Działo się to za panowania
Imperatora rzymskiego Trajana, w sto lat po Narodzeniu Chrystusa
Pana. Było to w czasach, kiedy żyli jeszcze uczniowie Chrystusowi i
chrześcianie mocno trzymali się nauki Mistrza, jak powiedziane jest
w Dziejach Apost.
Żył w one czasy w prowincji Cylicyi, w mieście Tarsie,
bogaty kupiec, Syryjczyk, handlujący drogiemi kamieniami,
Juwenaliusz.
Pochodził on z ludzi prostych i biednych, lecz pracą i
sztuką w rzeczywistości doszedł do bogactw i poważania u swych
współobywateli. Podróżował on wiele po różnych krajach i, chociaż
nie był uczonym, wiele poznał i zrozumiał, i mieszczanie cenili go
bardzo za rozum jego i sprawiedliwość. Wiarę wyznawał on rzymską,
pogańską, jaką wyznawali wszyscy szanowani ludzie w cesarstwie
rzymskiem, - tą wiarę, wykonywania obrzędów której zaczęli surowo
domagać się od czasów Cezara Augusta, i którą ściśle obserwował
obecny imperator Trajan. Prowincja Cylicya daleką była od Rzymu,
lecz rządził nią rzymski namiestnik, i wszystko, co działo się w
Rzymie, odzywało się w Cylicyi, i wielkorządcy naśladowali swoich
imperatorów.
Juwenaljusz pamiętał z dzieciństwa jeszcze opowiadania o
tem, co robił Neron w Rzymie, widział potem, jak ginęli imperatorzy
jeden za drugim, i jako człowiek rozumny, zrozumiał, że w religji
rzymskiej nic nie było świętego, lecz że to wszystko bylo dziełem
rąk ludzkich. Szał całego otaczającego go życia, szczególnie zaś
to, co działo się w Rzymie, gdzie często bywał dla interesów
swoich, często oburzało go. Miał on zwątpienia, lecz nie mógł objąć
rozumem wszystkiego i kładł to na karb swego nizkiego
wykształcenia.
Był żonaty, i dzieci miał czworo, lecz troje umarło za lat
dziecinnych jeszcze, pozostał jeden syn, imieniem Juljusz.
Tego Juljusza otoczył Juwenaljusz całą swą miłością i
wszystkiemi troskami swemi. Szczególnie zaś chciał Juwenaljusz,
żeby nie dręczył się on temi zwątpieniami o życiu, które go samego
niepokoiły. Kiedy Juljusz skończył 15 lat, oddał go ojciec na naukę
do zamieszkałego w ich mieście filozofa, przyjmującego do siebie
młodzież na naukę. Ojciec oddał go do filozofa razem z kolegą jego,
Pamfilem, synem zmarłego wyzwoleńca swego. Młodzieńcy byli
rówieśnikami, obydwaj piękni i przyjaciele.
Młodzieńcy uczyli się pilnie, obydwaj mieli charakter dobry.
Juljusz przykładał się więcej do nauki poezyi i matematyki, Pamfil
- zaś do nauki filozofji. Na rok przed ukończeniem nauki, Pamfil,
przyszedłszy do szkoły, oznajmił nauczycielowi, że matka jego,
wdowa, przenosi się do miasta Dafne i że on musi opuścić naukę.
Żałował nauczyciel utraty ucznia, przynoszącego mu zaszczyt,
żałował i Juwenaljusz, lecz najwięcej ze wszystkich żałował
Juljusz. Na wszystkie prośby i tłomaczenia, żeby pozostał dalej, i
w dalszym ciągu prowadził naukę, Pamfil był nieubłagany i
podziękowawszy przyjaciołom za miłość ich ku niemu i troski o niego
rozstał się z nimi.
Upłynęły dwa lata. Juljusz ukończył nauki i przez cały ten
czas ani razu nie spotkał przyjaciela swego.
Razu pewnego spotkał go na ulicy, zaprosił go do siebie do
domu i zaczął się dopytywać o to, jak i gdzie on mieszka. Pamfil
opowiedział mu, że mieszka z matką wciąż Dafne.
- Mieszkamy, - mówił: nie sami, lecz z nami jest wielu
przyjaciół, z którymi wszystko mamy wspólne.
- Jakto wspólne? spytał Juljusz.
- Tak, że nikt z nas nic nie uważa za swoje.
- Dlaczego wy to robicie?
- Jesteśmy chrześcianami, rzekł Pamfil.
- Czyżby?... wykrzyknął Juljusz, a mnie przecież mówili, że
chrześcianie zabijają dzieci i jedzą je? Czyż i ty przyjmujesz w
tem udział.
- Przyjdź i zobacz, - odrzekł Pamfil: nie robiemy nic
szczególnego, żyjemy po prostu, starając się nie robić nic złego.
- Lecz jakżeż można żyć, nic nie uważając za swoje?
- Żywimy się. Jeżeli oddajemy braciom naszą pracę, to oni
oddają nam swoją.
- A jeżeli bracia biorą pracę waszą, a nie oddają jej, wtedy
jakżesz?
- Takich niema, - rzekł Pamfil: tacy ludzie lubią żyć w
zbytkach i nie przyjdą do nas, życie nasze proste i nie zbytkowne.
- Alboż to mało jest leniwców, którzy będą bardzo zadowoleni
z tego, jeżeli będą ich darmo żywić.
- Są i tacy, i my chętnie przyjmujemy ich. Niedawno
przyszedł jeden taki, zbiegły niewolnik; z początku prawda, lenił
się i żył źle, lecz prędko zmienił swe życie i teraz został dobrym
bratem.
- No, a jeżeliby on się nie poprawił?
- Są i tacy. Starzec Cyryli mówi, że z takimi to właśnie
postępować należy jak z najdroższymi braćmi i jeszcze więcej ich
kochać.
- Czyż można kochać łotrów?
- Nie wolno nie kochać człowieka!
- Lecz jakżeż wy możecie dawać wszystkim to, o co oni
proszą? spytał Juljusz. Jeżeli by ojciec mój dawał wszystkim, kto
go o coś prosi, wkrótce nic by mu nie zostało.
- Nie wiem - odrzekł Pamfil - nam pozostaje na wypadek
potrzeby. I jeżeli zdarza się, że niema co jeść, lub niema się czem
przykryć, to my prosimy o to drugich i oni nam dają. Lecz rzadko
się to zdarza. Mnie tylko raz zdarzyło się położyć się spać bez
kolacji, a i to dlatego, że zmęczyłem się bardzo i nie chciałem iść
do brata poprosić.
- Nie wiem, jak wy robicie, rzekł Juljusz: tylko, jak ojciec
mówi, jeżeli swego nie strzedz, a jeszcze jeżeli dawać wszystkim,
kto tylko poprosi, to sam z głodu umrzesz.
- My nie umieramy. Przyjdź, popatrz. Żyjemy i nie tylko że
nie uczuwamy potrzeby, lecz nawet mamy wiele rzeczy niepotrzebnych.
- Więc jakżeż to tak?
- A oto dlaczego. Wyznajemy my wszyscy jedną wiarę, lecz
stopień wykonania u wszystkich jest różny: u jednego jest większy,
u drugiego mniejszy. Jeden wydoskonalił się już w dobrem życiu,
drugi dopiero zaczyna je. A przed nami wszystkiemi stoi Chrystus z
życiem Swojem, i my wszyscy staramy się naśladować Go, i w tem
jednem widzimy nasze dobro. Jedni z nas, jak starzec Cyryli i żona
jego Pelagja, stoją na czele nas, inni z tyłu, trzeci jeszcze
bardziej z tyłu, lecz wszyscy idą jedną drogą. Przodujący są już
blizko do nauki Chrystusa - wyrzeczenia się siebie - i zgubili swą
duszę, ażeby zdobyć ją. Tym już nic nie trzeba, ci siebie nie
żałują, i wszystko, do ostatka, według przykazań Chrystusa, oddają
proszącym. Drudzy są słabszymi, tacy, którzy nie mogą oddać
wszystkiego, słabną i jeszcze żałują sami siebie, słabną bez
zwykłego odzienia i pokarmu, i nie wszystko oddają. Są jeszcze
słabsi - ci, którzy dopiero co nie dawno wstąpili na drogę; ci żyją
jeszcze po staremu, zatrzymują wiele dla siebie i oddają tylko to,
co im zbywa. I ci to ostatni przychodzą z pomocą tym na przodzie.
Oprócz tego wszyscy my związani jesteśmy pokrewieństwem z poganami.
Jeden ma ojca poganina, który ma majątek i daje synowi. Syn daje
proszącym, lecz ojciec znów daje. Inny ma matkę pogankę, ta żałuje
syna i pomaga mu. Trzeci ma dzieci pogan, a matka jest
chrześcijanką, i dzieci zaopatrują matkę, dają jej i proszą, żeby
nie rozdawała, a ona z miłości dla nich przyjmuje, i mimo to
rozdaje innym. Czwarty ma żonę - pogankę. Piąta męża poganina. Tak
jest wszystko poplątane, i stojący na przodzie, radzi by oddać
ostatnie, lecz nie mogą. Tem też i podtrzymują się słabsi w wierze,
i dzięki temu zbiera się wiele rzeczy nad miarę.
Na to Juljusz rzekł:
- Lecz jeżeli tak, to wy, znaczy się, odstępujecie od nauki
Chrystusa i tylko przybieracie pozę. A jeżeli wy nie oddajecie
wszystkiego, to i niema między nami a wami różnicy. Mojem zdaniem,
jeżeli być już chrześcianinem, to wypełnić wszystko, oddać wszystko
i pozostać żebrakiem.
- I to najlepsze ze wszystkiego, - rzekł Pamfil - i zrób
tak.
- Tak, zrobię, kiedy zobaczę, co wy robicie!
- My nic pokazywać nie chcemy. I tobie nie radzę iść do nas
i wychodzić ze swego trybu życia dla pokazu; czynimy to, co robimy,
nie dla oczu jednak, a dla wiary naszej.
- Co to znaczy - dla wiary naszej?
- A dla wiary znaczy to, że - zbawienie od złego świata, od
śmierci, - tylko spoczywa w życiu według nauki Chrystusa. I nam
jest wszystko jedno, co powiedzą o nas ludzie. My robimy wszystko
nie dla ludzi, a dla tego, że tylko w tem widzimy życie i dobro.
- Nie wolno nie żyć dla siebie, - rzekł Juljusz: Bogowie
sami włożyli na nas to, że my kochamy siebie więcej od innych i
szukamy dla siebie przyjemności. I wy toż samo robicie. Ty sam
mówisz, że między waszymi są ludzie, którzy siebie żałują. Będą oni
coraz więcej i więcej robić sobie przyjemności i coraz więcej będą
porzucać wiarę waszą i będą robić to samo co i my.
- Nie, - odrzekł Pamfil: nasi idą inną drogą i nigdy nie
słabną, lecz coraz większej nabierają mocy: jak ogień nigdy nie
zgaśnie, kiedy do niego drew się dokłada. Na tem też polega wiara
nasza.
- Nie rozumiem, na czem też ona polega.
- Wiara nasza opiera się na tem, że my rozumiemy życie tak,
jak objaśnił nam je Chrystus.
- Jak to?
- Chrystus rzekł taką przypowieść: "Żyli robotnicy winnicy w
cudzym ogrodzie i płacić powinni dziesięcinę gospodarzowi". To my,
ludzie, żyjemy na świecie i powinniśmy płacić dziesięcinę,
wykonywać wolę Jego... "A ludzie ci według pojęć świata pomyśleli,
że ogród do nich należy, że nie mają co płacić za niego, a tylko
to, ażeby korzystać z owoców jego. Przysłał do ludzi tych gospodarz
wysłańca, ażeby otrzymać dziesięcinę, a oni wygnali go. Przysłał
gospodarz swego syna po dziesięcinę, a oni zabili go, myśląc, że
potem nikt im przeszkadzać nie będzie." Oto jest ta wiara świata,
według której żyją wszyscy ludzie na świecie, nieuznający tego, że
życie dane jest tylko dlatego, ażeby służyć Bogu. Chrystus zaś
nauczył nas tego, że wiara świata w to, że człowiekowi lepiej
będzie jeżeli wygna z ogrodu wysłańca, syna gospodarza, i nie da
dziesięciny, że ta wiara fałszywa, gdyż nie minie nas: albo dać
dziesięcinę, albo zostać wygnanymi z ogrodu. Nauczył On nas tego,
że wszystkie przyjemności, które my nazywamy przyjemnościami:
jedzenie, picie, zabawy, nie mogą być przyjemnościami, jeżeli na
nich polega życie, że są one przyjemnościami tylko wtedy, kiedy
szukamy czego innego, - spełnienia woli Boga, że tylko wtedy te
przyjemności, jako nagroda prawdziwa, następują po spełnieniu woli
Boga. Chcieć brać przyjemności bez trudu spełnienia woli Bożej,
odrywać jedne przyjemności bez trudu, - to wszystko jedno, co
rozrywać źdźbła kwiatów i rozsadzać je bez korzeni. My wierzymy w
to i dlatego nie możemy szukać oszukaństwa zamiast prawdy. Wiara
nasza polega na tem, że dobro życia nie w przyjemnościach jego, a w
wykonaniu woli Boga bez myśli o przyjemnościach i nadziei ich, i my
tak żyjemy, i czem dłużej żyjemy, tem bardziej widzimy, że
przyjemności i dobro, jak koło za hołoblami, idą w ślad za
wypełnieniem woli Boga. Nauczyciel nasz rzekł:
"Przyjdźcie do Mnie wszyscy utrudzeni i obciążeni, i ja
uspokoję was. Weźcie brzemię moje na siebie i nauczcie się ode
Mnie, gdyż Jam cichy i pokorny sercem, i znajdziecie spokój dla
dusz waszych, gdyż brzemię Moje dobre i lekkie jest."
Tak mówił Pamfil. Juljusz słuchał, i serce jego wzruszało
się, lecz nie było wyraźnem dla niego co mówił Pamfil; wydawało mu
się, że Pamfil oszukuje go; patrzał wtedy w dobre oczy przyjaciela
swego i przypomniał sobie dobroć jego, i zdawało mu się, że Pamfil
sam oszukuje siebie. Pamfil zapraszał Juljusza, ażeby przyjechał do
nich, zobaczyć ich życie, i jeżeli mu się ono spodoba, pozostał z
nimi.
I
Juljusz obiecał, lecz nie pojechał do Pamfila i, wciągnięty w wir
życia swego, zapomniał o nim.