Szarotko - rozległ się szemrzący głos.
Drgnęła. Coś się w niej poruszyło. Gdzieś głęboko, u samych korzeni swojej istoty poczuła, że to do niej, choć słyszała to słowo po raz pierwszy. Po raz pierwszy słyszała jakiekolwiek słowo.
Podrapała się w zielone przedramię pokryte srebrzystym meszkiem. Zostało jej go trochę za paznokciami. Miała ochotę zdrapać go w całości, wszystko zaczynało ją swędzieć. Ale tylko zacisnęła pięść i objęła ramionami zgięte kolana. Poruszyła stopą. Z szerokiego źdźbła trawy skapnęła w przepaść migocząca kropelka rosy.
- Szarotko - znowu ten głos.
Nie poruszyła się. Nie odwróciła głowy. Wpatrywała się uparcie w oślepiające promienie wschodzącego słońca. Pod jego wpływem z jej ciałem zaczynało dziać się coś dziwnego. Najpierw to swędzenie, potem schodzący meszek, a teraz delikatne pulsowanie, od którego jej skóra zrobiła się nieco cieplejsza i jakby bardziej napięta. Pojawiło się też uczucie ssącej pustki, którą miała ogromną ochotę czymś wypełnić. Tylko zupełnie nie wiedziała czym.
- Na pewno bardzo chce ci się pić.
Szarotka usłyszała za sobą szelest kroków. Obok niej stanęła wysoka postać w sięgającym do ziemi płaszczu. Jej zieloną twarz okalała burza miedzianych loków.
Nieznajoma przez moment patrzyła w przestrzeń. Przymknęła zielone powieki, odetchnęła z wyraźną przyjemnością. W następnej chwili sięgnęła do klamry pod szyją i sprawnym ruchem zrzuciła z ramion okrycie. Tkanina opadła miękko na skałę i upodobniła się do poduchy mchu, a Szarotce zawirowało przed oczami.
Miedzianowłosa miała na sobie soczyście purpurowe spodnie, zwiewne niczym płatki kwiatów, i luźną bluzkę w tym samym kolorze. Szarotka powędrowała spojrzeniem w górę. Drgnęła, gdy spostrzegła, że nieznajoma patrzy prosto na nią.
- Jestem Wierzbówka - przedstawiła się z uśmiechem. W jej oczach błysnęło słońce. Szarotka pomyślała sobie, że nigdy nie widziała nikogo piękniejszego. Odruchowo podrapała się w łydkę.
- Swędzi? - domyśliła się Wierzbówka. Usiadła na skale i od niechcenia zwiesiła nogi w przepaść. Purpurowe spodnie zmarszczyły się pod wpływem łagodnego podmuchu.
Szarotka miała wielką ochotę odpowiedzieć, ale nie wiedziała jak. Odkąd zbudziła się tu przed świtem, ani razu nie wydobyła z siebie głosu. Przed przybyciem Wierzbówki nie wiedziała, że to w ogóle możliwe. Nadal nie była pewna, czy to możliwe dla niej.
Wierzbówka zerknęła na nią z ukosa. Zamajtała zielonymi stopami nad przepaścią.
- Mogę? - spytała, wyciągając ostrożnie dłoń.
Szarotka znowu drgnęła. Miała ochotę się odsunąć, ale zwalczyła ten odruch. Ogarniała ją coraz większa ciekawość, a w jej tkankach kotłowały się uczucia i doznania, których nie potrafiła nazwać, a co dopiero zrozumieć.
Wierzbówka dotknęła jej srebrzystozielonej szyi, docisnęła lekko i zniżyła dłoń. Pociągnęła delikatnie za skórę. Szarotka poczuła wibrujący dreszcz. Przeszedł ją od czubka głowy aż po palce u stóp. I wtedy coś otworzyło się w niej na oścież.
- Aaach... - westchnęła mimowolnie.
Wierzbówka uśmiechnęła się lekko i zabrała dłoń. Zapatrzyła się z powrotem w przestrzeń. A potem zaczęła mówić głosem szemrzącym jak potok.
- Do życia potrzeba nam trzech rzeczy: wody, światła i powietrza. Powietrze masz zawsze i wszędzie wokół siebie. Światło przychodzi i odchodzi, wystarczy, że poczekasz. Ale wody musisz poszukać sama.
Szarotka zmarszczyła czoło. Miała niejasne wrażenie, że wiąże się to w jakiś sposób ze ssącą pustką, którą coraz dotkliwiej w sobie odczuwała.
- Jeśli się zgodzisz, zabiorę cię do Siedliska. Tam nauczymy cię wszystkiego, co potrzebne do życia. I jeszcze paru rzeczy, które może nie są niezbędne, ale bywają przyjemne. Później sama zdecydujesz, czy chcesz zostać z nami, czy pójść własną drogą.
- Z nami? - spytała Szarotka, wypróbowując głos, tak jakby puszczała liść na rwący potok i patrzyła, dokąd dopłynie.
- Jest nas więcej, takich jak ty i ja - wyjaśniła Wierzbówka. - Naturalnie różnimy się od siebie, ale pod pewnymi względami jesteśmy bardzo podobne. Dlatego gromadzimy się w Siedlisku. Każda z nas mogłaby żyć sama, ale razem bywa łatwiej, a często nawet ciekawiej. Jeśli chcesz, zabiorę cię tam, żebyś mogła się przekonać.
Szarotka milczała przez chwilę. Wsłuchała się w podmuchy wiatru, który coraz intensywniej szeptał w trawie i poświstywał w szczelinach. Pomyślała, że gdyby teraz otworzyła usta, zaświstałby też w niej. Na niebie, które zbladło do błękitu, dostrzegła kilka rozcapierzonych smug.
- Niebo się zmienia, idzie deszcz - rzuciła Wierzbówka. Szarotka nie słyszała w jej głosie ponaglenia, a mimo to poczuła, że nie ma wyjścia. Musi się zgodzić i dać się zabrać do tego Siedliska. Miała wrażenie, jakby rozciągała się przed nią wąska wydeptana ścieżka, a wszystko wokół ginęło w ciemnej gęstwinie. Mogła tylko pójść naprzód albo dać się zarosnąć.
- Dobrze, zabierz mnie tam - powiedziała. Zaczynała coraz pewniej posługiwać się własnym głosem. I słowami, które przychodziły same, choć nie potrafiłaby powiedzieć skąd.
- Doskonale - oświadczyła Wierzbówka, tak jakby i ona wiedziała, że innego wyjścia nie było. Wstała i wyciągnęła rękę do Szarotki. - Chodź, po drodze mamy jeszcze jedną sprawę do załatwienia.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki