[Incydentalny horyzont określa cel podróży]
Incydentalny horyzont określa cel podróży. W gęstym powietrzu opalizują zmasowane cienie. W drodze do źródła udatnych pieśni, w przybytkach wolnych od natrętnych wizerunków, może i znać wstydliwą obecność rzeczy, sugestywny smutek narzędzi i przebiegłe świadectwa pracy cierpliwego szarlatana. W służbie osobiście powziętych postanowień, niczym endemityczny znawca ciemności, ktoś pali tutaj rachityczne świece, zagrzewa miejsca jak cerkiew w skale, okazując identyfikator. Dowody koronne znaczą każdy fragment. Zamiast szukać znaczeń, wystarczy zniknąć, ustąpić miejsca czemuś innemu, abdykować z sensem.
Eleganckie zgliszcza i kompulsywne ekspozycje, pełne fiszek z istnienia, nadają charakteru tutejszej elewacji, ścianie z płaczu i snów. Woda jest obliczalna, czysta w swoich intencjach, żywi czas jak nadzieję, przyjmuje każdy rodzaj zdekomponowanej materii i trawi. Słuchasz i rozumiesz słowa, którymi zwraca się do ciebie opracowana ruina, jesteś w centrum znaczeń prostych jak minaret. Nie ma wewnętrznej architektury, nie ma predyspozycji i nierozstrzygalnych zagadnień. Jest duch przypływów i odpływów i nareszcie brak jest perspektywą. Tyle lat przed twoim przybyciem tym światem nic nie rządziło? Jesteś tego przykładem. Z twoim odejściem nic się nie zmieniło. Jesteś tego przykładem. Fresk w zimnej celi opowiada o własnej zagładzie, nic poza tym. Zachodzisz tylko jak słoneczne tło, jak krzykliwa cykada w polu demonicznej ciszy, głuchej na twoje wezwanie. Większość systemów aktywna. Idziesz w piknikowym korowodzie wprost pod bramę łaźni, prosto w aromatyczną mgłę, i wracasz oczyszczony bez mała, z niejasnym wspomnieniem swojego ciała, jakiejś zbędnej przybudówki kostnej wieży. Bardzo blisko ciebie lokują się okresowe pożary, naturalne prezentacje czystej obiektywności, fajerwerki zimnego, upartego światła. Rzęsa zarasta rów i smaży się w niebieskim oku. Piekli się dzień smutnych konieczności, wzrastając ponad pasmem nienamacalnych gór, podnosząc do rangi wydarzenia własną umowność. Tak właśnie bywało. Nie inaczej bywało.
.
[Wybory małej miss na okaziciela]
Wybory małej miss na okaziciela, w nagrodę topiel w taflach litej zatoki dla mętnych ludzi bez ustalonego wieku, jak oliwne, ażurowe drzewka okute betonem. Zamurowani na brzegu obiecanego lądu, w chandrze toczącej ich czas na pasywnych dancingach, tracili siebie nawzajem w pomnikowym tańcu. Historia nie mogła już przyjmować większej liczby zapisów, więc zostali, by uschnąć jak zgasłe wapno, którym wylano zbutwiałe morza. Chyba wszystko. Może jeszcze festyn producentów morowego miodu, ostatnie chwile przed apokaliptyczną dobranocką, szybkie kadry lat spędzonych w doborowym towarzystwie pierwiastków. Pytasz i wiesz, skąd wziął się desygnat, dlaczego trzeba było wskazać właśnie ciebie, nic.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki