C.S. Lewis jako apologeta. Mocne i słabe strony najważniejszych argumentów - Gregory Bassham

Kup ebooka

54.90 zł
43.31 zł (32,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WPRO­WA­DZE­NIE

URO­CZY APO­LO­GETA Z OKS­FORDU

GRE­GORY BAS­SHAM

Clive Sta­ples Le­wis (1898-1963) jest naj­bar­dziej zna­nym na świe­cie i naj­bar­dziej po­dzi­wia­nym chrze­ści­jań­skim apo­lo­getą. Po­nad 50 lat po śmierci jego książki wciąż sprze­dają się w mi­lio­no­wych na­kła­dach, a nie­zli­czone rze­sze czy­tel­ni­ków na ca­łym świe­cie in­spi­rują się jego twór­czo­ścią. W son­dażu cza­so­pi­sma "Chri­stia­nity To­day" z 2004 roku Chrze­ści­jań­stwo po pro­stu (1952) Le­wisa zo­stało uznane za naj­lep­szą książkę re­li­gijną XX wieku. Jed­no­cze­śnie, co cie­kawe, w gro­nie za­wo­do­wych teo­lo­gów Le­wis za­sad­ni­czo nie jest po­strze­gany jako ważna po­stać[1]. Nie­wiele ksią­żek oma­wia jego twór­czość re­li­gijną w spo­sób re­pre­zen­tu­jący na­ukową rze­tel­ność i do­kład­ność, a nie­wąt­pli­wie na ta­kie po­trak­to­wa­nie ta twór­czość za­słu­guje[2]. Tego wła­śnie chcemy do­ko­nać w ni­niej­szej książce.

Le­wis nie był za­wo­do­wym teo­lo­giem ani fi­lo­zo­fem, ale w Oks­for­dzie i Cam­bridge bar­dzo do­ce­niano go jako znawcę li­te­ra­tury an­giel­skiej, pro­fe­sora spe­cja­li­zu­ją­cego się w li­te­ra­tu­rze śre­dnio­wie­cza oraz re­ne­sansu. Po dłu­go­let­nim okre­sie ate­izmu, w wieku około 30 lat, Le­wis na­wró­cił się na chrze­ści­jań­stwo. W ciągu bli­sko dwóch de­kad zo­stał au­to­rem po­wszech­nie czy­ta­nych prac z za­kresu apo­lo­ge­tyki chrze­ści­jań­skiej, ta­kich jak: Błą­dze­nie piel­grzyma (1933), Pro­blem cier­pie­nia (1940), Ko­niec czło­wie­czeń­stwa (1943), Cuda (1947) i Chrze­ści­jań­stwo po pro­stu (1952). Świa­dec­twem ro­sną­cej po­pu­lar­no­ści Le­wisa jako au­tora chrze­ści­jań­skiego było umiesz­cze­nie jego wi­ze­runku na okładce ma­ga­zynu "Time" 8 wrze­śnia 1947 roku. Po jego śmierci w roku 1963 mamy do czy­nie­nia ze sta­łym wzro­stem uzna­nia dla Le­wisa - chrze­ści­jań­skiego au­tora i apo­lo­gety.

Skąd wziął się suk­ces Le­wisa jako apo­lo­gety? Przede wszyst­kim, jak uwa­żam, był on spo­wo­do­wany ja­sno­ścią i lo­gicz­no­ścią jego wy­wo­dów. Le­wis to mistrz prozy, którą ce­chuje ja­sność, siła prze­ko­ny­wa­nia i po­rzą­dek. Co wię­cej, po­dob­nie jak Fran­klin Ro­ose­velt po­tra­fił w swo­ich słyn­nych roz­mo­wach ra­dio­wych prze­ka­zy­wać trudne idee pro­stym, bez­po­śred­nim ję­zy­kiem, który był zro­zu­miały dla lu­dzi po­sia­da­ją­cych różne przy­go­to­wa­nie. Jako prze­ka­zi­ciel idei Le­wis był bez wąt­pie­nia jed­nym z gi­gan­tów XX wieku.

Le­wis był także mi­strzem lo­gicz­nego my­śle­nia oraz po­ty­czek in­te­lek­tu­al­nych. Przez po­nad de­kadę peł­nił funk­cję prze­wod­ni­czą­cego Oks­fordz­kiego Klubu So­kra­tej­skiego, or­ga­ni­za­cji stu­denc­kiej pro­mu­ją­cej otwartą dys­ku­sję nad ar­gu­men­tami za chrze­ści­jań­stwem i prze­ciw niemu. Na nie­mal każ­dym spo­tka­niu Le­wis był obecny, "wy­czu­wa­jąc nad­cho­dzącą bi­twę i mó­wiąc "Aha!" jakby na dźwięk trąbki"[3]. Mimo re­gu­lar­nych starć na tych spo­tka­niach z ta­kimi świec­kimi gi­gan­tami, jak Al­fred Ju­les Ayer, An­tony Flew, Ber­nard Wil­liams i Gil­bert Ryle, Le­wis za­wsze "bro­nił swo­jej sprawy" i "nikt nie mógł go po­ko­nać"[4].

Po­mimo ogrom­nej po­pu­lar­no­ści Le­wisa jako apo­lo­gety mu­simy za­py­tać: Czy jego apo­lo­ge­tyczne ar­gu­menty są prze­ko­nu­jące? Czy są w sta­nie się obro­nić w ob­li­czu rze­tel­nych in­te­lek­tu­al­nych ana­liz? To jest cen­tralny punkt ni­niej­szej książki.

Le­wis bro­nił wiary chrze­ści­jań­skiej na wielu fron­tach i nie jest moż­liwe, aby roz­wa­żyć tu wszyst­kie jego apo­lo­ge­tyczne ar­gu­menty. Aby utrzy­mać się we wła­ści­wych ra­mach, wy­bra­li­śmy pięć naj­waż­niej­szych: ar­gu­ment z Pra­gnie­nia, ar­gu­ment z ro­zumu, ar­gu­ment z mo­ral­no­ści, try­le­mat Le­wisa do­ty­czący Je­zusa oraz od­po­wiedź Le­wisa na pro­blem zła. Pierw­sze cztery są przy­kła­dami apo­lo­ge­tyki po­zy­tyw­nej, to jest ma­ją­cej do­star­czać po­zy­tywne ra­cjo­nalne uza­sad­nie­nie prze­ko­nań re­li­gij­nych. Ostatni ar­gu­ment - od­po­wiedź Le­wisa na pro­blem zła - to apo­lo­ge­tyka ne­ga­tywna, czyli sta­ra­jąca się obro­nić okre­ślone prze­ko­na­nia re­li­gijne po­przez od­po­wiedź na ich kry­tykę.

Co więc głosi te pięć ar­gu­men­tów i czy są one ra­cjo­nal­nie prze­ko­nu­jące? Za­cznijmy od ar­gu­mentu z Pra­gnie­nia.

1. AR­GU­MENT Z PRA­GNIE­NIA

Ar­gu­ment Le­wisa z Pra­gnie­nia (lub jak nie­któ­rzy go na­zy­wają, "ar­gu­ment z Ra­do­ści") to zmo­dy­fi­ko­wana wer­sja pod­sta­wo­wego śre­dnio­wiecz­nego i re­ne­san­so­wego ar­gu­mentu na rzecz ist­nie­nia ży­cia po śmierci. Różne sfor­mu­ło­wa­nia tego ar­gu­mentu pre­zen­to­wali To­masz z Akwinu[5], Mar­si­lio Fic­cino[6], Ri­chard Ho­oker[7], au­to­rzy pi­szący do "Spec­ta­tora"[8] i wielu in­nych. Ist­nieją dwie pod­sta­wowe formy tego ar­gu­mentu, jedna jest fi­lo­zo­ficzna, a druga z gruntu teo­lo­giczna. Pierw­sza od­wo­łuje się do po­wie­dze­nia Ary­sto­te­lesa, że "przy­roda nie czyni ni­czego na próżno". Ty­powe sfor­mu­ło­wa­nie tej fi­lo­zo­ficz­nej wer­sji przed­sta­wił To­masz z Akwinu:

Nie­moż­liwe jest, by pra­gnie­nie na­tu­ralne było da­rem­nem; "na­tura bo­wiem nic nie czyni da­rem­nie". By­łoby zaś pra­gnie­nie na­tury da­remne, gdyby ni­gdy nie mo­gło się speł­nić. Na­tu­ralne pra­gnie­nie czło­wieka może się więc speł­nić. Nie może się zaś speł­nić w tem ży­ciu [...]. Musi się więc speł­nić po tem ży­ciu. Osta­teczna szczę­śli­wość czło­wieka nie bę­dzie więc w obec­nym ży­ciu[9].

Druga wer­sja tra­dy­cyj­nego ar­gu­mentu z Pra­gnie­nia od­wo­łuje się nie do tej ma­ją­cej da­wać się po­znać w spo­sób na­tu­ralny idei, że wszyst­kie na­tu­ralne pra­gnie­nia mu­szą da­wać się za­spo­koić, ale do jaw­nej do­broci i wier­no­ści Boga, zgod­nie z tym, co znaj­du­jemy w Pi­śmie Świę­tym oraz w ludz­kim do­świad­cze­niu. Pla­to­nik z Cam­bridge, John Smith (1918-1952), pre­zen­tuje su­ge­stywną wer­sję tej od­miany "ar­gu­mentu z Pra­gnie­nia" w swo­ich Se­lec­ted Di­sco­ur­ses (1660):

[Du­sza] wie, że Bóg ni­gdy nie wy­rzek­nie się swo­jego wła­snego ży­cia, które w niej wzbu­dził; ni­gdy nie za­prze się tych pło­mien­nych pra­gnień bło­giego speł­nie­nia sa­mego sie­bie, które zo­stały w niej oży­wione do­zna­niem Jego Do­bra; te wes­tchnie­nia i ła­pa­nie od­de­chu po uczest­ni­cze­niu w Jego wiecz­no­ści są ener­gią Jego wła­snego tchnie­nia w nas; gdyby miał za­miar je znisz­czyć, ni­gdy by nie uka­zał ta­kich rze­czy, jak to uczy­nił; nie wzno­siłby du­szy ku szczy­tom wi­zji, by po­ka­zać jej całą chwałę tego nie­biań­skiego Ka­na­anu peł­nego wiecz­nych i nie­ogra­ni­czo­nych roz­ko­szy, by po­tem strą­cić ją z po­wro­tem w dół do tej głę­bo­kiej i mrocz­nej ot­chłani śmierci i ni­cos?ci. Bo­ska do­broć nie może być i nie bę­dzie tak okrutna wo­bec świę­tych dusz, które pra­gną Jego mi­ło­ści[10].

Ar­gu­ment Le­wisa z Pra­gnie­nia różni się od tych dwóch tra­dy­cyj­nych jego wer­sji. Za­miast sku­piać się na utrzy­mu­ją­cym się na­tu­ral­nym pra­gnie­niu wiecz­nej szczę­śli­wo­ści, Le­wis od­wo­łuje się do szcze­gól­nego ro­dzaju prze­moż­nej i ulot­nej du­cho­wej tę­sk­noty, którą okre­śla mia­nem "słod­kiego pra­gnie­nia", Sehn­sucht lub "Ra­do­ści". Le­wis ar­gu­men­tuje, że Ra­dość jest świa­dec­twem ist­nie­nia rze­czy­wi­sto­ści trans­cen­dent­nej.

Jak za­tem wy­gląda ar­gu­ment Le­wisa z Pra­gnie­nia? Trudno pre­cy­zyj­nie od­po­wie­dzieć na to py­ta­nie, po­nie­waż Le­wis ni­g­dzie szcze­gó­łowo go nie przed­sta­wił i for­mu­ło­wał go w roz­ma­ity spo­sób. Róż­niące się nieco od sie­bie wer­sje po­ja­wiają się w Chrze­ści­jań­stwie po pro­stu (1952), Przed­mo­wie do trze­ciego wy­da­nia Błą­dze­nia piel­grzyma (1933, wy­da­nie trze­cie - 1943), Za­sko­czo­nym Ra­do­ścią (1955) i Brze­mie­niu chwały (1940). Trak­tuje o nim kilka ustę­pów Opo­wie­ści z Na­rnii (1950-1956), Till We Have Fa­ces[11](1956), także jego wcze­sne wier­sze (szcze­gól­nie Sweet De­sire i Joy) oraz inne tek­sty li­te­rac­kie, bez­po­śred­nio lub po­śred­nio od­no­szące się do róż­nych aspek­tów tego ar­gu­mentu. Wresz­cie ist­nieje wcze­sna, spe­ku­la­tywna i zna­cząco od­mienna wer­sja tego ar­gu­mentu (lub ar­gu­mentu zbli­żo­nego), za­warta w li­ście Le­wisa do jego brata War­niego[12]. Za­cznijmy od tego, co Le­wis miał na my­śli, uży­wa­jąc słowa "Ra­dość" (da­lej będę po­słu­gi­wał się sło­wem "Ra­dość", pi­sząc je wielką li­terą, ale bez cu­dzy­słowu lub wy­róż­nia­nia za po­mocą kur­sywy).

Le­wis mówi o Ra­do­ści w sen­sie tech­nicz­nym, od­no­sząc się do szcze­gól­nego ro­dzaju pra­gnie­nia, tę­sk­noty lub re­ak­cji emo­cjo­nal­nej, która, jak za­kłada, jest znana przy­naj­mniej więk­szo­ści jego czy­tel­ni­ków. Do­zna­nia Ra­do­ści są krót­kie, in­ten­sywne, to eks­cy­tu­jące "ukłu­cia" lub "pchnię­cia no­żem" tę­sk­noty, jed­no­cze­śnie sil­nie po­żą­dane, jak i szcze­gól­nie bo­le­sne[13]. Ra­dość jest do­świad­czana pod wzglę­dem fi­zycz­nym jako "swego ro­dzaju drże­nie albo trze­po­ta­nie prze­pony", bę­dące dla Le­wisa tym sa­mym od­czu­ciem, ja­kiego do­świad­czał "w chwili na­głego albo cięż­kiego cier­pie­nia"[14]. Choć Ra­dość jest formą pra­gnie­nia, różni się od wszyst­kich in­nych pra­gnień na dwa spo­soby. Po pierw­sze, o ile inne pra­gnie­nia "po­strze­gamy jako przy­jem­no­ści je­dy­nie wów­czas, gdy ocze­ku­jemy ich za­spo­ko­je­nia w nie­da­le­kiej przy­szło­ści", to w przy­padku pra­gnie­nia, ja­kim jest Ra­dość, "ono samo spra­wia pewną roz­kosz"[15]. W ten spo­sób Ra­dość "prze­biega wzdłuż li­nii od­dzie­la­ją­cej pra­gnie­nie od po­sia­da­nia. Do­świad­cze­nie pra­gnie­nia jest z de­fi­ni­cji jego po­sia­da­niem - pra­gnąć ozna­cza tyle, co po­sia­dać"[16].

Po dru­gie, Ra­dość różni się od wszyst­kich in­nych pra­gnień ze względu na ta­jem­ni­czy i trudny do uchwy­ce­nia cha­rak­ter przed­miotu(ów) tego pra­gnie­nia. W przy­padku Ra­do­ści nie jest do­kład­nie ja­sne, czym jest to, czego się pra­gnie, i czę­sto błęd­nie iden­ty­fi­kuje się jego przed­miot. Wiele osób myl­nie przy­pusz­cza, że Ra­dość jest pra­gnie­niem, które może za­spo­koić ja­kaś ziem­ska rzecz (seks, do­świad­cze­nie es­te­tyczne itd.). Ale wszyst­kie tego typu rze­czy, jak prze­ko­nuje Le­wis, oka­zują się być fał­szy­wymi, uro­jo­nymi ob­ra­zami z wo­sku, na­tych­miast się roz­ta­pia­ją­cymi i nie­zmien­nie za­wo­dzą­cymi jako źró­dło za­spo­ko­je­nia, które wy­da­wały się obie­cy­wać[17]. Na tym po­lega ta druga wy­jąt­kowa ce­cha Ra­do­ści sta­no­wią­cej fi­lar ar­gu­mentu Le­wisa z Pra­gnie­nia - fakt, że jest to dziw­nie nie­okre­ślone pra­gnie­nie, naj­wy­raź­niej nie­mo­gące zo­stać za­spo­ko­jone przez żadne na­tu­ralne szczę­ście do­stępne na tym świe­cie.

Co za­tem, uj­mu­jąc sprawę bar­dziej pre­cy­zyj­nie, głosi ar­gu­ment z Pra­gnie­nia? Jak za­uważa John Be­ver­sluis, Le­wis wy­daje się pre­zen­to­wać ten ar­gu­ment w wer­sji za­równo de­duk­cyj­nej, jak i in­duk­cyj­nej[18]. W po­staci de­duk­cyj­nej może on zo­stać sfor­mu­ło­wany na­stę­pu­jąco:

(1) Dla każ­dego na­tu­ral­nego pra­gnie­nia ist­nieje przed­miot, który może je za­spo­koić.

(2) Ra­dość jest na­tu­ral­nym pra­gnie­niem.

(3) Za­tem ist­nieje przed­miot, który może za­spo­koić pra­gnie­nie, ja­kim jest Ra­dość.

(4) Ale nic w świe­cie na­tu­ral­nym nie jest w sta­nie za­spo­koić pra­gnie­nia, ja­kim jest Ra­dość.

(5) Za­tem ist­nieje nad­na­tu­ralny przed­miot, który może za­spo­koić to pra­gnie­nie.

(6) Je­dy­nym nad­na­tu­ral­nym przed­mio­tem, który może za­spo­koić to pra­gnie­nie, jest Bóg.

(7) Za­tem Bóg ist­nieje.

Nie­któ­rzy au­to­rzy utrzy­mują, że Le­wis nie przed­sta­wił de­duk­cyj­nej wer­sji ar­gu­mentu z Pra­gnie­nia[19]. W isto­cie pewni znawcy Le­wisa twier­dzą, że w ogóle nie było jego za­mia­rem, aby "ar­gu­ment" z Pra­gnie­nia za­pre­zen­to­wać w po­staci for­mal­nej[20]. Le­wis jed­nak bez wąt­pie­nia spra­wia wra­że­nie, że przed­sta­wia ar­gu­ment. Wy­daje się gło­sić twier­dze­nia po­parte ro­zu­mo­wa­niem. Co wię­cej, Le­wis czę­sto po­słu­guje się ostroż­nym, wy­wa­żo­nym to­nem sil­nie su­ge­ru­ją­cym, że chce, aby ar­gu­ment z Pra­gnie­nia był uzna­wany za in­duk­cyjny (to zna­czy pro­ba­bi­li­styczny). Oto dwa przy­kła­dowe cy­taty, w któ­rych wy­róż­ni­łem sto­sowne frag­menty:

Żadna istota nie ro­dzi się z ta­kim pra­gnie­niem, dla któ­rego nie ist­nia­łoby ja­kieś za­spo­ko­je­nie. Dziecko od­czuwa głód - ist­nieje po­ży­wie­nie. Ka­czątko chce pły­wać - ist­nieje woda. Lu­dzie od­czu­wają po­żą­da­nie sek­su­alne - ist­nieje seks. Skoro więc od­naj­duję w so­bie pra­gnie­nie, któ­rego nie może za­spo­koić żadne do­świad­cze­nie na tym świe­cie, naj­praw­do­po­dob­niej ozna­cza to, że zo­sta­łem stwo­rzony dla in­nego świata[21].

[P]ozo­sta­jemy ze świa­do­mo­ścią pra­gnie­nia, któ­rego nie za­spo­koi żadne na­tu­ralne szczę­ście. Ale czy jest ja­kiś po­wód, by przy­pusz­czać, że rze­czy­wi­stość by­łaby w sta­nie je za­spo­koić? [...] Fi­zyczny głód czło­wieka nie do­wo­dzi, że otrzyma chleb. Może na przy­kład umrzeć z głodu na tra­twie dry­fu­ją­cej przez Atlan­tyk. Do­wo­dzi jed­nak, że czło­wiek na­leży do ga­tunku, który re­ge­ne­ruje ciało po­ży­wie­niem, i że za­miesz­kuje świat, w któ­rym ist­nieją sub­stan­cje spo­żyw­cze. W ten sam spo­sób - choć nie mam pew­no­ści [...] - że moje pra­gnie­nie raju do­wo­dzi, iż go osią­gnę - mogę mnie­mać, że jest to cał­kiem prze­ko­nu­ją­cym zna­kiem, iż taka rzecz ist­nieje i nie­któ­rzy lu­dzie jej do­stą­pią[22].

Je­śli Le­wis rze­czy­wi­ście za­mie­rzał przed­sta­wić in­duk­cyjny ar­gu­ment z Pra­gnie­nia, to mógłby on zo­stać sfor­mu­ło­wany na­stę­pu­jąco:

(1) Lu­dzie od­czu­wają na­tu­ralne pra­gnie­nie rze­czy­wi­sto­ści trans­cen­dent­nej.

(2) Dla więk­szo­ści na­tu­ral­nych pra­gnień ist­nieje przed­miot, który je za­spo­kaja.

(3) Za­tem praw­do­po­dob­nie rze­czy­wi­stość trans­cen­dentna ist­nieje.

Czy ta lub ja­ka­kol­wiek wer­sja ar­gu­mentu z Pra­gnie­nia jest prze­ko­nu­jąca? Tak uważa Pe­ter S. Wil­liams, au­tor książki C.S. Le­wis kon­tra nowi ate­iści[23]. W rze­czy­wi­sto­ści w tek­ście umiesz­czo­nym w ni­niej­szym to­mie Wil­liams wy­ja­śnia, że ist­nieje co naj­mniej pięć prze­ko­nu­ją­cych wer­sji ar­gu­mentu z Pra­gnie­nia. Wśród nich są nie tylko sfor­mu­ło­wa­nia de­duk­cyjne i in­duk­cyjne opi­sane wy­żej, ale także wer­sja okre­ślana przez niego jako "ar­gu­ment a priori", ar­gu­ment ab­duk­cyjny oraz ar­gu­ment re­duk­cyjny.

W za­war­tej w tym to­mie mo­jej od­po­wie­dzi skie­ro­wa­nej do Wil­liamsa prze­ko­nuję, że każda z wy­mie­nio­nych po­staci ar­gu­mentu z Pra­gnie­nia jest wa­dliwa. Wska­zuję na na­stę­pu­jące pro­blemy: na ile ja­sne jest to, że Ra­dość sta­nowi ro­dzaj pra­gnie­nia? Je­śli Ra­dość jest pra­gnie­niem, to czy jest pra­gnie­niem na­tu­ral­nym, we wła­ści­wym zna­cze­niu tego słowa? Czy to prawda, że dla wszyst­kich (lub choćby dla więk­szo­ści) na­tu­ral­nych pra­gnień ist­nieje przed­miot, który je za­spo­kaja? Na­wet je­śli to prawda, że dla więk­szo­ści na­tu­ral­nych pra­gnień ist­nieje przed­miot, który je za­spo­kaja, czy ist­nieją ja­kieś szcze­gólne po­wody, dla któ­rych można wąt­pić, że pra­gnie­nie, ja­kim jest Ra­dość, może zo­stać za­spo­ko­jone?

2. AR­GU­MENT Z RO­ZUMU

Ar­gu­ment z ro­zumu to ar­gu­ment prze­ciwko na­tu­ra­li­zmowi me­ta­fi­zycz­nemu - po­glą­dowi, który, z grub­sza rzecz uj­mu­jąc, głosi, że na­tura lub rze­czy­wi­stość fi­zyczna jest wszyst­kim, co ist­nieje[24]. Le­wis nie wy­my­ślił ar­gu­mentu z ro­zumu; w rze­czy­wi­sto­ści na­zywa go on "twar­dym orze­chem do zgry­zie­nia"[25]. Le­wis jest jed­nak zde­cy­do­wa­nie naj­bar­dziej zna­nym i naj­bar­dziej wpły­wo­wym obrońcą tego ar­gu­mentu. W spo­sób do­głębny pre­zen­tuje ten ar­gu­ment w pierw­szym i dru­gim wy­da­niu książki Cuda (1947, 1960)[26], ale ważne uwagi za­warte są także w tek­stach De Fu­ti­li­tate (1967), Czy teo­lo­gia jest po­ezją? (1965), Bul­we­ryzm (1970), O ży­ciu w erze ato­mo­wej (1987) oraz w róż­nych li­stach Le­wisa[27]. Wy­ja­śnijmy naj­pierw, co to za ar­gu­ment, a na­stęp­nie przej­dziemy do spraw­dze­nia, co prze­ma­wia na jego rzecz, a co prze­ciwko niemu.

A. Przy­go­to­wa­nie sceny

Ce­lem przed­sta­wio­nego przez Le­wisa ar­gu­mentu z ro­zumu jest wy­ka­za­nie, że na­tu­ra­lizm jest za­równo fał­szywy, jak i (w pew­nym sen­sie) sa­mo­oba­la­jący. Jest fał­szywy, po­nie­waż im­pli­kuje coś, co jest w oczy­wi­sty spo­sób fał­szem, a mia­no­wi­cie to, że ro­zu­mo­wa­nie nie ist­nieje. Jest sa­mo­oba­la­jący, po­nie­waż je­dy­nie wtedy można przyj­mo­wać na­tu­ra­lizm i bro­nić go w spo­sób ra­cjo­nalny, je­śli ro­zu­mo­wa­nia są moż­liwe. Wielu my­śli­cieli za­pro­po­no­wało po­dobne ar­gu­menty prze­ciwko na­tu­ra­li­zmowi (na­zy­wa­nemu także "ma­te­ria­li­zmem" lub "fi­zy­ka­li­zmem", choć nie­któ­rzy wolą od­róż­niać te sta­no­wi­ska). Przy­kła­dowo, To­masz z Akwinu ar­gu­men­tuje, że na­tu­ra­lizm musi być fał­szywy, po­nie­waż nie jest w sta­nie wy­ja­śnić ta­kich umy­sło­wych fe­no­me­nów jak zdol­no­ści umy­słu do uchwy­ce­nia po­jęć ogól­nych, poj­mo­wa­nia rze­czy nie­skoń­czo­nych, po­zna­wa­nia rze­czy in­nych niż cie­le­sne oraz do sa­mo­po­zna­nia[28]. Im­ma­nuel Kant ar­gu­men­tuje, że aby nadać sens na­szym ideom obo­wiązku mo­ral­nego oraz mo­ral­nej war­to­ści, mu­simy "po­stu­lo­wać", choć nie mo­żemy wie­dzieć, że ist­nieje ja­kaś nie­fi­zyczna po­nadzmy­słowa rze­czy­wi­stość[29]. Różne wer­sje twier­dze­nia, że na­tu­ra­lizm jest sa­mo­oba­lalny, były bro­nione przez Ar­thura Bal­fo­ura, Gil­berta Ke­itha Che­ster­tona, Johna Bur­dona San­der­sona Hal­dane'a, Cy­rila Edwina Mit­chin­sona Jo­ada, Vic­tora Rep­perta, Wil­liama Ha­skera i Alvina Plan­tingę[30]. W ar­gu­men­cie Le­wisa nie ma ni­czego szcze­gól­nie ory­gi­nal­nego. Sporo zo­stało za­po­ży­czone od Bal­fo­ura. Wer­sja Le­wisa jest jed­nak za­słu­że­nie słynna ze względu na ja­sność i siłę prze­ko­ny­wa­nia.

Le­wis zde­fi­nio­wał przed­miot swo­jej kry­tyki, na­tu­ra­lizm, jako dok­trynę gło­szącą, że "ist­nieje je­dy­nie wza­jem­nie po­wią­zany ze­spół zja­wisk zwa­nych na­turą"[31]. W dal­szej czę­ści staje się ja­sne, że Le­wis uznaje na­tu­ra­lizm za sta­no­wi­sko, na które skła­dają się trzy główne twier­dze­nia: (1) że nie ist­nieje nic po­nadna­tu­ral­nego (przy­kła­dowo, nie ma Boga, dusz, nieba); (2) że wszystko, co ist­nieje, jest ja­kąś formą "rze­czy" fi­zycz­nych lub daje się w pełni wy­ja­śnić przez od­wo­ła­nie do tego, co fi­zyczne; (3) że ca­łość rze­czy­wi­sto­ści sta­nowi sys­tem "sprzę­żony" w tym sen­sie, że wszystko, co po­ja­wia się w na­tu­rze, jest czę­ścią za­mknię­tej, de­ter­mi­ni­stycz­nej sieci przy­czyn i skut­ków.

To ostat­nie twier­dze­nie - że na­tu­ra­lizm po­ciąga za sobą de­ter­mi­nizm - jest kwe­stią sporną. Jak za­uważa Le­wis, wielu na­ukow­ców są­dzi obec­nie, że fi­zyka kwan­towa wy­ka­zała, iż pewne zda­rze­nia sub­a­to­mowe nie są zde­ter­mi­no­wane przy­czy­nowo. Le­wis po­wąt­piewa w praw­dzi­wość ta­kiego prze­ko­na­nia, su­ge­ru­jąc, że na­ukowcy tak na­prawdę w nie nie wie­rzą, a je­śli wie­rzą, to na­uka pew­nego dnia wy­każe, iż się my­lili[32].

W tym punk­cie można dys­ku­to­wać z Le­wi­sem. Choć Al­bert Ein­stein także był scep­tyczny wo­bec idei in­de­ter­mi­ni­zmu kwan­to­wego - wy­ra­ża­jąc się żar­to­bli­wie, że "Bóg nie gra w ko­ści z wszech­świa­tem" - to jest ona sil­nie wspie­rana przez dane eks­pe­ry­men­talne i obec­nie więk­szość fi­zy­ków ją przyj­muje. Jak jed­nak zo­ba­czymy, ar­gu­ment Le­wisa wcale nie wy­maga łą­cze­nia na­tu­ra­li­zmu z de­ter­mi­ni­zmem. Co wię­cej, z po­wodu tak wą­skiego zde­fi­nio­wa­nia na­tu­ra­li­zmu Le­wis zna­cząco ogra­ni­cza za­kres swo­jego ar­gu­mentu, po­zo­sta­wia­jąc bez szwanku bar­dzo po­pu­larne formy na­tu­ra­li­zmu, które nie za­kła­dają de­ter­mi­ni­zmu. Z tego względu wielu obroń­ców ar­gu­mentu Le­wisa po­rzuca jego za­ło­że­nie, że na­tu­ra­lizm za­kłada praw­dzi­wość de­ter­mi­ni­zmu.

B. Ar­gu­ment Le­wisa wy­ło­żony w pierw­szym wy­da­niu Cu­dów

Pierw­szą pełną pre­zen­ta­cję ar­gu­mentu z ro­zumu Le­wis za­warł w książce z roku 1947 Cudy. Wpro­wa­dze­nie ogólne. (Na­leży za­uwa­żyć, że Le­wis ni­gdy nie używa sfor­mu­ło­wa­nia "ar­gu­ment z ro­zumu"; zo­stało ono ukute przez Johna Be­ver­slu­isa w pracy z roku 1985 C.S. Le­wis and the Se­arch for Ra­tio­nal Re­li­gion). Rok póź­niej ar­gu­men­ta­cja Le­wisa zo­stała ostro skry­ty­ko­wana przez Eli­za­beth An­scombe w słyn­nej dys­ku­sji pod­czas spo­tka­nia Oks­fordz­kiego Klubu So­kra­tej­skiego. Le­wis uznał słusz­ność spo­rej czę­ści za­rzu­tów wy­su­nię­tych przez An­scombe i w dru­gim wy­da­niu Cu­dów (1960) przed­sta­wił dłuż­szą i zna­cząco po­pra­wioną wer­sję tego ar­gu­mentu.

Ar­gu­men­ta­cję Le­wisa z pierw­szego wy­da­nia Cu­dów można stre­ścić na­stę­pu­jąco[33]:

(1) Żadne wy­wnio­sko­wane prze­ko­na­nie nie jest war­to­ściowe [va­lid], je­śli może być w pełni wy­ja­śnione jako wy­nik przy­czyn ir­ra­cjo­nal­nych.

(2) Je­śli na­tu­ra­lizm jest praw­dziwy, wtedy wszyst­kie wy­wnio­sko­wane prze­ko­na­nia można w pełni wy­ja­śnić jako wy­nik przy­czyn ir­ra­cjo­nal­nych.

(3) Za­tem, je­śli na­tu­ra­lizm jest praw­dziwy, to żadne wy­wnio­sko­wane prze­ko­na­nie nie jest war­to­ściowe (na pod­sta­wie 1 i 2).

(4) Na­tu­ra­lizm może być przyj­mo­wany w spo­sób ra­cjo­nalny, tylko je­śli jest war­to­ścio­wym prze­ko­na­niem opar­tym na wnio­sko­wa­niu.

(5) Za­tem na­tu­ra­lizm nie może być przyj­mo­wany w spo­sób ra­cjo­nalny (na pod­sta­wie 3 i 4).

(6) Ist­nieje wiele war­to­ścio­wych prze­ko­nań opar­tych na wnio­sko­wa­niu.

(7) Każde sta­no­wi­sko, które głosi, że żadne wy­wnio­sko­wane prze­ko­na­nia nie są war­to­ściowe, jest fał­szywe.

(8) Za­tem na­tu­ra­lizm jest fał­szywy (na pod­sta­wie 6 i 7).

(9) Dla­tego na­tu­ra­lizm jest fał­szywy i nie można go przyj­mo­wać w spo­sób ra­cjo­nalny (na pod­sta­wie 5 i 8).

W od­po­wie­dzi Le­wi­sowi An­scombe przed­sta­wiła liczne trafne uwagi. Trzy naj­waż­niej­sze za­rzuty do­ty­czą (1) pro­ble­ma­tycz­no­ści uży­cia przez Le­wisa zwrotu "war­to­ściowy" (va­lid); (2) nie­odróż­nie­nia przez Le­wisa ir­ra­cjo­nal­nych i nie­ra­cjo­nal­nych przy­czyn przyj­mo­wa­nia prze­ko­nań oraz (3) nie­odróż­nie­nia dwóch waż­nych zna­czeń słowa "po­nie­waż".

An­scombe była w zro­zu­miały spo­sób za­kło­po­tana wy­po­wie­dziami Le­wisa o prze­ko­na­niach "war­to­ścio­wych" i "bez­war­to­ścio­wych". Gdy Le­wis uczył się lo­giki w la­tach dwu­dzie­stych XX wieku, po­wszech­nie mó­wiło się o war­to­ścio­wych prze­ko­na­niach i wnio­sko­wa­niach, jak i o war­to­ścio­wych ar­gu­men­tach[34]. Ogra­ni­cze­nie uży­cia słowa "war­to­ściowy" do ar­gu­men­tów sil­nie ugrun­to­wało się do­piero za sprawą nie­zwy­kle po­pu­lar­nego pod­ręcz­nika Irvinga Co­piego In­tro­duc­tion to Lo­gic, z roku 1956. W cza­sach Le­wisa lo­gicy po­wszech­nie od­róż­niali roz­ma­ite spo­soby mó­wie­nia o war­to­ścio­wo­ści wnio­sko­wań i ar­gu­men­ta­cji. Przy­kła­dowo, Bra­dley roz­róż­nia po­mię­dzy wnio­sko­wa­niami, które są "for­mal­nie" war­to­ściowe (w któ­rych to wnio­sko­wa­niach z prze­sła­nek wnio­sek wy­nika lo­gicz­nie), a tymi, które są "re­al­nie" war­to­ściowe (gdy wnio­sko­wa­nie rze­tel­nie śle­dzi lub od­wzo­ro­wuje rze­czy­wi­stość)[35]. Bra­dley prze­ko­ny­wał, że gdy wnio­sko­wa­nia nie są war­to­ściowe w tym tre­ścio­wym, re­ali­stycz­nym sen­sie, wtedy ro­zu­mowi ludz­kiemu grozi sa­mo­znisz­cze­nie. Pi­sze on:

Je­śli we wnio­sko­wa­niu ten, a nie inny wnio­sek jest przyj­mo­wany w spo­sób ar­bi­tralny, jak taki pro­ces może praw­dzi­wie od­no­sić się do rze­czy­wi­sto­ści? Na­sza wie­dza o przy­czy­nie sama zo­sta­nie po­grze­bana wraz z ru­inami wszel­kiego na­szego ro­zu­mo­wa­nia i osta­tecz­nie bę­dziemy mu­sieli zwąt­pić, czy w ogóle ist­nieje coś ta­kiego jak war­to­ściowe [va­lid] wnio­sko­wa­nie[36].

An­scombe, która była uczen­nicą Wit­t­gen­ste­ina i zo­stała wy­szko­lona w no­wo­cze­snej lo­gice, za­rzu­ciła Le­wi­sowi, że nie okre­ślił ja­sno, co ma na my­śli, gdy uży­wał słowa "war­to­ściowy". Je­śli miał na my­śli "ro­zu­mo­wa­nie, w któ­rym wnio­sek wy­nika w spo­sób ko­nieczny z prze­sła­nek", to bez wąt­pie­nia nie­które ro­zu­mo­wa­nia są war­to­ściowe, a nie­które ta­kimi nie są. Je­śli zaś miał na my­śli coś nor­ma­tyw­nego, jak wnio­sko­wa­nia epi­ste­micz­nie "ra­cjo­nalne" lub "uza­sad­nione", wtedy na­tu­ra­li­ści, po­dob­nie jak inne osoby, mogą uznać, że ta­kie wnio­sko­wa­nia ist­nieją[37]. Mie­sza­jąc ge­nezę ja­kie­goś ro­zu­mo­wa­nia - przy­czy­nowe aspekty jego po­cho­dze­nia - z jego ra­cjo­nalną siłą, po­peł­nia się błąd ge­ne­tyczny. Zgod­nie z uję­ciem An­scombe to, czy ja­kieś ro­zu­mo­wa­nie jest "ra­cjo­nalne" lub "za­sadne", zwy­kle ma nie­wiele wspól­nego lub nie ma nic wspól­nego z tym, ja­kie przy­czyny spo­wo­do­wały to ro­zu­mo­wa­nie. "Je­śli ja­kiś czło­wiek ma ra­cjo­nalne po­wody [re­asons] i są to do­bre po­wody [...], aby coś so­bie my­śleć - wtedy ta myśl jest ra­cjo­nalna, nie­za­leż­nie od przy­czyn, do ja­kich się od­wo­łamy, opi­su­jąc jego my­śle­nie"[38]. Co wię­cej, Le­wis wy­da­wał się su­ge­ro­wać, że je­śli na­tu­ra­lizm jest praw­dziwy, to żadne wy­wnio­sko­wane prze­ko­na­nia nie są war­to­ściowe. Ale jaki jest sens prze­ciw­sta­wiać so­bie ro­zu­mo­wa­nia war­to­ściowe i bez­war­to­ściowe, je­śli żadne ro­zu­mo­wa­nie nie może być war­to­ściowe? Mó­wiąc krótko, An­scombe za­rzu­ciła Le­wi­sowi, że nie wska­zał na żadne ja­sne zna­cze­nie "war­to­ści" ro­zu­mo­wań, które sta­no­wi­łoby szcze­gólny pro­blem dla na­tu­ra­li­stów.

W opu­bli­ko­wa­nej w "So­cra­tic Di­gest" krót­kiej od­po­wie­dzi na kry­tykę An­scombe Le­wis przy­znał, że "war­to­ściowy" to "źle do­brane słowo" na okre­śle­nie po­zy­tyw­nej epi­ste­micz­nej wła­sno­ści, jaką miał na my­śli - lep­szym okre­śle­niem by­łoby "wia­ry­godny" ["ve­ri­di­cal"][39]. Jak zo­ba­czymy, póź­niej Le­wis dał ja­sno do zro­zu­mie­nia, że nie miał na my­śli ani war­to­ści de­duk­cyj­nej, ani epi­ste­micz­nej ra­cjo­nal­no­ści lub za­sad­no­ści[40], ale to, co Bra­dley okre­ślił jako "re­alną war­to­ścio­wość": war­tość ro­zu­mo­wa­nia jako droga, która "pro­wa­dzi do prawdy"[41]. Ce­lem Le­wisa było wy­ka­za­nie, że na­tu­ra­lizm po­ciąga za sobą brak epi­ste­micz­nego związku z rze­czy­wi­sto­ścią, co czyni rze­czy­wi­ste ro­zu­mo­wa­nie (a przez to więk­szość ro­dza­jów wie­dzy) czymś nie­moż­li­wym.

Drugi z głów­nych za­rzu­tów An­scombe gło­sił, że Le­wis nie do­strzegł waż­nej dwu­znacz­no­ści słowa "ir­ra­cjo­nalny". Le­wis za Bal­fo­urem[42] twier­dził, że dla na­tu­ra­li­stów "wszel­kie my­śli są skut­kiem przy­czyn ir­ra­cjo­nal­nych"[43]. An­scombe zwró­ciła uwagę, że "ir­ra­cjo­nalny" może ozna­czać za­równo "wbrew ro­zu­mowi" (jak przy­kła­dowo my­śle­nie we­wnętrz­nie nie­spójne lub ży­cze­niowe), jak i "niera­cjo­nalne" (jak przy­kła­dowo im­pulsy elek­tryczne w mó­zgu). An­scombe za­uwa­żyła, że na­tu­ra­li­ści mogą przyj­mo­wać, że wszyst­kie my­śli mają przy­czyny nie­ra­cjo­nalne, ale nie mu­szą (i nie po­winni) przyj­mo­wać, że wszyst­kie my­śli mają przy­czyny ir­ra­cjo­nalne[44].

Le­wis zgo­dził się z tą kry­tyką, stwier­dza­jąc, że An­scombe wy­ka­zała, iż jego ar­gu­men­ta­cja w naj­lep­szym wy­padku "udo­wod­niła słusz­ność tru­izmu, że myśl ir­ra­cjo­nalna jest bez­war­to­ściowa, a nie że bez­war­to­ściowa jest każda myśl (oparta na tym, co nie-ra­cjo­nalne)"[45]. W póź­niej­szej pre­zen­ta­cji swo­jego ar­gu­mentu Le­wis zwa­żał na to, by od­róż­nić te dwa ro­dzaje ir­ra­cjo­nal­no­ści i by zwró­cić uwagę, że na­tu­ra­li­ści mu­szą przyj­mo­wać je­dy­nie twier­dze­nie, iż każde wy­wnio­sko­wane prze­ko­na­nie można w pełni wy­tłu­ma­czyć od­wo­ła­niem do przy­czyn niera­cjo­nal­nych.

Ostatni za­rzut An­scombe gło­sił, że Le­wis nie do­strzegł waż­nej róż­nicy po­mię­dzy dwoma zna­cze­niami słowa "po­nie­waż". Roz­ważmy na­stę­pu­jące dwa stwier­dze­nia:

(1) Ali­cja zo­ba­czyła plamy przed oczami, po­nie­waż ude­rzyła się w głowę.

(2) Je­dze­nie mięsa jest złe, po­nie­waż od­po­wiada za ist­nie­nie nie­ko­niecz­nego cier­pie­nia.

An­scombe za­uważa, że "po­nie­waż" w zda­niu (1) wska­zuje na zwią­zek przy­czy­nowo-skut­kowy, pod­czas gdy "po­nie­waż" w zda­niu (2) od­nosi się do związku opar­tego na świa­dec­twie lub tym, co okre­śla mia­nem "ra­cji" ["gro­und"][46]. We­dług niej Le­wis mie­sza te dwa zna­cze­nia słowa "po­nie­waż" i przez to nie udaje mu się do­strzec, że przy­czyny, które od­po­wia­dają za dane ro­zu­mo­wa­nie, nie mają związku z jego lo­giczną siłą lub war­to­ścią po­znaw­czą[47].

Le­wis nie zgo­dził się w pełni z tym za­rzu­tem. Uznał, że ważne jest, aby od­róż­nić związki przy­czy­nowo-skut­kowe od tego, co okre­ślił jako zwią­zek "ra­cji i na­stęp­stwa" [gro­und-con­se­qu­ent re­la­tion­ship][48]. W isto­cie roz­róż­nie­nie to od­grywa klu­czową rolę w jego po­pra­wio­nej wer­sji ar­gu­mentu z ro­zumu za­war­tej w dru­gim wy­da­niu Cu­dów. Le­wis nie zgo­dził się jed­nak z An­scombe, że sprawa przy­czy­no­wego po­cho­dze­nia jest obo­jętna dla kwe­stii do­wo­do­wej [evi­den­tial] lub po­znaw­czej war­to­ści ak­tów ro­zu­mo­wa­nia. Jak zo­ba­czymy, Le­wis prze­ko­ny­wał, że jest prze­ciw­nie - na­tu­ra­li­ści mu­szą przyj­mo­wać ta­kie ro­zu­mie­nie my­śle­nia, które pod­waża war­tość my­śle­nia jako spo­sobu "po­dą­ża­nia za prawdą".

C. Po­pra­wiony ar­gu­ment Le­wisa

W dru­gim wy­da­niu Cu­dów Le­wis za­pre­zen­to­wał zna­cząco roz­sze­rzoną i ulep­szoną wer­sję ar­gu­mentu z ro­zumu. Można ją przed­sta­wić na­stę­pu­jąco:

(1) Na­tu­ra­lizm można przyj­mo­wać w spo­sób ra­cjo­nalny, tylko je­śli jego praw­dzi­wość da się ra­cjo­nal­nie wy­wnio­sko­wać na pod­sta­wie do­brych świa­dectw.

(2) Ro­zu­mo­wa­nie wy­maga wglądu w rze­czy­wi­ste, obiek­tywne re­la­cje lo­giczne.

(3) Na­tu­ra­lizm za­kłada, że wszyst­kie akty wnio­sko­wa­nia mogą zo­stać w pełni wy­ja­śnione przez od­wo­ła­nie do przy­czyn nie­ra­cjo­nal­nych.

(4) Je­śli akt wnio­sko­wa­nia może być w pełni wy­ja­śniony przez od­wo­ła­nie do czyn­ni­ków nie­ra­cjo­nal­nych, to w jego wy­padku nie mamy do czy­nie­nia z wglą­dem w rze­czy­wi­ste, obiek­tywne re­la­cje lo­giczne.

(5) Za­tem, je­śli na­tu­ra­lizm jest praw­dziwy, to ro­zu­mo­wa­nie nie ist­nieje (na pod­sta­wie 2-4).

(6) Je­śli ro­zu­mo­wa­nie nie ist­nieje, to na­tu­ra­lizm nie może zo­stać ra­cjo­nal­nie wy­wnio­sko­wany na pod­sta­wie wła­ści­wych świa­dectw.

(7) Za­tem, je­śli na­tu­ra­lizm jest praw­dziwy, to nie może zo­stać wy­wnio­sko­wany na pod­sta­wie wła­ści­wych świa­dectw (co wy­nika z 5-6).

(8) Za­tem, je­śli na­tu­ra­lizm jest praw­dziwy, to nie można go przyj­mo­wać ani bro­nić w spo­sób ra­cjo­nalny (co wy­nika z 1 i 7).

(9) Każda teo­ria, z któ­rej wy­nika, że ro­zu­mo­wa­nie nie ist­nieje, jest fał­szywa.

(10) A za­tem na­tu­ra­lizm jest fał­szywy, a na­wet gdyby był praw­dziwy, to nie można by go w spo­sób ra­cjo­nalny przyj­mo­wać ani bro­nić (co wy­nika z 5 i 9 oraz 8).

Krótka uwaga na mar­gi­ne­sie: jest to re­kon­struk­cja tego, co uwa­żam za cen­tralny punkt ar­gu­men­ta­cji Le­wisa. Ar­gu­men­ta­cja ta jest zło­żona i nie­które jej ele­menty po­mi­ną­łem. Na­leżą do nich: ar­gu­ment, że nie da się przez od­wo­ła­nie do ewo­lu­cji wy­ja­śniać, jak po­wstał ludzki ro­zum[49]; twier­dze­nie, że na­tu­ra­lizm może nie być zdolny do wy­ja­śnie­nia "in­ten­cjo­nal­no­ści" ludz­kich my­śli - tego, że my­śli są "o" czymś i są w sta­nie re­pre­zen­to­wać rze­czy jako ist­nie­jące w okre­ślony spo­sób[50]; oraz długi wy­wód w roz­dziale 4 Cu­dów na rzecz tego, że ludzki ro­zum musi "po­cho­dzić" od wiecz­nego, ist­nie­ją­cego sa­mo­czyn­nie, ra­cjo­nal­nego Bytu (któ­rym nie­ko­niecz­nie musi być Bóg, a który może być ja­kimś ko­smicz­nym lub po­nad­ko­smicz­nym umy­słem). Są to skom­pli­ko­wane (i sporne) kwe­stie, któ­rymi nie mogę się tu­taj za­jąć.

Wróćmy za­tem do tego cen­tral­nego ar­gu­mentu. Prze­słanki 2-4 są wy­raź­nie klu­czowe w sfor­mu­ło­wa­niu, które przed­sta­wi­łem. Za­nim przyj­rzymy się temu, jak Le­wis ich broni, po­wiedzmy nieco na te­mat ogól­nej struk­tury ar­gu­mentu Le­wisa.

Ar­gu­ment Le­wisa z ro­zumu za­li­cza się do ro­zu­mo­wań, które fi­lo­zo­fo­wie okre­ślają mia­nem "ar­gu­men­ta­cji trans­cen­den­tal­nej". Jest to ro­dzaj ar­gu­men­ta­cji dą­żący do wy­ka­za­nia, że jedna rzecz, X, jest ko­niecz­nym wa­run­kiem in­nej rze­czy, Y; a skoro Y ist­nieje, to lo­gicz­nie rzecz bio­rąc, musi ist­nieć także X[51]. Do­brze znane w fi­lo­zo­fii przy­kłady ar­gu­men­ta­cji trans­cen­den­tal­nej obej­mują próbę wy­ka­za­nia przez Kanta, że je­śli mamy wy­tłu­ma­czyć, skąd znamy prawdy syn­te­tyczne a priori, to mu­szą ist­nieć wbu­do­wane ka­te­go­rie ludz­kiego ro­zumu[52] oraz wy­ka­zy­wa­nie przez Kar­te­zju­sza, że musi ist­nieć do­sko­nały Bóg, aby było moż­liwe wy­ja­śnie­nie, skąd mamy ideę ta­kiej istoty[53]. Na­tu­ral­nym ob­sza­rem dla ar­gu­men­tów trans­cen­den­tal­nych są me­ta­fi­zyczne ob­razy świata, po­nie­waż ła­two jest for­mu­ło­wać ma­jące sze­roki za­kres teo­rie rze­czy­wi­sto­ści, które nie pa­sują do świata prze­ja­wia­ją­cego się w kon­kret­nym do­świad­cze­niu. Na tym po­le­gało sedno kry­tyki Kier­ke­ga­arda wo­bec ab­so­lut­nego ide­ali­zmu He­gla[54]. Jesz­cze lep­szym przy­kła­dem jest su­ge­stia Par­me­ni­desa, że ca­łość rze­czy­wi­sto­ści sta­nowi bez­cza­sowa, nie­zmienna, jed­no­rodna kula[55]. Któ­ryż z po­cząt­ku­ją­cych stu­den­tów fi­lo­zo­fii nie ba­wił się wy­my­śla­niem do­wo­dów trans­cen­den­tal­nych prze­ciwko ta­kim prze­ko­na­niom.

Ar­gu­ment trans­cen­den­talny Le­wisa skie­ro­wany jest prze­ciwko na­tu­ra­li­zmowi me­ta­fi­zycz­nemu. Nie­któ­rzy okre­ślają go także mia­nem "ar­gu­mentu z sa­mo­wyw­rot­no­ści"[56]. Są to ta­kie ar­gu­menty, które sta­rają się wy­ka­zać, że dane twier­dze­nie w ja­kiś spo­sób prze­czy samo so­bie. Twier­dze­nia mogą prze­czyć so­bie na różne spo­soby. Je­den ze zna­nych spo­so­bów wy­stę­puje wtedy, gdy dane twier­dze­nie jest wprost we­wnętrz­nie sprzeczne ("Można udo­wod­nić, że ni­czego nie można udo­wod­nić") lub lo­gicz­nie wy­nika z niego twier­dze­nie bę­dące z nim w sprzecz­no­ści ("Wszyst­kie twier­dze­nia są fał­szywe"). W pierw­szym wy­da­niu Cu­dów Le­wis wy­raź­nie uwa­żał, że na­tu­ra­lizm prze­czy sam so­bie w ten drugi spo­sób, jako że roz­dział, w któ­rym przed­sta­wił ten ar­gu­ment, za­ty­tu­ło­wał We­wnętrzna sprzecz­ność w sta­no­wi­sku na­tu­ra­li­sty[57]. Wy­daje się, że póź­niej Le­wis zdał so­bie sprawę, iż ar­gu­ment ten nie do­wo­dzi, że na­tu­ra­lizm jest we­wnętrz­nie sprzeczny lub że pro­wa­dzi do sprzecz­no­ści. Zdał so­bie na­to­miast sprawę z tego, że ar­gu­ment ten wy­ka­zuje, iż na­tu­ra­lizm epi­ste­micz­nie pod­waża sam sie­bie w tym sen­sie, że je­śli jest praw­dziwy, to nie może być przyj­mo­wany ani bro­niony w spo­sób ra­cjo­nalny.

Tego ro­dzaju ar­gu­menty z sa­mo­wyw­rot­no­ści są w fi­lo­zo­fii bar­dzo po­wszechne. Jed­nym z sze­roko ostat­nio dys­ku­to­wa­nych przy­kła­dów jest pod­jęta przez Alvina Plan­tingę próba wy­ka­za­nia, że na­tu­ra­lizm ewo­lu­cjo­ni­styczny pod­waża epi­ste­micz­nie sam sie­bie, po­nie­waż, je­śli jest praw­dziwy, to wia­ry­god­ność na­szych władz po­znaw­czych jest praw­do­po­dob­nie nie­wielka, a wtedy zwo­len­nicy na­tu­ra­li­zmu ewo­lu­cjo­ni­stycz­nego nie mają do­brych po­wo­dów, aby przyj­mo­wać to lub ja­kie­kol­wiek inne sta­no­wi­sko[58]. In­nym do­nio­słym przy­kła­dem jest do­ko­nana przez Da­vida Hume'a kry­tyka Kar­te­zjań­skiej hi­po­tezy o "zło­śli­wym de­mo­nie". Kar­te­zjusz w swych słyn­nych roz­wa­ża­niach roz­pa­try­wał moż­li­wość, że ulega wpły­wowi po­tęż­nej oszu­kań­czej istoty, która nie tylko na­peł­nia jego umysł sze­re­giem fał­szy­wych prze­ko­nań, ale wy­pa­cza samą zdol­ność my­śle­nia i ro­zu­mo­wa­nia, tak iż Kar­te­zjusz nie może być pewny praw­dzi­wo­ści na­wet tak oczy­wi­stych twier­dzeń jak 3 + 2 = 5[59]. Hume traf­nie za­uwa­żył, że tak da­leko po­su­nięty scep­ty­cyzm jest jak czarna dziura, z któ­rej nie ma ucieczki. Póź­niej­sza próba Kar­te­zju­sza, by od­rzu­cić hi­po­tezę o zło­śli­wym de­mo­nie w dro­dze skom­pli­ko­wa­nych "do­wo­dów" mó­wią­cych o ist­nie­niu wszech­po­tęż­nego, ko­cha­ją­cego prawdę Boga, za­kłada wia­ry­god­ność tych sa­mych władz po­znaw­czych (ta­kich jak ro­zum i pa­mięć), którą hi­po­teza zło­śli­wego de­mona pod­waża[60]. Za­tem, jak ar­gu­men­to­wał Hume, Kar­te­zjusz strze­lił so­bie w stopę. Ko­niunk­cja te­izmu z przyj­mo­wa­nym na wstę­pie ra­dy­kal­nym scep­ty­cy­zmem jest sa­mo­oba­la­jąca, po­nie­waż je­śli Bóg rze­czy­wi­ście ist­nieje, to, ak­cep­tu­jąc Kar­te­zjań­ską me­todę scep­tyczną, Jego ist­nie­nie nie może być ra­cjo­nal­nie przyj­mo­wane.

Pod­su­mo­wu­jąc: przed­sta­wiony przez Le­wisa ar­gu­ment z ro­zumu jest ar­gu­men­tem trans­cen­den­tal­nym, który stara się udo­wod­nić, że na­tu­ra­lizm jest fał­szywy, oraz ar­gu­men­tem z sa­mo­wyw­rot­no­ści, dąży do wy­ka­za­nia, że przyj­mo­wa­nie na­tu­ra­li­zmu jest ir­ra­cjo­nalne, na­wet gdyby miało się oka­zać, że na­tu­ra­lizm jest praw­dziwy.

Przyj­rzyjmy się te­raz temu, jak Le­wis broni klu­czo­wych prze­sła­nek swo­jego ar­gu­mentu, za­czy­na­jąc od prze­słanki (2), gło­szą­cej, że ro­zu­mo­wa­nie wy­maga wglądu w rze­czy­wi­ste, obiek­tywne re­la­cje lo­giczne.

Ro­zu­mo­wa­nie (re­aso­ning)[61] to pro­ces umy­słowy po­le­ga­jący na wy­pro­wa­dza­niu wnio­sków z wcze­śniej przy­ję­tych prze­ko­nań, prze­sła­nek, hi­po­tez czy in­nych da­nych[62]. Ro­zu­mo­wa­nie jest czę­sto utoż­sa­miane z wnio­sko­wa­niem (in­fe­rence), ale nie jest to w pełni to samo. Jedna z róż­nic po­lega na tym, że ro­zu­mo­wa­nie jest wy­pro­wa­dza­niem wnio­sków w spo­sób otwarty, pod­czas gdy wnio­sko­wa­nie może opie­rać się na za­ło­że­niach przyj­mo­wa­nych w spo­sób cał­ko­wi­cie mil­czący i być nie­uświa­do­mione[63]. Co wię­cej, ro­zu­mo­wa­nie jest nie­mal za­wsze poj­mo­wane jako pro­ces umy­słowy, pod­czas gdy ka­te­go­ria "wnio­sko­wa­nia" może ozna­czać za­równo czyn­ność wnio­sko­wa­nia ("wnio­sko­wa­nie jako pro­ces" - "the in­fe­ren­tial pro­cess"), jak i re­la­cji łą­czą­cej zbiór twier­dzeń wy­stę­pu­ją­cych w tym umy­sło­wym pro­ce­sie ("treść wnio­sko­wa­nia" - "the in­fe­ren­tial con­tent")[64]. W każ­dym ra­zie Le­wis wy­daje się za­mien­nie uży­wać ka­te­go­rii "ro­zu­mo­wa­nia" (re­aso­ning) i "wnio­sko­wa­nia" (in­fe­rence) oraz poj­mo­wać je jako ozna­cza­jące pro­cesy umy­słowe. Więk­szość jego przy­kła­dów su­ge­ruje, że ma na my­śli głów­nie ro­zu­mo­wa­nie de­duk­cyjne, ale jego prze­sadne twier­dze­nie, że "cała moż­liwa wie­dza"[65] za­leży od wia­ry­god­no­ści ro­zu­mo­wa­nia, su­ge­ruje, że musi uwzględ­niać też nie­de­duk­cyjne od­miany wnio­sko­wań (in­fe­ren­ces). A za­tem, dla­czego uważa, że wszel­kie formy ro­zu­mo­wa­nia, czy to te, w któ­rych mamy do czy­nie­nia z pew­no­ścią wnio­sku, czy jego praw­do­po­do­bień­stwem, wy­ma­gają wglądu w rze­czy­wi­ste, obiek­tywne re­la­cje lo­giczne?

Le­wis zwraca uwagę, że wszel­kie formy ro­zu­mo­wa­nia wska­zują na "lo­giczną za­leż­ność mię­dzy na­szymi prze­ko­na­niami czy twier­dze­niami"[66]. We wnio­sko­wa­niu przyj­mu­jemy - zda­jąc so­bie z tego sprawę lub nie - że pewne prze­ko­na­nia, w które wie­rzymy lub o któ­rych praw­dzi­wo­ści wiemy, są prze­słan­kami na rzecz pew­nych wnio­sków. Za­tem wnio­sko­wa­nie za­kłada to, co Le­wis okre­śla mia­nem "re­la­cji wy­ni­ka­nia z pod­stawy" (gro­und-con­se­qu­ent re­la­tion)[67]. Nie­które z przyj­mo­wa­nych przez nas prze­ko­nań (pod­stawa - prze­słanki) ja­wią się jako po­cią­ga­jące za sobą lub jako sta­no­wiące świa­dec­two na rzecz wnio­sku. Tym, co we wła­ściwy spo­sób łą­czy prze­słanki i wnio­sek, są prawa lo­giki. Ist­nieje całe mnó­stwo ta­kich praw. Te naj­bar­dziej pod­sta­wowe okre­śla się mia­nem "za­sad my­śle­nia", do któ­rych na­leżą za­sada nie­sprzecz­no­ści (żadne twier­dze­nie nie może być za­ra­zem praw­dziwe i fał­szywe) oraz za­sada toż­sa­mo­ści (je­śli A, to A)[68]. Za­sady te są tau­to­lo­giami (in­nymi słowy, związki wy­ni­ka­nia lo­gicz­nego są ko­nieczne ze względu na samą formę tych za­sad jako funk­cji lo­gicz­nych) i leżą u pod­staw wszel­kiego lo­gicz­nego i spój­nego my­śle­nia. Inne prawa lo­giki obej­mują po­dobne re­guły wnio­sko­wań opar­tych na sto­sow­nych funk­cjach lo­gicz­nych (mo­dus po­nens, mo­dus tol­lens, sy­lo­gizm roz­łączny). Od­po­wia­da­jące im wa­run­kowe formy tych ar­gu­men­tów także są tau­to­lo­giami. Ale ist­nieje wiele za­sad wnio­sko­wa­nia, które nie są praw­dziwe je­dy­nie ze względu na ich formę. Na­leżą do nich trudne do sfor­ma­li­zo­wa­nia za­sady lo­giki nie­for­mal­nej, jak przy stwier­dza­niu, czy ja­kieś wnio­sko­wa­nie z ana­lo­gii jest do­bre, przy sfor­mu­ło­wa­niu wnio­sko­wa­nia do naj­lep­szego wy­ja­śnie­nia i uni­ka­niu nie­upraw­nio­nego w ar­gu­men­ta­cji od­wo­ła­nia do au­to­ry­tetu. Do tej grupy mogą się też za­li­czać za­sady nor­ma­tywne przed­sta­wione po­wiedzmy w Roz­pra­wie o me­to­dzie Kar­te­zju­sza, Roz­wa­ża­niach do­ty­czą­cych ro­zumu ludz­kiego Johna Locke'a oraz we współ­cze­snych dys­ku­sjach o stan­dar­dach kry­tycz­nego my­śle­nia i wła­ści­wych spo­so­bach my­śle­nia. Re­guły epi­ste­miczne, ta­kie jak: "Nie ufaj po­boż­nym ży­cze­niom", "Nie myśl ste­reo­ty­pami", "Miej otwarty umysł", "Upew­nij się, czy wszyst­kie twoje prze­słanki są istotne", "Uważ­nie spraw­dzaj swoje wnio­ski" i "Nie przyj­muj nad­zwy­czaj­nych twier­dzeń, je­śli nie opie­rają się na nad­zwy­czaj­nych świa­dec­twach", także można za­li­czyć do wska­zó­wek kie­ru­ją­cych ak­tami wnio­sko­wa­nia. Nie są to za­sady lo­giki w ro­dzaju, po­wiedzmy, za­sady po­dwój­nej ne­ga­cji (zgod­nie z którą z tego, że A, wy­nika, że nie­prawda, iż nie­prawda, że A i na od­wrót). Są to za­sady nor­ma­tywne, a nie "prawa ro­zu­mo­wa­nia" upra­wo­moc­nia­jące ja­kieś wnio­ski lub wska­zu­jące, że w nie­któ­rych wnio­sko­wa­niach wnio­sek wy­nika z prze­sła­nek. Co wię­cej, od­mien­nie niż w przy­padku re­la­cji wy­ni­ka­nia lo­gicz­nego, nie jest ja­sne, czy są one po­zna­walne a priori. Nie­mniej, wy­raź­nie od­gry­wają one ważną rolę w in­te­li­gent­nym i uda­nym ro­zu­mo­wa­niu, sta­no­wią bo­wiem ele­ment w sieci for­mal­nych i nie­for­mal­nych za­sad epi­ste­micz­nych okre­śla­nych przez nie­któ­rych fi­lo­zo­fów jako "normy"[69].

Za­tem wszel­kie ro­zu­mo­wa­nia za­kła­dają ist­nie­nie praw lo­giki. Ale czym są prawa lo­giki? Jaki jest ich sta­tus on­to­lo­giczny? Są one je­dy­nie od­czu­ciami czy in­tu­icjami, dys­po­zy­cjami psy­chicz­nymi, ję­zy­ko­wymi lub spo­łecz­nymi kon­wen­cjami czy de­ter­mi­no­wa­nymi neu­ro­che­micz­nie zda­rze­niami w mó­zgu? Le­wis ar­gu­men­tuje, że gdyby były czymś ta­kim, to nie mie­li­by­śmy po­wo­dów, aby uwa­żać, że ro­zu­mo­wa­nia w spo­sób wia­ry­godny pro­wa­dzą do prawdy. Jak ujął to Le­wis:

Mo­żemy ją przy­jąć, kiedy po­czu­cie pew­no­ści, które wy­ra­żamy za po­mocą zwro­tów ta­kich jak: "musi być", "dla­tego" i "wła­śnie", na­prawdę od­zwier­cie­dla to, ja­kie "mu­szą być" rze­czy poza na­szym umy­słem. Ale je­śli ta pew­ność jest je­dy­nie uczu­ciem we­wnątrz na­szego umy­słu, a nie praw­dzi­wym wglą­dem w rze­czy­wi­stość poza nim - je­śli tylko po­ka­zuje, jak może dzia­łać nasz umysł - może się oka­zać, że nie dys­po­nu­jemy żadną wie­dzą[70].

In­nymi słowy, ro­zu­mo­wa­nie za­kłada wia­ry­god­ność sa­mego ro­zumu oraz obiek­tywną waż­ność lo­giki jako pro­wa­dzą­cej ku praw­dzie. Je­śli lo­gika nie "łą­czy" nas z rze­czy­wi­sto­ścią za sprawą praw­dzi­wego wglądu, wtedy "nie mo­żemy po­wie­dzieć, że ciąg ro­zu­mo­wa­nia pro­wa­dzi do prawdy"[71].

Aby le­piej uchwy­cić ideę Le­wisa, wy­obraź so­bie świat, w któ­rym rze­czy­wi­ście ist­nieje coś ta­kiego jak zło­śliwy de­mon Kar­te­zju­sza. Przy­pu­śćmy, że zo­sta­łeś po­rwany przez ko­smi­tów, że za­brali cię do swo­jego świata i pod­łą­czyli do wy­twa­rza­ją­cego rze­czy­wi­stość wir­tu­alną urzą­dze­nia o na­zwie Za­kłó­cacz. Urzą­dze­nie to wy­twa­rza nie tylko w pełni re­ali­styczne wir­tu­alne ha­lu­cy­na­cje, lecz także za­kłóca twoje zdol­no­ści lo­gicz­nego my­śle­nia. Za każ­dym ra­zem, gdy są­dzisz, że ja­kiś wnio­sek okre­ślony jest na mocy, po­wiedzmy, mo­dus tol­lens, urzą­dze­nie to spra­wia, iż po­peł­niasz błąd w ro­zu­mo­wa­niu i kie­ruje twoim my­śle­niem ku ja­kie­muś fał­szy­wemu wnio­skowi. (Je­śli są­dzisz, że szybko od­kry­jesz ja­kieś "za­kłó­ce­nie" w tej wir­tu­al­nej rze­czy­wi­sto­ści i po­ła­piesz się w sy­tu­acji, wy­obraź so­bie, że aby utrzy­mać ilu­zję, ma­szyna mo­dy­fi­kuje od­po­wied­nio twoje wspo­mnie­nia). W tym świe­cie prak­tycz­nie wszystko, w co wie­rzysz, jest fał­szem, włącz­nie z twoją wiarą, że lo­gika "działa". Przy pew­nym po­dej­ściu można by uznać, że przyj­mu­jesz swoje prze­ko­na­nia w spo­sób "uza­sad­niony". Mo­żesz się sta­rać z ca­łych sił i nie można cię za to wi­nić. A jed­nak prak­tycz­nie nie po­sia­dłeś żad­nej wie­dzy. Twoje "wnio­sko­wa­nie" jest odłą­czone od rze­czy­wi­sto­ści i nie pro­wa­dzi do prawdy.

Za­tem pod­czas ro­zu­mo­wa­nia za­kłada się, że re­la­cję mię­dzy prze­słan­kami a wnio­skiem ce­chuje obiek­tywna waż­ność, nor­ma­tyw­ność oraz "od­nie­sie­nie do praw­dzi­wo­ści" ("ve­ri­di­cal­ness"). Lo­gika nie może być je­dy­nie kwe­stią uczuć, su­biek­tyw­nych pre­fe­ren­cji lub spo­łecz­nych czy ję­zy­ko­wych kon­wen­cji. Lo­gika musi być wia­ry­godną wska­zówką skie­ro­waną ku rze­czy­wi­sto­ści. Musi łą­czyć nas z prawdą. A to ozna­cza, że kiedy prze­pro­wa­dzamy wnio­sko­wa­nie, to mu­simy "wi­dzieć" (wy­czuć, uchwy­cić) lo­giczne re­la­cje, które ist­nieją, jak mówi Le­wis, "poza na­szym umy­słem"[72]. (Wbrew Pla­to­nowi i Kar­te­zju­szowi Le­wis za­kłada, że prawa lo­giki nie są wro­dzone. Co wię­cej, trak­to­wa­nie ich jako wro­dzo­nych nie pa­suje do na­tu­ra­li­zmu). Nie wy­star­czy, że jak osoba, która pa­dła ofiarą Za­kłó­ca­cza, je­dy­nie my­ślimy, iż roz­po­zna­jemy obiek­tyw­nie ważne prawa lo­giki. Mu­simy je na­prawdę uchwy­cić. Musi wy­stą­pić to, co Le­wis na­zywa "wglą­dem".

Na­stęp­nie Le­wis pyta: Co musi być prawdą, aby taki wgląd miał miej­sce? Tu do głosu do­cho­dzi wska­zane przez An­scombe roz­róż­nie­nie na "przy­czyny" ["cau­ses"] i "prze­słanki"[73] ["re­asons"].

Oczy­wi­ście, akty wnio­sko­wa­nia (in­fe­rence) mają swoją przy­czynę (Le­wis uwa­żał, że każde zda­rze­nie ma swoją przy­czynę). Ale przy­czyny można po­dzie­lić na dwa ro­dzaje. Mogą to być zwy­kłe przy­czyny z ob­rębu na­tu­ral­nego sys­temu "wza­jem­nych" za­leż­no­ści przy­czyn i skut­ków[74]. Mogą to też być przy­czyny ra­cjo­nalne dzia­ła­jące w czy­imś umy­śle. Je­śli cho­dzi o ro­zu­mo­wa­nia (re­aso­ning) za­kłada się, że wnio­ski lo­giczne są wy­ni­kiem przy­czyn ra­cjo­nal­nych - wy­pro­wa­dzamy okre­ślony wnio­sek, po­nie­waż do­strze­gamy (see), że wnio­sek ten wy­nika z przy­ję­tych prze­sła­nek. Nie ozna­cza to, że akty wnio­sko­wa­nia (acts of in­fe­rence) nie mogą mieć także przy­czyn fi­zycz­nych lub przy­naj­mniej, że nie to­wa­rzy­szą im fi­zyczne "stany"[75]. Moje wnio­sko­wa­nie, że po­nie­waż wi­dzę dym, to musi pa­lić się ogień, wiąże się z sze­re­giem przy­czyn fi­zycz­nych. Ale Le­wis uważa, że aby ro­zu­mo­wa­nie było war­to­ściowe po­znaw­czo, to przy­czyny ra­cjo­nalne nie tylko mu­szą współ­uczest­ni­czyć czy na­wet do­mi­no­wać, lecz także w pełni de­ter­mi­nują one dany pro­ces wnio­sko­wa­nia. Jak pi­sze:

Prze­ko­na­nie, które można wy­tłu­ma­czyć je­dy­nie w ka­te­go­riach przy­czyn, jest bez­war­to­ściowe. Za­sady tej nie wolno po­rzu­cać, gdy roz­pa­tru­jemy prze­ko­na­nia bę­dące pod­stawą dla in­nych prze­świad­czeń. Na­sza wie­dza opiera się na pew­no­ści co do ak­sjo­ma­tów i wnio­sków. Je­śli są one wy­ni­kiem przy­czyn, wów­czas żadna wie­dza nie może ist­nieć. Albo nie je­ste­śmy w sta­nie wie­dzieć nic, albo myśl sięga wy­łącz­nie do uza­sad­nień, a nie przy­czyn. [...] [J]edy­nym oj­cem my­śli jest inna myśl[76].

Gdzie in­dziej na­stę­pu­jąco wy­po­wiada się o roli prze­sła­nek [re­asons] i przy­czyn w ak­tach po­znaw­czych:

Akt po­zna­nia musi być okre­ślony po­nie­kąd je­dy­nie przez to, co wia­domo; mu­simy wie­dzieć, że coś jest ta­kie, gdyż ta­kie wła­śnie jest. [...] Ak­towi po­zna­nia bez wąt­pie­nia to­wa­rzy­szą różne stany, bez któ­rych nie mógłby się od­by­wać: na­tę­że­nie uwagi, a także wola i zdro­wie, które ją wa­run­kują. Ale jego po­zy­tywne ce­chy musi okre­ślać prawda, którą za­wiera. Gdyby można ją było uzy­skać z in­nych źró­deł, prze­sta­łaby być wie­dzą [...]. Je­śli ja­kaś teo­ria głosi, że wy­ja­śni w pełni na­sze ro­zu­mo­wa­nie bez wpro­wa­dza­nia aktu po­zna­nia cał­ko­wi­cie zde­ter­mi­no­wa­nego przez to, co wia­domo, to tak na­prawdę mówi, że nie ma żad­nego ro­zu­mo­wa­nia[77].

Mó­wiąc krótko: ro­zu­mo­wa­nie wy­maga aktu po­znaw­czego wglądu w rze­czy­wi­ste, obiek­tywne związki lo­giczne, ja­kie ist­nieją poza ludz­kim umy­słem, i taki wgląd jest moż­liwy tylko wów­czas, gdy akty po­zna­nia opar­tego na wnio­sko­wa­niu (in­fe­ren­tial kno­wing) są wy­zna­czane przez przy­czynę ra­cjo­nalną.

Tyle na te­mat obrony prze­słanki (2) przez Le­wisa. A co z prze­słanką (3), we­dług któ­rej z na­tu­ra­li­zmu wy­nika, że wszyst­kie akty wnio­sko­wa­nia mogą zo­stać w pełni wy­ja­śnione przez od­wo­ła­nie do przy­czyn nie­ra­cjo­nal­nych?

Co do tej sprawy ar­gu­men­ta­cja Le­wisa jest cał­kiem pro­sta. Prze­słanka (3) wy­nika z przy­ję­tej przez Le­wisa de­fi­ni­cji na­tu­ra­li­zmu w po­łą­cze­niu z jego ro­zu­mie­niem, na czym po­lega "pełne" na­tu­ra­li­styczne wy­ja­śnie­nie zda­rze­nia przy­czy­no­wego. Jak wi­dzie­li­śmy, Le­wis mie­rzy w od­mianę na­tu­ra­li­zmu, która utrzy­muje, że wszystko, co ist­nieje, albo jest obiek­tem fi­zycz­nym, albo daje się w pełni wy­ja­śnić przez od­wo­ła­nie do tego, co fi­zyczne. Ta­kie uję­cie wy­klu­cza wszel­kie nie­re­duk­cjo­ni­styczne wy­ja­śnie­nia od­wo­łu­jące się do przy­czyn "ra­cjo­nal­nych", jak w sy­tu­acji, gdy Jo­nes[78] wy­pro­wa­dził okre­ślony wnio­sek, po­nie­waż "do­strzegł", że prawo mo­dus po­nens jest lo­gicz­nie słuszne. Le­wis, in­nymi słowy, za­kłada, że na­tu­ra­li­ści mu­szą wie­rzyć, iż wszystko, co ist­nieje w przy­ro­dzie, czy to ma­jące cha­rak­ter fi­zyczny, czy nie­fi­zyczny (przy­kła­dowo my­śli uznaje się za nie­fi­zyczne) musi mieć fi­zyczne przy­czyny - jest to od­miana po­glądu okre­śla­nego przez fi­lo­zo­fów umy­słu mia­nem za­sady do­mknię­cia przy­czy­no­wego[79]. Dla tego ro­dzaju na­tu­ra­li­stów wszel­kie aspekty ludz­kiej świa­do­mo­ści, na­le­żące do tak zwa­nego "wyż­szego po­ziomu" (na przy­kład my­śli, cele, po­wody dzia­ła­nia), można w pełni wy­ja­śnić, od­wo­łu­jąc się do usta­leń dys­cy­plin na­uko­wych, ta­kich jak fi­zyka, che­mia i neu­ro­fi­zjo­lo­gia, trak­tu­ją­cych o tym, co znaj­duje się na "niż­szym po­zio­mie". Od­rzuca się moż­li­wość wza­jem­nej zgod­no­ści "wy­ja­śnień z róż­nych po­zio­mów". Tak samo od­rzuca się ja­ką­kol­wiek moż­li­wość "na­do­kre­ślo­no­ści" (over­de­ter­mi­na­tion) zda­rzeń men­tal­nych jako wy­wo­ły­wa­nych przez za­równo fi­zyczne, jak i nie­fi­zyczne przy­czyny men­talne. Zgod­nie z in­tu­icją Le­wisa - obec­nie sze­roko przyj­mo­waną w fi­lo­zo­fii umy­słu[80] - "pełne" fi­zy­kalne wy­ja­śnie­nie ja­kie­goś zja­wi­ska men­tal­nego nie po­zwala na uzna­nie, że zda­rze­nia men­talne peł­nią ja­ką­kol­wiek rolę przy­czy­nową. Jak za­uważa Le­wis, na­wet je­śli ist­nieją prze­słanki [re­asons] lub pod­stawy dla wnio­sków, "jak [...] mają się one do po­wsta­nia ja­kie­goś prze­ko­na­nia jako pew­nego psy­cho­lo­gicz­nego zda­rze­nia? Je­śli jest ono zda­rze­niem, to musi mieć przy­czyny. [...] [S]koro są nie­unik­nione, ja­kieś prze­ko­na­nie i tak musi po­wstać, nie­za­leż­nie od tego, czy ma pod­stawy. [...] Jak taki dro­biazg jak brak lo­gicz­nych pod­staw mógłby za­po­biec po­wsta­niu tego prze­ko­na­nia lub też jak ist­nie­nie tych pod­staw mo­głoby je wspo­móc?"[81]. Stąd prze­słanka (3) wy­nika z przy­ję­tej przez Le­wisa de­fi­ni­cji na­tu­ra­li­zmu wraz z praw­do­po­dob­nym i sze­roko przyj­mo­wa­nym uję­ciem tego, z czym wiąże się do­star­cze­nie "peł­nego" fi­zy­ka­li­stycz­nego wy­ja­śnie­nia.

Po­winno już być ja­sne, że ar­gu­ment Le­wisa nie ude­rza we wszyst­kie sta­no­wi­ska okre­ślane ter­mi­nem "na­tu­ra­lizm", który to ter­min jest dziś sze­roko sto­so­wany. Le­wis sku­pia się na (1) "na­tu­ra­li­zmie re­duk­cjo­ni­stycz­nym", we­dług któ­rego wszystko, co ist­nieje, jest czymś fi­zycz­nym lub re­du­kuje się do tego, co fi­zyczne oraz (2) "na­tu­ra­li­zmie epi­fe­no­me­na­li­stycz­nym", zgod­nie z któ­rym wszystko, co ist­nieje, jest fi­zyczne lub jest nie­zdol­nym do od­dzia­ły­wa­nia przy­czy­no­wego wy­two­rem lub epi­fe­no­me­nem tego, co fi­zyczne[82]. Gdyby Le­wis pi­sał w dzi­siej­szych cza­sach, mu­siałby od­nieść się do szer­szej grupy form na­tu­ra­li­zmu, obej­mu­ją­cej od­miany tak zwa­nego na­tu­ra­li­zmu "emer­gen­ty­stycz­nego" czy "nie­re­duk­cjo­ni­stycz­nego". Czy moż­liwe jest, aby nie­re­du­ko­walne i od­dzia­łu­jące przy­czy­nowo obiekty nie­fi­zyczne (my­śli, zna­cze­nia, war­to­ści, pod­stawy wnio­sków) na­prawdę ist­niały, ale jako "su­per­we­niu­jące" na tym, co fi­zyczne lub "re­ali­zo­wane" w struk­tu­rach fi­zycz­nych?[83]. Co Le­wis miałby do po­wie­dze­nia tego typu na­tu­ra­li­stom?

Oczy­wi­ście, jako chrze­ści­ja­nin Le­wis od­rzu­ciłby wszyst­kie formy na­tu­ra­li­zmu przy­naj­mniej na tyle, na ile na­tu­ra­li­ści od­rzu­cają rze­czy­wi­stość nad­na­tu­ralną, do któ­rej na­leży też Bóg. Jak wska­zano wcze­śniej, Le­wis prze­ko­ny­wał w Cu­dach, że ro­zum nie mógł wy­ło­nić się z tego, co nie­ro­zumne na dro­dze pro­cesu ewo­lu­cji[84], że na­tu­ra­lizm nie po­trafi wy­ja­śnić tego, jak to moż­liwe, iż my­śli są "o" czymś[85], oraz że musi ist­nieć ja­kaś ra­cjo­nalna nad­na­tu­ralna istota, aby moż­liwe było wy­ja­śnie­nie, dla­czego lu­dzie po­tra­fią ro­zu­mo­wać[86]. Jak pi­sa­łem, ze względu na ogra­ni­czoną ilość miej­sca, nie zajmę się tymi skom­pli­ko­wa­nymi kwe­stiami. Ale na pod­sta­wie tego, jak Le­wis pod­cho­dzi do ści­ślej­szych form na­tu­ra­li­zmu, po­dej­rze­wam, że ar­gu­men­to­wałby, iż na­tu­ra­lizm emer­gen­ty­styczny także epi­ste­mo­lo­gicz­nie pod­waża sam sie­bie. Emer­gen­tyzm zga­dza się z ideą ist­nie­nia nie­fi­zycz­nych my­śli oraz związ­ków przy­czy­no­wych, ale czy po­tra­fiłby wy­ja­śnić, jak istoty ma­te­rialne wy­po­sa­żone w "kom­pu­tery zro­bione z mięsa" mia­łyby uzy­skać zdol­ność "do­strze­ga­nia" prawd ko­niecz­nych (obej­mu­ją­cych prawdy nor­ma­tywne w ro­dzaju norm epi­ste­micz­nych i, jak Le­wis ar­gu­men­tuje gdzie in­dziej, obiek­tyw­nych war­to­ści mo­ral­nych), które ist­nieją poza ich umy­słami? Jak na­le­ża­łoby wy­ja­śnić to wza­jemne od­dzia­ły­wa­nie mię­dzy elek­tro­che­micz­nymi zda­rze­niami w mó­zgu, a abs­trak­cyj­nymi, ko­niecz­nymi twier­dze­niami? Czy na­tu­ra­lizm emer­gen­ty­styczny po­tra­fiłby wy­ja­śnić, jak treść pro­po­zy­cjo­nalna - przy­kła­dowo, prze­ko­na­nie, że twier­dze­nie we­wnętrz­nie sprzecz­nie nie może być praw­dziwe - nie tylko może być przy­czyną ak­tów men­tal­nych, ta­kich jak akty wnio­sko­wa­nia, ale może być je­dyną ich przy­czyną lub przy­czyną, która w pełni je de­ter­mi­nuje? Jak coś abs­trak­cyj­nego, coś, co nie ma wła­sno­ści fi­zycz­nych, tak jak treść pro­po­zy­cjo­nalna, może być przy­czyną zda­rzeń fi­zycz­nych w na­tu­ra­li­stycz­nym świe­cie? W dal­szej czę­ści po­wiem wię­cej na ten te­mat.

Wresz­cie zaj­mijmy się ostat­nią klu­czową prze­słanką (4) w ar­gu­men­cie Le­wisa, zgod­nie z którą, je­śli akt wnio­sko­wa­nia może być w pełni wy­ja­śniony przez od­wo­ła­nie do czyn­ni­ków nie­ra­cjo­nal­nych, to w jego wy­padku nie mamy do czy­nie­nia z wglą­dem w rze­czy­wi­ste, obiek­tywne re­la­cje lo­giczne.

Le­wis ma tu na my­śli, że nie­które z przy­czy­no­wych wy­ja­śnień mogą unie­waż­niać za­sad­ność twier­dzeń o "wi­dze­niu" cze­goś lub "wglą­dzie" w coś albo, mó­wiąc bar­dziej ogól­nie, o roz­po­zna­niu po­łą­czeń przy­czy­no­wych mię­dzy rze­czy­wi­stymi obiek­tami. Le­wis po­daje przy­kład ze słu­chem. Je­śli wiem, że dzwo­nie­nie w mo­ich uszach można w pełni wy­ja­śnić "czymś in­nym niż dźwię­kami do­bie­ga­ją­cymi z ze­wnątrz - na przy­kład za­bu­rze­niami słu­chu wy­wo­ła­nymi przez silne prze­zię­bie­nie"[87], in­for­ma­cja ta obala moje prze­ko­na­nie, że rze­czy­wi­ście sły­szę dźwięki, które mogą sły­szeć także inni.

To samo do­ty­czy do­mnie­ma­nych do­świad­czeń re­li­gij­nych lub mo­ral­nych. Przy­pu­śćmy, że do­świad­czam cze­goś, co mógł­bym uznać za głos Boga do­cho­dzący z krzewu hor­ten­sji przy moim ganku. Gdy­bym póź­niej do­wie­dział się, że do­świad­cze­nie to daje się w pełni wy­ja­śnić zje­dze­niem przeze mnie cia­sta z ma­ri­hu­aną, które prze­słał mi mój ku­zyn z Ko­lo­rado, to nie miał­bym pod­staw dla ra­cjo­nal­nego prze­ko­na­nia, że rze­czy­wi­ście Bóg zwró­cił się do mnie w ten spo­sób.

Po­dob­nie jest z do­mnie­ma­nym do­świad­cze­niem mo­ral­nym. Do­pa­sujmy do na­szych ana­liz słynne roz­wa­ża­nia Hume'a[88]: Mel i jego przy­ja­ciel Pete sprze­czają się o to, czy Pabst Blue Rib­bon to lep­sze piwo niż Mil­ler Lite. Mel wścieka się i śmier­tel­nie dźga Pete'a. Wi­dząc to, re­aguję z prze­ra­że­niem, obu­rze­niem, "dez­apro­batą" - peł­nym spek­trum ne­ga­tyw­nych emo­cji, o któ­rych pi­sał Hume - a w mo­jej gło­wie po­ja­wia się myśl: "To jest mo­ral­nie złe". Póź­niej za­sta­na­wiam się, czy ten osąd to przy­kład rze­czy­wi­stego wglądu mo­ral­nego. Czy miała miej­sce umy­słowa per­cep­cja obiek­tyw­nego mo­ral­nego zła? Czy mój umysł był w kon­tak­cie z rze­czy­wi­sto­ścią mo­ralną? Na­stęp­nie od­kry­wam, że Max, mój są­siad bę­dący sza­lo­nym na­ukow­cem, za­in­sta­lo­wał w moim mó­zgu mi­kro­czip, który po tym, gdy wi­dzia­łem dźgnię­cie no­żem, wy­wo­łał u mnie myśl "To jest mo­ral­nie złe". Max prze­ko­nuje mnie, że od­wo­ła­nie do dzia­ła­nia tego mi­kro­czipu w pełni wy­ja­śnia dla­czego mia­łem taką myśl. Mam te­raz do czy­nie­nia z czymś, co obala moje prze­ko­na­nie, że mia­łem rze­czy­wi­ste mo­ralne do­świad­cze­nie czy wgląd mo­ralny, lub że by­łem w kon­tak­cie z obiek­tywną rze­czy­wi­sto­ścią mo­ralną. Nie mogę już uwa­żać, że miał miej­sce akt mo­ral­nego "wi­dze­nia".

Tego typu przy­kłady ja­sno po­ka­zują, dla­czego Le­wis uwa­żał, że na­tu­ra­lizm pod­waża nor­ma­tywny cha­rak­ter ro­zumu jako łą­czą­cego nas z praw­dami nie­za­leż­nymi od na­szych prze­ko­nań. W na­tu­ralny spo­sób ufamy, że ro­zu­mo­wa­nie daje nam do­stęp do prawdy, w tym do prawd ko­niecz­nych. Ale je­śli wszyst­kie na­sze akty ro­zu­mo­wa­nia można w pełni wy­ja­śnić przez od­wo­ła­nie do czyn­ni­ków, które ce­chuje ko­niecz­ność przy­czy­nowa (jak w przy­padku zda­rzeń neu­ro­che­micz­nych w mó­zgu), ja­kie mamy pod­stawy, aby są­dzić, że ist­nieją prawdy ko­nieczne? Do­kład­nie te same zda­rze­nia neu­ro­che­miczne mo­głyby mieć miej­sce, gdy­by­śmy byli pod­łą­czeni do Za­kłó­ca­cza i gdyby wszyst­kie na­sze prze­ko­na­nia były fał­szywe. Co wię­cej, jak to się dzieje, że te neu­ro­che­miczne wy­da­rze­nia w mó­zgu (np. "ak­ty­wa­cja włó­kien C") są w sta­nie na­wią­zać ko­nieczny kon­takt z rze­czy­wi­sto­ścią (włą­cza­jąc w to rze­czy­wi­stość nor­ma­tywną i abs­trak­cyjną)? Wnio­sko­wa­nia trans­cen­den­talne wy­ma­gają wglądu (wi­dze­nia) obiek­tyw­nych re­la­cji wy­ni­ka­nia, oraz prze­ko­na­nia, że za­sady lo­giki łą­czą nas z rze­czy­wi­sto­ścią. Na­tu­ra­lizm unie­waż­nia ta­kie prze­ko­na­nie oraz wiarę w tego typu wgląd. Dla­tego na­tu­ra­li­ści nie mogą w spójny spo­sób wie­rzyć w war­tość ro­zu­mo­wań. A jed­nak na­tu­ra­lizm może być w spo­sób ra­cjo­nalny przyj­mo­wany i bro­niony, tylko je­śli ro­zu­mo­wa­nie ist­nieje. Dla­tego na­tu­ra­lizm pod­waża sam sie­bie i nie można przyj­mo­wać go w spo­sób ra­cjo­nalny. Do tego, każdy po­gląd, z któ­rego wy­nika, że ro­zu­mo­wa­nie nie ist­nieje, jest fał­szywy i po­wi­nien być od­rzu­cony. W re­zul­ta­cie, jak ar­gu­men­tuje Le­wis, na­tu­ra­lizm jest fał­szywy oraz pod wzglę­dem ra­cjo­nal­nym nie­wia­ry­godny.

D. Ocena ar­gu­mentu z ro­zumu.Główne punkty sporu

Czy ar­gu­ment z ro­zumu jest prze­ko­nu­jący? W ni­niej­szym to­mie Vic­tor Rep­pert, au­tor bar­dzo po­czyt­nej mo­no­gra­fii na te­mat ar­gu­mentu z ro­zumu[89], prze­ko­nuje, że ten ar­gu­ment jest trafny. Mó­wiąc do­kład­nie, twier­dzi, że da się obro­nić bar­dziej zło­żoną, zak­tu­ali­zo­waną wer­sję ar­gu­mentu Le­wisa. Opie­ra­jąc się na pew­nych roz­róż­nie­niach do­ko­na­nych przez współ­cze­snego me­ta­fi­zyka Wil­liama Ha­skera, Rep­pert ar­gu­men­tuje, że na­tu­ra­lizm epi­ste­mo­lo­gicz­nie pod­waża sam sie­bie, po­nie­waż przyj­muje za­ło­że­nia on­to­lo­giczne, które kłócą się z pew­nymi prze­słan­kami epi­ste­mo­lo­gicz­nymi, ja­kie z ko­niecz­no­ści musi przyj­mo­wać każda po­ten­cjal­nie udana obrona na­tu­ra­li­zmu. Zgod­nie z tymi on­to­lo­gicz­nymi prze­ko­na­niami (1) wszyst­kie zda­rze­nia mu­szą na po­zio­mie pod­sta­wo­wym mieć wy­ja­śnie­nie me­cha­ni­styczne; (2) sfera fi­zyczna jest przy­czy­nowo do­mknięta (zgod­nie z tą za­sadą, tylko zda­rze­nia fi­zyczne mogą być przy­czy­nami zda­rzeń fi­zycz­nych); oraz przyj­muje się (3) za­sadę su­per­we­nien­cji, na mocy któ­rej każda nie­fi­zyczna rzecz ist­nie­jąca w cza­sie i prze­strzeni musi w sil­nym sen­sie su­per­we­nio­wać na tym, co fi­zyczne, a przez to jest ko­nieczną wy­pad­kową tego, co fi­zyczne. Ważne w tym kon­tek­ście prze­ko­na­nia epi­ste­mo­lo­giczne, gło­szą że (a) klu­czową rolę w ak­tach wnio­sko­wa­nia od­grywa ra­cjo­nalny wgląd w re­la­cje lo­giczne; (b) my­śli nie­kiedy po­sia­dają ta­kie wła­sno­ści, jak in­ten­cjo­nal­ność, na­kie­ro­wa­nie na cel, nor­ma­tyw­ność i szcze­gólny ro­dzaj ja­ko­ścio­wego "od­czu­wa­nia" (qu­ali­ta­tive "feel"); (c) treść pro­po­zy­cjo­nalna (in­nymi słowy to, o czym jest dana myśl) bie­rze udział w przy­czy­no­wo­ści men­tal­nej; oraz (d) że moż­liwe jest for­mo­wa­nie prze­ko­nań na pod­sta­wie świa­dectw.

W od­po­wie­dzi Rep­per­towi Da­vid Kyle John­son ar­gu­men­tuje, że Rep­pert opiera się na spre­pa­ro­wa­nej de­fi­ni­cji na­tu­ra­li­zmu, aby móc twier­dzić o ist­nie­niu do­mnie­ma­nych nie­zgod­no­ści, które przy­pi­suje na­tu­ra­li­zmowi. John­son od­nosi się do faktu, że ist­nieją różne od­miany na­tu­ra­li­zmu, ta­kie jak ma­te­ria­lizm nie­re­duk­cjo­ni­styczny oraz teo­ria toż­sa­mo­ści umy­słu i mó­zgu, które ak­cep­tują wszyst­kie te epi­ste­mo­lo­giczne twier­dze­nia po­stu­lo­wane przez Rep­perta. Co wię­cej, John­son ar­gu­men­tuje, że na­tu­ra­li­ści nie mu­szą ak­cep­to­wać za­sady przy­czy­no­wego do­mknię­cia, która od­ma­wia zda­rze­niom men­tal­nym zdol­no­ści do przy­czy­no­wego od­dzia­ły­wa­nia na świat fi­zyczny. Na­tu­ra­li­sta musi je­dy­nie prze­czyć temu, że sfera fi­zyczna jest otwarta na dzia­ła­nie cze­goś spoza świata ma­te­rial­nego, a nie że zda­rze­nia fi­zyczne mogą mieć men­talne przy­czyny. W końcu John­son pod­waża za­ło­że­nie Rep­perta (i Le­wisa), że war­to­ściowe pro­cesy ro­zu­mo­wa­nia wy­ma­gają nie­fi­zy­kal­nego ra­cjo­nal­nego wglądu w re­la­cje lo­giczne. Zda­niem John­sona kom­pu­tery po­tra­fią prze­pro­wa­dzać ro­zu­mo­wa­nia i wy­twa­rzać wia­ry­godne prze­ko­na­nia, cho­ciaż brak im świa­do­mo­ści i dzia­łają w pełni me­cha­nicz­nie.

Jak ja­sno po­ka­zuje dys­ku­sja mię­dzy Rep­per­tem a John­so­nem, to, czy ar­gu­ment z ro­zumu bę­dzie uznany za prze­ko­nu­jący, za­leży w znacz­nej mie­rze od tego, (a) jak zde­fi­niuje się "na­tu­ra­lizm" i (b) co jest wy­ma­gane, aby po­ja­wiło się ro­zu­mo­wa­nie wia­ry­godne (i na­kie­ro­wane na prawdę). Oba te za­gad­nie­nia są dziś go­rąco dys­ku­to­wane.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

WSTĘP

Clive Sta­ples Le­wis jest bez wąt­pie­nia naj­bar­dziej wpły­wo­wym chrze­ści­jań­skim apo­lo­getą ubie­głego stu­le­cia. Dla­tego za­ska­ku­jące jest, że je­śli cho­dzi o uję­cie na­ukowe, przed­sta­wione przez niego ar­gu­menty na rzecz chrze­ści­jań­stwa, nie li­cząc paru zna­czą­cych wy­jąt­ków, spo­tkały się z tak ni­kłym od­ze­wem. Ta książka ma na celu wy­peł­nie­nie tej luki. W ni­niej­szym opra­co­wa­niu pię­ciu czo­ło­wych obroń­ców apo­lo­ge­tyki Le­wisa mie­rzy się twa­rzą w twarz z pię­cioma ostrymi kry­ty­kami w for­mie dys­ku­sji "za i prze­ciw", która po­zwala na do­głębne zba­da­nie ana­li­zo­wa­nych kwe­stii. Na­szym ce­lem było wy­da­nie książki, w któ­rej ar­gu­menty Le­wisa na rzecz chrze­ści­jań­stwa zo­sta­łyby omó­wione w spo­sób do­głębny i ry­go­ry­styczny, ale jed­no­cze­śnie przy­stępny dla sze­ro­kiego grona od­bior­ców. W efek­cie po­wstała książka, która - jak ufamy - po­zwala czy­tel­ni­kom le­piej zro­zu­mieć ar­gu­menty Le­wisa oraz wy­pro­wa­dzić oparte na rze­tel­nej wie­dzy sa­mo­dzielne wnio­ski od­no­śnie do tego, czy te ar­gu­menty są wy­star­cza­jąco prze­ko­nu­jące.

Re­da­gu­jąc tę pu­bli­ka­cję, za­cią­gną­łem dług wdzięcz­no­ści wo­bec wielu osób. Je­stem wdzięczny Dave'owi Bag­get­towi, Eri­kowi Wie­len­ber­gowi i Ada­mowi Bark­ma­nowi za po­rady do­ty­czące struk­tury książki. Wszyst­kim au­to­rom dzię­kuję za ich cier­pli­wość, pro­fe­sjo­na­lizm i gra­cję, z jaką od­po­wia­dali na ataki (za­równo przy­ja­ciel­skie, jak i inne). Mo­jemu ko­le­dze Ber­nar­dowi Pru­sa­kowi dzię­kuję za me­ry­to­ryczne uwagi do­ty­czące róż­nych czę­ści rę­ko­pisu. Ro­ber­towi Ar­powi i Ke­nowi Bry­so­nowi dzię­kuję za po­mocne po­rady do­ty­czące for­ma­to­wa­nia. Dzię­kuję mo­jej żo­nie, Mii, za jej mi­łość, wspar­cie i wiel­ko­dusz­ność przez ten długi czas, gdy ni­niej­szy tom po­wsta­wał. Książka jest de­dy­ko­wana Alvi­nowi Plan­tin­dze, z któ­rym mia­łem wiel­kie szczę­ście stu­dio­wać. Al był nie tylko wy­bit­nym uczo­nym i uta­len­to­wa­nym na­uczy­cie­lem, ale rów­nież wspa­nia­łym, peł­nym po­czu­cia hu­moru to­wa­rzy­szem i wzo­rem tego, jak po­winno wy­glą­dać chrze­ści­jań­skie ży­cie in­te­lek­tu­alne. Nikt w ciągu ostat­nich pięć­dzie­się­ciu lat nie przy­czy­nił się bar­dziej do nie­zwy­kłego roz­kwitu fi­lo­zo­fii re­li­gii i fi­lo­zo­fii chrze­ści­jań­skiej niż Al. Mój dług wo­bec niego, za­równo oso­bi­sty, jak i za­wo­dowy, jest ogromny.

Gre­gory Bas­sham

King's Col­lege

PRZY­PISY

SŁOWO OD RE­DAK­CJI
[1] C.S. Le­wis, Pro­blem cier­pie­nia, tłum. A. Woj­ta­sik, Wy­daw­nic­two Esprit, Kra­ków 2010, s. 99.
[2] Zob. tenże, Smu­tek, tłum. J. Olędzka, In­sty­tut Wy­daw­ni­czy "Pax", War­szawa 1967.
[3] Na­zwa se­rii spe­cjal­nej, w któ­rej książka uka­zała się pier­wot­nie. Jej re­dak­to­rem jest Ken­neth A. Bry­son; se­ria uka­zuje się w wy­daw­nic­twie Brill jako część pre­sti­żo­wej ini­cja­tywy "Va­lue In­qu­iry Book Se­ries", po­świę­co­nej sze­roko uj­mo­wa­nym za­gad­nie­niom fi­lo­zo­fii mo­ral­no­ści, po­li­tyki, es­te­tyki, re­li­gii, kul­tury i in­nym ob­sza­rom, które są istotne dla ba­dań nad war­to­ściami (przyp. tłum.).
[4] Na­zwa wy­daw­nic­twa, w któ­rym uka­zał się ory­gi­nalny tekst (przyp. tłum.).
WPRO­WA­DZE­NIE
[1] Zob. R. Mac­Swain, Wstęp, w: Prze­wod­nik po twór­czo­ści C.S. Le­wisa, pod red. R. Mac­Swa­ina, M. Warda, tłum. A. Rzy­man, Ł. Ko­ło­dziej­czyk, M. So­bo­lew­ska, "C.S. Le­wis. Ro­zum i wiara", Fun­da­cja Pro­do­teo, War­szawa 2022, s. 27-28 [27-39].
[2] Do wy­jąt­ków na­leżą: R. Pur­till, W obro­nie wiary. C.S. Le­wisa ar­gu­menty na rzecz chrze­ści­jań­stwa, tłum. J. Urba­niak, Wy­daw­nic­two Święty Woj­ciech, Po­znań 2013; J. Be­ver­sluis, C.S. Le­wis and the Se­arch for Ra­tio­nal Re­li­gion, Pro­me­thues Bo­oks, Am­herst-New York 2007; P.S. Wil­liams, C.S. Le­wis kon­tra nowi ate­iści, tłum. P. By­lica, "C.S. Le­wis. Ro­zum i Wiara", Fun­da­cja Pro­do­teo, War­szawa 2021; C.S. Le­wis jako fi­lo­zof. Prawda, Do­bro i Piękno, pod red. D. Bag­getta, G.R. Ha­ber­masa i J.L. Wal­lsa, tłum. P. By­lica, "C.S. Le­wis. Ro­zum i Wiara", Fun­da­cja Pro­do­teo, War­szawa 2024.
[3] Wy­po­wiedź Far­rera, cyt. za: A. Ja­cobs, The Na­rnian: The Life and Ima­gi­na­tion of C.S. Le­wis, Har­per­San­Fran­ci­sco, San Fran­ci­sco 2005, s. 228-229. [Bas­sham po­wo­łuje się na pu­bli­ka­cję sa­mego Far­rera, ale w bi­blio­gra­fii nie po­daje jej do­kład­nych da­nych, stąd wska­zano na inne źró­dło, w któ­rym wy­po­wiedź ta jest cy­to­wana - dop. tłum.].
[4] Tamże.
[5] Zob. To­masz z Akwinu, Suma teo­lo­giczna, t. 6, tłum. P. Bełch, Ka­to­licki Ośro­dek Wy­daw­ni­czy "Ve­ri­tas", Lon­dyn 1960, q. 75, art. 6.
[6] Zob. M. Fi­cino, Five Qu­estions Con­cer­ning the Mind, w: The Re­na­is­sance Phi­lo­so­phy of Man, eds. Ernst Cas­si­rer, P.O. Kri­stel­ler, J.H. Ran­dall, Uni­ver­sity of Chi­cago Press, Chi­cago 1948, s. 211-212 [193-212].
[7] Zob. R. Ho­oker, Works, Vol. 1, Oxford Uni­ver­sity Press, Oxford 1845, s. 201.
[8] Zob. Spec­ta­tor. Wy­bór, tłum. Z. Sin­kowa, "Bi­blio­teka Na­ro­dowa", nr 110, Za­kład Na­ro­dowy im. Osso­liń­skich, Wro­cław 1957, s. 376-377.
[9] To­masz z Akwinu, Summa fi­lo­zo­ficzna (Con­tra Gen­ti­les). Ks. III, Na­kła­dem "Wia­do­mo­ści Ka­to­lic­kich", Kra­ków 1933, q. 48.
[10] Cyt. za: B. Wil­ley, Cam­bridge and Other Me­mo­ries, Chatto & Win­dus, Lon­don 1970, s. 179.
[11] Ty­tuł pol­skiego wy­da­nia błęd­nie i my­ląco prze­tłu­ma­czono jako Do­póki mamy twa­rze, za­miast prze­ło­żyć go w spo­sób od­po­wia­da­jący an­giel­skiemu ory­gi­na­łowi oraz tre­ści książki jako Aż bę­dziemy mieli twa­rze lub w po­dobny spo­sób, zob. C.S. Le­wis, Do­póki mamy twa­rze. Mit opo­wie­dziany na nowo, tłum. A. Gorz­kow­ski, Wy­daw­nic­two Esprit, Kra­ków 2010 (przyp. tłum).
[12] C.S. Le­wis, The Col­lec­ted Let­ters of C.S. Le­wis, Vol. 2, ed. W. Ho­oper, Har­per­San­Fran­ci­sco, San Fran­ci­sco 2004, s. 7-8.
[13] Zob. tenże, Za­sko­czony Ra­do­ścią. Moje wcze­sne lata, tłum. M. So­bo­lew­ska, Wy­daw­nic­two Esprit, Kra­ków 2010, s. 18-20, 108, 253-255.
[14] C.S. Le­wis, Trans­po­zy­cja, w: tenże, Brze­mię chwały, tłum. D. Ba­ka­larz, Ofi­cyna Wy­daw­ni­cza Lo­gos, War­szawa 2012, s. 112 [107-132].
[15] Tenże, Przed­mowa do trze­ciego wy­da­nia, w: tenże, Błą­dze­nie piel­grzyma: ale­go­ryczna obrona chrze­ści­jań­stwa, ro­zumu i ro­man­ty­zmu, tłum Z. Ko­ściuk, Ofi­cyna Wy­daw­ni­cza Lo­gos, War­szawa 1999, s. 14 [11-21].
[16] Tamże.
[17] Zob. tamże, s. 16.
[18] J. Be­ver­sluis, C.S. Le­wis and the Se­arch for Ra­tio­nal Re­li­gion, Pro­me­thues Bo­oks, Am­herst-New York 2007, s. 40.
[19] Zob. R. Ho­lyer, The Ar­gu­ment from De­sire, "Fa­ith and Phi­lo­so­phy" 1988, Vol. 5, No. 1, s. 68-69 [61-71]; A. McGrath, In­te­lek­tu­alny świat C.S. Le­wisa, tłum. P. By­lica, "C.S. Le­wis. Ro­zum i Wiara", Fun­da­cja Pro­do­teo, War­szawa 2022, s. 156.
[20] Zob. A. Smilde, Hor­rid Red Things: A New Look at the "Le­wi­sian Ar­gu­ment from De­sire" - and Bey­ond, "The Jo­ur­nal of In­kling Stu­dies" 2014, Vol. 4, No. 1, s. 33-92.
[21] C.S. Le­wis, Chrze­ści­jań­stwo po pro­stu, tłum. P. Szym­czak, Me­dia Ro­dzina, Po­znań 2002, s. 137.
[22] Tenże, Brze­mię chwały, w: tenże, Brze­mię chwały, tłum. D. Ba­ka­larz, Ofi­cyna Wy­daw­ni­cza Lo­gos, War­szawa 2012, s. 40-41 [33-55].
[23] Zob. P.S. Wil­liams, C.S. Le­wis kon­tra nowi ate­iści, tłum. P. By­lica, "C.S. Le­wis. Ro­zum i Wiara", Fun­da­cja Pro­do­teo, War­szawa 2021.
[24] Zob. S. Go­etz, C. Ta­lia­ferro, Na­tu­ra­lism, Eerd­mans, Grand Ra­pids 2008, s. 67.
[25] C.S. Le­wis, The Col­lec­ted Let­ters, s. 715.
[26] Oparte na pierw­szej edy­cji (1947) pol­skie wy­da­nie nosi ty­tuł Cudy, dwa po­zo­stałe wy­da­nia ba­zu­jące na wy­da­niu z 1960 r. mają ty­tuł Cuda (przyp. tłum.)
[27] Zob. przy­kła­dowo tamże, s. 714-715; C.S. Le­wis, The Col­lec­ted Let­ters of C.S. Le­wis, Vol. 3, ed. W. Ho­oper, Har­per­San­Fran­ci­sco, San Fran­ci­sco 2007, s. 1338-1339, 1351.
[28] Zob. To­masz z Akwinu, Summa fi­lo­zo­ficzna (Con­tra Gen­ti­les). Ks. I-II, Na­kła­dem "Wia­do­mo­ści Ka­to­lic­kich", Kra­ków 1930, ks. II, rozdz. 49.
[29] Zob. I. Kant, Ugrun­to­wa­nie me­ta­fi­zyki mo­ral­no­ści, tłum. P. Za­rychta, Wy­daw­nic­two Zie­lona Sowa, Kra­ków 2005, s. 70-86.
[30] Zob. A.J. Bal­four, The Fo­un­da­tions of Be­lief, Mac­mil­lan, Lon­don 1879, rozdz. 13; G.K. Che­ster­ton, Or­to­dok­sja. Ro­manca o wie­rze, tłum. M. So­bo­lew­ska, Fronda, War­szawa b r., s. 53; J.B.S. Hal­dane, Po­ssi­ble Worlds and Other Es­says, Chatto and Win­dus, Lon­don 1929, s. 209; C.E.M. Joad, Gu­ide to Mo­dern Tho­ught, Fa­ber, Lon­don 1933, s. 58-59; W. Ha­sker, The Emer­gent Self, Cor­nell Uni­ver­sity Press, Ithaca 1999, s. 67-71; V. Rep­pert, Nie­bez­pieczna idea C.S. Le­wisa. Fi­lo­zo­ficzna obrona ar­gu­mentu z ro­zumu, tłum. P. By­lica, "C.S. Le­wis. Ro­zum i Wiara", Fun­da­cja Pro­do­teo, War­szawa 2022; A. Plan­tinga, Gdzie na­prawdę jest kon­flikt. Na­uka, re­li­gia i na­tu­ra­lizm, tłum. E. Łu­ka­sie­wicz, "Bi­blio­teka Współ­cze­snych Fi­lo­zo­fów", Wy­daw­nic­two Na­ukowe PWN, War­szawa 2023, rozdz. 10.
[31] C.S. Le­wis, Cuda. Roz­wa­ża­nia wstępne, tłum. K. Pu­ław­ski, Me­dia Ro­dzina, Po­znań 2010, s. 24.
[32] Tamże, s. 25-26.
[33] Zob. V. Rep­pert, The Ar­gu­ment from Re­ason, w: The Blac­kwell Com­pa­nion to Na­tu­ral The­ology, eds. W.L. Craig, J.P. Mo­re­land, Blac­kwell, Oxford 2009, s. 353-354 [344-390].
[34] Zob. F.H. Bra­dley, The Prin­ci­ples of Lo­gic, Ke­gan Paul, Trench and Co., Lon­don 1883, s. 521; A.J. Bal­four, The­ism and Hu­ma­nism, Hod­der and Sto­ugh­ton, New York 1915, s. 139; B. Rus­sell, The Va­li­dity of In­fe­rence, w: The Ba­sic Wri­tings of Ber­trand Rus­sell, eds. R.E. Egner, L.E. De­nonn, Si­mon and Schu­s­ter, New York 1961, s. 185 [184-190]; B. Rus­sell, Hu­man Know­ledge: Its Scope and Li­mits, Si­mon and Schu­s­ter, New York 1948, s. 182.
[35] Zob. F.H. Bra­dley, The Prin­ci­ples of Lo­gic, s. 521.
[36] Tamże, s. 497.
[37] G.E.M. An­scombe, Me­ta­phy­sics and the Phi­lo­so­phy of Mind, Uni­ver­sity of Min­ne­sota Press, Min­ne­apo­lis 1981, s. 226-227.
[38] Tamże, s. 229.
[39] Zob. tamże, s. 231.
[40] Zob. V. Rep­pert, Nie­bez­pieczna idea C.S. Le­wisa; V. Rep­pert, The Ar­gu­ment from Re­ason, s. 344-390.
[41] C.S. Le­wis, Cuda, s. 29.
[42] Zob. A.J. Bal­four, The­ism and Hu­ma­nism, s. 140.
[43] C.S. Le­wis, Cudy. Wpro­wa­dze­nie ogólne, tłum. S. Pa­cuła, In­sty­tut Wy­daw­ni­czy "Pax", War­szawa 1952, s. 34.
[44] G.E.M. An­scombe, Me­ta­phy­sics, s. 224-225.
[45] C.S. Le­wis, The Col­lec­ted Let­ters, s. 1338.
[46] G.E.M. An­scombe, Me­ta­phy­sics, s. 225.
[47] Tamże, s. 227-228.
[48] Ory­gi­nalny zwrot gro­und-con­se­qu­ent re­la­tion­ship w za­leż­no­ści od kon­tek­stu w dal­szej czę­ści wy­wodu bę­dzie nie­kiedy tłu­ma­czony jako "zwią­zek ra­cji i na­stęp­stwa", "zwią­zek pod­stawy i wnio­sku" lub "zwią­zek prze­sła­nek i wnio­sku" (przyp. tłum).
[49] Zob. C.S. Le­wis, Cuda, s. 34-35; T. Na­gel, Umysł i ko­smos. Dla­czego ma­te­ria­li­styczna, neo­dar­wi­now­ska kon­cep­cja na­tury nie­mal na pewno jest błędna, tłum. M. Bar­to­sik, "Per­spek­tywy Na­uki", Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2021, s. 45-47.
[50] Zob. tamże, s. 27-28.
[51] Zob. D. Robb, J. Heil, Men­tal Cau­sa­tion, w: Stan­ford En­cyc­lo­pe­dia of Phi­lo­so­phy, http://plato.stan­ford.edu/en­tries/men­tal-cau­sa­tion/ (do­stęp: 24 II 2014).
[52] Zob. I. Kant, Kry­tyka czy­stego ro­zumu, tłum. R. In­gar­den, Wy­daw­nic­two AN­TYK, Kęty 2001, s. 107-152.
[53] Zob. R. De­scar­tes, Me­dy­ta­cje o pierw­szej fi­lo­zo­fii. Za­rzuty uczo­nych mę­żów i od­po­wie­dzi na nie. Roz­mowa z Bur­ma­nem, tłum. M. i K. Aj­du­kie­wi­czo­wie, S. Swie­żaw­ski, I. Dąmb­ska, Wy­daw­nic­two AN­TYK, Kęty 2001, Me­dy­ta­cja IV.
[54] Zob. S. Kier­ke­ga­ard, Nie­nau­kowe za­my­ka­jące "post scrip­tum", tłum. K. To­eplitz, Wy­daw­nic­two Ma­rek De­re­wiecki, Kęty 2011, s. 122-139.
[55] Zob. W.K.C. Gu­th­rie, A Hi­story of Greek Phi­lo­so­phy, Vol. 2, Cam­bridge Uni­ver­sity Press, Cam­bridge 1965, s. 43-49.
[56] Zob. S. Black­burn, Truth: A Gu­ide, Oxford Uni­ver­sity Press, New York 2005, s. 27.
[57] C.S. Le­wis, Cudy, s. 27.
[58] Zob. A. Plan­tinga, Gdzie na­prawdę jest kon­flikt, s. 355-404.
[59] Zob. De­scar­tes, Me­dy­ta­cje, s. 58-59.
[60] Zob. D. Hume, Ba­da­nia do­ty­czące ro­zumu ludz­kiego, tłum. J. Łu­ka­sie­wicz, K. Twar­dow­ski, "Bi­blio­teka Kla­sy­ków Fi­lo­zo­fii", Pań­stwowe Wy­daw­nic­two Na­ukowe, War­szawa 1977, s. 182.
[61] Po­dana przez Bas­shama de­fi­ni­cja od­po­wiada ka­te­go­rii "wnio­sko­wa­nia" w pol­skiej ter­mi­no­lo­gii lo­gicz­nej. W dal­szej czę­ści ang. re­aso­ning, za­leż­nie od kon­tek­stu, bę­dzie tłu­ma­czone jako "wnio­sko­wa­nie" lub "ro­zu­mo­wa­nie" (przyp. tłum.).
[62] Zob. R. Paul, Cri­ti­cal Thin­king, Fo­un­da­tion for Cri­ti­cal Thin­king, Santa Rosa 1993, s. 485.
[63] Zob. W. Ja­mes, Prin­ci­ples of Psy­cho­logy, Do­ver, New York 1950, s. 326; R. Paul, Cri­ti­cal Thin­king, s. 485. [Mamy do czy­nie­nia ze szcze­gól­nym ro­zu­mie­niem uży­wa­nych ka­te­go­rii, od­bie­ga­ją­cym czę­ściowo od zwy­cza­jo­wej ter­mi­no­lo­gii lo­gicz­nej w ję­zyku pol­skim. W przy­padku wnio­sko­wań de­duk­cyj­nych mamy do czy­nie­nia z wy­ni­ka­niem lo­gicz­nym wnio­sku z prze­sła­nek. "Ta­kie wnio­sko­wa­nie, w któ­rym z wy­po­wie­dzia­nych prze­sła­nek wnio­sek nie wy­nika lo­gicz­nie, ale wy­nika lo­gicz­nie z ko­niunk­cji prze­sła­nek do­myśl­nych, na­zy­wamy wnio­sko­wa­niem de­duk­cyj­nym en­ty­me­ma­tycz­nym" (Z. Ziem­biń­ski, Lo­gika prak­tyczna, Wy­daw­nic­two Na­ukowe PWN, War­szawa 1999, s. 156) - dop. tłum.].
[64] Zob. R. Audi, Epi­ste­mo­logy: A Con­tem­po­rary In­tro­duc­tion to the The­ory of Know­ledge, Ro­utledge, New York 2011, s. 177.
[65] C.S. Le­wis, Cuda. Roz­wa­ża­nia wstępne, s. 27.
[66] Tamże, s. 29.
[67] Tamże. [W tłu­ma­cze­niu J. Mu­ran­tego mowa tu o re­la­cji "ra­cji i na­stęp­stwa" (Cuda. Czy na­prawdę się zda­rzają?, tłum. J. Mu­ranty, S. Ma­tu­siak, Ofi­cyna Wy­daw­ni­cza Lo­gos, War­szawa 2021, s. 27). By­łoby to za­sadne uży­cie tych ka­te­go­rii, gdyby bez wąt­pie­nia cho­dziło o wnio­sko­wa­nie de­duk­cyjne. Nie można tego wy­klu­czyć, ale moż­liwe jest też, że "re­la­cja lo­giczna" obej­muje tu rów­nież wnio­sko­wa­nia in­duk­cyjne, w któ­rych prze­słanki nie są ra­cją, a wnio­sek nie jest na­stęp­stwem. Stąd bez­piecz­niej by­łoby mó­wić o "re­la­cji prze­słanki i wnio­sku", która to ka­te­go­ria obej­muje wszel­kie wnio­sko­wa­nia. Uży­cie ka­te­go­rii "pod­stawy" na ozna­cze­nie prze­sła­nek jest jed­nak za­sadne, z jed­nej strony do­słow­no­ścią prze­kładu, a z dru­giej kon­tek­stem za­sto­so­wa­nia tej ka­te­go­rii (the gro­und) przez Le­wisa w od­po­wie­dzi na kry­tykę An­scombe, w przy­padku któ­rej uży­cie słowa "pod­stawa" wy­daje się słuszne - dop. tłum.]
[68] Ści­śle rzecz bio­rąc, za­sada toż­sa­mo­ści głosi nie im­pli­ka­cję, a rów­no­waż­ność: "A wtedy i tylko wtedy, gdy A" (przyp. tłum.).
[69] Zob. S. Black­burn, Truth, s. 29.
[70] C.S. Le­wis, Cuda, s. 27.
[71] Tamże, s. 29.
[72] Tamże, s. 27.
[73] Słowo re­asons można tu też ro­zu­mieć jako "ar­gu­menty" lub "ra­cje". W lo­gice upra­wia­nej w ję­zyku pol­skim "ra­cjami" okre­śla się tylko prze­słanki (czyli też ar­gu­menty) na rzecz wnio­sku, który z prze­sła­nek wy­nika lo­gicz­nie, czyli jest wy­pro­wa­dzany w spo­sób zgodny z ja­kimś pra­wem lo­giki. We wnio­sko­wa­niach, w któ­rych nie mamy do czy­nie­nia z wy­ni­ka­niem o czę­ści, która sta­nowi pod­stawę dla wnio­sku, mówi się, że za­wiera po pro­stu "prze­słanki", ale nie "ra­cje". W ję­zyku an­giel­skim re­asons może ozna­czać za­równo "ra­cje", jak i "prze­słanki" (przyp. tłum.).
[74] C.S. Le­wis, Re­li­gia bez do­gma­tów?, w: tenże, Nie­od­parte ra­cje, tłum. J. Mu­ranty, Ofi­cyna Wy­daw­ni­cza Lo­gos, War­szawa 2003, s. 102 [98-119]. [Au­tor Wpro­wa­dze­nia błęd­nie wska­zał na tekst za­ty­tu­ło­wany Bul­we­ryzm, w któ­rym Le­wis jed­nak nie używa wska­za­nego zwrotu - dop. tłum.].
[75] Tenże, Bul­we­ryzm lub ge­neza XX-wiecz­nego my­śle­nia, w: tenże, Nie­od­parte ra­cje, s. 28 [26-31].
[76] Tamże, s. 31. [Ostat­nie zda­nie nie wy­stę­puje w pol­skim wy­da­niu - dop. tłum.].
[77] C.S. Le­wis, Cuda, s. 32-33.
[78] Jo­nes - przy­kła­dowe imię wpro­wa­dzone przez au­tora dla wy­ja­śnie­nia pro­blemu (przyp. red.).
[79] Zob. M. Dic­ker­son, The Mind and the Ma­chine: What It Me­ans to Be Hu­man and Why It Mat­ters, Bra­zos Press, Grand Ra­pids 2011, s. xxiii.
[80] Zob. D. Robb, J. Heil, Men­tal Cau­sa­tion.
[81] C.S. Le­wis, Cuda, s. 30-31.
[82] Zob. J. Kim, Phi­lo­so­phy of Mind, We­stview Press, Bo­ul­der 2011, s. 96-97; C.S. Le­wis, De Fu­ti­li­tate, w: tenże, Roz­wa­ża­nia o chrze­ści­jań­stwie, tłum. Z. Ko­ściuk, Ofi­cyna Wy­daw­ni­cza Lo­gos, War­szawa 2002, s. 79-81 [73-88].
[83] Zob. The Re-Emer­gence of Emer­gence: The Emer­gen­tist Hy­po­the­sis from Science to Re­li­gion, eds. P. Clay­ton and P. Da­vies, Oxford Uni­ver­sity Press, Oxford 2006; Emer­gence: Con­tem­po­rary Re­adings in Phi­lo­so­phy and Science, eds. M.A. Be­dau, P. Hum­ph­reys, MIT Press, Cam­bridge 2008.
[84] Zob. C.S. Le­wis, Cuda, s. 34-39.
[85] Zob. tamże, s. 31-33.
[86] Zob. tamże, s. 43-48.
[87] Tamże, s. 33.
[88] Zob. D. Hume, Trak­tat o na­tu­rze ludz­kiej, tłum. C. Zna­mie­row­ski, Fun­da­cja Ale­theia, War­szawa 2005, s. 545-546.
[89] Zob. V. Rep­pert, Nie­bez­pieczna idea C.S. Le­wisa.