Zuzka zdjęła słuchawki z uszu, odłożyła smartfona na szafkę i zgasiła lampkę. Chwilę trwało, zanim jej wzrok przyzwyczaił się do ciemności. Przekręciła głowę i spojrzała na śpiącego Patryka, którego twarz oświetlał blask księżyca. Znała niemal na pamięć kształt jego brwi, krzywiznę nosa, zarys ust. Potrafiła bezbłędnie odtworzyć z pamięci ton jego głosu, kiedy chłopak był zadowolony i zmęczony. Prócz mamy był dla niej najbliższą osobą na świecie. Mimo to coraz częściej zastanawiała się, jak powinna określić tę bliskość i, co więcej, czy jest dla niej wystarczająca.
Znali się od dziewięciu lat, byli parą ponad sześć. Kochała go całym sercem, jednak ta miłość nie przypominała już tej sprzed kilku lat. Nie czuła motyli w brzuchu, gdy Patryk grał razem z nią. Nie doświadczała dreszczu ekscytacji, kiedy ją całował. Seks stał się rutynowy, zwyczajny, stracił ogień. Nie było może w tym nic złego. Najważniejsze, że Zuzka czuła się kochana. Sypiali ze sobą rzadziej niż dawniej, a ona tłumaczyła to trybem życia, jaki prowadzili.
Patryk skończył studia z inżynierii procesowej i znalazł pracę w jednej z lepszych zagranicznych firm przemysłowych w Mokrych. Pracował dużo, ciężko, wracał późno. Ale to właśnie jego zarobki pozwoliły im rozbudować dom mamy Zuzy. Zrobili osobne wejście, założyli oddzielne liczniki, dzięki czemu mogli być niezależni i równocześnie nie przeszkadzać mamie.
Dojazdy z Mokrych do Starego Lasu były dla Patryka uciążliwe, lecz nigdy się nie skarżył. Codziennie spędzał w podróży samochodem półtorej godziny, wracał zmęczony i często zasypiał na kanapie, nim Zuzka zdążyła zrobić dla nich popcorn i włączyć jakiś film. Potem półprzytomny przenosił się do sypialni, rzucał na łóżko i momentalnie zapadał w twardy sen. Rano, gdy Zuzka wstawała do pracy, on nadal spał. Ona sama nie potrzebowała wiele snu, kładła się zazwyczaj po dziesiątej, wstawała o czwartej, żeby otworzyć sklep spożywczy, w którym pracowała. Nie zarabiała kokosów, ale przynajmniej miała bezstresową pracę - mogła puszczać z pendrive'a na głośnikach w sklepie piosenki, na jakie miała ochotę, a gdy nie było klientów, pisała teksty do komponowanych przez siebie utworów, bo ani na chwilę nie zwątpiła, że w przyszłości będzie utrzymywać się z muzyki.
Kiedy pojawiały się wezwania od Posłańca, po prostu wywieszała na drzwiach kartkę "zaraz wracam", zamykała sklep i udawała się na akcję. Patryk miał znacznie większy problem z tym, żeby wyrwać się z pracy, gdy musiał wziąć udział w misji. Najczęściej więc udawał, że dopadła go grypa jelitowa, brał urlop lub zwalniał się z pracy, a następnego dnia przynosił zwolnienie lekarskie. W końcu jego przełożony uznał, że Patryk cierpi na jakąś przewlekłą gastryczną przypadłość. Mimo to nie traktował go ulgowo, wręcz przeciwnie, kazał mu zostawać po godzinach, bo przecież deadline'y nie przesuwały się tylko dlatego, że Patryk dostał sraczki.
Bywały więc takie okresy, że Zuzka i Patryk żyli razem pod jednym dachem, a jednak osobno. Ona przychodziła z pracy, ogarniała dom, gotowała obiad - samodzielnie lub z mamą, bo znacznie ekonomiczniej wychodziło wspólne przygotowywanie posiłków - po czym siadała do komponowania piosenek. Patryk wracał około dwudziestej, czasami o dwudziestej pierwszej. Jadł obiadokolację, pytał Zuzkę, co u niej słychać, mówił krótko, co u niego, i na tym kończyły się ich wspólnie spędzone chwile.
Całe szczęście, że weekendy mieli wolne. Mimo to Zuzka czuła niedosyt poświęcanej jej uwagi. Co więcej, podświadomość najwyraźniej dawała jasne sygnały, czego Zuzce najbardziej brakuje. Nie wiedziała dlaczego, ale pamiętała cały swój pobyt w Guerrze - może była tą jedną z niewielu, którzy nie zapominali projekcji Kupca, albo to jakiś uboczny skutek śmierci i odrodzenia się na nowo jako Guardianki? Tak czy siak, jej wspomnienia pozostały żywe, wyraziste i mieszały jej w głowie. Mało tego, od powrotu wszystko ją irytowało, była nabuzowana, nie mogła odnaleźć spokoju - zarówno psychicznego, jak i fizycznego. Przynajmniej dwa razy w tygodniu śniła o namiętnych pocałunkach, które zapierają dech w piersiach. Z tym że w snach nie było miejsca dla chłopaka śpiącego teraz u jej boku, w ich wspólnym łóżku. W krainie snu Zuzka leżała naga na niedźwiedziej skórze, a jej ciało prócz ognia z kamiennego kominka ogrzewał wytatuowany, silny tors mężczyzny, o którym starała się zapomnieć. Fantazjowanie o nim sprawiało, że jej żołądek momentalnie się zaciskał, a ciało ogarniało podniecenie - równie wielkie jak wyrzuty sumienia. Nie chciała nawet o tym myśleć, że zamysł, który zrodził się w jej głowie niemal w tym samym czasie, kiedy stała się Guardianką, dotyczy wyłącznie Bjora. Jej cel był szczytny, ważny i musiała go zrealizować. Bjor był tylko drobnym dodatkiem.
Następnego dnia cała guardiańska paczka zjawiła się u niej w domu. Gabriel z Larą wpadli z wizytą do Starego Lasu, więc była to doskonała okazja, by rozmówić się ze wszystkimi. Wreszcie mogła zdradzić im swój plan. Podobno Lara miała dla niej jakieś wiadomości, których nie mogła wyjawić przez telefon. Musiała jednak z tym poczekać. O cokolwiek chodziło, sprawa Zuzki była najważniejsza i pilna.
- Zaczekamy w wodzie, aż pierwszy z nas dosięgnie tafli. - Od dobrych dwudziestu minut z zaangażowaniem przedstawiała swoją koncepcję siedzącym na kanapie przyjaciołom. - Ja mogę być na przodzie, wówczas ławica pociągnie mnie jako pierwszą i resztę osób za mną. Pamiętam, że gdy Iwo trzymał mnie za stopę, ciekłe srebro, które okryło niemal całe moje ciało, wpełzło na jego dłoń. Iwo przeszedł do Guerry, choć nie odprawiono na nim rytuału.
- A co, jeśli stamtąd nie ma powrotu? - zapytała Tatiana. - Sama mówiłaś, że tak właściwie nie byłaś w Guerrze, to była projekcja wykreowana przez Kupca Dusz. Co jeśli ci ludzie, których zamierzasz uwolnić, nie istnieją? Co jeśli to była tylko ułuda?
- Kupiec Dusz nie może kłamać. To wszystko było rzeczywiste. - Zuzka zacisnęła pięści, chociaż sama niekiedy się zastanawiała, na ile Guerra była prawdą, a na ile złudzeniem wywołanym przez Kupca.
- W porządku, załóżmy, że ci ludzie i miejsce istnieją naprawdę. Jaki będzie nasz cel w tej wyprawie? - zapytał Gabriel.
- Uwolnić jak największą liczbę Subiektów z obozów pracy. Uczynić ich wolnymi ludźmi - odpowiedziała.
- Jak niby mamy to zrobić? - wtrącił Patryk. - Szóstka Guardianów przeciwko setkom Tentatorów?
- Trafione w punkt, kochany.
Zuzka mrugnęła do niego z ekscytacją w oczach, lecz on nie podzielał jej entuzjazmu. Nie zamierzał ukrywać zaskoczenia planem Zuzki, bo nie był na niego w ogóle przygotowany. Zuza wcześniej nic nie wspominała o powrocie do Guerry, nie miał pojęcia, że obmyśliła jakiś plan. Był rozczarowany faktem, że jego dziewczyna informuje go o swoim zamiarze dopiero teraz, i to przy wszystkich. Powinna porozmawiać z nim wcześniej, na osobności. Sądził, że nie mają przed sobą tajemnic. Widocznie się mylił.
- Jest jeszcze Lea - wtrąciła Larysa.
- No tak, blondi. Zupełnie o niej zapomniałam - sapnęła Zuzka.
Nie dopuszczała do siebie myśli, że jest zwyczajnie zazdrosna o przyjaźń Larysy. Lea po prostu ją wkurzała. Cholerna Calineczka, którą Lara i Gabriel musieli niańczyć przez prawie rok. Jej nikt nie pomagał, gdy stała się Guardianką. Zresztą nie potrzebowała niczyjej pomocy. Wiedziała, co ją czeka, wiedziała, że musi być twarda. Guerra ją przeczołgała, zaorała jej system nerwowy, złamała jej psychikę. Starała się traktować guardiańską posługę jako wyzwanie. Uczyła się władać mieczem, dzięki czemu wyładowywała podczas treningów z Patrykiem ogrom złości, który nieustanie w niej narastał. I chociaż niejeden raz dostała po głowie od swojej Kontry, tej niemieckiej suki Gerwiny, to każda misja czyniła ją jeszcze silniejszą. Zuzka, nauczona doświadczeniem, wiedziała, że powinna robić swoje, a nie się mazgaić. Miała swój cel i wiedziała, że zaprawienie w boju pomoże jej w jego realizacji. Nie zamierzała się z niczym ani z nikim cackać.
- Nie wątpię, że Lea jest zajebistą Wysłanniczką i potrafi walczyć za trzech - dodała z przekąsem. - Ale to i tak za mało...
- Mogę popytać kilkunastu znajomych, czy będą chętni na tego typu wyprawę - zaproponował Adzir.
- To świetnie - powiedziała z uznaniem Zuzka. - Zaczęłam już szukać osób, które mogłyby z nami wyruszyć. Miałam kilka pomysłów na zwerbowanie większej grupy Wysłanników. - Otworzyła laptop leżący na stoliku kawowym. - Początkowo byłam przekonana, że znajdę wystarczającą grupę Guardianów w mediach społecznościowych, po pierwsze chętnych, żeby udać się do Guerry, po drugie stanowiących na tyle liczną grupę, by pokonać Tentatorów z jak największej liczby Stref.
- I nie mów mi, proszę, że znalazłaś ich na Facebooku. - Gabriel uniósł brew, zerkając wymownie na komputer. - Tylko szaleńcy, którzy proszą się o karę boską, ujawniają się w internecie.
- I tu masz rację - przyznała Zuzka. - Byłam cholernie zawiedziona, że nie udało mi się znaleźć żadnego tropu, który doprowadziłby mnie do Guardianów. Porzuciłam więc koncept z mediami społecznościowymi i zaczęłam przeszukiwać artykuły, wzmianki prasowe o nadzwyczajnych wydarzeniach mogących stanowić jakiś trop. Szukałam ludzi wyróżniających się czymś szczególnym, którzy są Wysłannikami. I wtedy trafiłam na tego chłopaka. - Zuzka z wyrazem satysfakcji na twarzy obróciła laptop w kierunku przyjaciół. Na ekranie wyświetliła się strona bloga z grafiką przedstawiającą młodego mężczyznę, wokół którego krążą gwiazdy i planety Układu Słonecznego.
- I? - Patryk popatrzył na dziewczynę z równie pytającym wyrazem twarzy jak pozostali.
Zuzka wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
- On mógłby nam pomóc.
- On, to znaczy kto? - zapytała Larysa.
- Jordan, lider Ludzi Cedyno.
- Czyli dokładnie...? - dopytał zaintrygowany Gabriel.
Zuzka przeskrolowała stronę w dół, aż pojawił się tekst.
- Sami przeczytajcie. Szukałam Wysłanników, a natknęłam się na nich. Być może to bujda, ale trzeba to sprawdzić. Jeśli oni naprawdę istnieją, to mają zdolności, które pomogą nam uwolnić Subiektów z Guerry. Dzięki nim możemy dać wolność tym wszystkim wyzyskiwanym kobietom, głodnym dzieciom, styranym mężczyznom, którymi wysługuje się Iblis. Mamy osiem miesięcy do kolejnego Perygeum. Musimy znaleźć sposób, by Ludzie Cedyno do nas dołączyli. Z ich umiejętnościami i naszą bronią w postaci Askalonów możemy wyzwolić tysiące tych, którzy sprzedali swoje dusze za życia. Możemy wydostać ich z niewoli w zaświatach i sprawić, że będą wolni jak Tajganie.
- Wszystko pięknie, Zuz - odezwał się Patryk. - Niezależnie jednak od tego, kim są Ludzie Cedyno i jakie umiejętności mają, nie możemy im zdradzić, kim my jesteśmy.
- Nie musimy tego robić - odparła zdecydowanie Zuzka. - Wystarczy, że wytłumaczymy im, czym jest Guerra. Nie musimy zdradzać Ludziom Cedyno, że jesteśmy Guardianami.
- To i tak zbyt ryzykowne - kategorycznie stwierdził Gabriel. - Poza tym wezmą nas za wariatów.
- Wiedziałam, że to powiesz. Ale kto nie ryzykuje, ten nie ma.
- Jesteś naprawdę zdeterminowana - podsumowała Lara.
- Nigdy nie byłam bardziej. I z tego, co pamiętam, sama chciałaś się przekonać, co się dzieje z ludźmi, których życie przegrałaś. Teraz będziesz miała okazję się tego dowiedzieć.
Larysa popatrzyła na Gabriela. Zuzka była tak pochłonięta swoimi sprawami, że nawet nie zauważyła, że jej przyjaciółka ma zaokrąglony brzuch. Chociaż tunika, którą dziś włożyła Larysa, zgrabnie go ukrywała.
- Nie wiem, czy dam radę z wami pójść - powiedziała Lara.
- Co ty chrzanisz? Dlaczego miałabyś nie dać rady? - obruszyła się Zuzka.
- Będę bardzo zajęta. - Larysa przesunęła dłonią po luźnej sukience, podkreślając w ten sposób okrągły brzuch.
Oczy Zuzki się rozszerzyły.
- Czy to...? - Spojrzała na twarz przyjaciółki. - Czy ty zaciążyłaś?
Lara się uśmiechnęła.
- Spodziewamy się z Gabrielem dziecka.
Zuzka ponownie przeniosła wzrok na brzuch przyjaciółki.
- Ale numer. To wspaniale! - Złapała ją za ramiona, przyglądając się krągłościom. - Który to miesiąc?
- Czwarty.
Zuzka szybko przeliczyła w pamięci miesiące.
- Czyli gitara gra. Twoje bejbi będzie miało trzy miesiące, gdy nadejdzie czas wyprawy. Zostawisz je z mamą i ruszamy na podbój Guerry.
- Zuzanno, to za wcześnie na snucie takich planów... - odezwał się stanowczym tonem Gabriel.
- E tam! Mama Lary zajmie się waszym bobasem, a wy ruszacie z nami. - Zuzka puściła do nich oko. - Trzeba to oblać. Idę po kilka browarów i popcorn, a wy zacznijcie już czytać bloga tego kolesia. Jeśli wszystko, o czym pisze, jest prawdą, musimy pozyskać go jako sojusznika. Nawet jeśli będzie to wymagać od groma zachodu i czasu. Skoro Bóg nic nie robi, by znieść niewolnictwo w Guerrze, my się tym zajmiemy. Nie odpuszczę cholernemu Iblisowi tego, jak wykorzystuje tych wszystkich biednych ludzi. Jak chce sobie wydobywać diamenty i ścinać drzewa cedrowe, niech najmie do pracy tych tentatorskich zbirów, a nie ludzi, którym życie i tak wystarczająco już dało w kość - podsumowała i wyszła.
Gabriel popatrzył na Larysę i pokręcił głową.
- Widzę, że Iblis porządnie zaszedł jej za skórę. Ona nie odpuści.
- Wiem, a my musimy jej pomóc - przyznała Lara. - Zuzka jest zagubiona. Dużo przeszła. Podejrzewam, że pobyt w Guerrze i guardiańska posługa to było, i jest, dla niej za wiele. Ona nigdy nie potrafiła radzić sobie z emocjami. Zawsze była uparta, nieco złośliwa, stanowcza, ale nie aż tak. Myślę, że za tą fasadą odwagi, buńczuczności i determinacji kryją się ból, zgorzknienie, smutek, złość i poczucie niesprawiedliwości. Jeśli wyprawa do Guerry ma jej pomóc w uporaniu się z traumą, to chcę przy niej być.
- Rozumiem, jednak wolałbym, kochanie, żebyś myślała teraz o dziecku. Nie ekscytowała się za mocno...
- Tak, tak. Nic mi nie będzie. - Pocałowała go w policzek. - Czytaj, Gabrielu, co to za ludzie, ci Cedyno.
Gabriel nachylił się nad komputerem i zaczął czytać na głos:
- Nazwa koloru białego wywodzi się od prasłowiańskiego bhalam oznaczającego blask; czarnego od czyrnieca, rośliny barwiącej na czarno; fioletowy od fiołka; niebieski od barwy nieba; pomarańczowy od pomarańczy; zielony od ziela. Cedyno natomiast pochodzi od aury pierwszego z nas, który narodził się w chrześcijańskim roku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym piątym w Cedyni - niewielkim mieście wysuniętym najdalej na zachód Polski. Nim minie dwudziesty pierwszy wiek, wszystkie kraje staną się Zjednoczoną Nacją Walczącą o Przetrwanie. A my i nasi potomkowie będziemy stać na jej czele. Nie możemy doprowadzić do spustoszenia. Jesteśmy Ludźmi Cedyno, a oto geneza naszego przebudzenia. Przez tysiące lat agresorzy byli u władzy, nasi prekursorzy stali zaś u ich boku służąc radą, niwelując ich totalitarne zapędy, uwrażliwiając ich, by nie doprowadzili do tragedii. Ludzie, którzy wybrali ich na rządzących, byli ślepo zapatrzeni w ich autorytet, władczość, inteligencję. Nie dostrzegali tego, że brakowało im podstawowej cechy - wrażliwości. Nasi poprzednicy mieli jej aż nadto, mimo to wielokrotnie ponosili klęskę. Żaden z nich od początku istnienia świata nie był jednak w stanie zyskać tak wysokiego poziomu odporności na stres, odwagi, charyzmy, która przyciągałaby tłumy i potrafiła współistnieć z genem wrażliwości. Byli doradcami cesarzy, królów, prezydentów, ich żonami, służącymi, błaznami, grajkami, kochankami, wyroczniami, skrybami. Żaden z nich nigdy nie objął władzy, chociaż dzięki swojemu postrzeganiu świata mogli uczynić z Ziemi lepsze miejsce, żeby jej mieszkańcom żyło się lepiej. Nie wiedzieli wówczas, że gen wrażliwości czyni ich wyjątkowymi. Czuli intensywniej, widzieli więcej, przeżywali mocniej, kochali silniej, cierpieli zawsze bardziej niż inni. Niestety brak genu wytrzymałości sprawiał, że czuli się nieszczęśliwi, zapadali na choroby psychiczne, depresję, dopadały ich lęki, ławo było nimi manipulować i wykorzystywać. To się zmieniło wraz z dniem moich narodzin. Czekamy, aż nadejdzie moment, kiedy staniemy na czele ludzkości, by poprowadzić ją ku nowemu. Jesteśmy Wysłannikami Wszechświata. Mam na imię Jordan i jestem liderem Ludzi Cedyno.