Chindici atakują z dżungli. nr 128 - Andrzej Fryszkiewicz

Reflow text when sidebars are open.
Klęska Francji i Holandii na wiosnę 1940 roku stworzyła Japończykom dogodne warunki do przeprowadzenia operacji w Południowo-Wschodniej Azji. Obiektem szczególnego ich zainteresowania od dawna były surowce strategiczne znajdujące się na terenach Malajów i w Holenderskich Indiach Wschodnich. Stratedzy spod znaku wschodzącego słońca zdawali sobie sprawę, że zajmując te tereny w pełni pokryliby zapotrzebowanie swojej machiny wojennej na ropę naftową, kauczuk i cynę. Uznali, że nadeszła właśnie najlepsza pora ich zagarnięcia, a tym samym przybliżenia realizacji idei o "włączeniu ośmiu kątów świata pod wspólny dach pałacu japońskiego mikada", i postanowili przypuścić promienistą ofensywę ze swych baz na Formozie, we Francuskich Indochinach i na wyspach Pacyfiku. Kolejno padały ich ofiarą Pearl Harbor, Midway, Wake, Guam, Filipiny, Hongkong, Malaje i Singapur.
Sytuacja w Europie sprawiła, że droga do Francuskich Indochin i Holenderskich Indii Wschodnich stanęła praktycznie otworem: 20 czerwca 1940 roku rząd Vichy, naciskany przez Hitlera i Tokio, umożliwił działanie japońskim agentom, a już w kilka miesięcy później, na mocy paktu podpisanego w Hanoi 22 września, 60 tysięcy japońskich żołnierzy przejęło kontrolę nad Sajgonem. Jednocześnie ze zdobyciem tej bazy morskiej Japończycy zyskali trzy lotniska o szczególnym znaczeniu strategicznym. Zajęcie na początku 1941 roku Syjamu przesądziło sprawę. Dysponująca siłą 26 Dywizji operujących w rejonie Południowo-Wschodniej Azji Japonia przystępuje do realizacji swoich ekspansjonistycznych planów.
Japończycy, prowadząc "intensywne" rokowania ze Stanami Zjednoczonymi, gromadzili potajemnie w Południowo-Wschodniej Azji ponad dwustutysięczną armię. W tym samym czasie, gdy spadły pierwsze bomby na Pearl Harbor, japońskie bombowce nurkujące przypuściły zmasowany atak na Hongkong i nadmorski Kanton w południowo-wschodnich Chinach. Hongkong -?brytyjska baza wojenna z garnizonem w sile 12 tysięcy żołnierzy -?skazana była z góry na przegraną. Zadecydowało o tym zajęcie przez Japończyków w latach 1940-41 Kantonu i wyspy Hainan. Oddalony o 2100 km na południe od Singapuru i przepełniony tłumami chińskich uchodźców, bez stałego połączenia z armią chińską, padł w dniu 25 grudnia.
Najlepsze swe dywizje wysłali Japończycy przeciwko Malajom. Posuwając się na południe od granicy Syjamu, który poddał się w dniu 8 grudnia 1941 roku po kilkugodzinnej obronie, pokonały one szybko odległość 870 km, zmierzając do zdobycia kraju dostarczającego połowę światowej produkcji kauczuku i przeszło jedną czwartą światowej produkcji cyny. Brytyjski 3 korpus, w skład którego wchodziły kontyngenty szkockie, australijskie i hinduskie, nie był w stanie powstrzymać impetu uderzenia pięciu doborowych dywizji japońskich. Japończycy przeszli specjalne szkolenie w marszach na bagnistych polach ryżowych i do perfekcji opanowali technikę walki w dżungli. Dysponowali lekkim ekwipunkiem, a ubrani w szorty przypominali do złudzenia tubylców. Stałym elementem ich taktyki było zdobywanie w pierwszej kolejności lotnisk. Na pierwszy ogień poszły zatem Kota Baharu, Singora i Pattani. Stąd też wyprowadzili Japończycy uderzenie dywizji wyposażonej w lekkie czołgi. Przecięła ona półwysep u nasady. Zagrożona okrążeniem, brytyjska 11 Dywizja wycofała się, otwierając tym samym drogę do ważnego portu Pinang. Po jego zajęciu Japończycy parli dalej w kierunku zachodnim. Rozprawili się w szybkim tempie z brytyjską 9 Dywizją i 29 grudnia 1941 roku wyszli na pozycje niespełna 66 km na południe od Singapuru.
W tym samym czasie -?10 grudnia -?Japończykom udało się zatopić brytyjski pancernik "Prince of Wales" i krążownik "Repulse" w pobliżu Kuantanu na wschodnim wybrzeżu Półwyspu Malajskiego. Była to bardzo dotkliwa strata dla połączonych wojsk brytyjsko-holendersko-amerykańskich. Od tej chwili liczyły się jedynie ich siły powietrzne i lądowe, a przed Japończykami otworzyły się drogi morskie na południe: przez Indochiny Holenderskie -?ku Australii. Klęskę tę porównać można jedynie z dramatem Pearl Harbor.
Właśnie wtedy, usiłując ratować sytuację na Malajach, zreorganizowano dowództwo sprzymierzonych w Południowo-Wschodniej Azji, a 3 stycznia 1942 roku, zgodnie z ustaleniami Waszyngtonu, stanowisko głównodowodzącego objął generał Archibald P. Wavell. Jego zastępcą i dowódcą lotnictwa został generał Brett, a admirałowi T. C. Hartowi powierzono resztki floty morskiej. Armią chińską dowodził marszałek Czang Kaj-szek, a szefem jej sztabu był amerykański generał Stilwell, którego dalsza kariera wojskowa miała się związać ściśle z losami Birmy.
Na nic jednakże zdały się wysiłki zjednoczonych sił w Południowo-Wschodniej Azji. Na początku 1942 roku Brytyjczycy zostali ostatecznie rozbici, a Japończycy objęli całkowitą kontrolę nad Półwyspem Malajskim. Równie szybko uporali się z zajęciem bazy na wyspie Singapur. Była ona przygotowana tylko do obrony od strony morza. Począwszy od świąt Bożego Narodzenia Japończycy codziennie atakowali Singapur z powietrza siłą 30-90 samolotów. Te zmasowane ataki trwały bez przerwy przeszło miesiąc, a wzmocnione eskadrą Hurricane'ów lotnictwo obrońców nie było w stanie skutecznie im się przeciwstawić. W tym samym czasie Japończycy przygotowywali się intensywnie do ataku z lądu, od wąskiej cieśniny Johor.
W dniach 8 i 9 lutego 1942 roku po silnym przygotowaniu artyleryjskim Japończycy zdobyli przyczółek w Kranji oraz wysadzili desanty w zachodnich i wschodnich rejonach Singapuru. Następnie ich siły spotkały się w pobliżu samego miasta. W siedemdziesiąt dni po pierwszym ataku japońskim na Malaje, 15 lutego 1942 roku, Singapur dostał się w ręce Japończyków wraz z 70 tysiącami żołnierzy brytyjskich wojsk imperialnych. Oddziały sprzymierzonych z Południowo-Wschodniej Azji zmuszone były wycofać się do Indii Holenderskich, a następnie do Australii. Droga do Birmy i Indii stanęła przed Japończykami otworem.
Już w pierwszej fazie operacji malajskiej Japończycy zajęli dolną Birmę od strony Syjamu. Przede wszystkim dążyli do unieszkodliwienia birmańskich lotnisk -?startujące z nich samoloty przeszkadzały prawemu skrzydłu wojsk nacierających w kierunku południowym na Singapur. Mimo dzielnej postawy brytyjskich pilotów, wspieranych przez amerykańską eskadrę "latających tygrysów" Chennaulta, Japończycy opanowali dolną Birmę. Brytyjczycy zmuszeni byli opuścić Moulmein i przenieść się do Rangunu, bombardowanego systematycznie przez agresora. Tu, w Rangunie, przygotowywali się do utworzenia obrony górnej Birmy wzdłuż linii na rzece Salween. Jednakże Japończycy uprzedzili ich zamiar i śmiałym atakiem z Syjamu przecięli rzekę, okrążając południowe skrzydło wojsk brytyjskich i spychając 23 lutego 1942 roku jego siły w kierunku miejscowości Sittaung na zachodzie Birmy. Wobec zdecydowanego marszu Japończyków na miasto Pegu i nieprzerwanych ataków bombowych, a przede wszystkim wskutek wyraźnej przewagi wojsk japońskich, obrońcy Rangunu musieli skapitulować. Decyzja ta oznaczała również przecięcie linii dostaw dla reszty brytyjskich i chińskich wojsk w Birmie, a także najbardziej żywotnego połączenia Chin z portami birmańskimi.
Japończycy doskonale zdawali sobie sprawę ze strategicznego znaczenia tzw. Drogi Birmańskiej i dlatego dążyli do jak najszybszego przerwania jej i zablokowania tym samym strumienia amerykańskich dostaw dla Chin. Warto przypomnieć, że od czasu kiedy francuski gubernator Indochin skapitulował, na polecenie rządu Vichy zamknięto ostatnią linię kolejową, łączącą wybrzeże z Chinami. Od tamtej pory pozostawała tylko Droga Birmańska. Budowę tej wysokogórskiej szosy strategicznej łączącej Birmę z Chinami rozpoczęto w 1937 roku. W najtrudniejszych warunkach zdrowotnych i klimatycznych pracowało przy niej ponad pół miliona Chińczyków. Na dużych wysokościach, przebijając się przez skały i przeskakując przepaście, ułożono 1200 km drogi, która swą wyboistą i piaszczystą miejscami nawierzchnią przypominała raczej podrzędną drogę wiejską aniżeli tak ważny szlak transportowy. Sporo było na niej takich odcinków, gdzie nie mogło być mowy o swobodnym wyminięciu się dwóch ciężarówek. Zanim jednak idące do Chin transporty dotarły do Lasho, gdzie zaczynała się Droga Birmańska, przewożono je koleją z Rangunu przez Mandalaj. Z początkiem 1941 roku miesięcznie zaledwie ok. 4 tys. ton materiałów wojennych ekspediowano tędy do Czungkingu.
Chińczycy postanowili zmodernizować drogę przy pomocy amerykańskich ekspertów. Kładąc ręcznie kamień przy kamieniu, setki tysięcy Chińczyków utwardzało nawierzchnię i przygotowywało ją do pokrycia amerykańskim asfaltem. Mimo morderczych warunków praca postępowała szybko. Już w listopadzie 1941 roku masa materiałów ekspediowanych tędy z Rangunu wzrosła czterokrotnie i osiągnęła 15 tysięcy ton miesięcznie, przy czym plany zakładały zwiększenie jej do 35 tysięcy ton przy końcu 1942 roku. Należy też wspomnieć o jeszcze jednej ważnej inwestycji. Otóż w 1938 roku rozpoczęli Chińczycy budowę linii kolejowej z Kunmingu do Lasho, gdzie miała się ona łączyć z już istniejącą koleją do Rangunu. Wprawdzie na wiosnę 1941 roku przygotowano już na całej długości torowisko, lecz... zabrakło szyn. I z tym problemem poradzili sobie pracowici Chińczycy: po prostu partyzanci rozbierali pod osłoną nocy tory na terenie okupowanym przez Japończyków i przenosili je na budowę... Nowa linia biegła przez tak niezdrowe okolice, że z powodu malarii zmarła piąta część jej budowniczych. Jednak obydwa wspomniane przedsięwzięcia natury technicznej sprawiły, że planowano do końca 1942 roku wyposażyć 30 pełnych Dywizji chińskich w dostarczane drogą lądową do portu w Rangunie, w ramach Lend-Lease, uzbrojenie. Realizacji tych zamierzeń przeszkodził tymczasem szybki i zwycięski pochód Japończyków. W momencie zajęcia Rangunu zastali w tamtejszym porcie setki tysięcy ton niewyekspediowanych materiałów.
Kiedy ostatecznie przestała funkcjonować słynna Droga Birmańska -?po raz pierwszy została zamknięta wskutek dyplomatycznej presji Japonii na rząd francuski -?stronie brytyjsko-chińskiej pozostały do dyspozycji jeszcze dwa górskie przejścia przez Himalaje. Drogę tę pokonywać mogły tylko juczne muły i tragarze, zaś najkrótszy okres, w jakim można było tego dokonać, wynosił dwa miesiące, przy czym jednorazowy ładunek niesiony na grzbietach mułów i plecach tragarzy był wprost mikroskopijny. Jedno z tych przejść wiodło z Darjeeling na północny wschód, od Lhasy w Tybecie przez Czungking, drugie -?z miejscowości Sadiya do Tali i Kunmingu. Przenoszono tędy głównie sprzęt medyczny i lekarstwa. Istniała jeszcze tzw. garbata droga -?bardzo trudny do pokonania szlak powietrzny z Indii do Chin, wiodący nad szczytami Himalajów.
Dla wszystkich zainteresowanych operacjami na teatrze działań wojennych CBI (od: Chiny -?Birma -?Indie) było oczywiste, że właśnie o Drogę Birmańską i o lotniska na terytorium Birmy rozegra się poważna batalia. Dlatego też i w sztabie generała Wavella zastanawiano się już nad wyborem koncepcji strategicznej. Między innymi padła propozycja prowadzenia walki na wzór partyzanckiej wojny. Do jej przygotowania i kierowania działaniami specjalnie zorganizowanych pododdziałów potrzebni byli fachowcy -?tacy, jak brytyjski pułkownik Orde Wingate.
Tego 39-letniego absolwenta Brytyjskiej Królewskiej Akademii Wojskowej w Woolwich, inżyniera z wykształcenia i zwolennika strategii walk partyzanckich, poznał głównodowodzący siłami ABDA1 w czasie prowadzonej przez siebie kampanii na Bliskim Wschodzie. Generał Wavell postanowił ściągnąć Wingate'a do swej kwatery w Indiach i powierzyć mu zadanie przygotowania szczegółowych wariantów szeroko zakrojonych działań dywersyjno-partyzanckich, zmierzających w pierwszej fazie do paraliżowania zaopatrzenia wojsk japońskich, a w drugiej do odbicia okupowanych lotnisk i lądowych szlaków komunikacyjnych.
Wingate przybył do Indii w połowie 1942 roku, a więc w kilkadziesiąt dni po tym, jak zmotoryzowane kolumny japońskie zdobyły Lasho, leżące w pobliżu Zwrotnika Raka, i całkowicie przecięły Drogę Birmańską. Po tym sukcesie Japończycy skierowali się na północ w kierunku miejscowości Bhamo i Myitkyina. Ustępujące wojska brytyjskie ratowały się ucieczką na zachód, przedzierając się przez dżunglę i góry do Imphal w Indiach. Pod koniec maja cała Birma, której terytorium jest nieco większe od obszaru Francji, była już w rękach Japończyków. Całkowita kontrola nad szlakami komunikacyjnymi Birmy dawała im poważną przewagę strategiczną na terytorium CBI.
Tymczasem Wingate przystąpił do pracy w głównej kwaterze ABDA. Codziennie można było zobaczyć, jak samotnie przesiaduje nad stosami meldunków, raportów, map i lotniczych zdjęć. Przyjaźnił się jedynie z amerykańskim pułkownikiem lotnictwa, pilotem US Army Air Force, Cochranem, i tylko z nim konsultował swe koncepcje. Jemu też od czasu do czasu powtarzał: "Zawieszę Union Jack nad Irawadi".
Któregoś dnia zjawił się w gabinecie pułkownika Nevilla z "Projektem utworzenia sił specjalnych przeznaczonych do działalności na terenie Birmy". Poprosił o wysłanie dokumentu do generała Woodburna Kirby'ego, opiniującego w indyjskiej Kwaterze Głównej tego rodzaju dokumenty.
Pułkownik Nevill z nieukrywanym zainteresowaniem oczekiwał oceny, jaką uzyska w oczach głównodowodzącego dokument sporządzony przez Wingate'a. Uwagę zwracała szczególnie niekonwencjonalność tego opracowania oraz mnóstwo szczegółowych wyjaśnień i wyliczeń, czyniących sprawę zrozumiałą nawet dla laika.
Nie zdziwił się przeto szef sekretariatu, gdy następnego dnia na jego biurko wróciła przesyłka od Wavella z adnotacją: "Płk Nevill -?przesłać dokument do Londynu"; "Płk Wingate -?ideę przekształcić w czyn!". Nevill niezwłocznie przystąpił do sporządzania specjalnej przesyłki kurierskiej. Gdy odcisnął ostatnią pieczęć na specjalnej kopercie zawierającej szyfrogram, mruknął sam do siebie: "Boże, miej w opiece tego szaleńca".
Teraz przyszło tylko czekać na odpowiedź z Londynu.
Wieczorem 6 lutego 1943 roku w sali operacyjnej sztabu generała Wavella długo paliło się światło. Podłoga i ściany drewnianego baraku pokryte były mapami oraz zdjęciami lotniczymi. Tego dnia Wavell poprosił do siebie Wingate'a, by ostatecznie omówić z nim plan pierwszego wypadu dywersyjnego w głąb Birmy okupowanej przez Japończyków. Zbliżała się północ. Dwóch mężczyzn klęczało na podłodze, schylając się nad rozpostartą mapą centralnych rejonów Birmy.
-?Ależ na miłość boską, Wingate! Tam przecież nie ma linii komunikacyjnych! Jak pan wyobraża sobie "wycieczkę" w sam środek dżungli? To przecież istne szaleństwo. Bez jakichkolwiek możliwości korzystania z transportu kołowego? -?generał Wavell zawiesił pytająco głos.
Przez chwilę panowało milczenie. Wingate powoli podniósł głowę znad mapy i uważnie wpatrzył się w twarz generała.
Czyżby nagle ten facet przestał pojmować, o co mi chodzi? -?pomyślał i zaczął nerwowo stukać drewnianym wskaźnikiem, tak że na zielonej plamie mapy zrobiła się dziura.
-?Otóż to, generale. Widzę, że zaczynamy się rozumieć -?powiedział z przekorą. -?Przecież chodzi właśnie o to, że tam nie ma żadnych linii komunikacyjnych... Żadnych, panie generale. A propos dróg, czy zna pan bajeczkę o świętym Mikołaju? Mam nadzieję, że nie zapomniał pan opowieści swojej niańki... -?Wingate spojrzał wyczekująco na zdziwionego Wavella. -?A więc nie zapomniał pan. To dobrze. Otóż jak pan pamięta, ten właśnie święty miał zwyczaj wchodzenia do domów przez komin, i to bez zaproszenia.
Wprawdzie cierpliwość Wavella dawno już została wyczerpana, ale nie dawał tego po sobie poznać. Przed kilkoma dniami otrzymał od Stilwella wiadomość, że nie będzie chińskiej ofensywy z prowincji Junnan, jak to wcześniej planowano. Czy zatem w tej sytuacji należało decydować się na wysłanie w głąb ugrupowań japońskich brygady stworzonej przez Wingate'a? Postanowił wezwać do siebie w tej sprawie brygadiera, by wspólnie z nim rozważyć raz jeszcze wszystkie "za" i "przeciw", choć i bez tego wiedział, że może być tylko jedna odpowiedź. Przecież to on sam, Wavell, pozwolił temu człowiekowi jeszcze na wiosnę 1942 roku zrealizować niemal nierealny, zakrawający na fantazję pomysł. Po to ściągnął go do Indii.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki