1. Koniec szkoły
Jeszcze wcześniej...
Hazel
Pierwszy dzień wolności postanawiamy zacząć od mrożonej pistacjowej latte i wypadu do Central Parku, żeby złapać trochę promieni słońca, wylegując się na Sheep Meadow. Przez najbliższy tydzień będziemy musiały sobie jakoś radzić w tej miejskiej betonowej dżungli. A potem? Potem mnie, Ruby, Camillę i Willow czekają dwa miesiące błogiego obijania się w domku przy plaży. Co prawda w drugiej połowie lata mają do nas dołączyć moi rodzice, ale razem z dziewczynami już obmyślamy plan awaryjny.
Na razie wypady na koncerty boysbandu The Shivers, który w lipcu rozpocznie trasę po Stanach, to tylko luźna propozycja, ale chłopcy są naszymi idolami od początku naszej przyjaźni i już samym pomysłem jesteśmy podekscytowane. Teraz musimy tylko zarobić trochę kasy, żeby łatwiej było nam przekonać rodziców, choć z moimi nie powinno być problemu. Zazwyczaj nie ingerują w to, co robię ze swoim życiem... O ile nie wpływa to na ich reputację. Tata jest poważnym biznesmenem, a matka zajmuje się jedynie odgrywaniem roli kochającej idealnej żony. Tak naprawdę jest próżna i egocentryczna.
Wczoraj oficjalnie zakończyłyśmy liceum. Ja i Cam z rocznym opóźnieniem, gdyż nasza wymiana szkolna nie przebiegła tak, jak powinna była, choć z naszej perspektywy miesiące w Anglii były najlepszym czasem w całym naszym życiu. Oprócz tego, że miałyśmy sporo nieobecności, wydarzyło się coś, co nie pozwoliło nam ukończyć klasy razem z rówieśnikami. Było, minęło. Najważniejsze, że o tamtych zdarzeniach nie dowiedziała się uczelnia, na którą się teraz wybieram.
Columbia była moim marzeniem praktycznie od zawsze. W przeciwieństwie do większości znajomych studia wzbudzają we mnie radość, bo to pierwszy krok do tego, kim chcę zostać. Praktyki i staże mają być ciekawym doświadczeniem. Nie przeszkadza mi fakt, że zostanę na miejscu. W zasadzie ma to swoje plusy. Nie muszę na przykład martwić się szukaniem lokum. Mieszkanie w akademiku na pewno też ma swoje pozytywne aspekty, ale nie myślę o nich. Zamierzam się wyszaleć w wakacje, a w czasie trwania nauki tylko sporadycznie wyskoczyć na imprezę. Podchodzę poważnie do kariery dziennikarskiej. Drugim powodem, dla którego cieszę się, że zostaję na miejscu, jest moje miasto, ukochany NY.
Trudno było przełknąć decyzję dyrekcji o powtarzaniu roku, ale gdybyśmy mogły cofnąć czas i zmienić tamte wydarzenia, to i tak zrobiłybyśmy wszystko tak samo. Warto było. No i dołączyłyśmy do klasy naszych o rok młodszych przyjaciółek, co osłodziło gorycz tego wyroku. Z Willow i Ruby trzymałyśmy się od dawna, Camilla i Willow są kuzynkami, mieszkającymi razem. Co prawda ich rodziny zajmują osobne piętra, jednak te dwie traktują obie przestrzenie jak swoje. Ich rodzice przyzwyczaili się już do ciągłej obecności obu dziewczyn. A nawet czterech na raz.
- Hej, Hazel! Connor został u ciebie na noc po wczorajszej imprezie? - pyta nagle Camilla, żądna pikantnych szczegółów.
Odprowadził mnie i miał wejść przez okno, ale w domu czekała na mnie niespodzianka, która pokrzyżowała nasze plany.
- Nie przekroczył nawet progu mojego domu - odpowiadam z naburmuszoną miną. - Starzy czekali z małym przyjęciem, aż wrócę. To dlatego tak uparcie do mnie wydzwaniali. Byli wściekli. Chyba chcieli wynagrodzić mi to, że nie zjawili się na rozdaniu dyplomów.
- Twojego ojca pracoholika można jeszcze jakoś wytłumaczyć, ale twoja mama zachowała się niewybaczalnie. Co takiego miała do roboty, że nie przyszła nawet na chwilę?
Przełykam gulę rozczarowania. Z przykrością obserwowałam radosne koleżanki w towarzystwie bliskich, tym bardziej że rodzice obiecali być obecni. Jak zawsze nie mogłam uświadczyć od nich za grosz wsparcia.
- Dzisiaj przemycę Connora do swojego pokoju na całą noc i będę mieć go całego dla siebie - chwalę się, zmieniając temat.
Strasznie tęsknię za swoim chłopakiem, chociaż chodziliśmy do tej samej szkoły. Ale tak to już jest, gdy chodzi się z kapitanem drużyny. Wieczne treningi uniemożliwiały nam spotkania, ale teraz mamy nadrobić stracony czas. Już wczoraj zamierzaliśmy zacząć.
Znaliśmy się od dawna, ale dopiero po moim powrocie z Anglii, dwa lata temu, Connor się mną zainteresował. A ja byłam w siódmym niebie, bo czemu by nie, skoro szalała za nim połowa szkoły, a on wybrał właśnie mnie. Od tamtej pory jesteśmy parą i nie wyobrażam sobie nikogo innego u mojego boku. Jestem zakochana po uszy!
- Korzystaj, bejbe - odzywa się Ruby - bo od jutra zaczynamy rundkę po nowojorskich klubach.
Zaplanowaliśmy to już wiele tygodni temu. Zamierzamy się bawić od świtu do nocy przez cały tydzień, aż do wylotu do Tybee Island, które leży około trzydziestu kilometrów od Savannah w Georgii. Całe nasze wakacje to jeden wielki plan, a w zasadzie lista rzeczy, które chciałybyśmy zrobić przed rozpoczęciem studiów.
Camilla i Ruby wyjeżdżają aż do Kalifornii, chcą robić karierę w show-biznesie, Willow wyjeżdża jedynie do Pensylwanii, ale mała odległość nie ma znaczenia przy kierunku, który wybrała. Pragnie zostać prawnikiem i ten zawód bardzo do niej pasuje. Od zawsze jest tą najrozsądniejszą i najrozważniejszą z nas. Dlatego też teraz mówi:
- Jesteśmy na to gotowe? Chyba będę miała dość po dwóch dniach.
- Nie zaczynaj - ucina Ruby. - Marudzisz jak kobieta przechodząca menopauzę.
- Skąd wiesz, że się wtedy marudzi?
- Wiem z doświadczenia. Matka właśnie wkroczyła w ten etap. Bez przerwy narzeka na uderzenia gorąca. Znacie ją, więc wiecie, że jest oazą spokoju. Ja właśnie jestem w trakcie poznawania jej drugiego oblicza. Wczoraj wydarła się na ojca, bo kupił nie te płatki śniadaniowe, co trzeba.
- Współczujemy - odpowiadamy chórem niezbyt przejęte.
Każda z nas użera się z matką, tylko Ruby ma ze swoją bliższą relację. Teraz poznaje na własnej skórze to, co my przechodzimy na co dzień.
Odbieramy zamówione kawy i wychodzimy z kawiarni, kierując się do parku po drugiej stronie jezdni. Pogoda jest cudowna, to będzie udany dzień, mimo że wszystkie jesteśmy wykończone po wczorajszej imprezie.
***
- Boże, Hazel, jak mi tego brakowało - mruczy Connor, zatapiając twarz w moim dekolcie.
Całuje, jednocześnie walcząc z obcisłą bluzką, którą włożyłam specjalnie po to, by utrudnić mu nieco zadanie.
- Mi te... Och, Connor - jęczę, kiedy gorące usta odnajdują uwolniony spod materiału sutek.
- Dobrze ci, kotku? - pyta, a ja czuję, jak jego usta rozciągają się w uśmiechu.
- Och, tak... Przecież wiesz...
Chwilę potem jego gorące, wilgotne i zachłanne usta na nowo znaczą najpierw zagłębienie mojej szyi, a następnie miejsce tuż pod uchem.
- Obróć się! - warczy nagle.
Wykonuję jego polecenie i opieram się przodem o biurko, do którego parę minut temu zostałam przyparta. Gdy tylko Connor wszedł przez okno do mojej sypialni, rzucił się na mnie jak wygłodniałe zwierzę. Mam to szczęście, że mój pokój znajduje się nad zadaszonym tarasem, z boku którego przymocowana jest drewniana drabinka z wijącymi się kwiatami.
Connor zazwyczaj gości u mnie, wszedłszy tradycyjnym wejściem, ale wtedy mama, która bez przerwy jest w domu, każe zostawić nam otwarte drzwi do pokoju. Jestem już dorosła, a wciąż nie mogę robić tego, co bym chciała, dlatego bardzo rzadko zapraszam do siebie chłopaka. Zazwyczaj gdy już ma wolne od treningów, spędzamy popołudnia i wieczory u niego. Jego starzy wracają późno, więc nie ograniczamy się jedynie do jego pokoju.
Uwielbiałam, gdy na przykład szykując sobie kanapki, mówił:
- Nie przypominam sobie, żebyśmy robili to w tym miejscu. - Poklepał blat wyspy.
W ten sposób szybkim numerkiem ochrzciliśmy każdy kąt jego domu. Najlepiej było na wirującej pralce i wtedy na blacie w kuchni, bo do zabawy dołączył syrop klonowy.
Teraz nie potrzebujemy dłuższej gry wstępnej, wręcz jest ona zbędna. Wiem, że później w łóżku będziemy się kochać długo, delikatnie i namiętnie. Pozwalam więc, żeby najpierw było szybko, brutalnie, byle tylko spuścić trochę napięcia. Connor podwija moją plisowaną spódniczkę, którą także włożyłam specjalnie dla niego. Uwielbia, gdy ubieram się tak wyzywająco, choć czasem marudził, gdy paradowałam tak po szkole. Wiem jednak, że lubi się mną chwalić, więc nic nie robię sobie z tego, że próbuje być zaborczy.
Słyszę dźwięk rozrywania folii i już po chwili czuję Connora w sobie. Wchodzi we mnie jednym gwałtownym pchnięciem, wciąga powietrze i nieruchomieje.
- Uwielbiam to. Uwielbiam ten moment.
- Dalej, Connor, zlituj się - proszę, kręcąc lekko pupą.
- Taka jesteś niecierpliwa, tak?
- Och, wal się! - warczę i sama zaczynam nadawać rytm moim biodrom.
Wtedy Connor łapie za nie i przejmuje kontrolę, prowadząc nas na skraj przepaści. Natarczywie chwyta za moje piersi i miętosi je niedbale, na co nie zwracam uwagi. Oblizuję dwa palce i kieruję je między uda. Bez tego nie dojdę. Czasem to Connor mnie tam dotyka, ale dziś za bardzo skupia się na sobie, zawsze tak robi, gdy mamy kilkudniową przerwę od seksu.
Tuż przed tym, jak oczy zachodzą mi mgłą, dostrzegam za oknem zakapturzoną postać, skrywającą się pod drzewem po drugiej stronie ulicy. Kiedy odzyskuję ostrość widzenia po orgazmie, ulica jest pusta. Chyba mi się coś przywidziało.
Connor doprowadza się do porządku, a potem siada na podłodze, opierając się o łóżko.
- Dokąd się jutro wybieracie? - pyta, nie odrywając ode mnie spojrzenia, kiedy poprawiam ubrania. Uśmiecha się jak dzieciak, który dostał cukierka.
Zna nasze plany odwiedzenia jak największej liczby klubów w Nowym Jorku. Kilka tygodni temu obiecałyśmy sobie babskie wakacje, ale tylko czekam, aż któraś z dziewczyn złamie zasadę i pozna jakiegoś kolesia, a wtedy towarzystwo Connora w naszej babskiej paczce wróci do łask. Z naszej czwórki tylko ja jestem w stałym związku. I to od dwóch pieprzonych lat.
- Chyba zaczniemy w tym nowym klubie. Jak on się nazywa? Avalone? W sumie nie mamy jeszcze konkretnych planów. Rano mamy dogadać się na czacie. A ty co będziesz robić? - pytam, ale nie uzyskuje odpowiedzi.
- Wpuszczą was?
- Pewka! Mamy świetne lewe dowody, sprawdzone. - Mrugam do niego.
- Pewnie kosztowały majątek.
Mój chłopak i reszta moich znajomych mają nieco niższy status społeczny niż ja. Nie mają ojca, który ma własną dobrze prosperującą firmę na samym Manhattanie, ale nigdy nie narzekają na brak kasy. No chyba że chodzi o jakieś zbyteczne wydatki czy kaprysy, jak na przykład lewe dowody z prawdziwego zdarzenia.
- W końcu jakiś pożytek z nadzianego zapracowanego starego - mówię, kręcąc się na krześle przy biurku, gdzie przy lusterku poprawiam włosy.
- Gdzie będziesz nocować? - pyta, przechylając głowę.
- Chyba u Ruby. Czemu pytasz? - Zerkam na niego w szklanym odbiciu.
- Może wpadnę i powtórzymy to, co przed chwilą?
Uśmiecha się łobuzersko. Chętnie powtórzę, ale dzisiaj w nocy.
Mrużę oczy, bo coś mi tutaj nie gra. Kiedy Connor podrywa się z podłogi, upewniam się, że mam rację. Wiem nawet, co teraz usłyszę.
"Muszę lecieć".
- Muszę lecieć, kotek.
- Wykluczone! - krzyczę, także zrywając się na równe nogi.
- Wybacz, kotku - zaczyna, zbliżając się do mnie. - Nie mogę zostać na noc. Ojciec jest ostatnio na mnie cięty, muszę być w chacie przed dwudziestą drugą - tłumaczy się, jakby mówił do rozkapryszonego bachora, i chce mnie przytulić.
- No to mamy jeszcze chwilę - mruczę, przykładając dłoń do jego piersi.
- Muszę coś jeszcze załatwić. Wynagrodzę ci to jutro, okej?
Rezygnuje z ponownej próby zbliżenia się do mnie i kieruje się w stronę okna.
- Jaja sobie ze mnie robisz?! Przecież umawialiśmy się na całą noc!
- Wiem... I przepraszam - mówi, przekładając nogę przez framugę okna.
- Jeśli teraz wyjdziesz, możesz tylko pomarzyć o jutrze!
- Oj, kotku, daj spokój. Przecież wiem, że chcesz tego tak samo bardzo jak ja. Sama do mnie jutro napiszesz!
Connor zawsze bierze, co chce, i niewiele daje w zamian, ale teraz przegina. Najpierw przeprasza w mało przekonujący sposób, a teraz sugeruje, że nasz związek sprowadza się do jednego.
- Za kogo ty mnie masz!?
- Za swoją dziewczynę - mówi i chce dać buziaka na do widzenia, nachylając się przez okno, ale widząc moją zawziętą i wkurwioną minę, przystaje. - Kocham cię, kotku. Wiesz o tym, prawda?
- Nie udobruchasz mnie takim tekstem po tym, jak wpadasz tutaj na kwadrans, żeby tylko mnie bzyknąć. Co ty sobie w ogóle myślałeś? Kiedy ostatnio spędziliśmy ze sobą cały wieczór bez seksu?
- Nie rób sceny, Hazel. Kocham cię i jutro...
- Spadaj! Nie chcę cię już oglądać! - wybucham.
Wzrusza ramionami, a potem zawiesza się na dachu i z niego zeskakuje. Odchodzi, nie oglądając się za siebie. Nie do wiary!
- Dupek! - krzyczę za nim i mam gdzieś, że rodzice mogą mnie usłyszeć i dowiedzieć się o wizycie Connora w moim pokoju.