1
Nestor
Jezu! Zaśpiewałem piosenkę cholernego Aerosmitha na cholernej scenie przed cholerną widownią! I, cholera, to było zajebiste!
Nie potrafiłem pohamować ekscytacji. Raz za razem opowiadałem Florianowi o występie ze swojej perspektywy. Powtarzałem się i miałem tego świadomość, ale i tak nie przestawałem mówić. Adrenalina buzowała mi w żyłach, byłem w euforii. Nigdy nie czułem się tak żywy i tak wszechmogący. Oczywiście za nic na świecie nie wyobrażałem sobie, by jeszcze kiedykolwiek powtórzyć koncert przed publicznością. Co to to nie. Na samą myśl paraliżowało mnie przerażenie. Na szczęście przepełniająca mnie teraz moc natychmiast i bez najmniejszego trudu zdusiła je w zarodku. Obawiałem się, że mam niewiele czasu, żeby popłynąć na jej fali. Chciałem jak najszybciej odnaleźć Julię i ją pocałować. Zyskałem niezachwiane przekonanie, że mi się to uda. Nie zeskoczyłem do niej ze sceny, by zrobić to od razu, wyłącznie z jednego powodu. Wydarzył się... wypadek... Którego dalej nie mogłem się pozbyć. Mianowicie silna erekcja nie chciała zniknąć...
Florian zapowietrzał się ze śmiechu tak intensywnie, że z trudem wydusił:
- Leć. Nic nie widać.
- No dzięki, stary - parsknąłem. - Ty też masz małego, a jakoś ci tego nie podkreślam! - zripostowałem. Niewiarygodne! Nabijałem się ze swojej wpadki. Byłem w naprawdę nieziemskim nastroju. - Pierdolę to! Lecę! - postanowiłem.
Ostatni raz zerknąłem w dół. Może rzeczywiście moje nabrzmiałe krocze nie rzucało się w oczy, a jednak ja widziałem je wyraźnie. Mimo to ruszyłem śmiało. Z impetem odsunąłem ciężką kotarę i zamierzałem temperamentnie iść za ciosem, ale zamarłem. Nie wiedziałem, na co patrzeć. Julia pospiesznie oddalała się ode mnie w kierunku łazienki. W jej ślad jak z procy wystrzelił Drako. To sprawiło, że na moment zapomniałem o stojącym na wprost Hektorze. Widziałem, jak jego usta raptownie znieruchomiały, jak przestał uczestniczyć w rozmowie z otaczającymi go znajomymi, jak odstawił Mirandę na podłogę, jak na mój widok szeroko rozłożył ramiona. Zszokowany strzelałem w panice wzrokiem: brat, Julia, kuzyn, brat, Julia, kuzyn.
Co mój brat tu robi?!
Wzdrygnąłem się na dźwięk nieoczekiwanego aplauzu. Ludzie zaczęli klaskać i gwizdać, przypominając mi o niedawnej euforii. W jej miejscu pojawił się teraz olbrzymi zawód. W ogóle nie wziąłem pod uwagę, że mój doskonały plan może skończyć się niepowodzeniem. Tymczasem strasznie się pomyliłem. Zamiast całować dziewczynę, utknąłem w niedźwiedzim uścisku Hektora. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to było niemal równie wspaniałe. Tęskniłem za nim.
- Nie mogę uwierzyć, że tu jesteś. - Obejmując mocno brata, patrzyłem z żalem ponad jego ramieniem na strefę z łazienkami. Drako podpierał ścianę, czekając na Julię, to pewne.
- Niespodzianka. Całe szczęście, że beznadziejny ze mnie Grinch. Może jakoś bym przeżył, gdybym odpuścił sobie święta, ale gdyby ominął mnie twój występ, tego bym nie zdzierżył. Byłeś niewiarygodny, młody! - Hektor klepał mnie po plecach, w efekcie serce jeszcze gwałtowniej skoczyło mi w piersi. - Opowiadaj wszystko. Jak Warszawa, jak studia, jak ludzie...
Chciał usłyszeć na żywo te same rzeczy, które na bieżąco mówiłem mu podczas regularnych rozmów telefonicznych. Presja, presja. Julia wciąż nie wychodziła z łazienki, ale wiedziałem, że lada moment pojawi się bez ostrzeżenia.
- Jak treningi, jak... - kontynuował. - Kurde, Nes. Muszę ci się do czegoś przyznać. Strasznie nawaliłem. Zdradziłem twój sekreee... - zaciął się. Był nie mniej zdezorientowany ode mnie. Uzmysłowiłem sobie, że nieświadomie oswobodziłem się z uścisku. Powinienem wstydzić się za to, jak wyraźnie okazałem mu brak zainteresowania, ale cokolwiek mówił, teraz się to nie liczyło.
- Heks, zaraz wrócę - poinformowałem, mijając go. - Muszę coś pilnie załatwić! - rzuciłem jeszcze zdawkowe wyjaśnienie, a potem puściłem się biegiem.
- Nestor! - Karolina próbowała mnie zatrzymać. Nawet nie zwolniłem.
- Nie teraz - powiedziałem tylko. Niosły mnie determinacja i gniew, które podsycała głośna muzyka. Zatrzymałem się dopiero, kiedy znalazłem się centralnie przed twarzą kuzyna.
- O! Dyktatorek! Ale dałeś czadu! Chcę twój autograf! Niewiarygodne! Julia aż się zbeczała. Właśnie na nią czekam, żeby się upewnić, że...
- Odwal się od niej, Drako - wypaliłem i dosłownie zmazałem mu uśmiech z twarzy tymi słowami. Zastąpił go wyraz niedowierzania, tak samo jak u mnie. Człowiek przede mną przeistoczył się nagle z wroga w członka rodziny. Mimo że poczułem się w obowiązku przeprosić, nie zrobiłem tego.
Zatkało mnie.
- Eee... - wyjąkał Drako, mrugając powoli.
Presja, presja, presja!
Niechże on stąd spada!
Nie miałem chwili do stracenia. Julia mogła wyjść w każdej sekundzie, a ja postawiłem sobie za cel, by nie zastała wówczas mojego kuzyna.
- Po prostu spieprzaj, Drako - warknąłem. Znów widziałem w nim wyłącznie konkurencję, którą trzeba wyeliminować. Uraza widoczna w jego spojrzeniu sprawiała, że dopadły mnie wyrzuty sumienia, ale wystarczyło, że przypomniałem sobie, że chłopak nie miał ich wcale, kiedy podrywał przy mnie Julię. Znalazłem się w sytuacji, w której zabrakło miejsca na rozdrabnianie się i cackanie. Zabrakło również czasu...
Pobliskie drzwi stanęły otworem, dołączyła do nas Julia. Ewidentnie niedawno płakała. Pożałowałem swojego spóźnienia, ominęła mnie możliwość pocieszenia jej. Teraz dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. Oślepiony stresem nie potrafiłem stwierdzić, dla kogo ten uśmiech był przeznaczony.
- Nestor! - krzyknęła, przekrzykując muzykę. - Byłeś niesamowity! Dalej mam ciarki, spójrz! - Wyciągnęła ramię i podwinęła rękaw swetra. Spuściłem wzrok, potwierdzając istnienie gęsiej skórki. Nie bardzo jednak chyba potrafiłem ogarnąć, co to znaczy. Byłem oszołomiony. Serce dudniło mi w piersi bardziej niż basy w głośnikach. - Wzruszyłeś mnie do łez! Nigdy nie słyszałam niczego piękniejszego.
- Poczekaj tylko na mój występ! Też będziesz płakać! Tyle że ze śmiechu - wtrącił nieproszony Drako. Poczułem się tak, jakby każda komórka w moim ciele przygotowywała się do wybuchu. Chciałem posłać go na księżyc albo do piekła, bez różnicy, byle zniknął. Wbiłem mu łokieć w bok. Wreszcie pojął, że nie jest mile widziany, i się zmył. Gdybym wiedział, że to jest sposób na dotarcie do jego mózgu, zrobiłbym to wcześniej.
Wracała mi poczytalność, kiedy zszokowany własnym zachowaniem wodziłem wzrokiem od pleców oddalającego się kuzyna do niczego nierozumiejącej Julii. Stres osiągnął niebotyczne rozmiary, nie mogłem pozbyć się wilgoci z dłoni, brakowało mi powietrza, mimo że nabierałem go tak szybko, że aż zakręciło mi się w głowie.
Spróbowałem przypomnieć sobie to uczucie, które przepełniało mnie, kiedy byłem na scenie. Ku mojemu zdziwieniu zadziałało niczym magiczna różdżka! W porywie odwagi zacisnąłem spocone palce na nadgarstku Julii i pociągnąłem ją za sobą w poszukiwaniu... sam nie wiedziałem czego. Może dogodniejszego miejsca? Nie pierwszy raz czyny wyprzedziły myśli i w efekcie robiłem coś porywczego. Zatrzymałem nas w strefie gier. Jeden stół bilardowy okupowali jacyś ludzie, drugi był wolny. Oparłem się o niego pośladkami, żeby mieć większą kontrolę nad swoim ciałem. Musiałem, bo nogi miałem równie miękkie jak wtedy, gdy schodziłem ze sceny.
- Julia - wydusiłem. - Drako... On... Po prostu nie jest dobry - palnąłem. Myślałem, że bardziej zestresowany być nie mogę, ale wówczas między mną a Julią przeleciała jakaś roześmiana dziewczyna, a za nią równie ubawiony chłopak. Złapał swoją zdobycz i posadził nieopodal mnie na stole, by następnie przywrzeć do jej ust dokładnie tak, jak ja chciałem to zrobić ze swoją dziewczyną. To, z jaką prostotą i naturalnością przyszedł im ten spektakularny pocałunek, uwłaczało mi, wyraźnie pokazując, jaką jestem fujarą. - Swoją ostatnią dziewczynę zdradził - kompromitowałem się jeszcze bardziej. To było brzydkie kłamstwo. Od razu poczułem wyrzuty sumienia. Niemniej gotów byłem użyć gorszych chwytów. Chciałem, żeby Julia nie lubiła Drako. A także wszystkich innych facetów. W zasadzie ucieszyłoby mnie, gdyby ich nienawidziła. Byłem zepsuty. Albo zakochany.
- Och... - Westchnęła w odpowiedzi, przymykając powieki.
Widoczny na jej twarzy zawód wbił mi nóż prosto w serce. Zupełnie się nie spodziewałem, że przejmie się tą informacją. Nie taki był mój cel. Chciałem tylko, aby doceniła, że to ja jestem dobrym kandydatem na partnera. Tymczasem straciłem resztki wątpliwej pewności siebie. Zacząłem się zastanawiać, czy nie wymyśliłem sobie przypadkiem tego, co działo się między mną a Julią. Może moje uczucia nigdy nie były odwzajemniane? Pragnąłem zniknąć. Ból nie roznosił się stopniowo - gwałtownie opanował mnie od stóp aż po czubek głowy. Myślałem, że nie może boleć mocniej, ale wtedy...
- On mnie zupełnie nie interesuje, Nestor.
Te słowa sprawiły, że oderwałem wzrok od całującej się pary i z nadzieją ulokowałem go w Julii. Widząc, jak mimowolnie patrzy na to, na co ja przed chwilą, gorąc oblał moje policzki i wspiął się aż do uszu, które mnie zaswędziały.
- Nic a nic - dodała.
Powoli powiodła spojrzeniem do moich oczu, ale nie zatrzymała go tam na długo. Bardziej poczułem, niż widziałem na swoich ustach jej wzrok. Pewność, że zaraz pocałuję Julię, rosła we mnie i była to przyjemność sama w sobie. Delektowałem się nią, rozważając następny ruch. Raz nawet przymierzyłem się do zrobienia kroku, ale nie wyszło. Zwlekałem, pławiąc się w wymownej ciszy. Każdą setną sekundy dało się odczuć równie wyraźnie jak obecność pary, której pieszczoty działały tak demoralizująco i pobudzająco, jak film dla dorosłych...
- Dziękuję za ostrzeżenie - wydusiła Julia.
- Proszę... - odpowiedziałem głupio, nie zdążywszy tego przemyśleć. Jeśli dziewczyna próbowała zaflirtować, to spieprzyłem koncertowo. Byłem pewny, że nie pociągnie dyskusji, którą po prostu uciąłem tym swoim durnym "proszę".
- Jesteś najlepszym przyjacielem pod słońcem. - Julia jednak znalazła jakiś pomysł i dała mi tym samym szansę na zreflektowanie się.
- Ty... - Chciałem rzucić uprzejme kłamstwo, ale weszła mi w słowo.
- I moim jedynym - podkreśliła. - Zastanawiam się, czy w związku z tym... lub pomimo tego, mogłabym zwrócić się do ciebie z każdym... kłopotem?
- Oczywiście - zapewniłem, niepocieszony faktem, że odbiegamy od celu. Byłem naprawdę bliski tego, żeby pieprzyć wszystko, zrobić krok i zamknąć usta Julii w pocałunku. Potrzebowałem jeszcze tylko jakiegoś zapalnika. Wszystko we mnie buzowało w oczekiwaniu na sygnał...
- Nie sądzisz, że byłoby kłopotliwe, gdybym skończyła studia i dalej nie umiała... - urwała, przesuwając spojrzenie na całującą się parę. Szczęka mi opadła. Miałem "to" na wyciągnięcie ręki - zapalnik.
Tak, tak, tak sądzę, Julio!!! To byłoby bardzo, ale to bardzo kłopotliwe. Co więcej! Uważam, że równie kłopotliwe byłoby, gdybyś pozostała dziewicą. Z wielką ochotą wyciągnę cię z obu tych kłopotów!
Krzyk moich myśli zastąpiłem ledwie widocznym skinieniem głowy. Doskonale zdawałem sobie sprawę z czerwieni na moich policzkach. Julia nie różniła się w tym względzie ode mnie, o nie. Rumieniła się tak zniewalająco, że wciąż stałem jak słup soli.
- ...się całować - dokończyła.
A to nie było już oczywiste?
- Julio... - udało mi się wydusić, choć nie miałem pojęcia po co.
Kolejny impuls do pocałowania jej po prostu nie mógł być nieefektywną, bezużyteczną i niespełnioną fantazją. Uświadomiłem sobie, że kurczowo zaciskam palce na rancie stołu. Puściłem go, wyprostowałem się. Serce waliło mi dziko i chaotycznie. Z trudem stałem. Mimo to wyciągnąłem rękę, by wsunąć dłoń na kark dziewczyny. Chciałem przyciągnąć ją do siebie, ale się zawahałem. Nie zrobiłem także tego jednego niezbędnego kroku. Ledwie kontaktowałem, walczyłem na granicy utraty przytomności. Zdecydowanie się na pocałowanie Julii wydało mi się nagle łatwiejsze niż dalsze patrzenie sobie w oczy w bezruchu...
- Julio... - wychrypiałem. Wibracje mojego głosu zatańczyły w niewielkiej przestrzeni, jaka dzieliła nasze usta. Nie miałem pojęcia, po co w ogóle się odezwałem. Po co wciąż zwlekałem.
- Nestorze...
Mojej uwadze nie uszło, z jakim trudem odpowiedziała. To mnie zmotywowało, by stanąć na wysokości zadania. Poruszyłem się...
Moje wargi z jeszcze tylko jednym drobnym zawahaniem odnalazły drogę do upragnionego celu i... Ożeż!
Beng!
Meta!
Kurtyna!
Mam to!!!
Nie mogłem uwierzyć...
Stało się! To się naprawdę stało!
Wprawdzie zamarliśmy, ale...
Jezu... Usta Julii były tak aksamitne i miękkie, jak to sobie wyobrażałem milion razy. Z przyjemności moje powieki opadły samoistnie. Jakiś impuls przypomniał mi, że chcę więcej. To, że dziewczyna zupełnie mi się poddała, czekając na dalsze ruchy, było obezwładniająco dobre. Mój męski instynkt nie potrzebował dodatkowej zachęty, żeby pokazać Julii, jak pragnę ją całować. Otuliłem dłonią ciepły policzek dziewczyny i niespiesznie wprosiłem się pomiędzy jej wargi.
Zupełnie niepotrzebnie obawiałem się wcześniej o swoje umiejętności. Doskonale wiedziałem, co chcę robić. Prowadziła mnie intuicja, szczęście i dziko rosnące pożądanie...
Przestałem zastanawiać się nad czymkolwiek. Zapomniałem, gdzie jestem i że czas leci, a raczej płynie. Błogo. Nigdy dotąd nie doświadczyłem niczego równie wspaniałego. Wyczekanego. W ostatniej chwili powstrzymałem jęk rozkoszy. To właśnie on przywrócił mnie do rzeczywistości. Znów przydarzył mi się wypadek. Tym razem nie wchodziło w grę odwrócenie się plecami do wszystkich i ucieczka z tyłu sceny, ale tym razem wcale nie chciałem uciekać. Jeśli o mnie chodziło, mógłbym całować Julię do końca świata i jeszcze trochę. Czy teraz oficjalnie była moją dziewczyną?