Chaos kontrolowany - Daria Smolarek
5.99 zł

Reflow text when sidebars are open.
Po pokoju rozniosło się wściekłe prychnięcie; puchaty, brązowo-szary ogon drgał z irytacją.
- Przepraszam - wydusiła Lian. Przyciskała dłoń do ust i wpatrywała się przepraszająco w stojącą na niskim stoliku lampkę nocną. Po chwili ostrożnie pogładziła abażur i z troską w głosie dodała: - Odkręcę to, obiecuję, Mao.
Dziewczyna podniosła się z kolan i przygryzając kciuk, zaczęła chodzić w tę i z powrotem.
- Zobaczysz - zakomunikowała z wymuszonym uśmiechem, ponownie kucając przed lampką. - Znów będziesz ślicznym, wskakującym na wszystko kotkiem! - Podrapała się po czubku nosa, po czym ciągnęła: - Tylko muszę wymyślić, jak to cofnąć. Znasz może zaklęcie? Byłoby znacznie łatwiej, gdybyś znał. No ale i tak nie mówisz... - Westchnęła ciężko. Wzruszyła ramionami i usiadła na dywanie. - Tylko miauczysz i prychasz. Jak zwykle.
Lampka syknęła wściekle, a Lian uniosła pojednawczo ręce i wstała. Idąc w zamyśleniu w kierunku kuchni, wyjęła spod bluzki nefrytowy wisiorek w kształcie psa. Przesuwała kamień między palcami, skupiając myśli na przyjacielu, który niezmiennie, od lat wybawiał ją z wszelkich kłopotów. I tym razem miała nadzieję, że pomoże, a przede wszystkim nie wygłosi tyrady na temat niepanowania nad mocą. Niestety zamiast połączenia otrzymała automatyczną odpowiedź:
"Zajęty waleniem demona piorunem. Oddzwonię później".
Lian bezwiednie przewróciła oczami i sięgnęła do lodówki po makaron instant. Gdy szybkie danie było gotowe, postawiła kocią lampkę na ławie, a sama usiadła na kanapie z miseczką i pałeczkami w dłoni. W ciszy jadła ryżowe kluski, nie odrywając wzroku od zaklętego zwierzaka, który nie przestawał miauczeć, choć teraz mniej wściekle, a bardziej żałośnie... czy może desperacko? Sama już nie potrafiła stwierdzić.
Po skończonym posiłku wstawiła miseczkę do zlewu, jednak nim odkręciła wodę, usłyszała pukanie do drzwi. Znieruchomiała i szybko prześledziła w głowie listę osób, które mogłyby ją odwiedzić o tej porze. Bliskich znajomych nie miała zbyt wielu, a raczej wcale. Czynsz zapłaciła w terminie, więc nie mógł to też być właściciel mieszkania. Została policja, ale przecież sprawę babeczek na drzewach w pobliskim parku uznano za młodzieńczy wybryk o niskiej szkodliwości, a jej nikt z tym nie powiązał i nie przesłuchiwał. A w ogóle to wydarzyło się pół roku wcześniej.
Podskoczyła w miejscu, kiedy ktoś zapukał po raz kolejny - tym razem bardziej natarczywie. Powoli, na palcach, aby nie wydawać żadnego dźwięku, podeszła do wejścia i spojrzała przez wizjer. Tupnęła poirytowana nogą, widząc szeroki uśmiech na ustach gościa. Czuła całą sobą, że on doskonale wiedział, jak bardzo ją wystraszył.
- Miałeś tego nie robić - zakomunikowała z oburzeniem, otworzywszy drzwi.
- Miałem nie robić wielu rzeczy - odparł z wesołością i nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka.
Zaraz za nim do mieszkania wskoczył duży, czarny pies, który od razu podbiegł do lampki i szturchnął ją nosem. Ta w odpowiedzi syknęła.
- Xiaotian! Zostaw! - Lian podbiegła do ławy. Wzięła na ręce zaklętego kota i zaczęła go głaskać, aby się uspokoił. Podeszła z nim do mężczyzny. - To Mao. Wróciłam z pracy, a on skoczył na mnie z szafy i tak samo wyszło, że...
- Że nie zapanowałaś nad mocą - wszedł jej w słowo Erlang. Przekrzywił lekko głowę, przyglądając się kociemu ogonowi, a następnie lekko machnął dłonią i w ramionach dziewczyny znów spoczywał jej puchaty przyjaciel. Jednak Erlang nie zamierzał pozostawić tego bez komentarza. Oparłszy trójząb o ścianę, przy stojaku na parasolki, kontynuował: - I nie potrafiłaś go odczarować. Dlatego byłem ci potrzebny. Dlaczego nie dzwonisz, aby zaprosić mnie na herbatę, tylko zawsze, jak wpakujesz się w kłopoty? Tak jak wtedy, gdy pióra wszystkich ptaków w okolicy twojego studia zabarwiły się na różowo? Albo meble same zaczęły wychodzić z mieszkań? O! Albo te ciastka, które mówiły komplementy każdemu, kto zaczynał je jeść. Albo jeszcze...
- Dobrze! - przerwała, wypuszczając Mao z rąk. - Zrozumiałam. - Przez chwilę patrzyli sobie w oczy w milczeniu; Lian pierwsza odwróciła wzrok i ruszyła do kuchni. - Masz rację, ostatnio rzadko się do ciebie odzywam, ale to niezupełnie moja wina.
- Nie? - Erlang poszedł za nią.
- Nie.