Po podpisaniu w 2006 roku kontraktu z wytwórnią XL Recordings, osiemnastoletnia Adele w błyskawicznym tempie zmienia się z londyńskiej nastolatki w wielką gwiazdę, sprzedającą miliony płyt na całym świecie. Jej wspaniały głos i pełne emocji piosenki poruszają słuchaczy niezależnie od wieku, szerokości geograficznej czy doświadczeń życiowych.
W ślad za sukcesem idzie sława i fortuna, a mimo to Adele pozostaje sobą: naturalną, rozbrajająco szczerą młodą dziewczyną, przeciwieństwem plastikowej celebrytki. Jej silna, niezależna i prostolinijna osobowość podbija serca publiczności, podobnie jak piosenki.
Jaki jest sekret sukcesu Adele? Co zrobiła, by w tak młodym wieku zająć trwałe miejsce na estradowym firmamencie?
Książka Caroline Sanderson stara się odpowiedzieć na te pytania, zdając dokładną relację z krótkiej, ale niezwykłej i bogatej w "kamienie milowe" drogi życiowej brytyjskiej supergwiazdy.
When you were young
And on your own,
How did it feel
To be alone?
Gdy byłeś młody
i samodzielny,
jak się czułeś,
będąc samotny?
(tłumaczenie jak w Internecie - tekstowo.pl)
"Only Love Can Break Your Heart"
Neil Young, 1970
It's better when something is wrong.
Czasami gorzej znaczy lepiej.
"Right As Rain"
Adele, 2008
Prolog
To "coś" w jej śpiewie
To ja na kolanach, naprawdę.
Adele o piosence "Someone Like You"
Czwartek, 15 lutego 2011
Tego wieczoru muzyka weszła na scenę i zawładnęła słuchaczami. Nie potrzebowała do tego wielkich słów ani gestów. Ani wyreżyserowanych gagów, ani napędzanych alkoholem ekscesów, ani obrażania rywali. Potrzebowała tylko "kogoś takiego jak" Adele.
Po coraz głośniejszych słowach krytyki, że coroczne ceremonie Brit Awards stają się przez swą ekstrawagancję nie tylko "nudne, żenujące i niestosowne", ale również "przestarzałe", British Phonographic Industry (Brytyjski Przemysł Fonograficzny) jako fundator nagród dojrzał wreszcie do poważnych zmian. 31. edycję Brit Awards w roku 2011 przeniesiono na wschód, z dotychczasowego Earls Court na O2 Arenę; nowe trofea - zaprojektowane przez Vivienne Westwood figurki Britanii spowitej flagą Zjednoczonego Królestwa - przeznaczono dla laureatów na własność, a w centrum zainteresowania podczas show mieli się znaleźć już nie gospodarze wieczoru, prezenterzy o ustalonej sławie tylko sami artyści i ich występy na żywo. "Rozpaczliwie pragnąłem przydać widowisku większego ciężaru gatunkowego. Chciałem, żeby jego fundamentem była muzyka", zdradził gazecie "The Guardian" David Joseph, nowy szef Brits i prezes Universal Music UK.
Podczas ceremonii, którą tym razem prowadził aktor James Corden, w kolejce na estradę stała plejada gwiazd nominowanych do nagród za rok 2011: Rihanna, Mumford & Sons, Plan B, Arcade Fire, Tinie Tempah, Cee Lo Green, Paloma Faith i Take That.
A na końcu stała Adele, nienominowana do żadnego wyróżnienia.
Muzycy z Take That wbiegli na scenę za grupą statystów ucharakteryzowanych na policyjny oddział do walki z zamieszkami ulicznymi, oznakowanych wielkimi literami TT.
Adele weszła na scenę, gdzie czekał na nią wyłącznie pianista.
I po prostu zaśpiewała, celebrując każde słowo. Efekt był piorujnujący.
Jej czarodziejski głos dotarł do najdalszych kątów rozległej sali, uciszając ją natychmiast. Zamilkli wszyscy, od zwykłych słuchaczy po sławnych gości, szefów wytwórni i producentów.
W ciągu pięciu hipnotycznych minut Adele przypomniała publiczności o potędze muzyki, zdolnej, jak żadna inna sztuka, przemówić do słuchaczy i rozpalić w nich emocje. Zanim Adele skończyła "Someone Like You", wzruszenie ogarnęło i ją - zdawała się połykać łzy pod wpływem świeżo rozbudzonych wspomnień.
Siła jej głosu spowodowała, że wszystko inne - szampan, rockowe parady, popisy choreograficzne, nawet nagrody jako takie - natychmiast uleciały i przepadły wśród nocy. Blichtr i show okazały się nieważne, a już na pewno znacznie mniej ważne niż muzyka.
Brits odzyskały znaczną część zagubionego sensu, zaś Adele stała się gwiazdą pierwszej wielkości. Jej występ wywołał natychmiastowy i powszechny entuzjazm.
"Mistrzowskie wykonanie przez Adele jej piosenki "Someone Like You" oczarowało widownię", donosił "The Guardian".
"Na scenie O2, stworzonej do najbardziej oszałamiających efektów specjalnych, prostota piosenki Adele - nic tylko perfekcyjny, żywy wokal przy akompaniamencie fortepianu - dosłownie poderwała publiczność z miejsc", napisano na stronie internetowej BBC News.
"Adele ukradła show podczas wręczania Brit Awards", stwierdził "The Mirror".
"Adele znokautowała wszystkich, nie mając do dyspozycji dzwonków ani gwizdków, a tylko fortepian, swój wspaniały głos i niesamowitą piosenkę", orzekł "Daily Telegraph".
Ale zachwyceni byli nie tylko krytycy. Wideo z występu Adele na gali Brits przekroczyło wkrótce pięć i pół miliona odsłon na YouTube. Piosenka "Someone Like You", wydana jako singiel zaledwie trzy tygodnie wcześniej, szybko osiągnęła największą popularność w swojej kategorii. A że jej drugi album "21" zdążył już się uplasować na czele listy albumów, Adele została pierwszym od czasu Beatlesów żyjącym artystą, któremu udało się jednocześnie otwierać oba oficjalne rankingi Top 5, i dla singli, i dla longplayów.
Adele wspominała później 15 lutego 2011 roku jako "najbardziej przełomowy dzień swego życia", chociaż, prawdę mówiąc, miała już za sobą kilka innych, równie rewolucyjnych. Jak na przykład ten, gdy natknęła się w sklepie na kompakt Etty James. Albo gdy przyjaciel wrzucił jej wczesne piosenki na Myspace. Kiedy wystąpiła w programie Saturday Night Live, emitowanym przez telewizję amerykańską w godzinach największej oglądalności. Czy wreszcie ten wieczór, gdy uderzyła w twarz zdradzającego ją chłopaka.
Ale ceremonia Brit Awards była faktycznie czymś szczególnym. Co więcej, to coś szczególnego objawiło się w śpiewie Adele.
Someone Like You, ktoś taki jak ty. Ktoś jak ona i nikt inny.
A oto jej historia - na razie.
Rozdział 1
Marzenia
Nauczyłam samą siebie, jak śpiewać.
Adele, 2008
To też historia "ku chwale rodzinnego miasta", "Hometown Glory", jak tytuł jej wczesnej piosenki. Historia zaczyna się w północnym Londynie, a dokładniej w strefie o kodzie pocztowym N17. Tottenham, słynny ze swej pierwszoligowej drużyny piłkarskiej Spurs, należy do najbardziej zróżnicowanych etnicznie dzielnic Londynu. Chociaż tylko dziesięć kilometrów dzieli go od rzęsistych świateł i eleganckich witryn West Endu, w rzeczywistości wydaje się odległy o dobre sto. Mimo że w tutejszych lasach polował sam król Henryk VIII, późniejsza historia tej części stolicy jest znacznie mniej królewska. Tottenham ma najwyższe w Londynie i jedne z najwyższych w Wielkiej Brytanii wskaźniki bezrobocia. Postrzegana jako siedlisko gangów i przestępczości, dzielnica słynie również z zadawnionych napięć między wspólnotą afrykańsko-karaibską a siłami porządkowymi. Konflikt, tlący się niemal permanentnie, czasami wybucha jasnym płomieniem, jak w lecie 2011 roku, kiedy to zamieszki, które ogarnęły cały kraj, rozpoczęły się właśnie od śmiertelnego postrzału jednego z kolorowych mieszkańców Tottenhamu przez funkcjonariuszy policji metropolitalnej.
W takiej to niespokojnej strefie Londynu 5 maja 1988 roku w szpitalu North Middlesex przychodzi na świat Adele Laurie Blue Adkins, dziecko osiemnastoletniej i niezamężnej Penny Adkins. "Mama zaszła w ciążę, w czasie gdy chciała się zapisać na uniwersytet, ale zamiast studiów wybrała mnie", powie później Adele. Jej biologicznym ojcem, niewymienionym z nazwiska w akcie urodzenia, jest Mark Evans, "naprawdę duży Walijczyk, pracujący na statkach". Evans krótko zajmuje jakiekolwiek miejsce w życiu małej Adele, jednak dzięki licznej rodzinie matki obywa się bez tęsknoty za ledwie pamiętanym tatą. "Miałam ze trzydziestu kuzynów w bliskim sąsiedztwie, więc spędzałam z nimi mnóstwo czasu. Kłóciliśmy się bez przerwy i wyrywaliśmy sobie wszystko, a później wracałam do siebie, do mojego malutkiego pokoiku, gdzie zabawki nie były popsute i nie musiałam walczyć o moją Barbie. Wyglądało to tak, jakbym brała to, co najlepsze z obu światów - wspomina piosenkarka. - Brakowało pieniędzy, ale i tak miałam cudowne dzieciństwo". Ów nieco chaotyczny, radosny, zorientowany na rodzinę start w życie niewątpliwie owocuje silnym poczuciem zakorzenienia, tak ważnym dla jej późniejszego sukcesu.
Począwszy od trzeciego roku życia, czyli wieku, który dla większości z nas tonie w mrokach niepamięci, Adele ma obsesję na punkcie głosów. "Pasjami lubiłam słuchać, jak tony głosu zmieniają się od gniewnych do podnieconych czy od radosnych do smutnych". Na pierwszy koncert, występ The Cure w Finsbury Park, matka zabiera ją jako malutkie dziecko. The Cure, postpunkowy zespół o gotyckim brzmieniu, z mrocznymi i niespokojnymi tekstami, po latach działalności estradowej ma zasłużony status kultowego. Na pamiątkę tego pierwszego spotkania z żywą muzyką Adele włączy później zapadającą w pamięć wersję ich piosenki "Lovesong" do swojego drugiego albumu "21". Jej najdawniejszymi wspomnieniami są właśnie koncerty, na przykład zespołu The Beautiful South w Brixton Academy, dokąd matce udaje się ją przemycić. "To była niesamowita impreza, ogłuszająca, ale naprawdę fantastyczna", wspomina Adele. "Byłam tak mała, że nic bym nie zobaczyła, ale na szczęście obok nas stał jakiś postawny mężczyzna, któremu mama po prostu wsadziła mnie na plecy. Od tego momentu widziałam wszystko doskonale".
Później jest też koncert boysbandu East 17, wielkie przeżycie dla sześcioletniej Adele. Jej dziecięca miłość do twórców albumu "Walthamstow" tli się przynajmniej do roku 2006, kiedy to mając osiemnaście lat, znów widzi ich na żywo w Shepherd's Bush Empire. "Najlepszy koncert, na jakim byłam!", brzmi werdykt Adele dla magazynu "Q".
Penny - wykwalifikowana masażystka, artystka, wytwórczyni mebli i hippiska w jednej osobie - nie tylko przybliża córce wszelkie rodzaje muzyki, zabierając ją od najmłodszych lat na koncerty. Nie szczędzi również zachęty i wsparcia dla jej pierwszych piosenkarskich dokonań, chętnie zamieniając dom w salę koncertową, a wszystkie lampy i lampki w jupitery skierowane na Adele. Osiemnaście lat później wspomnienia tych dziecięcych występów przedziwnie ożyją w scenografii towarzyszącej tournée "Adele Live", z lampami w stylu vintage i kameralnym, salonowym nastrojem.
W wieku pięciu lat i w porze, kiedy większość jej rówieśników już od dawna leży w łóżkach, Adele ma też prawo uczestniczyć w przyjęciach wydawanych przez matkę. Postawiona na stole, zabawia gości własnym wykonaniem "Dreams", w roku 1993 największego brytyjskiego przeboju wylansowanego przez Gabrielle, wkrótce dwukrotną laureatkę Brit Award. Ta sentymentalna czarnoskóra piosenkarka i autorka pochodząca z sąsiedniego Hackney staje się pierwszą idolką małej Adele. Do efektownego, choć niekonwencjonalnego wizerunku Gabrielle należy czarna, wysadzana cekinami opaska na jedno oko, która ma ukryć opadającą powiekę. Adele sama próbuje przyswoić sobie ten atrybut, po raz pierwszy występując publicznie na szkolnym koncercie z piosenką "Rise", następnym hitem Gabrielle. "Mama zrobiła mi opaskę z cekinami, żebym wyglądała tak jak ona - wspomina Adele w wywiadzie dla "The Sun".
- Pakowałam się w tarapaty, zakładając ją w szkole i tłumacząc, że zraniłam się w oko". W obliczu nieuniknionych kpin kolegów piracka opaska zostaje jednak szybko porzucona.
Wielki wpływ na młodą Adele wywiera również dziewczęcy zespół Spice Girls. "Nawet jeśli niektórzy uważają je za obciachowe, ja nigdy nie będę się wstydziła wyznać, że kocham Spice Girls, bo dzięki nim jestem, kim jestem - mówi piosenkarka. - Weszłam w muzykę dokładnie w ich najlepszym czasie, gdy były wielkimi gwiazdami". Utworzony w roku 1994 girlsband błyskawicznie podbija serca nastoletnich fanek, a pseudonimy młodych wykonawczyń - Scary, Baby, Ginger, Posh i Sporty - natychmiast zyskują rozpoznawalność. Grupa była bezsprzecznie i fenomenem, i dobrze sprzedającym się produktem popkultury, co zarzuca się jej najczęściej oprócz dotkliwego braku muzycznych talentów - ale nie zmienia to faktu, że jej sztandarowe hasło "Girl Power" (siła dziewczyn) autentycznie dodaje skrzydeł milionom nastolatek. Ocena Adele, jednocześnie krytyczna i pełna uznania, wydaje się najbliższa prawdy o Spice Girls: "To one zachęciły mnie swoim przykładem. Nie były rzecz jasna wielkimi piosenkarkami i wiedziałam o tym, już mając siedem lat, ale dokonały wielkich rzeczy".
Jak mnóstwo innych dziewcząt w jej wieku, tak i Adele uwielbia bubblegum pop, czyli "muzykę spod znaku gumy do żucia" w wykonaniu czołowych brytyjskich zespołów lat 90., włącznie z East 17 i All Saints. Ma jednak okazję, ponownie dzięki muzykalnej matce, zetknąć się z większym spektrum muzycznych wpływów niż większość jej rówieśników. W domu Penny Adkins słucha się: Toma Waitsa, Jeffa Bucklea, 10,000 Maniacs czy wspomnianej już grupy The Cure. Spragniony melodii mózg małej Adele Laurie Blue regularnie otrzymuje urozmaicony pokarm i przyswaja go w postaci oryginalnej mieszaniny, która okaże się tak wyrazistą cechą przyszłej artystki. Jej niezwykła otwartość na wszelkie gatunki muzyki ewidentnie bierze początek z dzieciństwa i rozwija się z czasem, w miarę poszerzania zakresu muzycznych fascynacji.
W wieku dziewięciu lat Adele przenosi się z matką do Brighton. Penny liczy, że to artystyczne nadmorskie miasto okaże się bardziej inspirujące dla niej samej i jej własnych twórczych poszukiwań. Adele nie cierpi jednak nowego otoczenia. "Ludzie wydawali mi się straszliwie pretensjonalni i snobistyczni, nie mówiąc o tym, że ogóle nie było tam czarnych - wspomina w wywiadzie dla "The Timesa". - A ja zdążyłam się już przyzwyczaić w Tottenham, że jestem jedynym białym dzieckiem w klasie".
Na szczęście dla Adele przeprowadzka nie przynosi oczekiwanych przez matkę owoców i okazuje się tylko etapem przejściowym. Po dwóch latach obie wracają do rodzinnego Londynu, tym razem do mieszkania w południowej dzielnicy West Norwood. Mniej więcej wtedy Penny spotyka też mężczyznę, który stanie się przybranym ojcem dla jej córki.
Nowi przyjaciele Adele żyją w klimacie black soulu i szybko przekonują ją do R & B w wykonaniu Destiny's Child, Faith Evans, Lauryn Hill, Mary J. Blige czy P Diddy'ego. Ale tak jak zwykle, Adele nie umie poprzestać na jednym rodzaju muzyki. Jak będzie później wspominać, właśnie wtedy, w wieku jedenastu lat, pasjami odtwarza piosenki z najnowszego albumu Toma Jonesa "Reload", trzymając w ręku dezodorant Impulse w charakterze mikrofonu i ciesząc się z aplauzu ze strony matki i ojczyma. A bezmiar tego aplauzu najlepiej wyraża się w okrzyku: "Do licha, ty naprawdę jesteś piosenkarką!".
Przełom dzieciństwa i młodości to dla Adele okres następnych muzycznych odkryć, wszystkich bez wyjątku znaczących dla jej przyszłej kariery. Prawdopodobnie jednym z najważniejszych okazuje się Pink, żywiołowa Amerykanka o potężnym głosie, która obrała sobie artystyczny pseudonim na cześć Mr. Pinka, jednego z bohaterów debiutanckie go filmu Quentina Tarantino "Wściekłe psy". W listopadzie 2002 roku Adele uczestniczy w koncercie Pink w Brixton Academy, promującym drugi album wokalistki, "Missundaztood". "Nigdy wcześniej nie słyszałam kogoś śpiewającego tak jak ona - powie później. - Miałam wrażenie, że jestem w tunelu powietrznym, a jej głos zwala mnie z nóg. To było niesamowite".
A dziennikarz NME obecny na tym samym koncercie pisze: "Chociaż Pink nie cofnie się przed niczym, aby zdobyć wymarzone uznanie, jest w niej coś szczególnego: ona robi to wszystko na swoich własnych warunkach. Inni - gwiazdy popu i nie tylko - zrobią, co im się powie dla przebłysku sławy. Ale dla Pink sama sława to za mało. Pink naprawdę chce coś znaczyć". I być może nie tylko jej głos robi tak wielkie wrażenie na czternastoletniej Adele - prawdopodobnie musi wyczuwać, że artystka, wbrew wszelkim pozorom, bardzo serio traktuje swoją muzykę.
Nie będzie przesadą stwierdzenie, że dla Adele nadchodzi właśnie moment narodzin jej nowej muzycznej filozofii, skądinąd w okolicznościach pozornie tak banalnych, jak przeglądanie płyt w HMV "Chciałam być cool, więc snułam się między regałami z klasyką - wspomina to przełomowe popołudnie w wywiadzie dla "The Sun". - Tyle że nie byłam naprawdę cool... udając, że interesuje mnie Slipknot, Korn i Papa Roach. Jak zwykle miałam obrożę na szyi i workowate spodnie, i nagle w koszu z różnościami wypatrzyłam to CD". "To" jest albumem Etty James i Adele kupuje go wyłącznie po to, żeby pokazać swojej fryzjerce, jak chce być uczesana. Ale podobają jej się nie tylko włosy - również wyraz twarzy nieznanej artystki. "Pomyślałam, że lepiej z nią nie zaczynać, taka mi się wydała zawzięta".
"A później, pewnego dnia, natknęłam się na tę płytę, robiąc porządek w pokoju i puściłam ją. A gdy usłyszałam piosenkę "Fool That I Am", wszystko się dla mnie zmieniło. Dopiero wtedy naprawdę zachciałam być piosenkarką".
Etta James, amerykańska wokalistka R & B, która zmarła 20 stycznia 2012 roku w wieku 74 lat, jest przypuszczalnie najbardziej znana ze swojej wersji przeboju Muddy'ego Watersa z roku 1954 "I Just Want to Make Love to You", wykorzystanej w telewizyjnej reklamie coca-coli light. Po piosenkę autorstwa Williego Dixona sięgało wielu muzyków, włącznie z Rolling Stonesami, którzy umieścili ją na swoim pierwszym brytyjskim longplayu z roku 1964. Ale dopiero ekspresyjny, bluesowy głos Etty James oczarowuje Adele bez reszty. "Początkowo podobała mi się głównie z wyglądu... Jej imponująca sylwetka, stylizowanie się na białą kobietę i te piękne, kocie oczy! - opowiada magazynowi "Blues & Soul". - Ale później, gdy zaczęłam jej słuchać. Jej wykonanie było tak przejmująco szczere, że miałam wrażenie, jakby śpiewała specjalnie dla mnie. Nigdy wcześniej nie przeżyłam niczego podobnego". Innymi słowy, jak wyznaje Adele na łamach "Rolling Stone", głos Etty James "zawładnął jej duszą i ciałem".
Dodajmy jeszcze czystość tonu i niezwykłą wokalną skalę Elli Fitzgerald, legendy jazzu, również odkrytej w tym okresie przez Adele, a będziemy mieć pojęcie, co zaczyna krystalizować się gdzieś głęboko w osobowości refleksyjnej londyńskiej nastolatki. Znajduje swój muzyczny rdzeń. "Do tej pory znałam tylko współczesne przeboje. Gdy wsłuchałam się w głosy Etty i Elle, brzmiało to najpierw beznadziejnie, ale było dla mnie czymś w rodzaju przebudzenia - wspomina Adele. - To znaczy... wiedziałam, że są artyści długowieczni, którzy stają się legendami. Myśl, że mam 15 lat i słucham muzyki sprzed pół wieku, była dla mnie bardzo inspirująca. Nakręcało mnie, że minie jeszcze 50 lat i ktoś być może zechce wrócić do mojej muzyki".
Piosenka "Fool That I Am" stanie się jednym z głównych coverów w wykonaniu Adele, wybranym też na stronę B jej pierwszego singla "Hometown Glory". Ilekroć będzie zapowiadać ten utwór na koncertach, nie omieszka podkreślić, że to jej "ulubiona piosenka, ze wszystkich".
Od tamtego momentu, chociaż od własnych koncertów dzieli ją jeszcze kilka lat, Adele bierze się za realizację swoich muzycznych ambicji. Zachęca ją do tego przyjaciółka matki, "fantastyczna piosenkarka w typie Faith Evans", twierdząc, że dziewczyna ma talent i powinna na poważnie zająć się śpiewem. I wtedy "wszystko trafia na swoje miejsce". Adele oswaja się z gitarą; zgłębia również grę na gitarze basowej i podstawy fortepianu.
Mimo dobiegającej zewsząd muzyki Destiny's Child wyrozumiała szkoła na południu Londynu niespecjalnie się jej podoba. Jak mówi w wywiadzie dla "The Timesa": "Oni tak naprawdę nie zachęcali mnie do niczego. Nie zachęcali zresztą kogokolwiek. Oczywiście, mnie interesowała głównie muzyka, ale nawet gdy w siódmej klasie chciałam zostać kardiochirurgiem (jej dziadek zmarł na zawał serca), to też nikogo nie obeszło. Jedyne, co słyszałam, to: "Postaraj się skończyć szkołę i nie zajdź w ciążę"".
Po spełnieniu tych minimalistycznych warunków Adele składa podanie do BRIT School w pobliskiej dzielnicy Croydon, pożegnawszy wcześniej resztkę marzeń, by stać się następną Spice Girl. "Chciałam pójść do Sylvii Young (prestiżowej szkoły teatralnej w centrum Londynu), dlatego że uczęszczała tam wcześniej Emma Bunton (Baby Spice) - opowiada magazynowi "Q". - Ale to przekraczało możliwości mojej mamy i mimo całego rozżalenia musiałam się z tym pogodzić". Przeznaczona dla młodzieży w wieku od 14 do 19 lat, BRIT School for Performing Arts and Technology, jest jedyną w Wielkiej Brytanii państwową, bezpłatną szkołą średnią wyspecjalizowaną w kształceniu adeptów branży muzyczno-estradowej, zarówno przyszłych wokalistów, jak fachowców "z zaplecza" - producentów, dźwiękowców, scenografów, operatorów itp. Podczas dnia otwartego Adele zawiera znajomość z Beverley Tawiah, również kandydatką do tej szkoły. Jak wspomina, "Beverly bardzo mnie namawiała i podobał mi się jej śpiew. Pomyślałam sobie: to jest to, chcę tu chodzić". Dziwnym zrządzeniem losu Tawiah dołączy później do zespołu należącego do Marka Ronsona, przyszłego producenta Adele.
I tak w roku 2003 Adele zostaje przyjęta do BRIT School. W wywiadzie dla gazety "The Guardian" mówi o niej ciepło: "Była to szkoła pełna dzieciaków tańczących boso na lodowatym dziedzińcu przez bite osiem godzin. O ile moi koledzy z poprzedniej szkoły wyrastali głównie na chuliganów, o tyle uczniom BRIT naprawdę zależało, żeby się rozwijać i być kimś. Budzić się rano i iść do szkoły w takim towarzystwie - to było dla mnie bardzo inspirujące doświadczenie". A w czasie gdy Adele zaczyna naukę w BRIT School, szkolna kantyna regularnie rozbrzmiewa piosenkami byłej uczennicy, która co prawda nie zrobiła dyplomu, ale właśnie wydała swój pierwszy album pod tytułem "Frank".
Mowa oczywiście o Amy Winehouse, skądinąd niejedynej eks-słuchaczce BRIT predysponowanej do wielkiej kariery. Chociaż szkoła wyraźnie zastrzega na swej stronie internetowej, że nie jest wylęgarnią gwiazd i nikomu nie gwarantuje sukcesu, grono jej sławnych absolwentów musi robić wrażenie, nawet jeśli pominąć Adele Laurie Blue Adkins. Leona Lewis, Katie Melua czy Kate Nash wyszły właśnie z BRIT, podobnie jak później Katy B i Joe Worricker. Adele nie wszystkich pamięta, chociaż prowadziła w szkole bujne życie towarzyskie. "Taka Leona Lewis musiała się nieźle maskować, skoro w ogóle jej sobie nie przypominam" - zdradza w wywiadzie dla "The Sun". I dodaje: "Przepadałam za tą szkołą, to fantastyczne miejsce, gdzie można liczyć na prawdziwe wsparcie. Nasze szkolne koncerty i imprezy często biły na głowę wszystko, co w danym momencie było do zobaczenia w Londynie".
Nie oznacza to jednak, że Adele daje się olśnić plejadzie przyszłych gwiazd wokół siebie. Wręcz przeciwnie, jej późniejszym komentarzom nie brak trzeźwości i krytycyzmu. "Zdarzali się uczniowie naprawdę beznadziejni - wspomina. - I wszyscy obowiązkowo chcieli śpiewać soul! Zawsze będę po stronie rozwijających się młodych ludzi, ale nie takich, co siedzą w tej szkole cztery lata i nic nie reprezentują sobą na początku, a na końcu jeszcze mniej". Adele jest głęboko przekonana, że szkoła ma niewiele do zrobienia, jeśli chodzi o sam śpiew. "Nikt w BRIT School nie nauczył mnie śpiewać - powie później. - Sama siebie nauczyłam, jak śpiewać, słuchając w domu Etty James. W szkole nauczyli mnie tylko, jak działa ten biznes".
Co jednak nie oznacza, że przechodzi przez szkołę zupełnie gładko. Od czasu do czasu grozi jej usunięcie z BRIT School, i to z dość żenującego powodu: notorycznych spóźnień. Chociaż mówi o przyjemności budzenia się rano, w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Jak sama przyznaje, "nieraz przychodziłam spóźniona o cztery godziny. Zarywałam noce, nie potrafiłam wcześnie zasnąć ani obudzić się na czas". Szczególnie krytycznym momentem jest planowy, wyjazdowy koncert najbardziej obiecujących uczniów podczas festiwalu w Devon. Adele spóźnia się na miejsce zbiórki, nie jedzie i daje plamę. "To było straszne, miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Niewiele brakowało, żeby naprawdę wywalili mnie wtedy ze szkoły".
A jednak, niezależnie od tego incydentu i innych perypetii ze wstawaniem, mimo zmęczenia dzieciakami "robiącymi na korytarzu przeklęte piruety", Adele - mając głowę na karku - nie marnuje czasu w BRIT School. Oswaja się przez te lata z praktyczną stroną przemysłu rozrywkowego: studiem nagrań, kontraktami i budżetami, lekturą branżowego magazynu "Music Week". Podejmuje też mocne postanowienie, że nie da się nikomu oszukać. "Większość artystów nie ma bladego pojęcia o funkcjonowaniu tego rynku - powie później w wywiadzie dla "The Timesa".
- Podsuwają nam kontrakty do podpisania i zakrawa to na żart, tak jakby mówili: "Adele, czy rozumiesz to długie słowo na samym dole?". A ja wtedy odpowiadam: "Tak, proszę pana, oczywiście. Znaczy ono ni mniej, ni więcej, że próbuje mnie pan oskubać"".
Determinacja Adele, żeby kontrolować swoją przyszłą karierę, idzie w parze z potrzebą rozwijania kreatywności. Opanowuje grę na fortepianie, klarnecie i gitarze, a po latach śpiewania cudzych utworów zaczyna również tworzyć własne. Pierwsza autorska piosenka Adele napisana w wieku 18 lat, "Hometown Glory", to piękny hołd złożony rodzinnemu miastu, kolebce jej muzycznych ambicji. Jedną z sąsiadek Adele w West Norwood jest wtedy Shingai Shoniwa, obecnie główna wokalistka bluesowo-punkowego zespołu The Noisettes, znanego z żywiołowych koncertów. "Słyszałam ją grającą na saksofonie - wspomina Shoniwa. - Mieszkałyśmy drzwi w drzwi, w jednym domu - kiedyś zawisną na nim dwie tablice pamiątkowe! Niesamowite dni: ona miała pianino, ja perkusję". W tym mieszkaniu na pierwszym piętrze Adele pisze większość piosenek do swego debiutanckiego albumu "19".
Ale nawet wtedy nie snuje jeszcze zbyt wielu marzeń o gwiazdorstwie, jeśli w ogóle o chodzi jej to po głowie. "Niektórzy ludzie z naszej szkoły naprawdę parli do kariery. Od razu rzucało się w oczy, jak bardzo byli zdeterminowani. Adele nigdy do nich nie należała", mówi dla "Rolling Stone" Ben Thomas, szkolny kolega Adele i towarzyszący jej od wielu lat gitarzysta. I dodaje: "Ale ilekroć zaczynała śpiewać, wszyscy od razu milkli i słuchali jej w skupieniu". Wspominając Adele z czasów BRIT School, Liz Penney, dyrektorka muzyczna szkoły, podkreśla, że już wtedy dała się poznać jako utalentowana piosenkarka. "Dość wcześnie spróbowała własnej twórczości. Często widywaliśmy ją na korytarzu, jak pisała wiersze, brała gitarę i szukała akompaniamentu do swoich tekstów".
W poświęconej absolwentom części strony internetowej BRIT School można przeczytać: "I właśnie dlatego tak ważne są marzenia... Albowiem wielcy ludzie nie znoszą mierzyć się miarą swoich współczesnych. Muszą się mierzyć miarą własnych wizji... tym, co widzą tylko oni sami. Kreatywni ludzie kreują swoje własne światy".
Zbliżając się do osiemnastych urodzin, a więc u progu dorosłości, Adele właśnie tak zaczyna robić. Marzenia mogą się urzeczywistnić - jak obiecywała Gabrielle, gdy Adele Laurie Blue Adkins była jeszcze małą dziewczynką. Te dziecięce marzenia trafiły na podatny grunt i teraz mają już z czego wykiełkować. Nadchodzi pora, by Adele ujawniła pierwsze cuda z wykreowanego przez siebie świata.