Wprowadzenie
Wprowadzenie
Niniejsza książka właściwie nie potrzebuje wprowadzenia. Gabriele ten
Hövel w swojej przedmowie z wielkim wyczuciem trafnie opisuje to, co
istotne i wyjątkowe, co wyróżnia i czyni pracę Sieglinde Schneider
niepowtarzalną. To dla mnie wielka radość, że ta długo wyczekiwana
książka wreszcie się ukazuje i że jej treść jest teraz dostępna dla
wszystkich. Towarzyszyłem powstawaniu tej książki i uważam ją za
najbardziej inspirującą i innowacyjną publikację na temat ustawień od
wielu lat. Szczególnie cieszę się, że Sieglinde Schneider kontynuuje
fundamentalną pracę klasycznych ustawień rodzinnych, która została
stworzona w latach 1980-2000, głównie przez Berta Hellingera, i z którą
ja również czuję się związany, i dalej rozwija ją w niezależny i kreatywny sposób w dziedzinie terapii indywidualnej, co Bert Hellinger
początkowo uważał za niemożliwe.
Każdy, kto zna Sieglinde Schneider, wie, że jej żywiołem są relacje z innymi ludźmi. Żywa wymiana zdań z innymi i jej nieprzeparte
zainteresowanie, a wręcz pasja, żeby uchwycić i zrozumieć ludzi i ich
sposób bycia, są eliksirem jej życia. Sieglinde bada, śledzi i odkrywa
przy tym, gdzie i kiedy życie ludzkie i trudności w relacjach lub objawy
chorobowe mają sens, patrząc na nie w kontekście wydarzeń, losów i różnych dynamik w przeszłości (zwłaszcza w rodzinach pochodzenia). Jest
w tym mistrzynią. Gdy te zazwyczaj nieświadome powiązania ujrzą światło
dzienne, wówczas możliwe staje się nawiązanie nowych relacji.
Z drugiej strony pisanie tekstów o własnej pracy nie jest mocną stroną
Sieglinde Schneider. Dlatego szczęśliwie się złożyło, że Gabriele ten
Hövel była gotowa, żeby wspólnie z nią spisać jej doświadczenia i spostrzeżenia na temat ustawień w pracy indywidualnej. Ponad dwadzieścia
lat temu Gabriele ten Hövel udało się już razem z Bertem Hellingerem
opublikować jego główne wglądy, odkrycia i metody w poczytnym tomie
wywiadów Anerkennen, was ist -?Gespräche über Verstrickung und Lösung
(Uznać to, co jest -?rozmowy o uwikłaniach i sposobach ich
rozwiązywania)2.
Zaciekawiony, zadziwiony i poruszony brałem udział w wielu seminariach
Berta Hellingera w latach 1988-1991. Moim celem było obserwowanie,
doświadczanie i rozumienie z zewnątrz tego, co kierowało jego
działaniami oraz jakie wglądy i założenia doprowadziły do konkretnych
interwencji. Często powiązania, które Bert Hellinger dostrzegał,
wydawały mi się na początku dziwne i obce.
Kiedy dziś patrzę, jak ustawienia robi Sieglinde Schneider, czuję się
dokładnie tak samo. Kiedy widzę ją pracującą z klientem lub z parą za
pomocą figurek playmobil3, często kręcę głową i myślę sobie:
Skąd u niej ta pewność siebie, żeby patrząc na ustawienie klientki,
twierdzić: "Tu kogoś brakuje!"? Gdy następnie klientka dostawi do
konstelacji dodatkową figurkę, natychmiast czuję ulgę. Sieglinde często
prosi klientów, żeby dowiedzieli się w domu, czy to, co wyszło na jaw w ustawieniu, odpowiada rzeczywistości. I faktycznie w tym konkretnym
przypadku ojciec miał pierwszy związek, z którego urodziło się dziecko,
ale o nim i jego matce nigdy się w rodzinie nie mówiło. Jeśli taki
domniemany związek zostanie potwierdzony, jest to oczywiście jeszcze
bardziej przekonujące. Niesłychana trafność, z jaką Sieglinde Schneider
dzięki swojej intuicji, wielkiemu doświadczeniu i często za pomocą tylko
bardzo niewielu pytań odkrywa powiązania nadające całości sens i tym
samym umożliwiające nową perspektywę, jest za każdym razem frapująca.
Konfrontacja z prawdą wyzwala.
Niniejsza książka przynosi cały szereg różnorodnych i poruszających
historii rodzinnych, w których czytelnik może śledzić drogę prowadzącą
od sprawy, z którą klient przychodzi, aż do ujawnienia skutków
szczególnych wydarzeń lub rodzinnych losów i uwikłań. Ci, którzy sami
pracują za pomocą ustawień, powinni wielokrotnie wczytać się w przytaczane przypadki i historie rodzinne, żeby zrozumieć -?w zależności
od przypadku i problemu -?różne tropy i sposoby procedowania, które
wybiera Sieglinde Schneider. Praca z figurkami na sesjach idywidualnych
lub sesjach z parami umożliwia także ustawianie dużych systemów
rodzinnych i pozwala poświęcić na to więcej czasu niż na warsztatach
ustawieniowych w grupie. Widywałem ustawienia robione przez Sieglinde
Schneider, w których stało prawie 30 członków rodzin danej pary, i mogłem obserwować, jak w trakcie procesu ustawiania pojawiało się coraz
więcej wskazówek dotyczących podobieństw w obu rodzinach pochodzenia, co
tłumaczyło, dlaczego ta para się związała i gdzie leży źródło jej
trudności.
Warto przeczytać tę książkę!
Wiesloch k/Heidelbergu, wiosną 2023
Gunthard Weber
Przedmowa
Przedmowa
W tej książce pada wiele pytań: o podstawowe założenia, hipotezy, o to,
jak w konkretnym przypadku przebiega droga od problemu klienta do wglądu
w ukrytą dynamikę systemu rodzinnego. Pyta się o wszystko, co pomaga
klientowi w przełamaniu trudności i w pójściu dalej. Również o to, skąd
biorą się te pytania.
Książka ta proponuje szeroki wachlarz narzędzi, sugestii i pomysłów dla
wszystkich, którzy prowadzą ustawienia lub chcieliby to robić w przyszłości: Jakie są podstawowe założenia właściwe dla ustawień; na co
zwracać uwagę; w jaki sposób ustawiający mogą wyostrzyć swoje zmysły i percepcję; jak dochodzi się do hipotez i jak zamienia się je w pytania,
testuje i przyjmuje lub odrzuca; jak wciąż od nowa otwierać się na to,
co jest -?bez trzymania się sztywnych "reguł" lub "porządków".
Podstawowe założenie w pracy ustawieniowej odnosi się do doświadczenia -
właściwego nie tylko dla ustawień: że to, co faktycznie było w historii
rodziny, nadal ma wpływ na świadome i nieświadome ścieżki. Było, ale
bynajmniej nie minęło.
Praca ustawieniowa czerpie z tego, że odnosi się do wydarzeń, które mogą
sięgać nawet czterech pokoleń wstecz. Na przykład: Jak wyglądało życie
na gospodarstwie chłopskim w Bawarii? Jak dziwna może być logika
wiejskiej społeczności? Co stanowi stały repertuar rodzinnych historii:
kazirodztwo, porzucone, podrzucone lub zmarłe dzieci, milczący ojcowie,
wygnane i zgwałcone kobiety, szalone lub słabowite ciotki.
Niniejsza książka jest zbiorem historii i opowieści. Można ją po prostu
przeglądać i czytać poszczególne historie. W szczegółowym spisie treści
rozpoznasz, która historia może cię zainteresować. Każda historia
fascynuje na swój sposób, wciągając w swój własny świat. Czasami można
odnieść wrażenie, że po jednorazowym przeczytaniu dana historia wcale
się nie kończy.
Są to historie, które pisało życie: dziwne, zagmatwane, dramatyczne,
niesprawiedliwe, zaskakujące, brutalne. Czegóż ludzie nie robią!
Cierpią, trwają w ślepej lojalności lub miłości -?trudno wręcz uwierzyć!
Te historie nikogo nie pozostawiają obojętnym. Są tak różnorodne i barwnie opowiedziane, że każda i każdy z łatwością znajdzie coś dla
siebie, nawet jeśli ta strawa może być czasami ciężka.
Ta książka jest łatwa w czytaniu i z pewnością nie jest pozbawiona
wartości rozrywkowej. Nie, nikt tutaj nie stroi żartów ani nie bawi się
czyimś kosztem. Jest to rozrywka, ponieważ historie są wciągające,
wzruszające, zaskakujące, a nawet mogą poruszyć coś w czytelniku -
przywołać wspomnienia, być może wzbudzić współczucie, ulgę lub
zdziwienie: "Aha! Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób!".
Tę książkę można czytać od początku do końca lub też czytać to, co nas
pociąga. Niektóre rozdziały mają charakter bardziej teoretyczny (z praktycznymi przykładami dla ilustracji), inne dotyczą konkretnych
tematów. Korzystaj z tej książki tak, jak tego potrzebujesz: jako zbioru
historii i opowieści, zestawu ćwiczeń lub źródła inspiracji.
Pisanie tej książki było bardzo ekscytujące. Sieglinde Schneider wnosi
swoje doświadczenie, wyobraźnię społeczną, mistrzowski kunszt, świetną
technikę zadawania pytań, empatię i nieustępliwość oraz wszystko, czego
potrzebują i czym są zafascynowani ludzie, którzy mają problemy. W razie
potrzeby mówi wprost, bez ogródek i bezpośrednio. Ma też zdrowe poczucie
humoru i luz, choć nie każdy klient jest natychmiast entuzjastycznie
nastawiony do tego, co Sieglinde Schneider z nim "robi": zadaje pytania,
sonduje, jest szczera do bólu, a następnie rozpakowuje figurki playmobil
("Co jest grane? Chyba nie jesteśmy w przedszkolu!").
Oto kilka typowych dla Sieglindy zdań i pytań:
W zastępstwie kogo się tak buntujesz?
Dlaczego realizujesz projekty, które spełzają na niczym?
Czy zawsze ciężko pracowałeś w swoim życiu?
Kiedy straciłeś radość życia?
Nie ma się szans u wymarzonego księcia.
Wznieś toast za przyjemność!
Dusza potrzebuje wspólnego grobu dla ofiar i sprawców.
Sieglinde Schneider ma coś, czego nie można się nauczyć, lecz co jest
komuś dane i z czasem może się rozwinąć: bystrość, zwinność i elegancję,
z jaką nawiguje przez nieznane historie rodzinne. Jak kapitanka, która
zna mielizny i kaprysy morza, żeglując po nim od lat bez koła
ratunkowego. Kojarzy, znajduje i podsuwa rozwiązania, a ty zadajesz
sobie pytanie: jak ona na to wpadła?
Sieglinde Schneider jest także geniuszem językowym: bez względu na to,
kto przychodzi -?czy to bezdomny, czy sławny dyrygent, wysoko postawiona
arystokratka czy zwykły rolnik, rzemieślnik czy menedżer, dziedziczka
milionera czy ktoś na zasiłku -?dociera do wszystkich na częstotliwości,
której potrzebują, aby zacząć widzieć, czuć i pamiętać. W ten sposób
otwiera przed nimi zamknięte wcześniej okna, umożliwiając zupełnie inne
spojrzenie na ich własne życie i krajobraz rodzinny.
Byłam nieustannie zafascynowana i osobliwie usatysfakcjonowana, widząc,
jak ludzie wchodzą w kontakt z głębią i banalnością swoich historii i doświadczeń, a w końcu są w stanie zawrzeć pokój ze sobą i innymi
ludźmi.
Mam nadzieję, że poczujesz to samo.
Hamburg, styczeń 2023 r.
Gabriele ten Hövel
CZĘŚĆ I
Ustawienia w pracy indywidualnej
GABRIELE TEN HÖVEL: "Ustawienie daje przestrzeń duchowym obrazom i siłom. Wprowadza nas w wymiary, które bardzo trudno opisać. Możemy
doświadczyć czegoś w rodzaju zjawisk duchowych, które wykraczają daleko
poza zwykłą obserwację". To są twoje słowa. Co one znaczą? Jakie jest
podstawowe założenie, które się za tym kryje?
SIEGLINDE SCHNEIDER: Wszyscy mamy nieświadomy, wewnętrzny obraz naszej
rodziny, który ma również wpływ na nasze działania. W ustawieniach ten
obraz wychodzi na jaw -?w moim przypadku za pomocą figurek playmobil
ustawianych na stole.
Kiedy ustawiamy z pomocą przedstawicieli w grupie, wtedy ważne są
zarówno ich relacje do innych, jak i dynamika tych relacji. Przeżywają
pewien wewnętrzny proces. Nie da się go łatwo odczytać z zewnątrz.
Dlatego zadajemy reprezentantom pytania.
W ustawieniu za pomocą figurek, a więc bez przedstawicieli, jest trochę
inaczej. Ale tutaj też widzimy więcej niż tylko: gdzie patrzą ustawieni?
Również tutaj "widzimy", co nimi powoduje.
Gdy klient ustawia obraz relacji w rodzinie i opisuje, co robi, jak i dlaczego, zaczyna już -?można by powiedzieć -?"opisywać odczuwająco". I już się coś dzieje: Wewnętrzny obraz, z którym klient przyszedł, zaczyna
się zmieniać.
Jak to konkretnie wygląda? Czy da się to jakoś opisać?
Klientka ustawia figurki na stole. Już w trakcie tego procesu coś się
zaczyna w niej dziać. Widzi obraz, coś czuje, coś mówi, nagle rozpoznaje
powiązania.
Następnie ja opisuję to, co widzę. Pytam o fakty, o wspomnienia, które
mogą wyjaśnić to, co stoi na stole i działa.
Mały przykład: Pewien mężczyzna ma określony symptom, jakiś objaw -
wybiera dla tego symptomu jakąś figurkę i stawia obok dziadka ze strony
ojca. Oni patrzą na siebie.
Wtedy pytam: "Czy pan coś wie o tym dziadku?".
"Nie".
Ja: "Jak to jest, gdy symptom i dziadek patrzą na siebie?".
On: "Wtedy robi mi się jakoś dziwnie... Ach! Teraz mi się jeszcze coś
przypomniało..."
Dzięki temu pojawiają się nagle wspomnienia lub fragmenty informacji,
które wcześniej nie były dostępne.
Jesteśmy tylko kontrolerami lotów, dajemy jedynie impuls
Jaką "lukę" wypełniają ustawienia rodzinne w pracy indywidualnej?
Ludzie na coś cierpią, ale nie potrafią tego sobie wytłumaczyć
rzeczywistością, w której żyją. Przychodzą na konsultacje po poradę i mówią: "Właściwie mam się dobrze. Mam świetną pracę, kocham moją żonę,
moje dzieci dobrze się rozwijają, a jednak mam uczucie, że moje życie
jest nędzne i beznadziejne, jakbym grał w niewłaściwym filmie".
Albo ktoś mówi: "Siedzę niejako za szybą z matowego szkła, a za nią
płynie życie".
Albo: "Czuję się, jakbym szedł obok siebie".
Wtedy zadaję sobie pytanie: Gdzie te uczucia lub zachowania mają sens w rzeczywistości klienta -?gdzie mogą mieć sens? W tym miejscu pomocna
jest praca ustawieniowa, ponieważ klienci mogą doświadczyć, że w rzeczywistości, w której żyją, odzwierciedla się często inna
rzeczywistość.
A więc: Gdzie ktoś jest uwikłany w coś, co należy do innego losu?
Tak, to kluczowy aspekt mojej pracy. Zawsze jestem trochę poirytowana,
gdy ktoś dzwoni i mówi: "Pilnie potrzebuję ustawienia rodzinnego, to dla
mnie jedyny ratunek". To nieprawda. To nie tak. Prawdziwa pomoc jest
możliwa, gdy cierpię z powodu czegoś, czego nie mogę sobie wytłumaczyć w oparciu o moje własne życie. Zdarza się to jednak bardzo często.
Istnieje również przekonanie, że ustawienie jest już rozwiązaniem.
Praca ustawieniowa coś porusza, wprawia w ruch. Gdy podczas ustawienia
zmienia się wewnętrzny obraz, klient zyskuje nowy obraz. To prowadzi do
zmiany.
Nie wiemy, jak ten proces przebiega u konkretnej osoby, jakie jest
ostateczne rozwiązanie. Czasami klienci wracają do domu w dobrym
samopoczuciu i z doznaną ulgą. Ale po trzech dniach dzwonią, ponieważ
nie czują się już tak dobrze.
Masz jakiś przykład?
Kiedyś przyszła do mnie młoda kobieta. Podczas pracy z nią w pewnym
momencie pojawiła się jej babcia, która doświadczyła strasznych rzeczy.
Wnuczka była w stanie dobrze to odczuć podczas sesji. Ale później
klientkę ogarnął z całą mocą żal i ból. Gdy potem wnuczka mogła poczuć
ten żal i jednocześnie przypisać go swojej babci, była od niego wolna.
Nie wiemy, co pomaga klientowi
Irvin Yalom opowiedział taką piękną historię w jednej ze swoich
książek4: Pracował z koleżanką, którą dobrze znał. Była bardzo
chora, w szpitalu wpadła w depresję i zadzwoniła do niego. Miał z nią
około dziesięciu sesji. Kilka miesięcy później znów ją spotkał.
Wyglądała na bardzo aktywną i promienną. Ucieszył się i pomyślał:
"Świetnie, naprawdę jej pomogłem".
Rozmawiał z nią i czekał, aż powie: "Miło, że byłeś dla mnie obecny" lub
coś w tym rodzaju.
W końcu nie mógł już dłużej wytrzymać i zapytał: "Co się stało, że tak
dobrze się masz?".
Ona zaś powiada: "Muszę ci coś opowiedzieć. Mieliśmy w szpitalu taką
przełożoną pielęgniarek, która była taka wredna, że zawsze się
cieszyłam, gdy wychodziła z mojego pokoju. Pewnego dnia znów byłam
wykończona i pomyślałam sobie: Moje życie nie ma sensu, wszystko na
próżno i tak dalej. Wtedy weszła ta pielęgniarka, pochyliła się nade mną
i powiedziała: "Pokaż swojej rodzinie, że masz klasę". To zmieniło moje
życie. Racja, gdy tak jęczę: "Teraz muszę chyba umrzeć", co oni sobie o mnie pomyślą!".
Yalom był trochę rozczarowany. Tak to już jest! Nie wiemy, co w końcu
pomaga klientowi. My jedynie dajemy impuls. Reszta nie jest w naszych
rękach. A przekonanie, że znamy rozwiązanie, byłoby zuchwalstwem.
Jesteśmy tylko kontrolerami lotów.
Jak daleko sięgasz wstecz?
Tak daleko, jak daleko sięga pamięć w danej rodzinie, a więc zwykle do
dziadków i pradziadków. Również jako dziecko zwykle pamiętamy swoich
dziadków, jeśli żyją, a czasem nawet pradziadków. Znamy babcię, a z opowiadań być może nawet jej rodziców. W przypadku firm, arystokracji i gospodarstw rolnych pamięć może sięgać jeszcze dalej. Zawsze chodzi o to, co ma znaczenie dla mojego życia, dla mojej egzystencji. Na przykład
w przypadku szlachty jest to naprawdę ekscytujące, z jak odległych
czasów żywe są pewne sprawy.
"Sumienie grupowe"
Mówisz, że losy rodziny często wychodzą na jaw dopiero jedno lub więcej
pokoleń później. Dlaczego tak jest? Co się za tym kryje?
Często działa tam na ślepo coś, co wypływa z pewnego rodzaju "sumienia
grupowego", jak nazwał to Bert Hellinger. To sumienie grupowe nie
toleruje wykluczenia ani niesprawiedliwości. Gwarantuje rekompensatę na
rzecz lub poprzez potomków -?jak powiedziałam: zupełnie nieświadomie.
Jesteśmy po prostu kochającymi dziećmi i chcemy, żeby każdy mógł
przynależeć. Dzieci są tymi, które chcą zapewnić zadośćuczynienie, gdy
ktoś był skrzywdzony, niewidziany, podrzucony lub wykluczony.
Dlaczego?
Z dziecięcego współczucia, z dziecięcej fantazji o wielkości. Dzieci
chcą sprowadzić tych, którzy do nich należą. Chcą uczynić zadość i zrekompensować. Dzieci myślą, że muszą pomóc swoim rodzicom lub dziadkom
i naprawić w swoim życiu to, co poszło źle. Dzieci są głęboko lojalne
wobec swoich rodziców i innych osób, którym wiele zawdzięczają. Trudno
im żyć dobrze, gdy tym, których kochają, wiedzie się źle.
Kiedy mówisz "dzieci chcą...", brzmi to tak, jakby był to świadomy akt.
Jednak "grupowe sumienie" działa poniżej progu świadomości.
Tak, oczywiście. Zobaczmy to na przykładzie:
1. Historia
"Dzieci są kochankami"
Przyszedł do mnie kiedyś młody mężczyzna i powiada: "Jestem stuknięty".
"Nie jest pan na pewno stuknięty -?odrzekłam -?ale może jest pan
"prze-sunięty"".
Zdał maturę bardzo dobrze (same piątki, wynik 1,0), ale tego nie
świętował. Mówi, że prawie wpadł w depresję. Jako student zdał egzaminy
z wysoką oceną 2,0. Potem złamał sobie udo i trafił do szpitala.
Powiada: "Wtedy byłem szczęśliwy". Młody człowiek, który jest szczęśliwy
w szpitalu?
Dlaczego myślał, że jest szalony? Ponieważ nie umiał wytłumaczyć sobie
swojego zachowania?
Tak. On oczywiście nie był szalony. Zadałam sobie pytanie: Dla kogo on
to robi? Dla kogo nie potrafi się cieszyć swoimi zdolnościami i czuć się
szczęśliwym?
W ustawieniu umieścił siebie bardzo blisko dziadka ze strony ojca. Ten
dziadek miał 17 lat, gdy spłonęło gospodarstwo jego rodziców. Byli
bardzo biedni i z trudem starali się jakoś odbudować i podnieść. Wtedy
dziadek musiał iść na wojnę i wrócił ciężko ranny. Niedługo potem
musieli uciekać ze Śląska. Musieli zostawić wszystko. Dziadek znów
musiał zacząć wszystko od początku. Ale często trafiał do szpitala i nigdy tak naprawdę nie stanął już na nogi.
"Widzi pan swoją głęboką miłość do dziadka. On nie miał szczęścia i nic
nie mógł wskórać. Jak pan w ogóle mógłby pozwolić sobie na sukces i szczęście?"
Młody mężczyzna siedział i płakał. Przez kwadrans po prostu płakał.
Zadałam sobie pytanie: Czy to jego żal z powodu dziadka, czy też jest to
nieprzeżyty żal i ból jego dziadka?
Powiedziałam: "Proszę sobie wyobrazić, że idzie pan na grób dziadka,
przynosi mu piękny, kolorowy bukiet kwiatów jako symbol pełni życia i mówi: "Dziadku, zobacz, wszystko idzie dobrze"".
"Czy mogę? Czy mogę naprawdę żyć szczęśliwie?" -?zapytał bardziej siebie
niż mnie.
"Tak -?odpowiedziałam -?nic bardziej nie ucieszy dziadka niż to, że pan
coś zrobi ze swoim życiem".
Żeby przynależeć, dzieci zrobią wszystko -?nie zdając sobie z tego sprawy
Często jest tak, że w głębi duszy jesteśmy lojalni jak dzieci, mimo że
już dawno dorośliśmy. Jesteśmy wtedy jak "prze-sunięci", wkręceni do
życia kogoś innego.
Dzieci są kochankami. Ale nie wiedzą, co robią -?czy to nie jest raczej
archaiczny, duchowy proces?
Bert Hellinger na podstawie swoich obserwacji powiedział, że sumienie
nie reaguje na to, co jest dobre lub złe. Miarą sumienia jest: Czy
przynależę, czy nie przynależę, jeśli żyję, jak żyję, i jeśli robię, co
robię? Żeby przynależeć, dzieci zrobią wszystko. Nawet jeśli dorastam na
przykład w rodzinie mafijnej, chcę przynależeć: Istnieje głęboka
lojalność również w losie i przeznaczeniu. Głęboka, ślepa więź -?to
właśnie nazywamy "dziecięcą miłością".
Często nieświadomie postrzegamy to jako zdradę, jeśli radzimy sobie
lepiej niż nasz ojciec, matka lub inni członkowie rodziny. Jest to jeden
z powodów, dla których tak wiele osób nie ma odwagi odnieść sukcesu.
Doświadczenie mówi nam, że ludzie działają w swoim życiu w sposób, który
ma coś wspólnego z ich przodkami, chociaż o tym nie wiedzą.
W nieświadomości jesteśmy podłączeni, w nieświadomości wiemy o wszystkim
na dwa, trzy, cztery pokolenia wstecz, nawet jeśli tylko ułamek tego
dociera do naszej świadomości.
Wszyscy znamy świadomie przeżywaną dynamikę: chcę przynależeć, chcę być
lojalny. Ale nie zdajemy sobie sprawy, jak głęboko jest to nieświadomie
zakotwiczone. To jest archaiczne. Nawet dzieci, które są naprawdę źle
traktowane, maltretowane, seksualnie wykorzystywane, nadal są głęboko
przywiązane do swoich rodziców. Dziecko wtedy żyje, jakby mówiło:
"Naprawię to dla ciebie" lub odwrotnie: "Nie może mi być lepiej niż
tobie".
Jesteśmy bardziej sprawcami z miłości niż ofiarami
Czy nie można tego po prostu nazwać archaicznym instynktem przetrwania?
W końcu jako mała istota ludzka nie można przetrwać bez przynależności
do grupy.
Dla mnie jest to jedno i drugie. Pragnienie przynależności jest
zakotwiczone w naszym biologicznym instynkcie przetrwania. Nie mogę
przetrwać bez innych. Ale pojęcie dziecięcej miłości jest dla mnie
bardzo ważne. Wskazuje na to, jak aktywnie dzieci, a także dorośli w swoich dziecięcych uczuciach, wpływają na otoczenie.
Dla mnie jest jeszcze coś bardzo ważnego: Wiele rzeczy łatwiej jest
zmienić lub zaakceptować, gdy widzimy miłość stojącą za dziwnym
zachowaniem. Jesteśmy bardziej "sprawcami z miłości" niż ofiarami. W poradnictwie i terapii pytanie "Dla kogo to wszystko robisz, za kogo
żywisz to uczucie?" zmienia natychmiast całą sytuację.
To oczywiście otwiera także pewne zasoby. Na przykład gdy klienci nie
czują się ofiarami, ale raczej rozumieją siebie samych, jak i dlaczego
działają i są aktywni -?nawet jeśli w rezultacie wychodzi im to bokiem.
Masz na to jakiś przykład?
2. Historia
"Tato nie chce tego"
W Meksyku na kursach szkoleniowych
pracowałam z dziećmi ulicy, które przyprowadzili ze sobą terapeuci.
Był tam chłopiec, który w wieku dwunastu lat był tak agresywny, że w domu, do którego trafiały dzieci ulicy, zdecydowano: "Nie możemy go
dłużej trzymać".
Terapeutka powiedziała też: "Do niego już nie potrafimy dotrzeć".
Nigdy nie patrzył na nauczycieli ani na terapeutkę, kiedy do niego
mówili. Terapeutka zapowiedziała mu: "Dziś będzie ktoś, kto pracuje z dziećmi. Chodź ze mną do niej, bo inaczej nie będziesz mógł dłużej
zostać w tym domu".
Chłopiec siedział sobie, na mnie też nie patrzył -?ale podobały mu się
figurki playmobil.
Powiedziałam mu: "Miguel, nie musisz w ogóle nic mówić. Po prostu
wybierz figurki i ustaw siebie i swoich rodziców".
Rzeczywiście je ustawił i mogłam z nim pracować.
Było zupełnie jasne. Jego postać patrzyła na ojca. Ojciec był mordercą.
Zadźgał nożem kilka osób. Również Miguel już wielokrotnie atakował i ranił nożem innych na ulicy.
Powiedziałam do niego: "Tak, spójrz tu, ty też to robisz. Czy chcesz
także iść do więzienia jak twój tata?". Jego ojciec popełnił samobójstwo
w więzieniu. "Jak twój tata patrzy na ciebie, kiedy ty też to robisz?"
Odpowiedział bardzo cicho: "On nie chce tego".
Kazałam jego figurce spojrzeć na tatę i powiedzieć:
"Tato, pozostaniesz moim tatą, nawet jeśli będę żył inaczej niż ty.
Nawet jeśli pójdę do szkoły, wyuczę się zawodu, będę zarabiał pieniądze
i będzie mi się dobrze powodzić".
Podszedł do stołu, wziął swoją figurkę i poszukał dla niej miejsca.
Następnie dostawił jeszcze dwie figurki jako swoich zastępczych
rodziców. Umieścił ich z tyłu za sobą.
Uciekł ze swojej rodziny zastępczej. Ale rodzice zastępczy chcieli
przyjąć go z powrotem i być w kontakcie z jego matką. Do tej pory zawsze
odmawiał. Nie chciał nigdzie iść. Teraz miał za sobą rodzinę zastępczą.
Powiedziałam do niego: "Jesteś tam w dobrych rękach, mama też będzie się
cieszyć".
Wtedy wstał i powiedział: "Tak, teraz jest tak".
Podszedł do mnie, pocałował mnie w policzek i poszedł do terapeutki i ją
też pocałował. Potem wyszedł.
Obie rozpłakałyśmy się.
Wszyscy, którym zawdzięczamy coś egzystencjalnie istotnego, potrzebują miejsca w systemie
Kto jest często zapominany? Kto nie ma miejsca i ponownie "zgłasza się"
później?
Byli partnerzy, zmarłe dzieci, nieślubne dzieci, porzucone dzieci,
oddane dzieci, odrzuceni. Członkowie rodziny, którzy wyrządzili lub
doznali niesprawiedliwości lub czegoś złego: na przykład ciotka, która
została zabita na oddziale psychiatrycznym w okresie Trzeciej Rzeszy,
losy ofiar wojny i tym podobne.
Dlaczego byli partnerzy są tak ważni?
Po prostu: Gdyby jedno z rodziców pozostało z poprzednim partnerem, nie
byłoby dziecka. Gdyby pierwsza żona dziadka nie umarła, gdyby dziadek
nie ożenił się z babcią, ich dziecko i wnuki nie istniałyby. Ta pierwsza
żona musi otrzymać należne miejsce.
Co to dokładnie znaczy "otrzymać miejsce"? Czy wystarczy powiedzieć:
"Aha, ona też istnieje"?
Nie, to nie wystarczy. Trzeba ją uhonorować. Zrobiła miejsce dla innej i w ten sposób umożliwiła tej innej kobiecie przekazanie życia. Inny
przykład: Kiedy dziecko z pierwszego małżeństwa jest adoptowane przez
drugiego męża, biologiczny ojciec jest często wymazywany.
"Matryca podstawowa"
Na seminarium z rodzicami niepełnosprawnych dzieci miałam kiedyś ojca,
który powiedział: "Jestem żonaty po raz drugi. Anulowałem moje pierwsze
małżeństwo". Zapytałam: "Dlaczego?". Odpowiedział: "Z powodów
religijnych. Jestem katolikiem, podobnie jak moja druga żona. Ślub
kościelny był dla nas ważny. Rodzina mojej drugiej żony nalegała na to".
Jednak unieważnienie małżeństwa często oznacza: wymazuję faktyczną część
mojej historii. Jednym z ewentualnych powodów kościelnego unieważnienia
małżeństwa jest to, że nigdy nie było woli zawarcia małżeństwa. Musisz
wtedy udowodnić z pomocą świadków, że zawarłeś to małżeństwo tylko
dlatego, że zostałeś do niego zmuszony. Drugim powodem jest to, że
małżeństwo nigdy nie zostało skonsumowane. Ale jak to możliwe w przypadku tego mężczyzny? Miał troje dzieci z pierwszą żoną. Jak udało
mu się uzyskać unieważnienie, tego nie wiem.
Co systemowo oznacza unieważnienie małżeństwa?
Jest to zaprzeczenie małżeństwa, więzi -?tak jakby jej nigdy nie było.
Ma to swoje konsekwencje. To tak, jakby systemowe sumienie nieświadomie
nalegało na to, żeby za to złożyć jakąś ofiarę. Wtedy czasami umiera
pierwsze dziecko z drugiego małżeństwa lub staje się niepełnosprawne.
Czasami kolejne dzieci same pozostają bezdzietne. Albo kolejne dziecko
nigdy nie wchodzi w związek małżeński lub doświadcza bolesnego
porzucenia.
A jeśli późniejsze dzieci o tym wiedzą?
Jeśli o tym wiedzą -?ze wszystkimi istotnymi powodami -?pierwsze dzieci
i pierwsza żona znów mają swoje miejsce w systemie.
Brzmi to trochę moralistycznie.
Nie, z moralnością to nie ma nic wspólnego -?absolutnie nic. Chodzi
tylko o to, żeby dzieci nie musiały "bezwiednie i bezwolnie" układać
sobie życia wedle "anulowanej" osoby lub osób.
Czy dzieje się to automatycznie?
Jest to przynajmniej możliwe. Sednem pracy ustawieniowej jest bowiem to,
że poprzez wiedzę, zrozumienie i poznanie tego, co wydarzyło się w naszym systemie rodzinnym, możemy pozbyć się uwikłań i, na ile to
możliwe, uwolnić się od nich. Wszyscy, którym zawdzięczamy coś
egzystencjalnie doniosłego, potrzebują miejsca w systemie. Wszyscy,
którzy zapłacili jakąś cenę, muszą zostać uhonorowani, w przeciwnym
razie ich potomkowie nie będą w stanie czerpać swoich korzyści. To jest
"matryca podstawowa", którą zawsze mam w głowie, formułując swoje
hipotezy.
Kto jeszcze musi być widziany w rodzinie?
Dzieci nieślubne są czasami ukrywane, dzieci, które zmarły przedwcześnie
lub wskutek poronienia, często nie są już wspominane i zapomniane.
Wcześniejsze związki, jeśli były już połączone "stołem i łóżkiem", muszą
być otwarcie uznane.
Czy liczy się sam związek, czy dopiero gdy pojawią się dzieci?
Sam związek również może być znaczący. Ale kiedy rodzi się dziecko,
nieważne, czy z jednonocnej przygody, czy z krótkiego związku, czy z długiego romansu, i niezależnie od tego, czy żyje, czy umiera, łączy
dwoje ludzi na stałe -?nawet jeśli dawno się rozstali. To wymaga
miejsca. Nie wolno ich ukrywać, zapominać ani wykluczać.
Jeśli dzieci wiedzą, że mama lub tata byli wcześniej z kimś innym w związku małżeńskim, ale się rozstali, jeśli wiedzą, że mama i tata
opiekują się również dziećmi z pierwszego małżeństwa lub poprzedniego
związku, wtedy wszystko jest w porządku.
Dlaczego jest to tak ważne dla dzieci? Wielu pewnie powiedziałoby:
Było, minęło, dla dzieci liczy się tylko tu i teraz.
Dzieci muszą wiedzieć: Tata jest drugim mężem mamy i był pierwszy mąż.
Więc jako dziecko zawdzięczam moje życie temu rozstaniu z pierwszym
mężem. To jest egzystencjalnie ważne.
Zawsze zadziwia mnie, jak wielu klientów tu siedzi i nie mieli pojęcia
na przykład, że ich matka lub ojciec byli kiedykolwiek w innym związku
małżeńskim. A cóż dopiero o "nieformalnych" historiach, o których
dawniej się nigdy nie mówiło. Nie ma to nic wspólnego z moralnością, ale
z uznaniem tego, co było.
O klaunach i dzieciach-ratownikach: Właściwe miejsce
Przy różnych okazjach krytykowano, że idea "dobrego rozwiązania dla
wszystkich" w ustawieniu wynika z myślenia życzeniowego. Co ty na to?
Mogę stać silna w świecie tylko wtedy, gdy mam swoje miejsce i gdy je
zajmę. To spostrzeżenie zawdzięczamy Bertowi Hellingerowi. Nie ma w tym
nic naiwnego, to nie jest dziecinne myślenie życzeniowe.
Jeśli na ustawieniach prowadzonych z pomocą reprezentantów tak zamienimy
miejsca, żeby wszystkim było w miarę dobrze, to oczywiście nie zmienia
nic w realnej historii rodziny. Ale przekazuje nowy obraz duchowy.
Klient może sobie wyobrazić, kto gdzie stał na właściwym miejscu. Ten
obraz "właściwego miejsca" często przynosi prawdziwe pozytywne zmiany w relacjach. I we własnej duszy powstają uzdrawiające obrazy. Pomagają nam
jakoś pożegnać się z przeszłością w pokoju.
Jak to robisz w swojej pracy? Nie masz przecież reprezentantów. Na czym
skupiasz się w ustawieniu?
To, co zgłaszają lub robią sami reprezentanci w ustawieniu, ja badam
poprzez zadawanie pytań klientom. W ten sposób porządkuję przestrzeń we
współpracy z klientami.
Klient za pomocą figurek ustawia swój system relacji, na przykład
rodziców i rodzeństwo. Następnie słyszy moje pytania i ewentualnie
wprowadza taką czy inną zmianę do ustawienia. Być może dostawione
zostaje coś jeszcze, na przykład symptom. Z tego wyłania się często nowe
spojrzenie -?które nas prowadzi dalej -?na obecną sytuację życiową i na
sprawę, z którą przyszedł klient.
Wtedy zwykle wracam z klientem do historii jego rodziny, aby mógł
zobaczyć, jak i z kim jest związany przez swój problem. Następnie
umieszczam obok siebie figurki rodziców, a naprzeciw figurkę klienta.
Stopniowo dodawane są wszystkie osoby, które należą do rodziny:
Niektórzy stoją obok rodziców, na przykład gdy chodzi o byłych
partnerów, z którymi mają wspólne dzieci. Lub jeśli, na przykład,
rodzice mają rodzeństwo o szczególnym losie.
Po rodzicach przychodzą dziadkowie z osobami, które należą do tego
pokolenia. To sięga tak daleko wstecz, jak to konieczne.
Wtedy klient spogląda jako dziecko swoich rodziców na wszystkich, którzy
do tego przynależą. Pytanie brzmi: Kto miał szczególny los? Jak to
wpłynęło na niego jako dziecko? Jak wpłynęło to na jego relacje? I jak
ostatecznie wpłynęło to na jego życie jako dorosłego człowieka? Chodzi o bieg życia i o to, jak on lub ona się w nim odnajdują.
Często używasz tego obrazu ustawieniowego, aby opowiedzieć klientowi o wydarzeniach rodzinnych jak jakąś historię. Ma to ogromny wpływ na
klientów. Są emocjonalnie poruszeni, płaczą, potwierdzają lub
uzupełniają to, co powiedziałaś -?to wydaje się bardzo ważne i jest
czymś więcej niż czysto intelektualną rozmową.
Naturalnie. To znacznie więcej. Chodzi o to, by zobaczyć, poznać i zrozumieć, gdzie tak naprawdę jest miejsce ciężarów, które ktoś nosi w swoim życiu. To przynosi ludziom ulgę i pozwala im czuć się i działać
inaczej.
W ten sposób śledzimy w tych ustawieniach nurt życia. Przychodzi do nas
z tyłu i płynie dalej do przodu. Dzięki temu możliwe jest pozostawienie
za sobą czegoś, co było ciężarem i przeszkodą.
Pozostawić go tam, skąd pochodzi? Czy odłożyć z powrotem tam, skąd
pochodzi? Tam, skąd faktycznie pochodzi i do kogo należy? Więc jest to
proces poszukiwania i rodzaj rozplątywania?
Tak, dokładnie tak. Chodzi o jedno i drugie. Co robimy jako dzieci, gdy
widzimy, że nasi rodzice są w potrzebie? Robimy się duzi i postrzegamy
naszych rodziców jako małych. Stajemy się "dziećmi-ratownikami".
Dziecięca megalomania sprawia, że dzieci wierzą, że mogą uratować świat
i swoich rodziców: "Jeśli tata jest zły na mamę, lepiej niech mnie
zbeszta". Stają się piorunochronami: "Wolę, żeby to trafiło we mnie,
zrobię to. Biorę to na siebie". Albo stają się klaunami. Hape
Kerkeling5 jest dobrym tego przykładem. W swoim
autobiograficznym filmie rozwesela wszystkich: staje się klaunem, gdy
wszyscy są tacy smutni.
Aby pomóc, dzieci ingerują na różne sposoby w losy swoich rodziców i przodków. Oczywiście nie zdają sobie sprawy z tego, co to pociąga za
sobą -?dzieje się to przecież nieświadomie.
Jak to jest, gdy siedzisz naprzeciwko ludzi, którzy patrzą pogardliwie
lub lekceważąco albo dają do zrozumienia poprzez swoje gesty i mimikę,
że wcale tego nie uważają za ważne i prawdziwe? Jak zachowujesz swój
wewnętrzny kompas?
To nie ma żadnego znaczenia. Jestem pewna swego. Nie dlatego, że mam
jakąś idée fixe. Moja pewność wynika z faktu, że klient ustawił figurki.
Jak tylko system zostanie ustawiony, rozpoczyna się proces -?niezależnie
od tego, dokąd prowadzi. Czasami wcześniej dochodzi do "utarczki". Ale
skoro ludzie już przyszli! Więc zakładam, że czegoś chcą.
I czasami bardzo jasno stawiam sprawę wobec klientów. Oto przykład:
3. Historia
"Nie mam ojca" -?Jak biologiczny ojciec może otrzymać należne mu miejsce?
Wiele lat temu pracowałam z szesnastoletnim
chłopakiem, który był bezczelny, kompletnie niezainteresowany i lekceważący. Urząd ds. młodzieży przysłał go do mnie na konsultacje.
Rozwalił się na krześle i powiedział: "W dupie mam to, czego oni chcą.
Teraz muszę spędzić u pani trzy kwadranse".
Wtedy usiadłam, rozparłam się na krześle i nic nie powiedziałam.
On na to: "Co jest grane? Musi pani coś zrobić!".
Mówię: "Nic nie muszę. Muszę spędzić z tobą godzinę". Dopóki on tak
siedział, nie mogłam przecież z nim pracować.
"Tak zarabia pani kasę? Też bym chciał, żeby to było takie proste".
Odpowiadam: "To naucz się czegoś mądrego. Nie mogę ci pomóc. Przysłał
cię urząd ds. młodzieży. Mogę z tobą pracować tylko wtedy, jeśli
będziesz gotowy, żeby przyjrzeć się, dlaczego marnujesz swoje życie".
Rozpakowuję figurki playmobil.
"Czy wylądowałem w przedszkolu?" -?pyta zaczepnie.
"Nie mów do mnie takim tonem -?mówię. -?Jeśli chcesz, żebym ci pomogła,
a nie wiem, czy mogę, to coś ci pokażę. Odpowiesz mi na cztery pytania.
W czasie, gdy będę ci to pokazywać, nie przerywaj mi. Jeśli potem
powiesz shit, to w porządku, ale nie w trakcie pracy".
"No dobra", mówi.
"Kim jest twój ojciec? Kim jest twoja mama? Skąd jesteś? Dlaczego tu
jesteś?"
Co się okazało?
Początek historii Petera
Jego matka pochodzi z Rosji. Chłopiec nie zna swojego ojca. Jego matka
przyjechała z nim do Niemiec, gdy miał rok. Wyszła ponownie za mąż za
jego ojczyma Georga. Matka nie chciała przyjść na konsultacje. Wcześniej
rozmawiałam z nią tylko raz przez telefon.
"Nie chcę już mieć nic wspólnego z tym typem -?powiedziała o swoim synu.
-?On wszystko rujnuje. Niech urząd ds. młodzieży się nim zajmie. Jeszcze
zniszczy moje małżeństwo".
Pytam, co się dzieje z jego rosyjskim ojcem.
Odpowiada: "Nie wiem, czy został zamordowany, czy nie. Był zamieszany w nieuczciwe sprawy, mafijne historie albo z KGB, nie wiem. To było po
prostu złe. Nie mogłam już tego znieść, ale mój syn nigdy nie może się o tym dowiedzieć!".
Podczas sesji mówię do Petera: "Ustaw swoją matkę, męża matki, siebie i swojego ojca".
"Nie mam ojca", mówi.
Mówię mu, że on też ma ojca, nawet jeśli go nie zna. Jak inaczej mógłby
się urodzić?
Zrzędząc, ustawia matkę. Zastępczego ojca daleko, obok matki, siebie w niewielkiej odległości po przekątnej przed matką, ale tak, że odwraca od
niej wzrok.
Swojego ojca ustawił daleko na drugim końcu stołu, ale mniej więcej na
linii swojego wzroku.
Jaką hipotezę lub jaki obraz miałaś na podstawie tej topografii
ustawienia?
Mój obraz był taki: On patrzy na swojego nieznanego ojca. Moja hipoteza
brzmiała: W swoim autodestrukcyjnym zachowaniu jest bardzo podobny do
swojego ojca i -?oczywiście nieświadomie -?jest z nim połączony.
Nie wiedział zupełnie nic o swoim ojcu?
Nie, rzeczywiście nic.
"Mamo, nie wiem zupełnie nic o tacie, czasami jest to dla mnie trudne"
"Peter, teraz ci coś pokażę i nie przerywaj mi. Wyobraź sobie, że twoja
mama wciąż jest w Moskwie. Ty masz rok. Twój ojciec przytula matkę z małym Peterem w ramionach. Twój ojciec mówi: "Mam ciężkie życie i nie
wiem, jak ono się dalej potoczy". A mama mówi: "To życie jest dla mnie
za ciężkie. Jest dla mnie zbyt niebezpieczne. Chcę żyć z naszym synem
bezpiecznie. Muszę odejść, nawet jeśli oznacza to, że stracisz swojego
syna".
Ojciec mówi: "Bardzo mnie to boli. Będzie mi brakować chłopca. Ale będę
się cieszył, jeśli wyrośnie i będzie mu się dobrze powodzić". To jest
długie pożegnanie.
Wyobraź sobie, że masz 16 lat, patrzysz na swoją mamę i mówisz do niej:
"Mamo, przecież nic zupełnie nie wiem o tacie. To dla mnie czasami
trudne. Tak, urodziłem się w Rosji. W jakimś sensie jestem Rosjaninem".
A do swojego przybranego ojca mówisz: "Witaj, Georg, dziękuję za to, że
troszczysz się o mnie, ale jestem i zawsze będę Rosjaninem".
Następnie spójrz na swojego ojca i powiedz: "Tato, nie znam ciebie, nie
pamiętam cię. Nie wiem, co się dzieje w twoim życiu. Nie mogę się
odnaleźć w Niemczech. Marnuję swoje życie, jakbym nie mógł tu dobrze
żyć. Tato, może jestem wtedy bardzo blisko ciebie". A wtedy widzisz
swojego ojca, jaki smutny się wydaje".
Kiedy to mówiłam, chłopiec patrzył na swoje buty. Teraz podniósł wzrok i przerwał: "On nie wygląda na smutnego, on jest wściekły".
"A zatem powiedz: "Cześć, tato, bez względu na to, jak wygląda twoje
życie, jestem bezpieczny tutaj, w Niemczech. Zawsze będę Rosjaninem, a ty zawsze będziesz moim ojcem. Tato, zrobiłem dużo szajsu. Jakikolwiek
jest twój los, ja nie muszę być kryminalistą. Teraz będę dobrze
obchodził się z darem życia, który mam od ciebie. Mamo, spójrz
życzliwie, jeśli będę kochał też tatę".
Z tym, co teraz zobaczyłeś i powiedziałeś, możesz teraz robić, co
chcesz".
Długa pauza.
Potem mówi: "Dużo rzeczy spieprzyłem. Ale pani jest doradczynią. Teraz
niech mi pani powie, jak zostać inżynierem".
Coś mu tam powiedziałam.
On na to: "Kiedyś będę inżynierem, dam sobie radę. Potem będę podróżował
i pewnego dnia pojadę do Rosji. Wtedy się temu przyjrzę".
Kiedy się żegnaliśmy, zapytał: "Czy mogę wziąć ze sobą figurkę mojego
ojca? Chcę ją teraz nosić w kieszeni spodni".
4. Historia
Zawsze tylko numer dwa
Kto by pomyślał, żeby wiązać brak sukcesów
sportowych z historią rodziny? Nie tak łatwo wpaść na to, że to może
mieć coś wspólnego z "miejscem" w rodzinie. Tym bardziej zaskakujące
jest, gdy zwycięstwo lub porażka ma z tym coś wspólnego. Oto przykład:
Miałam być coachem znanej sportsmenki. Jej mama zalała się łzami. Córka
zawsze zajmowała pierwsze miejsce na treningach lub w eliminacjach. Ale
na mistrzostwach, mistrzostwach Niemiec, mistrzostwach Europy, zawsze
zajmowała w finale drugie miejsce.
Zapytałam: "Czy w rodzinie jest nieślubne dziecko? Czy jest martwe
dziecko?".
Klientka zaczęła niespokojnie wiercić się na krześle. "Jeśli ująć to w ten sposób, to tak. Jest martwe dziecko, byłam w siódmym miesiącu ciąży
z moim pierwszym dzieckiem, dostałam infekcji i dziecko zmarło. Lekarz
powiedział wtedy, że nigdy nie powinnam mówić o tym późniejszemu
rodzeństwu".
"W takim razie pani żyjąca córka jest drugą, a nie pierwszą",
powiedziałam.
Ustawiłam to dla niej: Ją samą, obok pierwsza córka, która przyszła
martwa na świat, a potem druga, żyjąca.
"Proszę spojrzeć, pani córka jest drugą w rodzinie. Ona nie może stać
się pierwszą. Dopóki nie wie o swojej martwo urodzonej siostrze i myśli,
że jest pierwsza, co dzieje się nieświadomie z pani córką? Nieświadomie
koryguje w swoim życiu, że nie jest pierwsza, ale druga. I robi to,
zajmując drugie miejsce w sporcie.
Jeśli pani martwo urodzona dziewczynka będzie pierwszą w rodzinie, pani
córka może być drugą w rodzinie. W sporcie i w innych dziedzinach życia,
jest wolna. Wtedy może być pierwsza w sporcie i pierwsza w swojej
karierze".
"To jest miejsce twojej siostry"
Matka na początku nie była przekonana. Odeszła trochę zirytowana.
Cztery tygodnie później zobaczyłam w wiadomościach: Córka została
mistrzynią Europy. Matka zadzwoniła do mnie jeszcze tego samego
wieczora: "Pani jest bardzo, bardzo dobra. Co takiego pani zrobiła?
Byłam taka zła w drodze do domu i myślałam sobie: Co za bzdury mi
polecono.
Ale w domu powiedziałam o tym mężowi. Usiedliśmy razem i po raz pierwszy
wspólnie rozmawialiśmy o martwym dziecku. Potem otworzyliśmy butelkę
wina i wznieśliśmy toast za to, że mamy drugie dziecko".
Następnego dnia kobieta nakryła do śniadania jeszcze jedno miejsce.
Córka zapytała: "Czy babcia będzie na śniadaniu?". Matka odpowiedziała:
"Nie, to miejsce twojej siostry". Rodzice opowiedzieli jej o martwej
siostrze. Córka chciała tylko wiedzieć, dlaczego nie słyszała o tym
wcześniej. Następnie zapytała: "Jak miałaby na imię?".
Teraz była wolna i mogła w bieganiu być pierwsza, ponieważ nie musiała
nic korygować.