Byliśmy sobie przeznaczeni - Lela May Wight

Reflow text when sidebars are open.
- Nie boisz się?
- Nigdy - zapewniła księżniczka Natalia La Morte, chociaż jej serce biło jak oszalałe.
To nie strach sprawiał, że była lepka od potu, tylko fakt, że jej życie było już zaplanowane. Jej los był przesądzony.
Ciało, które właśnie znalazło się w jej łóżku, było zimne i Natalia przysunęła się bliżej, obejmując szczupłą talię swojej służącej, a zarazem przyjaciółki.
- Denerwuję się.
- Niepotrzebnie, Hanno - odparła, delikatnie pocierając jej gołe ramiona, by ją ogrzać. - Robiłyśmy to tysiące razy. Będzie tak samo, jak każdego innego poranka.
- To nie to samo. Dzisiaj ty...
- To później - poprawiła. - Nie teraz. Teraz będzie tak samo.
Przyszłość, czekała na ten moment dwadzieścia jeden lat. Położyła dłoń na policzku Hanny, który był tak samo zimny jak reszta jej ciała. Spojrzała w jej niebieskie oczy, stanowczo, żeby ją uspokoić. Wiedziała, co musi zrobić i dlaczego.
- Odpocznij.
- Odpocząć? A jak przyjdą wcześniej? A jeśli się dowiedzą?
- Nie martw się, do tej pory się nie domyślili.
- Okej. - Hanna kiwnęła głową.
- Dziękuję. - Natalia pocałowała czoło Hanny, swojej przyjaciółki, powiernicy, wspólniczki.
Każdego poranka Natalia wymykała się ze swojego łóżka, a Hanna zajmowała jej miejsce - stawała się księżniczką. Natalia natomiast zamieniała jedwabną koszulę nocną na strój jeździecki.
- Pójdę już, ale wrócę - obiecała zgodnie z prawdą.
Życie za życie - to zrozumiała Natalia. Życie jej matki było ceną za życie córki i każdego dnia doceniała poświęcenie matki i pamiętała o swoim długu. Naciągnęła kaptur na głowę. Chciała ukryć twarz, której ojciec kazał jej strzec za wszelką cenę. Niezauważona wyszła z pałacu, udając, że jest członkiem służby, osobą, która co rano dosiada konia księżniczki, ponieważ księżniczka mogła jedynie jeździć kłusem, nigdy galopować ani poczuć wiatru we włosach. A zwierzęta są do tego stworzone, muszą się ruszać i czuć się wolne.
Wyszła do ogrodu przez niestrzeżone drzwi. Samson, kruczoczarny ogier, czekał na nią, czekał na wolność, którą ona miała mu dać. Wsunęła stopy w strzemiona i dała mu delikatnego kopniaka. Jak na zawołanie ruszył kłusem. W jej więzieniu nie było krat, ale mimo wszystko było to więzienie - pałac z uroczymi cherubinkami, które szydziły z niej z najwyższych wieżyczek. Więzienie idylliczne i bezpieczne, ale w którym zawsze istniała granica między nią a światem. Między nią a jej poddanymi. Więziły ją miłość jej ojca i jego smutek. Wolność była iluzją.
Wróci, przecież zawsze wracała i pozwalała odejść swojej służącej. Ale dzisiaj Hanna nie opuści jej łóżka. Poczekają, aż rozpocznie się cały ten cyrk, aż odzieją jej ciało w metry białego jedwabiu i przygotują, by mogła spełnić obietnicę daną na długo przed jej urodzeniem.
Pochyliła się i pospieszyła Samsona. Znał drogę pośród rosłych drzew okalających pałac. Zawsze jeździli w to samo miejsce, na szczyt wzgórza, z którego rozciągał się widok na jej przeznaczenie - Camal?. Pałac znajdował się na granicy dzielącej dwa królestwa położone w sercu Alp, skąpane w zieleni i strzeżone przez ośnieżone szczyty. Ale na tym podobieństwa się kończyły. Vadelto, jej dom, było więzieniem miłości i smutku. Piękne, zacofane i archaiczne. Camal? pachniało przyszłością, kusząc ją swoją nowością. Jej naród utknął w żalu, ponieważ ojciec nie potrafił poradzić sobie ze stratą żony. Jej matka była światłem, które wyciągało królestwo z mroku, a kiedy umarła, światło zgasło. Wszystkie zmiany, które wprowadzała, zostały zatrzymane. Zamknięto granice, zatrzaśnięto drzwi. Jej jedyną szansą na lepsze jutro było małżeństwo. Dziś poślubi króla.