Christian Dior - Marie-France Pochna

Reflow text when sidebars are open.
Serdecznie dziękuję wszystkim osobom, które przyczyniły się do powstania tej książki.
Marguerite Yourcenar, którą miałam przyjemność poznać w North East Harbor w roku 1987, powiedziała w czasie naszej rozmowy zdanie, które utkwiło w mojej pamięci i ośmieliło mnie do napisania tej biografii: "Książki są jak drabina: powstają, wspinając się po myślach innych ludzi". Tak samo rodziła się ta książka, która jest wynikiem kilkuset godzin rozmów, mnóstwa świadectw, wspomnień i opinii, które zebrałam i które później fermentowały i dojrzewały. W wyniku tego procesu odtworzyłam osobowość, którą uważam za owoc pracy zbiorowej. Dior pozostał żywy w oczach osób, które go znały. Wystarczyło tam być i zebrać pojedyncze liście, by odtworzyć drzewo. Tak więc wszyscy świadkowie przyczynili się do tej pracy, za co pragnę im podziękować. Nie wydzielałam poszczególnych wspomnień, ponieważ wszystkie wzajemnie się uzupełniają.
Czytelnik ma prawo wiedzieć, dlaczego i w jaki sposób rodziła się ta książka. Zacznijmy od drugiego pytania, na które łatwiej mi odpowiedzieć: książka powstawała metodycznie i zarazem dzień po dniu. Któregoś ranka wystarczyła rozmowa z Jeanem Marais, który opowiedział mi przez telefon o niedzieli na wsi w towarzystwie Marleny Dietrich i Jeana Cocteau, abym mogła uchwycić całą lekkość charakteru Diora. Potem spędziłam długie popołudnie w mieszkaniu Denise Tual. Żyła samotnie, skurczona wiekiem, skromna, ale promienna na fotografiach, w listach, na rysunkach przyjaciół, tych wszystkich skarbach z wypełnionego po brzegi życia. Błyskawicznie wyjaśniła mi reguły gry tej epoki. Wtedy wspaniale było lansować się jako artysta, producent czy krawiec, bo pieniądze, od których dziś wszystko zależy, były traktowane zupełnie inaczej... (Dior nie czuł, że utracił godność, kiedy nie miał za co kupić jedzenia). Przez kilka miesięcy kazała mi na siebie czekać Edmonde Charles-Roux. (Niektórzy świadkowie wolą bowiem zatrzymać "swojego" Diora dla siebie). Wywiad odbył się w jej garsonierze na Lewym Brzegu, do której wspięłam się po schodach w eleganckiej klatce schodowej. Mieszkanie było pełne pamiątek. Można było sobie wyobrazić, że częstymi gośćmi byli tutaj bracia Goncourtowie. Barwnie opowiadała o rodzajach gustu, przeciwstawiając bogaty, zmysłowy świat Diora minimalizmowi Chanel. Styl Diora charakteryzował prawicę (mieszczaństwo), Chanel zaś lewicę (była sierotą). Słuchałam z zafascynowaniem, jak opowiadała o polityce, która zamieszkała w świecie mody. Z Artem Buchwaldem spotkałam się w barze w "Ritzu". Jego fajka i twardy akcent tchnęły Paryżem lat 50., który pozostaje jedną z najlepszych kuracji odmładzających, jaką można sobie sprawić za cenę dwóch lampek szampana. Mogłabym tak jeszcze bez końca wymieniać te jasne momenty. Niekiedy spotkania były zabawne, innym razem musiałam długo czyhać na jakąś perełkę ukrytą w chaosie wspomnień. Ale każdy drobiazg miał swoją cenę w tej grze, która się układała jak pasjans, jego ulubiona gra w karty. Wróćmy jednak do Diora. Z pewnością przewidział, że któregoś dnia ktoś wróci po jego śladach, że ktoś żyjący w innej epoce zainteresuje się jego epoką i będzie chciał odtworzyć układankę jego życia.
Był zbyt skrupulatny, by pozostawić kolejne pokolenia przypadkowi, i przygotował niezbędne w jego mniemaniu części układanki: Christian Dior et moi, swoją autobiografię napisaną kilka miesięcy przed śmiercią, która posłużyła mi za przewodnik w czasie pisania tej książki. Odkryłam w niej jego zamiłowanie do zagadek, astrologii, talizmanów wyjaśniające imiona, jakie nadawał swoim sukienkom: "Mots croisés", "Réussites", "Devinettes", "Cache-Cache". Nie byłam zaskoczona, że znalazłam w jego tekście kilka dowcipów i wskazówek dotyczących drogi, których rozszyfrowanie dostarczyło mi pewnych kluczy, w tym tego najważniejszego, związanego z jego dzieciństwem. Prowadzącą mnie nić, nie zawsze dla mnie oczywistą, ujrzałam wyraźnie, kiedy zakończyłam książkę, ponieważ trasa, którą Dior oznaczył strzałkami - jego życie - zmusiła go, by powrócił do dzieciństwa, aby odnaleźć drogę, z której zboczy. To zgubione i odnalezione powołanie projektanta stanowi motor, a wręcz suspens jego historii.
Faktem jest, że książka jest także owocem szczególnych okoliczności. W roku 1980 napisałam biografię Marcela Boussaca. Wtedy też uczyniłam mój pierwszy krok w świecie Diora. Kiedy Boussac miał dziewięćdziesiąt jeden lat, a więc na rok przed śmiercią, stracił stajnię koni wyścigowych, ostatnią własność, która mu pozostała po upadku imperium (likwidacja objęła jego majątek osobisty). Jego sekretarka, Denise Lemay, brała udział w naszych spotkaniach i tłumaczyła mi jego wypowiedzi, ponieważ po urazie mózgu mówił niewyraźnie. Pamiętam, że mnie błagała: "Proszę mu pozwolić opowiadać o Diorze. Tylko to jeszcze sprawia mu przyjemność".
Spotkałam się także z Suzanne Luling. Zaprosiła mnie na obiad do "Maxim's", gdzie miała stałą rezerwację stolika. Zachowała żywiołowy temperament. Opowiadała mi takie historie, że mało nie pękłam ze śmiechu. Wiele z nich zapomniałam, ponieważ wtedy jeszcze nie wiedziałam, że mogą mi się kiedyś przydać. Dla niej, podobnie jak dla wszystkich, którzy żyli w latach Diora, był najpiękniejszą przygodą. Z pewnością mogliby to potwierdzić Frédéric Castet czy Hervé du Périer. Wtedy także poznałam obu sukcesorów Diora: następcę w dziedzinie artystycznej, projektanta kolekcji Marca Bohana, i następcę w dziedzinie biznesu, Jacques'a Rouëta. W trakcie likwidacji imperium Boussaca, w bardzo trudnych okolicznościach Rouët walczył o możliwość rozwoju marki. Jemu jestem winna szczególną wdzięczność, że mi zaufał, kiedy zaczęłam pracę nad biografią Christiana Diora.
A teraz odpowiedź na pytanie pierwsze: dlaczego napisałam tę biografię? Mieszkając na stałe w Stanach Zjednoczonych i żyjąc kilka lat na Bliskim Wschodzie, nauczyłam się patrzeć pod innym kątem na Paryż, który pozostaje przecież moim miastem. Niewiele francuskich filmów, książek i piosenek dociera dziś na drugą stronę Atlantyku i Morza Śródziemnego. Z tego powodu odczuwam nawet pewną frustrację. Moda pozostaje jednym z niewielu wehikułów naszej cywilizacji, które udało się rozpropagować poza granicami Francji. A nie jestem pewna, czy zdajemy sobie sprawę z fascynacji, jaką budzi marka "Dior". Na pewno większą niż inne marki. Jak to się stało? Chciałam zatem wrócić do początku zjawiska, jakim było New Look. Styl ten przywrócił francuskiej modzie prymat utracony podczas wojny. Ponownie wyróżnił Francję w oczach świata. Każdy człowiek, który zmienia bieg historii, należy do teraźniejszości. Dior stanowi przykład dla każdego, kto pragnie uchwycić cząstkę prawdy istniejącej w powolnym i nieodwracalnym zaniku tradycji.
Książka ta stanowi osobiste świadectwo tego Diora, który przeciwstawił się duchowi swej epoki, bardziej podobnej do naszej, niż sobie to wyobrażamy: tego Christiana Diora, który mówił po prostu, że "mieć dobry gust, to mieć swój własny gust", i który odniósł sukces, ponieważ okazał to w najdoskonalszy sposób.
Na wstępie napisałam, że chciałabym podziękować, bez wyszczególniania, wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tej książki: byłym współpracownikom, przyjaciołom, bliskim Christiana Diora i znawcom mody. Nie mogę ich tu wymienić, ale ich nazwiska figurują w spisie wywiadów. Im wszystkim, podobnie jak członkom ADACD [Stowarzyszenia Byłych Pracowników Christiana Diora], chciałabym wyrazić głęboką wdzięczność. Szczególne słowa wdzięczności pragnę skierować do osób, które mimo pewnych wahań pomogły mi w pracy nad książką. Należą do nich: Jacques Rouët, którego już wymieniłam, i pani Catherine Dior.
Dziękuję panu Bernardowi Arnaultowi, że pozwolił mi wejść do archiwów domu mody Christian Dior, nie narzucając ograniczeń krępujących swobodę konieczną w tej pracy. Chciałabym także podziękować panu François Beaufumé, prezesowi Christian Dior SA, i Marie-Christine de Sayn Wittgenstein, dyrektorce Działu Badań i Rozwoju w Parfums Christian Dior.
Cenną pomoc, oprócz wiedzy, wniosła także Marika Genty, stojąca na straży dziedzictwa w spółce Christian Dior. Współpraca z nią była dla mnie prawdziwą przyjemnością. Podobnie jak współpraca z Élisabeth Flory, kustoszką wystawy Hommage a Christian Dior 1947-1957 w Musée des Arts de la Mode w roku 1987. Adresatem moich podziękowań jest także Jean-Luc Dufresne, kustosz Musée Christian Dior w Granville.
Spośród moich przyjaciół szczególnie jestem wdzięczna Bernardowi Minoretowi - otworzył dla mnie swoją bibliotekę i wtajemniczył mnie w arkana życia literackiego i światowego w Paryżu, którego jest admiratorem. Poranny dzwonek telefonu często był dla mnie miłym zaskoczeniem. To Bernard Minoret telefonował, żeby mi powiedzieć, że natknął się podczas lektury na fragmenty odnoszące się do Christiana Diora. Dziękuję także tym, którzy udostępnili mi niepublikowane pamiętniki i korespondencję: Brigitte Tortet za dziennik jej ciotki, Suzanne Luling, Genevi?ve Page, która bez wahania powinna opublikować wspomnienia swego ojca, wspaniałego Jacques'a Bonjeana, i Silvii Laurent Colle oraz Linie Lachgar za korespondencję Maxa Jacoba.
Skorzystałam także z kilku wydawnictw z dziedziny mody. Cennym źródłem informacji była dla mnie książka Didiera Grumbacha Histoires de mode, a jej autor podczas rozmów ze mną dostarczył mi wielu cennych wskazówek dotyczących rozumienia mody. Podziękowania kieruję także do François Baudota, który podejmuje tę samą problematykę zarówno na łamach "Elle", jak i w swoich książkach traktujących o sztuce. Pamiętam również o roli matek duchowych, w obu znaczeniach tego terminu, jaką odegrały Marie-José Lepicart i Alice Morgaine na początku mojego projektu.
W sprawie dokumentacji do książki korzystałam z pomocy Arnauda de Maurepas, inżyniera programisty z Sorbony, który wykonał badania genealogiczne i majątkowe, a także dotyczące dokumentów spółki Christian Dior. Xavier Narba?ts, współpracujący z magazynem "Connaissance des Arts", opracował studium o stylu domów Christiana Diora. Wreszcie Sonia Rachline z "Vogue'a" w końcowym etapie pracy nad książką okazała się niezbędną "gwiazdką", jak by to powiedział Christian Dior.
Wszystkim tym osobom serdecznie dziękuję!
Zdecydowałam się nie zamieszczać wielu przypisów u dołu strony, ponieważ zależało mi na zachowaniu rytmu opowieści, jaki wyznaczyła sama historia Christiana Diora. Informacje o cytowanych przeze mnie dziełach i ich autorach znajdują się w źródłach bibliograficznych. Archiwum oraz dokumentację źródłową, z której nie skorzystałam w całości, przekazałam muzeum Diora i Fondation des Sciences Politiques, gdzie Dior studiował. Mam nadzieję, że moja praca mogła służyć do dalszych badań. Spadek po Diorze jest bowiem ogromny, zwłaszcza w dziedzinie handlowej eksploatacji mody, co Dior dostrzegł jako pierwszy. Dla nas, Francuzów, to dziedzictwo jest przeszłością, która jest jednocześnie obietnicą dotyczącą przyszłości.
Marie-France Pochna
RELACJE USTNE
Wywiady
Alexandre
Arnault Bernard
Baudot François
Béal, ksiądz
Becquet Michel
Berthelot Gaston
Bertrand François
Bohan Marc
Bongard Nicolas
Boussac Marcel (w 1981)
Brodsky Michel
Buchwald Art
Cabrol Frédéric de, baron i baronowa
Carré Marguerite
Castet Frédéric
Céleron Pierre
Charles-Roux, pani
Cluzel Raphaël
Colle Marie-Pierre
Colle Silvia
Crespelle Jean-Paul, z żoną
Dedeban Paule
Delamare Rosine
Dermit Édouard
Dior Catherine
Dior Michel, z żoną
Dior Madeleine
Doelnitz Marc
Donati Jean-Claude
Eclancher i Diot, mistrzowie
Fenwick Mihri
Fini Léonor
Foy Marinette
Fr?re Jean-Pierre
Frontinette, Benjamin, zw.
Gaillemin Jean-Louis
Gaultier-Voituriez Odile
Giudicelli Tan
Givenchy Hubert de
Grandval Gérard
Graziani Bettina
Grédy Jean-Pierre
Gruau René
Grumbach Didier
Guillaume Valérie
Guitaut Jacqueline de
Harriman Pamela, ambasador Stanów Zjednoczonych
Havilland Olivia de
Jarry Pierre
Jeanmaire Zizi
Joannis Claude
Lachgar Lina
Lambert Eleanor
Lamela José Llopis
Lamy Armelle
Lanfranca Henri
La Tour d'Auvergne de, książę François z żoną
Lebidois Colette
Legué Jeanette
Lepicart Marie-José
Levasseur André
Liberman Alexander
Licard Claude
Lopez-Willshaw Patricia
Luling Suzanne (w 1981)
Marais Jean
Marcus Stanley
Małgorzata, księżniczka
Minoret Bernard
Morgaine Alice
Mugnoz Anne-Marie
Ostier André
Page Genevi?ve
Périer de Larsan Hervé du
Perrotino Pierre
Peyerimhoff Yvonne de
Picot Bernard
Porthaut, pani
Ribes Jacqueline de, wicehrabina
Rochas Hél?ne
Rothschild Liliane de, baronowa
Rouët Jacques
Saint-Cyr, pani
Sayn-Wittgenstein Marie-Christine de, księżna
Scherrer Jean-Louis
Serreules ex-de Ganay Marie-Hél?ne
Tortet Brigitte
Tual Denise
Train Susan
Tsutsumi Kuniko
Vacher Anne-Marie
Vilmorin Andrée de
Vivier Roger
Wargnier Stéphane
Ziegler Micheline
Korzystałam ponadto z wywiadów udostępnionych mi przez dom mody Christian Dior, przeprowadzonych w 1983 przez Stanleya Garfinkla z Ken State Museum przy Uniwersytecie Ohio do jego filmu Completely Dior zrealizowanego w 1989.
Instytucje
Biblioteka UFAC
École des science politiques
Fashion Institute of Technology, Nowy Jork
INA
Musée de l'Arsenal
Musée Christian Dior w Granville
Musée de la Mode et du Costume, pałac Galliera
The New York Library
Prace Christiana Diora
Je suis couturier, wypowiedzi Christiana Diora zebrane przez Élie Rabourdin i Alice Chavanne, Éditions Conquistador, Paris 1951.
Wywiad dla "L'Aurore", sierpień 1953.
Voici pourquoi j'ai fait la révolution, tekst zebrany przez Simone Baron, Paris, Presse, 4 sierpnia 1953.
"Les Révolutions dans la couture. Comment on fait la mode", "Le Figaro littéraire", 8 czerwca 1957.
Konferencja na Sorbonie, 5 sierpnia 1957.
Lecture on Haute Couture given at the Paris Fair, 31 maja 1957.
Christian Dior et moi, wstęp Pierre Gaxotte, Biblioth?que Amiot Dumont, Paris 1956.
La Cuisine cousue main, wstęp Raymond Thuillier, ilustracje René Gruau, przepisy zebrał Jacques Rouët, opublikowane przez Christiana Diora w 1972.
O Christianie Diorze
Christian Dior, broszurka opracowana pod kierownictwem Genevi?ve Perreau, Paris 1953.
The Dior Story, "Women's Wear Daily", lipiec 1953.
Dior in Vogue, Brigid Keenan, Margot Fontayn, Octopus Books, Ottawa 1981.
Dior, tekst Françoise Giroud, fotografie Sacha van Dorssen, Éditions du Regard, Paris 1987.
Hommage a Christian Dior, katalog wystawy w Musée des Arts de la Mode, 1987.
Christian Dior, l'autre lui-m?me, katalog wystawy w musée Richard Anacréon de Granville, we współpracy z Arts et Culture, Office culturel de Granville, 1987.
Christian Dior, Diana de Marly, Holmes & Meier, New York 1990.
Christian Dior, the Magic of Fashion, katalog wystawy w Powerhouse Museum w Sydney, 1994.
O Christianie Diorze i modzie
Ballard Bettina, In My Fashion, David McKay Co., New York 1960.
Barthes Roland, Syst?mes de mode, Le Seuil, Paris 1967.
Beaton Cecil, Cinquante ans d'élégance et d'art de vivre, wstęp Christian Dior, Amiot Dumont, Paris.
Benha?m Laurence, Yves Saint Laurent, Grasset, Paris 1993.
Bony Anne, Les Années 30, Les Années 40, Les Années 50, Éditions du Regard, Paris 1982, 1985, 1987.
Chapsal Madeleine, La Chair de la robe, Fayard, Paris 1989.
Charles-Roux Edmonde, Le Temps Chanel, Ch?ne-Grasset, Paris 1979.
Danziger James, Cecil Beaton, Viking Press, Paris 1980.
Delbourg-Delphis Maryl?ne, Le Chic et le look, Hachette, Paris 1981.
Demornex Jacqueline, Balenciaga, ikonografia Marie Andrée Jouve, Éditions du Regard, Paris 1988.
Deslandres Yvonne, Le Costume image de l'homme, Albin Michel, Paris 1975.
François Lucien, Comment un nom devient une griffe, Gallimard, Paris 1961.
Giroud Françoise, Françoise Giroud vous présente le Tout-Paris, Gallimard, Paris 1952.
Grumbach Didier, Histoires de la mode, Le Seuil, Paris 1993.
Guerrand Jean R., Souvenirs Cousus Sellier, un demi-si?cle avec Herm?s, Olivier Orban, Paris 1988.
Guillaume Valérie, Jacques Fath, Éd. Adam Biro, Paris 1994.
Harrison Martin, Appearances, Fashion Photography Since 1945, Jonathan Cape, London 1991.
Laver James, Modesty in Dress, Heinemann, London 1969.
-, Taste and Fashion, George Harrap & Company, London 1937.
Levin Phyllis Lea, Wheels of Fashion, Doubleday, New York 1965.
Lipovetsky Gilles, L'Empire de l'éphém?re, Gallimard, Paris 1987.
Morand Paul, L'Allure de Chanel, Éd. Hermann, Paris 1976.
Provoyeur Pierre, Roger Vivier, ikonografia Michel Brodsky, Éditions du Regard, Paris 1991.
Snow Carmel, Aswell Mary Louise, The World of Carmel Snow, McGraw-Hill, New York 1962.
Veillon Dominique, La Mode sous l'Occupation, Paris 1990.
Vreeland Diana, Diana Vreeland, Alfred A. Knopf, Paris 1984.
Style des années 40, wystawa w muzeum Christiana Diora, 18 czerwca-24 września 1994.
Paris couture années 30, Musée de la Mode et du Costume, pałac Galliera, Paris 1987.
McDowell Colin, McDowells Directory of Twentieth Century Fashion, Prentice Hall, New Jersey 1985.
René Gruau, Schirmer/Mosel, Paris 1984.
Vogue History of Twentieth Century Fashion, Bloomsbury Books.
O Christianie Diorze i życiu artystycznym i literackim
Andreu Pierre, Vie et mort de Max Jacob, La Table ronde, Paris 1982.
Bernier Olivier, Fireworks at Work, Paris in the Thirties, Little, Brown & Company, New York 1993.
Bonjean Jacques, Journal, niewydane, za pozwoleniem Genevi?ve Page.
Calet Henri, Le Croquant indiscret, Grasset, Paris 1955.
Ciry Michel, Journal: le temps des promesses, 1942-1949, Plon, Paris 1979.
Cocteau Jean, Le Passé défini, Gallimard, Paris 1985-1989.
Colle Carmen, Instant de vie, przedmowa Lina Lachgar, manuskrypt złożony w wydawnictwie Éditions du Saule.
Dalí Salvador, Dziennik geniusza, tł. Jan Kortas, Książnica, Katowice 2009.
Doelnitz Marc, La F?te a Saint-Germain-des-Prés, Robert Laffont, Paris 1979.
Dubois André-Louis, Sous le signe de l'amitié, Plon, Paris 1972.
Faucigny-Lucinge Jean-Louis de, F?tes mémorables, bals costumés, Herscher, Paris 1986.
Faucigny-Lucinge Jean-Louis de, Un gentilhomme cosmopolite, Perrin, Paris 1990.
Fouqui?res André de, Mon Paris et ses Parisiens, Pierre Horay, Paris 1953-1959.
Julien Green, Gallimard, seria "Pléiade", Paris 1997.
Hastings Celina, Nancy Mitford, Hamish Hamilton, London b.d.
Heymann C. David, Poor Little Rich Girl, Simon and Schuster, New York 1983.
Lettres de Max Jacob a Pierre Colle, wstęp Silvia Colle, przypisy Lina Lachgar, manuskrypt złożony w wydawnictwie Éditions Rougerie.
Correspondance Max Jacob-Pierre Colle, niewydane, za pozwoleniem Silvii Colle, 20.12.1935, 10.07.1936.
Jullian Philippe, Dictionnaire du snobisme, Plon, Paris 1958.
Kihm Jean-Jacques, Sprigge Elisabeth, Behar Henri C., Cocteau, l'homme et les miroirs, La Table ronde, Paris 1968.
Kochno Boris, Christian Bérard, Herscher, Paris 1987.
Journal de Suzanne Luling, niewydane, za pozwoleniem Brigitte Tortet.
Maxwell Elsa, RSVP Elsa Maxwell's Own Story, Little Brown & Company, 1954.
The Letters of Nancy Mitford, pod red. Charlotte Mosley, Hoder and Stoughton, London 1993.
Oberlé Jean, La Vie d'artiste, Denoël, Paris 1956.
André Ostier, katalog wystawy w Alliance Française, New York 1988.
Raczymow Henri, Maurice Sachs, Gallimard, Paris 1988.
Radiguet Raymond, Le Bal du comte d'Orgel, Gallimard, Paris 1983.
Riva Maria, Marl?ne Dietrich, Flammarion, Paris 1992.
Rorem Ned, Paris and New York Diaries, 1951-1961, North Point Press, New York 1983.
Sachs Maurice, Le Sabbat, Gallimard, Paris 1960.
Sachs Maurice, Au temps du Boeuf sur le toit, Grasset, Paris 1987.
Sauguet Henri, La Musique, ma vie, Librairie Séguier, Paris 1990.
Stein Gertrude, Autobiografia Alicji B. Toklas, tł. Mira Michałowska, Alfa, Warszawa 1994.
Etherington-Smith Meredith, Dalí, Stevenson Sinclair, London 1992
Thomson Virgil, Virgil Thomson, Alfred A. Knopf, Paris 1966.
Tual Denise, Au coeur du temps, Carr?re, Paris 1987.
Tyler Parker, The Divine Comedy of Pavel Tchelitchev, Fleet Publishers Corp., 1967.
Źródła audiowizualne
Person to Person, M. Murrow, CBS, 1955, 16'10''.
Christian Dior Story, Lavorell, 1950, 16'12''.
Portrait de Christian Dior 40e anniversaire, Transatlantic Vidéo (INA), 1987.
Completely Dior, Garfinkel, 1989.
Christian Dior, Franck Maubert, Canal Plus, 1994.
PRZEDMOWA
Zapach to drzwi otwarte na odnaleziony świat [...]. To niezbędne uzupełnienie kobiecej osobowości, "finishing touch" stroju, kolor różowy, którym Lancret podpisywał swoje suknie.
Christian Dior
Rok 1991. Jak co rano listonosz przyniósł kilka zaproszeń. Eleganckie, jednakowe kartoniki - łatwo je pomylić. Czasami, kiedy nie mam na nic ochoty, a mglisty poranek sprawia, że najchętniej odcięłabym się od całego świata, rzucam je niedbale na niewielki stolik przy wejściu, nawet do nich nie zaglądając. Nigdy nie odważyłam się tego zrobić, ale korci mnie, żeby od razu cisnąć je do kosza. Drogie hotele, catering... Goście wszędzie tacy sami, nawet jeśli nie ci sami. Nie, zdecydowanie nie dzisiaj.
Rok 1991. Nadszedł jeden z tych ponurych dni, kiedy człowiek się zastanawia, dlaczego jest mu wszystko jedno, i przeprasza, że żyje. Jeden z tych dni, kiedy spaceruję z Tiną, moim psem, poza granicę dzielnicy. Idziemy daleko, daleko, jak najdalej od mego biurka. Po powrocie wypijam filiżankę herbaty i - a jednak! - mechanicznym gestem sięgam po nóż do cięcia papieru, żeby otworzyć koperty. Muszę tu przecież trochę ogarnąć, zrobić wokół siebie porządek. Wtedy lepiej mi się myśli.
Tego ranka wśród licznych tak często wysyłanych na próżno kopert znalazłam zaproszenie na przyjęcie. W końcu jakaś kusząca propozycja! Premiera "Dune", najnowszego zapachu marki "Christian Dior". Czy jestem zainteresowana? Tak, nowe perfumy Diora zawsze mnie interesują. "Miss Dior" towarzyszyły mi w młodzieńczych przyjaźniach, "Eau Sauvage" pojawiły się, kiedy stałam się kobietą, a "Fahrenheit" unoszą się nad moim macierzyństwem. To się liczy!
Oczywiście, że pójdę. Nie tylko w imię przeszłości, ale przede wszystkim dla przyszłości. Mojej, ponieważ na moim biurku już piętrzy się spory stos notatek, fotokopii artykułów, książek z pozaginanymi rogami i pracuje komputer. Christian Dior od pewnego czasu (i jeszcze na długo) jest częścią mojego życia. Jego biografia to nasza wspólna przygoda. Nie możemy opuścić naszego pierwszego balu. Idę tańczyć na jego przyjęciu.
Martwe jesienne liście, unoszone wiatrem, zgarnęłam na łopatę. Tego wieczoru nie mają praw miejskich. Tego wieczoru w pałacu Vaux-le-Vicomte to, co ziemskie, porozumiało się z tym, co nadprzyrodzone, a niebo rozświetliła konstelacja gwiazd, w której nikt nie odróżni prawdziwych od sztucznych. Z tej okazji przyroda odstąpiła od swoich zwyczajów, a pory roku straciły rozsądek. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki miejsce to ozdobiły tysiące róż w kolorze szampana, orchidei i amarantusów. Park wygląda jak rajski ogród, pałac w migotliwej poświacie olśniewa czarem. We wnętrzach rozgrywa się dalszy ciąg baśni: girlandy korali, liany wykonane z muszli, bukiety z masy perłowej, blask szkła i kryształu, złote i świetliste liście, oniryczna atmosfera, bufet z tysiąca i jednej nocy, szelest tafty, drapowany tiul, pełni gracji i dostojeństwa goście przesuwają się w korowodzie, kręcąc głowami i posyłając sobie uśmiechy.
Marzenie się spełnia, a wszystkie te sztuczki i przyjęcie zwołane za pośrednictwem tysiąca pochodni oraz magiczne czary są po to, by zatrzymać czas. Ten wieczór w Vaux-le-Vicomte ma nawiązywać do przepychu nocnych spotkań, w których tak często uczestniczył założyciel domu mody, do widowiskowych balów z okresu powojennego, a także stanowić wspomnienie belle époque i wcześniejszych królewskich przyjęć w Wersalu, których obraz niczym miraż odzwierciedla się w wodotryskach i parterach kwietnych zaprojektowanych przez Le Nôtre'a i oświetlonych tak jak dawniej.
Tego wieczoru Vaux-le-Vicomte użycza swej feerii, aby można tu było wskrzesić tamte bajeczne noce, którym dom Christiana Diora zamierza złożyć hołd, ożywić tamte magiczne chwile, które mają tylko sprawiać przyjemność z bycia pięknym i natchnąć szaleńczą ochotą do spotkania się z innymi, do zabawy i zapomnienia... Bawmy się! W nocy wszyscy są równi.
Tego wieczoru przeszłość próbuje utorować sobie drogę ku teraźniejszości w najbardziej autentycznej scenerii.
Czy jej się udało?
Nie ma nikogo, kto umiałby odpowiedzieć na to pytanie. Życie toczy się gdzie indziej, w czasie realnym. Ludzie spoglądają na zegarki i nagle, z dwunastym uderzeniem zegara, płyną w kierunku schodów.
Aby oddać hołd najbardziej tajemniczemu z krawców, prosto z nieba powoli spływa gwiazda ubrana w suknię z koralowej żorżety z drapowaną górą. Ma jasnoperłową karnację i uśmiech na twarzy.
Trzaskają flesze. Wtem rozlega się donośny głos:
"Panie i panowie, przed państwem - Isabelle Adjani!". Pierwsza iskra fajerwerku zakończonego finałowym bukietem, orgia świateł, z których wynurza się gigantyczna butelka perfum "Dune".
Nie powinnam była tańczyć aż do świtu w poszukiwaniu Christiana Diora, nieuchwytnego ducha, baśniowej zjawy, nieosiągalnego cienia.
Opuszczając wczesnym rankiem ten przebłysk wielkiego świata, by powrócić do własnego życia, po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że stos notatek, fotokopii artykułów, książek z pozaginanymi rogami i komputer, który pracuje na moim biurku, to już nie są tylko zwykłe zdania, ale skromna i oczywista próba wskrzeszenia kogoś, kto chyłkiem przemknął przez Vaux-le-Vicomte, pozostawiając mnie samą z tym ogromnym żalem.
Czy to nostalgia, czy smutek?
Tylko pragnienie powrotu choćby na jeden wieczór do pełnej blasku minionej epoki, kiedy krawiectwo miało przed sobą przyszłość. Tylko chęć opowiedzenia o człowieku, który nie mając koncesji na ówczesny gust, podarował ludziom marzenie, ponieważ wierzył, że jedyna prawda, którą należy wspierać i czcić, tkwi w urodzie rzeczy, francuskiej tradycji i perfekcji.
Jutro rano - jestem tego pewna - zapomnę o listach, a spacer będzie krótki. Wyjdę temu człowiekowi na spotkanie.
ROZDZIAŁ I
Dior, subtelny geniusz naszych czasów, którego magiczne nazwisko zawiera słowa "Bóg" i "złoto".
Jean Cocteau
We wrześniu, kiedy na dworze zaczynała się szaruga, z tarasu restauracji "Casino" znikały fotele, okiennice eleganckich hoteli zatrzaskiwały się na głucho aż do przyszłego lata, a to oznaczało definitywny koniec sezonu w Granville i jego operetkowych uciech. Na dziewięć miesięcy mieszkańcy nadmorskiego kurortu Granville zapominali o tańcach na świeżym powietrzu, oddając się urokom flegmatycznych niedziel w stylu angielskim. Spacerowali po deptaku Plat-Gousset - szerokiej promenadzie z jednej strony oblewanej morskimi falami, a z drugiej ograniczonej wysokimi ścianami klifu, nad którymi górowały po lewej stare korsarskie miasteczko, a po prawej tonące w zieleni wille. Stateczni mieszczanie, pod ramię z małżonką, mijając się, uchylali melonika i wymieniali ceremonialne pozdrowienia. Pejzaż znów stawał się własnością malarzy i samotnych marzycieli. Świadczą o tym niewyraźne sylwetki snujące się na płótnach Eug?ne'a Boudina, maszty zlewające się z namalowanym temperą niebem Pissarra czy zamglone pejzaże morskie wielkiego lokalnego artysty Léona Carrégo.
Kuszące pomieszczenia
Martwy sezon to ulubiony czas Christiana Diora. Jest rok 1907. Chłopiec miał dwa lata, kiedy jego rodzice wprowadzili się do willi stojącej na skraju wysokiego klifu wychylonego ku morzu. Z powodu słabego w owym czasie zaludnienia okolica sprawiała wrażenie samotnej wyspy. Madame Dior zależało na tym, by jak najszybciej urządzić wokół domu ogród. Na początek małemu Christianowi za kryjówkę musiał wystarczyć zasadzony niedawno sosnowy lasek, którego drzewka miały zaledwie pół metra wysokości. Wydawało mu się, że się w nim gubi jak w prawdziwej dżungli. Drzewa, które rosły razem z nim, na zawsze pozostały jego zaczarowaną kryjówką. Kiedy gasnące promienie słońca zwiastowały burzowe noce, lubił także godzinami wystawać w oknie prasowalni. Skupione wokół lampy naftowej służące cerowały, a on patrzył na gromadzące się na horyzoncie chmury. Jego starszy brat Raymond śmiał się z opowieści o diabłach, ale on, słuchając tych kobiet, odczuwał dreszcze, takie same jak na myśl o ciemnej niszy w sąsiednim pokoju zabaw, dokąd Raymond, który lubił złośliwe żarty, czasem go wpychał siłą. Christian najbardziej lubił prasowalnię, gdzie kołysały go monotonne głosy kobiet śpiewających L'Hirondelle du faubourg1 lub Berseuse de Jocelyn2, gdzie upływały jak w bezpiecznym gnieździe godziny pełne niepokoju, gdzie na ścianach tańczyły przezroczyste wzory rysowane płomieniami lampy naftowej, gdzie docierały stłumione dźwięki zewnętrznego świata: sygnał wpływającego do portu trójmasztowca, normandzki deszcz, ryk syreny mgłowej i głos dzwonu pogrzebowego.
Na Boże Narodzenie rodzina pojechała z wizytą do dziadków mieszkających w Paryżu. Długa podróż dużymi powozami, podczas której dzieci, uczesane na grzecznego Jasia, siedziały na ławeczkach w otoczeniu pań dźwigających na głowach wielkie kapelusze z piórami, przesłaniających twarze woalkami chroniącymi przed pyłem. Jechali ściśnięci jak śledzie w beczce - rodzice, babcia, guwernantka, pokojówka, mechanik - z piramidą bagaży na dachu, aby w końcu, po licznych awariach, postojach i naprawach, ujrzeć olśniewającą panoramę Paryża, miasta świateł. Magię stolicy Francji tworzyły elektryczność, kinematograf, place de la Concorde i "Théâtre du Châtelet". Na scenie pojawiał się naturalnej wielkości Michał Strogow, podróż dookoła świata trwała osiemdziesiąt dni, a Lucyfer w spektaklu Les Pilules du Diable miał "prawdziwe", absolutnie przerażające rogi.
To był świat sto razy bardziej niezwykły niż ten z ilustracji, które Christian oglądał w Granville, z Bajek Perraulta czy Dwudziestu tysięcy mil podmorskiej żeglugi. A przecież wystrój salonu "Nautilusa" był w oczach dziecka szczytem wspaniałości! Chimery walczące na skrzyniach i kredensach w kajucie kapitana Nemo rywalizowały w jego wyobraźni z japońskimi bibelotami i bambusowymi tablicami zdobiącymi przedpokój i klatkę schodową w Granville. Aby podziwiać te wszystkie cuda z bliska, chłopiec wdrapywał się na taboret. Godzinami bawił się, muskając palcami haftowane skrzydła ptaków, grzechocząc koralikami zdobiącymi zasłony lub łapiąc motyle. A ile guzów sobie ponabijał, spadając na podłogę z obciągniętych skórą trójnożnych stołków! Wyobrażał sobie, że jest Aladynem, a dom sezamem, który rozświetla się przy każdym kroku. Podobnie ekscytował go widok skarbów zamkniętych w witrynach stojących w salonie. Były tam porcelanowe figurki markiz, rokokowe pagody, wachlarze z piór, szklane naczynia z Murano, pasterki i pasterze obejmujący się na pudełkach z cukierkami i najpiękniejsze, zdobiące kominek wielkie pióropusze trawy pampasowej i srebrników Judasza. Składowisko tajemniczych przedmiotów. Wieczorami, kiedy zasypiał, kontemplując rozetę otoczoną plafonem, z którego zwieszała się lampa z kolorowego szkła, powracały w jego snach, tańcząc farandolę.
Nic jednak tak nie rozbudzało wyobraźni Christiana Diora jak radosny karnawał. Mieszkańcy Granville traktowali go niemal jak instytucję i zapoznawali z nim dzieci od kołyski. Pierwszy raz Christian uczestniczył w karnawale jako trzylatek. Wystąpił w marynarskim ubranku, białym kapelusiku ze wstążką, w towarzystwie Raymonda i świty dzieci z dobrych domów. Był to okres zabaw pełnych blasku, ozdób, kolorów i lekkości. Wszystkie maluchy z wytrzeszczonymi oczami podziwiały wjazd Króla Karnawału, który za każdym razem pojawiał się w innym przebraniu. Raz był egzotycznym monarchą, Jego Wysokością Abd al-Azizem VIII, innym razem opiekunem rybaków, Jego Wysokością Królem Karnawałowym Wybrzeża i Księciem Pingwinów, a jeszcze kiedy indziej gastronomicznym bóstwem, Jego Wysokością Karnawałowym Baronem Naleśników i Ciast. Mały Christian Dior godzinami obserwował przejazd wozów, na których czele jechali Kawalerowie-Trębacze z Podwórca, za nimi podążali Bibi-Tapins3, starzy weterani z Trzydziestego Drugiego Regimentu grający fanfarę, a dalej Długie Dni bez Końca, groteskowi olbrzymi i nie mniej groteskowe karły, pękający ze śmiechu w szalonej orgii barw i komicznych gestów.
Mały Christian Dior utrwalał te fantastyczne obrazy na rysunkach, na których widnieją markizy jaśniejące w gigantycznym słonecznym dysku i kornacy ze szmaragdowymi bransoletami prowadzący białe słonie. Były to niezapomniane chwile, kiedy zaczarowany orszak kroczył dumnie pod łukami triumfalnymi z kwiatów przy dźwiękach muzyki, która nie pozwalała mieszkańcom miasteczka zmrużyć oka przez cztery dni i cztery noce wypełnione balami, tańcami i pokazami sztucznych ogni.
Tradycja karnawału wywodzi się z chlubnego okresu wypraw marynarzy ku brzegom Nowej Ziemi. Miasteczko Granville, port nad kanałem La Manche, dumnie górujące na skalnej ostrodze, było aż do początku XX wieku ważnym ośrodkiem połowu dorszy i przemysłu wytwarzającego części do wyposażenia okrętów (drugim po rywalizującym z nim Saint-Malo). Zanim zamustrowali się na statkach, co odbywało się zwykle około tłustego wtorku4, marynarze świętowali, wiedząc, że potem czekają ich zmagania z morskim żywiołem, walka z chorobami i chłodem. Mimo iż na przełomie wieków aktywność morska w tamtym rejonie zaczęła zamierać, instytucja karnawału nadal pozostawała żywotna. Nic nie mogło się z nim równać, nawet widowiskowe regaty rybackich trójmasztowców odbywające się na wodach Zatoki Wzgórza Świętego Michała i w pobliżu wysp Chausey, w których zaciekle rywalizowali ze sobą mieszkańcy Granville i Cancale. Ludzie nigdy nie byli tak radośni jak podczas karnawału. Latem karnawał miał już zupełnie inną publiczność. Rozwój kolei żelaznej i moda na morskie kąpiele sprawiły, że w okresie belle époque Granville zaczęło stopniowo zapominać o surowej rybackiej przeszłości i stało się eleganckim kurortem.
W tych błogosławionych, żeby nie powiedzieć triumfalnych czasach mieszczaństwa budowano i bawiono się bez wytchnienia. W roku 1911 kasyno zyskało nową, bardziej luksusową siedzibę. Wysadzono skały, żeby poszerzyć Tranchée des Anglais (Rów Anglików) wiodący na plażę. Normandzkie Stowarzyszenie Hotelarzy, finansowane przez kapitał Gouldów i odpowiedzialne za rozwój turystyki, podjęło decyzję o budowie hotelu "Normandy", który miał odebrać palmę pierwszeństwa hotelom "Granville Palace" i "Les Bains". Plaża z drobnym piaskiem oraz liczne rozrywki sportowe i muzyczne sprawiły, że Granville zaczęto nazywać "małym Monaco Północy". Wkrótce stało się jednym z ulubionych miejsc spotkań przedstawicieli śmietanki towarzyskiej zjeżdżających się tu co roku z bagażami, guwernantkami i dziećmi.
Christian Dior urodził się 21 stycznia 1905 roku o wpół do drugiej w nocy jako drugie dziecko Alexandre'a Louisa Maurice'a Diora, lat trzydzieści dwa, i jego żony, Marie-Madeleine Juliette Martin, bez zawodu, lat dwadzieścia sześć, urodzonej w Angers (departament Maine-et-Loire). Fizycznie młodszy brat bardzo różnił się od starszego. Raymond był solidny i krępy, miał kwadratową głowę. Christian zaś miał delikatną budowę, trójkątną twarz, bardzo żywe spojrzenie, lekko skośne oczy. Starszy bardziej przypominał normandzkich krewnych, podczas gdy młodszy miał więcej cech fizycznych członków rodziny matki mieszkających w Angers. Maurice Dior poślubił Madeleine Martin w roku 1898, mając dwadzieścia pięć lat. Córka adwokata z Angers przez matkę, Juliette Surosne z Condé-sur-Ludot, departament Calvados, była przynajmniej w połowie Normandką. Wcześnie owdowiała madame Martin sama wychowywała jedynaczkę i w naturalny sposób wydała ją za mąż za jednego ze swoich krajanów. Na fotografiach z okresu narzeczeństwa widzimy szczupłą, postawną brunetkę o zdecydowanym profilu i wyrazie twarzy, który wyróżnia ją na tle towarzyszących jej bon vivantów i grubasów. Maurice Dior ma twarz kwadratową, ale rysy delikatne, sumiaste, zwężające się na końcach wąsy i niebieskie oczy, w których widać dostatek i zdrowie.
Cztery lata po Raymondzie i Christianie, w roku 1909, urodziła się Jacqueline, a rok później Bernard. Na tle krępych, mocno zbudowanych braci i siostry smukły jak bambusowa tyczka Christian jeszcze bardziej się wyróżniał. Podobny był dopiero do swojej najmłodszej siostry Ginette, która przyszła na świat w roku 1917.
Zamki mojej matki
Maurice Dior uwielbiał uszczęśliwiać najbliższych, a najbardziej żonę. To głównie dla jej przyjemności kupił nowy dom, willę "Les Rhumbs" (jej nazwa, Rumby, nawiązuje do róży wiatrów). W pobliżu nie było ani sklepików, ani oberży, w której sprzedawano cydr. Nie było również przykrych zapachów typowych dla niżej położonej części miasta, gdzie znajdowało się ich pierwsze mieszkanie. I faktycznie, przy nieprzychylnych wiatrach nieznośne wyziewy pochodzące z zakładów produkujących nawozy w sąsiednim Dionville, a należących do Maurice'a Diora, snuły się nad całą niżej położoną częścią Granville, której mieszkańcy mawiali wówczas: "cuchnie Diorem". W nadmorskiej willi Maurice Dior i jego żona byli odtąd wolni od tej drobnej niedogodności. Madame Dior natychmiast oddała się zajęciu, które pochłonęło ją na wiele lat. Zaczęła otaczać dom zielenią, poczynając od fasady. Do otynkowanego na różowo budynku w stylu anglonormandzkim poleciła dobudować werandę przeznaczoną na ogród zimowy. Mały Christian zaraził się od matki miłością do kwiatów. Niecierpliwie wyglądał kuriera, który przywoził barwne katalogi wydawnictwa Vilmorin-Andrieux. Uczył się z nich na pamięć nazw i opisów roślin. Tylko on z całej piątki dzieci Diorów odziedziczył po matce rękę do kwiatów. Chodził za nią jak cień, przysłuchiwał się jej rozmowom z ogrodnikami, dzielił jej zmartwienia, ponieważ z powodu ciągłych wiatrów stworzenie ogrodu było niewdzięcznym zadaniem. Mimo parkanu chroniącego przed nagłymi powiewami, którym madame Dior kazała otoczyć posiadłość, sadzonki słabo się ukorzeniały i w końcu poleciła wybudować szklarnię w głębi warzywnika, do której chowano na zimę pojemniki z roślinami.
Maurice Dior nie potrafiłby niczego odmówić żonie, szczęśliwy, że widzi jej uśmiech, i ślepo zaspokajał jej zachcianki, zdając sobie sprawę, że jej ambicja jest wzniosła i pożyteczna.
W roku 1911 rodzina przeniosła się do Paryża i zamieszkała w dzielnicy La Muette, a willa w Granville stała się odtąd domem letniskowym. Christian Dior miał wówczas sześć lat i bardzo nie podobała mu się zmiana otoczenia. Czuł się brutalnie wyrwany ze swego słodkiego, spokojnego dzieciństwa w bezpiecznym kokonie zieleni i kwiatów, którego nie chciał opuszczać. Później jednak polubił nowe mieszkanie.
Madame Dior nie kryła, że chce, aby jej paryskie mieszkanie było urządzone modnie. Christian był oczarowany wystrojem w stylu Ludwika XVI w wariancie z rejonu Passy, na który składały się politurowane ornamenty, przeszklone drzwi, ściany pokryte płycinami wypełnionymi adamaszkiem, cały ten nadmiar modnych nowinek: odkurzony historyzm z roku 1880 lub przeładowany styl Napoleona III obowiązujący w mieszczańskich wnętrzach. Szczęście w pięknym przytulnym mieszkaniu w eleganckiej dzielnicy, spacery do Lasku Bulońskiego, Lycée Gerson, gdzie nawiązał pierwsze przyjaźnie. Jego dzieciństwo było bezpieczne i poukładane.
Madeleine Dior traktowała edukację swoich dzieci metodycznie, podobnie jak prace ogrodnicze. W epoce wiktoriańskiej obowiązywały surowe zasady wychowawcze, uważano bowiem, że jawne okazywanie dzieciom uczuć może w przyszłości osłabić ich charakter. Nie czyniła wyjątku nawet w stosunku do najmłodszej Ginette, która kazała mówić na siebie Catherine: "Matka była wobec nas, dziewcząt, jeszcze bardziej surowa niż wobec chłopców". Jedynie Christianowi udało się wypełnić lukę dzielącą dorosłych od dzieci i zbliżyć do matki. Rodzeństwo uważało go za jej ulubieńca, a mimo to musiał pokonać barierę, by przyjęła go do swego świata. Musiał nauczyć się na pamięć nazw kwiatów, godzinami towarzyszyć jej w codziennych czynnościach, w milczeniu obserwować ją w świecie, który wokół siebie stworzyła, zanim udało im się osiągnąć porozumienie wypracowane w trakcie ciągłego przeobrażania domów i ogrodów, z którymi związane było jego wczesne dzieciństwo.
Nieprzyjazne pomieszczenia
Zaledwie wszedł w użycie telefon, a już Maurice Dior, jako jeden z pierwszych abonentów w Granville, polecił zainstalować aparat w willi "Les Rhumbs". Państwu Diorom przyznano numer 12. Na dźwięk magicznego dzwonka telefonu, który znajdował się poza zasięgiem dzieci, malcy nieustannie wpadali w euforię. "Odwiedziny" telefonu mogły się odbywać jedynie za zgodą rodziców. W tym celu trzeba było udać się do pomieszczeń zarezerwowanych dla monsieur Diora. Jego biuro, znajdujące się w tylnej części domu, miało oddzielne wejście, dzięki czemu mógł przyjmować gości, nie zakłócając życia domowników. Wchodziło się tam przez małą przeszkloną werandę, gdzie w środkowej części pokrytej mozaiką posadzki znalazł się motyw rumbów róży wiatrów. To właśnie tam, w tym małym pomieszczeniu, w wielkim zamykanym drewnianym pudle stojącego zegara ukryto telefon. Pieczę nad kluczem sprawował pan domu.
Christian Dior wślizgiwał się do jaskini ojca z szacunkiem pomieszanym z lękiem. Renesansowy cynowy zegar z groźnymi halabardnikami i maska Murzynki, gotowej go pożreć, napełniały malca przerażeniem. Otuchy nie dodawały mu także drzeworyty przedstawiające walczących wąsatych muszkieterów. Krótko mówiąc, chociaż znał dobroć ojca, zawsze wchodził do tego pomieszczenia pełen obaw. Miejsce, w którym odbierał kary i połajanki, w jakiś sposób było nimi naznaczone mimo niewątpliwej rekompensaty, którą stanowiła możliwość zbliżenia się do tajemnicy telefonu. Do niegościnnych pomieszczeń należała również znajdująca się tuż obok jadalnia. Ciężkie meble w stylu Henryka II sprawiały wrażenie, jakby inkrustowała je sztywność posiłków ciągnących się w nieskończoność pod czujnym okiem ojca (w nakrochmalonym kołnierzyku), który nadzorował rozmowy i wygłaszał prawdy objawione. Monsieur Dior z takim samym dyrektorskim zacięciem sprawował rolę ojca, jak i prezesa licznych spółek.
Maurice faktycznie odniósł spory sukces. To dzięki niemu i jego współpracy z kuzynem Lucienem, deputowanym i przyszłym ministrem, rodzina pięła się w górę po szczeblach drabiny społecznej. Jej członkowie, mimo chłopskich korzeni, stali się przedsiębiorcami. Wywodząca się z Savigny-le-Vieux w departamencie Manche, tuż przy granicy z departamentem Calvados, rodzina Diorów doświadczyła niezwykłych losów. Rolnicy stali się fabrykantami, którzy w ciągu trzech pokoleń zbudowali jedno z najważniejszych przedsiębiorstw francuskiego przemysłu chemicznego.
Zasługi mojego ojca
Jego założyciel, Louis-Jean Dior (1812-1874), dziadek Maurice'a, rolnik w Savigny-le-Vieux i mer miasteczka, utworzył w 1832 roku w Donville-Les-Bains, w pobliżu Granville, zakład produkcji nawozów (węgiel zwierzęcy i roślinny). Później wpadł na pomysł sprowadzania guana z Chile i Peru, a także eksploatacji alg żyjących w strefie przybrzeżnej. Pięciu synów, którzy zostali jego spadkobiercami, rozjechało się po całym regionie. W kolejnym pokoleniu dołączyli do nich obaj kuzyni, Lucien i Maurice, którzy w 1905 roku podnieśli kapitał przedsiębiorstwa do 1 500 000 franków. Spółka prosperowała. Posiadała złoża fosforanów w departamencie Meuse i w Ardenach. Wprowadziła nowatorski proces wykorzystujący do produkcji nawozów fosforowych kwas siarkowy. W tym okresie Francja zajmowała pierwsze miejsce w świecie w produkcji nawozów mineralnych. Udział Normandii, gdzie prym wiodła spółka Dior, w produkcji krajowej wynosił 15%.
W roku 1912 Lucien i Maurice przekształcili przedsiębiorstwo, zarejestrowane jako spółka jawna, w spółkę komandytowo-akcyjną pod nazwą "Dior Fils & Cie", której byli jedynymi udziałowcami. W tym złotym dla spółki okresie kapitał wynosił 4 000 000, a spółka w ciągu następnych dwudziestu lat weszła w fazę największej ekspansji. Utworzono oddziały w Landernau, Rennes i w pobliżu Brestu, w Saint-Marc, gdzie zakładowi powierzono prestiżową produkcję proszków do prania o tej samej nazwie. W 1923 roku spółka przekształciła się w akcyjną i wielokrotnie powiększyła swój kapitał.
Dzieciństwo Christiana Diora zbiegło się z początkiem budowania fortuny przez jego ojca. Pierwszym tego sygnałem była przeprowadzka rodziny do Paryża, na rue Albéric-Magnard, w dzielnicy La Muette. Kolejnym zaś urządzenie nowej siedziby spółki przy rue d'Ath?nes 9. Dla porównania Henri Dior, brat Maurice'a, zachował normandzki akcent i mimo że był doktorem praw, nie zamierzał opuszczać rodzinnych stron. Starannie wykształcony, parający się po amatorsku literaturą, wolał pozostać skromnym udziałowcem i żyć z odsetek. A kiedy ich ojciec, Alexandre, przeniósł się na stare lata do Paryża, Maurice w okolicach trzydziestki mógł zapewnić rodzinie życie na wysokiej stopie. Przy rue Albéric-Magnard do kolacji usługiwali lokaje w białych rękawiczkach. Domownicy żyli w atmosferze łatwego pieniądza. Madame Dior, która słynęła ze swoich bukietów, po zakupy chodziła do kwiaciarni Or?ve'a, cenionego florysty z Passy, często razem z młodszym synem. Zdumiewająca przemiana willi "Les Rhumbs", paryski styl życia, pogoń za splendorem miały także swoje źródło w cichej rywalizacji, jaką madame Dior prowadziła z żoną deputowanego, Charlotte Dior. Małżonki obu wspólników były ze sobą skłócone, co im jednak nie przeszkadzało we wzajemnej dyskretnej obserwacji. Charlotte Dior, która dzieliła swoje życie między niewielkim zamkiem w Normandii a mieszkaniem przy place Malesherbes, także nie martwiła się o wydatki.
Lucien Dior (1867-1932) był naprawdę ważną figurą w rodzinie. Ukończył politechnikę, w 1906 roku został deputowanym z departamentu Manche (okręg wyborczy Avranches) z ramienia Action démocratique et sociale. Po pięciu reelekcjach z różnych list funkcję tę sprawował aż do śmierci. Jego ojciec, nazywany Lucienem I, był merem Granville, ale ambicje Luciena II szły w innym kierunku. Był ważną postacią lokalnej społeczności: prezesem sądu (1903-1906), współdyrektorem zakładu, do którego rozwoju mocno się przyczynił, zwiększając tym samym zatrudnienie w Granville i jego okolicy. Odgrywał także istotną rolę w rozwoju portu w Granville. Kiedy został ministrem handlu w rządzie Brianda, a następnie Poincarégo (1921-1924) w ramach koalicyjnego Bloku Narodowego, położył nacisk na handel zewnętrzny, głównie na zakup ropy i sprzedaż jedwabiu. Bulwar jego imienia do dziś podtrzymuje pamięć o tym człowieku, który za życia często spotykał się z ostrą krytyką ze strony regionalnej prasy. W okresie III Republiki w polityce wrzało. Rodzina Diorów była katolicka i republikańska, co w kontekście epoki, która jeszcze nie skończyła z aferą Dreyfusa, oznaczało, że jej członkowie byli "katolikami oświeconymi", nie antyklerykałami, i skłaniali się raczej ku prawicy. Lucien Dior wygrał pierwsze wybory dzięki rywalizacji głosów reakcjonistów i mimo iż uważał się za człowieka postępowego, był regularnie atakowany przez dziennik "Le Granvillais" przypinający mu etykietkę monarchisty i obrzucający go różnymi epitetami, które, jak to na prowincji, przyklejały się do pozostałych członków rodziny.
Co jeszcze krążyło we krwi tej rodziny? Z pięciu gałęzi wyrosłych ze wspólnego pnia, którego protoplastą był Louis-Jean Dior, założyciel zakładu, w linii Louisa Diora, najstarszego z piątki (Diorowie-Bouttevillain), który porzucił nawozy i założył browar Val-?s-Fleurs, urodził się syn Georges. Zajął się on przetwórstwem węgla kamiennego i produkcją korków, wykorzystując dostęp do rzeki płynącej w pobliżu Val-?s-Fleurs (mieszkańcy Granville bardzo dobrze ją znali, ponieważ prali w niej ubrania), córka Marguerite została lekarką; w linii Victora (Diorowie-Perrier), bardziej oryginalnej, znalazł się piosenkarz Edmund, z zawodu listonosz, który uprawiał swoją sztukę, roznosząc listy, ponadto syn, który był urzędnikiem bankowym, i drugi syn - pedikiurzysta; wśród synów Armanda Diora (Diorowie-Leli?vre) dominowały zawody techniczne, jeden z nich został inżynierem chemikiem. Jest jednak oczywiste, że w całym rodzie to minister Lucien i Maurice, ojciec Christiana, wybili się najbardziej. I jak daleko zaszli! Ich ojcowie, Lucien I i Alexandre, poślubili siostry, odpowiednio Anidę i Ernestine Angé, córki kobiety o silnej osobowości, która odważnie pchała swój wózek przez wieś, zbierając stare szmaty. Tak zarabiała na rodzinę, gdyż jej przystojny mąż był niezbyt przedsiębiorczy. Członkowie rodziny Diorów mieli w charakterze zakodowaną nonszalancję. Zwłaszcza ci, których natura obdarzyła urodą. Alexandre Dior, jeden z dwóch zięciów tej przedsiębiorczej kobiety i dziadek Christiana, był osobą jowialną, w niedziele prowadził dom otwarty, ale widywano go także w kasynie, gdzie przy bakaracie zapominał o całym świecie. Z pewnością jednakowo cieszyłby się z pieniędzy wygranych przy stoliku, jak i zarobionych w pocie czoła.
Podobnie jak oglądając obrazy braci Le Nain nie sposób pomylić się co do francuskiego charakteru malowanych wieśniaków, tak galeria portretów członków rodziny Diorów - wysokich, krępych, z grubsza ciosanych, nieco apatycznych, obdarzonych apetytem - wydaje się wyrastać z ponadtysiącletniej galijskiej ziemi. Tę kwestię zresztą podniesiono w Izbie Deputowanych, gdzie podczas debaty parlamentarnej podważono francuskie korzenie rodziny. Lucien Dior starł się z historykiem Salomonem Reinachem, który insynuował, że "Dior" może być nazwiskiem hiszpańskich Żydów. W wyniku pogłębionych badań genealogicznych wykazano, że ślady Diorów w rodzinnym regionie sięgają XVII stulecia. Ale polityk zmuszony w ten sposób do poszukiwania swoich korzeni nie mógł zatrzymać się w pół drogi i kontynuował poszukiwania śladów przodków na północy kraju. Tam historia nieuchronnie doprowadziła go aż do inwazji wikingów. Diorowie mieliby przybyć z drugą falą kolonizacji wikińskiej, kiedy utrwaliła się władza księcia Normandii i powstało państwo Normanów, stanowiące symbiozę tradycji skandynawskich i systemu galo-frankońskiego. Przed rokiem 1439, kiedy to Anglicy wznieśli tu fortecę, Granville mogło stanowić lenno obejmujące cały półwysep, noszący wówczas nazwę Lihou, i należeć do wodza normandzkiego imieniem Gran. Ale ponieważ lokalni historycy z Charles'em de la Morandi?re na czele nie mają pewności co do inwazji wikingów, to prenormańskie pochodzenie nazwiska Diorów pozostaje w sferze domysłów. W każdym razie badania genealogiczne prowadzone przez Luciena Diora w Danii wykazały, że rodzina wywodzi się z Helsing?r i przybyła do Francji po podpisaniu traktatu z Saint-Clair-sur-Epte5 na prośbę księcia Normandii. Według tego cennego dokumentu rodzinnego "jest prawdopodobne, że pierwszy Dior, który osiedlił się w Normandii, miał pewne prawa do opactwa Savigny-le-Vieux, co by tłumaczyło pochodzenie dokumentów przechowywanych w archiwach departamentalnych". Duński rękopis, pozbawiony waloru autentyczności, ma przynajmniej poetycki charakter. Dzięki niemu członkowie rodziny Diorów zyskali prawo do tworzenia legendy wokół swego pochodzenia skąpanego w blasku zorzy polarnej. I nikt im tego nie odbierze!
Diorowie, tworząc swoją tożsamość, podążali tajemniczą ścieżką, a mimo to rodzina ojca w żaden sposób nie intrygowała Christiana. Nie interesował go ani powrót z zamorskich wojaży, ani trójmasztowiec przywożący guano do magazynów rodzinnej fabryki. Obojętność przeszła wręcz w nienawiść, kiedy miał odwiedzać zakłady ojca. To doświadczenie go przeraziło: "Z pewnością od tej chwili - napisał później - maszyny zaczęły budzić we mnie odrazę i podjąłem kategoryczne postanowienie, że nigdy nie będę pracował w biurze, administracji ani niczym podobnym". Jego przewodnikiem była bez wątpienia matka. Chodził za nią krok w krok. Poprzez kontakt z jej światem, pełnym kwiatów, ozdób i dostatku, coraz bardziej się do niej upodabniał.
Czy oprócz całkowicie naturalnej chęci awansu społecznego można wskazać w tej zachłanności estetycznej madame Dior nieświadomą próbę wynagrodzenia sobie przykrości, jaką mogło jej sprawiać nader przyziemne zajęcie męża? Czy w jej ogrodowym zacięciu można dostrzec skrywaną potrzebę zduszenia pod pachnącymi kwiatami kłopotliwych zapachów, które budowały jego fortunę? Dzieci potrafią dostrzec rzeczy, które umykają dorosłym. Podążają tam, gdzie coś przed nimi ukryto.
Zaskakuje sposób, w jaki Christian Dior, bezwiednie i dość wcześnie, postrzegał siebie w relacjach z ojcem. "Raymond, starszy z braci, był krnąbrny i potrafił otwarcie sprzeciwiać się ojcu, natomiast Christian zawsze był posłuszny" - wspominał jeden z kuzynów, Michel Dior. Młodszy brat zachowywał się tak, jakby przyszłość - sukcesja po ojcu - już się dopełniła i sam z góry zwolnił się z obowiązku wypełniania schedy, od najmłodszych lat wiedząc, że nie będzie zajmował się interesami ojca. Nie odczuwał zatem potrzeby konfrontacji. Christian okazywał ojcu szacunek, choć miał z nim niewiele kontaktu. Wynikało to z oficjalnych zaleceń, zgodnie z którymi dorośli i dzieci żyli w osobnych światach, a rozmowy należało prowadzić tak, by nie poruszać tematów tabu, których zresztą było sporo. Konformistyczni mieszczanie nie rozmawiali przy dzieciach ani o interesach, ani o pieniądzach. Zwłaszcza madame Dior ściśle przestrzegała tej zasady: "We wczesnym dzieciństwie - pisał później Dior - byłem chłopcem bardzo grzecznym, dobrze wychowanym, nadzorowanym przez Fräulein, krótko mówiąc, całkowicie niezaradnym".
A jednak mimo tych ograniczeń każdy mógł tym swobodniej konstruować swój własny świat, że wszędzie królowała aluzja. Trzeba było tylko chcieć i móc się wymknąć. Raymond walczył z ojcem i po kilku latach stał się zbuntowany i ponury, natomiast Christian uciekł do wnętrza rodzinnego świata i stworzył go na nowo, ozdabiając wspaniałymi kolorami. Wyobraźnia pozwoliła mu ominąć wszystkie przeszkody - brak kontaktu z ojcem, trudności związane z dotarciem do matki - i schronić się w samotności. W swoich pamiętnikach Dior dostarczył klucza do takiej interpretacji. Oprowadził w nich czytelnika po wszystkich pomieszczeniach domu w Granville, po mieszkaniu w dzielnicy La Muette, od ogrodu zimowego aż po prasowalnię. Za pośrednictwem klimatów, miejsc, obiektów, które się tam znajdowały, jak i śladów swojej wyobraźni zrekonstruował świat dzieciństwa. Dior pozostawił - celowo czy też nie - rebus łatwy do rozwiązania, jeśli tylko dysponuje się właściwym kluczem. Samotny dom w Granville, który w jego opisie jawił się jako wyspa wystawiona na działanie żywiołów, jest dla małego Christiana alegorią jego wczesnej samotności.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
1 Jaskółka z przedmieścia - popularna francuska piosenka [jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki].
2 Kołysanka Joselyn z opery Benjamina Godarda Joselyn.
3 Pseudonim autora zabawnych opowiastek o przygodach prostodusznego żołnierza zebranych w serii Contes de Bibi-Tapin.
4 We Francji ostatni dzień karnawału, wtorek przed Środą Popielcową.
5 Na mocy traktatu zawartego w 911 roku między królem frankijskim Karolem III Prostakiem i wodzem Normanów Rolfem ziemie między rzeką Epte a morzem stały się lennem Rolfa [przyp. autorki].
ROZDZIAŁ II
Dior obracał się w towarzystwie utracjuszy, łakomczuchów, erudytów i birbantów... Przystał do rodziny "Goncourtów", podczas gdy Chanel trzymała z tymi od "Moranda".
Edmonde Charles-Roux
Po wojnie trzeba było budować wszystko od początku. Piętnastolatkowi wydawało się naturalne, że świat dopiero się zaczyna. Po czterech latach spędzonych na przymusowej emigracji w Granville rodzina mogła wreszcie powrócić do dawnego paryskiego życia. Przed Christianem stolica Francji miała dopiero odkrywać swoje tajemnice. Przygotowywał się do małej matury, ale zewnętrzny spokój układnego chłopca, flegmatyczne, miękkie ruchy skrywały niecierpliwość, nerwowość, wręcz oszołomienie na widok Paryża, który po pierwszej wojnie światowej aż rwał się do życia. Zatłoczone ulice, pełne teatry, kabarety otwarte aż do świtu i ludzie szastający pieniędzmi. Jakby radosne świętowanie zwycięstwa dało upust szaleństwu przyjemności, które zdawały się nie mieć końca. Zachował w pamięci ledwie okruchy wspomnień z dzieciństwa: wspaniałości Châtelet, rozświetlony place de la Concorde. Dlatego ten nowy Paryż wydał mu się obcy, dziwny i niepokojący. Kobiety obcięły włosy, w orkiestrach grali Murzyni, w balecie tańczyli Rosjanie, królowało malarstwo abstrakcyjne i psychoanaliza. Jakby Paryż po cichu przyznał sobie prawo do życia w szaleństwie, ofiarując każdemu, kto ma ochotę się w nim zanurzyć, kilka miast w jednym: Montmartre, gdzie tańczono przy dźwiękach saksofonu, czy Montparnasse - nowe miejsce spotkań bohemy artystycznej, gdzie schodzili się Picasso, Derain i Matisse, którzy z okolic la Butte przenieśli się do lokali "Dôme" i "La Rotonde". I wreszcie Champs-Élysées, gdzie widownia musicali ekstatycznie podrygiwała do rytmów wytupywanych bosymi stopami przez zmysłowych, wysportowanych tancerzy.
Te niebezpieczne dziwactwa w żaden sposób nie skalały atmosfery domu Christiana, gdzie panowało szczęście rodzinne w najczystszej postaci. Interesy Maurice'a Diora rozwijały się jak nigdy dotąd. Po narodzinach drugiej siostry Christiana, Ginette, która przyszła na świat w Granville w roku 1917, konieczna była przeprowadzka. Zamieszkali przy niewielkiej zacienionej rue Louis-David 9, stanowiącej łącznik między avenue Henri-Martin i ich dawną dzielnicą La Muette. Madame Dior, nadal szczupła i elegancka, czasem trochę zamyślona, zatrudniła guwernantkę, mademoiselle Marthe, którą dzieci uwielbiały. Zmieniono wystrój mieszkania, zaoszczędzając sobie jednak wydatków na modne nowinki: ciemnopomarańczowe pufy, marmurowe wazy, które wyparły błyszczące kryształy, politurowane parawany w kolorze pogrzebowej czerni i wszelkiego rodzaju meble z podrabianego hebanu. Według madame Dior nowe upodobania były w złym guście. U niej znów zapanował wersalski styl. Tym razem nie był to Ludwik XVI "1910", z politurowaną boazerią i ulubionymi akwarelami Christiana w stylu Paula Césara Helleu, tylko Ludwik XVI "1920". Pojawiły się kolory, adamaszki i boazerie zdobione płaskorzeźbami. Meble zyskały aplikacje z brązu, do łask wróciły okrągłe stoliki na jednej nodze, tapicerowane fotele i wszechobecny motyw miniaturowych goździków. Styl ten bardziej przypominał swój osiemnastowieczny oryginał. Monsieur Dior za namową zaprzyjaźnionego antykwariusza nabył dwa cenne dzieła sztuki - pracę Nicolasa Bernarda Lépicié10 i obraz François Bouchera11 - które ostatecznie przypieczętowały styl tego wnętrza, wzorcowego Ludwika Szesnastej Dzielnicy. Cechował go triumf solidnych wartości, z którymi doskonale harmonizowały dzieci w mundurkach, pokojówki w białych fartuszkach, wierszyki deklamowane z pamięci, wieczorne posiłki przy rodzinnym stole, uczciwy Poincaré i świetlana przyszłość.
Christian Dior należał do tych dzieci, które potrafią nie okazywać znudzenia. Umiejętność tę nabył podczas nauki w szkole, kiedy przez dłuższy czas musiał udawać zaangażowanie. Owalna twarz, cofnięty podbródek i rzadkie włosy nadawały mu wygląd rojącego na jawie Pierrota. Jego oceny zaś pozostawiały wiele do życzenia. Jednocześnie szybko odnalazł się wśród rówieśników, takich jak Dailly, du Luart, Ganay, Sargenton, Bertrand, Leroy-Beaulieu, którzy razem z nim uczęszczali do Lycée Gerson (Christian został zapisany na trzeci rok, później zdał małą maturę u Tannenberga). Bliżej zaprzyjaźnił się z dwoma, Jeanem Bertrandem, wychowanym w artystycznej atmosferze, wśród obrazów, którego matka była kochanką Nissima de Camondo12, i Hubertem Sargentonem, kumplem z Granville. W trójkę urządzali eskapady do biednych dzielnic Paryża.
"Rodziny, nienawidzę was"
Programowo chciał "zwiedzić wszystkie zakamarki nowego Paryża - pełnego pomysłów, kosmopolitycznego, inteligentnego, kipiącego bogactwem prawdziwie nowych nowości". (Tak pisał później w swoich pamiętnikach). Tamten buzujący Paryż uratował nastoletniego Christiana od izolacji, w jakiej się pogrążał w Granville. Wreszcie znalazł się w świecie, który był w stanie zaspokoić jego przedwcześnie dojrzałą ciekawość i wyostrzoną wrażliwość. Tylko rodzice z ledwością go poznawali. Nie przeszło im przez myśl, że po przeprowadzce do Paryża po czterech latach ukrywania się w Normandii syn opuści ich towarzystwo dla świata, którego istnienia nawet nie podejrzewali. Nasz młody bohater żył podobnie jak współczesny mu André Gide, który odrzucił dyscyplinę narzuconą przez studia i pracę i zaczął odkrywać przyjemności. Obaj czuli się w dzieciństwie samotni i wyobcowani, obaj żyli w środowiskach wolnych od trosk materialnych. Gide, jedynak wychowywany przez matkę, musiał ściśle przestrzegać zasad moralności religijnej i rodzinnej. Diora zaś przygniatał ciężar niezrozumiałych uprzedzeń i konserwatywnej mentalności. U obu odnajdujemy silną potrzebę zrzucenia jarzma, jednak niekoniecznie wszczynania buntu. Powieść Ciasna brama, w której Gide przekształca własne doświadczenie, przywodzi na myśl życie Diora. Akcja książki rozgrywa się zresztą w Normandii, która staje się symbolem mieszczańskiego ucisku. Autor Ziemskich pokarmów był postacią kluczową dla całego pokolenia. Udało mu się udowodnić, że można odnaleźć osobistą wolność i pozostać w zgodzie z normami życia społecznego. Christian był zbyt nieśmiały, by żywić do rodziców urazę za to, że stali się karykaturą uprzedzeń swojej epoki, ale dość szybko nauczył się zaspokajać zarówno wymagania rodziny, jak i własną potrzebę wolności. Pogodzenie tych przeciwieństw wymagało jednak od niego sporej gimnastyki. Nieśmiałość zaczęła mu służyć za wygodny parawan i weszła mu w krew: "Dior był dużym chłopcem, nieśmiałym jak przedwojenny gimnazjalista - pisał Michel Ciry - niebywale uroczym w swojej młodzieńczej nieporadności".
Świat jest, jaki jest, dlaczego więc pozbawiać rodziców ich roli? Z jednej strony ojciec, który zasługiwał przede wszystkim na szacunek, klasyczny typ bogatego mieszczanina, zadowolonego z siebie i z reszty świata, zajętego pełnieniem funkcji prezesa rozlicznych spółek i otoczonego aurą tajemniczości świata biznesu; z drugiej strony matka, surowa, kiedy trzeba, ale przy której Christianowi udało się wygospodarować odrobinę miejsca dla siebie. Z tego powodu rodzeństwo trochę mu zazdrościło, uważając, że jest jej pupilkiem. Madame Dior niezmordowanie upiększała Granville. Ogród nie miał chwili wytchnienia i stał się dziełem jej życia. Christian, który zawsze lubił asystować jej przy tej pracy, teraz sam zaczął podsuwać jej pomysły. Zasugerował, żeby poniżej domu, na wąskiej stromej ścieżce ciągnącej się wzdłuż klifu, zbudować kamienną rotundę, z której, siedząc w zaciszu, będą mogli podziwiać morze, a podczas słonecznej pogody wypić herbatę, ciesząc się widokiem ciągnącym się aż do wysp Chausey. W Paryżu towarzyszył matce podczas wizyt w kwiaciarni Or?ve'a przy rue de la Pompe i pomagał układać bukiety. Będąc łasuchem, chętnie układał z nią jadłospisy. Wreszcie chodził z nią do krawcowej. Jego siostry nawet nie próbowały prosić o ten przywilej. Madame Dior ubierała się u Rosine Perrault przy rue Royale. Starsza siostra, Jacqueline, była przeciwieństwem matki. Bywało, że jej ubiory budziły dezaprobatę brata. Kiedy próbował jej coś zasugerować, lekceważąco odpowiadała: "Siedź cicho, Christianie, nie znasz się na tym!".
Ukochany i wierny syn umiał jednak, kiedy chciał, uciec od matki. Każda epoka ma swoje ulubione miejsce spotkań. Po wojnie najsłynniejszym paryskim lokalem stał się bar "Le Boeuf sur le toit", który odegrał ważną rolę w "edukacji" ówczesnych nastolatków. Maurice Sachs barwnie opisał go w swoim młodzieńczym dzienniku Au temps du "Bouef sur le toit". Błyskawiczny sukces zapewnili lokalowi ówcześni celebryci. Sławny już wówczas Jean Cocteau trafił tam na prośbę pianisty Jeana Wienera. Muzyk zasiadł przy pianinie, Cocteau pożyczył od Strawińskiego instrumenty perkusyjne. I zaczął się show. Przyjaciele poszli w ich ślady i już następnego dnia zabrakło wolnych miejsc. Bawiący wówczas przejazdem w Paryżu książę Walii siedział między Arturem Rubinsteinem, księżną Murat i setką artystów z Baletów Rosyjskich. Początkowo bar, jeszcze pod nazwą "Gaya", mieścił się przy wąziutkiej rue Duphot. Stamtąd przeniósł się na rue Bossy-d'Anglas.
Młodzi, wśród nich Maurice Sachs, Christian Dior, rozsiadali się na barowych stołkach jak w teatrze i nie odrywali oczu od "Picassa, Radigueta, Cocteau, Milhauda, Fargue'a, Aurica, Poulenca, Honeggera, Saugueta, Satiego, Jeana Hugo, Bretona, Aragona, Marie Laurencin, Légera, Lurçata, Deraina, słowem całej awangardy tamtych lat [...]. Wytworni mężczyźni przychodzili w garniturach, malarze w swetrach. Były też kobiety w kostiumach i takie, które miały na sobie perły i diamenty" - wspominał tamtą atmosferę Maurice Sachs.
Młody Christian Dior biegał też po galeriach - jeśli można tak nazwać maleńkie butiki, w których wystawiali się prymitywiści i artyści naiwni. Te nowe miejsca ekspozycji skłaniały go do zadawania sobie ważnych pytań. Czy sztuka klasyczna umarła? Jakim szokiem po latach malarstwa figuratywnego był kubizm! Czy trzeba strącić z piedestału Bonnarda, Vuillarda, a w muzyce Ravela i Debussy'ego, żeby zrobić miejsce dla Picassa, Matisse'a, Braque'a, Strawińskiego, Schoenberga i pójść w ślady dadaistów, którzy wręcz uważali, że uwolnili "język z tyranii precyzyjnego znaczenia"? Także teatrem wstrząsały podmuchy ożywczego wiatru. Błahe dialogi i umizgi, typowe dla teatrzyków bulwarowych, należały już do przeszłości. Ich miejsce zajęły gołe deski sceny teatru "Vieux-Colombier" kierowanego przez Jacques'a Copeau i jego asystenta Louisa Jouveta. Dior i jego przyjaciele chodzili także do teatru "Atelier" na Butte Montmartre, założonego w 1922 roku przez aktora Charles'a Dullina. On także wywrócił do góry nogami zasady wpajane w Akademii Sztuki Dramatycznej. Po spektaklach, znów na tych samych stołkach barowych, toczono zażarte dyskusje. Jak widać, Christian był wówczas człowiekiem bardzo zajętym. Aż cud, że udało mu się zdać obie matury. Ówczesny Paryż wciągał jak tornado. Słowo "kubista" padało tam równie często jak słowo "dzień dobry", pijano już tylko coctails, tańczono na surprise-parties, łapano nervous breakdown jak grypę, a surrealizm znaczył to samo co kokaina!
W czerwcu 1923 roku Christian otrzymał dyplom. Należało teraz wybrać studia i pomyśleć o przyszłości. Sam widział siebie w Akademii Sztuk Pięknych. Zamiłowanie do urządzania wnętrz i ogrodów sprawiło, że chciał studiować architekturę. Marzył o tym, by zajmować się sztuką. Zaczynając studia, pragnął być wolny i dyspozycyjny; wolny od wszelkich ograniczeń i zdecydowany, by żyć chwilą obecną... "Dyspozycyjność" to hasło jego pokolenia, kolejny dowód wpływu duchowego mistrza, André Gide'a, który twierdził, że należy zerwać z edukacyjnym rygorem i smakować życie ze szczerą, chaotyczną zachłannością, nie oglądając się na ambicję ani sukces.
Czyżby Dior, pogrążony w rozmyślaniach, nie brał pod uwagę sprzeciwu rodziców? Nie mając pojęcia o jego dziecięcych oczekiwaniach, nie znali także jego młodzieńczych pragnień. Paryż go fascynował i jednocześnie kształtował. Ale kiedy wyruszał samotnie na jego podbój, nie zdradzał przed rodzicami tras swoich wycieczek. Nic dziwnego, że wiadomość o jego edukacyjnych planach spadła na nich jak grom z jasnego nieba: "Pokłóciliśmy się. Bohema to nie miejsce dla mnie".
O tym, jaki jest ojciec, wiedział oczywiście od dawna. Maurice Dior chciał zapewnić dzieciom solidny byt. Z fotela prezesa i zarządcy spółek Akademia Sztuk Pięknych jawiła się jako miejsce przeklęte, wiodące ku straszliwemu losowi, na który ostatecznie skazany jest każdy artysta, vide nieszczęsny van Gogh, który zmarł, zanim jego trud przyniósł owoce. Takiej perspektywy nie brał nawet pod uwagę.
Ale odmowa matki była dla Christiana prawdziwym ciosem. Podzielając jej zamiłowanie do domów i ogrodów, miał złudną nadzieję, że dojdzie z nią do porozumienia. W skrytości myślał nawet, że to matka zainspirowała go do tego pomysłu. Doskonale się rozumieli, od dawna był jej ulubionym synem. Ale Madeleine pozostała niewzruszona. Według niej studia w Akademii Sztuk Pięknych nie zapewnią mu żadnego zawodu.
Christian musiał ustąpić. "Rodziny, nienawidzę was!". Dopiero w następnym pokoleniu hasła i spektakle teatralne, na które chodził, piętnujące mieszczańską moralność, obaliły uprzedzenia. Na razie zmuszony był porzucić myśl o studiowaniu sztuk pięknych. Maurice Dior uparł się, że jego syn powinien skończyć poważne studia. A ponieważ Christian był bystry, szybko zrozumiał, że w jego interesie leży znalezienie płaszczyzny porozumienia, która budząc fałszywe nadzieje, nie zaburzy dotychczasowego stanu rzeczy: "Aby zyskać na czasie i cieszyć się niczym nieskrępowaną wolnością, zapisałem się na nauki polityczne, przy rue Saint-Guillaume, co mnie do niczego nie zobowiązywało. W ten to obłudny sposób mogłem nadal wieść takie życie, jakie mi odpowiadało". Wszyscy byli zadowoleni, a madame Dior, bardzo przywiązana do myśli o godnych profesjach, nareszcie mogła odetchnąć z ulgą: jej syn będzie dyplomatą.
Szkoła Nauk Politycznych nie była jeszcze wówczas fabryką technokratów. Spotykało się tam wielu synów z ustosunkowanych rodzin, którzy uczyli się sztuki posługiwania się parasolem, jak w londyńskim City. O eklektyzmie uczelni przy rue Saint-Guillaume w tamtych bardziej liberalnych czasach świadczą wspomnienia André Ostiera, który studiował razem z Diorem i ukończył szkołę jako... fotograf: "Chodziliśmy tam głównie dla wykładów André Siegfrieda13, bardzo eleganckiego pana, który poruszając swoim lornionem, opowiadał o Stanach Zjednoczonych. Ależ to było porywające! To wtedy odkryliśmy amerykańskie kino i zaczął się nasz sen o Ameryce".
Tak Christian wyobrażał sobie swój pobyt na uczelni, kiedy rozpoczął zabawę w kotka i myszkę z rodzicami. Dzięki temu udało mu się realizować swoje aspiracje i powrócić na stołek w barze "Boeuf sur le toit".
Artyści, kocham was!
Christian Dior skończył osiemnaście lat. Pragnął być tam, gdzie coś się dzieje. To miejsce pełniło rolę katalizatora i tu zaczął się ruch odnowy twórczości artystycznej. Tu odbywały się dyskusje, które rozpalały publiczność. Nastała epoka Cocteau. Utalentowany szesnastolatek, ulubieniec całego Paryża, w roku 1921 zrealizował balet Młodzi małżonkowie z wieży Eiffla i był u szczytu sławy. Otaczał go wianuszek młodzieży, która co rano zjawiała się na rue d'Anjou, by asystować w "przebudzeniu geniusza". Wśród tych szczęściarzy znalazł się Maurice Sachs, uroczy intrygant naśladujący Cocteau we wszystkim, który na poważnie rozważał możliwość wstąpienia do... zakonu! Pozostali, wśród nich Dior, zadowalali się siedzeniem na widowni i podziwianiem spektaklu, którym Cocteau obrócił w perzynę obowiązujące konwencje. Publiczność, przyzwyczajona do Baletów Rosyjskich i perfekcji Diagilewa, była oburzona.
Zuchwalstwo, jakim Cocteau zabłysnął w Małżonkach, przekraczało wszelkie wyobrażenia. Nurkując jak magik w magazynie z dziecięcymi sztuczkami, takimi jak niewinne kłamstewka czy bezładna paplanina, stworzył czystą burleskę fantastyczną, mówiony balet ożywiony zabawnymi partiami muzycznymi skomponowanymi przez Grupę Sześciu14, w kostiumach i komicznych maskach Jeana Hugo i w naiwnych dekoracjach Ir?ne Lagut. Christian nie opuścił kolejnych spektakli, ale bardziej fascynowały go pomysły wizualne Cocteau niż jego wiersze czy powieści. Ten artysta totalny, który zdominował awangardę, genialnie odegrał rolę impresaria i łącznika między malarzami, muzykami, choreografami, tancerzami, rzeźbiarzami i poetami.
W nagrodę za podporządkowanie się woli rodziców Dior mógł uczyć się kompozycji. Na fortepianie grał od dzieciństwa w Granville, a teraz zupełnie stracił głowę dla nowej muzyki tworzonej przez Grupę Sześciu pod wpływem Strawińskiego i Satiego. Czy znalazł się wśród studentów Sorbony, którzy 11 czerwca 1923 roku w niewielkiej sali Coll?ge de France wysłuchali pierwszego w Paryżu koncertu Szkoły z Arcueil15 pod dyrekcją Henriego Saugueta? Mając nadzieję, że któregoś dnia dołączy do tej błyskotliwej gromadki, Dior skomponował cykl utworów na fortepian i nazwał go Françaises, czyli Francuskie. W każdym razie Henri Sauguet swoim utworom na fortepian również nadał tę nazwę.
Jakiś czas potem Holender Robert de Roos, który studiował muzykę z Dariusem Milhaudem i któremu Christian zaofiarował gościnę u swoich rodziców, przedstawił mu Saugueta, niedawno przybyłego do Paryża z Bordeaux. Dior postanowił wydać przyjęcie na cześć swego holenderskiego przyjaciela. Zgaszono światło. Henri Sauguet i Christian kolejno wykonali swoje Françaises. Następnie goście usiedli na dywanie i kiedy masywny zegar wahadłowy w stylu Boulle'a16 wybijał kolejne nocne godziny, przy wtórze szumu pary w kaloryferze, rozmawiali o swoich upodobaniach, pomysłach i nadziejach.
Kiedy ma się dwadzieścia lat, to wystarczy, żeby zawiązała się długoletnia przyjaźń. Później i Henri Sauguet, i Christian Dior wspominali tamten wieczór w swoich pamiętnikach. Sauguet pisał: "Spotkałem tam [u Diora] większość kolegów, którzy zostali moimi najbliższymi i najlepszymi przyjaciółmi"17. Dior natychmiast poddał się urokowi muzyka: "Jego oczy rzucały zza okularów ironiczne błyski, miał niewiarygodnie ruchliwą twarz, mówił inteligentnie i dowcipnie. Śródziemnomorski temperament tego przybysza z Żyrondy olśnił mnie, milczącego i flegmatycznego Normandczyka".
Wkrótce dołączyli do nich inni i grupka, którą Sauguet nazwał Klubem, spotykała się odtąd co tydzień przy rue Tronchet w barze "Tip Toes" prowadzonym przez damy o typowo brytyjskim wyglądzie. Wcinali ciastka i popijali koktajle. Bywali tam malarz Christian Bérard, poeta Max Jacob, aktor Marcel Herrand, pisarz René Crevel i historyk Pierre Gaxotte. Rozprawiali o wszystkim, o teatrze, literaturze, malarstwie, plotkowali, rozważali, parodiowali, jednym słowem - przychodzili tam po to, żeby się bawić.
O dziewiątej biegli na spektakl. W piątki do cyrku "Médrano" oklaskiwać Fratellinich18 lub Barbette19. Zawsze wynajmowali tę samą lożę. W soboty do teatru "Bouffes du Nord", gdzie zespół Solange Dumiens grał wielki repertuar - Nędzników, Roznosicielkę chleba20, Chaste et Flétrie, Le Crime d'une Sainte - ale w perukach i "na poważnie": "Widzieliśmy naiwność sceniczną tych spektakli. To nas inspirowało do ucieczki od literatury, której nienawidziliśmy - pisał Sauguet. - Wzniosłość wynikała z całkowitego braku nawet delikatnego fałszu"21.
W ten sposób w ciągu trzech lat powstała grupa przyjaciół, której Dior pozostał wierny do końca życia. Paczka utalentowanych chłopaków, którzy dopiero szukali swojej życiowej drogi. André Fraigneau, lektor w wydawnictwie Grasset, został pisarzem. Pochodził z Nîmes, był elokwentny, miał niezwykły dar słowa i świetnie naśladował pobożność Jeana Cocteau. Jean Ozenne, krawiec modelarz u Edwarda Molyneux, został później aktorem. Georges Geffroy rysował wykroje, później zajął się dekoratorstwem, Marcel Herrand, obdarzony niezwykłym metalicznym głosem, kontynuował karierę aktorską, od Młodych małżonków z wieży Eiffla po film Komedianci.
Bérard, szczuplutki gołowąs o wielkich niebieskich oczach, mieszkał jeszcze z rodzicami. W saloniku willi "Spontini" urządził pracownię. W nieprawdopodobnym bałaganie, w starym, dawno niepranym kombinezonie pokrywał płótna mieszaniną farby i wosku. Christian Dior, na którym jego szkice i natchnione obrazy wywarły wielkie wrażenie, umieścił je na ścianach swego pokoju. Udało mu się nawet przekonać ojca o potencjale malarza i wcisnąć mu kilka prac. Wtedy za jednego Bérarda płaciło się sto franków!
Pozostali członkowie grupy to wyłącznie miłośnicy sztuki. Nieprzyzwoicie bogaty Ormianin Parouyr Beglarian, z rodziny kolekcjonerów i uczonych, był równie komiczny i wyrafinowany, jak nieatrakcyjny fizycznie. Jean Bertrand, kolega, z którym Christian uczęszczał do Gersona, początkowo chciał zostać pisarzem, ale później miał jedną z największych kolekcji Dalego. "Ależ mieliśmy zabawę - podsumował Sauguet - jakie rozmowy, jakie pomysły i marzenia. Działo się tyle rzeczy, które należało omówić, przeżyć, skomentować, czy to dotyczyło sztuki, czy literatury, czy polityki". Całkowite przeciwieństwo szkoły. Oni kultywowali miłość do sztuki i życie artystyczne ze świeżością psotnych dzieci idących do Pierwszej Komunii. Christian Bérard i Max Jacob nosili szale i poplamione farbą spodnie jak malarze z Montmartre'u, ale najczęściej przy powitaniu uchylano melonika. Dior odważył się nawet na jakieś angielskie akcenty w swojej garderobie. Nie mieliby nawet nic przeciwko temu, gdyby ich porównywano do starszych kolegów z londyńskiego Bloomsbury. Ci uprzejmi dandysi, żarliwie i rygorystycznie oddający się swoim artystycznym poszukiwaniom, byli wrażliwi i delikatni w wydawaniu sądów. Ich spotkania, spontaniczne i swawolne zabawy nie były jednak wolne od młodzieńczej zazdrości. Oprócz Maurice'a Sachsa, który kłócił się ze wszystkimi, często rywalizowali także Sauguet i Bérard, sprzeczając się o reżyserię. Mieli również tendencje do wybryków i zmanierowanego języka. Można się domyślać, że tych młodzieńców łączyła przede wszystkim homoseksualna orientacja. Henri Sauguet i Jacques Dupont czy Pierre Gaxotte i Jean Fazil nie ukrywali natury swoich związków. Christian Dior powstrzymywał swoje skłonności lub też nie chciał się z nimi afiszować. Wpływ Gide'a na pewną swobodę w tej dziedzinie był ogromny, jednak przejście od myśli do czynu odbywało się dość nieśmiało.
Było takie miejsce, gdzie szczególnie chętnie spotykali się członkowie tej grupy. To "Les Quatre Chemins", księgarnia prowadzona przez Raoula Levena, w przyszłości sekretarza Cocteau. Maurice Sachs, który należał do jej bywalców, opowiadał, że "spotykało się tu wszystkich interesujących młodych ludzi", wśród nich Christiana Bérarda, Christiana Diora, André Ostiera i innych. To tu odkryli Ulissesa Joyce'a i amerykańskie powieści w przekładzie na język francuski, które publikował Stock. Wśród rodzimych autorów ważny był Proust, a jeszcze ważniejszy Gide, którego uważali za swego guru. Gorące dyskusje wywołała publikacja jego autobiograficznej powieści Jeżeli nie umiera ziarno: "Otworzył okna na sekrety, które miały pozostać w ukryciu - powiedział André Ostier. - Miał na nas ogromny wpływ, ponieważ pomógł nam żyć jak najbliżej prawdy". Z wyjątkiem jednej kwestii: pisarz opisywał własne przyjemności zmysłowe, nie bacząc na zasady moralne, jego naśladowcy zaś nie chcieli wchodzić w otwarty konflikt z rodziną. Tylko Jean Cocteau opuścił mieszkanie matki przy rue d'Anjou. Dzięki temu zyskał więcej wolności, mógł swobodnie uprawiać homoseksualną miłość i palić opium.
Dandys, sztubak i szalone lata
Na szczycie Olimpu zasiadał Jean Cocteau, tuż przy nim poeta Max Jacob (obaj urodzili się w drugiej połowie XIX wieku). Byli bohaterami tej młodzieży. Cocteau słynął z błyskotliwych dowcipów, Jacob wyśmiewał wszystko, co uważał za "grzeczne". Max Jacob wywierał ogromny wpływ na członków bractwa, był młodzieńczy i skory do zabawy. Cocteau natomiast miał styl światowca i świadomość własnego image'u. Jean zajmował się literaturą każdego rodzaju, a Max, brat łata, miał nieustające wakacje. Szybko się spoufalał i był świetnym rozmówcą. Obdarzony nieprawdopodobną energią, rozrzutny i zaskakujący, prowokował zdarzenia i intrygi, lubił mówić i żartować, był jednocześnie astrologiem i mistykiem, samotnikiem i duszą towarzystwa. Max, który z przyjaźni dla Picassa i Apollinaire'a koczował w kamienicy "Bateau-Lavoir" (w owym czasie grożącej zawaleniem) i miewał wizje Chrystusa, stanowił doskonałą ilustrację przekonania, że życie jest tak samo ważne jak sztuka. W kontakcie z nim osoby nieśmiałe zyskiwały pewność siebie, a marzyciele popuszczali wodze fantazji. Christian Dior miał obie te cechy, co oznaczało, że może ulec czarowi Jacoba.
Tak też się stało.
Max Jacob, który mieszkał często w Saint-Benoît-sur-Loire, w Paryżu zatrzymywał się zazwyczaj w taniutkim hotelu "Nollet", w IX Dzielnicy. Hotel stał przy ulicy o tej samej nazwie, pod numerem 55. Ten "mały pałac oglądany przez obiektyw lornetki", jak pisał Dior, był miejscem zwariowanych spotkań nocnych i gier rozsławionych przez świtę Jacoba.
Relacja świadka: "Późnym popołudniem wokół Maxa codziennie gromadził się wianuszek wielbicieli. Najczęściej byli to radośni młodzi ludzie. Opuszczał swój pokój i schodził do nas. Ważnym punktem spotkań była muzyka. Henri Sauguet i Cliquet-Pleyel walczyli o pianino, improwizując, śpiewając, mieszając kawałki swoich utworów z fragmentami mistrza Satiego. Często akompaniował im flegmatyczny młodzieniec o miękkich rysach. Dior też chciał zostać kompozytorem.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
10 Nicolas Bernard Lépicié (1705-1784) - francuski malarz i rysownik popularny w połowie XVIII wieku.
11 François Boucher (1703-1770) - francuski malarz, grafik i dekorator, czołowy przedstawiciel rokoka.
12 Nissim de Camondo (1892-1917) - syn bankiera Mo?se'a de Camondo, zginął podczas pierwszej wojny światowej.
13 André Siegfried, syn Jules'a (senatora w latach 1897-1900 i ministra handlu i przemysłu w latach 1892-1893), był profesorem Coll?ge de France i jednym z twórców nowoczesnej politologii [przyp. autorki].
14 Grupa Sześciu powstała w roku 1918 w Paryżu. W jej skład weszli: Milhaud, Honegger, Auric, Poulenc, Durey i Germaine Tailleferre. Ich nieformalnym szefem był Erik Satie [przyp. autorki].
15 Szkoła z Arcueil powstała w 1921 roku, tworzyli ją: Henri Sauguet, Maxime Jacob, Henri Cliquet-Pleyel i Roger Desormi?re; jej ojcem duchowym był Erik Satie [przyp. autorki].
16 Charles André Boulle (1642-1732) - francuski ebenista i projektant mebli.
17 Henri Sauguet, Ma vie, mon ouevre (zob. źródła) [przyp. autorki].
18 Fratellini - rodzina włoskich klownów, woltyżerów i akrobatów cyrkowych.
19 Właściwie Vander Clyde - amerykański akrobata-transwestyta.
20 Dziewiętnastowieczny bestseller autorstwa Xaviera de Montépina. Powieść adaptowano na potrzeby teatru, kina, a nawet telewizji.
21 Henri Sauguet, op. cit., s. 253.