MALLORY
Wpatrywałam się z niedowierzaniem w Britt - zupełnie jakby mi przed sekundą powiedziała, że w nocy porwali ją kosmici i przeprowadzali na niej eksperymenty. Innymi słowy - patrzyłam na nią jak na niespełna rozumu wariatkę.
- Co zrobiłaś? - wyszeptałam zdumiona.
- Wrzuciłam wczoraj na TikToka filmik, jak śpiewasz cover Adele. Ma już trzysta tysięcy wyświetleń - powtórzyła, w ogóle nie tracąc entuzjazmu. - I ciągle rośnie!
Przysięgam, do tej pory byłam przekonana, że żartuje. Ba, wczoraj, gdy mnie nagrała, też myślałam, że robi sobie jaja z tworzeniem dla mnie konta na tej apce. Chyba będę musiała zacząć brać na poważnie każde jej słowo. Właściwie w przypadku doprawienia żelu Milesa również jej nie doceniłam. Powinnam dostać już nauczkę na przyszłość, ale najwyraźniej dopiero teraz to do mnie dotarło.
- Co ci strzeliło do głowy?! - Wyrwałam jej telefon z ręki, żeby spojrzeć na ekran.
Natychmiast sapnęłam.
Nie kłamała.
W dole miniaturki nagrania widać było - czarno na białym - że wyświetleń jest dużo. Naprawdę, naprawdę sporo. Nawet laik taki jak ja, który niezbyt ogarnia media społecznościowe, miał świadomość, że taka liczba wyświetleń to cholernie dobry wynik.
- O mój Boże - jęknęłam, opadając tyłkiem na miękki dywan.
Powinnyśmy zaraz wychodzić, bo miałyśmy iść na zakupy, ale... Nie byłam w stanie myśleć o niczym innym jak o tym, że mój cover stał się viralem. Bo chyba tak to się nazywa, prawda? Nie miałam pojęcia, ale chyba właśnie tego słowa użyła wcześniej Britt.
- Musisz nagrać, jak śpiewasz którąś ze swoich piosenek - oznajmiła stanowczym, nieznoszącym sprzeciwu tonem.
Podniosłam głowę i postukałam się palcem wskazującym w środek czoła.
- Nie ma nawet kwietnia, a już ci słońce przygrzało. Niczego nie będę nagrywać!
Nie zamierzałam się ośmieszać ani po raz kolejny znaleźć się na świeczniku. Na samą myśl o negatywnych komentarzach zrobiło mi się słabo, a żołądek zwinął się w nieprzyjemny, powodujący mdłości supeł.
Brittany prychnęła i zmrużyła oczy.
- Ależ będziesz, Mall. Nagrasz, bo w głębi siebie właśnie tego chcesz, tylko się boisz.
Zacisnęłam usta w wąską linię i raz jeszcze spojrzałam na telefon. Przejrzałam komentarze i z każdym kolejnym słowem uznania czułam, jak przyspiesza mi serce. Na moich policzkach pojawiły się wypieki. Nawet mi zaschło w ustach.
Ale nie. Mimo że odzew był pozytywny, nie zamierzałam niczego nagrywać. Nie istniała żadna siła, która mogłaby mnie do tego zmusić.
Witaj, moja niska samooceno, dawno się nie słyszałyśmy. Ale nic dziwnego, że wróciłaś, skoro straciłam motywację, aby z tobą walczyć. W końcu wszelką energię przekierowałam na pokonanie tęsknoty za Milesem.
Mój chłopak trenował jak szalony, żeby być w możliwie najlepszej formie - szczególnie teraz, gdy dostali się do Elite Eight1. Nie mieliśmy więc dla siebie zbyt wiele czasu, a kiedy już się spotykaliśmy... zazwyczaj któreś z nas dość szybko padało ze zmęczenia. Na szczęście powoli zbliżał się koniec mistrzostw NCAA2, więc liczyłam, że będziemy się widywać częściej. A przynajmniej do momentu, aż go wybiorą podczas czerwcowego draftu NBA.
- Widzisz? - Wskazała palcem na ekran komórki. - Mówiłam, że im się podoba. Jak wrócimy z zakupów, weźmiesz gitarę i...
- Nie - zaprotestowałam, potrząsając głową.
- Ale...
- Nie chcę - przerwałam jej i szybko wstałam. - A teraz chodź do tego sklepu - burknęłam i ruszyłam do wyjścia z pokoju, nawet na nią nie czekając.
Zbiegłam po schodach na parter i wypadłam na podjazd. Uśmiechnęłam się do koszącego trawę ojca Britt, po czym odwróciłam się w stronę drzwi i skrzyżowałam ramiona na piersi. Oczywiście, że się ociągała. Testowała moją cierpliwość do niej, której zaczynało mi powoli brakować.
Od trzech dni byłyśmy w Mariannie, żeby spędzić tutaj przerwę wiosenną. Od trzech dni! A ona ani razu nie przyszła do mojego domu. Stawiałam, że przyczyną jej niechęci wobec odwiedzania przyjaciółki był mój głupi brat.
Britt wyszła na zewnątrz, patrząc na mnie wilkiem, gdy skręciła w prawo. Wybrała dwa razy dłuższą drogę do niewielkiego centrum handlowego, byleby tylko nie przechodzić obok jednego z ulubionych barów chłopaków.
- Możesz przestać go w końcu unikać? - mruknęłam z irytacją. - Już ci mówiłam, że Caleba nie ma dziś w mieście.
W ogóle mój brat zrobił się ostatnio jakiś dziwny. Więcej go nie było, niż był. To znaczy jasne, miał treningi, tak jak Miles, ale oprócz nich po prostu rozpływał się w powietrzu. Gdyby nie fakt, że Britt wtedy zwykle przebywała u siebie albo na własnych treningach czy dodatkowych zajęciach, pomyślałabym, że może się spotykają po kryjomu. No ale to nie było to.
- Nie zamierzam ryzykować.
Westchnęłam sfrustrowana.
- Przypominam, że to ty go cały czas odpychałaś, więc nie dziw się teraz, że cię olewa.
Fuknęła głośno i posłała mi wzburzone, a może nawet nieco urażone spojrzenie.
- Ale z ciebie przyjaciółka!
- Szczera - odparłam zgodnie z prawdą. - A co? - Podniosłam brew. - Może mam kłamać?
Zmrużyła oczy i - zamiast odpowiedzieć jak człowiek - walnęła mnie pięścią w ramię. Syknęłam i rozmasowałam bolące miejsce, posyłając jej spojrzenie wyrażające czystą żądzę mordu.
Przecież łatwiej uderzyć, niż porozmawiać, nie?
- Kiedyś ci w końcu oddam - warknęłam ostrzegawczo.
Tak naprawdę wcale nie byłam na nią zła. Raczej... zmartwiona. Caleb się ulatniał, a Britt go unikała. Coś było nie tak i żadne nie chciało się do niczego przyznać. Miles również nie miał pojęcia, co się dzieje - albo co się między nimi wydarzyło. Nienawidziłam żyć w tak ogromnej nieświadomości.
- Ale supersukienka! - rzuciła niespodziewanie Britt i sekundę później zniknęła za szklanymi drzwiami jednego ze sklepów.
Zmarszczyłam brwi. Nie odpyskowała, tylko zmieniła temat. Na moim żołądku zacisnęła się niewidzialna pięść, wywołując uczucie niepokoju. Cholera. A może nie chodziło o Caleba, tylko o coś zupełnie innego? Czymś się martwiła - ale czym? Nie zawaliła żadnych kolokwiów, nie opuszczała zajęć ani treningów, więc jej stypendium nie było zagrożone. Musiało chodzić o Caleba, o nic innego.
Westchnęłam ciężko i weszłam za przyjaciółką do budynku. Nie potrafiłam jej nigdzie zlokalizować, za to moje spojrzenie padło na granatową kreację sięgającą kolan. W sumie powoli zbliżały się moje dziewiętnaste urodziny, więc... Może powinnam sobie zafundować sukienkę na tę okazję?
Zakupy z Britt są jak wyprawa na Mount Everest. Końca nie widać. Podczas gdy ja kupiłam jedynie komplet bielizny i sukienkę, przyjaciółka wychodziła z każdego sklepu z jakimiś ciuchami. A byłyśmy w piętnastu. Liczyłam! Tu bluzka, tam koszula, tu spodnie... A gdy zapytałam, po co jej tego tyle, burknęła, że musi sobie odświeżyć garderobę. Kiedy ją odprowadzałam, miałam na końcu języka pytanie, czy może chce komuś zaimponować, ale zdążyłam się w niego ugryźć.
W drodze powrotnej nieustannie roztrząsałabym zachowanie przyjaciółki, ale w tej samej chwili, w której wyszłam zza rogu, myśli się rozpierzchły, jakby nigdy ich nie było. Pod moim domem stał jasnoniebieski pick-up. Serce załomotało mi w piersi, a w brzuchu pojawiła się chmara motyli.
Miles!
Nogi same poniosły mnie w stronę drzwi. Niemal upuściłam torbę z zakupami. Wpadłam do przedpokoju i zatrzymałam się na widok nieco aroganckiego uśmieszku Milesa. Dosłownie wybuchła we mnie euforia. Rzuciłam na podłogę torbę i utonęłam w ramionach swojego chłopaka. Zawiesiłam się na nim jak małpka, owijając ręce wokół jego karku. Pisnęłam ze szczęścia, kompletnie nie przejmując się tym, że zachowuję się tak, jakbym nie widziała go od miesięcy, a nie zaledwie kilku dni.
Natychmiast otoczył moje ciało ciasno ramionami. Nie musiał mnie nawet trzymać za uda, żebym z niego nie zjechała - tak mocno obejmowałam go nogami w pasie.
- Też za tobą tęskniłem, Koniczynko - wymruczał mi do ucha, ogrzewając je gorącym oddechem.
Zrobiło mi się ciepło - i nie tylko dlatego, że Miles był blisko. Moja mama wybrała akurat ten moment na wyjście z kuchni. Zarumieniłam się i ukryłam twarz w zgłębieniu na szyi chłopaka, zerkając z ukosa na rodzicielkę. Co z tego, że moi rodzice widzieli nasz pocałunek pod jemiołą podczas świąt? I tak krępowało mnie bycie tak blisko Milesa. Na szczęście mama chyba czytała mi w myślach, bo dość szybko się wycofała.
- Miałeś przyjechać dopiero pod koniec przerwy. - Odchyliłam lekko głowę i popatrzyłam uważnie na chłopaka. - Coś się stało, że jesteś wcześniej? - Zmarszczyłam brwi w skupieniu, podczas gdy po mojej piersi rozlał się niepokój.
- Owszem - odparł poważnie. - Stęskniłem się za swoją dziewczyną - dodał szybko, pochylając się nade mną.
Pocałował mnie miękko, delikatnie rozsuwając językiem moje wargi. Pozwoliłam mu na to. Wplotłam dłonie w jego włosy i zacisnęłam na nich palce, tak jakbym nie zamierzała ich w najbliższym czasie wypuszczać z objęć. Tęskniłam za tym korzennym zapachem. Za cudownymi pocałunkami i bliskością. Tęskniłam tak bardzo, że nie potrafiłam sobie wyobrazić, co będzie później, gdy Miles dostanie się do NBA i wyjedzie.
- Może byście się tak ewakuowali w bardziej ustronne miejsce, co? - Caleb trzasnął drzwiami wejściowymi tak głośno, że aż się wzdrygnęłam. - Nie każdy ma ochotę oglądać, jak się liżecie.
Nim zdołałam się odsunąć od Milesa, mojego brata już nie było - wbiegł na piętro i huknął kolejnymi drzwiami. Uniosłam brwi, patrząc pytająco na swojego chłopaka.
- Nie mam pojęcia, co się dzieje - mruknął z krzywą miną. - Jest chodzącą burzą gradową i nie chce mi powiedzieć, dlaczego tak się zachowuje.
Westchnęłam ciężko, ale przemilczałam fakt, że Britt również odbijało. Zsunęłam się powoli na podłogę, chwyciłam chłopaka za dłoń i pociągnęłam w stronę schodów. Gdy przekroczyliśmy próg mojego pokoju, przekręciłam klucz w zamku. Miles posłał mi łobuzerskie spojrzenie. Parsknęłam śmiechem i pogroziłam mu palcem.
- Nawet nie myśl, że będziemy robić coś niestosownego, gdy w domu są moi rodzice.
Wywinął dolną wargę, pokazując, jak bardzo jest mu smutno. Parsknęłam śmiechem i uderzyłam go lekko w lewe ramię. Prawe było świętością nad świętościami.
- Jesteś niewyżyty - rzuciłam żartobliwie.
- Po prostu się stęskniłem - odparł miękko i pogłaskał mnie po policzku.
Zmarszczyłam nos, a Miles się pochylił i pocałował jego czubek, po czym trącił go swoim. Patrzył mi w oczy z taką miłością i oddaniem, jakby nie wyobrażał sobie życia beze mnie.
- Cholernie za tobą tęskniłem - powtórzył, chociaż doskonale go wcześniej usłyszałam. - Każda godzina rozłąki z tobą jest katorgą.
Uśmiechnęłam się łagodnie i przytknęłam mu dłoń do policzka. Przesunęłam kciukiem po gładkiej skórze. Musiał się niedawno ogolić - pewnie rano, przed samym wyjazdem z uniwerku.
- A będzie jeszcze gorzej... - mruknęłam, zanim zdołałam się ugryźć w język.
Spojrzenie Milesa nieco spoważniało.
- Przepraszam - szepnęłam i dotknęłam jego ręki, a on splótł nasze palce. - Wiem, że mieliśmy na razie nie myśleć o drafcie i jego konsekwencjach.
Byłam na siebie wściekła, że nie powstrzymałam się od tego durnego komentarza.
- Nie szkodzi. - Uśmiechnął się ze zrozumieniem. - Też czasem o tym myślę. Jestem jednak pewien, że damy radę. Są przecież samoloty. Zresztą może trafię do drużyny gdzieś na wybrzeżu? Nigdy nie wiadomo.
Skinęłam głową i go pocałowałam. Wmówiłam sobie, że może faktycznie nie zostaniemy zmuszeni do zbyt wielkiej odległościowo rozłąki. Odetchnęłam głęboko, postanawiając przestać na chwilę się tym zamartwiać. A przynajmniej na najbliższe trzy miesiące - aż do czerwcowego draftu.
Damy radę. Nie może być inaczej.
Skoro jest nam razem tak dobrze, to nic nie zdoła nas rozdzielić, a już na pewno nie spełnianie marzeń.
You make me feel whole
And so damn good
The heat of your body
Makes me thrill
It turns me on
And I want more
So much more
I'll never get enough of you
'Cause you're all I crave
Poruszyłam ustami, wsłuchując się we własny głos. Nagrałam krótki filmik jakieś... trzy godziny temu i do tej pory go nie opublikowałam. Nie potrafiłam się przełamać. Odnosiłam wrażenie, że nie jest wystarczająco dobry, że mój głos za bardzo drży, a dźwięk wydobywający się z głośników zbyt mocno trzeszczy. Zdawałam sobie sprawę z tego, że winę ponosiłam nie ja, tylko moje otoczenie, bo nie śpiewałam w studiu, lecz w akademickim pokoju Milesa, ale i tak... Internet mnie przerażał. Niepochlebne opinie pojawiały się wszędzie, gdzie dało się do czegoś przyczepić. Wątpiłam, żeby akurat mnie coś takiego ominęło. Anonimowość, którą można - pozornie - uzyskać w sieci, przyczynia się do tego, że ludzie się nie hamują. I to mnie najbardziej blokowało.
- Piękna piosenka.
Kiedy z progu dotarł do mnie głos Milesa, poderwałam głowę i spojrzałam na niego ze szczerym uśmiechem. Dokładnie trzy uderzenia serca później czułam jego wargi na ustach. W chwili, w której wplótł dłonie w moje włosy, telefon poszedł w zapomnienie. Opadliśmy plecami na łóżko, nie przestając się subtelnie całować.
- Zamknąłeś drzwi? - upewniłam się, gdy oderwał ode mnie usta po to, żeby przytknąć je do wrażliwej skóry tuż pod uchem.
Po moim kręgosłupie przebiegły liczne dreszcze. Skumulowały się w podbrzuszu, sprawiając, że z głębi piersi uciekł mi cichy jęk.
- Mhm - wymruczał potwierdzenie, lokując się między moimi udami. Naparł na mnie miednicą, oddychając coraz głośniej. - Och, cholera, tak bardzo za tobą tęskniłem.
Uśmiechnęłam się delikatnie, po czym przygryzłam dolną wargę i sugestywnie przesunęłam paznokciami po jego koszulce. Kierowałam się w dół, żeby jak najprędzej wsunąć palce za materiał dresowych spodenek.
- Widzieliśmy się rano - przypomniałam, powoli rozwiązując sznurek przy ściągaczach.
- Przelotnie. - Pocałował mnie w ucho. - Na korytarzu. - Kolejny pocałunek złożył na szyi. - Więc się nie liczy.
Roześmiałam się cicho, gdy jego ciepły oddech połaskotał skórę na obojczyku. Szybko jednak starł mi uśmiech z ust, ciągnąc moją oversize'ową koszulkę w dół, tak żeby móc pocałować nagą pierś. Westchnęłam z rozmarzenia i przyjemności.
Jęknął, gdy powiodłam palcami po twardym wybrzuszeniu w jego bokserkach. Rozbawienie kompletnie się rozpłynęło, a zamiast niego pojawiło się pożądanie. Żar rozpalił mnie od środka. Bez chwili wahania szarpnęłam za brzeg koszulki Milesa i niemal ją z niego zerwałam. Jedno spojrzenie na jego nagi tors wystarczyło, żeby napłynęła mi ślina do ust.
Ułożyłam mu dłoń na piersi i popchnęłam go do tyłu, a gdy opadł plecami na materac, zsunęłam z niego spodenki. Nie zaprotestował, gdy moment później zrobiłam to samo z bokserkami. Za każdym razem, gdy napotykałam spojrzeniem tatuaż koniczynki na jego biodrze, moje serce zalewała fala ciepła.
- Uwielbiam twój wzrok, gdy na mnie patrzysz, Mall.
Podniosłam głowę i uśmiechnęłam się radośnie.
- A ja uwielbiam obserwować, jak na mnie reagujesz.
Byliśmy niczym dobrze naoliwiona maszyna. Zgrywaliśmy się bez słów. W jednej chwili włosy zsunęły mi się z ramion, a w następnej Miles zebrał mi je delikatnym ruchem z twarzy i przytrzymał na czubku głowy, żebym nie przerywała pieszczoty oralnej.
Cztery miesiące temu moje ruchy byłyby powolne i niepewne. Cztery miesiące temu policzki paliłyby mnie ze wstydu i z zażenowania. A teraz? Przy Milesie czułam się bezpiecznie i nie obawiałam się pokonywać kolejnych kamieni milowych w eksplorowaniu życia. Sprawiałam swojemu chłopakowi przyjemność najlepiej, jak potrafiłam.
- Twoje usta są cholernym rajem, Mall. Nigdy nie będę miał ich dość.
Uśmiechnęłam się do siebie. Od czasu do czasu gdzieś z tyłu głowy pojawiał mi się niepokój, że kiedyś mu się znudzę, lecz nie pozwalałam tej emocji, by mną zawładnęła. Spychałam ją w ciemne zakamarki umysłu i skupiałam się na rzeczywistości.
- Wystarczy - szepnął miękko.
Wypuściłam go z ust i przygryzłam dolną wargę, po czym zaczęłam ściągać z siebie spodnie.
- Spieszy ci się gdzieś? - Posłał mi rozbawione spojrzenie i chwycił mnie za nadgarstki, powstrzymując przed zsunięciem spodni do końca.
Pokazałam mu język, a sekundę później pisnęłam z zaskoczenia, bo wciągnął mnie na łóżko. Zanim zdołałam się zorientować, co zamierza, jego palce wbijały się w przestrzeń pomiędzy moimi żebrami.
- Miles! - wyjęczałam niemal płaczliwie. - To łaskocze, dupku!
- Ma łaskotać.
- Co ja ci takiego zrobiłam?!
- Doprowadziłaś mnie do białej gorączki - sapnął i opadł czołem na mój dekolt. Oddychał ciężko, a ze mną wcale nie było lepiej. Również z trudem łapałam oddech.
- I musiałeś się posuwać do łaskotania?
- Owszem.
- Po co?
- Żebym mógł się odrobinę uspokoić - odparł i uśmiechnął się niewinnie.
Wywróciłam oczami.
- Fajnie. W takim razie mam nadzieję, że się uspokoiłeś, bo ja również się uspokoiłam. - Skrzyżowałam ramiona na piersi i zmrużyłam oczy.
Ściągnął brwi i przyjrzał mi się z uwagą. Byłam przekonana, chociaż nie miałam pojęcia skąd, że strzeli focha albo zacznie mnie namawiać, ale nie - on tak po prostu przytaknął mi z uśmiechem.
- Czyli co, oglądamy film? Czy idziemy na spacer? - zapytał, wciągając na tyłek spodnie.
Zmarszczyłam nos, przyglądając mu się w skupieniu.
- Co jest? - Zauważył moją minę, gdy przeciągnął koszulkę przez głowę. - Coś nie...? - Przymknął powieki i westchnął głośno. - Ile razy mam ci powtarzać, Koniczynko, że seks jest zajebisty, ale nie najważniejszy?
Przygryzłam wnętrze policzka i zaczęłam je miętolić zębami. Miles natychmiast usiadł obok mnie i podał mi koszulkę. Włożyłam ją i zapięłam spodnie, ale nie patrzyłam mu w twarz.
- Mall... - szepnął i objął delikatnie palcami moją brodę. - Popatrz na mnie.
Zrobiłam to powoli i z lekkim wahaniem. Spojrzałam mu w oczy i na widok czułości kryjącej się pod czekoladowymi tęczówkami serce zabiło mi mocniej. Wiedziałam, że mnie kocha. Wiedziałam, że nie pragnie nikogo innego, ale ostatnio tyle się nasłuchałam historii z nim związanych, że moja niska samoocena... dostała niskiej samooceny. Nieustannie słyszałam od obcych dziewczyn komentarze, że szybko się mną znudzi. Że będę kolejną kreską na jego łóżku. Dokładnie tak powiedział kiedyś Arturo i choć logika mi podpowiadała, że nie powinnam tego słuchać, umysł czasem poddawał się wątpliwościom niegdyś złamanego serca.
- Wiem, że moja przeszłość randkowa... - Wykonał palcami w powietrzu znak cudzysłowu. - ...ma na ciebie negatywny wpływ, ale tamte dziewczyny nic dla mnie nie znaczyły. Nie byłem w żadnym związku, tylko się zabawialiśmy, o czym wiesz. - Pogładził kciukiem mój policzek i pocałował mnie łagodnie w czoło. - Istniejesz dla mnie tylko ty. Liczysz się tylko ty. Nikt więcej, Mall.
- Wiem - zapewniłam gorliwie. - Ja to wiem, ale mój mózg... - Wywróciłam oczami. - Po prostu moje myśli czasem niekoniecznie współgrają z tym, co logiczne. Wiem, że mnie kochasz i nie liczy się dla ciebie wyłącznie seks. Gdyby było inaczej, nasza relacja opierałaby się tylko na nim, a przecież większość czasu spędzamy na innych aktywnościach.
- No właśnie.
- Tylko problem polega na tym, że gdy w jakikolwiek sposób ci odmawiam, ciągle słyszę z tyłu głowy, że możesz być o to zły, że możesz się mną znudzić i... To jest męczące i stresujące.
- Mam pomysł - odezwał się łagodnie po chwili ciszy. - Odpuśćmy sobie na jakiś czas seks, co?
Gwałtownie zamrugałam kompletnie zaskoczona.
- Co?
- Odpuśćmy sobie seks na jakiś czas - powtórzył spokojnie. - Może dzięki temu twoje myśli, wątpliwości oraz strach się nieco uspokoją.
- Jesteś w stanie tyle wytrzymać bez seksu?
Parsknął śmiechem.
- Mall, proszę cię, nie jestem uzależniony. - Popatrzył na mnie z politowaniem.
- Wcale tego nie sugerowałam.
- Wiem - zapewnił czule. - Po prostu rozładowuję trochę napięcie. Ale tak na poważnie. Po prostu cofnijmy się trochę, żebyś poczuła się pewniej i nie zmuszała się nieświadomie do żadnych aktów w obawie, że... nie wiem, znudzisz mi się czy coś. Nie chciałbym, żebyś się o cokolwiek w przyszłości obwiniała.
- Tak bardzo cię kocham, Miles - wypaliłam.
Uśmiechnął się szeroko z cholernym zadowoleniem w oczach.
- Wierz mi, ja ciebie również bardzo kocham, Koniczynko.
Miles sprawiał, że wszelkie negatywne myśli się rozmywały. Przy nim i dzięki niemu wszystko wydawało się prostsze i po stokroć mniej przerażające. Nic więc dziwnego, że kilkanaście minut później, gdy po raz kolejny zapewnił, że nagrany przeze mnie wcześniej filmik jest świetny, udostępniłam go pod wpływem pozytywnych emocji.
Nie miałam wtedy pojęcia, że ta decyzja może zmienić wszystko.
1 Elite Eight (z ang. Elitarna Ósemka) - finał regionalny. Elite Eight w mistrzostwach NCAA w koszykówce mężczyzn Dywizji I (do której należy Uniwersytet Jacksonville) składa się z ośmiu finałowych drużyn. Rozgrywane są cztery mecze i zwycięzcy awansują do Final Four (Finałowej Czwórki, inaczej Półfinału) - wszystkie przypisy pochodzą od autorki.
2 NCAA (z ang. Narodowe Stowarzyszenie Sportów Akademickich) - instytucja zajmująca się organizowaniem zawodów sportowych wielu szkół wyższych w Stanach Zjednoczonych.