Być jak Armani - Renata Molho

Kup ebooka

80.10 zł
70.49 zł (80,10 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Karta redakcyjna Dedykacja Wstęp Rozdział pierwszy. Początki Rozdział drugi. Decydujące spotkanie Rozdział trzeci. Początek przygody Rozdział czwarty. Odkrycie Ameryki Rozdział piąty. Lata ciemności Rozdział szósty. Kolejna tożsamość Rozdział siódmy. Nie zdradzić samego siebie Rozdział ósmy. Podbój świata Rozdział dziewiąty. Rozmyślania o przyszłości Rozdział dziesiąty. Od mikro do makro Podziękowania Bibliografia Zdjęcia Przypisy

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

5 7 8 9 10 11 12 13 14 15

WSTĘP

"Początek jest celem".

Karl Kraus, Worte in Versen I

"Wszystko jest gotowe: światła, fotografowie, publiczność zajęła miejsca. Zaraz rozpocznie się pokaz, ale brakuje ubrań - to mój powracający koszmar" - wyznał Giorgio Armani, tym samym podważając obraz perfekcji i granitowej pewności siebie, z jakimi wszyscy go kojarzą. To właśnie ten wizerunek sprawia, że myślimy o nim jako o kimś niezwyciężonym i odpornym na najdrobniejsze wątpliwości czy wahania.

Upodobanie do porządku i kontroli nad wszystkim było kamieniem węgielnym jego życia, które całkowicie poświęcił pracy. Armani miał jednak dwie dusze: jedną lżejszą i bardziej powściągliwą, niemal niewyrażoną, oraz drugą, która rzadko go zawodziła i która nim kierowała. Ta druga była czymś na miarę prawdziwego powołania - sam mówił o niej tak: "Żeby budować z emocji, myśleć o mojej modzie jako o czymś, co wiąże się z nowoczesnością i współczesnością, muszę zacząć od pustki. Wyobrażam sobie swobodną linię, bez wyznaczania jej ram". I rzeczywiście, wszystko wokół budziło w nim spokój. "To moje życie. Potrzebuję wokół siebie czegoś, co nie jest aseptyczne, lecz czyste i proste, czegoś, na czym mógłbym budować".

Ton jego głosu zawsze był spokojny, złagodzony jeszcze charakterystyczną wymową "r", która nadawała jego mowie głębię, przez co Giorgio sprawiał wrażenie, jakby wcale się nie spieszył. Stało to jednak w mocnym kontraście do stanowczości jego czystego, błękitnego i władczego spojrzenia. Jedną z zalet projektanta było to, że zawsze patrzył rozmówcy prosto w oczy, sprawiając, że ten czuł się zauważony. W rzeczywistości Armani z chirurgiczną precyzją oceniał, na jakie ustępstwa może sobie pozwolić, i nieustannie się wycofywał, jakby musiał toczyć walkę z własną naturą - bardziej uległą i hojną, niż chciałby to przyznać. I zdarzało się, że pozwalał jej na przebłysk, niedostrzegalny ruch, który ukazywał odrobinę łagodności, a który Armani szybko tłumił, powracając do swego idealnego, pozornie nieprzeniknionego wizerunku. Mimo to wyczuwało się w nim jakiś inny impuls - pragnienie, by zaufać, bawić się i poddać, by przestać się bronić. Ta strona osobowości, którą dzielił tylko z nielicznymi, ujawniała się rzadko, ale burzyła obraz kreowany w literaturze - obraz smutku i melancholii Giorgia Armaniego, osoby, która wciąż pozostaje tak mało zrozumiana.

W trakcie jego olśniewającej kariery ta ciekawa dwoistość wielokrotnie dawała o sobie znać, i to ze zdumiewającymi rezultatami. Opowiedział o tym, gdy wyjaśniał, jak z twórcy stał się przedsiębiorcą: "[M]usiałem odkryć swoją nową stronę, spontanicznie nauczyłem się więc rozmawiać z prawnikami. Nauczyłem się mówić jedno, a myśleć co innego. Doświadczam pewnego rodzaju rozdwojenia: najpierw jestem osobą kreatywną, a potem staję się przedsiębiorcą, który ocenia kolekcję z perspektywy komercyjnej. W pewnym sensie sam sobie przeczę - to, co kochałem do wczoraj jako projektant, następnego dnia, z danymi i rachunkami w ręku, muszę przestać kochać". Armani to zatem osobowość złożona i fascynująca, bo nie do końca odkryta.

Będąc już po siedemdziesiątce, a jednocześnie nadal ciesząc się szczupłą sylwetką i niezwykłą energią, Armani mówił, że nigdy nie czuł powołania do mody - była ona po prostu jego zawodem. "Gdybym był lekarzem, włożyłbym ogrom wysiłku w to, by leczyć i ratować życie". Pracę uważał za środek wyrazu. Kiedyś chciał pisać, ale - jak wyjaśnił - "być może jestem zbyt zwięzły, żeby robić to dobrze". Ta nie zawsze doceniana przez współpracowników potrzeba, by działać bez zwłoki i nie zatracać się w pogawędkach, była jedną z jego najbardziej charakterystycznych cech - podobnie jak jego zdolność do wpadania w złość czy nietolerancja wobec braku precyzji. Bo Giorgio Armani był człowiekiem konkretnym, praktycznym, choć prawdopodobnie nieco zagubionym we własnym świecie wewnętrznym, do którego nikogo nie dopuszczał.

Zaangażowany w długotrwałą obronę tego intymnego terytorium, bogatego we wspomnienia i ważne emocje, Armani zbudował wysoki, często szczelny mur między sobą a światem i w pewnym sensie stał się więźniem wykreowanego wizerunku - tego całkowicie zwycięskiego, którego wszyscy mu zazdrościli i który zmienił sposób postrzegania Włoch w nowym świecie. Zaczął go tworzyć w latach siedemdziesiątych, kiedy za granicą wciąż odbierano Włochów jako statystów w wielkim filmie neorealistycznym - choć wszyscy byli mniej lub bardziej świadomymi "weteranami" roku 1968. Włosi ubierali się wówczas tak, jak potrafili - bez wyraźnego stylu. Mężczyźni nosili sztywne, nieforemne marynarki, a kobiety stroiły się, podążając za barwnymi, zmiennymi i nieokreślonymi wzorcami.

I wtedy pojawił się Giorgio Armani: ze swoimi stonowanymi kolorami, płynnością tkanin, dekonstrukcją marynarek i androgyniczną, cichą kobiecością. Kobiecością niskiego obcasa, aksamitnych balerinek i garnituru ze spodniami, który nadawał autorytet, nie odbierając nic zmysłowości. Wręcz przeciwnie, to właśnie w tej niezwykle subtelnej przestrzeni między tym, co męskie i kobiece, między rygorem a pobłażliwością, krył się sekret nowoczesnego uwodzenia - odkryty, wynaleziony i zaproponowany przez Armaniego.

Giorgio Armani był niczym pejzażysta. Postrzegał świat jako kojące i wyrafinowane, harmonijne i łagodnie ukształtowane kontinuum, w którym - niczym na scenie - można poruszać się swobodnie, wystawiając sztukę własnego życia. Bez szarpnięć i egzaltacji, z dala od pułapek cielesności. Każdy detal był zaplanowany tak, by budzić poczucie bezpieczeństwa. Armani przyćmił wszystkich - sprawił, że tłumy stały się jednocześnie zamglone i wyraźne - tworząc odcień, który wzbogacił dotychczasową paletę i którym posługiwał się, by oddać pewien niuans postrzegania: spójność metropolii, wsi, morza i północnego nieba. Narodziny tego niepowtarzalnego greige, który łagodzi emocje i przechodzi w melancholię, pojawiły się na scenie mody jako narzędzie rewolucji wywołanej przez Giorgia Armaniego. Artystą, który najbardziej go przypomina, jest jego imiennik, Giorgio Morandi, który - jak przyznaje projektant - "ma bardzo podobną do mojej paletę barw. Trzy beże, cztery szarości. W jego pracy całą różnicę robią subtelne wariacje".

Z tą samą przełomową siłą, z jaką na początku XX wieku Paul Poiret i Mariano Fortuny oficjalnie uwolnili kobiety od gorsetu, Giorgio Armani - jako cichy i przenikliwy obserwator - dostrzegł potrzebę uproszczenia i odrzucenia nadmiaru. Odpowiedział na nią, tworząc styl oparty na syntezie i redukcji.

W powojennej modzie wydarzyło się wiele - niczym w nieustannej grze znaczeń i kolorów. Po estetycznym optymizmie zaproponowanym przez Diora i jego new looku w 1947 roku nadeszło wielkie krawiectwo lat pięćdziesiątych: Sorelle Fontana, Emilio Schuberth, Biki, Emilio Pucci, a później Marucelli. Podkreślano wtedy obfite kształty i wyraźnie zaznaczoną talię, a popularność zdobyły spódnice rozszerzane ku dołowi i stroje bogato zdobione haftami, aplikacjami i tiulem. Z czasem fasony zaczęły się upraszczać. Pojawił się kostium z krótką marynarką i prostą spódnicą, który prowadził nas - pewnie i elegancko, choć nieco sztywno - ku latom sześćdziesiątym, czyli epoce Mary Quant, minispódniczki, mody inspirowanej komiksem i sztuką pop oraz kreacji André Courr?gesa, Paco Rabanne'a i Pierre'a Cardina. Moda przybierała nową formę - estetykę i gust zaczęła kształtować chemia: syntetyczne materiały, pastelowe kolory, starannie przystrzyżone pudle. Z amerykańskich kampusów rozchodziła się fala, która miała ogarnąć świat nowymi postulatami, a litera "k" nadawała słowom i pojęciom ostrzejszy charakter, odzwierciedlając radykalizujące się nastroje. W chwili gdy świat zdawał się być o krok od zmiany, narodziło się pr?t-a-porter.

Na krótko przed pojawieniem się Giorgia Armaniego punktem odniesienia była moda francuska. Włoskie krawiectwo - dopuszczające różnorodność stylów - postrzegane było jako niezwykle prestiżowe, a jednocześnie podzielone. Wśród estetycznych przemian końca lat sześćdziesiątych feminizm, nawet w swojej najbardziej umiarkowanej formie, podważył model kobiety kruchej i sprowadzonej do roli dekoracji, uwięzionej w niewygodnych, konwencjonalnych strojach. Przełomowym gestem Armaniego było zatarcie granic między płciami w sposób wcześniej niespotykany. Dekonstrukcja marynarki wniosła swobodę do najbardziej formalnego z męskich strojów, a jednocześnie dodała autorytetu kobiecie pracującej. Dzięki płynnym tkaninom, miękkim formom i damskiemu garniturowi - który nie był już jedynie wieczorową reinterpretacją męskiego stroju, jak u Yves'a Saint Laurenta, lecz stał się elementem codziennego ubioru kobiety - ukształtowało się nowe przekonanie: że elegancja i piękno nie są jednoznaczne, że przekraczają granice i mają charakter neutralny. Uwodzenie zaczęto wiązać ze swobodą i praktycznością, ale też z rygorem i nutą tajemnicy - na wzór Marlene Dietrich, wielkiej muzy Armaniego. Podobnie jak jego "nie-kolor", który nie tylko ubiera i nadaje aurę uroku, lecz pozostawia przestrzeń do interpretacji, zmienności nastrojów i stanów ducha. W zdecydowanej estetyce Armaniego kryje się większa przestrzeń twórcza dla tego, kto ją nosi.

Był to więc punkt zwrotny, linia graniczna, podobna do tej po I wojnie światowej, gdy wiele kobiet zaczęło domagać się praw społecznych i politycznych, a wejście na rynek pracy wymusiło naturalne zmiany. Również wtedy świat poszukiwał istoty rzeczy i próbował na nowo zdefiniować moralność. W modzie przełożyło się to na nowe formy: pojawiły się fasony miękko opadające na biodra i nowa energia. Inspiracji szukano w dynamizmie futuryzmu, linearności Bauhausu i dekompozycji formy rosyjskich konstruktywistów. Choć pojawiały się dygresje - powroty do bardziej strukturalnych form, jak suknie o kroju panierów1 z XVIII wieku, czy spódnice w kształcie abażuru - kierunek zmian był już wyraźny. Ewolucyjny impuls ku bardziej funkcjonalnym fasonom okazał się nie do zatrzymania. Z podobnym napięciem emocjonalnym, choć wyrażonym inaczej, działał Giorgio Armani. Jego podejście można porównać do siły oddziaływania Coco Chanel, prekursorki minimalizmu (mała czarna, kardigan, męskie swetry, szerokie spodnie żeglarskie). Armani od początku przyciągał uwagę swoimi koncepcjami ubioru, które były spójne z jego naturą: wytrwałą, uważną i skupioną.

Powściągliwy, a jednak tak publiczny... Jego wizerunek stał się równie rozpoznawalny co wizerunek Kennedy'ego, Gandhiego czy matki Teresy z Kalkuty. Giorgio Armani utożsamiany jest z modą. Stał się też kwintesencją włoskiego stylu - to on zapoczątkował i sprowokował rewolucję, a także utrwalił towarzyszący jej entuzjazm. Wiele lat temu zrozumiał, że potrzebna jest zmiana, po czym ją wprowadził i zdefiniował swoją tożsamość, mierząc się z upływem czasu. Przez dekady zachował nienaruszony i niezmienny wyraz twarzy oraz wyrzeźbione ciało; pozostał mistrzem - zarówno dla projektantów, jak i dla przedsiębiorców.

Giorgio Armani uosabiał ducha "mediolańskości" i nieustępliwości. Był rygorystyczny i konsekwentny, co nieraz graniczyło ze swego rodzaju odcięciem się od innych - nieprzenikniony wyraz twarzy skryty pod pozorną gościnnością. Znaczący wpływ na koncepcję estetycznego świata, który stworzył, wywarła Piacenza, miejsce jego urodzenia. Miasto leży na prawym brzegu Padu, jest ważnym ośrodkiem Doliny Padu i charakteryzuje się spokojnymi, mglistymi przestrzeniami - jakby intymnym welonem spowijającym długie, szare niebo - a także przejmującą monotonią. Ta niezmienność daje poczucie bezpieczeństwa i pomogła zbudować silną, wielowymiarową i złożoną tożsamość, opartą na centralnym rdzeniu, którego nie sposób podważyć.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki