Cena pokoju. Cześć 3. Pole Karola - Krzysztof Lip

Kup ebooka

14.13 zł
11.73 zł (12,01 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

3. Pojedynek gigantów

Następnego dnia, gdy Henryk zbudził się w swojej chacie, jedyne co pozostało po martwych napastnikach, były plamy krwi na podłodze. Nie wiedział, co się stało z ciałami, ani kto się nimi zajął, ale nie interesowało go to w ogóle. Czuł się winny swojej bezbronności w czasie ich ataku i już wiedział, że nigdy więcej nie może dopuścić do takiej sytuacji.

Wstał więc szybko i wyszedł, by podziękować Dawidowi za uratowanie życia, lecz zamiast swojego wybawcę, natknął się na Remka, który właśnie szedł w jego kierunku.

- Idealnie w porę - powiedział na powitanie. - Wszyscy czekają tylko na ciebie. Idziemy na zachód.

- Ale...

- Nie każ im czekać, bo już na serio są na granicy wytrzymałości.

- No, dobra, prowadź.

Henryk prowadzony przez Remka do zachodniej bramy, cały czas się rozglądał z nadzieją na spotkanie z Dawidem, ale nigdzie nie mógł go dostrzec. Zdenerwowany wyszedł przed gród i od razu aż przystanął, patrząc na liczne wojsko czekające tylko na niego. Masów, którzy odeszli od Jakuba było grubo ponad setkę wojowników, wśród których miał nie tylko swoich znajomych, ale i doświadczonych żołnierzy króla. Wszyscy stali na szerokim polu i zniecierpliwieni czekali tylko na niego.

Młody Korba przechodząc obok nich, czuł ich spojrzenia na sobie. Niektóre były pełne szacunku, inne niezbyt mu przychylne. Jednak, gdy dotarł na przód armii i zobaczył stojących tam swoich znajomych wraz z Rewelem, od razu mu się lżej na duszy zrobiło. Uśmiechnął się na ich widok i próbując zapomnieć o słowach króla i ostatniej nocy, postanowił skoncentrować się teraz tylko i wyłącznie na wrogu, który już z pewnością przeszedł granice ich królestwa.

- Słyszałem, że miałeś ciekawą noc - od razu powitał go Karol.

- Nigdy więcej już tyle nie wypiję.

- Tego nigdy nie obiecuj - natychmiast wtrącił Michał uśmiechając się do niego.

- Dokładnie - potwierdził Remek. - Następnym razem nie będziemy już cię zaprowadzać do chaty. Będziesz rzygał obok nas, ale będziemy mieć cię na oku.

- Idziemy w końcu? - zapytał Gotfryd, chcąc przerwać tą irytującą go rozmowę.

- Chyba tak - odpowiedział mu Henryk i czekał, aż wszyscy ruszą, ale nikt ani na metr się nie przesunął.

- Musisz wydać rozkaz, nasz przywódco - powiedział mu z lekkim uśmieszkiem na twarzy Karol.

Henryk speszony popatrzył po nich, mając nadzieję, że żartują, ale widząc ich stanowczy bunt i oczekiwanie wypisane na twarzach, przybrał poważną minę i głośno powiedział:

- Ruszamy!

Wtedy cała jego armia ruszyła za swoim młodym przywódcą.

***

Szli na zachód cały dzień bez żadnej przerwy. Henryk nie chciał przemęczać swoich żołnierzy i proponował kilka razy wypoczynek, ale zanim wydał rozkaz, zawsze pytał o zdanie Karola idącego tuż obok niego. Ten jako bardziej doświadczony wojownik i były dowódca, za każdym razem skutecznie odradzał przerywać marsz. Dopiero, gdy pod wieczór doszli do rzeki płynącej przez środek królestwa, Henryk zarządził odpoczynek.

Niestety, jako grupa zwiadowcza nie mieli ze sobą namiotów, przez co rozbijając obóz, musieli dobrze zabezpieczyć teren i spać w zbitej grupie pod gwiazdami. Henryk próbował zasnąć, by nabrać sił przed dalszą drogą, ale wciąż pamiętał o słowach Dawida i o czyhających na niego wrogach w obozie. Co się położył, to szybko wstawał, rozglądając się i szukając kolejnego czyhającego na niego zawiedzionego człowieka, który chętnie pozbyłby się go, przy najbliższej okazji. Męczyło go to bardziej niż sam marsz, więc usiadł przy jednym z ognisk i postanowił tam spędzić noc.

- Czemu nie śpisz? - zapytał go przyciszonym głosem Gotfryd, siadając obok niego.

- Nie potrafię zasnąć.

- Nie spodziewałeś się takiej decyzji króla, co nie?

- Nigdy nie chciałem nikim dowodzić.

- Widać to po tobie, chłopcze.

- Jak wy dowiedzieliście się o jego pomyśle?

- Wysłał do nas jednego ze swoich ludzi. Nawet sam nie raczył do nas zajrzeć.