradził, aby
niezwłocznie zwrócić ją ojcu.
Świat helleński znacznie różnił się od naszego. Homeryccy mężczyźni i kobiety żyli, jak byśmy dziś powiedzieli, w równoległych światach. W jednym rzeczy były takie, jakie się wydawały. Zaraza była zarazą. W drugim jednak rządzili bogowie. Dlatego Apollo pojawia się w obozie
rozgniewany. W jego kołczanie pobrzękują strzały.
"Do nocy był nadchodzącej podobny"4, mówi poeta. "Siadł od okrętów
daleko i pierwszą wypuścił strzałę. Ozwał się dźwiękiem straszliwym
srebrzysty łuk Apollona. Najpierw skierował swe groty na rącze psy i na
muły, potem jął ostre pociski miotać na ludzi śmiertelnych. Stosy bez
przerwy płonęły żałobne nieprzeliczone"5.
W jednym postrzeganiu zdarzenie miało więc racjonalne, w innym zaś
ponadnaturalne wyjaśnienie. Grecy wierzyli, że jedno i drugie jest
równie prawdziwe.
Główne bóstwa helleńskiego panteonu to kłótliwa, antropomorficzna i nieśmiertelna rodzinka. Mieszkają w pałacu na szczycie góry Olimp w północnej Grecji. Lubią płatać sobie figle i sztuczki, a ich
"niepowstrzymana wesołość"67 i śmiech rozbrzmiewają wśród
szczytów gór. Ich miłostki i animozje układają się w fascynującą operę
mydlaną, jak jednak się przekonamy, cały ich humor znika, gdy
zainteresują się ludźmi.
Głową rodziny jest Zeus, pan błyskawic i władca chmur - oraz pantoflarz.
Jego żona Hera zawsze knuje, by storpedować zamiary małżonka. Jest też
wojownicza Atena, protektorka Aten, bogini mądrości i patronka rzemiosła
i sztuki. Nazywa ojca "okrutnym i w twardym sercu szalonym"8, który jej
zamiarom swoją "wolę upartą" wciąż przeciwstawia9. Obie
boginie nienawidzą Trojan i niestrudzenie działają, by doprowadzić ich
do upadku.
Dzieje się tak dlatego, że zarówno one, jak i bogini miłości Afrodyta
stanęły w odległej przeszłości do konkursu o złote jabłko, które
przypaść miało najpiękniejszej z nich. Sędzią był młody książę trojański
Parys, który nagrodził Afrodytę. Przyrzekła mu bowiem, że jego kochanką
zostanie najpiękniejsza kobieta na świecie.
Na imię miała Helena, lecz - cóż za niezręczność - nie była stanu
wolnego. Jej małżonkiem był król Menelaos, władca Sparty położonej na
południu Grecji. Parys złożył Helenie wizytę, po czym kochankowie
wspólnie uciekli do Troi. Zniewaga ta stała się powodem do wojny.
Bogowie greccy nie są modelowymi przykładami prawości i nie należy też
oczekiwać jej od ich wyznawców; w każdym z nich znajdziemy raczej
wyolbrzymione odbicie uczuć, zasad czy umiejętności właściwych istotom
ludzkim.
Grecy byli głęboko religijni; nie po to jednak, by wziąć sobie do serca
zasady etyczne, lecz raczej by mieć bogów po swojej stronie i móc
odgadnąć ich intencje. Osiągano to, czytając we wnętrznościach
poświęconych im zwierząt oraz radząc się wróżbitów, proroczych ksiąg i wyroczni przed podjęciem ważnej decyzji. Ku czci bogów organizowano
uroczyste święta. Kraj usiany był świątyniami, ołtarzami, świętymi
gajami i jaskiniami poświęconymi temu czy innemu bóstwu. Nie zaprzątano
sobie głowy teologicznymi dogmatami. Istotą religii był raczej rytuał
aniżeli wiara.
Agamemnon zwołał zgromadzenie ogólne armii oraz równych mu królów i książąt. Zgodził się zwrócić Chryzeidę ojcu i Apollo przestał wypuszczać
strzały. Zaraza wygasła. Następnie król popełnił jednak tragiczny błąd.
Aby powetować sobie stratę, skonfiskował inną urodziwą brankę, Bryzejdę,
przeznaczoną już Achillesowi, który zagniewany porzucił wojaczkę i zaszył się w swojej chacie.
Dumał tam nad swoim losem. Po narodzinach Tyche dała mu dwie drogi:
krótkie, lecz pełne chwały życie żołnierza lub długie, ale przeciętne i osiadłe. Wybór był oczywisty. Od pierwszych dni jego życia matka, nimfa
morska Tetyda, imała się wszelkich sztuczek, aby ocalić go od
przedwczesnej śmierci. W dzieciństwie przebierała go w sukienki i wychowywała jako dziewczynkę. Jego prawdziwą płeć jednak ujawniła
nieoczekiwana ciąża jednej z rówieśnic.
Dorosły Achilles, podobnie jak większość Greków, ze spokojem przyjmował
ulotność życia i chociaż wierzył, że śmierć nie jest końcem wszystkiego,
nie miał większych widoków na zaznanie szczęścia w podziemnym świecie,
gdzie dusze umarłych snują się w mglistej i bezcelowej wieczności.
Podczas swojej długiej podróży powrotnej do domu po zakończeniu wojny
chytry Odyseusz otrzymuje rzadki przywilej wstępu do podziemnego świata
jeszcze za życia. Spotyka tam ducha Achillesa, równie zagniewanego jak
wówczas, gdy pławił się w blasku słońca. Narzeka on na życie po śmierci:
Wolałbym do dzierżawcy iść pod biedną strzechę na parobka, i w roli
grzebać z ciężkim znojem, niż tu panować nad tym cieniów marnych
rojem!1011
Kilka lat wcześniej, gdy Achilles, żyw jeszcze, siedział bezczynnie na
plaży pod Troją, zdawał sobie doskonale sprawę z tego, co przyszłość ma
dlań w zanadrzu. Silna w nim była żądza rywalizacji; cecha
charakterystyczna także dla późniejszych pokoleń Greków, równie
swarliwych jak on. Homer zwięźle wyraża ogólne nastawienie, wkładając
wojownikowi w usta słowa: "abym waleczny był zawsze i męstwem innych
przewyższał"1213. Na razie jednak Achilles pozwolił swojej
gwałtowności zardzewieć.
Trojanie pod wodzą księcia Hektora, najstarszego syna ich władcy i przeciwnika Achillesa, zaczęli brać górę w potyczkach toczonych na
równinie rozciągającej się pomiędzy miastem a brzegiem morza. Grecy (czy
też Achaje, jak ich nazywa poeta) wznieśli potężny mur obronny, by
chronić swoje okręty oraz obozowisko na plaży. Homer opisuje walki, nie
szczędząc krwawych szczegółów. Osiąga równocześnie dwa przeciwstawne
efekty. Wojna okrywa chwałą, lecz zarazem jest potwornym złem.
Dziki wojownik grecki Ajas wpadł w amok. Homer, mający wybitny talent do
zestawiania cnotliwych postępków władców i książąt z przyziemnościami
codziennego życia, przyrównuje Ajasa do osła, co "uparty przez wiejskich
chłopców dręczony, chociaż go biją po grzbiecie natrętnie, w szkodę się
wdziera"1415. Zwierzę nie zważa na kije łamane o jego grzbiet,
póki nie naje się do syta.
Inna przekonująca scena przedstawia boginię Atenę, która "do piersi mu
[królowi Menelaosowi] wlewa natrętną muchy wytrwałość, która, choć
wciąż odpędzana, skórę bez przerwy nakłuwa, gryząc zawzięcie, bo ludzka
krew ją najsłodziej nasyca"1617.
Lecz w wojnie na jednego zwycięzcę przypada jeden przegrany. Poeta
każdemu z niezliczonych poległych wystawia poruszające epitafium. Oto
przykład mordu: łucznik wypuszcza strzałę w pierś młodego Trojańczyka.
Homer oddaje to doskonałym porównaniem: "Niby mak, kiedy w ogrodzie
głowę w dół schyla, ugięty własnym ciężarem i deszczu w porze wiosennej
strugami - głowę tak swoją [Gorgytijon] pochylił, bo nagle hełm mu
zaciążył"1819.
Zeus przysiadł na szczycie pobliskiej góry i grzmiąc złowrogo, posyłając
błyskawice, obserwował rozgrywającą się scenę. Nie odwracał
"promienistych swych oczu"20 od walki.
Zdawało się, że sprawy przybierają tak fatalny obrót dla Greków, iż
Patrokles, najlepszy przyjaciel Achillesa (a wedle niektórych jego
starszy kochanek), błagał go, by pozwolił mu się przyłączyć do zmagań i odwrócić los. Achilles niechętnie wyraził zgodę i pożyczył Patroklesowi
swą słynną zbroję.
W charakterze Achillesa odnaleźć można cechy niemal psychopatyczne. W rozmowie z przyjacielem wyobrażał on sobie ich jako jedynych ocalałych,
triumfujących nad całym światem. "Gdybyż to [...] śmierci nie zdołał się
wymknąć nikt z Trojan, jacy tam będą, ani z Argiwów - my tylko gdybyśmy
jej uniknęli, tylko my, aby w proch zwalić przedmurza świętego
Ilionu!"2122.
Kiedy Patrokles włączył się do walki, wszyscy wzięli go mylnie za
Achillesa, przez wzgląd na zbroję. Pokonał licznych nieprzyjaciół, lecz
zbrakło mu wiedzy, kiedy się wycofać. Stanął naprzeciw Hektora, lepszego
odeń wojownika, który zabił go i odarł z Achillesowej zbroi. Po
zaciekłej walce Grecy zdołali odbić jego ciało.
Achilles był zrozpaczony. Homeryccy herosi nie ukrywają swoich uczuć; on
także nie zdołał pohamować płaczu. Którejś nocy przyśnił mu się
Patrokles, on zaś wyciągnął ręce, aby objąć przyjaciela. Na próżno.
Zjawa "jak dym pod ziemię skrywa się, kwiląc"23. Achilles zerwał
się z miejsca, zdumiony. Klasnął w dłonie i we wzburzeniu zawołał:
"Biada! Więc jeszcze istnieje w mrocznym domostwie Hadesa dusza i ziemski kształt, ale z siedliska życia wyzuty"2425.
Łaknąc zemsty, Achilles wdał się w kłótnię z Agamemnonem i raz jeszcze
wyruszył do walki z Trojanami. Ścigał Hektora, który stracił panowanie
nad sobą i rzucił się do ucieczki. Wreszcie Trojańczyk, dysząc ciężko,
przystanął, by stawić czoło bezlitosnemu wrogowi.
Bogowie obserwowali tę scenę w milczeniu. Zeus przyznał się do pewnej
słabości do Hektora i zwrócił do pozostałych o zgodę, aby ocalić mu
życie. "Co mówisz?", prychnęła Atena, dodając, że los Hektora od dawna
jest przesądzony. "Czyń, jak chcesz, ale nie wszyscy zgodzą się z tobą
bogowie!"2627. Zeus przychylił się do jej zdania.
Achilles pokonał Hektora. Następnie zbezcześcił jego ciało, mając zamiar
rzucić je psom. Właściwy pochówek jest jednak niezbędnym warunkiem
wstępu do podziemnego świata i po wojennych klęskach Grecy niezmiennie
negocjują prawo pogrzebania swoich poległych.
Zeus nalegał, by nie uchybiać godności zmarłego. Posłał brutalnemu
zwycięzcy wiadomość: Hektor ma zostać pochowany ze wszelkim
ceremoniałem. Stary król Troi Priam potajemnie przebył smaganą wichrami
równinę i stawiwszy się osobiście przed Achillesem, złożył mu bogate
dary. Grecki wojownik ten jeden raz zdobył się na wielkoduszność. Uznał
żałobę Priama po synu za równie głęboką i szczerą, jak miłość i rozpacz
jego własnego ojca na myśl, że nie będzie mu dane pogrzebać zwłok syna w ojczystej ziemi.
Obaj żałobnicy wspólnie spożyli wieczerzę. To ważne, gdyż oznaczało, że
Achilles uznał Priama za swego gościa; uświęconą relację
przypieczętowano darami. W zamian władca otrzymał ciało Hektora. Razem
uronili łzy w nieutulonym smutku. "Biednym śmiertelnym bogowie potężni
wieść życie kazali w ciągłej udręce, bo tylko oni nie znają
boleści"2829, rzekł Achilles. Obok bezlitosnej rywalizacji i radosnego egoizmu ocierającego się o socjopatię Grecy mieli wiele
zrozumienia dla tragicznej kondycji człowieka. Życie jest ulotne i pełne
cierpienia.
W innym miejscu Homer napisał te oto pamiętne słowa:
Taki już los ludzkich rodów jak losy nietrwałych liści - jedne na ziemię
wiatr zrzuca liście, a inne wydaje rozkwitający las, kiedy zbliża się
pora wiosenna. Z rodem człowieczym to samo: jeden rozkwita, a drugi
pada3031.
Po nocnym spoczynku Priam i Achilles rozdzielili się i każdy ruszył w swoją drogę. Obaj wiedzieli, co los skrywa dla nich w zanadrzu. Król
pochował swojego syna. W tym miejscu Iliada się kończy, ale dalszy
rozwój wydarzeń można łatwo przewidzieć. Krótko potem Achilles zginął od
strzały z łuku Parysa. Nie dożył upadku Troi, pokonanej raczej sprytem
aniżeli brawurą.
Grecy udali, że porzucają oblężenie, i odpłynęli. Pozostawili tylko
olbrzymiego drewnianego konia w charakterze ofiary dla bogów. Trojanie
bezmyślnie wciągnęli go w obręb murów miejskich, świętując zakończenie
wojny. Koń jednak, co oczywiste, skrywał w swoim wnętrzu uzbrojonych
ludzi. W środku nocy wyłonili się z niego i wpuścili armię grecką do
miasta. Troja upadła i została zburzona. Priam zginął z ręki syna
Achillesa.
Helena powróciła do Sparty.
Homer zdaje się sugerować, że wojna trojańska przyniosła nikłe korzyści.
Poległo zbyt wielu dzielnych ludzi. Tymczasem kłótliwa rodzinka na
Olimpie zajęła się innymi sprawami. Bóstwa, które kibicowały przeciwnym
stronom sporu, bóg morza Posejdon i Apollo, postanowiły zniszczyć wielki
obronny mur wzniesiony przez Greków wokół ich okrętów. Postawiono go
wbrew woli niebios.
Teraz, gdy Troja została starta z powierzchni ziemi i "gdy z Trojan
wśród bojów najwaleczniejsi polegli"3233, pozostały po niej
jedynie owe potężne fortyfikacje. Bogowie rzucili przeciwko nim wody
wszystkich rzek w okolicy. Zeus, pan niebios, dopomógł nieprzerwanym
ulewnym deszczem. Po dziewięciu dniach mur i jego fundamenty zostały
zmyte do morza. Wówczas Posejdon na powrót pokrył plażę piaskiem i zawrócił wody rzek do dawnych koryt.
Skrwawione wybrzeże wyglądało, jakby nigdy nic się na nim nie wydarzyło.
Czy Helena była tego warta? W imię czego Hektor, Achilles i wszyscy
pozostali naprawdę poświęcili swoje życie? Dla większości Greków
odpowiedź była oczywista. Jakkolwiek bezcelowa byłaby ich rzekoma
przyczyna, śmiałe uczynki zapewniły im chwałę. Nie trzeba było innego
uzasadnienia. Obiektywnie jednak w podziemnym świecie odwaga nie niosła
większych korzyści.
Można by rzec, że liczyła się jedynie cnota.
Tak więc dziś dostrzegamy zarysy greckości poprzez mgłę spowijającą
przeszłość. Sam fakt, że ekspedycja przebyła tak znaczną odległość drogą
morską, dowodzi znaczenia, jakie żeglowanie miało dla ludu
zasiedlającego skaliste ziemie przecięte nielicznymi drogami. Hellenów
łączył język, dla wszystkich zrozumiały pomimo różnych dialektów, oraz
bogowie. Wierzyli głęboko w honor czy też osobistą godność (time).
Gorliwie wspierali sprawiedliwość i rządy prawa. Dostrzegali
okrucieństwo i marnotrawstwo wojny, lecz hołubili dzielność. Wiedzieli o szkodach wynikających z pochopnego działania, zarazem czuli jednak, że
jest w nim coś wspaniałego.
Społeczeństwa rządzonego przez władców tak impulsywnych jak Agamemnon
czy Achilles nie można nazwać demokratycznym, nie byli oni jednak
despotami. Musieli się liczyć z opinią publiczną i regularnie zwoływali
zgromadzenia ogólne, aby uzyskać radę w sprawach o szczególnym
znaczeniu; tradycję tę podtrzymano w późniejszych wiekach.
Ich religijność pozbawiona była doktrynalności; rodzina ich
nieprzewidywalnych bogów dzieliła z nimi te same, "ludzkie" namiętności.
To, co dla nas jest mitem lub legendą, dla Greków było rzeczywistością;
ich bogowie istnieli naprawdę, a herosi z zamierzchłej przeszłości byli
postaciami historycznymi.
Nie istniał święty kodeks darowany śmiertelnikom, aby go przestrzegali.
Ludzkość mogła jedynie mieć nadzieję, że da się pokierować mieszkańcami
Olimpu za pomocą modłów i ofiar. Ich wpływ był jednak ograniczony,
ponieważ losy mężczyzn i kobiet zostały zapisane przez Mojry, trzy
staruchy przędące nici życia człowieka, na długo przed jego poczęciem.
Podstawową cechą prawego człowieka była rywalizacja w dążeniu do
doskonałości. Homer ukazuje jednak, że owa sporna konkurencja ma także
ciemną stronę, znajdując odzwierciedlenie w toksycznych walkach, które
zdziesiątkowały wiele spośród niezależnych miast-państw Hellady. Grecy
za punkt honoru postawili sobie nie zgadzać się z sąsiadami; zwyczaj ten
doprowadził ostatecznie do ich upadku.
Mimo iż stronice Iliady spływają rzekami krwi, ogólny nastrój eposu
jest raczej optymistyczny. Jest to po części zasługą poczucia humoru
Homera; jak się przekonamy, komedia i śmiech staną się natchnieniem dla
kultury ateńskiej, jeśli nie greckiej. Ponadto w Iliadzie przedmioty
stworzone ręką człowieka - okręty, narzędzia czy meble - zawsze są
dobrej jakości. Wspominając z imienia jednego z bohaterów, Homer lubi
dodawać jakąś opisującą go frazę lub przymiotnik. Tak więc Parys jest
"boski", nawet gdy okazuje się tchórzem. Epitety te oddają rzeczywisty
charakter człowieka, szczególnie gdy przeczy temu swoim postępowaniem.
Jeśli cokolwiek jednoczyło Hellenów, była to nieprzemijająca wrogość
pomiędzy nimi a spadkobiercami Troi. Mniej więcej od połowy VI w. byli
nimi "Królowie Królów", twórcy i kontynuatorzy imperium Persji,
rozciągającej się u szczytu swojej potęgi od Egiptu i Anatolii po
rubieże Indii. Ci perwersyjni - za takich ich uważano - przybysze ze
Wschodu stali się demonami Hellady.
Podsumowując, Grecja nie była miejscem w przestrzeni, jak współczesne
bałkańskie państwo narodowe, lecz ideą. A każdy Grek, niezależnie od
tego, gdzie mieszkał, posługiwał się tym samym językiem - i znał swojego
Homera.
Chociaż nauczyciel Aleksandra Wielkiego, wybitny filozof Arystoteles,
wpoił mu nowoczesną wiedzę o świecie, sam Macedończyk uważał się za
relikt przeszłości. Był homeryckim wojownikiem, drugim Achillesem,
człowiekiem czynu, nie myślicielem. Jak na ironię to właśnie ten
miłośnik wszystkiego, co greckie, położył brutalny kres swobodom świata,
który tak podziwiał, i przerwał wielki demokratyczny eksperyment
zapoczątkowany w Atenach.
Na następnych stronach przedstawimy niezwykłą historię tego
eksperymentu. Najpierw jednak musimy poznać trzy wielkie potęgi
władające wschodnią częścią basenu Morza Śródziemnego: Ateny, Spartę
oraz imperium perskie, ponieważ to ich splatające się animozje i odmienne wartości doprowadziły je, kolejno, do triumfu - oraz ruiny.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki