Przerwać "drogę życia"
Klęska Francji i Holandii na wiosnę 1940 roku stworzyła Japończykom
dogodne warunki do przeprowadzenia operacji w Południowo-Wschodniej
Azji. Obiektem szczególnego ich zainteresowania od dawna były surowce
strategiczne znajdujące się na terenach Malajów i w Holenderskich
Indiach Wschodnich. Stratedzy spod znaku wschodzącego słońca zdawali
sobie sprawę, że zajmując te tereny w pełni pokryliby zapotrzebowanie
swojej machiny wojennej na ropę naftową, kauczuk i cynę. Uznali, że
nadeszła właśnie najlepsza pora ich zagarnięcia, a tym samym
przybliżenia realizacji idei o "włączeniu ośmiu kątów świata pod wspólny
dach pałacu japońskiego mikada", i postanowili przypuścić promienistą
ofensywę ze swych baz na Formozie, we Francuskich Indochinach i na
wyspach Pacyfiku. Kolejno padały ich ofiarą Pearl Harbor, Midway, Wake,
Guam, Filipiny, Hongkong, Malaje i Singapur.
Sytuacja w Europie sprawiła, że droga do Francuskich Indochin i Holenderskich Indii Wschodnich stanęła praktycznie otworem: 20 czerwca
1940 roku rząd Vichy, naciskany przez Hitlera i Tokio, umożliwił
działanie japońskim agentom, a już w kilka miesięcy później, na mocy
paktu podpisanego w Hanoi 22 września, 60 tysięcy japońskich żołnierzy
przejęło kontrolę nad Sajgonem. Jednocześnie ze zdobyciem tej bazy
morskiej Japończycy zyskali trzy lotniska o szczególnym znaczeniu
strategicznym. Zajęcie na początku 1941 roku Syjamu przesądziło sprawę.
Dysponująca siłą 26 Dywizji operujących w rejonie Południowo-Wschodniej
Azji Japonia przystępuje do realizacji swoich ekspansjonistycznych
planów.
Japończycy, prowadząc "intensywne" rokowania ze Stanami Zjednoczonymi,
gromadzili potajemnie w Południowo-Wschodniej Azji ponad dwustutysięczną
armię. W tym samym czasie, gdy spadły pierwsze bomby na Pearl Harbor,
japońskie bombowce nurkujące przypuściły zmasowany atak na Hongkong i nadmorski Kanton w południowo-wschodnich Chinach. Hongkong -?brytyjska
baza wojenna z garnizonem w sile 12 tysięcy żołnierzy -?skazana była z góry na przegraną. Zadecydowało o tym zajęcie przez Japończyków w latach
1940-41 Kantonu i wyspy Hainan. Oddalony o 2100 km na południe od
Singapuru i przepełniony tłumami chińskich uchodźców, bez stałego
połączenia z armią chińską, padł w dniu 25 grudnia.
Najlepsze swe dywizje wysłali Japończycy przeciwko Malajom. Posuwając
się na południe od granicy Syjamu, który poddał się w dniu 8 grudnia
1941 roku po kilkugodzinnej obronie, pokonały one szybko odległość 870
km, zmierzając do zdobycia kraju dostarczającego połowę światowej
produkcji kauczuku i przeszło jedną czwartą światowej produkcji cyny.
Brytyjski 3 korpus, w skład którego wchodziły kontyngenty szkockie,
australijskie i hinduskie, nie był w stanie powstrzymać impetu uderzenia
pięciu doborowych dywizji japońskich. Japończycy przeszli specjalne
szkolenie w marszach na bagnistych polach ryżowych i do perfekcji
opanowali technikę walki w dżungli. Dysponowali lekkim ekwipunkiem, a ubrani w szorty przypominali do złudzenia tubylców. Stałym elementem ich
taktyki było zdobywanie w pierwszej kolejności lotnisk. Na pierwszy
ogień poszły zatem Kota Baharu, Singora i Pattani. Stąd też wyprowadzili
Japończycy uderzenie dywizji wyposażonej w lekkie czołgi. Przecięła ona
półwysep u nasady. Zagrożona okrążeniem, brytyjska 11 Dywizja wycofała
się, otwierając tym samym drogę do ważnego portu Pinang. Po jego zajęciu
Japończycy parli dalej w kierunku zachodnim. Rozprawili się w szybkim
tempie z brytyjską 9 Dywizją i 29 grudnia 1941 roku wyszli na pozycje
niespełna 66 km na południe od Singapuru.
W tym samym czasie -?10 grudnia -?Japończykom udało się zatopić
brytyjski pancernik "Prince of Wales" i krążownik "Repulse" w pobliżu
Kuantanu na wschodnim wybrzeżu Półwyspu Malajskiego. Była to bardzo
dotkliwa strata dla połączonych wojsk
brytyjsko-holendersko-amerykańskich. Od tej chwili liczyły się jedynie
ich siły powietrzne i lądowe, a przed Japończykami otworzyły się drogi
morskie na południe: przez Indochiny Holenderskie -?ku Australii. Klęskę
tę porównać można jedynie z dramatem Pearl Harbor.
Właśnie wtedy, usiłując ratować sytuację na Malajach, zreorganizowano
dowództwo sprzymierzonych w Południowo-Wschodniej Azji, a 3 stycznia
1942 roku, zgodnie z ustaleniami Waszyngtonu, stanowisko
głównodowodzącego objął generał Archibald P. Wavell. Jego zastępcą i dowódcą lotnictwa został generał Brett, a admirałowi T. C. Hartowi
powierzono resztki floty morskiej. Armią chińską dowodził marszałek
Czang Kaj-szek, a szefem jej sztabu był amerykański generał Stilwell,
którego dalsza kariera wojskowa miała się związać ściśle z losami Birmy.
Na nic jednakże zdały się wysiłki zjednoczonych sił w Południowo-Wschodniej Azji. Na początku 1942 roku Brytyjczycy zostali
ostatecznie rozbici, a Japończycy objęli całkowitą kontrolę nad
Półwyspem Malajskim. Równie szybko uporali się z zajęciem bazy na wyspie
Singapur. Była ona przygotowana tylko do obrony od strony morza.
Począwszy od świąt Bożego Narodzenia Japończycy codziennie atakowali
Singapur z powietrza siłą 30-90 samolotów. Te zmasowane ataki trwały bez
przerwy przeszło miesiąc, a wzmocnione eskadrą Hurricane'ów lotnictwo
obrońców nie było w stanie skutecznie im się przeciwstawić. W tym samym
czasie Japończycy przygotowywali się intensywnie do ataku z lądu, od
wąskiej cieśniny Johor.
W dniach 8 i 9 lutego 1942 roku po silnym przygotowaniu artyleryjskim
Japończycy zdobyli przyczółek w Kranji oraz wysadzili desanty w zachodnich i wschodnich rejonach Singapuru. Następnie ich siły spotkały
się w pobliżu samego miasta. W siedemdziesiąt dni po pierwszym ataku
japońskim na Malaje, 15 lutego 1942 roku, Singapur dostał się w ręce
Japończyków wraz z 70 tysiącami żołnierzy brytyjskich wojsk
imperialnych. Oddziały sprzymierzonych z Południowo-Wschodniej Azji
zmuszone były wycofać się do Indii Holenderskich, a następnie do
Australii. Droga do Birmy i Indii stanęła przed Japończykami otworem.
Już w pierwszej fazie operacji malajskiej Japończycy zajęli dolną Birmę
od strony Syjamu. Przede wszystkim dążyli do unieszkodliwienia
birmańskich lotnisk -?startujące z nich samoloty przeszkadzały prawemu
skrzydłu wojsk nacierających w kierunku południowym na Singapur. Mimo
dzielnej postawy brytyjskich pilotów, wspieranych przez amerykańską
eskadrę "latających tygrysów" Chennaulta, Japończycy opanowali dolną
Birmę. Brytyjczycy zmuszeni byli opuścić Moulmein i przenieść się do
Rangunu, bombardowanego systematycznie przez agresora. Tu, w Rangunie,
przygotowywali się do utworzenia obrony górnej Birmy wzdłuż linii na
rzece Salween. Jednakże Japończycy uprzedzili ich zamiar i śmiałym
atakiem z Syjamu przecięli rzekę, okrążając południowe skrzydło wojsk
brytyjskich i spychając 23 lutego 1942 roku jego siły w kierunku
miejscowości Sittaung na zachodzie Birmy. Wobec zdecydowanego marszu
Japończyków na miasto Pegu i nieprzerwanych ataków bombowych, a przede
wszystkim wskutek wyraźnej przewagi wojsk japońskich, obrońcy Rangunu
musieli skapitulować. Decyzja ta oznaczała również przecięcie linii
dostaw dla reszty brytyjskich i chińskich wojsk w Birmie, a także
najbardziej żywotnego połączenia Chin z portami birmańskimi.
Japończycy doskonale zdawali sobie sprawę ze strategicznego znaczenia
tzw. Drogi Birmańskiej i dlatego dążyli do jak najszybszego przerwania
jej i zablokowania tym samym strumienia amerykańskich dostaw dla Chin.
Warto przypomnieć, że od czasu kiedy francuski gubernator Indochin
skapitulował, na polecenie rządu Vichy zamknięto ostatnią linię
kolejową, łączącą wybrzeże z Chinami. Od tamtej pory pozostawała tylko
Droga Birmańska. Budowę tej wysokogórskiej szosy strategicznej łączącej
Birmę z Chinami rozpoczęto w 1937 roku. W najtrudniejszych warunkach
zdrowotnych i klimatycznych pracowało przy niej ponad pół miliona
Chińczyków. Na dużych wysokościach, przebijając się przez skały i przeskakując przepaście, ułożono 1200 km drogi, która swą wyboistą i piaszczystą miejscami nawierzchnią przypominała raczej podrzędną drogę
wiejską aniżeli tak ważny szlak transportowy. Sporo było na niej takich
odcinków, gdzie nie mogło być mowy o swobodnym wyminięciu się dwóch
ciężarówek. Zanim jednak idące do Chin transporty dotarły do Lasho,
gdzie zaczynała się Droga Birmańska, przewożono je koleją z Rangunu
przez Mandalaj. Z początkiem 1941 roku miesięcznie zaledwie ok. 4 tys.
ton materiałów wojennych ekspediowano tędy do Czungkingu.
Chińczycy postanowili zmodernizować drogę przy pomocy amerykańskich
ekspertów. Kładąc ręcznie kamień przy kamieniu, setki tysięcy Chińczyków
utwardzało nawierzchnię i przygotowywało ją do pokrycia amerykańskim
asfaltem. Mimo morderczych warunków praca postępowała szybko. Już w listopadzie 1941 roku masa materiałów ekspediowanych tędy z Rangunu
wzrosła czterokrotnie i osiągnęła 15 tysięcy ton miesięcznie, przy czym
plany zakładały zwiększenie jej do 35 tysięcy ton przy końcu 1942 roku.
Należy też wspomnieć o jeszcze jednej ważnej inwestycji. Otóż w 1938
roku rozpoczęli Chińczycy budowę linii kolejowej z Kunmingu do Lasho,
gdzie miała się ona łączyć z już istniejącą koleją do Rangunu. Wprawdzie
na wiosnę 1941 roku przygotowano już na całej długości torowisko,
lecz... zabrakło szyn. I z tym problemem poradzili sobie pracowici
Chińczycy: po prostu partyzanci rozbierali pod osłoną nocy tory na
terenie okupowanym przez Japończyków i przenosili je na budowę... Nowa
linia biegła przez tak niezdrowe okolice, że z powodu malarii zmarła
piąta część jej budowniczych. Jednak obydwa wspomniane przedsięwzięcia
natury technicznej sprawiły, że planowano do końca 1942 roku wyposażyć
30 pełnych Dywizji chińskich w dostarczane drogą lądową do portu w Rangunie, w ramach Lend-Lease, uzbrojenie. Realizacji tych zamierzeń
przeszkodził tymczasem szybki i zwycięski pochód Japończyków. W momencie
zajęcia Rangunu zastali w tamtejszym porcie setki tysięcy ton
niewyekspediowanych materiałów.
Kiedy ostatecznie przestała funkcjonować słynna Droga Birmańska -?po raz
pierwszy została zamknięta wskutek dyplomatycznej presji Japonii na rząd
francuski -?stronie brytyjsko-chińskiej pozostały do dyspozycji jeszcze
dwa górskie przejścia przez Himalaje. Drogę tę pokonywać mogły tylko
juczne muły i tragarze, zaś najkrótszy okres, w jakim można było tego
dokonać, wynosił dwa miesiące, przy czym jednorazowy ładunek niesiony na
grzbietach mułów i plecach tragarzy był wprost mikroskopijny. Jedno z tych przejść wiodło z Darjeeling na północny wschód, od Lhasy w Tybecie
przez Czungking, drugie -?z miejscowości Sadiya do Tali i Kunmingu.
Przenoszono tędy głównie sprzęt medyczny i lekarstwa. Istniała jeszcze
tzw. garbata droga -?bardzo trudny do pokonania szlak powietrzny z Indii
do Chin, wiodący nad szczytami Himalajów.
Dla wszystkich zainteresowanych operacjami na teatrze działań wojennych
CBI (od: Chiny -?Birma -?Indie) było oczywiste, że właśnie o Drogę
Birmańską i o lotniska na terytorium Birmy rozegra się poważna batalia.
Dlatego też i w sztabie generała Wavella zastanawiano się już nad
wyborem koncepcji strategicznej. Między innymi padła propozycja
prowadzenia walki na wzór partyzanckiej wojny. Do jej przygotowania i kierowania działaniami specjalnie zorganizowanych pododdziałów potrzebni
byli fachowcy -?tacy, jak brytyjski pułkownik Orde Wingate.
Tego 39-letniego absolwenta Brytyjskiej Królewskiej Akademii Wojskowej w Woolwich, inżyniera z wykształcenia i zwolennika strategii walk
partyzanckich, poznał głównodowodzący siłami ABDA1 w czasie
prowadzonej przez siebie kampanii na Bliskim Wschodzie. Generał Wavell
postanowił ściągnąć Wingate'a do swej kwatery w Indiach i powierzyć mu
zadanie przygotowania szczegółowych wariantów szeroko zakrojonych
działań dywersyjno-partyzanckich, zmierzających w pierwszej fazie do
paraliżowania zaopatrzenia wojsk japońskich, a w drugiej do odbicia
okupowanych lotnisk i lądowych szlaków komunikacyjnych.
Wingate przybył do Indii w połowie 1942 roku, a więc w kilkadziesiąt dni
po tym, jak zmotoryzowane kolumny japońskie zdobyły Lasho, leżące w pobliżu Zwrotnika Raka, i całkowicie przecięły Drogę Birmańską. Po tym
sukcesie Japończycy skierowali się na północ w kierunku miejscowości
Bhamo i Myitkyina. Ustępujące wojska brytyjskie ratowały się ucieczką na
zachód, przedzierając się przez dżunglę i góry do Imphal w Indiach. Pod
koniec maja cała Birma, której terytorium jest nieco większe od obszaru
Francji, była już w rękach Japończyków. Całkowita kontrola nad szlakami
komunikacyjnymi Birmy dawała im poważną przewagę strategiczną na
terytorium CBI.
Tymczasem Wingate przystąpił do pracy w głównej kwaterze ABDA.
Codziennie można było zobaczyć, jak samotnie przesiaduje nad stosami
meldunków, raportów, map i lotniczych zdjęć. Przyjaźnił się jedynie z amerykańskim pułkownikiem lotnictwa, pilotem US Army Air Force,
Cochranem, i tylko z nim konsultował swe koncepcje. Jemu też od czasu do
czasu powtarzał: "Zawieszę Union Jack nad Irawadi".
Któregoś dnia zjawił się w gabinecie pułkownika Nevilla z "Projektem
utworzenia sił specjalnych przeznaczonych do działalności na terenie
Birmy". Poprosił o wysłanie dokumentu do generała Woodburna Kirby'ego,
opiniującego w indyjskiej Kwaterze Głównej tego rodzaju dokumenty.
Pułkownik Nevill z nieukrywanym zainteresowaniem oczekiwał oceny, jaką
uzyska w oczach głównodowodzącego dokument sporządzony przez Wingate'a.
Uwagę zwracała szczególnie niekonwencjonalność tego opracowania oraz
mnóstwo szczegółowych wyjaśnień i wyliczeń, czyniących sprawę zrozumiałą
nawet dla laika.
Nie zdziwił się przeto szef sekretariatu, gdy następnego dnia na jego
biurko wróciła przesyłka od Wavella z adnotacją: "Płk Nevill -?przesłać
dokument do Londynu"; "Płk Wingate -?ideę przekształcić w czyn!". Nevill
niezwłocznie przystąpił do sporządzania specjalnej przesyłki
kurierskiej. Gdy odcisnął ostatnią pieczęć na specjalnej kopercie
zawierającej szyfrogram, mruknął sam do siebie: "Boże, miej w opiece
tego szaleńca".
Teraz przyszło tylko czekać na odpowiedź z Londynu.
Pierwszy rajd
Wieczorem 6 lutego 1943 roku w sali operacyjnej sztabu generała Wavella
długo paliło się światło. Podłoga i ściany drewnianego baraku pokryte
były mapami oraz zdjęciami lotniczymi. Tego dnia Wavell poprosił do
siebie Wingate'a, by ostatecznie omówić z nim plan pierwszego wypadu
dywersyjnego w głąb Birmy okupowanej przez Japończyków. Zbliżała się
północ. Dwóch mężczyzn klęczało na podłodze, schylając się nad
rozpostartą mapą centralnych rejonów Birmy.
-?Ależ na miłość boską, Wingate! Tam przecież nie ma linii
komunikacyjnych! Jak pan wyobraża sobie "wycieczkę" w sam środek
dżungli? To przecież istne szaleństwo. Bez jakichkolwiek możliwości
korzystania z transportu kołowego? -?generał Wavell zawiesił pytająco
głos.
Przez chwilę panowało milczenie. Wingate powoli podniósł głowę znad mapy
i uważnie wpatrzył się w twarz generała.
Czyżby nagle ten facet przestał pojmować, o co mi chodzi? -?pomyślał i zaczął nerwowo stukać drewnianym wskaźnikiem, tak że na zielonej plamie
mapy zrobiła się dziura.
-?Otóż to, generale. Widzę, że zaczynamy się rozumieć -?powiedział z przekorą. -?Przecież chodzi właśnie o to, że tam nie ma żadnych linii
komunikacyjnych... Żadnych, panie generale. A propos dróg, czy zna pan
bajeczkę o świętym Mikołaju? Mam nadzieję, że nie zapomniał pan
opowieści swojej niańki... -?Wingate spojrzał wyczekująco na zdziwionego
Wavella. -?A więc nie zapomniał pan. To dobrze. Otóż jak pan pamięta,
ten właśnie święty miał zwyczaj wchodzenia do domów przez komin, i to
bez zaproszenia.
Wprawdzie cierpliwość Wavella dawno już została wyczerpana, ale nie
dawał tego po sobie poznać. Przed kilkoma dniami otrzymał od Stilwella
wiadomość, że nie będzie chińskiej ofensywy z prowincji Junnan, jak to
wcześniej planowano. Czy zatem w tej sytuacji należało decydować się na
wysłanie w głąb ugrupowań japońskich brygady stworzonej przez Wingate'a?
Postanowił wezwać do siebie w tej sprawie brygadiera, by wspólnie z nim
rozważyć raz jeszcze wszystkie "za" i "przeciw", choć i bez tego
wiedział, że może być tylko jedna odpowiedź. Przecież to on sam, Wavell,
pozwolił temu człowiekowi jeszcze na wiosnę 1942 roku zrealizować niemal
nierealny, zakrawający na fantazję pomysł. Po to ściągnął go do Indii.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki