Rozdział 1
Obudziłam się o świcie. Obok mnie nie było
ani Toma, ani Brayana. Przeciągnęłam się, a potem niechętnie wstałam, by
pójść do łazienki. Wprawdzie udało mi się przespać całą noc, ale rano
miałam strasznie wysokie ciśnienie. Wyszłam z sypialni i zaniemówiłam...
Na narożnej kanapie spali moi chłopcy. Chyba gadali długo. Przykryłam
ich obu kocami, bo zostawili uchylone okno, więc w salonie panował
przeraźliwy chłód. Nie chciałam ich budzić, ale byłam głodna jak wilk,
więc postanowiłam pójść po coś do jedzenia. Najciszej jak umiałam,
wyjęłam z lodówki banana i jogurt, po czym wróciłam do łóżka. Wzięłam
laptop Brayana i włączyłam film. Przy okazji sprawdziłam pocztę, nie
znalazłam nic ciekawego. Z nudów przeglądałam portale plotkarskie,
miałam nadzieję, że dowiem się czegoś o Ericku - śnił mi się całą noc.
Oprócz zdjęć z bankietu, który odbył się dwa tygodnie temu, nie było nic
nowego. Na żadnym ze zdjęć nie dostrzegłam siebie, zdziwiło mnie to
nieco, ale poczułam ulgę. Nie wspomnieli o mnie ani słowem. Może to
zasługa Ericka? Byłoby miło wysłać mu wiadomość, ale nie mogłam tego
zrobić. Chciałam oszczędzić mu cierpień.
Ciekawiło mnie, jak rozprawił się z Filipem. Na pewno nie uszło mu to na
sucho, chyba że zrzucił winę na mnie i zrobił z siebie niewiniątko.
Wcale by mnie to nie zdziwiło. Boże, jak ja go nienawidziłam! Żałowałam,
że sama mu wtedy nie przywaliłam!
- O, kurwa, ale tu zimno! - Usłyszałam głos Brayana.
Potem mój przyjaciel zerwał się z kanapy i przybiegł do sypialni. Wsunął
się pospiesznie pod kołdrę i dotknął mnie zimnymi stopami.
- Ale jesteś cieplutka! - szepnął i wtulił się we mnie jak małe dziecko.
- Nie zamknęliście okna na noc! - powiedziałam z wyrzutem, przytulając
go i czule gładząc dłońmi po plecach.
- Gadaliśmy długo, całkiem jak za dawnych czasów. Z Lily to naprawdę
koniec, Tom w końcu przejrzał na oczy.
- Tak po prostu?
- Poznał prawdę. Ona ma faceta w Belgii, przyjechała, bo dowiedziała się
o tobie. Myślała, że jesteście razem.
- Aha - skomentowałam zamyślona. - W piątek wyglądał na szczęśliwego,
gdy się do niego kleiła. Pewnie całą noc nie dała mu potem spać.
- Bzyknął ją raz czy dwa, tak dla zasady. Wczoraj powiedział jej, że to
koniec i że ma się odwalić. Podobno się popłakała.
- Może jednak go kocha? - zapytałam, choć sama w to nie wierzyłam.
- Tak, kocha, jego fiuta i pieniądze... - powiedział z sarkazmem Brayan.
- Co do pieniędzy, to chyba już wiem, co z nimi zrobię - zmieniłam
temat.
- Tak? - Brayan spojrzał na mnie pytająco.
- Chcę kupić mieszkanie. Tu, w Londynie - oświadczyłam.
Brayan, ewidentnie zaskoczony, uśmiechnął się lekko.
- Chcesz tu zostać? Na stałe? - dopytywał.
Miałam wrażenie, że nie bardzo mi wierzy.
- Tak, chcę tu urodzić i wychować syna - powiedziałam całkiem poważnie.
- Twoja rodzina nie będzie zadowolona. - Brayan usiadł na łóżku i uważnie mi się przyglądał.
- Wiem o tym. To moja decyzja, chcę czuć się swobodnie, a w Nowym Jorku
ze świadomością, że Erick gdzieś tam jest, nigdy nie będę się tak czuła.
No i Filip... - Urwałam w pół zdania.
- Wiem, wiem, nic nie musisz mówić. Swoją drogą nieźle to sobie
wykombinował - stwierdził Brayan.
- To manipulant i hipokryta. Pieprzony pan doktorek! - warknęłam, na
myśl o nim wpadałam furię.
- Jest doktorem? - Moj przyjaciel uniósł z niedowierzaniem brew.
- Tak, w dodatku ginekologiem!
Brayan parsknął śmiechem.
- Przepraszam - zreflektował się, próbując opanować wesołość. - Co za
ironia losu - skwitował.
Niedługo potem obudził się Tom. Wszedł do sypialni, drżąc z zimna.
Poinformowałam go o planach związanych z zakupem mieszkania. Wyznałam
też, że chcę zainwestować część pieniędzy w kawiarnię, ale o tym już
wiedział wcześniej. W schowku samochodowym był prawie milion dolarów,
więc uznałam, że wystarczy mi na wszystko. Kiedyś oddam Erickowi te
pieniądze, mam nadzieję, że wkrótce będę miała niewielkie udziały w kawiarni. Zdecydowałam, że następnego dnia pójdę do banku załatwić
formalności, a potem poszukam dewelopera. Spodobała mi się ta okolica i stwierdziłam, że z chęcią tu zamieszkam. Widziałam niedaleko osiedle
nowych bloków, może tam coś znajdę. Postanowiłam zająć się tym jeszcze
przed odlotem. Nie kupiłam biletów powrotnych, nie wiedziałam, jak długo
nas nie będzie, pewnie wrócimy dopiero na początku stycznia. A może Tom
przyleci do nas na sylwestra?
Tego ranka nie poruszaliśmy już trudnych tematów. Ustaliliśmy, że zimą
wyjedziemy razem na wakacje, to właśnie o tym wyjeździe panowie wczoraj
tak długo rozmawiali. Drugi trymestr to najlepszy czas na podróże, więc
zamierzałam z tego skorzystać. Jeszcze nie wiedzieliśmy, dokąd polecimy,
ale na pewno w ciepłe kraje, by wygrzać się i pić bezalkoholowe drinki z palemką. Na myśl przyszły mi wakacje z Erickiem, seks w domu, na plaży i w oceanie. Chyba hormony mi buzowały, bo na samą myśl o seksie czułam
rozkoszne podniecenie. Cholera! Jak ja to wytrzymam? Erick kochał się ze
mną codziennie i wszędzie, gdzie tylko to było możliwe. Łatwo się
człowiek przyzwyczaja do dobrego... Teraz, gdy nie byłam już aż tak
zestresowana, znowu zaczęłam odczuwać pożądanie. Miałam nadzieję, że mi
to minie i że to faktycznie hormony, bo jeśli nie, to będę zmuszona
zakupić wibrator. Chryste! Nigdy nie miałam czegoś takiego w ręku. Moje
myśli zdecydowanie się rozszalały, aż dostałam wypieków. To takie
dziwne! Nieprzyzwoite!
Tego dnia Hookowie mieli w planach uroczysty obiad. Obchodzili
dwudziestą szóstą rocznicę ślubu, a ja na śmierć o tym zapomniałam. W pośpiechu pojechaliśmy po prezent. Zgodnie wybraliśmy ręcznie malowaną
porcelanową zastawę na dwanaście osób. Składaliśmy się we troje, więc
licząc na głowę, wcale nie wyszło drogo. Na dodatek Brayan tak
zbajerował ekspedientkę, że dała nam spory rabat. Dla pani Hook chłopaki
kupiły jeszcze kwiaty, a dla pana Hooka dobrą whisky.
Oczywiście na obiad dotarliśmy spóźnieni. Dzięki temu spotkaniu miałam
okazję poznać dalszą rodzinę państwa Hooków. Nie wiedziałam, że Tom ma
tyle sióstr i tylu braci ciotecznych. W pierwszej chwili byłam
onieśmielona, przyszło chyba ze trzydzieści osób. Ponieważ w domu nie
było wystarczająco miejsca, pani Hook przygotowała wszystko w kawiarni
na dole. W niedzielę lokal jest zamknięty, więc można było tam ustawić
inaczej meble i zrobić małe przyjęcie. Stoły uginały się od ogromnej
ilości pysznego jedzenia, ciast i przekąsek. Hookowie nie powiedzieli
nikomu o mojej ciąży, toteż czułam się swobodnie. Rodzinka okazała się
naprawdę fantastyczna, wręcz wyluzowana. Dwie z pięciu ciotecznych
sióstr Toma były w moim wieku, wydawały się bardzo sympatyczne. Jedna
właśnie skończyła prawo, druga odbywała staż w dużym wydawnictwie, obie
były singielkami. Cholera! A ja... Nie obroniłam dyplomu, uciekłam ze
Stanów i byłam w ciąży. Na dodatek nie znałam ojca swojego dziecka. Ale
historia!
Moje rozmówczynie zaczynały się rozkręcać i coraz częściej zadawały
osobiste pytania. Na szczęście uratował mnie Brayan. Na jego widok
uśmiechnęły się kokieteryjnie, szepcząc coś między sobą. On jednak nie
był nimi zainteresowany, co mnie zdziwiło, bo obie dziewczyny były
bardzo atrakcyjne. Urodę miały typowo angielską - jasna skóra, włosy w odcieniach blond i szaroniebieskie oczy.
Rozejrzałam się po sali. Niedaleko dostrzegłam Thomasa. Zabawiał
towarzystwo, sypiąc jak z rękawa anegdotami i dowcipami. Widać było, że
dobrze się czuł w gronie rodzinnym. Ucieszyło mnie to. Tom był wesoły i wyluzowany. Przy toaście przeszedł samego siebie. Gdy składał rodzicom
życzenia, wszyscy popłakali się ze śmiechu. Prezent od nas także się
spodobał.
- Gorzko, gorzko! - krzyczeli moi przyjaciele, gwiżdżąc przy tym
przeraźliwie.
- Daj spokój, synku! - upominała ich nieco zawstydzona pani Hook.
- Żono moja kochana, chodź tu do mnie! - zawołał lekko podchmielony pan
Hook i pocałował małżonkę w usta.
Miło było na nich patrzeć, aż trudno uwierzyć, że po tylu latach można
być nadal tak szczęśliwą parą. Na dodatek mieli cudownego syna, a do
tego kawiarnię, która dobrze prosperowała. Nic, tylko się cieszyć.
W pewnym momencie podszedł do mnie brat cioteczny Thomasa, Jacob, i wręczył mi szklankę z drinkiem.
- Proszę... - Uśmiechnął się szeroko, ukazując piękne, równe zęby.
- Nie, dziękuję, nie piję - odmówiłam, nieco skrępowana tą nagłą
propozycją.
- Daj spokój, jednego się nie napijesz? - namawiał niezrażony.
- Nie mogę pić, Jacobie - wyjaśniłam.
Jego natarczywość zaczęła być uciążliwa. Już na samym początku
zauważyłam, że ciągle się na mnie gapi. Był chyba starszy od Toma, na
nieszczęście przyszedł sam. Oczywiście Brayan, jak zawsze, pospieszył mi
z odsieczą.
- Jak się czujesz, skarbie? - zapytał, obejmując mnie czule.
Trochę mnie zaskoczył tym gestem, ale wkrótce zrozumiałam jego taktykę.
- Dobrze, kotku - odpowiedziałam, odgrywając rolę kochanki. Z trudem
powstrzymałam śmiech.
Efekt był natychmiastowy. Jacob bez słowa wycofał się, chyba zrobiło mu
się głupio.
- Co za palant! - rzucił Brayan.
- Daj spokój, przecież nie wie, że jestem w ciąży.
- Nie o tym mówię. Znam go, chodziliśmy razem do szkoły. Zarywa do
wszystkich dziewczyn, nawet do Lily, gdy była z Tomem! - wyjaśnił
zdenerwowany.
- Więc uznałeś, że udając mojego chłopaka, odstraszysz go? -
skomentowałam ironicznie.
- Tak, skarbie! - odpowiedział i posłał mi jeden ze swoich wyjątkowych,
zarezerwowanych tylko dla mnie, uśmiechów. - Daj buziaka, to będziemy
bardziej wiarygodni! - poprosił rozbawiony i bez namysłu pochylił się ku
mnie.
- Spadaj! Mogę ci zaraz urządzić awanturę jak wkurzona narzeczona, to
też będzie wiarygodne! - Odsunęłam go zdecydowanym gestem i ostro
zmierzyłam wzrokiem.
Naszą burzliwą rozmowę przerwał Tom.
- Co tam, gołąbeczki? Widzę, że Jacob już wkroczył do akcji.
- Taaa... - odrzekł z niechęcią Brayan, przewracając oczami. - Musiałem
interweniować.
- Gapi się na was! - dodał cicho Tom.
Słysząc to, Brayan natychmiast objął mnie w pasie i przysunął blisko
siebie. Mało tego, nachylił się i złożył namiętny pocałunek na moich
zaciśniętych ustach.
Miałam wrażenie, że Tomowi się to nie spodobało.
- Jesteś taka słodka! - mówił głośno Brayan i puszczał do mnie oczko.
Wcale nie było mi do śmiechu. Co on, do cholery, wyprawiał? Tom też był
wściekły. Aby nie robić sceny, odepchnęłam go delikatnie i odeszłam bez
słowa.
"Miał tego nie robić! Miał nie przekraczać granic! Nawet w żartach".
Takie myśli kotłowały się w mojej głowie. Ależ mnie zdenerwował! Poszłam
do łazienki, przekręciłam zamek w drzwiach i usiadłam na brzegu wanny.
Nie wiedziałam dlaczego, ale zebrało mi się na płacz. W tym momencie
poczułam się samotna, było mi bardzo smutno i źle. Świadomość, że obaj
moi przyjaciele prawdopodobnie czuli do mnie coś więcej niż przyjaźń,
wszystko komplikowała. Starałam się o tym nie myśleć, choć znowu naszła
mnie refleksja, czy przyjaźń damsko-męska w ogóle jest możliwa. Thomas
udawał obojętnego, Brayan przybierał maskę podrywacza, choć wiedziałam,
że nie pokazuje prawdziwej twarzy. Gdyby nie fakt, że byłam w ciąży i kochałam kogoś innego, być może bym mu uległa. Brayan pociągał mnie
fizycznie, przypominał mi Ericka, ale nie mogłam głośno się do tego
przyznać. Starałam się trzymać go na dystans, a on dzisiejszego dnia
przekroczył granicę. Tom natomiast w ogóle mnie nie interesował, był
wprawdzie cudowny, kochany, ale to naprawdę tylko przyjaciel. Sytuacja z Brayanem nieco mnie przerażała. W tym momencie zaczęłam się zastanawiać,
czy zaproszenie go na święta było dobrym pomysłem.
Minęło kilka minut, zanim się opanowałam. Spojrzałam w lustro i z przerażeniem stwierdziłam, że mam zaczerwienione oczy. Nikt nie powinien
widzieć, że płakałam.
Wyszłam z łazienki i szybkim krokiem skierowałam się w stronę schodów.
- Hej! Co jest? Uraziłem cię? - Usłyszałam głos Brayana, pobrzmiewało w nim zakłopotanie.
Chłopak chwycił moją dłoń.
- Jestem zmęczona, pójdę się położyć - powiedziałam cicho, spuszczając
wzrok. Nie mogłam na niego spojrzeć, zbyt przypominał mi Ericka.
Kiedy wyjmowałam swoją dłoń z jego ciepłej, gładkiej dłoni, miałam
wrażenie, jakbym rozstawała się z nim na zawsze.
Weszłam jeszcze na chwilę do kuchni, gdzie natknęłam się na panią Hook.
- Jak się czujesz, kochanie? - zapytała z troską. Wyglądała naprawdę
pięknie.
- Zmęczyłam się trochę, położę się - powiedziałam, przywołując na twarz
wymuszony uśmiech.
- Wszystko w porządku? - Mama Toma zawsze wyczuwała mój nastrój.
- Tak. Po prostu naprawdę jestem zmęczona.
Pani Hook spojrzała na mnie uważnie, w jej twarzy dostrzegłam troskę.
- Gdybyś czegoś potrzebowała, daj znać. - Delikatnie dotknęła mojego
ramienia, po czym wróciła do gości.
Pobiegłam do swojego pokoju. Chyba pierwszy raz, odkąd tu zamieszkałam,
zamknęłam się na klucz. Potrzebowałam pobyć sama. Musiałam to wszystko
przemyśleć. Być może przesadzałam, a może winne były hormony. W głowie
miałam mętlik. Wzięłam do ręki iPoda i założyłam słuchawki. Słuchając
Ellie Goulding, zaczęłam płakać. Odruchowo położyłam dłoń na brzuchu i nagle poczułam ruchy mojego dziecka. Zresztą nie pierwszy raz, ale
zawsze kiedy to się działo, czułam duże wzruszenie. Pewnie mój syn
wiedział, że jego mama jest smutna, i czuł to samo. Mając świadomość
jego bliskości, powoli się uspokoiłam. Oddychałam głęboko i starałam się
nie myśleć o niczym złym. W końcu zasnęłam.
Obudziło mnie głośne walenie w drzwi pokoju. Odwróciłam się tak
gwałtownie, że słuchawka wypadła mi z ucha. Potykając się o fotel,
podbiegłam do drzwi i otworzyłam je szeroko. Na korytarzu stali Tom i Brayan.
- Oszalałaś?! - wrzasnął Brayan i bez zaproszenia wszedł do środka.
- Zasnęłam, nie słyszałam pukania - powiedziałam chłodno, starając się
nie zdradzić, jakie emocje mną targały.
Tom patrzył na mnie zmartwiony.
- Myśleliśmy, że coś się stało. Nie zamykaj się więcej. Nigdy tego nie
robisz! - krzyczał Brayan.
Tom tymczasem usiadł na łóżku, wziął do ręki iPoda i włożył sobie jedną
słuchawkę do ucha.
- Ellie Goulding - oznajmił od niechcenia i nieznacznie się uśmiechnął.
- Właśnie pomagała mi zasnąć - powiedziałam spokojnie. Podeszłam i usiadłam obok niego.
Ukradkiem spoglądałam na Brayana, który ze złości aż poczerwieniał. Jego
zaciśnięte usta drżały, jakby chciał coś powiedzieć. Widziałam, że z trudem powstrzymuje emocje.
- Chcesz dalej spać czy wracasz do nas? Zaraz będzie tort.
- Zostanę tutaj, jeśli twoim rodzicom nie sprawi to przykrości -
powiedziałam, mając nadzieję, że Tom to zrozumie.
- Spoko, na pewno się nie obrażą! - Uśmiechnął się i wstał. - Chodź,
stary - rzucił w stronę stojącego przy oknie Brayana.
- Zaraz do was przyjdę - oznajmił tamten.
Na te słowa Tom zmrużył oczy i pokręcił głową. Byłam pewna, że reakcja
przyjaciela nie bardzo mu się spodobała. Ustąpił jednak i cicho zamknął
za sobą drzwi.
- Uraziłem cię? - zapytał Brayan.
- Dobrze wiesz, o co mi chodzi. - Usiadłam po turecku i wnikliwie
wpatrywałam się w niego, opartego jedną ręką o skośny sufit. "Cholera!
Ale on seksowny..." - pomyślałam.
- To były tylko żarty, Meg - tłumaczył.
- Czyżby? - zapytałam z ironią, unosząc z dezaprobatą brew.
- Uważasz, że zrobiłem to specjalnie? - Brayan zaczął krążyć nerwowo po
pokoju.
- Nie wiem, czy specjalnie, ale miałeś nie przekraczać pewnych granic -
oświadczyłam spokojnie.
- To był tylko niewinny buziak. W dodatku bez języczka! - próbował
żartować.
- Tego by jeszcze brakowało! - warknęłam. - Naprawdę nie chcę o tym
gadać, po prostu nie rób tego więcej.
- Jeśli czujesz się urażona, to przepraszam - szepnął.
- Przeprosiny przyjęte. - Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. - A teraz
wybacz, ale naprawdę chcę się położyć.
Spojrzał na mnie przenikliwie. Miałam wrażenie, że jest rozczarowany.
Może liczył na coś więcej...
- Chcesz, bym pomógł ci szukać mieszkania? - zapytał.
- Zajmiemy się tym jutro, dobrze? Brayan, naprawdę jestem zmęczona i chcę iść spać.
- Dobra już, dobra! Wychodzę. - Podniósł dłonie w geście kapitulacji. -
Śpij dobrze, mała. - Nachylił się, by pocałować mnie w policzek, a ja
odruchowo odsunęłam się od niego. Spojrzał na mnie zaskoczony i dodał
smutno: - Rozumiem.
Tego wieczora zadzwoniłam do Kim. Rozmawiałam z nią chyba godzinę,
opowiadała mi o przygotowaniach do ślubu, wesela i chrztu. Okazało się,
że zaprosili całą rodzinę, miała przylecieć nawet nasza ciocia z Australii, siostra mamy. O Chryste! Lubię rodzinne zjazdy, ale w tej
sytuacji... Nie wiedziałam, co o tym myśleć.
- Będziesz na mnie wściekła, siostrzyczko - dodała niepewnie już na sam
koniec rozmowy.
- Co się stało? - zapytałam spokojnie.
- Bo gdy wysyłaliśmy zaproszenia na początku września, to wtedy jeszcze
nic nie wiedziałam... - Urwała, a w jej głosie wyczułam zakłopotanie.
- No mów! - ponaglałam ją.
- Erick też jest zaproszony - odpowiedziała szybko, jakby chciała pozbyć
się balastu, który ciążył jej prawdopodobnie od dłuższego czasu.
- Co takiego?! - wyjąkałam.
- Na ślub i na wesele też - dodała, chyba tylko po to, by mnie dobić.
- Może nie przyjdzie? - stwierdziłam z nadzieją.
- Do tej pory nie potwierdził przybycia, więc jest szansa, że go nie
będzie. - Siostra wyraźnie próbowała mnie pocieszyć.
- Przeżyję jakoś. - Zaśmiałam się nerwowo, lecz wcale nie było mi do
śmiechu.
"Jeśli Erick się tam pojawi, chyba spłonę żywcem. A jeśli przyjdzie z kimś? Z jakąś kobietą? Z Monicą? O nie!" Moje myśli wirowały jak komety,
miałam wrażenie, że jestem na autostradzie. To wszystko zakrawało na
jakąś farsę.
- Nie zamartwiaj się tym, siostro, będzie dobrze - pocieszała mnie Kim.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, zerknęłam na zegarek, była prawie
jedenasta w nocy. Stwierdziłam, że najwyższy czas się położyć. Na dziś
wystarczyło mi już wrażeń. Wzięłam prysznic i przebrałam się w piżamę.
Niestety, rozmowa z siostrą rozbudziła tęsknotę za Erickiem, myśli o nim
nie pozwalały mi zasnąć. Nie chciałam go spotkać, nie mogłam. W końcu
udało mi się odgonić zmartwienia i pomyślałam o rolach, które będę
odgrywać podczas uroczystości. Świadkowa i matka chrzestna to nie byle
kto. Jak mówiła Scarlett O'Hara: "Pomyślę o tym jutro".