Rozdział 1
1
Prostacki -?tak niektórzy określają murcjański akcent, może nieco
złośliwie. Inni sugerują, że jest on wręcz komiczny. Zdaniem Emilia
Sáncheza, tuza hiszpańskiego tenisa, całe zdania brzmią, jakby zbudowane
były z samych samogłosek. Kiedy Carlos Alcaraz mówi po hiszpańsku, mówi
z akcentem, a w wywiadach słychać prowincjonalne pochodzenie tenisisty.
Nie sili się, by sprawić wrażenie, że wychowywał się w jakiejś
pretensjonalnej dzielnicy Madrytu. Lola Jiménez Rivas, która uczyła
Alcaraza angielskiego w szkole średniej, twierdzi, że słyszy u dawnego
ucznia akcent nawet wtedy, gdy ten mówi po angielsku. Zdaniem niektórych
głos Alcaraza przydaje mu uroku: zawodnika charakteryzują autentyczność
i nieformalność, które nieczęsto się spotyka u innych graczy.
Całe życie -?odkąd był owładniętym obsesją na punkcie tenisa chłopcem,
potem owładniętym obsesją na punkcie tenisa nastolatkiem, aż stał się
owładniętym obsesją na punkcie tenisa mężczyzną -?Carlos Alcaraz Garfia
mieszka w El Palmar, miasteczku położonym parę kilometrów na południe od
Murcji, miasta na spalonym przez słońce południowym wschodzie Hiszpanii
w regionie o tej samej nazwie (w skali kraju jest to miasto średniej
wielkości). W El Palmar rosną drzewa pomarańczowe i palmy, powietrze
jest zauważalnie czystsze i świeższe niż w wielkim mieście i dominuje
niska, skromna zabudowa. Jest tam duży szpital -?zaskakująco pokaźny jak
na miasteczko -?a populacja wynosi dwadzieścia tysięcy mieszkańców,
czyli mniej więcej tyle, jak zauważył Alcaraz, ilu widzów siedziało na
Artur Ashe Stadium, kiedy w 2022 roku na US Open zdobył swój pierwszy
tytuł wielkoszlemowy.
El Palmar leży daleko od nowojorskiej dzielnicy Queens -?zarówno pod
względem geograficznym, jak i duchowym. To cichy, bezpretensjonalny
zakątek w regionie Hiszpanii, który dzięki panującej niemal cały rok
słonecznej pogodzie oraz żyznym polom, gdzie uprawia się owoce, warzywa
i kwiaty, słynie jako "sad Europy". (Jak się okazuje, panują tam również
wyśmienite warunki do wzrostu dla tenisisty).
Kiedy mieszkańcy twierdzą, że ta część Hiszpanii nie ma lepszego
ambasadora od Alcaraza, mówią to z przekonaniem. W ramach współpracy
zawodnika z murcjańską jednostką do spraw turystyki powstały reklamy
ukazujące go, jak skacze do wody z łodzi, płynie kajakiem albo gra w tenisa na plaży. "Carlos umiejscowił Murcję na mapie, dzięki czemu
dostrzegło ją wiele osób, które niekoniecznie wiele o niej wcześniej
wiedziały", mówi Paula Badosa, hiszpańska zawodniczka, która wspięła się
aż na drugą pozycję w kobiecych rankingach singlistek. "Teraz gdy słyszy
się o Murcji, natychmiast myśli się o nim: jego niewiarygodnym talencie,
barwnym duchu oraz inspirującej historii. Przynosi to ogromną dumę.
Serce rośnie, gdy widzi się, jak cały region się jednoczy i kibicuje
Carlosowi, a jego osiągnięcia promują i rozsławiają Murcję nie tylko w samej Hiszpanii, lecz także na całym świecie".
Niewykluczone, że głos Alcaraza naznaczony miejscowym akcentem to lepsza
promocja Murcji niż fotki przedstawiające, jak tenisista pluska się w wodzie. Jak mówi Alfredo Sarria, przyjaciel rodziny Alcarazów, który zna
chłopaka, odkąd ten miał trzy lata: "Carlitos mówi z całkiem murcjańskim
akcentem. Przyjmijmy, że hiszpański, jakiego używa się w prowincjach
położonych najdalej od Madrytu, brzmi odmiennie. Kiedy Carlitos się
odzywa, nie ukrywa swojego pochodzenia, a to się ludziom podoba. Jest
dumny ze swoich korzeni. Dzięki temu, jak mówi, jest bliższy [kibicom,
telewidzom czy komukolwiek w mediach społecznościowych], bo używa
języka znajomego i wypowiada się w sposób bliski fanom, którzy go
słuchają. Nie jest taki oficjalny jak inni tenisiści".
Zgodnie z takim luźniejszym nastawieniem, które zdaje się cechować
mieszkańców El Palmar i Murcji, Carlos woli, by nie mówić do niego
"Carlos". Jego zdaniem brzmi to zbyt poważnie. Od lat ludzie zwracają
się do niego "Carlitos", co mu odpowiada, bo brzmi przyjaźniej i bardziej osobiście; kiedy zaś mówi sam do siebie, na przykład podczas
meczów albo gdy poza kortem przemawia sobie do rozumu przed lustrem w łazience, używa imienia "Charlie". Oto światowy gwiazdor słynny na całej
Ziemi, a co i rusz nazywa się go zdrobnieniem imienia: Carlitos. Tak
najczęściej zwracają się do niego mieszkańcy El Palmar, gdzie zasadniczo
każdy zna się z każdym, a przynajmniej o każdym słyszał, i wszyscy
śledzą Carlosa na Instagramie.
Czuć, że El Palmar to nie jest zamożna miejscowość -?jak mówią
mieszkańcy -?jeśli popatrzy się na bloki i domy. "To nie jest bogaty
obszar, ale nie jest też biedny. Jest normalny. Średni", mówi Laura
Caballero, która w podstawówce uczyła Alcaraza angielskiego. "To skromne
okolice. Ludzie pracują". Na przykład matka Alcaraza pracowała w Ikei w Murcji. Alcaraz nie pochodzi z majętnej rodziny. Lecz mimo iż gdy
dorastał, jego rodzina nie opływała w zbytki i nie wychowywał się w tak
komfortowych warunkach jak Rafa Nadal na Majorce, Alcaraz podkreślił, że
niczego im też nie brakowało.
Przez pewien czas, również wtedy, kiedy zdobywał pierwsze wielkoszlemowe
laury, rodzina Alcaraza mieszkała nad kebabownią. Ale już nie mieszka.
Jeszcze się nie przeprowadzili -?gdy piszę te słowa, wciąż trwa budowa
obszernego domu za granicą miasteczka -?lecz kebabownia zniknęła, a w jej miejsce pojawiła się restauracja z sushi. Pod ich mieszkaniem
znajduje się również salon kosmetyczny, można też odnaleźć parę
wskazówek, że najmłodszy w dziejach numer jeden w rankingach mężczyzn i najlepiej zarabiający tenisista wychował się właśnie tutaj i że nadal tu
mieszka wraz z rodzicami i braćmi. Chociaż Carlos ma niewielkie,
trzypokojowe mieszkanie w El Palmar, woli nocować w domu rodzinnym,
gdzie śpi w małym łóżku w pokoiku wypełnionym po brzegi jego nagrodami,
kolekcją butów sportowych i meblami (na oko) z Ikei. (Niekiedy też
trenuje w domu -?na podwórku). Gdyby jednak przypatrzyć się uważniej,
można dostrzec street art nawiązujący do tenisa: nieduży mural z rakietą
nieopodal wejścia do ich budynku i inny przedstawiający piłeczkę na
korcie. Murale muralami, ale to sportowa ulica -?mieści się przy niej
kort, na którym wiosną 2024 roku Alcaraz po raz pierwszy od lat poszedł
poodbijać z ojcem, bo testował się po kontuzji przedramienia, a także
mała siłownia pod gołym niebem, maleńka bieżnia i małe boisko do
koszykówki oraz piłki nożnej. Na jednym końcu ulicy znajduje się duży
park, na drugim kawiarnia, którą to od podstawówki Alcaraza dzieli tylko
krótki spacer.
Jak opowiada jeden z nauczycieli ze szkoły podstawowej, w większość dni
po lekcjach Carlos-uczeń chodził do Real Sociedad Club de Campo Murcia.
Do klubu sportowo-rekreacyjnego. Nie jest to jednak taki klub, jaki
można sobie w takim kontekście wyobrazić -?gdzie superbogaci oddają się
pasjom i trwonią czas wolny. W tym klubie nie uświadczysz takich
członków ani takiego szyku. Jest tu skromniej.
* * *
"Tenis mam we krwi", mawia Carlos Alcaraz. Co ciekawe, w jego losach
pewną rolę odegrały także gołębie. Real Sociedad Club de Campo Murcia,
gdzie uczył się tej dyscypliny sportowej i gdzie nadal często trenuje -
nie zawsze był klubem. Placówka leżąca na skraju El Palmar służyła
kiedyś jako strzelnica, gdzie strzelało się do rzutków, czyli tak
zwanych gołębi. Dlatego do dziś określa się go czasem "Tiro de Pichón",
czyli "Rzut w gołębia". Hobbyści wciąż mogą sobie w klubie postrzelać,
choć tylko garstka członków ma odpowiednią licencję, a broń wyjmuje się
wyłącznie w niedziele. Jeszcze parę lat temu widywało się tam mnóstwo
koni, bo klub stanowił jedną z największych placówek jeździeckich w okolicy, lecz teraz wszystkie już zniknęły i rządzi tenis. Są tu korty
ziemne, twarde oraz gigantyczna ścianka do ćwiczeń. Wielopoziomowy klub
dysponuje zróżnicowaną przestrzenią, między innymi boiskami do
koszykówki i piłki nożnej, a także siłownią i basenem, gdzie latem
dzieci mogą się ochłodzić po grze w tenisa.
"Mój drugi dom" -?tak Alcaraz mówi o klubie, uważa bowiem, że "to jest
początek wszystkiego". Właśnie tam w wieku trzech lat Carlos pierwszy
raz grał w tenisa... rakietą większą od siebie, której nie miał siły
należycie ująć. W klubie także zawarł przyjaźnie z wieloma ludźmi, z którymi do dziś utrzymuje zażyłe kontakty.
W rodzinie opowiada się historię, jak to Carlos na kilka dni schował
ojcu kluczyki od samochodu -?wymownie świadczy ona o tym, jak uwielbiał
grać w tenisa i jak reagował, kiedy nie wolno mu było iść do klubu.
Zaczęło się od tego, że Carlos był niegrzeczny -?nie było to nic
strasznego, tylko "zwykły dziecięcy psikus", jak wspomina Alfredo
Sarria, tak blisko zaprzyjaźniony z ojcem Alcaraza, że uważa go za
brata. Za karę tata Alcaraza nie pozwolił mu iść na trening tenisa. W odpowiedzi Carlos podkradł ojcu kluczyki i schował je w koszu. "To, że
Carlos nie mógł iść na tenisa, bolało go najbardziej -?a zemścił się tak
[że schował kluczyki]", mówi Sarria. Ojciec Alcaraza szukał ich całymi
dniami, aż w końcu Carlos się przyznał. Jak zaznacza Sarria: "Anegdota o kluczykach pomaga nam zrozumieć, że dla Carlosa tenis zawsze był
najważniejszy".
Alcaraz nigdy nie miał dość. Niektórym dzieciom grać w tenisa każą
rodzice. Mimo że Alcaraz pochodzi z rodziny o tenisowych tradycjach,
nigdy nie trzeba go było przekonywać, by spędzał więcej czasu na korcie
czy przy ściance treningowej (która jest partnerką zawsze dostępną i w dodatku nigdy nie chybia). Wręcz przeciwnie. Carlos czasami płakał,
kiedy musiał wychodzić z klubu. W niektóre wieczory, gdy było już po
dziewiątej i ojciec Alcaraza -?zmęczony po całym dniu pracy -?chciał iść
do domu, Carlos, o tej porze wciąż zmagający się ze ścianką, błagał
tatę: "Pograj ze mną, tu przy ściance". Ojciec zgadzał się zostać
jeszcze dwadzieścia minut, lecz czas mijał, potem zaś upływało może
jeszcze z pół godziny, a Carlos nadal grzmocił piłką w ścianę i miarka
się przebierała. Ojciec mawiał: "To już koniec, kolacja gotowa i musimy
iść do domu". Wtedy Carlos znów zaczynał płakać, jak mówił jego ojciec
"New York Timesowi". Zakrawało na niepodobieństwo, by chłopak wyszedł z klubu bez łez czy marudzenia.
W miarę jak rosła miłość Alcaraza do tenisa, rozwijały się też jego
umiejętności. Kiedy Kiko Navarro pierwszy raz przyglądał się, jak
Alcaraz gra, chłopiec miał ledwie cztery lata i odbijał z ojcem. Kiko,
który w przyszłości będzie Carlosa trenować, zdumiał się poziomem
technicznym dziecka. Mniej więcej w tym samym czasie również ojciec
Alcaraza zauważył, że jego syn przejawia wrodzone zdolności. Carlos
cechował się świetną koordynacją ruchową i prędko podłapywał niuanse
techniczne, tak że nie trzeba mu ich było tłumaczyć -?uczył się,
obserwując. Ojciec Alcaraza uświadamiał sobie, że w synu kryje się "coś
wyjątkowego", powinien więc pomóc mu rozwijać te uzdolnienia (w późniejszych rozdziałach tej książki przyjrzymy się, jak Carlos
przeistoczył się w tak kreatywny żywioł). Odkąd Carlos miał pięć czy
sześć lat, budował swoje życie wokół tenisa -?był on dla niego
najważniejszy w życiu codziennym: chłopak wolał spędzać długie godziny
na korcie albo walić piłeczką w ściankę treningową niż, na przykład,
chodzić do kina czy robić cokolwiek innego.
Jeżeli odwiedzi się klub dzisiaj, prawie na pewno wpadnie się na
któregoś Carlosa Alcaraza -?czy to syna, czy ojca (który nosi to samo
imię), czy chociaż wizerunek syna z kartonu. Niekiedy można zobaczyć
wszystkich trzech. Kiedy się wjeżdża lub wchodzi na wzgórze z El Palmar,
w pierwszej kolejności, zbliżając się do klubu, dostrzega się ogromną
instalację upamiętniającą zwycięstwo Carlitosa na US Open oraz jego
drogę na szczyt światowego rankingu. We wnętrzu budynku klubowego obok
baru stoi kartonowy Alcaraz, umieszczony tam przez jednego z jego
sponsorów. Poza sezonem albo między turniejami można się tu natknąć na
zawodnika we własnej osobie.
Drugi Carlos Alcaraz -?senior -?to kierownik działającej w klubie
akademii tenisa, którą założył w roku 1993. Początkowo nazywała się ona
Murcia Escuela de Tenis -?"Murcjańska Szkoła Tenisa", lecz obecnie nosi
miano "Akademia Carlosa Alcaraza", czyli zawdzięcza nazwę zarówno ojcu,
jak i synowi (przez pewien czas tata Alcaraza wahał się, czy używać
rodzinnego nazwiska w ten sposób). Akademia Carlosa Alcaraza organizuje
obozy na całym świecie, między innymi w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Australii, gdzie dzieci i dorosłych naucza się tymi samymi metodami,
które pomogły Carlosowi zostać światową jedynką i pozwalają "cieszyć się
grą z uśmiechem na twarzy". To zdecydowanie rodzinny biznes, jako że
jednym z trenerów jest starszy brat Carlosa, Álvaro, a jeden z młodszych
braci, Jaime, tam trenuje. Carlos zaś, gdy pozwala mu czas, coraz
bardziej włącza się w działanie szkółki. Ojciec jednak często podróżuje
razem z synem, ceduje więc obowiązki na resztę zespołu, w tym na Sarrię
-?kierownika i menedżera technicznego akademii, którego uważa się za
prawą rękę taty (co ilustruje zdjęcie, na którym widać Carlosa z trofeum
z US Open 2022 w rękach, z tatą po jednej, a Sarrią po drugiej stronie).
Kiedy ojciec nie towarzyszy Carlosowi na tenisowym cyklu, spędza czas w klubie. Jeden z członków opisał go jako "supercichego". Wszyscy
podkreślają to samo: w żadnym z członków rodziny Alcarazów nie ma nic
krzykliwego ani ostentacyjnego. "Wtapiają się w grono innych w klubie.
To po prostu normalni ludzie i właśnie to jest w nich takie wspaniałe",
tłumaczy jeden z członków. "Nie chodzą po klubie i nie gadają: "Patrzcie
wszyscy, mamy w rodzinie mistrza Wielkiego Szlema". Nic z tych rzeczy.
To uroczy ludzie. Tacy przyjemni w obyciu. Złego słowa o nich nie
powiem".
Cioteczny dziadek Alcaraza -?który nie nazywa się Carlos Alcaraz -?to
szef klubu i ważna persona w jego historii. Przy kortach wiszą banery,
które wielkimi czerwonymi literami proszą o silencio; w tym miejscu
zawodnicy podchodzą do treningów i meczy poważnie, tak jak należy. Lecz
jak można się spodziewać po klubie, który wykształcił Alcaraza, panuje
tam pogodna, radosna atmosfera.
Jak mówią członkowie, karnet jest w rozsądnej cenie. Rodzina płaci
wpisowe wysokości dwóch tysięcy euro, a później opłata wynosi około
pięćdziesięciu euro miesięcznie. Dopłaca się po euro za godzinę gry w tenisa i jeszcze jedno euro, jeśli korzysta się na korcie z oświetlenia.
Liczba członków wzrosła w wyniku pandemii covidu: tenis znalazł się w grupie pierwszych dyscyplin sportowych, które wolno było uprawiać po
rozluźnieniu restrykcji, co ściągnęło rodziny do klubu. Gdy Alcaraz
zdobył sławę, zaczęło się zapisywać jeszcze więcej osób.
Oficjalnie ojciec nie szkolił syna, odkąd ten był małym dzieckiem.
Nieoficjalnie -?owszem. Tata wywarł na karierę tenisową Carlitosa
większy wpływ, niż rodzina jest gotowa przyznać. Można powiedzieć, że
przez wiele lat Alcaraz ojciec trenował syna pośrednio -?przekazując
informacje przez inne osoby -?a jednocześnie nadzorował jego program
szkoleniowy. I najważniejszą bodaj lekcją, jaką Alcaraz senior wpoił
dziecku, nie było to, jak uderzać z forhendu ani jak należy się maskować
przed drop shotem, ani w ogóle nic z technikaliów, lecz coś
nieuchwytnego, a zarazem kluczowego dla Carlosa jako zawodnika. W końcu
to tata nauczył go, żeby grać w tenisa, jak powiedział sportowiec, "z pasją i miłością".
"Każdy, kto zna Carlitosa i jego rodzinę, a ja znam, zrozumie, że jego
trenerem zawsze był ojciec, aż do czasu, gdy w wieku piętnastu lat
chłopak zaczął się uczyć pod okiem Juana Carlosa Ferrera", mówi Sarria.
"Wszystkich pozostałych szkoleniowców, których miał Carlitos, wynajął
jego ojciec, i to zawsze on prowadził jego karierę. Zawsze, zawsze.
Widziałem to. Przed Juanem Carlosem ojciec był jego trenerem. Ale ojciec
nigdy tego nie przyzna".
Wystarczy porozmawiać z ojcem Alcaraza przez dziesięć minut, jak
zaznacza Sarria, a już człowiek się przekonuje, że wie on o tenisie
więcej niż ktokolwiek inny w branży. Sam zawodnik podkreśla, że w całym
życiu jego taty królował tenis. Tak jak wielu Hiszpanów w podobnym wieku
ojciec Alcaraza inspirował się przykładem Manuela Santany, który jako
pierwszy singlista pochodzący z Hiszpanii wywalczył w latach
sześćdziesiątych XX wieku tytuł wielkoszlemowy i ogromnie się przyczynił
do rozprawienia się z przekonaniem, jakoby tylko arystokraci mogli grać
w tenisa. Szczytowym punktem własnej, skromnej kariery tenisowej
Alcaraza ojca była pozycja dziewięćset sześćdziesiąta trzecia w światowych rankingach, którą osiągnął w latach dziewięćdziesiątych XX
wieku, w Hiszpanii zaś znalazł się w pierwszej czterdziestce. Wolno
jednak przypuszczać, że wspiąłby się wyżej, gdyby miał lepsze wsparcie
finansowe (w dalszych rozdziałach odkryjemy, jak dużo pieniędzy trzeba,
by stać się tenisistą, i jaki łut szczęścia pomógł Carlitosowi zdobyć
wiele wielkoszlemowych tytułów mistrzowskich). Dziadek Alcaraza, który
także nazywa się Carlos Alcaraz i był wpływowym członkiem klubu,
twierdzi, że forhend jego syna dorównuje forhendowi wnuka (choć może,
jak zauważył, jego bekhend ustępuje wnukowemu). Gdy Alcaraz ojciec
przestał grać, zaczął prowadzić swoją akademię tenisa w El Palmar.
Ojciec Alcaraza zdecydował się nie pracować ze swoim synem, bo -?dzięki
dogłębnej znajomości dyscypliny -?widział, jak niektóre rodziny
ucierpiały na tym, że rodzice szkolili dzieci. Alcaraz obserwował, jak
Sergi Bruguera -?Hiszpan trenowany przez swojego ojca Lluisa, dwukrotny
zwycięzca Rolanda Garrosa w latach dziewięćdziesiątych XX wieku -?miał
niełatwą i burzliwą relację ze swoim tatą. Sergi i Lluis "bezustannie
się ścierali", jak powiedział kiedyś Alcaraz senior "Timesowi"; on zaś
chciał się ze swoim synem dogadywać i właśnie dlatego nie zamierzał go
trenować. Jak miałby szkolić Carlosa, tak by syn wiedział, kiedy
rozmawia z nim jako trener, a kiedy jako ojciec? Może -?dumał Alcaraz
senior -?zakładałby czapkę, mówiąc z pozycji szkoleniowca, a zdejmowałby
ją, wracając do roli zwyczajnego taty. Ale, jak wiedział, syn zapewne
nie pojmowałby w pełni, o co chodzi z tą czapką. Mogłoby to wywołać
zamęt i zamieszanie.
Trenując Carlitosa niebezpośrednio, Alcaraz ojciec starał się zapobiec
możliwości utraty syna. Sarria podkreśla: "Ojciec Carlitosa wiedział, co
musi robić, żeby mieć z synem dobre stosunki. Widywał w innych
rodzinach, że jeśli się szkoli swojego syna, to można go stracić. Jeżeli
się jest trenerem, trzeba czasami powiedzieć zawodnikowi coś, czego może
nie chce usłyszeć, a to dla ojca trudne. Jeżeli próbuje się być zarówno
ojcem, jak i trenerem, można napytać sobie problemów, a ojciec Carlitosa
to rozumiał. Nie chciał kierować synem bezpośrednio -?umieszczał między
nim a sobą trenerów".
Sam Carlos cieszy się, że choć ojciec angażował się w jego tenisową
edukację, nie próbował łączyć ról trenera i taty. "Bardzo mi to pomogło,
bo wielu ojców nie wie, jak jednocześnie być rodzicem i trenerem" -
przyznał Alcaraz w podcaście Louis Vuitton. "Kiedy jest się w domu,
rozmawia się o tenisie. Jeżeli ja byłem w domu, a ojciec za dużo gadał o tenisie, mama wybuchała -?wręcz eksplodowała. Ojcu całkiem dobrze
wychodziło [rozdzielanie tych ról]". Gdy chłopak miał osiem czy
dziewięć lat, wchodził z ojcem na kort bodaj wyłącznie w niedzielne
wieczory, kiedy szkoleniowcy nie pracowali. Mawiał wtedy do taty:
"Chodźmy do klubu i poodbijajmy przez godzinkę, półtorej"".
Carlos Santos, który zaczął trenować Alcaraza, gdy ten miał pięć lat, i szkolił go do czasu, kiedy chłopak miał lat dwanaście, nazywał go
Tarzanem: jego zdaniem dzieciak czuł się na korcie równie swojsko jak
Tarzan w dżungli. Funkcjonował na boisku tak naturalnie, że czasami w przerwach między gemami czy zadaniami treningowymi robił sobie małe
kopczyki z gliny (to taki jakby tenisowy odpowiednik zamków z piasku
stawianych na plaży). Jako dziecko Alcaraz nie zawsze był dobrze
zorganizowany: Santos wspomina, że czasem nie mógł wejść na kort, bo
torbę i rakietę nieraz zostawiał w różnych miejscach. Zdaniem Santosa
nie zawsze też odpowiednio się odżywiał -?trener mówił, że mały Carlos
potrzebował pomocy innych, bo prosił, by obrali mu jabłko czy gruszkę, a przez długi czas nie chciał nawet skosztować banana. Lecz gdy przyszła
pora na grę, Alcaraz się angażował. "Carlos był bardzo aktywnym
dzieckiem i zawsze miał motywację do grania", zaznacza Santos. Kiedy
rywalizował z rówieśnikami, niekiedy też ze starszymi dziećmi, nie
denerwował się nawet wtedy, gdy otoczenie go obserwowało.
Kluczem do tenisowej edukacji Alcaraza były kije bejsbolowe, kamerki
GoPro i lustro w jego pokoju. Aby nauczyć chłopaka, jak prawidłowo
wykonać bekhend, Santos zabierał mu czasami rakietę, a wręczał kij
bejsbolowy. Szli na boiska piłkarskie w klubie, a Carlos uderzał z bekhendu bejsbolem. Santos często przynosił na treningi kamerkę GoPro,
potem zaś razem oglądali nagranie, uważał bowiem, że młody Alcaraz
powinien zrozumieć istotną rolę ruchu i ustawiania się na korcie.
Zadawał też uczniowi zadania domowe -?prosił go, by ten stanął przed
lustrem w swoim pokoju i machał w powietrzu rakietą, analizując swoje
odbicie, bo to pomoże mu rozwinąć umiejętności. "Często mówiłem, by
ćwiczył przed lustrem. Carlos dużo się uczył wzrokowo", opowiada Santos.
Alcarazowi wystarczyło obejrzeć coś dwa razy, by nauczyć się robić to
samodzielnie. "W wieku ledwie sześciu czy siedmiu lat już miał idealną
technikę".
Ojciec Alcaraza -?który sam zrozumiał, że z tenisowych marzeń niekiedy
niewiele wynika -?zachowywał zimną krew. Do najgroźniejszych chwil w życiu młodego tenisisty należy moment, kiedy rodzice dają się unieść
świetnym umiejętnościom dziecka i zaczynają wierzyć, że przeznaczona mu
jest wielkość. Tutaj nie było takiego problemu. Bez dwóch zdań, Carlos
przejawiał obiecujący talent. Lecz, jak wspomina lekarz Juanjo López,
ojciec nie sądził, że synowi pisana jest pozycja światowej jedynki.
(Warto tu może na moment przystanąć i rozważyć, jak Srdjan, ojciec
Novaka Djokovicia, opowiadał mieszkańcom Belgradu, że jego mały synek
będzie najwybitniejszym tenisistą w dziejach, a lata później okazało
się, że miał słuszność... czyli takie podejście też się sprawdza). Tata
Carlosa zdawał sobie sprawę, jak daleka droga czeka syna, nim osiągnie
coś w tenisie. Poza tym Alcaraz senior nie robił jeszcze jednej rzeczy.
Choć w serialu dokumentalnym platformy Netflix mówił, że za
pośrednictwem Carlosa spełniają się jego własne marzenia, to
najwyraźniej nie pozwalał, aby kształtowało to karierę syna. Jego rady i pomoc zawsze opierają się na tym, co najlepsze dla Carlosa.
Gdy Carlos miał osiem czy dziewięć lat -?a właśnie wtedy zaświtało mu po
raz pierwszy, że może czeka go przyszłość w zawodowym tenisie -?ojciec
poprosił Navarro, by ten szkolił chłopca. To partnerstwo miało trwać aż
do siedemnastego roku życia Carlosa (w okresie gdy miał piętnaście do
siedemnastu lat, zawodnik trenował zarówno z Navarro, jak i Juanem
Carlosem Ferrero). Starszy Alcaraz sam wcześniej uczył Navarro, wiedział
więc, że ma on mocną technikę, a ponadto podobało się mu, jak myśli o tenisie. Ojciec wciąż angażował się w grę syna. "Ojciec Carlitosa nie
chciał go trenować. Uważał, że to nie byłoby dla syna dobre. Pragnął być
ojcem, a nie trenerem", zaznacza Kiko. "Swoimi opiniami dzielił się ze
mną. Dużo rozmawialiśmy".
Zdaniem Navarro każdy inny ojciec podejmowałby wobec potomka tak
utalentowanego jak Carlitos złe decyzje. Trener podkreśla, że Alcaraz
miał szczęście, że trafił mu się taki rodzic, który stał się w jego
mniemaniu najważniejszą postacią w karierze tenisisty. (Z kolei Sarria
mówi, że Alcaraz senior odgrywał najistotniejszą rolę do czasu, gdy
Carlos miał piętnaście lat i zaczął pracować z Juanem Carlosem Ferrero).
Według Navarro ojciec podejmował właściwe decyzje dla syna: "Dobrze się
składa, że to ekspert. Wiedział, że w odpowiednim momencie musi się
odsunąć na bok".
Carlos krążył po klubie z rakietą w jednej ręce, kanapką w drugiej i z uśmiechem na twarzy. W dzieciństwie tylko raz utracił nieco zapału do
tenisa: mianowicie wtedy, kiedy go poinformowano, że nie będzie już
trenował z wieloletnim przyjacielem i rywalem Pedrem Cobacho. Znali się,
odkąd Pedro miał trzy, a Carlos dwa lata; a niedługo potem przydzielono
ich obu do tej samej grupy w klubie. Parę lat później zdarzało im się
spać razem w pokoju, gdy nocowali podczas wyprawy na jakiś juniorski
turniej. Towarzystwo Pedra zawsze dawało Alcarazowi frajdę, a ponadto
motywowało go, bo chciał pokonać przyjaciela.
Nagle przyszła przykra wiadomość, że Alcaraz nie będzie już trenował z Pedrem. Bez Pedra tenis nie będzie już taki sam. Czy bez niego na korcie
będzie równie fajnie? Alcaraz nie mógł pojąć, dlaczego nie może już
ćwiczyć z najlepszym kumplem i największym rywalem. Spadek motywacji
sprawił, że był to niełatwy okres dla rodziny i ludzi z otoczenia
młodego tenisisty, którzy orientowali się, jaki talent ma ten chłopak.
Wyjaśnili Alcarazowi, że to dla jego własnego dobra, jako że Pedro nie
rozwinął się pod względem tenisowym tak prędko jak on. Carlos po prostu
stał się zbyt mocny dla Pedra, który niekiedy nie mógł odbić podań
kolegi ani nawet do nich dobiec. Ich tenisowe losy, przez lata
splecione, w tym punkcie się rozeszły. Choć w pewnym sensie tenis nadal
ich łączy: Pedro jest obecnie jednym z trenerów w Akademii Carlosa
Alcaraza. Wciąż się też przyjaźnią: kiedy Alcaraz przyjeżdża do El
Palmar na parę dni, na ogół idą na kolację albo spędzają razem czas.
W wieku dwunastu lat Carlos pojechał z Santosem na Rolanda Garrosa na
turniej młodzików. Gdy był w Paryżu, powiedział dziennikarzowi przed
kamerą, że marzy o tym, by wygrać Rolanda Garrosa i Wimbledon -?nagranie
z tego wywiadu wciąż od czasu do czasu pojawia się w mediach
społecznościowych. Carlos i Santos siedzieli na trawie pod wieżą Eiffla
i oglądali na telebimach część meczy z turnieju dorosłych. Podczas tej
wyprawy to i owo zostało źle zrozumiane -?Carlos sądził, że zamawia
sernik, a dostał deskę serów, którą podarował następnie swojemu
trenerowi. Inne kwestie jednak stawały się coraz bardziej klarowne:
właśnie to chciał w życiu robić.
Powiadają, że w tej części Hiszpanii są tylko dwie pory roku: lato i zima. Praktycznie cały rok jest gorąco, a potem nagle przychodzi zima,
lecz nawet wówczas na ogół jest dość ciepło, by trenować na wolnym
powietrzu w koszulkach i krótkich spodniach. Zima prędko przemija i wkrótce zdaje się, że znów jest lato. Taki klimat sprawia, że to idealna
baza dla tenisisty -?można trenować cały rok. Nim Alcaraz wybierze się
na Australian Open, treningi przed sezonem odbywa w El Palmar i w akademii swojego trenera Juana Carlosa Ferrero w Villenie pod Alicante,
nieco ponad godzinę drogi stamtąd. W ciągu roku dość ma podróży -?nie
widzi potrzeby, by wskakiwać do kolejnego samolotu i gonić za ciepłą
pogodą na treningi. Wystarczy objąć wzrokiem widok roztaczający się z wzgórz na El Palmar i okolice -?łatwo pojąć urok Real Sociedad Club de
Campo Murcia.
"To jest klub Carlitosa", stwierdza przyjaciel rodziny Alfredo Sarria,
siedząc w świetlicy klubu. "On tu lubi przebywać". Obecnie w klubie nie
ma kortów krytych, więc najbliższym miejscem, gdzie Alcaraz może się
przygotowywać do zawodów na takich boiskach rozgrywanych w ramach cyklu
ATP, jest akademia tenisa Ferrero. Lecz zdaniem Sarrii to się może
zmienić, bo Alcaraz chce sfinansować budowę krytych kortów przy Real
Sociedad Club de Campo Murcia. Jak zauważył inny członek klubu, kiedy
Carlitos tam przychodzi, jest "zwyczajnym chłopakiem", któremu nie
przeszkadza, że trenuje na siłowni razem ze wszystkimi. Alcaraza nie
traktuje się tu jak gwiazdy, on sam zresztą tego nie oczekuje. Jeden z klubowiczów przyznaje jednak, że jeśli pada, to przed przybyciem
tenisisty suszy się dla niego kort ćwiczeniowy.
* * *
Nick Kyrgios szukał w Los Angeles tatuażysty: Australijczyk chciał, aby
ktoś zaprojektował dla niego Pokémona, który pokrywałby całe jego plecy.
Carlos Alcaraz wysłał mu wiadomość z rekomendacją i osobistą uwagą: "Idź
do Gangi, to mój przyjaciel".
Do najważniejszych osób, jakie Alcaraz poznał w El Palmar, zalicza się
właśnie Joaquin Ganga, jeden z czołowych tatuażystów na świecie, który
również dorastał w tej miejscowości. Ganga wywarł duży wpływ na życie
Alcaraza: przyjaźnili się, a poza tym to on pomagał sportowcowi uczcić
największe sukcesy w tenisie, ozdabiając jego skórę truskawką, wieżą
Eiffla i innymi wzorami.
Ganga, starszy od Alcaraza o jakieś dziesięć lat, rozwijał kreatywność,
malując graffiti w El Palmar. Za drobne pieniądze, które zarobił,
malując fasadę miejscowego sklepu z owocami, kupił pierwszy, podstawowy
zestaw do tatuażu i zaczął ćwiczyć na znajomych. Obecnie za dzień pracy
pobiera opłatę w wysokości około stu tysięcy dolarów (czyli
siedemdziesięciu pięciu tysięcy funtów) i posiada studia w Los Angeles i Murcji, a wśród jego klientów znajdują się znani raperzy, aktorzy i sportowcy. Ganga wytatuował pierścienie olimpijskie koszykarzowi
LeBronowi Jamesowi, wydziarał but Air Jordan na twarzy muzyka Chrisa
Browna, a także wytatuował Posta Malone'a, gdy piosenkarz był pod
narkozą, w ramach swojej metody "Z Gangą bez bólu". Raper Drake był
pierwszym znanym klientem Gangi i chcąc zademonstrować wzajemną
przyjaźń, wytatuował tatuażystę. To samo zrobił James, tatuując swoje
logo z koroną na wewnętrznej stronie nadgarstka Gangi. "Obłęd", pomyślał
sobie Kyrgios, gdy Ganga ukończył wzór Pokémona na jego plecach: cudowne
dziecko tenisa i jeden z najbardziej znanych tatuażystów na świecie
pochodzą z tej samej wioski.
Jako że łączy ich wspólna przeszłość w El Palmar, Ganga wykonał
wszystkie tatuaże Alcaraza, w tym te upamiętniające jego sukcesy w turniejach wielkoszlemowych. Po wygraniu turnieju wielkoszlemowego
otrzymuje się replikę trofeum, którą można zabrać do domu. Alcaraz
trzyma kopię pucharu US Open w sypialni, a pozostałe w salonie
rodzinnego domu, samo trofeum mu jednak nie wystarczało: chciał
uwiecznić zwycięstwa na własnej skórze. Chociaż rodzice Alcaraza nie
byli zbyt entuzjastycznie nastawieni do pomysłu, by syn się wydziarał,
nie próbowali go powstrzymać, sugerując jedynie, aby nie robił tatuaży w widocznych miejscach. "Jak wszyscy rodzice, woleliby, żeby Carlos się
nie tatuował, ale sugerują tylko, że skoro już chce mieć tatuaże, to
niech będą dyskretne", mówi Sarria. Inni znajomi twierdzą, że rodzicom
tenisisty dziarki za bardzo nie przeszkadzają, ponieważ są małe, a ich
widok przywołuje miłe wspomnienia z ważnych turniejów, które wygrał.
Nastawienie rodziców może poprawić obietnica Alcaraza, że tatuaże na
okoliczność turniejów wielkoszlemowych będzie robił tylko po pierwszym
triumfie, a nie po każdym zwycięstwie. Zgodnie z sugestią matki i ojca
wybrał dość dyskretne wzory i miejsca na ciele; z pewnością nie ma nic
na twarzy, jak niektórzy klienci Gangi. Na ramieniu uwiecznił datę
zdobycia tytułu US Open 2022. W ową niedzielę 11 września 2022 roku
zdobył również punkty rankingowe, które po raz pierwszy wyniosły go na
czołową pozycję rankingu. Powiedział kiedyś Martinie Navrátilovej, że
miał szczęście, bo tego samego dnia spełniły się dwa jego marzenia -?a dzięki temu wystarczył mu jeden tatuaż, aby je upamiętnić. Nad kostką ma
również truskawkę i datę wygranej na Wimbledonie w 2023 roku, a na nodze
wieżę Eiffla i datę zdobycia tytułu Roland-Garros w 2024 roku. Alcaraz
czuje się swobodnie w towarzystwie Gangi; chętnie zgodził się na
sfilmowanie, jak udaje, że tatuuje koledze nadgarstek -?tuż obok korony
LeBrona Jamesa -?a następnie opublikował to w mediach społecznościowych.
Najważniejszym bodaj ze wszystkich tatuaży Alcaraza jest ten na
wewnętrznej stronie jego lewego nadgarstka, gdzie widnieją litery "CCC",
oznaczające cabeza, corazón, cojones. Głowa, serce, jaja.
To dziadek nauczył go, że aby odnieść sukces na korcie, potrzebne są
właśnie te trzy rzeczy -?chociaż, jak sam nestor później przyznał, nie
wyobrażał sobie, że te słowa będą tak często powtarzane i nabiorą
takiego znaczenia. Dziadek -?który zaczął grać w tenisa dopiero w wieku
trzydziestu lat, i to tylko rekreacyjnie -?nie spodziewał się, że jego
wnuk potraktuje to zdanie tak poważnie. Nie oczekiwał też, że Carlos
odniesie równie oszałamiający sukces. Dziadek Alcaraza zawsze uważał
Carlosa za osobę bardzo inteligentną i obdarzoną wyjątkowym umysłem:
więc głowa była "z głowy"; widział też, że wnuk naturalnie kieruje się
sercem. Jeśli zaś chodzi o atrybuty męskości, dziadek używał czasami
slangowego słowa huevos, czyli po hiszpańsku "jajka". Powiedział
młodemu Carlosowi, że należy ich używać w pozytywny sposób, aby wygrywać
mecze, a nie narzekać.
Można się podśmiewać, ale jeśli odwiedzi się El Palmar i porozmawia z mieszkańcami, między innymi z właścicielem kawiarni, który dla uczczenia
cojones Alcaraza sprzedaje małe okrągłe ciastka, łatwo pojąć, jak
wiele te słowa znaczą dla Carlosa. W przeciwnym razie niby czemu miałby
sobie robić taki tatuaż? I dlaczego firma Nike, która sponsoruje jego
odzież i obuwie, podarowałaby mu spersonalizowane buty ozdobione słowami
cabeza, corazón, cojones oraz złotymi obrazkami z mózgiem, sercem i piłkami tenisowymi? Alcaraz jest miłośnikiem sneakersów i kolekcjonerem
poszukującym rzadkich butów, takich jak para Nike stworzona przez
nieżyjącego już projektanta mody Virgila Abloha, więc otrzymanie tych
butów sprawiło mu ogromną radość (mimo że w pokoju ma mało miejsca na
przechowywanie swojej kolekcji).
"Carlitos zawsze stara się stosować tę radę w praktyce", mówi Sarria.
"Dziadek udzielił mu tej rady, gdy chłopak był młody -?próbował nauczyć
Carlitosa, że podczas gry potrzebne są cojones, ale trzeba też używać
głowy, czyli mózgu, a także mieć motywację do tego, co się robi, czyli
wkładać w to serce. Bez tych trzech rzeczy nie da się osiągnąć takiego
poziomu, do jakiego się dąży. Carlitos kocha i podziwia swojego dziadka.
Jego nauki pozostały w nim na zawsze".
Jeśli Alcaraz przeżywa trudne chwile lub mecz nie idzie po jego myśli,
rozważa to, co powiedział mu dziadek. Czerpie z tych słów inspirację,
której potrzebuje, aby zmusić się do jeszcze większego wysiłku. "Wnuk
powinien słuchać i przyjmować rady dziadka", mówi były trener sportowca,
Kiko Navarro, i właśnie to robi Alcaraz. "Carlitos bardzo ceni i kocha
swojego dziadka. Jego rady dotyczące głowy, serca i jaj [wywarły na
niego duży wpływ], więc kiedy Carlitosowi się nie układa, zawsze wraca
pamięcią do tego, co dziadek powiedział", dodaje Navarro. "Carlitos w każdym meczu stara się dać z siebie wszystko. Ważne jest, aby grać w tenisa z głową i oczywiście nie szczędzić wysiłków na korcie; Carlitos
wie o tym i tak właśnie robi".
Mózg, serce i jaja -?plus królowie, królowe i pionki. Lekcje życia,
których udzielał Alcarazowi dziadek, obejmowały również wprowadzenie
Carlitosa w świat szachów (na długo przed tym, nim serial Gambit
królowej wylansował modę na szachy). Ilekroć Alcaraz wygrał partię,
dziadek nagradzał go torebką słodyczy. Tenisista pokochał szachy i nawet
na tourze nadal gra w nie tak często, jak tylko może, a także
przynajmniej raz publicznie na Plaza de Las Flores w Murcji przeciwko
pewnemu starszemu panu z miejscowego klubu szachowego. Dziadek Alcaraza
uważał, że szachy pomogą Carlosowi uporządkować myśli. Alcaraz dostrzega
podobieństwa między szachownicą a kortem tenisowym -?konieczność ciągłej
koncentracji, świadomość, że chwila nieuwagi może kosztować zwycięstwo,
oraz nacisk na myślenie strategiczne, na próbę zrozumienia planów
przeciwnika i planowanie ruchów, które nastręczą mu trudności. Szachy
wyostrzają i usprawniają umysł Alcaraza. Dziadek zbiera artykuły o Carlitosie do albumu z wycinkami. Nie przeszkadza mu też, że musi
wstawać bardzo wcześnie, aby oglądać swojego wnuka, bo rankiem nie
pracuje.
Dziadkowie Alcaraza ukształtowali jego sposób postrzegania świata, a także wpłynęli na to, co zabiera ze sobą na turnieje -?torba na rakiety,
którą bierze na kort, zawiera obrazki z la Virgen de la Fuensanta,
patronką Murcji, podarowane mu przez babcię.