1
Ludzie od siedmiu tysięcy lat istnieją i myślą, przybywamy za późno, powiedziano już wszystko, co było do powiedzenia. Jeśli chodzi o refleksje obyczajowe, zebrano już najdoskonalszy i najcenniejszy plon myśli. Nam pozostaje tylko pokłosie po klasykach i po najbardziej utalentowanych współczesnych.
2
Rzecz w tym, aby dobrze myśleć i celnie myśl swoją wyrażać. Nie próbujmy nakłonić innych do naszych upodobań i przekonań: to byłoby za trudne.
3
Napisanie książki to takie samo rzemiosło jak zrobienie zegarka, autorowi nie wystarczy tu sama inteligencja i rozsądek. Pewien urzędnik dzięki swoim walorom doszedł do najwyższych godności, nie brakło mu rozumu i doskonale dawał sobie radę w różnych sprawach. Wydał książkę o obyczajach - śmieszną jak rzadko[1].
4
Trudniej wyrobić sobie nazwisko dziełem naprawdę wybitnym niż nazwiskiem już zdobytym podnieść wartość byle czego.
5
Dopóki satyra albo pamflet krążą w odpisach, ukradkiem, z zastrzeżeniem, aby wróciły tą samą drogą, uchodzą za znakomite, choćby były szczytem miernoty. Dopiero druk jest próbą ogniową.
6
Gdyby z niektórych książek o obyczajach usunąć przedmowę, dedykację, wstęp, spis rzeczy, aprobatę cenzury, zostałoby tak niewiele stron, że z biedą można by to nazwać książką.
7
Są pewne dziedziny, w których przeciętność jest nie do zniesienia: poezja, muzyka, malarstwo, krasomówstwo.
Co to za męka słuchać złego mówcy albo wierszoklety z patosem wygłaszającego swe wiersze.
8
Niektórzy dramaturgowie chętnie uprawiają tyrady napuszonych wierszy, które mają być mocne, wzniosłe i pełne szlachetności[2]. Prostaczkowie słuchają chciwie, wznosząc oczy, otwierając usta: myślą, że im się to podoba, a im mniej rozumieją, tym goręcej podziwiają, ledwo nadążając z oklaskami i okrzykami zachwytu. Dawniej, kiedy byłem bardzo młody, myślałem, że autorzy wiedzą, co chcieli powiedzieć, że miejsca te są jasne i zrozumiałe dla aktorów i dla widzów z pierwszych i ostatnich rzędów, ale sam - mimo najlepszych chęci - nie rozumiałem nic a nic. Teraz uleczyłem się z młodzieńczych złudzeń.
9
Jak dotychczas, nikt nie widział arcydzieła, które byłoby dziełem zbiorowym. Homer sam stworzył Iliadę, Wergiliusz - Eneidę, Tytus Liwiusz - Dekady, a mówca rzymski[3] swoje Mowy.
10
W sztuce jest pewien punkt, w którym dzieło osiąga doskonałość, tak jak w naturze jakieś zjawisko osiąga pełnię czy dojrzałość. Kto czuje, co jest doskonałe, i zachwyca się tym - ma dobry smak, kto nie czuje, a zachwyca się czym innym - ma smak wątpliwy. A zatem istnieje dobry smak i zły smak, i słusznie się o nie spieramy.
11
Ludzie odznaczają się raczej pochopnym sądem niż dobrym smakiem, a właściwie można powiedzieć, że niewielu ludzi łączy inteligencję z wyrobionym smakiem i wyczuciem krytycznym.
12
Bohater swoim życiem wzbogacił dzieje, a historycy upiększyli czyny bohatera. Nie wiadomo teraz, kto komu więcej zawdzięcza: historycy tym, którzy dostarczyli im tak szlachetnego tworzywa, czy wielcy ludzie swoim dziejopisom.
13
Epitet na epitecie to marna pochwała. Najlepszą pochwałą są same fakty i sposób, w jaki się je opowiada.
14
Cały talent literacki sprowadza się do tego, aby rzecz trafnie ująć i celnie wyrazić. Mojżesz* [JEŚLI ROZWAŻAĆ GO TYLKO JAKO CZŁOWIEKA PISZĄCEGO.][4], Homer, Wergiliusz, Horacy górują nad innymi pisarzami tylko tym, co wyrażają i przy pomocy jakich czynią to obrazów. Aby pisać naturalnie, wyraziście, głęboko - trzeba pisać prawdę.
15
Ze stylem należałoby postąpić tak samo jak z architekturą. Zarzucono zupełnie porządek gotycki, wprowadzony do świątyń i pałaców przez barbarzyńców[5]. Sięgnięto znów po styl joński i koryncki. To, co przedtem można było zobaczyć tylko w ruinach dawnego Rzymu i Grecji, stało się znów nowoczesnością i jaśnieje na naszych portykach i perystylach. Podobnie też w literaturze dorównać starożytnym i - jeśli to w ogóle możliwe - prześcignąć ich można, tylko krocząc za nimi.
Ileż wieków upłynęło, zanim ludzie w naukach i sztukach potrafili powrócić do smaku starożytnych i wznieść się znów ku prostocie i naturalności.
Starożytni i najzdolniejsi ze współczesnych są naszą strawą, wyciskamy ich, dobywamy z nich, co się da, i nasycamy tym nasze utwory[6]. A potem, gdy ktoś już jest pisarzem i wydaje mu się, że idzie o własnych siłach, obraca się przeciwko starożytnym i zaczyna na nich pomstować. Tak właśnie dzieci, mocne od posilnego mleka, na którym wyrosły, rzucają się z pięściami na piastunkę.
Współczesny autor[7] dowodzi zazwyczaj niższości starożytnych na dwa sposoby: rozumowy i przykładowy. Za rozum służy mu jego osobisty smak, a za przykład - własne utwory.
Ktoś przyznaje, że starożytni, jakkolwiek ich dzieła są nierówne i sprzeczne z regułami, mają czasem niezgorsze pomysły. Zaczyna cytować owe pomysły i tylko dzięki temu jest czytany.
Niektórzy utalentowani pisarze wypowiadają się po stronie starożytnych przeciwko zwolennikom nowożytności, ale ich własne dzieła tak bardzo naśladują starożytnych, że trudno uwierzyć w ich bezstronność. Nie można też przyznać im racji[8].
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki