Być jak ćmy 2 - Paulina Łakota

Kup ebooka

15.00 zł
12.45 zł (6,64 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Nikt nie chce ze mną być przez schizofrenię. Ludzie boją się depresji, a co dopiero schizofrenii... Gdy tylko ktoś się dowie, że choruję - kończy znajomość.

* * *

Cukier sto trzydzieści siedem.

- Nie da się złapać wiatru w słoik, bo w słoiku energia się nie porusza, więc jest to powietrze.

- Ciekawe pytanie.

- Jedno z lepszych.

Pamiętam, jak piłam kawę w ulubionej kawiarni. Tato mówił, żeby pić wolniej, bo może to być ostatnia kawa w tym miesiącu.

Zegar: szósta czterdzieści trzy. Zaparzam kawę i świat wydaje się być lepszy.

Demony depresji, ciągłe rozpamiętywanie przeszłości. Sypie piasek jak w klepsydrze. Wszystkie fałszywe osoby - nie ma dla nich miejsca. Brak jagodowych cygaretek.

(blokuję wszystko)

* * *

Subtelny deszcz - to łzy trącają mnie delikatnie...

Pamiętam każde płukanie żołądka i każdą kroplówkę. Myślę, że noszę to nadal na ciele.

Trzy tabletki więcej - umarłaby pani. Dotrzeć w ostatniej chwili...

- Wymiotujesz, czy wkładać ci rurkę?

* * *

Kłamałam, nie kocham Cię, ale Ty też nie kochałeś mnie, a przede wszystkim nie kochałeś siebie.

* * *

Noc i te zimne szoty z wódką. Marzłam tam, moje serce marzło.

Pomarańczowa kawa i syrop kokosowy. Zjawisko smaków i zapachów - tak słodkie i wyrafinowane.

Rzeczywiście stawało się to prostsze. Nieprzerobione - wracało jak bumerang. Wnosisz do życia różne barwy i smaki. Towarzyszą temu momenty, towarzyszy temu pustka.

Tak trudno zapomnieć... To jak nierealne marzenie. Tak trudno przestawić marzenie na coś innego. Na inną formę, inną historię.

Delikatną masz skórę i błękitnozielone żyłki. Śnieg prószył, dostał się do SERCA. Kolejnego dnia wykoleiłam się na realizmie umierania. Głównie fizycznego - takiego, gdy brakuje tlenu i gdy brakuje...

...no właśnie - czego?

* * *

Flirtowałam z życiem i to nie było zabawne, chociaż byłeś najlepszą partią w mieście. Ten Zahir, nie można zapomnieć, trzeba to przeżyć.

Kruszę gorzką czekoladę.

Szybciej... Za szybko idziesz. 154 wyrazy, spacja. Przekrojone pomarańcze, leci z nich sok, a pestki?

* * *

Bywałeś jak piękny kwiat, ścierasz się wewnętrznie zastanawiając się, czy to miłość czy przyjaźń? Kokosowe masło do ciała, pachniesz empirycznie, a Twoje małe dłonie trzymają kubek z ciepłą kawą.

Szczęściem bywałeś, a ja w tym szczęściu trwałam.

* * *

Ćmy nie są szczęśliwe. Naprawdę mogę powiedzieć, że są nieszczęśliwe tak totalnie, tak od środka, ale coś trzyma je przy życiu.

Zaciskam pięści, wkładam bandaże bokserskie. Kiedyś biegałam o siódmej rano, a teraz większe schody są wysiłkiem. Serduszko, czy jeszcze pracujesz?

Co będzie, gdy wpadnie w rezonans, nie nadąży się skurczać i rozkurczać i po prostu się zatrzyma?