Charlie - Stephen Chbosky

Reflow text when sidebars are open.
Dla mojej rodziny
Drogi Przyjacielu!
Piszę do Ciebie, bo ona mówiła, że umiesz słuchać i starasz się zrozumieć, i nie śpisz, z kim popadnie na imprezach, mimo że byś mógł. Proszę Cię, żebyś nie próbował się domyślać, kim ona jest, bo wtedy mógłbyś domyślić się, kim ja jestem, a nie chcę, żebyś to wiedział. Zmieniam imiona wszystkich ludzi, bo nie chcę, żebyś mnie znalazł. Z tego samego powodu nie podaję adresu zwrotnego. Ale nie mam żadnych złych intencji. Serio.
Chcę tylko wiedzieć, że jest na świecie ktoś, kto umie słuchać i rozumie innych, i nie przesypia się z dziewczynami, mimo że by mógł. Chcę wiedzieć, że tacy ludzie istnieją.
Myślę, że akurat Ty najlepiej to zrozumiesz, bo to właśnie Ty najbardziej spośród wszystkich ludzi, których znam, wiesz, co to znaczy żyć, i najbardziej umiesz to docenić. Przynajmniej mam nadzieję, że tak jest, bo inni ludzie liczą na Twoje wsparcie i przyjaźń, taka jest prawda. Przynajmniej tak słyszałem.
Chciałbym Ci opowiedzieć o moim życiu. Wiesz, jeśli chodzi o mnie, to czasem jestem szczęśliwy, a czasem smutny, i ciągle się zastanawiam, jak to możliwe.
Nie wiem, czy moja rodzina ma wpływ na to, jak wygląda moje życie, zwłaszcza po tym, gdy pewnego dnia zeszłej wiosny mój przyjaciel Michael przestał chodzić do szkoły, a my usłyszeliśmy przez głośniki głos pana Vaughna:
"Chłopcy i dziewczęta, z przykrością muszę was poinformować, że jeden z naszych uczniów nie żyje. W piątek odbędzie się nabożeństwo żałobne za Michaela Dobsona".
Nie wiem, w jaki sposób wiadomości krążą po szkole i jak to się dzieje, że tak często są prawdziwe. Może to było w jadalni. Nie bardzo pamiętam. Ale Dave, ten w takich dziwnych okularach, powiedział nam, że Michael popełnił samobójstwo. Jego mama grała akurat w brydża u sąsiadów, kiedy usłyszeli strzał.
Niewiele pamiętam z tego, co się działo potem, tylko to, że mój starszy brat przyszedł do mojej szkoły, do gabinetu pana Vaughna, i prosił, żebym przestał płakać. Potem objął mnie i powiedział, żebym się uspokoił, zanim tata wróci. Potem poszliśmy na frytki do McDonalda i brat uczył mnie grać na fliperach. Zażartował też, że przeze mnie ma fart, bo udało mu się urwać na pół dnia ze szkoły, i spytał, czy chcę mu pomóc przy camaro. Strasznie się zdziwiłem, bo jak dotąd nigdy nie pozwalał mi go nawet dotknąć.
Na sesji ze szkolnym psychologiem prosili niektórych z nas, którzy naprawdę lubili Michaela, żebyśmy powiedzieli o nim parę słów. Chyba się bali, że ktoś z nas też będzie chciał się zabić, czy coś takiego, ponieważ byli bardzo zdenerwowani, a jeden z nich wciąż gładził się po brodzie.
Bridget, która jest trochę zwariowana, powiedziała, że czasem ma ochotę popełnić samobójstwo, kiedy ogląda telewizję i co chwila są przerwy na reklamy. Była zupełnie poważna i wprawiła szkolnego psychologa w zakłopotanie. Carl, który jest dla wszystkich miły, powiedział, że nie mógłby się zabić, bo to grzech.
W końcu psycholog doszedł do mnie i spytał: "A co ty myślisz, Charlie?".
Bardzo dziwne w tym wszystkim było to, że nie widziałem wcześniej tego gościa na oczy, a on wiedział, jak się nazywam, mimo że nie miałem plakietki z imieniem i nazwiskiem.
Więc myślę, że Michael był miłym gościem, i nie rozumiem, dlaczego to zrobił, powiedziałem. Jest mi bardzo smutno z powodu tego, co się stało, ale martwię się też, że nie wiem dlaczego, dodałem.
Przeczytałem jeszcze raz to, co napisałem, i nie brzmi to jak to, co mówiłem tam w gabinecie. Pewnie dlatego, że przez cały czas płakałem. Nie mogłem przestać.
Psycholog powiedział, że podejrzewa, iż Michael miał "problemy w domu" i nie było nikogo, z kim mógłby o tym porozmawiać. Może czuł się samotny i dlatego się zabił.
Wtedy zacząłem na niego krzyczeć, że przecież Michael mógł porozmawiać ze mną. I zacząłem płakać jeszcze bardziej. Psycholog próbował mnie uspokoić, mówiąc, że miał na myśli dorosłych, jakiegoś nauczyciela albo szkolnego psychologa. Ale nic nie pomagało i skończyło się na tym, że brat przyjechał po mnie camaro.
Przez resztę roku szkolnego nauczyciele byli jacyś dziwni i dawali mi lepsze stopnie, mimo że wcale nie byłem mądrzejszy. Prawda jest taka, że chyba strasznie się przeze mnie denerwowali.
Pogrzeb Michaela był bardzo dziwny, bo jego tata wcale nie płakał. A trzy miesiące później zostawił jego mamę. Przynajmniej tak mówił Dave w jadalni. Czasem o tym myślę. Zastanawiam się, co się dzieje w domu Michaela wieczorami, podczas kolacji czy kiedy leci telewizja. Michael nie zostawił żadnego listu, a przynajmniej jego rodzice nikomu go nie pokazali. Może to jednak były "problemy w domu". Bardzo żałuję, że nie wiem. Wtedy brakowałoby mi go w trochę inny sposób. Byłby w tym jakiś ponury sens.
Wiem jedno, że dzięki temu zacząłem się zastanawiać, czy ja też mam "problemy w domu", ale wydaje mi się, że inni mają o wiele gorzej. Na przykład gdy chłopak mojej siostry zaczął się spotykać z inną dziewczyną, to moja siostra płakała przez cały weekend.
Tata powiedział wtedy: "Inni ludzie mają dużo większe problemy".
Mama się nie odezwała. No i tak. Miesiąc później siostra spotkała innego chłopaka i wszystko potoczyło się po staremu. Tata nadal chodził do pracy. Mama sprzątała. A brat naprawiał camaro. Tak było do czasu, kiedy na początku lata pojechał do college'u. Mój brat gra w futbol w Penn State, ale musiał przez lato poprawić oceny, żeby dostać stypendium sportowe.
Myślę, że wszystkie dzieci w naszej rodzinie są traktowane tak samo. Jest nas troje, ja jestem najmłodszy, a brat najstarszy. Bardzo dobrze gra w futbol i bardzo lubi swój samochód. Siostra jest bardzo ładna, podoba się chłopcom i jest środkowa. Ja mam same szóstki, jak siostra, i dlatego nikt się mną nie przejmuje.
Mama często płacze, kiedy ogląda telewizję. Tata ciężko pracuje i jest uczciwym człowiekiem. Ciotka Helen zawsze mówiła, że mój tata jest za dumny, żeby pozwolić sobie na kryzys wieku średniego. Teraz dopiero zrozumiałem, o co chodzi, bo tata skończył czterdziestkę i nic się nie zmieniło.
Ciocia Helen była najwspanialszą osobą na świecie. To siostra mojej mamy. W szkole miała same szóstki i zawsze dawała mi różne książki do czytania. Tata mówił, że te książki są dla mnie trochę za poważne, ale mnie się podobały, więc w końcu wzruszał ramionami i pozwalał mi je czytać.
Ciocia Helen mieszkała z naszą rodziną przez ostatnich parę lat życia, bo przydarzyło jej się coś bardzo złego. Nikt mi nie powiedział co, chociaż zawsze chciałem wiedzieć. Kiedy miałem około siedmiu lat, przestałem o to pytać, bo gdy się dopytywałem, tak jak to zwykle robią dzieci, ciocia Helen zaczynała strasznie płakać.
Tata dał mi wtedy klapsa i powiedział, że ranię jej uczucia! Nie chciałem tego robić, więc przestałem pytać. Ciocia Helen powiedziała tacie, żeby nigdy więcej nie bił mnie w jej obecności, a na to tata powiedział, że to jego dom i może w nim robić, co mu się podoba. Mama się nie odzywała, tak samo brat i siostra.
Niewiele z tego pamiętam, bo zacząłem strasznie płakać, a po chwili tata kazał mamie zaprowadzić mnie do mojego pokoju. Któregoś razu, dużo później, kiedy mama wypiła parę kieliszków białego wina, opowiedziała mi, co się przydarzyło jej siostrze. Niektórzy ludzie mają naprawdę gorzej niż ja. Naprawdę gorzej.
Muszę już chyba iść spać. Jest bardzo późno. Nie wiem, dlaczego ci to wszystko napisałem. A w ogóle, to napisałem ten list, dlatego że jutro zaczynam szkołę średnią i bardzo się tego boję.
Twój Charlie
Drogi Przyjacielu!
Nie podoba mi się w szkole średniej. Stołówkę nazywa się tu Centrum Żywieniowym, co jest trochę głupie. W mojej zaawansowanej grupie angielskiego jest jedna dziewczyna, która ma na imię Susan. W gimnazjum była fajna, lubiła filmy, a jej brat Frank nagrywał jej taśmy ze świetną muzyką, które zawsze nam pożyczała. Ale przez wakacje trochę urosła, wyładniała, powiększył jej się biust i pozbyła się aparatu korekcyjnego. I teraz na przerwach zachowuje się o wiele głupiej, zwłaszcza w towarzystwie chłopaków. To strasznie smutne, bo Susan chyba nie jest szczęśliwa. Wyobraź sobie, że ona nie przyznaje się, że jest w zaawansowanej grupie angielskiego, i kiedy mija mnie na korytarzu, to nie mówi mi już "cześć".
Na spotkaniu ze szkolnym psychologiem po samobójstwie Michaela Susan mówiła, że Michael jej kiedyś powiedział, że jest najpiękniejszą dziewczyną na świecie, nawet z tym całym aparatem na zębach. Chciał z nią chodzić, co zawsze w szkole wywołuje małą sensację. W liceum to się nazywa "chodzić na randki". Całowali się i rozmawiali o filmach i ona potwornie za nim tęskni, bo on był jej najlepszym przyjacielem.
To też jest dziwne, bo chłopaki w mojej poprzedniej szkole raczej nie kumplowali się z dziewczynami. A Michael i Susan się przyjaźnili. Prawie jak ja z ciocią Helen. Przepraszam: powinno być ja i ciocia Helen. Tak jest poprawnie. To jedna z rzeczy, których się ostatnio nauczyłem. To i jeszcze trochę zasad interpunkcji.
Na razie trzymam się z boku, tylko jeden chłopak, który ma na imię Sean, mnie zauważa. Któregoś razu czekał na mnie po wuefie i gadał, że zrobimy "spłuczkę", która polega na tym, że wkłada się głowę do sedesu i spuszcza wodę. Wyglądał na bardzo nieszczęśliwego i mu to powiedziałem. Wtedy wściekł się i zaczął mnie bić, a ja zrobiłem to, czego zawsze uczył mnie brat. Mój brat umie się świetnie bić.
"Wal w kolana, gardło i oczy", mówił.
I tak zrobiłem. I nieźle Seanowi dowaliłem. Ale potem zacząłem płakać. I moja siostra musiała wyjść ze swoich zajęć i odwieźć mnie do domu. Wezwali mnie do gabinetu pana Smalla, ale nie zawiesili mnie ani nic takiego, bo jeden chłopak powiedział panu Smallowi, jak było naprawdę z tą bójką, że Sean zaczął i że ja biłem się w samoobronie.
Tak było. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego Sean chciał mnie zbić. Nic mu nie zrobiłem. Jestem bardzo mały. Chyba Sean nie wiedział, że będę potrafił się bronić. Prawda jest taka, że mógłbym mu bardziej dołożyć, i może trzeba było to zrobić. Gdyby chciał mścić się na tym chłopcu, który powiedział prawdę panu Smallowi, to pewnie musiałbym to zrobić. Ale Sean nic temu chłopcu nie zrobił, więc wszystko poszło w niepamięć.
Niektóre dzieciaki dziwnie na mnie patrzą na przerwach, bo nie dekoruję swojej szafki i pobiłem Seana, a potem nie mogłem przestać płakać. Chyba jestem dosyć uczuciowy.
Czuję się samotny, bo siostra ciągle jest zajęta, gdyż jest najstarsza w rodzinie. A brat wiecznie gra w drużynie futbolowej Penn State. Po obozie treningowym jego trener powiedział, że na razie zostanie zawodnikiem rezerwowym, a jeśli będzie więcej trenował, to zostanie zawodnikiem pierwszego składu.
Tata ma nadzieję, że kiedyś zostanie zawodowym graczem i będzie grał w Steelersach. Mama jest zadowolona, że ma za darmo college, bo moja siostra nie gra w futbol i nie starczyłoby forsy, żeby zapłacić za szkołę ich obydwojga. I właśnie dlatego mama chce, żebym ciężko pracował, bo wtedy dostanę stypendium studenckie.
No i właśnie to robię, póki się z kimś nie zaprzyjaźnię. Miałem nadzieję, że ten chłopak, który powiedział prawdę panu Smallowi, mógłby zostać moim przyjacielem, ale chyba zrobił to, bo jest po prostu równym gościem.
Twój Charlie
Drogi Przyjacielu!
Nie mam zbyt dużo czasu, bo mój nauczyciel angielskiego zadał nam do przeczytania książkę, a ja w dodatku bardzo lubię czytać każdą książkę dwa razy. Ta książka to Zabić drozda. Jeżeli tego nie czytałeś, to powinieneś, bo jest bardzo ciekawa. Nauczyciel kazał nam czytać po parę rozdziałów, ale ja nie lubię czytać książek w ten sposób. Jestem teraz w połowie pierwszego czytania.
Piszę do Ciebie, bo widziałem mojego brata w telewizji. Nie bardzo lubię sport, ale tym razem to była specjalna okazja. Mama zaczęła płakać, tata ją objął, a siostra się cieszyła, co mnie zaskoczyło, bo brat i siostra zwykle się kłócą.
Mój brat był w telewizji i to było, póki co, najważniejsze wydarzenie podczas moich pierwszych dwóch tygodni w szkole. Strasznie za nim tęsknię, i to jest bardzo dziwne, bo kiedy był jeszcze w domu, to nigdy dużo nie rozmawialiśmy. Nadal nie rozmawiamy, jeśli mam być szczery. Powiedziałbym Ci, na jakiej pozycji gra w drużynie,ale domyśliłbyś się, o kogo chodzi, a jak już powiedziałem, chcę pozostać anonimowy. Mam nadzieję, że to rozumiesz.
Twój Charlie
Drogi Przyjacielu!
Skończyłem Zabić drozda. Teraz to jest moja najbardziej ulubiona książka ze wszystkich książek, które czytałem. Zawsze tak uważam, zanim nie przeczytam następnej. Mój nauczyciel angielskiego poprosił mnie, żebym poza lekcjami mówił do niego Bill i dał mi jeszcze jedną książkę. Powiedział też, że mam zdolności literackie i językowe i chciałby, żebym napisał wypracowanie o Zabić drozda.
Powiedziałem o tym mamie, a ona spytała, dlaczego Bill nie przesunie mnie w takim razie na wyższy poziom angielskiego. Powiedziałem jej, co Bill mówił, że to są w sumie bardzo podobne zajęcia, tylko książki są trudniejsze, a to nie byłoby dla mnie dobre. Mama powiedziała, że nie jest tego taka pewna i że porozmawia z Billem na wywiadówce. Potem poprosiła mnie, żebym jej pomógł zmywać naczynia. Więc pozmywałem.
Nie znoszę zmywać naczyń. Lubię jeść palcami z jednorazowych talerzyków i bez serwetek, ale siostra uważa, że to nieekologiczne. Ona należy do Klubu Ekologicznego i tam poznaje różnych chłopców. Wszyscy są dla niej bardzo mili, a ja zupełnie nie wiem dlaczego. Może dlatego, że jest ładna? Ona jest dla nich naprawdę okropna.
Jeden chłopak ma z nią szczególnie ciężko. Nie powiem Ci, jak się nazywa, ale Ci o nim napiszę. Ma bardzo ładne długie, brązowe włosy, które wiąże w kucyk. Będzie chyba tego później żałował. Nagrywa bardzo fajne tematyczne taśmy dla mojej siostry. Jedna nazywała się Jesienne liście. Było na niej bardzo dużo piosenek zespołu The Smiths. Ten chłopak nawet ręcznie namalował okładki kaset. Kiedyś, gdy skończył się wypożyczony przez niego film i sobie poszedł, siostra dała mi tę kasetę.
- Chcesz ją, Charlie? - spytała.
Wziąłem kasetę, ale było mi trochę łyso, bo on przecież nagrał ją dla niej. Ale przesłuchałem ją i bardzo mi się podobała. Była tam piosenka pod tytułem Asleep i chciałbym, żebyś jej posłuchał. Powiedziałem siostrze o tej piosence i tydzień później podziękowała mi, bo kiedy ten chłopak zapytał ją o kasetę, ona powiedziała mu dokładnie to, co usłyszała ode mnie o Asleep, i chłopak był bardzo zadowolony, że jego kaseta podobała się mojej siostrze. Chyba nieźle mi będzie szło podrywanie dziewczyn.
Ale wracam do tematu. Mój nauczyciel Bill zawsze mówi, że trzeba się trzymać tematu, a ja piszę mniej więcej tak, jak mówię. I chyba dlatego kazał mi napisać wypracowanie na temat Zabić drozda.
Ten chłopak, który przyjaźni się z moją siostrą, zawsze odnosi się z szacunkiem do naszych rodziców. Mama bardzo go za to lubi, ale tata uważa, że on jest takie ciepłe kluchy. I myślę, że właśnie dlatego moja siostra jest dla niego taka, jaka jest.
Któregoś wieczoru wygadywała strasznie podłe rzeczy o tym, że kiedyś, kiedy miał piętnaście lat, czy coś takiego, nie umiał przeciwstawić się klasowemu tyranowi. Jeśli mam być szczery, to oglądałem wtedy film, który on wypożyczył, i nie zwracałem uwagi na ich kłótnię. Oni się cały czas kłócą i w sumie mam tego dość, więc pomyślałem, że lepiej oglądać film, bo może tam będzie coś nowego, ale film był sequelem, więc i z tego nici.
W każdym razie po tym, jak napadała na niego przez co najmniej kolejne cztery sceny filmu, czyli przez jakieś dziesięć minut, chłopak zaczął płakać. I to bardzo. Odwróciłem się, a ona pokazała mnie palcem i powiedziała: "Widzisz? Nawet Charlie umiał przeciwstawić się chuliganowi, widzisz".
Chłopak wtedy strasznie poczerwieniał i popatrzył na mnie, a potem na nią. I w pewnej chwili wkurzył się i z całej siły uderzył moją siostrę w twarz. Naprawdę mocno. Zamarłem, bo nie mogłem uwierzyć, że zrobił coś takiego. To w ogóle do niego nie pasowało. Nie przypuszczałem, że może uderzyć kogokolwiek. Do czasu, kiedy przestał płakać i uderzył moją siostrę, był chłopakiem, który nagrywał fajną muzykę na kasety i malował okładki.
Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że moja siostra w ogóle nie zareagowała. Patrzyła na niego zupełnie spokojnie. Bardzo dziwne. Zwykle wścieka się z byle powodu, a kiedy ten chłopak ją uderzył, nie odezwała się słowem. Zrobiła się nagle miła i łagodna. Poprosiła tylko, żebym wyszedł, więc wyszedłem. Kiedy chłopak poszedł, powiedziała mi, że "ze sobą chodzą" i żebym nic nie mówił rodzicom o tym, co się stało.
Ten chłopak wreszcie przeciwstawił się swojemu tyranowi. I to było sensowne.
W ostatni weekend siostra spędziła z nim dużo czasu. Śmiali się więcej niż zwykle. W piątek wieczorem czytałem nową książkę, ale w pewnym momencie się zmęczyłem i postanowiłem pooglądać telewizję. Otworzyłem drzwi do pokoju, w którym jest telewizor, a tam moja siostra i ten chłopak byli goli.
On na niej, a jej nogi były rozłożone po obu stronach kanapy. Siostra wysyczała do mnie: "Wynocha, ty zboczeńcu".
Więc się wyniosłem. Następnego dnia oglądaliśmy mojego brata w telewizji grającego w futbol. Siostra zaprosiła tego chłopaka. Nie wiem, kiedy sobie poszedł poprzedniej nocy. W każdym razie trzymali się za ręce i zachowywali się jak gdyby nigdy nic. A w pewnej chwili ten chłopak powiedział coś w stylu, że drużyna futbolowa jest nie do poznania od czasu, kiedy mój brat skończył szkołę, a tata był zadowolony, że tak powiedział. Po jego wyjściu tata stwierdził, że robi się z niego świetny młody człowiek, który z pewnością sobie poradzi. Mama milczała. A siostra spojrzała na mnie, jakby chciała się upewnić, że nic nie powiem. No i tak to było.
"Tak, racja", tylko tyle powiedziała moja siostra. A ja wyobrażałem sobie tego chłopaka, jak siedzi nad lekcjami w swoim pokoju i myśli o mojej siostrze, nagiej. Wyobrażałem też sobie, że trzymają się za ręce na meczach futbolowych, na które nigdy by z własnej woli nie poszli. I widziałem go, jak rzyga gdzieś w krzakach na imprezie i jak moja siostra to znosi.
I było mi ich żal.
Twój Charlie
Drogi Przyjacielu!
Nie pisałem Ci, że chodzę na zajęcia praktyczno-techniczne, prawda? No więc chodzę na te zajęcia obok sali języka angielskiego Billa. Wczoraj wieczorem napisałem wypracowanie na temat Zabić drozda i rano dałem je Billowi. Mamy porozmawiać o tym jutro podczas przerwy na lunch.
Chodzi o to, że na zajęciach praktyczno-technicznych jest chłopiec, który nazywa się Nic. Nie żartuję. Ona ma na imię Nic. I jest bardzo zabawny. Ksywka Nic wzięła się stąd, że w podstawówce koledzy żartowali sobie z niego i mówili do niego Patty, a on naprawdę nazywał się Patrick. Więc Nic powiedział im wtedy, że albo będą mówili do niego Patrick, albo niech nie mówią nic.
Więc dzieci zaczęły wołać na niego Nic. No i to przezwisko się do niego przykleiło. Był nowy w szkole, bo jego ojciec ożenił się z kobietą, która tu mieszka. Myślę, że nie będę brał w cudzysłów imienia Nic, bo to trochę denerwujące i mnie rozprasza. Mam nadzieję, że nie będzie Ci to przeszkadzało. Jeśli trzeba, to będę to jakoś zaznaczał.
No i na zajęciach Nic bardzo śmiesznie naśladuje naszego nauczyciela, pana Callahana. Nawet namalował sobie bokobrody specjalnym ołówkiem. Wyglądało to superśmiesznie. Kiedy pan Callahan go zobaczył, bardzo się śmiał, bo to wcale nie było złośliwe, tylko po prostu śmieszne. Szkoda, że nie mogłeś tam być i tego widzieć, bo nie śmiałem się tak od czasu, kiedy mój brat wyjechał. Brat zawsze opowiadał kawały o Polakach, ja wiem, że to nie jest w porządku, ale odcinam tę polską część i słucham po prostu kawałów. Są bardzo śmieszne.
A oprócz tego siostra poprosiła, żebym jej oddał kasetę Jesienne liście. I słucha jej teraz bez przerwy.
Twój Charlie
Drogi Przyjacielu!
Mam Ci mnóstwo do opowiedzenia. W ciągu ostatnich dwóch tygodniach wydarzyły się rzeczy i złe, i dobre. I nie wiem, dlaczego zawsze jakoś tak się plecie.
Po pierwsze, Bill dał mi tróję z wypracowania o Zabić drozda, bo powiedział, że buduję zbyt długie zdania, więc teraz pracuję nad tym, żeby je skrócić. Powiedział mi też, że powinienem wzbogacić słownictwo, używać wyrazów, które poznajemy na lekcjach, takich jak na przykład "korpulentny" czy "zażywny". Postaram się to zrobić, ale nie wiem, czy będą pasowały akurat tutaj.
Jeżeli mam być szczery, to nie mam pojęcia, kiedy należy ich używać. Jestem pewny, że Ty wiesz. Poza tym w życiu nie słyszałem, żeby ktokolwiek używał słów "korpulentny" czy "zażywny". Nawet nauczyciele tak nie mówią. Więc jaki jest sens używania wyrazów, których nikt nie zna i nie wie, jak ich użyć? Zupełnie tego nie rozumiem.
Tak samo nie rozumiem historii z niektórymi gwiazdami filmowymi, których w ogóle nie da się oglądać. Zarobiły już miliony dolarów i mimo to wciąż kręcą te swoje szmiry. Nadal rozwalają "tych złych", wydzierają się na swoich podwładnych, no i nadal udzielają wywiadów. Ile razy widzę taką gwiazdę w jakimś czasopiśmie, zawsze bardzo jej współczuję, bo nikt jej tak naprawdę nie uznaje, a mimo to ciągle przeprowadzają z nią wywiady, i te wszystkie wywiady są takie same.
Zaczynają się od pytania o to, co gwiazdy lubią jeść i w których restauracjach. Kiedy X powoli przeżuwa chińską sałatkę z kurczaka, myśli o miłości. I na wszystkich okładkach jest to samo: X zgłębia istotę miłości, opowiada o tym, jak to jest być gwiazdą, i o swoim najnowszym hicie kinowym/telewizyjnym.
Myślę, że gwiazdy udzielają wywiadów, żebyśmy myśleli, że są zupełnie jak zwykli ludzie, ale jeśli mam być szczery, wydaje mi się, że to wszystko to jedna wielka ściema. A cały problem w tym, że tak naprawdę nie wiadomo, kto tu kłamie. I nie wiem też, dlaczego te czasopisma sprzedają się w takich ilościach. I nie wiem, dlaczego panie w poczekalni u dentysty tak je uwielbiają. W zeszłą sobotę byłem u dentysty i usłyszałem następującą rozmowę:
- Widziałaś ten film? - spytała jedna pani, pokazując okładkę drugiej.
- Widziałam. Byłam na tym filmie z Haroldem.
- I co o nim myślisz?
- Ona jest cudowna.
- Tak, masz rację.
- A wiesz, mam ten nowy przepis.
- Niskotłuszczowy?
- Uhm.
- Masz jutro chwilę czasu?
- Nie. A może Max przefaksowałby go dla mnie do Harolda?
- Dobrze.
Potem panie zaczęły rozmawiać o tej gwieździe, o której wspominałem wcześniej, i obie wyrażały bardzo zdecydowane opinie.
- To skandal.
- Czytałaś wywiad w "Good Housekeeping"?
- Ten, co był parę miesięcy temu?
- Tak.
- Skandaliczny.
- A czytałaś ten w "Cosmopolitanie"?
- Nie.
- Boże, to był właściwie ten sam wywiad.
- Nie wiem, dlaczego poświęcają jej tyle miejsca.
Fakt, że jedną z tych kobiet była moja mama, był dla mnie szczególnie przykry, bo mama jest piękna. I zawsze jest na jakiejś diecie. Tata mówi jej czasami, że jest piękna, ale wtedy, kiedy ona go nie słyszy. Tata jest bardzo dobrym mężem, choć jest trochę zbyt przyziemny.