Cena milczenia - Aora Nyx

Kup ebooka

40.38 zł
33.52 zł (40,38 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział drugi

Dym, którego nie ma

Aveline zerwała się na równe nogi, zanim jej oszołomiony umysł zdołał zarejestrować, że nocny koszmar dobiegł końca. W jej ustach wciąż trwał cierpki, gorzki posmak popiołu, a w uszach rezonowało desperackie "Pomóż", które w snach brzmiało niemal jak ogłuszający krzyk. Gwałtownie złapała powietrze, dotykając drżącą dłonią zlanej zimnym potem szyi. Pokój tonął w szarym, ponurym, niedzielnym poranku, a za oknem miarowo rzęził listopadowy deszcz.

Wstała z łóżka, a bose stopy natychmiast skurczyły się na lodowatych panelach. Dom witał ją tą samą, niezmienną, przytłaczającą ciszą. Odkąd rodziców zabrakło, ściany budynku wydawały się dziwnie grubsze, a puste, chłodne pokoje zdawały się chłonąć każdy najmniejszy dźwięk.

Podeszła do biurka, na którym leżał wisiorek. Znalazła go wczoraj w zaułku, tuż po tym, jak tajemnicza dziewczyna rozpłynęła się w powietrzu. Podniosła go ostrożnie. Metal, wczoraj lodowaty, teraz wydawał się dziwnie martwy, jakby pociemniał od nocnego czadu, a w powietrzu znów uniósł się ulotny, drażniący zapach spalonego drewna. Aveline wzdrygnęła się i szybko schowała go na samo dno drewnianej kasetki, zatrzaskując wieczko. Miała wrażenie, że chowa do szuflady żywy płomień.

Przeszła przez korytarz, w którym miarowe tykanie ściennego zegara brzmiało teraz nieznośnie głośno, i zeszła po schodach do ciemnej kuchni.

Nawet intensywny zapach świeżo parzonej, czarnej kawy nie potrafił przegonić lepkiego niepokoju. Siedząc przy kuchennym stole, Aveline otworzyła laptopa i drżącymi palcami wpisała w wyszukiwarkę: Winterbourne historyczne pożary tragedie legendy.

Jasny ekran rozbłysnął, wyrzucając dziesiątki suchych wpisów o rozwoju lokalnego rzemiosła i architekturze miasteczka. Dopiero na jednej z niszowych, zakurzonych stron, prowadzonej przez lokalnego pasjonata, trafiła na lakoniczny, stary artykuł. Nagłówek głosił: Wielki Ogień z 1692 roku. Według zapisków kronikarskich, tamtej mroźnej, wietrznej jesieni spłonęła niemal jedna trzecia ówczesnej osady, w tym cała dzielnica tkaczy. Przyczyna oficjalnie nigdy nie została ustalona, a autor tekstu wspomniał jedynie o "powszechnej, krwawej histerii i szukaniu winnych wśród najuboższych mieszkańców". Żadnych konkretnych nazwisk, żadnych szczegółów.

Aveline wpatrywała się w ekran, dopóki zamazany obraz nie zaczął jej uciekać. Czy ta bosa, zakrwawiona dziewczyna z zaułka mogła mieć z tą dawną tragedią coś wspólnego?

- Przecież to niedorzeczne - mruknęła ostro do siebie, gwałtownie zatrzaskując laptopa.

Godzinę później, szczelnie owinięta grubym szalem, pchnęła ciężkie, przeszklone drzwi kawiarni The Old Oak, w której intensywny zapach cynamonu, goździków i mielonych ziaren kawy natychmiast uderzył w jej zmarzniętą twarz. Ines i Silas siedzieli już w ich stałym, ustronnym boksie pod dużym oknem.

- No nareszcie! - zawołała głośno Ines, odsuwając na bok filiżankę. Przyjrzała się Aveline z ukosa, mrużąc badawczo oczy. - Wyglądasz, jakbyś przespała maksymalnie dwadzieścia minut. Dalej przeżywasz tę wczorajszą sytuację z bocznej uliczki?

- Po prostu kiepsko spałam - ucięła krótko Aveline, siadając naprzeciwko nich i ogrzewając dłonie o podany przez kelnera kubek gorącej czekolady.

- Mówiłem ci, Ines, że mroczny klimat tego festiwalu potrafi siąść na psychikę - wtrącił Silas, opierając się ciężko o drewniany stół. W jego ciemnych oczach natychmiast zapaliła się ta charakterystyczna, badawcza iskra, którą miał zawsze, gdy schodzili na tematy historyczne. - Te ciasne zaułki, gęsty dym, stare stroje aktorów... Zresztą, Winterbourne ma cholernie ciężką, krwawą historię, jeśli chodzi o takie klimaty. Akurat wczoraj, po tym jak poszłyście do domów, rozmawiałem z jednym z organizatorów o dawnych legendach naszej okolicy. Słyszałyście kiedyś o "Cichej Tkaczce"?

Aveline zamarła z kubkiem uniesionym do samych ust.

- O kim? - zapytała cicho, starając się, by jej głos brzmiał całkowicie neutralnie.

- To taka nasza, lokalna wersja opowieści ku przestrodze - zaczął Silas, wyraźnie zadowolony, że ma skupionych słuchaczy. - Podobno podczas Wielkiego Pożaru w XVII wieku, kiedy miasteczko trawił niszczycielski ogień, mieszkańcy oszaleli ze strachu i wściekłości. Potrzebowali kozła ofiarnego. Padło na młodą, samotną dziewczynę, niemą pomocnicę jednego z rzemieślników. Przerażeni ludzie uznali, że jej milczenie to ewidentny znak paktu z nieczystymi siłami, a pożar wybuchł przez jej "uprawę czarów". Napiętnowano ją oficjalnie jako czarownicę i bezwzględną podpalaczkę.

Silas zniżył głos do tajemniczego szeptu, konspiracyjnie pochylając się nad blatem.

- Ale najmroczniejsze jest to, co z nią zrobili. Sąd w Winterbourne był wtedy potwornie surowy, ale lokalni dygnitarze bali się rozlewu jej krwi, więc nie skończyła na stosie. Mroczna legenda mówi, że uwięziono ją w fundamentach jednego z powstających budynków i żywcem zamurowano w zimnej ścianie, by jej milczenie trwało na wieki, a rzekomy urok został zamknięty w kamieniu. Oficjalnie to tylko makabryczny, zmyślony miejski mit, bo nigdy nie znaleziono żadnych dowodów ani ciał, ale...

- Przestań, Silas, to jest potworne - przerwała mu ostro Ines, wzdrygając się ostentacyjnie.

Aveline nie odpowiedziała. Poczuła, jak cała krew momentalnie odpływa jej z twarzy, a w kawiarni, mimo buchającego z grzejników ciepła, zrobiło się lodowato. Szara, lniana suknia. Zapach spalenizny. Bezgłośne usta. Wszystko zaczynało przerażająco, idealnie do siebie pasować. Dziewczyna z zaułka nie była aktorką. Była ucieleśnieniem tej dawnej, potwornej historii. A amulet ukryty w jej pokoju był tego namacalnym dowodem.

- Aveline? Wszystko okej? - Silas dotknął delikatnie jej ramienia, zauważając jej nagłe, kamienne odrętwienie.

- Tak... Tak, po prostu ta historia jest dość... sugestywna - wykrztusiła z trudem, wstając gwałtownie od stołu. - Przepraszam was, muszę na chwilę wyjść na świeże powietrze. Zaraz wrócę.

Nie czekając na ich reakcję, złapała płaszcz i pospiesznie wyszła z kawiarni. Deszcz na moment ustał, pozostawiając po sobie jedynie wilgotny, zimny, gęsty parawan mgły. Aveline oparła się o niski murek na parkingu przed kawiarnią, próbując uspokoić galopujące, chaotyczne myśli. Jeśli ta dziewczyna była duchem zamurowanej tkaczki, to dlaczego pojawiła się właśnie teraz? I dlaczego akurat jej prosiła o pomoc?

Nagle ostry dreszcz na karku kazał jej podnieść wzrok.

Po drugiej stronie ulicy, na szarym parkingu przed kompleksem biurowym, stał czarny, lśniący, luksusowy samochód. Przy otwartych drzwiach od strony pasażera stał Ethan Vance. Miał na sobie ciemny, doskonale skrojony płaszcz, a jego twarz, pozbawiona jakichkoľvek emocji, była gładką, niedostępną maską.

Aveline zmrużyła oczy. Prawą dłoń trzymał głęboko w kieszeni, ale gdy poprawiał kołnierz płaszcza, zauważyła biały materiał bandaża wystający spod mankietu.

Nie ruszał się. Patrzył prosto, bezpośrednio na nią.

Aveline poczuła, jak czas gwałtownie zwalnia, a stłumione odgłosy przejeżdżających w oddali aut całkowicie cichną. Ich wzrok spotkał się i zamarł w całkowitym bezruchu na długą, gęstą od paraliżującego napięcia chwilę. Ethan nie odwrócił oczu, nie udawał, że jej nie widzi, ani nie rzucił lekceważącego uśmieszku. Jego spojrzenie było twarde, badawcze, przenikliwe i niepokojąco skupione - nie było w nim ciekawości, była w nim niemal oskarżycielska pewność. Jakby doskonale wiedział, co zniknęło wczoraj z bruku, i szukał potwierdzenia, że to ona trzyma teraz klucz do jego tajemnicy.

Aveline patrzyła na niego jak urzeczona, ignorując lodowaty wiatr, który targał jej płaszczem. W tamtym momencie nie miała pojęcia, kim Ethan jest w tej całej historii i dlaczego ten chłopak z wpływowej rodziny założycieli miasta szukał tego samego wisiorka. Wiedziała tylko jedno - między nimi zrodziła się nić tajemnicy, której nie da się już zerwać, a jego poparzona dłoń była kolejnym mrocznym elementem tej zagadki.

- Ethan! Ruchy, spóźnimy się! - Ze środka samochodu dobiegł zniecierpliwiony, głośny głos jednego z jego znajomych.

Czar pękł. Ethan drgnął delikatnie, oderwał swój intensywny wzrok od Aveline i bez słowa wsiadł do ciemnego wnętrza pojazdu. Ciężkie drzwi trzasnęły z głuchym odgłosem, a samochód sekundę później ruszył, niknąc w gęstej, listopadowej mgle.

Aveline została na chodniku zupełnie sama, odprowadzając go pustym wzrokiem, podczas gdy wiatr znów przyniósł ze sobą niewytłumaczalny, ledwo wyczuwalny zapach spalonego drewna.