CADEN. Crazy Love. Tom 3 - Monika Nawara

Kup ebooka

44.90 zł
35.92 zł (33,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Roz­dział 1

Ca­den

- Cześć, Em - rzu­ci­łem we­soło, wy­cho­dząc na ta­ras.

Emma wy­le­gi­wała się na le­żaku w pro­mie­niach wrze­śnio­wego słońca, ko­rzy­sta­jąc z wol­nego po­po­łu­dnia.

Nie od­po­wie­działa, ale gdy tylko pod­sze­dłem bli­żej, do­my­śli­łem się dla­czego. Słu­chała mu­zyki, i to dość gło­śno, skoro sta­jąc obok niej, roz­po­zna­łem ze­spół Me­tal­lica i je­den z ich lep­szych utwo­rów, czyli Unfor­gi­ven. Kom­plet­nie nie zwa­żała na bra­ter­ską tro­skę, gdy su­ge­ro­wa­łem, że bę­dzie miała w przy­szło­ści pro­blemy ze słu­chem, je­śli da­lej bę­dzie mal­tre­to­wać swoje bę­benki ta­kim po­zio­mem de­cy­beli.

Usia­dłem na le­żaku obok i spoj­rza­łem na sio­strę. Miała przy­mknięte oczy i po­dry­gi­wała stopą w rytm mu­zyki, sku­pia­jąc się na dźwię­kach. Nie my­śląc za wiele, się­gną­łem do słu­cha­wek i szarp­ną­łem za ka­be­lek, co spra­wiło, że na­gle jedna wy­su­nęła się z ucha, czym na­tych­miast zdra­dzi­łem swoją obec­ność.

Jak tylko mnie za­uwa­żyła, gniew­nie zmru­żyła brwi i prych­nęła pod no­sem, od­kła­da­jąc słu­chawki na uda.

- Coś się stało? - Pod­nio­sła się wy­żej i za­plo­tła ręce na klatce.

- Nie.

Wzru­szy­łem non­sza­lancko ra­mio­nami, nie re­agu­jąc na mro­żące krew w ży­łach spoj­rze­nie, po­nie­waż nie ro­biło już na mnie więk­szego wra­że­nia.

- A mu­siało się coś stać? Chcia­łem tylko po­ga­dać.

- No to słu­cham - burk­nęła, ale wy­raź­nie zmię­kła i już nie była tak wrogo na­sta­wiona jak se­kundę wcze­śniej.

- Co ro­bisz dzi­siaj wie­czo­rem? Masz ja­kieś plany?

Od czasu do czasu za­bie­ra­łem gdzieś sio­strę. Po­mimo dzie­lą­cej nas róż­nicy wieku lu­bi­łem spę­dzać z nią czas, a do­dat­kowo zde­cy­do­wa­nie bar­dziej wo­la­łem ją za­brać do kina, niż za­mar­twiać się, gdy wy­cho­dziła gdzieś ze zna­jo­mymi.

- Jest so­botni wie­czór, więc to na­tu­ralne, że mam plany, ale za­wsze mogę je zmie­nić. Co pro­po­nu­jesz? - Spoj­rzała na mnie po­dejrz­li­wie, cier­pli­wie cze­ka­jąc na od­po­wiedź.

- Po­my­śla­łem, że mo­gli­by­śmy wy­brać się ra­zem do kina na no­wego Bonda... A póź­niej do mek­sy­kań­skiej knajpy. Co my­ślisz?

- Nie wy­bie­rasz się z przy­ja­ciółmi na im­prezę? W końcu dzi­siaj so­bota. - Przy­glą­dała mi się in­ten­syw­nie, za­pewne wy­czu­wa­jąc ja­kiś pod­stęp.

- Nie. Do­brze wiesz, że Ga­briel i Lo­gan wy­pa­dli z ka­wa­ler­skiego obiegu i chwi­lowo wolą spę­dzać czas ze swo­imi po­łów­kami. A Rick... Ostat­nia im­preza nie na­le­żała do uda­nych. Mało bra­ko­wało, a skoń­czył­bym z pod­bi­tym okiem, bo ten idiota pod­ry­wał za­jętą la­skę - sark­ną­łem pod no­sem, wspo­mi­na­jąc ostat­nie wy­bryki wspól­nika. - A po dru­gie, to je­stem pad­nięty. Ten ty­dzień był wy­jąt­kowo ciężki i szcze­rze mó­wiąc, to nie mam siły na pląsy na par­kie­cie, o in­nych ak­tyw­no­ściach nie wspo­mi­na­jąc. - Od­chrząk­ną­łem ner­wowo, bo nie­chcący za bar­dzo za­pę­dzi­łem się w opo­wie­ściach i zwie­rze­niach. - No więc jak, dasz się na­mó­wić?

- Chęt­nie, ale mam je­den wa­ru­nek. Sta­wiasz dużą por­cję kar­me­lo­wego po­pcornu i colę - przy­tak­ną­łem, uśmie­cha­jąc się pod no­sem. - Świet­nie, bo i tak nie za­mie­rza­łam ni­g­dzie wy­cho­dzić. Mandy chciała iść na do­mówkę do ta­kiego jed­nego pa­lanta, ale nie bar­dzo mia­łam ochotę, więc faj­nie, bra­ciszku, że zna­la­złeś czas dla młod­szej sio­strzyczki. - Pod­nio­sła się z pręd­ko­ścią świa­tła i cmok­nęła mnie w po­li­czek.

Zer­k­ną­łem na ze­ga­rek, żeby się zo­rien­to­wać, o któ­rej po­win­ni­śmy się zbie­rać, aby zdą­żyć na se­ans.

- Wy­cho­dzimy za go­dzinę!

- Okej. - Uśmiech­nęła się za­do­wo­lona i znik­nęła w środku, zgar­nia­jąc wcze­śniej słu­chawki i te­le­fon z le­żaka.

Póki Emma wy­cho­dziła ze mną chęt­nie do kina, na kon­certy czy ko­la­cje, za­mie­rza­łem z tego ko­rzy­stać. Ko­cha­łem ją i w ten spo­sób sta­ra­łem się za­stą­pić jej brak ojca.

Jesz­cze chwila, a waż­niej­sze będą przy­ja­ciółki czy - nie daj Boże - ja­kiś chło­pak. O tym ostat­nim na­wet wo­la­łem nie my­śleć, bo dło­nie sa­mo­ist­nie za­ci­skały mi się w pię­ści.

Od czte­rech lat, czyli od wy­padku ojca, mama i sio­stra za­miesz­kały w moim domu. Chcia­łem mieć je bli­sko i za­opie­ko­wać się nimi, tym bar­dziej że mama przez kilka dłu­gich mie­sięcy nie po­tra­fiła po­go­dzić się ze śmier­cią męża. Ab­so­lut­nie nie dzi­wiło mnie to, po­nie­waż mimo trzy­dzie­sto­let­niego stażu da­lej byli za­ko­chani w so­bie jak wa­riaci. Jego śmierć roz­trza­skała jej serce, ale na szczę­ście te­raz czuła się już znacz­nie le­piej.

Na po­rządku dzien­nym były sprzeczki i prze­ko­ma­rza­nie z młod­szą sio­strą, ale i tak mia­łem do niej wię­cej cier­pli­wo­ści niż mama, więc wszy­scy byli za­do­wo­leni. Zda­wa­łem so­bie sprawę z tego, że je­stem na­do­pie­kuń­czym bra­tem, ale każdy na moim miej­scu za­cho­wy­wałby się po­dob­nie. Na­wet je­śli mia­łem do niej za­ufa­nie, to za cho­lerę nie ufa­łem jej na­pa­lo­nym ko­le­gom.

Do­sko­nale pa­mię­ta­łem, o czym my­śla­łem w tym wieku, i nie mo­głem po­zwo­lić, żeby ja­kiś mło­kos krę­cił się przy mo­jej sio­strze. A przy­naj­mniej łu­dzi­łem się, że mam na to ja­ki­kol­wiek wpływ. Sta­ra­łem się ją uchro­nić przed po­peł­nie­niem błę­dów, ale prawda była taka, że tylko ona sama mo­gła ich unik­nąć, więc po­zo­sta­wała roz­mowa i za­ufa­nie.

Póź­nym wie­czo­rem w do­brych na­stro­jach zmie­rza­li­śmy pie­szo do re­stau­ra­cji, od­da­lo­nej od kina o za­le­d­wie dwie prze­cznice, jed­no­cze­śnie wy­mie­nia­jąc dość zróż­ni­co­wane po­glądy na te­mat filmu.

- O! Cześć, Ca­den! - Na­gle wy­ro­sła przede mną ko­bieta, sku­tecz­nie ta­ra­su­jąc nam drogę. Są­dząc po jej sze­ro­kim uśmie­chu i tym, że znała moje imię, to nie­stety z ni­kim mnie nie po­my­liła.

Tylko dla­czego nie mogę jej so­bie za cho­lerę przy­po­mnieć?

Nie ko­ja­rzy­łem ani jej twa­rzy, ani tym bar­dziej głosu, więc je­dyny wnio­sek, jaki się na­su­wał, był taki, że była jed­no­nocną przy­godą...

Cho­lera!

- Chyba mnie pani z kimś po­my­liła - od­chrząk­ną­łem ner­wowo, sta­ra­jąc się ja­koś wy­brnąć z tej sy­tu­acji.

Za­mie­rza­łem szybko za­koń­czyć to że­nu­jące spo­tka­nie i unik­nąć dal­szej roz­mowy na te­mat, który nie­ko­niecz­nie chciał­bym roz­wi­jać przy młod­szej sio­strze. Em nie po­winna słu­chać o tym, ja­kie pro­wa­dzę ży­cie to­wa­rzy­skie i jaka prze­szłość łą­czy mnie z cy­catą blon­dyną.

Po­iry­to­wany zer­k­ną­łem ką­tem oka na Emmę, która wy­glą­dała na roz­ba­wioną. Za­do­wo­lony uśmiech błą­kał się po jej twa­rzy - z wy­raźną eks­cy­ta­cją cze­kała na dal­szy roz­wój wy­da­rzeń.

- No coś ty, nie rób so­bie jaj! Gdy wi­dzie­li­śmy się ostat­nio, mó­wi­łeś, że ni­gdy mnie nie za­po­mnisz - wy­mru­czała nie­zna­joma, pod­cho­dząc bli­żej, tak że jej po­więk­szone piersi sty­kały się z moim tor­sem.

- Prze­pra­szam, ale to ja­kaś po­myłka. Spie­szymy się - za­koń­czy­łem sta­now­czo na­szą krótką wy­mianę zdań, ma­jąc złudną na­dzieję, że od­pu­ści, po czym zro­bi­łem szybko krok w bok, sta­ra­jąc się ją wy­mi­nąć.

Nie­stety blon­dyna prze­wi­działa, że za­mie­rzam się ulot­nić, więc na­tych­miast za­re­ago­wała, wy­ko­nu­jąc ten sam ruch.

Spró­bo­wa­łem jesz­cze dwa razy, iry­tu­jąc się co­raz bar­dziej, ale blon­dyna nie da­wała za wy­graną. Z boku wy­glą­dało to pew­nie na ja­kiś dziwny ta­niec dwojga lu­dzi, któ­rzy od­gry­wali ka­ba­ret na środku chod­nika. Mnie jed­nak w ogóle nie było do śmie­chu.

Chwila dzie­liła mnie od po­trzą­śnię­cia tą upartą ko­bietą. Pro­wa­dzi­łem firmę, ucho­dzi­łem za po­waż­nego czło­wieka, a w tej chwili ro­bi­łem z sie­bie dur­nia - bra­ko­wało tylko, żeby zo­ba­czył mnie któ­ryś z kon­tra­hen­tów.

- Prze­pra­szam? - wark­ną­łem nie­miło, gdy sta­nęła tak bli­sko, że mdlący za­pach jej per­fum do­pro­wa­dził mnie w se­kundę do bia­łej go­rączki.

Na­stęp­nym ra­zem, za­nim dam się za­cią­gnąć na małe ob­cią­ganko w klu­bo­wej to­a­le­cie, upew­nię się, że ko­bieta nie ma pro­ble­mów psy­chicz­nych. O ile w ogóle jest to moż­liwe do zdia­gno­zo­wa­nia w so­bot­nią noc, kiedy więk­szość by­wal­ców klubu wlewa w sie­bie hek­to­li­try al­ko­holu i nikt nie my­śli trzeźwo.

- Nie de­ner­wuj się tak - rzu­ciła pi­skli­wie, su­nąc dło­nią wzdłuż mo­jego torsu.

No tego to już za wiele!

Może w in­nych oko­licz­no­ściach, po kilku drin­kach i przede wszyst­kim bez sio­stry u boku sku­sił­bym się na małe co nieco, ale te­raz na­tar­czy­wość tej ko­biety po pro­stu po­twor­nie mnie wkur­wiała.

Gło­śne par­sk­nię­cie Emmy zmo­bi­li­zo­wało mnie do dra­stycz­nych po­su­nięć. Spoj­rza­łem na sio­strę, ścią­ga­jąc groź­nie brwi, ale to i tak nie­wiele po­mo­gło. Śmiała się pod no­sem, ukry­wa­jąc uśmiech za dło­nią. Miała taki ubaw, jakby co naj­mniej oglą­dała za­je­bi­ście śmieszny ka­ba­ret.

Ro­bi­łem z sie­bie idiotę, i to na wła­sne ży­cze­nie.

- Idziemy, Em - syk­ną­łem, chwy­ta­jąc sio­strę za dłoń. - Bo szlag mnie za­raz trafi!

Gdy od­cho­dzi­łem po­spiesz­nym kro­kiem, na­wet nie oglą­da­jąc się za sie­bie, sły­sza­łem jesz­cze cy­catą blon­dynę, która coś krzy­czała, i to cho­ler­nie gło­śno, zwra­ca­jąc tym sa­mym uwagę więk­szo­ści prze­chod­niów.

- Szur­nięta baba - jęk­ną­łem pod no­sem.

- Ale za­bawa! - Emma ro­ze­śmiała się gło­śno, gdy tylko skrę­ci­li­śmy w prawo, zni­ka­jąc blon­dy­nie z wi­doku. - Nie są­dzi­łam, że za­pew­nisz mi dzi­siaj ta­kie atrak­cje.

- To nie jest śmieszne. To tylko ja­kaś wa­riatka, do tego strasz­nie na­chalna.

- Czyli że wi­dzia­łeś ją pierw­szy raz w ży­ciu? - na­śmie­wała się ze mnie, ale i tak za­mie­rza­łem się da­lej trzy­mać swo­jej wer­sji.

- Oczy­wi­ście, że tak! - Nie­znacz­nie pod­nio­słem wzrok, zer­ka­jąc na sio­strę.

- Ja­sne - par­sk­nęła pod no­sem. - Wiesz, kła­mać, to ty nie po­tra­fisz. Na­stęp­nym ra­zem bądź po pro­stu bar­dziej sta­now­czy albo znajdź so­bie dziew­czynę, taką na stałe... Bo naj­wy­raź­niej te twoje przy­godne ro­manse są bar­dzo pa­mię­tliwe i rosz­cze­niowe.

- Chyba nie chcę z tobą roz­ma­wiać na ten te­mat. - Zmie­rza­łem do re­stau­ra­cji, co­raz bar­dziej pod­mi­no­wany za­cho­wa­niem na­chal­nej la­ski.

- Ale ja chcę - jęk­nęła za­wie­dziona. - No weź! To było na­prawdę za­bawne.

- Nie. Nie było i skończmy wresz­cie tę roz­mowę.

- Wra­ca­jąc do te­matu... - za­częła po chwili Emma, nie da­jąc za wy­graną. - Gdy­byś miał dziew­czynę, tak na po­waż­nie, to ja zy­ska­ła­bym star­szą sio­strę. Mo­gła­bym z nią plot­ko­wać i roz­ma­wiać na różne te­maty. - Roz­ma­rzyła się, na­krę­ca­jąc co­raz bar­dziej.

Na myśl o sta­łej dziew­czy­nie do­sta­wa­łem wy­sypki. Nie po­trze­bo­wa­łem zo­bo­wią­zań. Było mi ide­al­nie tak jak te­raz, pod wa­run­kiem że ko­biety, które do­świad­czyły za­szczytu spę­dze­nia ze mną kilku mi­nut sam na sam, nie ro­bią mi scen na środku chod­nika w cen­trum mia­sta!

- Ale o czym chcesz roz­ma­wiać? Prze­cież masz mnie.

Zer­k­ną­łem na nią zdu­miony. Są­dzi­łem na­iw­nie, że świet­nie się do­ga­du­jemy i że je­stem dla niej wspar­ciem, ale naj­wy­raź­niej ist­niały te­maty, któ­rych nie chciała ze mną po­ru­szać.

- Są sprawy, o któ­rych nie za­mie­rzam z tobą roz­ma­wiać - wy­mam­ro­tała pod no­sem.

- Ja­kie niby?! Je­stem twoim star­szym bra­tem i mo­żesz do mnie przyjść z każ­dym pro­ble­mem.

Pro­wa­dzi­li­śmy na­szą roz­mowę aż do mo­mentu, gdy za­trzy­ma­li­śmy się przed wej­ściem do re­stau­ra­cji.

- No wiesz... Na przy­kład o sek­sie - stwier­dziła pew­nie, a mnie po pro­stu za­tkało.

Miała sie­dem­na­ście lat, więc to za wcze­śnie na roz­mowy o sek­sie, już nie wspo­mi­na­jąc o jego upra­wia­niu!

Czy się mylę?!

- Hej! Co za nie­spo­dzianka! - Ze stanu zdu­mie­nia wy­bu­dził mnie zna­jomy i przy­jemny dla ucha głos.

Prze­nio­słem skon­ster­no­wane spoj­rze­nie z sio­stry na ko­bietę, która stała przed nami.

- Alex?! - Ode­tchną­łem z ulgą, bo dzięki temu prze­rwa­li­śmy roz­mowę na ten bar­dzo nie­kom­for­towy dla mnie te­mat.

- No ra­czej! - sark­nęła roz­ba­wiona i cmok­nęła mnie szybko w po­li­czek. - Cześć, Emma!

Dziew­czyny wpa­dły so­bie w ob­ję­cia. Znały się od ja­kie­goś czasu i z tego, co się orien­to­wa­łem, świet­nie się ze sobą do­ga­dy­wały.

- Cześć, Alex. Strasz­nie się cie­szę, że cię wi­dzę! Nie uwie­rzysz, co się przed chwilą wy­da­rzyło. Ja­kiś nie­ziem­ski ka­ba­ret! W su­mie szkoda, że tego nie na­gra­łam!

Mu­sia­łem na­tych­miast prze­rwać traj­ko­ta­nie sio­stry. Nie wszy­scy mu­sieli się prze­cież od razu do­wia­dy­wać, że zro­bi­łem z sie­bie dur­nia na środku ulicy.

- Skąd się tu wzię­łaś? - Za­da­łem pierw­sze py­ta­nie, ja­kie przy­szło mi do głowy.

- Mia­łam randkę w ciemno. - Zmarsz­czyła brwi i zro­biła kwa­śną minę, więc fa­cet chyba nie przy­padł jej do gu­stu. - Choć tego spo­tka­nia ra­czej nie można tak na­zwać.

- Ja­dłaś coś? Czy nie zdą­ży­łaś?

Mia­łem na­dzieję, że jed­nak da się na­mó­wić na na­sze to­wa­rzy­stwo. Pod­skór­nie czu­łem, że Emma po­now­nie bę­dzie chciała po­roz­ma­wiać na te­maty, któ­rych ja ab­so­lut­nie nie za­mie­rza­łem po­ru­szać z moją sie­dem­na­sto­let­nią sio­strą, przy­naj­mniej do czasu, aż się do tego ja­koś psy­chicz­nie nie przy­go­tuję.

- Nie zdą­ży­łam.

- No to chodź z nami. Opo­wiem ci, kogo przed chwilą spo­tka­li­śmy. Bę­dzie faj­nie - za­chę­cała ją sio­stra, cie­sząc się na myśl, że za­raz opo­wie ze szcze­gó­łami o spo­tka­niu z cy­catą blon­dyną.

- Ja­sne. Czemu nie. - Ob­da­rzyła Emmę pięk­nym, szcze­rym uśmie­chem, a po chwili spoj­rzała na mnie. Chyba nie mia­łem zbyt za­do­wo­lo­nej miny, bo do­dała: - No, chyba że masz coś prze­ciwko?

- Oczy­wi­ście, że nie. Za­pra­szam. - Otwo­rzy­łem drzwi i te­atral­nym ge­stem za­pro­si­łem dziew­czyny do środka.

Jak tylko we­szli­śmy, za­czą­łem się roz­glą­dać za wol­nym sto­li­kiem. Była to jedna z lep­szych mek­sy­kań­skich re­stau­ra­cji przy Ve­nice Be­ach, więc w so­botni wie­czór za­zwy­czaj cie­szyła się spo­rym za­in­te­re­so­wa­niem. Cza­sami wy­bie­ra­li­śmy to miej­sce na spo­tka­nie z przy­ja­ciółmi, więc w su­mie nie dzi­wiła mnie obec­ność Alex.

- Jed­nak wró­ci­łaś. Czyż­byś zmie­niła zda­nie? - do­tarł do mnie mę­ski, kpiący głos, więc spoj­rza­łem w prawo i mój wzrok za­trzy­mał się na wy­so­kim blon­dy­nie. Jego wy­gląd ja­sno su­ge­ro­wał, że zde­cy­do­wa­nie zbyt czę­sto od­wie­dzał si­łow­nię albo prze­sa­dził ze ste­ry­dami, a przy oka­zji zo­rien­to­wa­łem się, że po­że­rał wzro­kiem Alex.

Co, do chuja?! To jest jej dzi­siej­sza randka?! Nie są­dzi­łem, że gu­stuje w na­pa­ko­wa­nych cym­ba­łach!

- Zwa­rio­wa­łeś?! Ni­gdy w ży­ciu! - wark­nęła nie­miło i po kilku se­kun­dach stała przed męż­czy­zną, za­dzior­nie pod­no­sząc głowę. - Mo­żesz so­bie tylko po­ma­rzyć! Żeby mnie za­in­te­re­so­wać, trzeba mieć mózg, a są­dząc po na­szej krót­kiej roz­mo­wie, to nie­stety, ale naj­wy­raź­niej na­tura po­ską­piła ci tego na­rządu. - Uśmiech­nęła się chy­trze, czym zde­cy­do­wa­nie roz­ju­szyła fa­ceta. Mo­men­tal­nie po­czer­wie­niał na twa­rzy, a dło­nie za­ci­snął tak mocno, że wszyst­kie żyły na jego przed­ra­mio­nach stały się nie­bez­piecz­nie wi­doczne.

- Je­steś bar­dzo py­skata. I na­wet mi się to po­doba. - Zro­bił krok w jej stronę. - Naj­wy­raź­niej nie wiesz, co to do­bra za­bawa, a za­pew­niam cię, że za­jął­bym się tobą per­fek­cyj­nie. Ję­cza­ła­byś i skom­lała o wię­cej - mruk­nął ci­szej, na­chy­la­jąc się nad nią.

Te cham­skie słowa pew­nie miały do­trzeć tylko do niej, ale że sta­łem dość bli­sko, to wszystko usły­sza­łem. Już mia­łem za­in­ter­we­nio­wać, ale ta imi­ta­cja męż­czy­zny się wy­pro­sto­wała, więc li­czy­łem, że za­koń­czy już swój fa­scy­nu­jący wy­wód i po pro­stu wyj­dzie.

Jed­nak te słowa jesz­cze bar­dziej roz­sier­dziły Alex.

- Trzy­maj­cie mnie, bo za­raz ci... Zejdź mi z oczu i ra­dzę ci za­pi­sać się na kurs do­brych ma­nier, bo z tym naj­wy­raź­niej też je­steś na ba­kier. Z ta­kim po­dej­ściem to żadna ko­bieta nie bę­dzie na tyle głu­pia, żeby na­brać się na te wąt­pli­wej ja­ko­ści... - syk­nęła obu­rzona jego sło­wami, na­pi­na­jąc się jak struna.

- Słu­chaj, lalka. Nie bę­dziesz mi tu...

Sta­ną­łem po­mię­dzy nimi, za­sła­nia­jąc Alex swoim cia­łem, i pod­nio­słem dłoń, żeby uspo­koić tego ba­rana. Z przy­jem­no­ścią po­czę­sto­wał­bym go pra­wym sier­po­wym, ale nie chcia­łem da­wać złego przy­kładu sio­strze. Ten miły wie­czór nie po­wi­nien za­koń­czyć się de­molką w re­stau­ra­cji.

Prze­moc w więk­szo­ści przy­pad­ków nie roz­wią­zy­wała pro­ble­mów, choć te­raz mia­łem na to ogromną ochotę, aż czu­łem prze­ra­ża­jące mro­wie­nie w dło­niach, żeby dać temu fa­ce­towi na­uczkę za wku­rze­nie mo­jej przy­ja­ciółki.

- Wy­star­czy, stary. Zro­bi­łeś przed­sta­wie­nie, więc naj­wyż­sza pora, że­byś opu­ścił lo­kal. - Zdo­by­łem się na spo­kojny ton, tłu­miąc wście­kłość i chęć przy­wa­le­nia mu w ten tępy ryj.

Fa­cet, jakby wy­rwany z amoku, ro­zej­rzał się wresz­cie do­okoła i szybko się zo­rien­to­wał, jak wiele par oczu śle­dziło roz­wój zda­rzeń.

Gło­śno wes­tchnął, po czym ob­da­rzył Alex groź­nym spoj­rze­niem, mru­cząc coś pod no­sem. W końcu wy­szedł, osten­ta­cyj­nie trza­ska­jąc drzwiami re­stau­ra­cji.

- To do­piero była ak­cja! - pod­su­mo­wała Em, kom­plet­nie nie zwra­ca­jąc uwagi na pe­łen na­pię­cia wzrok Alex.

- Do­bra. Dość tych prze­dziw­nych sy­tu­acji na dzi­siaj. Sia­damy? - Wska­za­łem dziew­czy­nom sto­lik pod oknem.

Roz­dział 2

Alex

- Co za im­be­cyl?! Po pro­stu nie wie­rzę! - Za­ję­łam miej­sce przy sto­liku. - Czy wszy­scy fa­ceci są ta­kimi pa­lan­tami? - Spoj­rza­łam na przy­ja­ciela, ra­czej nie li­cząc na od­po­wiedź.

- Nie wszy­scy. - Ca­den po­chy­lił się nad sto­li­kiem. - Skąd go wy­trza­snę­łaś? Nie są­dzi­łem, że kręcą cię na­pa­ko­wani ga­wę­dzia­rze...

- Bo nie kręcą! - obu­rzy­łam się, zdzi­wiona tym, ja­kie wy­snuł wnio­ski. - An­gela mnie umó­wiła. To jej brat.

- Kim jest An­gela? I dla­czego cię tak wy­sta­wiła? - za­py­tała Emma, wpa­tru­jąc się we mnie ro­ze­śmiana.

- To moja pra­cow­nica. Ca­den zdą­żył ją już po­znać, i to bar­dzo wni­kli­wie, prawda? - po­wie­dzia­łam za­czep­nie, a on gło­śno prze­łknął ślinę, szu­ka­jąc pew­nie w pa­mięci damy o tym imie­niu. - Da­łam się po­dejść. Za­chwa­lała go, a ja ule­głam, bę­dąc po pro­stu lekko zde­spe­ro­wana - szep­nę­łam, uni­ka­jąc wzroku przy­ja­ciela.

Na­szą roz­mowę prze­rwał kel­ner, który po­ja­wił się przy sto­liku.

- Czarna kawa, po­dwójny rum z lo­dem i cola - rzu­cił Ca­den ner­wo­wym gło­sem, za­ma­wia­jąc od razu dla wszyst­kich.

- Oczy­wi­ście. Za­raz po­daję. - Kel­ner od­da­lił się po­spiesz­nie, a ja mia­łam na­dzieję, że jak naj­szyb­ciej przy­nie­sie mi al­ko­hol.

Po­trze­bo­wa­łam pro­cen­tów, żeby uspo­koić się po spo­tka­niu z tym ne­an­der­tal­czy­kiem.

- Ca­den? Czyżby An­gela to ko­lejna ko­bieta, którą znasz, choć bę­dziesz się tego wy­pie­rał? - za­py­tała Emma.

Te słowa lekko mnie za­sko­czyły. Ich bez­po­śred­niość mnie roz­ba­wiła, a brat dziew­czyny ab­so­lut­nie nie był przy­go­to­wany na ten przy­tyk. Za­stygł i chyba nie bar­dzo wie­dział, co od­po­wie­dzieć.

Uśmiech­nę­łam się pod no­sem. Sły­sza­łam co nieco o pod­bo­jach Ca­dena i coś mi mó­wiło, że z re­guły nie pa­mię­tał imie­nia ko­biety, z którą spę­dził na­miętne chwile.

- Emma, wspo­mi­na­łaś o ja­kiejś ko­bie­cie, za­nim we­szli­śmy do re­stau­ra­cji - za­czę­łam nie­win­nie, zer­ka­jąc na co­raz bar­dziej po­iry­to­wa­nego przy­ja­ciela.

- Tak. Spo­tka­li­śmy jego ko­le­żankę i na pewno go znała, po­nie­waż przy­wi­tała go, wy­po­wia­da­jąc jego imię. Nie­stety Ca­den za­cho­wał się bar­dzo nie­grzecz­nie, bo do sa­mego końca szedł w za­parte, utrzy­mu­jąc, że to po­myłka.

- Czyli to była "ta" ko­le­żanka? - Po­ru­szy­łam brwiami, żeby pod­kre­ślić od­po­wied­nie słowo.

Ca­den par­sk­nął gło­śno śmie­chem, pod­niósł fi­li­żankę i upił łyk gorz­kiej kawy, którą przed chwilą po­sta­wił przed nim kel­ner.

- Gdy chciał ją wy­mi­nąć, za­stą­piła mu drogę i przez chwilę upra­wiali ja­kiś dziwny ta­niec na środku chod­nika. On w prawo, ona w lewo i na od­wrót. To wy­glą­dało ko­micz­nie. Ca­den chyba się na­wet de­li­kat­nie prze­stra­szył - do­dała Em, krę­cąc roz­ba­wiona głową. - Było mi jej przez to tro­chę szkoda. Ewi­dent­nie ją znał...

- Za­cho­wa­łeś się bar­dzo nie­ład­nie - oznaj­mi­łam sta­now­czym gło­sem, na­bi­ja­jąc się z przy­ja­ciela. - Jaki ty da­jesz przy­kład sio­strze? Wstydź się!

- Ni­gdy nie obie­cuję po­wtórki z roz­rywki. Nie wiem, może od­nio­sła mylne wra­że­nie? Coś mi się jed­nak wy­daje, że twoja opo­wieść bę­dzie dużo lep­sza. - Uśmiech­nął się ką­ci­kiem ust, cze­ka­jąc na szcze­góły.

- W za­sa­dzie to nie ma co opo­wia­dać - jęk­nę­łam za­kło­po­tana, czu­jąc, jak ru­mie­niec po­krywa moje po­liczki. - Gdy tylko go zo­ba­czy­łam, do­tarło do mnie, że zo­sta­łam wkrę­cona, i to z pre­me­dy­ta­cją.

- No to fajne masz te ko­le­żanki w pracy - sark­nęła pod no­sem Em.

- Nie wszyst­kie są ta­kie zoł­zo­wate, ale An­gela chyba chciała się de­li­kat­nie ze­mścić, po­nie­waż od do­brych kilku ty­go­dni wy­py­tuje mnie o cie­bie. - Prze­nio­słam wzrok na Ca­dena. - Już nie mó­wiąc o tym, że wszel­kimi moż­li­wymi spo­so­bami stara się wy­łu­dzić ode mnie twój nu­mer te­le­fonu. Bro­nię cię jak lwica, ale nie wiem, ile jesz­cze wy­trzy­mam - do­da­łam, uda­jąc prze­ra­że­nie. - Chyba nie może o to­bie za­po­mnieć.

- Dzięki, że mnie nie wy­da­łaś, księż­niczko. Je­stem twoim dłuż­ni­kiem. - Ca­den pu­ścił mi oczko i nie spusz­cza­jąc ze mnie wzroku, splótł ze sobą palce dłoni, po­ło­żone luźno na stole. - Naj­wy­raź­niej ko­biety nie po­tra­fią wy­rzu­cić mnie z pa­mięci.

- Tak, bra­ciszku. To już wiemy.

Ro­ze­śmia­łam się gło­śno, a po chwili do­łą­czyła do mnie rów­nież Emma. Przy­ja­ciel sie­dział na­prze­ciwko nie­wzru­szony i wcale nie było mu do śmie­chu.

Za­zdro­ści­łam mu ta­kiego luź­nego po­dej­ścia do seksu, po­nie­waż mia­łam tro­chę inne wy­obra­że­nie na te­mat in­tym­nych re­la­cji. Nie mo­głam i nie po­tra­fi­łam iść do łóżka z męż­czy­zną po­zna­nym kilka go­dzin wcze­śniej. Ha­mo­wała mnie ja­kaś we­wnętrzna blo­kada. W moim ży­ciu nie po­ja­wił się nikt godny uwagi, więc brak chło­paka ozna­czał brak seksu. Oczy­wi­ście po­tra­fi­łam o sie­bie za­dbać, ale bra­ko­wało mi mę­skich dłoni i cia­snych ra­mion. Po pro­stu bra­ko­wało mi męż­czy­zny.

- Alex, na­stęp­nym ra­zem uni­kaj ran­dek w ciemno. To dość nie­bez­pieczne - za­su­ge­ro­wał, mie­rząc mnie tro­skli­wym wzro­kiem. - Ten gość spra­wiał wra­że­nie nie­obli­czal­nego.

- Naj­wy­raź­niej ilość mię­śni nie idzie w pa­rze z po­zio­mem in­te­lektu - rzu­ciła wy­lu­zo­wana Emma, wpa­tru­jąc się z za­in­te­re­so­wa­niem w kartę dań.

- Na szczę­ście ta re­guła nie za­wsze się spraw­dza. Mam nie­sa­mo­wi­tego tre­nera cross­fitu, który łą­czy te ce­chy wręcz ge­nial­nie, więc to wszystko za­leży od fa­ceta. Ca­den, ty wiesz, że mam dwa­dzie­ścia pięć lat, prawda?

- Wiem, ale Lo­gan chyba nie byłby za­do­wo­lony z two­jego dzi­siej­szego rand­ko­wi­cza.

- Chyba mnie nie pod­ka­blu­jesz? - Upi­łam spory łyk rumu, żeby się choć tro­chę uspo­koić.

- Oczy­wi­ście, że nie. O ile obie­casz, że dasz so­bie spo­kój z rand­kami w ciemno.

- Słowo har­ce­rza. - Na­chy­li­łam się nad sto­łem i za­częła szep­tać tak, żeby Emma nie usły­szała: - Szcze­rze mó­wiąc, to zna­la­złam chyba inny spo­sób na to, żeby się ro­ze­rwać.

Ca­den za­stygł na mo­ment, kom­plet­nie nie ro­zu­mie­jąc, o czym mó­wię. I ab­so­lut­nie nie za­mie­rza­łam go uświa­da­miać. Już wi­dzia­łam oczami wy­obraźni, jaką za­ser­wo­wałby mi gadkę umo­ral­nia­jącą, a póź­niej po­gnałby z pręd­ko­ścią świa­tła i opo­wie­dział o wszyst­kim mo­jemu na­do­pie­kuń­czemu bratu. W ży­ciu nie za­mie­rza­łam się sama pod­kła­dać.

W su­mie wcze­śniej ten po­mysł wy­da­wał się sza­lony i to­tal­nie nie w moim stylu, ale po dzi­siej­szej randce i kilku ły­kach rumu już nie by­łam taka pewna, czy przy­pad­kiem to nie jest ide­alne roz­wią­za­nie.

- Zdra­dzisz ja­kieś szcze­góły? - do­py­ty­wał za­in­try­go­wany przy­ja­ciel, znacz­nie ści­sza­jąc głos.

- W ży­ciu! - Obie­ca­łam so­bie w du­chu, że nie pi­snę na­wet słowa o swo­ich pla­nach, po czym wy­pro­sto­wa­łam się na krze­śle i sku­pi­łam uwagę na przy­ja­cielu, który nie wy­glą­dał na za­do­wo­lo­nego.

Po chwili się jed­nak uśmiech­nął, ob­da­rza­jąc mnie tym cza­ru­ją­cym spoj­rze­niem, które za­pewne dzia­łało na więk­szość ko­biet.

- Daj spo­kój, Alex. Mnie mo­żesz po­wie­dzieć...

- Ja­sne. - Par­sk­nę­łam gło­śnym śmie­chem. - Je­steś jesz­cze gor­szy od Lo­gana. On ma świra na punk­cie mo­jego bez­pie­czeń­stwa, a te­mat mo­ich męż­czyzn jest u niego na li­ście za­ka­za­nej. On chyba da­lej my­śli, że mam pięt­na­ście lat. Coś mi się zresztą wy­daje, że ty nie je­steś lep­szy.

- Nie ro­zu­miem. O co ci cho­dzi? Je­steś młod­szą sio­strą mo­jego przy­ja­ciela, więc to nor­malne, że się o cie­bie mar­twię.

- Do­bra - wes­tchnę­łam ciężko. - Ta roz­mowa nie ma sensu.

- Okej. - Pod­niósł dło­nie w ge­ście pod­da­nia się, ale da­lej mnie czuj­nie ob­ser­wo­wał, pew­nie cze­ka­jąc, aż pęknę i wy­znam mu wszystko jak na spo­wie­dzi.

Nic z tego. Aku­rat ten se­kret mu­siał po­zo­stać se­kre­tem. Gdyby się do­wie­dział, że pla­nuję wy­brać się do eks­klu­zyw­nego klubu Moon - a zna­jąc go, to do­kład­nie wie­dział, co się w nim dzieje - to od razu wy­pa­plałby wszystko mo­jemu bratu, a ja do­sta­ła­bym szla­ban.

I to do końca ży­cia!

Go­dzinę póź­niej by­li­śmy już na­je­dzeni i roz­luź­nieni. Na szczę­ście Ca­den od­pu­ścił, więc po­ru­sza­li­śmy tylko luźne te­maty. W za­sa­dzie to chyba Emma ga­dała naj­wię­cej. Bra­ko­wało jej star­szej sio­stry, więc słu­ży­łam jej radą, bar­dzo przy­jem­nie spę­dza­jąc ten czas.

- Wszystko było prze­pyszne - oznaj­miła Emma, chwy­ta­jąc się za brzuch.

- Masz ra­cję. Cie­szę się, że na was wpa­dłam. Już my­śla­łam, że wrócę do domu głodna, bo ten cham sku­tecz­nie stłu­mił moje uczu­cie głodu.

- Dawno się nie wi­dzie­li­śmy - wy­pa­lił na­gle Ca­den, in­ten­syw­nie mi się przy­glą­da­jąc.

- To prawda - przy­tak­nę­łam, do­pi­ja­jąc resztę rumu. - Może coś zor­ga­ni­zu­jemy? Zbie­rzemy wszyst­kich i wresz­cie się spo­tkamy? Kluby od­pa­dają, prze­cież Lo­gan na pewno nie po­zwoli swo­jej cię­żar­nej dziew­czy­nie wdy­chać dymu pa­pie­ro­so­wego, bo to mo­głoby za­szko­dzić ma­leń­stwu.

- Masz ra­cję, a zna­jąc Ga­briela, to w klu­bie nie od­stę­po­wałby Ro­sa­lyn na­wet na krok, bo to prze­cież cho­lerny za­zdro­śnik.

- To może ja­kaś re­stau­ra­cja? Albo u nas w domu?

- Tym ra­zem mo­żemy się spo­tkać u mnie - rzu­cił pew­nie Ca­den. - Już dawno nie or­ga­ni­zo­wa­łem żad­nej im­prezy.

- Świet­nie. To może wstęp­nie w so­botę za dwa ty­go­dnie?

- Może być.

Chwilę póź­niej przy­ja­ciel ure­gu­lo­wał ra­chu­nek, po czym za­pro­po­no­wał, że od­wie­zie mnie do domu. Nie chcia­łam mu ro­bić pro­blemu, ale utrzy­my­wał twardo, że nie zre­zy­gnuje ze swo­jej pro­po­zy­cji.

***

Po od­prę­ża­ją­cym prysz­nicu po­ło­ży­łam się w przy­dłu­giej ko­szulce do łóżka i po­now­nie za­czę­łam roz­my­ślać nad po­my­słem, który pod­rzu­ciła mi Sy­lvia - stała klientka mo­jego sa­lonu be­auty.

Kilka dni temu w cza­sie trwa­nia za­biegu wy­szczu­pla­ją­cego po­now­nie za­czę­ły­śmy roz­mowę o fa­ce­tach, rand­kach i pod­łym na­stroju, który to­wa­rzy­szył nam za każ­dym ra­zem pod­czas spo­tka­nia z kom­plet­nie roz­cza­ro­wu­ją­cym przed­sta­wi­cie­lem płci prze­ciw­nej. Na po­czątku nie­zbyt chęt­nie dzie­liła się ze mną szcze­gó­łami, ale w końcu stwier­dziła, że po­win­nam spró­bo­wać cze­goś no­wego, i opo­wie­działa mi o klu­bie, do któ­rego wstęp mają tylko człon­ko­wie, wcze­śniej do­kład­nie prze­ba­dani i prze­świe­tleni.

Głów­nym ce­lem wi­zyty w tym owia­nym ta­jem­nicą miej­scu jest sze­roko po­jęta roz­rywka, do­star­cza­nie so­bie przy­jem­no­ści bez zo­bo­wią­zań i bez żad­nych obiet­nic. Wszystko za­leży od tego, czego pra­gniemy i na jak wiele je­ste­śmy w sta­nie po­zwo­lić nie­zna­jo­memu.

Gdy klientka za­częła opo­wia­dać o swo­ich do­świad­cze­niach i tym fa­scy­nu­ją­cym klu­bie, lekko się za­wsty­dzi­łam. Ja­koś ni­gdy nie wy­ra­ża­łam na głos swo­ich po­trzeb, ale z pew­no­ścią wy­ni­kało to z mo­jego nie­wiel­kiego do­świad­cze­nia.

Ni­gdy nie mia­łam szczę­ścia do męż­czyzn i na­wet tych dwóch, któ­rzy po­ja­wili się w moim ży­ciu pod­czas stu­diów, nie wspo­mi­na­łam z tę­sk­notą czy roz­ma­rze­niem. Było do dupy, je­śli mam być szczera. Bez fa­jer­wer­ków, cu­dow­nych do­znań czy or­ga­stycz­nych or­ga­zmów.

Im dłu­żej klientka wta­jem­ni­czała mnie w mroczne ku­lu­ary klubu, tym moje pod­eks­cy­to­wa­nie ro­sło, a ape­tyt na spró­bo­wa­nie cze­goś no­wego sta­wał się co­raz ostrzej­szy. Człon­ko­stwo za pierw­sze pół roku kosz­to­wało sporo kasy, ale w za­mian za to mia­ła­bym za­pew­nione ano­ni­mo­wość i bez­pie­czeń­stwo.

By­łam co­raz bli­żej pod­ję­cia tej ry­zy­kow­nej de­cy­zji i za­mie­rza­łam się w końcu prze­ła­mać. Nie mia­łam do stra­ce­nia nic wię­cej prócz kilku ty­sięcy do­lców.

Roz­dział 3

Ca­den

Ja­dąc do pracy w po­nie­dział­kowy po­ra­nek, roz­my­śla­łem o spo­tka­niu z Alex. Nie mo­głem uwie­rzyć, że taka fan­ta­styczna ko­bieta da­lej nie miała ni­kogo na stałe, a w do­datku tra­fiała na ta­kich ba­ra­nów, jak cho­ciażby ten na­pa­ko­wany ćwok.

Naj­wy­raź­niej nie miała szczę­ścia do po­rząd­nych fa­ce­tów i coś mi się wy­da­wało, że tro­chę w tym winy Lo­gana. Za­zwy­czaj sku­tecz­nie po­tra­fił od­stra­szyć po­ten­cjal­nie za­in­te­re­so­wa­nych chło­pa­ków.

Pro­wa­dzi­łem ży­cie sin­gla i jak na ra­zie ab­so­lut­nie nie na­rze­ka­łem na ten stan. Przy­ja­ciele byli szczę­śliwi ze swo­imi po­łów­kami, ale ra­czej im tego nie za­zdro­ści­łem. Ko­rzy­sta­łem z tego etapu ży­cia, na któ­rym obec­nie się znaj­do­wa­łem, na­wią­zu­jąc nowe nie­zo­bo­wią­zu­jące zna­jo­mo­ści. Z moją po­zy­cją, firmą, wy­glą­dem i ma­jąt­kiem sta­no­wi­łem smaczny ką­sek dla ko­biet szu­ka­ją­cych part­nera, tylko że żadna jak do tej pory nie za­trzy­mała mnie na dłu­żej ani na­wet nie za­in­te­re­so­wała na tyle, żeby spo­tkać się z nią wię­cej niż kilka razy.

Za­sta­na­wiało mnie, co Alex miała na my­śli, mó­wiąc, że wpa­dła na świetny po­mysł. Tro­chę się ba­łem, co wy­my­śliła, ale li­czy­łem, że jej star­szy brat nie­zmien­nie trzyma rękę na pul­sie i pil­nuje sio­stry.

Wje­cha­łem do ga­rażu pod­ziem­nego wie­żowca, za­trzy­mu­jąc się na miej­scu pod­pi­sa­nym jako "Pre­zes CR De­sign". Co prawda obok znaj­do­wało się iden­tyczne, ale tak po­sta­no­wi­li­śmy ze wspól­ni­kiem. Ra­zem z Ric­kiem stwo­rzy­li­śmy firmę od pod­staw, więc w ra­mach żartu obaj zo­sta­li­śmy pre­ze­sami. Udziały po­dzie­li­li­śmy na pół, więc od­po­wie­dzial­ność, ale też zy­ski dzie­li­li­śmy po po­ło­wie. Od stu­diów cał­kiem do­brze się do­ga­dy­wa­li­śmy i po­mysł za­ło­że­nia wła­snej firmy po­wstał na jed­nej z im­prez stu­denc­kich na ostat­nim roku. Póź­niej po pro­stu ro­bi­li­śmy wszystko, żeby to pi­jac­kie ma­rze­nie prze­isto­czyć w rze­czy­wi­stość.

Osta­tecz­nie wszystko prze­bie­gło we­dług planu. Obaj za­li­czy­li­śmy roczne staże w fir­mach ar­chi­tek­to­nicz­nych, skrzęt­nie od­kła­da­jąc pie­nią­dze na wła­sną firmę, a póź­niej ostro wzię­li­śmy się do pracy.

W tej chwili ra­dzi­li­śmy so­bie cał­kiem nie­źle. Mie­li­śmy sporo zle­ceń, więc nie na­rze­ka­li­śmy na brak pracy. Za­trud­nia­li­śmy już około stu pięć­dzie­się­ciu pra­cow­ni­ków i na­sza firma roz­wi­jała się co­raz pręż­niej na ka­li­for­nij­skim rynku. Bra­li­śmy udział w wielu prze­tar­gach na wy­ko­na­nie pro­jek­tów i czę­sto zda­rzało się, że na­sza wi­zja oraz po­mysł oka­zy­wały się naj­lep­sze.

Po przy­ło­że­niu karty do czyt­nika w win­dzie wje­cha­łem na naj­wyż­sze, a więc trzy­dzie­ste pię­tro wie­żowca, które wy­naj­mo­wa­li­śmy od de­we­lo­pera. Miej­scówka firmy miała w tej branży ogromne zna­cze­nie. Świad­czyła o re­no­mie, luk­su­sie i naj­wyż­szej ja­ko­ści świad­czo­nych usług.

Gdy tylko zna­la­złem się w ko­ry­ta­rzu pro­wa­dzą­cym do ga­bi­netu, od­ru­chowo zer­k­ną­łem w prawo. Dzięki szkla­nej ścia­nie od­dzie­la­ją­cej ko­ry­tarz od otwar­tej strefy, gdzie znaj­do­wali się asy­stenci, gra­ficy, pro­jek­tanci oraz jesz­cze kil­ka­dzie­siąt osób peł­nią­cych ważne funk­cje w na­szej fir­mie, można było ich ob­ser­wo­wać pod­czas pracy. Z do­świad­cze­nia wie­dzia­łem, że gdy byli wy­sta­wieni na wi­dok, wy­ko­ny­wali przy­dzie­lone za­da­nia efek­tyw­niej, więc to roz­wią­za­nie zde­cy­do­wa­nie przy­pa­dło mi do gu­stu.

Po le­wej mie­ściły się biura osób na wyż­szych sta­no­wi­skach i one pra­co­wały już w bar­dziej kom­for­to­wych wa­run­kach, za za­mknię­tymi drzwiami. Da­lej znaj­do­wały się sale kon­fe­ren­cyjne, po­trzebne pod­czas spo­tkań czy kon­fe­ren­cji. Ko­ry­tarz koń­czył się spo­rej wiel­ko­ści ho­lem, gdzie po prze­ciw­nych stro­nach zo­stały usta­wione biurka asy­sten­tek mo­jej i Ricka, przy­le­ga­jące do na­szych ga­bi­ne­tów.

- Dzień do­bry - przy­wi­ta­łem się z dwoma ko­bie­tami, a bar­dziej wy­lew­nie, bo bu­zia­kiem w po­li­czek, z moją mamą. Wspie­rała mnie od mo­mentu za­ło­że­nia firmy i z pew­no­ścią bez jej po­mocy i do­świad­cze­nia na rynku de­we­lo­per­skim, które zbie­rała la­tami, za cho­lerę ten plan zbu­do­wa­nia świet­nie pro­spe­ru­ją­cej firmy po pro­stu by się nie po­wiódł.

Od za­wsze była ran­nym ptasz­kiem, więc gdy wy­cho­dziła do pracy, ja do­piero wsta­wa­łem, dla­tego na­sze pierw­sze spo­tka­nie w ciągu dnia miało miej­sce do­piero w fir­mie.

Ak­tu­al­nie peł­niła funk­cję mo­jej asy­stentki, choć nie lu­bi­łem tego okre­śle­nia. Gdy­bym miał na to ja­ki­kol­wiek wpływ, to za­trzy­mał­bym ją w fir­mie na kilka ko­lej­nych lat. Nie­stety ostat­nio coś wspo­mi­nała o przej­ściu na eme­ry­turę, ale nie cią­gną­łem tego te­matu, li­cząc po ci­chu na to, że to tylko chwi­lowe zmę­cze­nie.

- Dzień do­bry, synku.

- Dzień do­bry, pa­nie Le­xing­ton - za­świer­go­tała Penny, pod­no­sząc się z miej­sca.

Jej co­raz krót­sze spód­niczki zde­cy­do­wa­nie nie nada­wały się do pracy na tym sta­no­wi­sku, ale naj­wy­raź­niej po­ja­wiała się tu w in­nym celu. Pra­co­wała dla Ricka i nie mia­łem z nią za wiele wspól­nego, więc nie wtrą­ca­łem się wspól­ni­kowi w to, ja­kie asy­stentki za­trud­niał. Na sa­mym po­czątku sztywno usta­li­li­śmy po­dział obo­wiąz­ków i każdy pil­no­wał swo­jej działki.

Jak tylko prze­kro­czy­łem próg ga­bi­netu, od­wie­si­łem ma­ry­narkę na wie­szak i pod­sze­dłem do eks­presu, żeby wy­pić ko­lejną dawkę ko­fe­iny, która z pew­no­ścią doda mi ener­gii.

Na­gle usły­sza­łem stu­kot ob­ca­sów, więc bę­dąc prze­ko­na­nym, że to mama, od­wró­ci­łem się i uśmiech­ną­łem sze­roko.

- Mamo? Masz ochotę na nek­tar bo­gów?

- Nie, dzię­kuję. W moim wieku czę­ściej pije się już ziółka niż tę czarną cho­lerę - mruk­nęła, sia­da­jąc na fo­telu przy biurku.

Każ­dego po­ranka przed­sta­wiała mi plan spo­tkań i za­dań na cały dzień, ale czę­sto po­ru­sza­li­śmy też te­maty pry­watne. Była nie­za­stą­piona. Mia­łem tylko ją i Emmę. Ko­cha­łem je po­nad wszystko, dla­tego sprze­da­łem miesz­ka­nie i ku­pi­łem więk­szy dom, że­by­śmy mo­gli za­miesz­kać ra­zem, ko­rzy­sta­jąc z wy­gód i prze­strzeni, a przede wszyst­kim z ogrom­nego ogrodu.

- No więc tak... O je­de­na­stej masz spo­tka­nie z pa­nem Chan­gle­rem w spra­wie pro­jektu no­wego osie­dla w Palm­dale.

- Okej. - Za­ją­łem miej­sce na ogrom­nym skó­rza­nym fo­telu.

- Sala kon­fe­ren­cyjna jest już przy­go­to­wana do pre­zen­ta­cji. Do­sta­li­śmy in­for­ma­cję, że ogło­szono kon­kurs na stwo­rze­nie pro­jektu mu­zeum sztuki współ­cze­snej. Na ma­ilu masz do­kładne wy­ma­ga­nia in­we­stora. Mamy trzy mie­siące na przed­sta­wie­nie po­my­słu wraz z wi­zu­ali­za­cją.

- Nie za wiele, ale na pewno damy radę. - Po­ki­wa­łem głową, upi­ja­jąc łyk kawy.

- No i jesz­cze jedna sprawa. - Wes­tchnęła ciężko i po­ło­żyła na biurku trzy czer­wone teczki. - Tu­taj masz naj­lep­sze kan­dy­datki na twoją nową asy­stentkę. Zro­bi­łam wstępną se­lek­cję, po­nie­waż zgło­siło się aż trzy­dzie­stu sze­ściu kan­dy­da­tów. Przej­rzyj teczki i my­ślę, że po­win­ni­śmy za­pro­sić je wszyst­kie na roz­mowę tego sa­mego dnia.

- Mamo... Nic nie prze­kona cię do zmiany de­cy­zji? - Mój głos prze­peł­niała na­dzieja.

Świet­nie mi się pra­co­wało z mamą, a bio­rąc pod uwagę asy­stentkę Ricka, to chyba nie zniósł­bym na dłuż­szą metę tego ca­łego miz­drze­nia się.

Zda­wa­łem so­bie sprawę z tego, że nie wszyst­kie asy­stentki ma­rzyły o wy­grze­wa­niu się w łóżku szefa, ale do­świad­cze­nie wspól­nika da­wało mi ja­sny prze­kaz. To była chyba jego szó­sta asy­stentka od po­czątku ist­nie­nia firmy i część z nich rze­czy­wi­ście lą­do­wała w jego łóżku, ale za­wsze koń­czyło się to bar­dzo źle.

Nie chcia­łem so­bie do­kła­dać pro­ble­mów, więc na­wet nie roz­glą­da­łem się za nową asy­stentką, wie­rząc, że mama jesz­cze zmieni zda­nie.

- Nie, synku. Pra­cuję od szes­na­stego roku ży­cia. Po pro­stu przy­szła od­po­wied­nia pora na to, żeby w końcu sku­pić się na so­bie i swo­ich po­trze­bach. Za­mie­rzam wresz­cie za­jąć się swo­imi pa­sjami, a wy­cho­dząc stąd póź­nym po­po­łu­dniem, je­stem kom­plet­nie wy­koń­czona i nie mam już na nic siły.

- Ro­zu­miem - od­par­łem zre­zy­gno­wa­nym to­nem, bo nie są­dzi­łem, że po­nie­dzia­łek za­cznie się od tak kosz­mar­nej wia­do­mo­ści.

W domu nie roz­ma­wia­li­śmy na te­mat pracy, żeby sku­pić się na ro­dzi­nie, więc do­piero te­raz zro­zu­mia­łem, dla­czego mama wczo­raj przy obie­dzie spra­wiała wra­że­nie ja­kiejś przy­ga­szo­nej i smut­nej. Pew­nie się spo­dzie­wała, że ta roz­mowa nie bę­dzie dla mnie przy­jemna, ale trudno - czas wziąć się w garść.

- Nie martw się. Jak tylko znaj­dziesz od­po­wied­nią asy­stentkę, na po­czą­tek za­trud­nimy ją na pół etatu. Zo­stanę w fir­mie przez ja­kiś czas, żeby po­móc jej się we wszystko wdro­żyć. Nie zo­sta­wię cię, synku, na lo­dzie.

Na­szą roz­mowę prze­rwało dość gło­śne pu­ka­nie do drzwi.

- Cześć. Masz chwilę? - za­py­tał Rick, wcho­dząc do środka.

- Zo­sta­wię was sa­mych, a ty przej­rzyj te teczki i daj mi znać, co my­ślisz - rzu­ciła mama i ru­szyła do wyj­ścia.

- Co się dzieje? - Za­pewne za­uwa­żył mój par­szywy na­strój.

- Mama chce odejść.

- Co ty ga­dasz? Cho­lera! To naj­gor­sza wia­do­mość tego mie­siąca. - Naj­wi­docz­niej Rick prze­jął się tą in­for­ma­cją bar­dziej niż ja. - Twoja mama wszystko ogar­nia. Stary, co my bez niej zro­bimy? Moja asy­stentka to ja­kaś po­rażka. Nie uwie­rzysz, jaki dzi­siaj z rana od­sta­wiła cyrk. - Skrzy­wił się, jakby wła­śnie zo­stał zmu­szony wy­pić co naj­mniej szklankę soku z cy­tryny. - Wpa­ro­wała do mo­jego ga­bi­netu, nio­sąc tacę z kawą. Jak tylko po­de­szła do mo­jego biurka, usły­sza­łem brzdęk por­ce­lany, a gdy pod­nio­słem wzrok, zo­ba­czy­łem plamę na jej bia­łej bluzce.

- No i?

- Za­częła roz­pi­nać gu­ziki, a gdy stała już przede mną w sta­niku, to za­py­tała, czy nie chcę się od­prę­żyć.

- No to wi­dzę, że Penny prze­szła samą sie­bie. Jest chyba naj­bar­dziej bez­po­śred­nią asy­stentką spo­śród wszyst­kich, które u cie­bie pra­co­wały. Inne ja­koś tak na okrętkę sta­rały się do­brać do two­jego roz­porka.

- Wiesz, że nie je­stem święty, ale wy­znaję jedną bar­dzo ważną za­sadę: nie sra się we wła­snym gnieź­dzie. Co prawda dwa razy ule­głem, bo prze­cież nie je­stem z ka­mie­nia. Ale stary! Wra­ca­jąc do te­matu, sam po­wiedz: kto to wszystko ogar­nie, jak za­brak­nie Laury? Cho­lera! A może da się jesz­cze coś zro­bić?

- Nie są­dzę. Je­dy­nym po­cie­sze­niem jest to, że przez ja­kiś czas jesz­cze z nami zo­sta­nie, więc pod­szkoli nową asy­stentkę, która może bę­dzie umieć coś wię­cej niż twoja. A swoją drogą, to dla­czego trzy­masz tę Penny?

- Nie chcesz wie­dzieć... - mruk­nął, prze­cie­ra­jąc twarz ze wstydu.

- Da­waj. Ja­koś mnie to wcze­śniej nie za­sta­no­wiło, ale te­raz to już mu­sisz po­wie­dzieć.

- To sio­stra mo­jego ko­legi z osie­dla. By­łem mu winny przy­sługę, więc jesz­cze przez ja­kiś czas je­stem zmu­szony się z nią po­mę­czyć.

- Czy chcę wie­dzieć, za co ta przy­sługa? - Nie ukry­wa­łem sze­ro­kiego uśmie­chu, wi­dząc, że Rick w se­kundę się lekko za­czer­wie­nił. Bar­dzo rzadko mu się to zda­rzało, więc naj­wy­raź­niej sy­tu­acja, w ja­kiej się zna­lazł, tro­chę go za­wsty­dziła.

- Po­mógł mi, po pro­stu, ja­kieś trzy mie­siące temu. Tylko się nie śmiej, bo pa­mię­taj, że karma wraca! - Po­gro­ził mi pal­cem, czym mnie tylko jesz­cze bar­dziej roz­ba­wił. - Nie­da­leko mo­jego domu wpro­wa­dziła się fajna la­ska i wiesz, za­czą­łem ro­bić pod­chody i pod­czas trze­ciej wi­zyty wy­lą­do­wa­li­śmy w łóżku.

- Okej. I co? Nie za­spo­ko­iłeś jej?

- Ależ za­spo­ko­iłem, i to dwu­krot­nie! Tyle że w pew­nym mo­men­cie, gdy tak le­że­li­śmy w po­ścieli, usły­sze­li­śmy ha­łas na dole, a chwilę póź­niej ja­kiś męż­czy­zna za­czął wo­łać jej imię.

- To był jej mąż?

- Tak. La­ska od razu zgłu­piała i za­częła wy­rzu­cać przez okno moje ciu­chy, a po­tem ka­zała mi wyjść na ta­ras i sko­czyć. Ta sy­tu­acja nie na­le­żała do przy­jem­nych do­świad­czeń.

- Nie­zły cyrk.

- Gdy wy­lą­do­wa­łem na traw­niku, na szczę­ście nie ła­miąc so­bie żad­nej koń­czyny pod­czas tego ry­zy­kow­nego skoku, zo­rien­to­wa­łem się, że ta wa­riatka, wy­rzu­ca­jąc moje ciu­chy, na­wet nie ogar­niała, co robi i gdzie je rzuca, bo osta­tecz­nie na tra­wie le­żały tylko moje buty, a spodnie i ko­szula wi­siały wy­soko na ga­łę­ziach drzewa.

Ro­ze­śmia­łem się gło­śno, wpa­trzony w za­wsty­dzo­nego przy­ja­ciela, nie do­wie­rza­jąc w tę po­pa­praną hi­sto­rię. Mia­łem na­dzieję, że wy­cią­gnie z niej ja­kieś wnio­ski. Z re­guły jed­nak wciąż za­cho­wy­wał się jak mę­ska dziwka.

- Już? Skoń­czy­łeś? - za­py­tał zi­ry­to­wany.

- Do­bra. Już. - Od­chrząk­ną­łem, da­lej tłu­miąc śmiech. - Więc by­łeś nagi, w ogródku ko­chanki i mu­sia­łeś się ja­koś do­stać do domu...

- Wła­śnie. Ro­zej­rza­łem się do­okoła, li­cząc na to, że znajdę coś, czym ścią­gnę z drzewa te cho­lerne ubra­nie, a wtedy za­uwa­ży­łem są­siada z domu obok, który uśmiech­nięty pod­niósł się z fo­tela i do mnie pod­szedł, za­bie­ra­jąc po dro­dze dłu­gie gra­bie. Za­nim mi je dał, po­wie­dział, że będę jego dłuż­ni­kiem, i tyle. No, a te­raz mu­szę się bu­jać z jego na­pa­loną sio­strą.

- I to by było tyle z tego two­jego nie­sra­nia we wła­snym gnieź­dzie...

- No wła­śnie. Mu­szę się bar­dziej pil­no­wać, bo ta za­sada po­szła się już dawno pie­przyć. Ale przy­naj­mniej sta­ram się już nie bzy­kać la­sek z oko­licy. Tak na wszelki wy­pa­dek - do­dał, czym po­now­nie mnie roz­ba­wił.

- Dla­czego nie po­chwa­li­łeś się tym wcze­śniej? To re­we­la­cyjna hi­sto­ria. Po­wi­nie­neś ją opo­wia­dać zna­jo­mym w ra­mach prze­strogi.

- Daj spo­kój. Mia­łem sporo szczę­ścia, że jej mąż nic nie za­uwa­żył. Do­wie­dzia­łem się od są­siada, że to żoł­nierz, więc bra­ko­wało tylko, aby przy­szedł się ze mną roz­li­czyć za bzy­ka­nie żony. Za­pewne trzyma ja­kąś spluwę w domu i pew­nie nie za­wa­hałby się jej użyć.

- Ty to masz przy­gody, stary. Te­raz już ro­zu­miem, dla­czego mę­czysz się z Penny. Szcze­rze mó­wiąc, to my­śla­łem, że cię na chwilę za­ćmiło na roz­mo­wie kwa­li­fi­ka­cyj­nej.

- Nie dzi­wię się. Penny ra­czej nie grze­szy in­te­li­gen­cją. - Po­krę­cił głową zre­zy­gno­wany. - Dla­tego twoja mama musi zo­stać. Ina­czej nie damy so­bie rady.

- Nie ma szans, żeby zmie­niła zda­nie. Jak już coś po­sta­nowi, to ko­niec. Uwierz mi. Tu są teczki z kan­dy­dat­kami.

- Do­bra, to po­każ, co tam masz. Może bę­dzie ktoś godny uwagi... - Się­gnął po pierw­szą z brzegu.

Na­gle do głowy wpadł mi pe­wien po­mysł: we­zmę pod uwagę re­ak­cję Ricka na zdję­cia dziew­czyn. Wy­biorę tę, która naj­mniej go za­in­te­re­suje - wtedy ist­nieje spore praw­do­po­do­bień­stwo, że nie bę­dzie z nią flir­to­wał, a przede wszyst­kim nie bę­dzie jej roz­pra­szał pod­czas pracy.

Mój po­mysł wy­da­wał się ge­nialny i po dzie­się­ciu mi­nu­tach, pod­czas któ­rych przej­rzał wszyst­kie teczki, mia­łem już swój typ. Za­in­try­go­wany zer­k­ną­łem na zdję­cie. Dziew­czyna była ładna, ale bez szału. Li­czy­łem, że bę­dzie skru­pu­latna, zor­ga­ni­zo­wana i bar­dziej przy­łoży się do pracy niż do uwo­dze­nia sze­fów.

Roz­dział 4

Alex

Ty­dzień mi­jał spo­koj­nie na pracy i wy­ko­ny­wa­niu za­bie­gów upięk­sza­ją­cych, na które był co­raz więk­szy po­pyt. W za­sa­dzie to mia­ły­śmy ręce pełne ro­boty i czę­sto za­pi­sy­wa­ły­śmy klientki na kilka ty­go­dni do przodu, bo po pro­stu bra­ko­wało wol­nych ter­mi­nów.

Za­trud­nia­łam trzy dziew­czyny i na ra­zie nie za­mie­rza­łam po­więk­szać ze­społu. Lu­bi­łam kli­mat pa­nu­jący w moim sa­lo­nie. Pod­cho­dzi­ły­śmy do każ­dej klientki in­dy­wi­du­al­nie, co bar­dzo mi od­po­wia­dało. Sama ko­rzy­sta­jąc z za­bie­gów w in­nych miej­scach, cie­szy­łam się, gdy trak­to­wano mnie wy­jąt­kowo, a nie jak ko­lejną ko­bietę z kil­ku­na­stu w ciągu dnia.

Kilka razy od­wie­dzi­łam więk­sze sa­lony ko­sme­tyczne w oko­licy, żeby tro­chę po­ob­ser­wo­wać kon­ku­ren­cyjne miej­sca, spraw­dzić, czym się wy­róż­niają, lub do­wie­dzieć, ja­kiej ja­ko­ści ofe­rują usługi. Dzięki moim in­fil­tra­cyj­nym po­czy­na­niom do­szłam do bar­dzo cie­ka­wych wnio­sków. Nie po­do­bało mi się przede wszyst­kim to, że w więk­szych sa­lo­nach klientkę za­zwy­czaj trak­to­wano jak jedną z wielu, a pra­cow­nice na­wet nie miały czasu na prze­pro­wa­dze­nie an­kiety, a przede wszyst­kim na spo­kojną roz­mowę, na­pro­wa­dza­jącą na jej ocze­ki­wa­nia.

Więk­szość tych miejsc sku­piała się na ilo­ści, a nie ja­ko­ści świad­czo­nych usług. Do ta­kiej sy­tu­acji nie za­mie­rza­łam ni­gdy do­pu­ścić.

Wo­la­łam wy­ko­ny­wać wy­so­kiej ja­ko­ści za­biegi, ale dla mniej­szej liczby ko­biet, co da­wało dużo więk­szą sa­tys­fak­cję niż pie­nią­dze. Choć i tak nie mia­łam na co na­rze­kać. Pra­co­wa­łam na do­brej ja­ko­ści pro­duk­tach, więc ceny za­bie­gów nie na­le­żały do ni­skich. Od­po­wia­dał mi rytm i spo­sób, w jaki wy­ko­ny­wa­ły­śmy na­szą pracę, a także wy­so­kość co­mie­sięcz­nych zy­sków.

Od ja­kie­goś czasu mia­łam pro­blem z jedną z mo­ich pra­cow­nic - An­gelą. Prze­ko­na­łam się już, że to świetna ko­sme­tyczka. Ni­gdy nie sły­sza­łam złego słowa od­no­śnie do jej za­an­ga­żo­wa­nia czy pracy, ale po tej cho­ler­nej randce, którą usta­wiła mi ze swoim bra­tem, za­cho­wy­wała się bar­dzo dziw­nie. Była chyba ob­ra­żona. Nie od­po­wia­dała na py­ta­nia lub zby­wała mnie pół­słów­kami. Pew­nie ten idiota coś jej na­ga­dał i dla­tego za­cho­wy­wała się te­raz jak na­bur­mu­szony ba­chor.

Po­sta­no­wi­łam, że dam jej tro­chę czasu, żeby ochło­nęła, a je­śli da­lej bę­dzie psuć at­mos­ferę w pracy, to się po pro­stu po­że­gnamy. Na jej miej­sce zgłosi się dzie­sięć rów­nie do­brych ko­sme­ty­czek, więc wcale się tym nie przej­mo­wa­łam. Na po­czątku przy­my­ka­łam oko na jej dość wy­jąt­kowe za­cho­wa­nie, po­nie­waż po­zo­stałe dziew­czyny się z nią zżyły. My­śla­łam więc, że po pew­nym cza­sie od­naj­dzie się w na­szej eki­pie, ale może się jed­nak my­li­łam.

Z pod­eks­cy­to­wa­niem zer­ka­łam na ze­ga­rek, co­raz bar­dziej roz­go­rącz­ko­wana spo­tka­niem z Sy­lvią. To zna­czy nie eks­cy­to­wał mnie tak bar­dzo sam za­bieg de­pi­la­cji la­se­ro­wej, co roz­mowa z moją klientką i szcze­góły, ja­kie - mia­łam na­dzieję - zdra­dzi od­no­śnie do mrocz­nego klubu Moon.

- Wpro­wa­dził mnie tam mój były - za­częła, gdy po­ło­żyła się na łóżku, a ja przy­go­to­wy­wa­łam wszystko do prze­pro­wa­dze­nia za­biegu. - Mo­żesz się tam do­stać tylko z po­le­ce­nia, ale z tym nie bę­dzie pro­blemu. Tak jak ci mó­wi­łam, naj­pierw wpła­casz za­liczkę na konto. Wszyst­kie dane do­sta­niesz ku­rie­rem. Spraw­dzają cię bar­dzo wni­kli­wie - czy nie by­łaś ka­rana, czy nie po­peł­ni­łaś ja­kie­goś prze­stęp­stwa - do­słow­nie prze­świe­tlają cię całą, łącz­nie z prze­by­tymi cho­ro­bami, przyj­mo­wa­nymi le­kar­stwami, ale też biorą pod uwagę twoje do­chody, pracę... W twoim przy­padku tu nie bę­dzie pro­blemu. Masz sa­lon, który do­brze pro­spe­ruje. Po kilku dniach, je­śli przej­dziesz wstępną we­ry­fi­ka­cję, do­sta­jesz skie­ro­wa­nie na ba­da­nie z do­kład­nym ter­mi­nem i miej­scem. Pre­fe­rują za­strzyk an­ty­kon­cep­cyjny...

- To świet­nie. - Uśmiech­nę­łam się pod no­sem, bo naj­wy­raź­niej wresz­cie ta me­toda an­ty­kon­cep­cji do cze­goś się przyda.

- Okej. W ta­kim ra­zie po­win­naś po­sia­dać za­świad­cze­nie od swo­jego le­ka­rza, że przyj­mu­jesz re­gu­lar­nie za­strzyk.

- Będę pa­mię­tać - przy­tak­nę­łam, prze­su­wa­jąc gło­wicą po zgrab­nych łyd­kach Sy­lvii w celu de­pi­la­cji tych kilku nie­wi­docz­nych wło­sków, które da­lej od­ra­stały, mimo że to już chyba dzie­siąta se­sja.

- Do­bra. Jak już będą wy­niki i wszystko bę­dzie w po­rządku, otrzy­masz in­for­ma­cję o ko­lej­nym prze­le­wie. Gdy do­staną pie­nią­dze, po­jawi się u cie­bie ku­rier z bran­so­letką i ma­ską. Jest na niej twój nu­mer klienta oraz taka mała za­wieszka. Na po­czą­tek do­sta­jesz jedną. To upo­waż­nia cię do wstępu tylko do pierw­szej strefy.

- My­śla­łam, że będę mo­gła po­ru­szać się po ca­łym klu­bie. - Za­sko­czona za­sty­głam na mo­ment, prze­ry­wa­jąc za­bieg, i zer­k­nę­łam na nią.

- Na po­czątku je­steś na tak zwa­nej wej­ściówce prób­nej. Mo­żesz się po­ru­szać tylko po pierw­szej stre­fie. Ten okres trwa mie­siąc. Na tym po­zio­mie znaj­dują się ama­to­rzy ra­czej wa­ni­lio­wego seksu i piesz­czot, bez żad­nych spe­cjal­nych udziw­nień. Mie­siąc póź­niej mo­żesz po­ru­szać się bez pro­blemu na po­zio­mie dru­gim, gdzie po­ja­wiają się zwo­len­nicy więk­szych do­znań i ci, któ­rzy lu­bią po­pa­trzeć. Po raz ko­lejny chcę ci przy­po­mnieć, że sama de­cy­du­jesz, co chcesz ro­bić i na co się zga­dzasz. To od cie­bie za­leży, na co po­zwo­lisz in­nym. To ma być dla cie­bie przy­jem­ność. Od­kry­wa­nie swo­jego ciała i tego, co cię kręci, ro­zu­miesz?

- Tak. Ro­zu­miem - od­par­łam lekko spe­szona. - A co jest w ta­kim ra­zie na trze­cim po­zio­mie?

- To już dla bar­dziej do­świad­czo­nych i po­trze­bu­ją­cych moc­niej­szych do­znań. Są tam wszel­kiego ro­dzaju na­rzę­dzia do zwięk­sza­nia przy­jem­no­ści. Prze­różne bi­cze, kaj­danki, dildo. Znaj­dziesz tam uchwyty do pod­wie­sza­nia, łań­cu­chy, ła­weczki do otrzy­my­wa­nia ba­tów. Ist­nieje tam cała masa prze­róż­nych moż­li­wo­ści, które po­mogą zre­ali­zo­wać wszyst­kie ukryte fan­ta­zje. Na każ­dym pię­trze jest wy­dzie­lona strefa, w któ­rej znaj­dują się po­koje, więc za­wsze można się ba­wić w in­tym­niej­szych wa­run­kach. No i ostatni po­ziom, to już dla za­awan­so­wa­nych. Tam, z tego, co sły­sza­łam, są już bar­dziej bru­talne za­bawy, ale na po­czą­tek to my­ślę, że to by było dla cie­bie za dużo. Naj­pierw mu­sisz po­znać sie­bie i swoje po­trzeby.

- To, co mó­wisz, brzmi tak nie­praw­do­po­dob­nie i ab­sur­dal­nie, że je­stem zszo­ko­wana, ale też co­raz bar­dziej pod­eks­cy­to­wana. Masz ra­cję, na po­czą­tek wy­star­czy mi po­ziom pierw­szy. Wiesz, moje ży­cie in­tymne jest tak ubo­gie, że na­wet nie wiem, co mnie kręci.

- Ko­chana, wszystko przed tobą. Trzeba mieć tylko otwarty umysł i wy­zbyć się wstydu. Wszystko jest dla lu­dzi. To miej­sce jest po to, żeby speł­niać swoje wy­uz­dane ma­rze­nia i za­chcianki. Naj­waż­niej­sze w tym jest to, że je­steś ano­ni­mowa. Za­kła­dasz ko­ron­kową ma­skę i wiesz, naj­le­piej, gdy­byś wy­pro­sto­wała może jesz­cze te loki, zro­biła moc­niej­szy ma­ki­jaż... Tak, by to­tal­nie zmie­nić wy­gląd.

- Cho­lera - jęk­nę­łam, koń­cząc za­bieg. - Tro­chę się boję, jak o tym po­my­ślę.

- Je­steś tam bez­pieczna. W ca­łym klu­bie są ochro­nia­rze i ka­mery. W umo­wie bę­dzie za­pis, że gwa­ran­tują ci bez­pie­czeń­stwo. A poza tym za­wsze mo­żesz wyjść, je­śli ci się nie spodoba. Co masz do stra­ce­nia oprócz kilku ty­sięcy do­lców?

- Niby masz ra­cję.

Gdy Sy­lvia usia­dła i zdjęła oku­larki, spoj­rza­łam jej pro­sto w oczy.

- Po­wiem ci szcze­rze, że ni­gdy nie ża­ło­wa­łam, że od­wie­dzi­łam to miej­sce - wy­znała. - Lep­sze to niż ko­lejne nie­udane randki i znie­wie­ściali chłopcy, któ­rzy nie są w sta­nie za­pro­po­no­wać ci nic wię­cej oprócz seksu bez or­ga­zmu. Prze­ra­bia­łam to już wiele razy, więc te­raz przy­naj­mniej do­brze się ba­wię, bez zo­bo­wią­zań. Pią­tek, so­bota i nie­dziela. Tylko wtedy mo­żesz się tam wy­brać. I naj­waż­niej­sze: ku­rier, który bę­dzie się z tobą kon­tak­to­wał, bę­dzie też twoim kie­rowcą. Ko­biety, które po­ja­wiają się tam bez part­ne­rów czy zna­jo­mych, są pod spe­cjalną opieką.

- To brzmi lo­gicz­nie. - Usia­dłam na krze­śle na­prze­ciwko Sy­lvii. - W ży­ciu bym się na­wet nad tym nie za­sta­na­wiała, po­nie­waż ra­czej nie na­leżę do tych od­waż­nych, je­śli cho­dzi o te sprawy, ale na­prawdę mam już ser­decz­nie dość tych cho­ler­nych ran­dek. Tracę czas i pie­nią­dze, a wra­ca­jąc do domu, czuję się roz­cza­ro­wana ko­lej­nym nie­uda­nym spo­tka­niem. Czy to tak dużo, że chcę zde­cy­do­wa­nego fa­ceta? Kon­kret­nego, sil­nego, cza­ru­ją­cego? Tak strasz­nie bra­kuje mi seksu... - wy­mam­ro­ta­łam z ża­lem w gło­sie, wpa­tru­jąc się w sze­roki uśmiech Sy­lvii.

- I to wszystko do­sta­niesz wła­śnie w klu­bie. Za­wsze czuję się tam bez­piecz­nie i ano­ni­mowo. Ni­gdy nie spo­tka­łam tam żad­nego zna­jo­mego, ale też za­wsze sta­ram się wy­glą­dać ina­czej niż na co dzień. Ro­bię moc­niej­szy ma­ki­jaż i za­kła­dam pe­rukę. Mam już w ko­lek­cji chyba z pięć róż­nych. A poza tym kli­mat, który tam pa­nuje, już sam w so­bie jest mroczny i pod­nie­ca­jący. Za­wsze, gdy je­stem już w środku, to wszystko do­okoła po­zy­tyw­nie mnie na­straja. Przy­tłu­mione świa­tło, re­lak­su­jąca mu­zyka są­cząca się z gło­śni­ków, za­pach wy­peł­niony te­sto­ste­ro­nem... A co naj­waż­niej­sze, ota­czają mnie męż­czyźni pełni ta­jem­nic, scho­wani na czar­nymi ma­skami, któ­rzy w spoj­rze­niu mają obiet­nicę re­we­la­cyj­nej roz­rywki i przy­jem­no­ści wy­cho­dzą­cej poza wszelką skalę. To wszystko jest nie­sa­mo­wite - roz­ma­rzyła się, za­gry­za­jąc dolną wargę.

- Do­bra, wiesz co? Prze­ko­na­łaś mnie. Ostat­nia moja randka była tak cho­ler­nie przy­gnę­bia­jąca i wku­rza­jąca, że po wszyst­kim chciało mi się po pro­stu pła­kać. W za­sa­dzie to nie mam nic do stra­ce­nia. Do­wiedz się, pro­szę, czy twój przy­ja­ciel może mnie po­le­cić w klu­bie.

- Alex, ja już mu o to­bie opo­wia­da­łam i po­rę­czy­łam za cie­bie. Za­raz dam mu znać, że je­steś zde­cy­do­wana, więc wszystko za­ła­twię, a ty cze­kaj na ku­riera z da­nymi do prze­lewu.

- Dzięki za po­moc.

Gdy Sy­lvia za­pła­ciła za za­bieg, uda­łam się na za­ple­cze. Po­trze­bo­wa­łam to jesz­cze raz na spo­koj­nie prze­my­śleć, po­nie­waż znowu na­szły mnie spore wąt­pli­wo­ści. Nie zdą­ży­łam jed­nak roz­ło­żyć tej de­cy­zji na czyn­niki pierw­sze, po­nie­waż po­ja­wiła się ko­lejna klientka.

Ja­kież było moje zdzi­wie­nie, gdy kilka mi­nut przed siódmą po­ja­wił się w sa­lo­nie wy­soki, ele­gancki męż­czy­zna w czar­nym gar­ni­tu­rze i dziw­nym na­kry­ciu głowy, tro­chę przy­po­mi­na­jący wy­glą­dem tych dys­tyn­go­wa­nych męż­czyzn z ze­szłego stu­le­cia.

Przy­wi­tał się cie­pło i prze­ka­zał mi czarną ko­pertę. Za­nim zdą­ży­łam się ogar­nąć i po­zbyć uczu­cia szoku, on już znik­nął za drzwiami.

Roz­dar­łam ko­pertę i wy­ję­łam nie­wielką kar­teczkę z nu­me­rem konta. Bez zbęd­nej zwłoki włą­czy­łam lap­top i zro­bi­łam prze­lew na kwotę, o któ­rej wspo­mi­nała Sy­lvia, bo­jąc się, że za chwilę do­padną mnie wąt­pli­wo­ści i jesz­cze przyj­dzie mi do głowy, żeby zre­zy­gno­wać.

Z nie­cier­pli­wo­ścią cze­ka­łam na ko­lejne in­struk­cje i czy chcia­łam, czy nie by­łam co­raz bar­dziej pod­eks­cy­to­wana.