CEO Slayer. CEO Slayer. Pierwszy raz - Marcin Przybyłek

-
Proszę czekać

 

Pierwszy raz

 

 

- Rodneyek, to nie tak. - Stach Bukowski, dyrektor departamentu klientów kluczowych Atrau Finance, zamieszał srebrną łyżeczką kawę w filiżance, stuknął o brzeg, po czym odłożył ją na spodeczek okolony żółtym metalicznym motywem. - Cały system jest zły. Cały system. Nie tylko ludzie, ci na szczycie, tacy jak mój Chmiel czy inni Nazgule, ale cały system.

- Konformizm społeczny? - spytałem.

Stach uśmiechnął się. Lubił nowe określenia. Jego jasne oczy błysnęły, a na blond grzywie zagrały kolorowe promienie słoneczne przefiltrowane przez witrażowe okna restauracji Royal. Mieściła się na pierwszym piętrze biurowca jego korporacji i przeznaczona była tylko dla najważniejszych klientów. Nie byłem takim gościem dla firmy, ale dla Stacha - starego druha, z którym niejedną wódkę wypiliśmy na szkoleniach organizowanych przez Atrau, a prowadzonych przeze mnie - tak.

- Tak, Rodneyek, konformizm. Wiesz, w czym się kryje zło? - Nachylił się do mnie. - W niedziałaniu. Ludzie niby widzą, że jakiś gość wpierdolił się na stanowisko bezprawnie, rozpychając się łokciami, ale nikt słowa nie powie, nikt mu dupy nie urwie, bo się boją.

- Albo - wszedłem mu w słowo - widzą nagrodę za najlepszy film...

- Czy najlepszą książkę... - Stach stuknął palcem w leżący obok filiżanki pad, dając do zrozumienia, że w tym urządzeniu nosi setki e-booków. Był nałogowym czytelnikiem.

- Wiedzą, że dostał ją nie ten, kto powinien, ale wszyscy wszystkich znają...

- I ręka rękę myje... - Potarł dłońmi.

- Nikt się nie wychyli, nikt nie zaprotestuje. - Cmoknąłem i pociągnąłem łyk pierwszorzędnego macchiato. Kawa ogólnie mi szkodzi, takie mam DNA, ale ze Stachem lubię się jej napić.

- Otóż to, Rodneyek. Zło to zakłamanie, tchórzostwo, milczenie, bierność. System promuje miernoty i kutasów. Popatrz na reklamy. Mijamy je codziennie, jeżdżąc do pracy, to znaczy ja je mijam, a ty pierdzisz w stołek w swoim apartamenciku...

- Tak jest...

- Tak czy owak, na tych billboardach nie ma zdań wybitnych intelektualistów, nie ma haseł promujących mądrość czy zdrowie, to są memy, które kształtują konsumpcyjne miernoty!

- Chcesz powiedzieć, Stachu, że świat się stacza, bo taki został stworzony ogólny system? - Rozpostarłem ręce, pokazując, jak duży jest rzeczony system.

- Oczywiście!

Byłem tego samego zdania.

- To by się zgadzało... Psychologia społeczna o tym mówi. Sytuacja ma wpływ na zachowanie, a w tym przypadku sytuacja to system. Gospodarka, reklamy...

- Słowem, całe to gówno - podsumował Stach, wypijając resztkę americany.

- No ale poczekaj. Czy to znaczy, że nikt za to nie odpowiada?

Bukowski odchylił się na krześle. Zerknął w witrażowe okno, jakby usiłował sobie coś przypomnieć.

- Ostatnio był proces tej firmy farmaceutycznej... - mruknął.

- Goretek? - rzuciłem.

- Tak. - Strzelił palcami. - Pamiętasz? Oskarżono diabłów, że zmarło przez nich kilkaset osób.

- Pamiętam - wszedłem mu w słowo. - I wiesz, co mnie w tym najbardziej wkurza? Nikogo nie posadzono. - Stuknąłem palcem w biały obrus. - Firma zapłaciła odszkodowanie, w dodatku śmieszne w porównaniu z tym, co zarobiła, i nikt nie został zwolniony, o karze nie wspominając. Jeśli pracujesz w korporacji, jesteś bezkarny. Korporacja płaci, rozumiesz, i nie idzie do więzienia, bo jak wsadzić za kraty firmę? A ludzi się nie tyka. To gorzej niż na wojnie, bo tam, jeśli wojak uszkodzi cywila, może pójść do pierdla. Jeśli pracujesz w koncernie, możesz posłać do piachu tysiące ludzi, a prawo zażąda za te życia trochę dolarów. Nie od ciebie. Od firmy.

Bukowski mlasnął i pogładził stół długimi, żylastymi palcami.

- Nie mówiłem? System - szepnął.

- Tak, ale tam decyzje podjęli ludzie. W sumie wiadomo kto. I oni wciąż żyją, gdy ich klienci wąchają kwiatki od spodu. Wciąż są dyrektorami. A odpowiedzialność jakby rozmyta!

Stach pokręcił głową.

- I co? Co zrobisz? Dasz im w mordę?

 

 

Bukowski oczywiście miał rację. Od dawna podzielałem jego poglądy, bo były zgodne z odkryciami psychologii, a to moje wykształcenie. Specjaliści od wieków pisali o tym w swoich dziełach. Świętej pamięci Peter Senge, twórca idei organizacji uczącej się, nieodżałowany Elliot Aronson, wszyscy twierdzili, że struktura wpływa na zachowanie człowieka i że trzeba zwracać na nią szczególną uwagę, bo system jest nierzadko poważniejszą przyczyną takich a nie innych ludzkich reakcji niż sama psyche. W jaką zostaniesz wrzucony strukturę, tak zaczniesz się zachowywać, oczywiście wyjąwszy chwalebne, ale rzadkie wyjątki. Stach miał rację. Jednak zapomniał, że system tworzą ludzie. Nie jacyś liczni obywatele, niepomne swojego losu mrówki, ale królowe mrowisk, cesarze termitier.

CEOs. Chief Executive Officers. Prezesi. I być może ci, z którymi robią swoje największe interesy. Zgodnie z rozumowaniem Stacha mówienie, że "to system", i pozostawanie biernym oznacza zgodę, a więc jest równoznaczne z przyczynianiem się do zła.

Wszystkie te myśli pełzały mi pod sklepieniem czaszki, gdy wracałem ze spotkania w Dodge'u Apachee, złotym, kanciastym wehikule, który psuł się tylko wtedy, gdy musiał, czyli nie tak często jak inne samochody, i - w związku z tym - swoje kosztował. Apachee to bryka trenerska. Gdy jedziesz na szkolenie, możesz w niego wpakować tyle materiałów, ile chcesz, i wystarczy miejsca na bagaż twój oraz ślicznotki, którą ewentualnie podrzucisz, oczywiście zrzeszonej w "Easy go"1.

- Widzę, że jesteś pobudzony - odezwał się Wódz, robot zintegrowany z deską rozdzielczą. Błysnął czerwonymi ślepiami osadzonymi w płaskim, ruchomym łbie. - Przejmę kontrolę.

- Dobrze, Wodzu. - Puściłem wolant. - Jedź do domu. Muszę pomyśleć.

- Doskonała decyzja, Roddy.

Usunąłem z okien obraz świata i włączyłem wiadomości. "Planete News". Dobra stacja. Mało reklam i wieści jakby trochę spod lady. Właśnie leciał wywiad z Jacques'em Yonem, siwym, na oko sześćdziesięcioletnim szczupłym mężczyzną o żywych, czarnych oczach. Słyszałem o nim. Miliarder mieszkający w Paryżu. Stawia się korporacjom i wciąż ma nowe pomysły. Ostatnio wprowadził do obiegu własny pieniądz, dzięki któremu można kupować dobra tylko w jego sklepach. Wytoczono mu kilka procesów, ale na razie się trzyma.

- Twierdzi pan, że walczy ze złem tego świata - odzywa się rudowłosa dziennikarka. - Jest pan współczesnym Batmanem?

Mężczyzna wybucha śmiechem.

- Proszę pani, błagam. - Kładzie kościstą rękę na jej kolanie. - Nie zauważyliście jeszcze państwo, że superbohaterowie walczą ze śmiesznymi atrapami, kukłami, które ze złem mają tyle wspólnego, co kura z gwiazdami?

- Co pan ma na myśli?

- Słonko, ci wszyscy straszni kosmici, psychopaci w kolorowych strojach, mistrzowie zbrodni rodem z Hollywoodu i Bollywoodu nie istnieją! Prawdziwym szatanem naszej rzeczywistości jest monetarny system oraz jego książęta. Królowie firm, które zawładnęły Ziemią, a których naczelną zasadą jest zysk i wzrost. Zatem, bardzo proszę, niech mnie pani nie porównuje do superbohaterów.

- W takim razie do kogo?

- Złotko, niech pani zacznie myśleć i zrozumie, że Jacques Yon nie musi być do nikogo porównywany...

 

 

W apartamencie, jak zwykle, powitał mnie Marvin, trójręki, metalicznie granatowy humanoidalny dron firmy Honda. Stał za barkiem i dwornie się kłaniał.

- Spaghetti bolognese, proszę pana, już gotowe. Tak jak pan prosił, lekko pikantne.

Westchnąłem, lustrując oczami wyobraźni potrawę.

- Dziękuję, Marvin, ale nie jestem głodny. Bukowski zaserwował mi potężny obiad.

Robot przez chwilę trwał nieruchomo.

- Szkoda, że nie potrafię jeść. Mam wrażenie, że to danie jest wyśmienite.

Oto, w jaki sposób sztuczna inteligencja wzbudza poczucie winy.

- Jestem przekonany, że tak jest, Marvin.

Robot przyjrzał mi się dokładniej swoimi sensorami optycznymi.

- W pańskim głosie wychwytuję alikwoty przygnębienia.

- Jak zwykle jesteś nieomylny, Marvin.

- Czy mogę wiedzieć, skąd się wzięły?

Ba. Skąd się wzięły. Żyję na tej planecie od ponad czterdziestu lat. Wyzyskuję ją na swój trenerski sposób. Robię szkolenia, wykorzystuję również Atrau Finance Stacha, za jego zgodą i pomocą. Uczę zarządzania, sprzedaży i innych pierdół, doję korporacje, sprzedając wiedzę, której często nie potrafią wykorzystać, wracam do domu i... co? Czekają na mnie gadatliwy robot, wielka drukarka2, whirl3, sala gimnastyczna, trójwymiarowe ekrany na ścianach i... całkowity brak poczucia sensu takiego istnienia.

Celem życia przeciętnego człowieka na tym łez padole jest przetrwanie. Ma zarobić, kupić jedzenie, opłacić czynsz, rachunki i tak z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc w niekończącym się młynie przychodów i wydatków, w niemającej końca śmieciowej spirali psujących się dóbr, przez co musi nabywać nowe i nowe, i nowe, i nowe, jakby stare nie mogły być po prostu modułowe, upgradowalne. Uczestniczymy w pozbawionych znaczenia spotkaniach, prowadzimy niewiele wnoszące rozmowy, codziennie przezwyciężamy zmęczenie przy śniadaniu, marząc o Resie4, ładujemy w siebie hektolitry herbaty, zaspokajamy potrzeby ciała, które wciąż wrzeszczy i czegoś chce: opróżnienia pęcherza, wyczyszczenia skóry, zmycia brudu z zębów, odpoczynku, jedzenia... Czy taka egzystencja ma sens? Coraz częściej z przerażeniem patrzę w przyszłość, zastanawiając się, jak długo jeszcze wytrzymam, oddychając, pochłaniając pokarm, usuwając jego resztki, przerabiając materię i przetwarzając pustkę... w pustkę? Grek Zorba twierdził, że ludzie przetwarzają jedzenie w różne rzeczy. On sam, mówił, zamienia je w taniec i pracę (o ile dobrze pamiętam), jego szef usiłował przemienić jadło w świętość, a ja? A ja metabolizuję żarcie w gówno. Ot co.

- Przeżywam ból istnienia, Marvin.

- Bardzo mi przykro, proszę pana.

Uśmiechnąłem się smutno do groteskowej granatowo-białej gęby.

- Nie, to raczej dobre uczucie. Świadczy o tym, że myślę. Tyle że nieprzyjemne.

- Nie jestem pewien, czy rozumiem, proszę pana.

- To zrozumiałe.

- I znowu mnie pan skonfundował.

- Nie przejmuj się, chłopie.

- Jak pan sobie życzy, proszę pana. Przy obecnym zmęczeniu odradzam ćwiczenia. One tylko pogłębią kiepski nastrój. Proponuję drzemkę, najlepiej z indukowanymi marzeniami sennymi.

Zerknąłem na chronometr, który wyświetlił się na blacie stołu. Piętnasta pięćdziesiąt. Spać o tej porze? Westchnąłem. Oczywiście. Nie ma nic lepszego niż popołudniowa drzemka.

 

 

1 W późnych latach czterdziestych i wczesnych pięćdziesiątych XXI wieku popularna w Unii Europejskiej organizacja zajmująca się organizowaniem tanich przejazdów autostopem.

2 W połowie XXI wieku każde gospodarstwo domowe zaopatrzone jest w trójwymiarową drukarkę, która potrafi tworzyć nie tylko przedmioty użytkowe, ale także jedzenie. Powszechne zastosowanie drukarek zmieniło podejście do zakupów podstawowych produktów.

3 W połowie XXI wieku popularne urządzenie składające się z kolistej podłogi o średnicy dwóch metrów i dwudziestu centymetrów oraz kilkudziesięciu ekranów, które wirują wokół znajdującego się w środku użytkownika. Podłoga zapewnia złudzenie ruchu - setki drobnych rolek umożliwiają "spacer" wewnątrz urządzenia. Ekrany zapewniają trójwymiarowy obraz o rozdzielczości siatkówki, dzięki czemu użytkownik ma wrażenie zanurzenia w wyświetlanej przez whirl rzeczywistości.

4 Produkowany przez firmę YamaLek preparat przedłużający życie. Zawiera resveratrol, który pobudza gen SIRT1.