Chłopczyk z fotografii - Adrian Zawadzki

Reflow text when sidebars are open.
Trwało to sekundy. Tysiące książek wyskoczyło w jego stronę. Poczuł się, jakby został obrzucony kamieniami. Stracił równowagę i upadł na zimną podłogę. Zamknął na moment oczy. Kiedy je otworzył, był w jednym ze zniszczonych pomieszczeń. Podniósł się gwałtownie i zaczął uciekać. Korytarzem w lewo, prawo, znów w lewo, aż dobiegł do jakiejś sali - dość długiej i wysokiej. Na jej końcu brakowało ściany, więc pomyślał, że tamtędy wyjdzie. Biegł. W połowie drogi stanął, bo za plecami usłyszał potężny huk. Sufit za nim zaczął się zapadać. Sparaliżowało go na chwilę, ale odwrócił się i zaczął uciekać najszybciej, jak mógł.
Upadł na trawę dygocąc. Był bezpieczny. Odwrócił się i myślał, że zobaczy gruzy ruin. Mylił się bardzo. Ruiny wznosiły się przed nim groźnie. Nie wiedział, co o tym myśleć. Przebudził się. Gorący odbiornik telewizyjny syczał niepokojąco, a ekran iskrzył szarymi igiełkami.
Ranek był chłodny, na trawie przed domkiem pojawiła się rosa, a słońce przysłoniła chmara małych, czarnych ptaków, żerujących w sadzie pełnym czereśni, obok łąki i lasku.
Gdyby ktoś zastał go przed telewizorem i porannymi wiadomościami z dwoma gorącymi kubkami, pierwszym z kawą, drugim z herbatą, z pewnością spytałby, gdzie ukrywa się jego gość. Czy poszedł do toalety, a może zachwyca się bogatą biblioteczką z powojenną literaturą (wartą psie pieniądze)? Wiedzcie, że ten pięćdziesięciokilkuletni mężczyzna rzadko przyjmował gości w swoim małym domku, nieczęsto też rozmawiał z kimkolwiek, kto mieszkał tutaj, w Villon Pray. Jednakże przechadzał się po wiosce każdego dnia. Robił to właśnie wtedy, gdy wypił już oba kubki. Wypełniał tym samym swój codzienny rytuał.
Wśród tych, którzy zastanawiają się, co pan Maggot pił najpierw, pewnie znajdą się liczni zwolennicy tak kawy, jak i herbaty. Otóż pogodzę obie grupy. Oba wypijał prawie jednocześnie, a jeśli nie zdążył przed wystygnięciem... wylewał zawartości kubków do białego, zardzewiałego w kilku miejscach zlewu. W napojach tych jest pewna niezwykłość, tylko spójrzcie na reklamy, a odkryjecie w swoich kubkach i filiżankach niemal erotyczne właściwości.
Był w Villon Pray chłopiec, który zapewne nigdy nie poznał smaku herbaty. Na kawę był za mały. No chyba, że zbożową, w co jednak mężczyzna szczerze powątpiewał. Chłopiec mieszkał w domku niewiele większym od tego, w którym mieszkał pan Maggot, przy Villon Pray 9, za kościołem. Wszystkie domki w wiosce są podobne. Chłopczyka poznał, gdy szerokim chodnikiem przechodził między nimi.
Szedł chodnikiem szerokim i tak samo szarym, jak szare są wszystkie inne chodniki, które w życiu widział. Nigdy jednak, a pewnie wyda się wam to całkiem zabawne, nie doszedł do jego końca. Mimo to, nigdy też nie zniechęcił się do spacerów. Domek chłopczyka był niebywale zaniedbany. Nie interesował się wprawdzie cudzymi sprawami, i choć chłopca wcześniej nie widywał, to wiedział nie więcej, niż tyle, że żył sobie ktoś taki pod Villon Pray 9. Z czasem dowiedział się kilku plotek od ludzi z wioski, kiedy zaczął ich słuchać (uznawszy to za przydatne). Otóż, chłopczyk mieszkał tylko z ojcem, który w dodatku był pijakiem.
Pewnie gdyby miał mamę, byłby, mimo wszystko, szczęśliwym dzieckiem. Mama nie pozwoliłaby mu głodować czy patrzeć, jak pijany ojciec ją unieszczęśliwia. Pewnie dbałaby o dom, jak tylko by mogła. Stare okno, z którego ram schodziła farba, wpuszczałoby pewnie więcej słońca, gdyby szyby były umyte. W zasadzie pan Maggot niczego więcej się od ludzi nie dowiedział, choć wiele godzin dziennie poświęcał słuchaniu. Nie był w stanie przyswajać bzdur. Odbijały się od niego i nie miał głowy do ich zapamiętywania.