Rozdział 6Wodospad księżycowych kwiatów
- Szkoła? - powtórzyłam zdębiała
Kiedy następnego wieczora Adela wróciła do domu i oznajmiła, że,,załatwiła kilka spraw", moje serce instynktownie przyśpieszyło. Ufałam Adeli bardziej niż samej sobie, z tym, że wiedziała, co jest dla mnie najlepsze. Aczkolwiek decyzje, które podjęła w przeszłości osoba, którą uważałam za bliską, odcisnęły głębokie piętno na mojej psychice.
I ona również zrobiła to bez mojej wiedzy.
- Nie rób takiej przerażonej miny. Może będzie fajnie.
Fajnie?!
- Na pewno ci to nie zaszkodzi. Poznasz trochę dzieciaków w twoim wieku, zobaczysz, jak funkcjonuje system...
Obawiam się, że zobaczyłam go już wystarczająco.
- Wyjdziesz do ludzi, wiesz? Najchętniej załatwiłabym ci całkowite nauczanie w domu i nie narażała cię na taki stres. Ale pomyślałam, że to może być ciekawe doświadczenie, nie uważasz?
Ścisnęłam kciukami nasadę nosa i odetchnęłam głęboko.
- Hej, nie złość się. Warto zobaczyć trochę świata, zanim go skreślisz na amen.
W końcu podniosłam na nią wzrok.
- Jak ty to sobie wyobrższ... - Emocje wzięły nade mną górę. Wściekłość na własną nieudolność tylko utrudniła mi przepchnięcie słów przez zaciśnięte gardło. - Mnie, z tymi wszystkimi ludźmi? Nie dam rady.
- Załatwię ci opiekunkę.
- Niańkę? Nie, ty już lepiej niczego nie załatwiaj. Bez obrazy - dodałam szybko, widząc, jak zraniły ją moje słowa.
- Nic się nie stało. Rozumiem twój niepokój. Jeśli będziesz czuła się niekomfortowo, oczywiście załatwię ci nauczanie w domu. Mam kilka koleżanek nauczycielek, które chętnie podjęłyby się tego zadania. - Mimo, że Adela sama była nauczycielką, jakoś wątpiłam w certyfikaty jej "koleżanek", ale nie skomentowałam tego na głos. Prawdopodobnie były to dziewczyny poznane na sesjach jogi, pamiętające co nieco z liceum, gotowe podjąć się wyzwania nauczania mnie przedmiotów szkolnych za butelkę wina. Wciąż, byłby to lepszy interes, niż wysyłanie mnie do publicznej szkoły.
Westchnęłam głęboko i postanowiłam cieszyć się spokojem tego wieczora. Co nieco orientowałam się w kalendarzu i wiedziałam, że szkoła zaczyna się za dwa dni. Co czyniło dzisiejszy wieczór ostatnim równie beztroskim. Jutro moje nerwy miały być napięte jak postronki, tymczasem dziś... Dziś odsunęłam wszelkie zmartwienia na bok, z postanowieniem, że zajmę się nimi, kiedy przyjdzie na to pora.