WSTĘP
Ziemia na Pograniczu. Próba portretu.
Oddajemy w Państwa ręce książkę, która jest owocem wieloletniej fascynacji, kwerend archiwalnych oraz rozmów z ludźmi, dla których określenie "mała ojczyzna" nabiera szczególnego, głęboko osobistego znaczenia. "Choszczno i okolice" to nie jest typowy przewodnik turystyczny, choć mamy nadzieję, że posłuży Państwu jako inspiracja do wędrówek. To raczej opowieść o niezwykłej ziemi, położonej na pograniczu geograficznym, historycznym i kulturowym, która na przestrzeni wieków była świadkiem dramatycznych wydarzeń, a po 1945 roku stała się nowym domem dla tysięcy ludzi zmuszonych opuścić swoje ukochane Kresy Wschodnie.
Decyzja o podjęciu tego tematu zrodziła się z przekonania, że dzieje Choszczna i okolicznych miejscowości stanowią fascynujący, choć wciąż niedostatecznie spopularyzowany rozdział historii Pomorza Zachodniego i całej Polski. Jest to region o wyjątkowym charakterze - malowniczym krajobrazie pojeziernym, bogatej, wielonarodowej przeszłości oraz niezwykłej teraźniejszości, ukształtowanej przez powojenne migracje. Pragniemy, aby niniejsza publikacja stała się pomostem łączącym przeszłość z teraźniejszością, przypominając o bogactwie dziedzictwa tej ziemi i o ludziach, którzy ją współtworzyli.
Geneza Choszczna sięga czasów, gdy na tych terenach dominowała jeszcze słowiańska ludność. Pierwsze wzmianki o grodzie Hoscno pochodzą z 1233 roku, z dokumentu księcia wielkopolskiego Władysława Odonica, który uposażał cystersów z Kołbacza. Już sama nazwa jest przedmiotem dociekań historyków i językoznawców. Wywodzi się prawdopodobnie od starosłowiańskiego słowa "chwost", oznaczającego ogon, lub "chost", czyli chwast, krzaki, co mogło odnosić się do podmokłego, porośniętego gęstą roślinnością charakteru okolicy. Inna, bardziej romantyczna legenda, mówi o woju Choszczu, który miał być założycielem grodu, a jego pomnik do 2008 roku stał w centralnym punkcie miasta, by ostatecznie ustąpić miejsca postaci papieża Jana Pawła II. Ten spór o przestrzeń publiczną między symbolem słowiańskiego początku a symbolem chrześcijańskiej i narodowej tożsamości Polaków jest niezwykle wymowny i wpisuje się w skomplikowaną historię tego miejsca.
Od drugiej połowy XIII wieku tereny te znalazły się w orbicie wpływów brandenburskich, co na zawsze zmieniło ich losy. Margrabiowie brandenburscy, tworząc na ziemiach polskich i pomorskich swoje państwo - Nową Marchię, dokonali w 1284 roku lokacji miasta na prawie magdeburskim, nadając mu nazwę Arnswalde (Orli Las). To właśnie wtedy Choszczno otrzymało swój charakterystyczny, do dziś czytelny układ urbanistyczny - cztery kwartały z prostokątnym rynkiem pośrodku. Przez następne stulecia miasto, otoczone potężnymi murami obronnymi o długości 1600-1800 metrów, z trzema bramami (Wysoką, Młyńską i Kamienną), basztami i czatowniami, uchodziło za twierdzę nie do zdobycia, której nie zdołała pokonać żadna armia aż do XVII wieku. Na najstarszych pieczęciach miejskich widniał czerwony orzeł brandenburski, trzymający w szponach gałązki dębu - symbol, który przetrwał do dziś w herbie Choszczna, przypominając o jego związkach z marchią.
Dzieje Arnswalde to pasmo wzlotów i upadków. W XV wieku miasto odgrywało znaczącą rolę polityczną, będąc areną buntów przeciwko Krzyżakom, a w latach 1433-1437 przejściowo składając hołd lenny królowi polskiemu. W XVI wieku było jednym z największych i najludniejszych ośrodków Nowej Marchii, ustępując miejsca jedynie nielicznym. Rozwój ten zahamowała jednak wojna trzydziestoletnia (1618-1648), która przyniosła ze sobą ogromne zniszczenia, epidemie i pożary. Z dawnej, bogatej zabudowy ocalały praktycznie tylko mury obronne.
Nowy impuls do rozwoju przyniósł wiek XIX. W 1847 roku Choszczno uzyskało połączenie kolejowe ze Szczecinem i Poznaniem, co stało się katalizatorem zmian gospodarczych i społecznych. W mieście zaczęły powstawać liczne zakłady przemysłowe: fabryki zapałek, maszyn rolniczych, sukna, papy, a później cukru. W życiu gospodarczym, zwłaszcza w handlu i rzemiośle, znaczącą rolę odgrywała społeczność żydowska, prowadząca niewielkie, rodzinne firmy. Ich obecność, trwająca do lat 30. XX wieku, była ważnym elementem wielokulturowej mozaiki przedwojennego Arnswalde.
Kres temu światu przyniosła II wojna światowa i jej tragiczne następstwa. Od jesieni 1939 roku na obrzeżach miasta funkcjonował obóz jeniecki Oflag II B Arnswalde, w którym przetrzymywano polskich i francuskich oficerów, w tym tak znane postaci jak gen. Franciszek Kleeberg, mjr Henryk Sucharski czy pisarz Leon Kruczkowski. W samym mieście praca przymusowa wykonywana była przez około 300 Polaków. W lutym 1945 roku, w ramach ofensywy Armii Czerwonej, o Choszczno toczyły się ciężkie, trwające wiele dni walki. Miasto, bronione przez załogę niemiecką, zostało zdobyte 23 lutego, ale zapłaciło za to ogromną cenę. Zniszczeniu uległo 1345 budynków, czyli ponad 80% całej zabudowy, a starówka legła w gruzach. Z bogatej przedwojennej architektury ocalały jedynie nieliczne świadkowie historii: gotycki kościół farny, unikalny barbakan (pozostałość przedbramia), fragmenty murów obronnych, połowa wieży ciśnień i budynek dworca kolejowego.
Wiosną 1945 roku na zgliszczach Arnswalde zaczęło rodzić się polskie Choszczno. To jeden z najważniejszych i najbardziej dramatycznych momentów w dziejach tego miejsca. W ciągu zaledwie dwóch lat, w latach 1945-1947, nastąpiła tu całkowita wymiana ludności. Niemieccy mieszkańcy, którzy nie zbiegli przed frontem, zostali wysiedleni za Odrę w 1946 roku. W ich miejsce, w opustoszałe i zniszczone miasto oraz okoliczne wsie, zaczęli przybywać nowi osadnicy. Byli to przede wszystkim polscy repatrianci z Kresów Wschodnich, z terenów dzisiejszej Litwy i Białorusi - z Wileńszczyzny, Nowogródczyzny i Grodzieńszczyzny. Pierwszy transport z repatriantami dotarł do Choszczna już 16 maja 1945 roku. Ludzie ci, często wyrwani ze swoich domów w ostatniej chwili, pakowali do bydlęcych wagonów najpotrzebniejsze rzeczy i ruszali w nieznane, z nadzieją na lepsze życie, ale i z bólem w sercach po utracie ziemi ojców. Ich wspomnienia, często niezwykle poruszające, są bezcennym źródłem wiedzy o tamtych dniach. Jak relacjonował jeden z nich, Zenon Kozłowski, większość repatriantów natychmiast po przyjeździe kierowano do okolicznych wiosek - jego rodzina trafiła do Sławęcina. Inny osadnik, Jan Czosnek, najpierw trafił do pracy w szpitalu wojskowym w Wardyniu, a dopiero później do Zamęcina, gdzie zastał jeszcze 179 Niemców i tylko dwie polskie rodziny. Czesław Laskowski, który osiadł w Sulinie, opisywał z kolei trudy codziennego życia w mieście bez urzędu stanu cywilnego, co zmusiło go do dalekiej podróży do Łukowa, by zawrzeć związek małżeński. Ci ludzie, wraz z nielicznymi przybyszami z Polski centralnej, stanęli przed niebywałym wyzwaniem: na surowym korzeniu, wśród ruin i obcego krajobrazu, musieli zbudować swoje nowe życie, stworzyć od nowa polskie społeczeństwo, polskie instytucje i polską tożsamość tej ziemi. 21 kwietnia 1945 roku przybyła do miasta grupa operacyjna mająca organizować władzę w powiecie, a oficjalne wprowadzenie polskiej nazwy "Choszczno" nastąpiło 15 października 1945 roku.
Książka ta jest właśnie hołdem dla nich - dla pionierów, którzy z determinacją i uporem odbudowywali miasto z gruzów. Ale jest też próbą spojrzenia na to, co zastali, i na to, co stworzyli. Dlatego obok szczegółowej historii sięgającej średniowiecza, tak wiele miejsca poświęcamy okresowi powojennemu, etnografii, zawodom, kulturze i ludziom, którzy nadali temu miejscu nowy, niepowtarzalny charakter. Chcemy opowiedzieć o tym, jak kresowe tradycje mieszały się z zastanym, poniemieckim dziedzictwem, tworząc lokalną odmienność widoczną w gwarze, kuchni, obrzędach czy stosunku do ziemi.
Naszym celem jest również szczegółowe zaprezentowanie bogactwa przyrodniczego i geograficznego Ziemi Choszczeńskiej. Położenie na pograniczu Pojezierza Choszczeńskiego i Równiny Pyrzycko-Stargardzkiej, ukształtowane przez lodowiec krajobrazy, malownicze rynny jeziorne i sandry, to prawdziwy raj dla miłośników przyrody. Szlak Trzech Jezior - Klukom, Żeńsko i Raduń - to jedna z największych atrakcji regionu. Rzeka Drawa, przepływająca niedaleko, o swoim "górskim" charakterze, przyciąga kajakarzy z całej Polski. Wody, lasy i wzgórza morenowe są domem dla niezliczonych gatunków ptaków (perkozy, żurawie, zimorodki) i ssaków (bobry, wydry). Opiszemy również wszystkie okoliczne rzeki i jeziora, przybliżając ich walory przyrodnicze i turystyczne.
Szczególną uwagę poświęcamy dzielnicom i miejscowościom, które tworzą dzisiejszą gminę Choszczno. Chcemy zejść z poziomu ogólników i przyjrzeć się z bliska życiu w Osiedlu Północnym - symbolu powojennej rozbudowy miasta, oraz w takich wsiach jak Roztocze, Sułowo, Oraczewice, Witoszyn, Radlice, Pomień, Stradzewo, Sulino i Sławęcin. To właśnie tam, w małych społecznościach, najpełniej przejawia się lokalny patriotyzm i przywiązanie do "małej ojczyzny". W Stradzewie odkryjemy pomniki przyrody, na wzgórzach w okolicy Sławęcina i Sulina poszukamy pozostałości dawnych wierzeń i osad, a w Pomieniu i Radlicach wsłuchamy się w opowieści o codziennym życiu i pracy na roli.
Kierujemy tę książkę do wszystkich, którzy chcą zrozumieć skomplikowaną historię Ziem Zachodnich, do mieszkańców Choszczna i okolic pragnących pogłębić wiedzę o swoim regionie, do turystów poszukujących nieoczywistych miejsc z dala od utartych szlaków, a także do potomków dawnych mieszkańców Arnswalde i powojennych osadników, którzy w tych stronach odnajdują ślady swoich przodków. Mamy nadzieję, że lektura tej książki będzie dla Państwa podróżą przez czas i przestrzeń, która pozwoli dostrzec w codziennym krajobrazie ślady niezwykłej historii, a w zwykłych ludziach - bohaterów trudnych czasów. Zapraszamy do odkrywania Choszczna i jego okolic - ziemi na pograniczu, która łączy w sobie to, co najlepsze z różnych światów.
ROZDZIAŁ III: PRZEŁOM 1945 - NOWA OJCZYZNA
3.1 Miasto umarłych - widok po bitwie
Gdy 23 lutego 1945 roku ucichły ostatnie strzały, a niemiecka załoga Arnswalde skapitulowała przed oddziałami 61 Armii I Frontu Białoruskiego, miasto, które przez ponad 660 lat nosiło tę nazwę, przestało praktycznie istnieć. To, co pozostało, było jedynie cmentarzyskiem domów, ulic i ludzkich marzeń. Z 1680 budynków mieszkalnych, jakie stały w Arnswalde przed wojną, ocalało zaledwie 335. Zniszczenia sięgały 80 procent zabudowy, a w samym sercu miasta, na starówce, ruina była niemal całkowita.
Pierwsi Polacy, którzy dotarli w te okolice wiosną 1945 roku, opisywali Choszczno jako "miasto umarłych". Wśród morza gruzów sterczały jedynie nieliczne ocalałe budynki: gotycki kościół parafialny, który mimo uszkodzeń wciąż górował nad okolicą, charakterystyczna, choć nadwerężona wieża ciśnień, budynek dworca kolejowego oraz fragmenty murów obronnych z barbakanem. Reszta była stertą cegieł, pogiętego metalu i zgliszczy. W powietrzu unosił się wciąż swąd spalenizny, a wiosenne roztopy odsłaniały kolejne, mrożące krew w żyłach ślady niedawnej tragedii.
W mieście nie było już niemal nikogo. Część niemieckiej ludności zbiegła przed nadciągającym frontem na zachód. Ci, którzy pozostali, albo zginęli w trakcie walk, albo wkrótce mieli podzielić los wysiedleńców. Na gruzach Arnswalde zaczynała się właśnie nowa, polska historia, której pierwszymi aktorami nie byli jednak cywilni osadnicy, ale żołnierze Armii Czerwonej i przedstawiciele nowej, komunistycznej władzy.
3.2 Sowiecka komendantura wojenna
W pierwszych tygodniach po zdobyciu miasta, jedyną władzę sprawowała tu sowiecka komendantura wojenna. Na jej czele stanął podpułkownik Jaworowicz, a jego zastępcą do spraw gospodarczych i akcji żniwnej został major Drozdow. Dla nich Choszczno było przede wszystkim terenem operacyjnym, który należało zabezpieczyć, oraz źródłem łupów wojennych.
Sowieci natychmiast przystąpili do zabezpieczania poniemieckich obiektów gospodarczych, ale robili to w specyficzny sposób. Rozpoczął się na masową skalę demontaż i wywóz do ZSRR wszystkiego, co przedstawiało jakąkolwiek wartość: maszyn przemysłowych, urządzeń fabrycznych, a nawet wyposażenia gospodarstw rolnych. Jak wynika z badań historyka Grzegorza Baziura, znaczną część tego procederu Sowieci realizowali za zgodą niesuwerennego Rządu Tymczasowego w Warszawie, który Stalin traktował w kategoriach swojej kolonii. Dla Polaków, którzy wkrótce mieli przybyć na te ziemie, oznaczało to, że zastaną nie tylko zniszczone miasto, ale także ogołocone z wyposażenia zakłady pracy i majątki rolne. Sytuacja społeczno-polityczna i gospodarcza w Choszcznie i powiecie choszczeńskim zaczęła ulegać stopniowej stabilizacji dopiero po wycofaniu z końcem 1945 roku większości oddziałów sowieckich.
3.3 Przybywają polskie Grupy Operacyjne
Pierwszymi zwiastunami polskiej administracji na tych terenach były tzw. Grupy Operacyjne. Były to zespoły ludzi, często bez żadnego przygotowania administracyjnego, ale obdarzonych misją przejęcia władzy i organizacji życia na nowo. Ich sytuacja była niezwykle trudna, gdyż musieli negocjować z sowieckim komendantem wojennym, który był jedynym rzeczywistym gospodarzem tych terenów.
W kwietniu 1945 roku, dwa miesiące po zdobyciu Arnswalde, do Choszczna przybyła pierwsza Grupa Operacyjna pod przewodnictwem Bolesława Kowalczyka. Jej zadaniem była organizacja terenowych struktur władzy Rządu Tymczasowego RP oraz przejęcie obiektów gospodarczych, maszyn i urządzeń. Priorytetem było zabezpieczenie tego, co jeszcze pozostało, przed dalszym demontażem i wywozem do ZSRR.
Niemal równocześnie działała druga Grupa Operacyjna - Resortu Gospodarki Narodowej i Finansów pod przewodnictwem Antoniego Berschki, która miała przejąć od sowieckich władz wojskowych zakłady przemysłowe. Z tym właśnie Polacy mieli najwięcej problemów. Dotyczyło to zwłaszcza większych zakładów przemysłowych, zlokalizowanych w Choszcznie, Drawnie i Reczu, które Sowieci traktowali jako swoje łupy wojenne. Problemy występowały także przy przejmowaniu obiektów rolnych: majątków, gospodarstw, pól, łąk i pastwisk.
Stopniowe przejmowanie obiektów gospodarczych w powiecie choszczeńskim trwało od kwietnia do sierpnia 1945 roku. Ostateczny raport, dotyczący stanu gospodarki w powiecie choszczeńskim, szef Grupy Operacyjnej sporządził dopiero w październiku 1945 roku. Te miesiące to czas niepewności, chaosu i ciągłych negocjacji, w których strona polska była zdecydowanie słabszym partnerem.
3.4 Organizacja polskiej administracji
Równolegle do przejmowania majątku trwała budowa zrębów polskiej administracji. Na Ziemiach Odzyskanych proces ten wyglądał nieco inaczej niż w Polsce centralnej. Nie można było tutaj tworzyć od razu w pełni ukształtowanych organów władzy. Ziemie te wymagały przede wszystkim zasiedlenia przez polską ludność.
W miarę przesuwania się frontu władzę nad zajmowanymi terenami przejmowały komendantury wojskowe, których podstawowym zadaniem było zapewnienie bezpieczeństwa, regulowanie stosunków pomiędzy żołnierzami a ludnością cywilną oraz pomiędzy ludnością polską i niemiecką. Stopniowo komendantury przekazywały władzę w ręce cywilne.
Stan odrębności Ziem Zachodnich podkreślała uchwała Rady Ministrów z 14 marca 1945 roku, która podzieliła te tereny na okręgi, a te na obwody. Na czele okręgu stał pełnomocnik okręgowy (wojewoda), na czele obwodu - pełnomocnik obwodowy (starosta). W przypadku powiatu choszczeńskiego, organizacja administracji rozpoczęła się właśnie w tym trybie.
Pierwsi urzędnicy, którzy przybyli do Choszczna, musieli zmierzyć się z niewyobrażalnymi trudnościami. Brakowało dosłownie wszystkiego: mieszkań, biur, papieru, atramentu, pieczątek. Działano w prowizorycznych warunkach, często w piwnicach ocalałych kamienic lub w poniemieckich budynkach gospodarczych. Prowadzono pierwsze spisy, ewidencję ludności, inwentaryzowano majątek poniemiecki.
3.5 Wysiedlenia ludności niemieckiej
Wśród ruin wciąż jeszcze przebywali nieliczni Niemcy, którzy nie zbiegli lub nie zginęli w czasie walk. Byli to często starcy, kobiety i dzieci, w większości kompletnie zagubieni i przerażeni. Ich obecność na terenach, które miały stać się polskie, była traktowana przez nowe władze jako stan tymczasowy i niepożądany.
Proces wysiedleń ludności niemieckiej z terenu powiatu choszczeńskiego rozpoczął się jeszcze w 1945 roku i trwał w kolejnym roku. Z dokumentów archiwalnych wynika, że sprawy związane z wysiedlaniem Niemców były jednym z kluczowych zadań nowej administracji. W latach 1945-1946 prowadzono szczegółową ewidencję, rejestrację i stopniowe wysiedlanie Niemców.