I. Orszański pogrom (1514)
I. Orszański
pogrom (1514)
Za czasów Kazimierza Jagiellończyka wschodnia granica Wielkiego
Księstwa Litewskiego biegła od Karaułu nad Morzem Czarnym do Narwy na
wybrzeżu Bałtyku - w linii prostej było to około 1300 km. Najbardziej
wysuniętym na wschód księstwem, które utrzymywało przyjazne stosunki z Litwą, był Twer. Kniaziowie Glińscy z linii smoleńskiej, władający na
Hlince, albo Kozłowscy lub Żylińscy w księstwie wiaziemskim mieli bliżej
do Moskwy, która przejawiała ambicje dominacji nad całą Rusią niż do
Wilna - jakieś 120-200 km.
W latach siedemdziesiątych XV wieku książę moskiewski Iwan III Srogi
zaczął przekuwać w czyn ideę zbierania ziem ruskich. Gdy objął władzę w 1462 roku, jego państwo liczyło 430 tys. km kw., a w momencie wstąpienia
na tron jego wnuka Iwana IV Groźnego było już ponad sześciokrotnie
większe - miało powierzchnię 2800 tys. km kw. Za panowania Iwana III
niepomiernie wzrósł także prestiż Państwa Moskiewskiego, które przejęło
spuściznę ideologiczną po Bizancjum, dobitym przez Turków w 1453 roku.
Książę moskiewski poślubił Zofię, bratanicę ostatniego cesarza
bizantyńskiego Konstantyna XI Paleologa, i zaadaptował atrybuty
bizantyńskiej ideologii państwowej - m.in. na pieczęci wielkoksiążęcej
rozpostarł skrzydła dwugłowy orzeł. Komunikat był bardzo wyraźny: po
upadku Rzymu i Bizancjum Moskwa stała się trzecim Rzymem, stolicą i protektorką religii greckiej (prawosławnej). Było jasne, że moskiewscy
Rurykowicze mają chrapkę na całą Ruś, a więc i na tę jej część, która
wchodziła w skład Litwy.
Na pierwszy ogień poszła republika nowogrodzka - największy organizm
państwowy na Rusi, obejmująca dzisiejszą północno-zachodnią Rosję.
Moskiewska propaganda stawiała pod znakiem zapytania nie tylko
niepodległość Nowogrodu Wielkiego, ale także jego ustrój polityczny.
Moskwicini argumentowali, że ta dawna domena książąt włodzimierskich
powinna należeć do ich spadkobiercy, księcia moskiewskiego. Demokracja
wiecowa (taki ustrój panował w Nowogrodzie) to diabelski wymysł, podczas
gdy absolutna władza moskiewskich Rurykowiczów pochodzi od samego Boga.
Nowogrodzianie zrozumieli sens tych gróźb i szukali wsparcia na Litwie.
Wprawdzie nie kochali Kazimierza Jagiellończyka, który podpisując
kolejne traktaty polityczno-handlowe, cynicznie wykorzystywał słabnącą
pozycję Nowogrodu Wielkiego, ale lepsze to niż nic. W 1471 roku
nowogrodzcy bojarzy zawarli sojusz z Wielkim Księstwem Litewskim, co
dało Iwanowi III pretekst do rozpoczęcia działań wojennych. W godzinie
próby Kazimierz Jagiellończyk pochłonięty walką z królem węgierskim
Maciejem Korwinem o osadzenie na tronie czeskim swego syna Władysława
nie udzielił pomocy ruskiej republice.
Lata osiemdziesiąte XV stulecia to nieprzerwane pasmo sukcesów
politycznych Moskwy. Po odparciu najazdu Wielkiej Ordy Iwan III
ostatecznie zrzucił zwierzchnictwo tatarskie. Zawarł sojusz z Chanatem
Krymskim i poszczuł go przeciw Litwie: w 1482 roku najazd Krymców dotarł
aż na Polesie i był początkiem ponadstuletniej serii ich rajdów na
ziemie Litwy i Korony. Wchłonął też księstwo twerskie, które
rywalizowało z Moskwą o prymat w dziele jednoczenia Rusi. Ukoronowaniem
tych sukcesów stało się przyjęcie przez Iwana III tytułu wielkiego
księcia całej Rusi.
Wojna z trzecim Rzymem
W latach 1486-1492 Moskwa zagarnęła uznające zwierzchnictwo litewskie
księstwa wierchowskie i wiaziemskie. W 1494 roku nowe nabytki zostały
potwierdzone w traktacie litewsko-moskiewskim, eufemistycznie nazwanym
wieczystym pokojem (wiele ich było wcześniej i później, ale żaden nie
przetrwał dekady). Co gorsza, kancelaria litewska pierwszy raz
oficjalnie nazwała wówczas Iwana III wielkim księciem całej Rusi,
licząc, że tym drobnym ustępstwem nasyci groźnego Moskwicina. Litwini
srodze się pomylili, bo śladami dziada podążył później Iwan Groźny,
który przyjął tytuł cara Wszechrusi. Później Piotr I - już nie
Rurykowicz, ale Romanow - ogłosił się nawet imperatorem. Iwan III,
wykorzystując fakt, iż Aleksander chciał unormować obustronne relacje,
wcisnął mu za żonę swą córkę Helenę i obarczył obowiązkiem dopilnowania,
aby pozostała przy wierze praojców. Zanim rozpoczęło się XVI stulecie,
Helena, nie trojańska, ale moskiewska, dostarczyła mu pretekstu do
wzniecenia nowej wojny, tym razem w obronie rzekomo uciśnionego na
Litwie prawosławia. Tę śpiewkę moskiewska dyplomacja będzie nucić aż do
upadku Rzeczypospolitej.
Była to wierutna bzdura. Prawosławni nie tylko nie byli w żaden sposób
prześladowani, ale mieli w litewskich elitach swych reprezentantów, z księciem Konstantym Iwanowiczem Ostrogskim na czele.
Aleksander Jagiellończyk, widząc, że z Moskwą nie ma żartów, zawarł
sojusz z mistrzem zakonu inflanckiego Walterem von Plettenbergiem, by
odciąć Moskwicinów od towarów i surowców z Zachodu sprowadzanych przez
porty nad wschodnim Bałtykiem. Miasta inflanckie wprowadziły embargo na
wwóz do Pskowa, Nowogrodu Wielkiego i dalej do Moskwy miedzi, ołowiu i wyrobów metalowych, a potem także armat, kolczug i saletry. Nie
przyniosło to spodziewanych efektów. Kupcy inflanccy ponieśli duże
straty - ich obroty spadły o jedną trzecią. Było też wielu takich,
którzy zbijali fortuny, omijając blokadę i przemycając zakazane towary
do Moskwy. Iwana III i jego następcę Wasyla III ratowali zwłaszcza
Duńczycy, dostarczając armat, prochu, metali oraz specjalistów od
produkcji wojennej, m.in. ludwisarzy.
Rozpoczęta w 1500 roku wojna litewsko-moskiewska szybko przybrała
niepomyślny obrót dla Litwinów. Na stronę Moskwy przeszli kniaziowie
Siemion Bielski i Siemion Możajski. Ten drugi pożegnał Aleksandra
Jagiellończyka wyrzutem: "Twoja Miłość we wszystkim mnie opuścił".
Litwini nie zdołali odeprzeć moskiewskiej ofensywy na Siewieszczyznę i Smoleńszczyznę. By ratować mającą wielkie znaczenie strategiczne
twierdzę w Smoleńsku, Aleksander wysłał ośmiotysięczny korpus pod wodzą
Ostrogskiego. Ten, niestety, zaniedbał rozpoznania i uderzył na
kilkakrotnie liczniejszego przeciwnika. Czternastego lipca 1500 roku nad
Wiedroszą oddziały hetmana litewskiego zostały doszczętnie rozbite.
Ostrogski dostał się do niewoli. To był szok. Po raz pierwszy wojska
litewskie zostały tak dotkliwie pobite przez Moskwicinów. Zważywszy na
możliwości mobilizacyjne Litwy, kilkutysięczne straty oznaczały, że
Wielkie Księstwo pozostało prawie bezbronne. Jedyną nadzieją była pomoc
Korony.
Litwinom sprzyjał fakt, że następcą Jana Olbrachta został Aleksander
Jagiellończyk i Korona ponownie została związana z Litwą ściślejszymi
więzami. Dzięki temu jesienią 1502 roku udało się odblokować oblegany
przez Moskwicinów Smoleńsk. Niestety, strat politycznych i terytorialnych nie można było uniknąć. Zawarty w kwietniu 1503 roku
układ rozejmowy oddawał Moskwie całą ziemię siewiersko-czernihowską oraz
część smoleńskiej i witebskiej. Litewscy dyplomaci zgodzili się też na
używanie przez Iwana III i jego potomków tytułu gosudara wsieja Rusi
oraz nie zdołali wynegocjować wymiany jeńców.
Moskwicini próbowali przeciągnąć na swoją stronę najcenniejszą zdobycz:
kniazia Ostrogskiego. Wprawdzie w 1506 roku złożył on przysięgę księciu
moskiewskiemu Wasylowi III, ale niedługo później zbiegł na Litwę, gdzie
został przyjęty z wielkimi honorami i nadzieją, że odwojuje utracone
ziemie.
Wielkie Księstwo Litewskie, oczekując końca sześcioletniego rozejmu,
przygotowywało się do nowego starcia. Wiele wskazywało, że zakończy się
ono pomyślnie. W październiku 1505 roku zmarł długowieczny Iwan III i wydawało się, że jego następca Wasyl III szybko nie dorówna ojcu.
Działania wojenne wznowiono w 1507 roku, ale ich kulminacja przypadła na
rok następny. Moskwicinom sprzyjał zamęt, który ogarnął Litwę w związku
z buntem Glińskiego. Opanował on szmat wschodniej Białorusi i miał nawet
chrapkę nawet na Mińsk, ale Wasyl III nakazał mu marsz pod Orszę i połączenie z wojskami moskiewskimi.
Tymczasem dziesięciotysięczną armię litewską wsparły posiłki z Korony w sile około 5000 zaciężnych i ochotników. Na wyprawę osobiście podążył
też król Zygmunt Stary. Jego taktyka była prosta: zmusić przeciwnika do
bitwy i rozbić go. Był bliski celu pod Orszą w lipcu 1508 roku, gdy obie
armie dzielił tylko Dniepr. Gliński, który wyrósł na jednego z głównych
dowódców moskiewskich, starał się sprowokować Polaków i Litwinów do
rozpoczęcia przeprawy przez rzekę, aby na nich uderzyć. Wyrównanie
rachunków z Zygmuntem stało się niemal jego obsesją. Jednak inni
wodzowie moskiewscy, obawiając się dywersji załogi Smoleńska, nakazali
odwrót na Siewierszczyznę. Zawarty w październiku 1508 roku kolejny
pokój wieczysty potwierdził nabytki terytorialne Moskwy z lat 1494-1503.
Cel - Smoleńsk
Następna faza konfliktu rozpoczęła się w 1512 roku. Na celowniku Wasyla
III ponownie znalazł się Smoleńsk, największa twierdza na pograniczu
moskiewsko-litewskim. Władca Moskwy dołożył starań, aby przygotować
wojska do oblężenia. Zygmunt I, zachwycając się walorami smoleńskiej
warowni, pisał, że jest "potężna dzięki samej rzece [Dnieprowi],
błotom, a także dzięki majstrom budowlanym, którzy czworokątne
strzelnice z dębowych belek obłożyli gliną od wewnątrz i z zewnątrz.
Otacza ją rów i bardzo wysoki wał, że ledwo widać dachy budynków, a same
umocnienia nie mogą być rozbite ani armatami, ani taranami, nie da się
pod nie podkopać ani zburzyć, ani podpalić przy pomocy min, ognia i siarki".
Od objęcia rządów książę moskiewski zaczął rozbudowywać park
artyleryjski i oddziały piechoty. Dzięki zręcznej dyplomacji zdołał
przełamać izolację gospodarczą swojego państwa. Pozyskał pomoc króla
duńskiego Chrystiana II, dogadał się z Hanzą i zneutralizował zakon
inflancki. Jego największym sukcesem był jednak zawarty w 1514 roku
sojusz z cesarzem Maksymilianem I Habsburgiem i wielkim mistrzem zakonu
krzyżackiego Albrechtem Hohenzollernem, który zmieniał układ sił w tej
części Europy. Sojusznicy zobowiązali się do wzajemnej pomocy i podzielili ewentualne łupy. Moskwa rościła sobie prawa do większości
terytorium Wielkiego Księstwa Litewskiego, a więc Ukrainy wraz z Kijowem
oraz Białorusi, cesarstwo zaś do dawnych ziem zakonu krzyżackiego.
Finalizacja sojuszu miała nastąpić w 1515 roku, kiedy Moskwa i cesarstwo
zamierzały wspólnie uderzyć na państwo polsko-litewskie. Jak widać,
żarty się skończyły i Korona także znalazła się w nie lada opałach.
Wojska koronne brały udział w odpieraniu najazdów tatarskich i walkach z Moskwą od początku panowania Zygmunta I. Dla słabej demograficznie i ekonomicznie Litwy pomoc Korony była poważnym wsparciem. Armia polska
właśnie przechodziła modernizację. Ciężka jazda kopijnicza, droga w utrzymaniu i mało zwrotna, stawała się przeżytkiem, dlatego z Bałkanów
sprowadzano chorągwie serbskich raców, którzy dzięki sprytowi i szybkości dali się we znaki armii tureckiej. Na Śląsku i w Europie
Zachodniej zaciągano roty piesze lancknechtów. Baczniejszą uwagę zaczęto
zwracać na organizację artylerii i jednostek inżynieryjno-saperskich.
Zwycięstwo pod Orszą będzie w dużej mierze zasługą piechoty, artylerii i saperów.
W grudniu 1512 roku Moskwicini wysłali zagony jazdy w kierunku Orszy,
Drucka, Wielkich Łuków i Kijowa z zadaniem zdezorganizowania zaplecza
Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wkrótce obiegli Smoleńsk. Dowództwo nad
tą operacją objął sam książę moskiewski. Oblężenie trwało sześć tygodni
i tylko dzięki kapryśnej aurze miasto nie wpadło w ręce wroga. Również
druga próba zdobycia twierdzy latem i jesienią 1513 roku zakończyła się
fiaskiem.
Za trzecim razem Wasyl III staranniej przygotował kampanię. Zadanie
wzięcia Smoleńska powierzył najbardziej doświadczonym wodzom: kniaziom
Glińskiemu i Szczeni. Dywersję na litewskim zapleczu mieli prowadzić
namiestnicy nowogrodzcy - Wasyl Szujski i Wasyl Morozow. Wojska
moskiewskie, liczące około 80 tys. ludzi i dysponujące według różnych
przekazów 140-300 armatami, rozpoczęły działania wczesną wiosną 1514
roku. W lipcu pod Smoleńsk przybył Wasyl III i zarządził zmasowany
ostrzał artyleryjski. Zniszczenia oraz straty wśród obrońców musiały być
duże, bowiem namiestnik smoleński Jurij Sołłohub pod presją miejscowych
bojarów rozpoczął rokowania kapitulacyjne. Z drugiej strony prowadził je
kniaź Gliński, któremu wielki książę obiecał ponoć namiestnictwo w zajętym Smoleńsku. Trzydziestego pierwszego sierpnia obrońcy otworzyli
bramy, a następnego dnia do miasta wjechał książę moskiewski.
Wasyl III złamał jednak obietnicę daną Glińskiemu i wysłał go w kierunku
Orszy, aby zatrzymał odsiecz wojsk litewsko-polskich. Prawdopodobnie
wtedy kniaź nawiązał kontakt z królem Zygmuntem, licząc, że będzie mógł
powrócić na Litwę. Gdy próbował dotrzeć do obozu królewskiego pod
Borysów, został schwytany i w kajdanach odesłany do Moskwy.
Bitwa pod Orszą
W końcu sierpnia w okolice Orszy dotarły liczące 35-40 tys. ludzi siły
moskiewskie pod dowództwem koniuszego Iwana Czeladnina. Na razie miał
tylko obserwować ruchy nieprzyjaciela. Jednak Czeladnin i pozostali
dowódcy moskiewscy byli tak pochłonięci sporami, że zlekceważyli wieści
o pochodzie wojsk wroga. W nocy z 7 na 8 września 1514 roku około 5 km
na wschód od Orszy armia polsko-litewska sprawnie przeprawiła się na
południowy brzeg Dniepru. Oddziały dowodzone przez hetmana wielkiego
litewskiego Konstantego Ostrogskiego i polnego Janusza Radziwiłła
liczyły 25 tys. jazdy i piechoty, z czego blisko jedną trzecią stanowił
kontyngent polskiej jazdy zaciężnej, piechoty oraz ochotników
prowadzonych przez hetmana nadwornego Janusza Świerczowskiego i starostę
trembowelskiego Wojciecha Sampolińskiego.
Pierwsza przeprawiła się przez rzekę lekka jazda, a pod jej osłoną
ruszyły wpław chorągwie ciężkiej jazdy kopijniczej. Następne w kolejce
były artyleria i piechota: rota inżynieryjno-saperska mieszczanina
żywieckiego Jana Baszty uwijała się jak w ukropie, ciężkie armaty i puszkarze dowodzeni przez Hansa Wejsa i Jana Behema z Norymbergi w mig
zostali przerzuceni po moście sporządzonym naprędce z łodzi i bali.
Przed Polakami i Litwinami rozpościerała się przecięta wąwozem rozległa
równina, wspaniały teren do bitwy.
Zaskoczeni Moskwicini, mając za plecami pas łagodnych wzgórz, uszykowali
siły w tradycyjny sposób: w centrum stanął pułk wielki pod dowództwem
Czeladnina i pułk przedni Iwana Temki Rostowskiego, na prawo pułk
wojewody Michaiła Bułhakowa-Golicy, na lewo ludzie kniazia Andrieja
Oboleńskiego, w odwodzie zaś pozostawała jazda wojewody Grigorija
Fiodorowicza Dawydowa.
Ostrogski myślał o związaniu wroga w centrum i rozbiciu go atakiem
ciężkiej jazdy ze skrzydła. Dlatego naprzeciwko najsilniejszego pułku
Czeladnina ustawił większość piechoty i artylerii wspomagane przez
dziesięć doborowych chorągwi zaciężnych i ochotników z Polski (m.in.
lekkozbrojną nadworną chorągiew Sampolińskiego). Na lewe skrzydło wysłał
dziesięć polskich chorągwi kopijników pod dowództwem hetmana
Świerczowskiego, a na prawe trzon sił litewskich. Oba skrzydła osłaniała
lekka jazda litewska. Ostrogskiemu pozostało kilka rot lancknechtów i nieco artylerii, które przezornie ukrył na stokach wąwozu, przewidując,
że jeśli Czeladnin połknie przynętę, tutaj mogą się rozstrzygnąć losy
bitwy.
Mimo że Moskwicini przegapili szansę pobicia przeciwnika podczas
przeprawy, ukształtowanie terenu działało na ich korzyść. Pozycje
Polaków i Litwinów znajdowały się w zakolu rzeki i w razie niepowodzenia
odwrót niechybnie zakończyłby się katastrofą. Niewykluczone, że
Ostrogski, ryzykując przeprawę pod nosem przeciwnika i zajmując
niekorzystne pozycje, chciał utwierdzić Czeladnina w przekonaniu o swej
przewadze i ośmielić do walki. Podobny manewr - wróg od czoła, za
plecami rzeka - 91 lat później powtórzy pod Kircholmem Jan Karol
Chodkiewicz.
Zastanawiające, ale około godziny 9, kiedy wszystko było zapięte na
ostatni guzik, Ostrogski zwlekał z rozpoczęciem bitwy. Być może ponad
50-letni hetman zamyślił się: niegdyś Wiedrosza, teraz Dniepr.
Wspomnienie dawnej klęski i niewoli musiało go męczyć jak zmora.
Około południa czas rozterek się skończył - oto z prawego skrzydła
moskiewskiego ruszył pułk wojewody Bułhakowa-Golicy, który zamierzał
oskrzydlić koroniarzy. Sampoliński, nie oglądając się na
niezdecydowanego Ostrogskiego, ruszył do starcia. Napór Moskwicinów był
tak duży, że jazda starosty trembowelskiego wycofała się pod osłonę
ustawionej w centrum piechoty i artylerii, które celnym ogniem
powstrzymały szarżujących nieprzyjaciół. Ciężkozbrojni Sampolińskiego
wspomagani przez lekką jazdę litewską (m.in. chorągwie służby ziemskiej
wołyńskiej) ponownie spróbowali szczęścia. Ich uderzenie było na tyle
silne, że jazda BułhakowaGolicy poszła w rozsypkę.
W boju odznaczył się młody Jan Tarnowski, który dowodził ochotniczym
hufcem synów rodzin możnowładczych. Na obrazie Bitwa pod Orszą
nieznany malarz przedstawił ten krwawy epizod z detalami: moskiewski
pułk po prawej stronie niemal w całości ulega zagładzie, broczący krwią
żołnierze moskiewscy konają na brzegu lub wpadają do Dniepru. Z kolei
według autora jednego z ruskich latopisów przyczyną rozbicia pułku
Bułhakowa-Golicy był brak pomocy Czeladnina, który miał ze swoim
podkomendnym na pieńku.
Tymczasem na prawe skrzydło wojsk polsko-litewskich natarł pułk kniazia
Andrieja Oboleńskiego. Ostrogski rzucił na nich swoich Litwinów, którzy
zaczęli spychać wroga. Wtedy Czeladnin posłał w sukurs Obolenskiemu
część swego pułku i siły wojewody Temki Rostowskiego. Wobec ich przewagi
hetman wielki litewski zarządził pozorowany odwrót, aby wciągnąć
przeciwnik do wąwozu, gdzie czaiły się roty lancknechtów i puszkarze ze
swoimi falkonetami. Zasadzka się powiódł: ściśnięci w wąwozie Moskwicini
zostali zasypani morderczym ogniem. Kula armatnia zmiotła z siodła
wojewodę Iwana Temkę Rostowskiego, zginął także kniaź Andriej Oboleński.
Rozpoczęła się zagłada armii moskiewskiej. Ostrogski nakazał uderzenie,
pod którym pękły w centrum oddziały dowodzone przez Czeladnina. Dowódca
moskiewski wprawdzie dotarł do trzymanego w odwodzie pułku straży
tylnej, ale bitwa była przegrana. Ciężka jazda hetmana koronnego
Świerczowskiego i lekkozbrojni Jerzego Radziwiłła rozbili resztki
Moskwicinów. O godzinie 18 było po wszystkim. Pościg za niedobitkami
trwał do północy.
Żywy łup Polaków i Litwinów
Zaraz po bitwie pod Orszą król Zygmunt w listach adresowanych do
papieża, króla węgierskiego Władysława Jagiellończyka, doży weneckiego
Leonarda Loredana, wojewody siedmiogrodzkiego Jana Zápolyi oraz mistrzów
zakonów krzyżackiego i inflanckiego przedstawiał przebieg batalii z moskiewskimi "schizmatykami" oraz chwalił się znamienitymi jeńcami,
jakich pojmali Polacy i Litwini.
Król, co zrozumiałe, zawyżył liczebność sił pobitego przeciwnika, był
także mało skrupulatny w kwestii liczby poległych i pojmanych wrogów. W listach do biskupa krakowskiego Jana Konarskiego, wielkiego mistrza
Albrechta Hohenzollerna i mistrza inflanckiego Waltera von Plettenberga
armię moskiewską obliczał aż na 80 tys. ludzi, z których na polu bitwy
zginęło jakoby 30 tys. Do niewoli miało się zaś dostać 8 najwyższych
wojewodów i doradców Wasyla III, 37 niższych rangą dostojników i 1,5
tys. dworian. W kolejnym liście do papieża liczba znamienitych jeńców
wzrosła do 10 wojewodów, 37 "baronów" i ponad 2 tys. dworian. Te dane
monarcha zawarł w jeszcze jednym piśmie do Leona X oraz w listach do
doży weneckiego i kard. Giuliana Medici, w których podkreślił, że w jego
ręce wpadli "wszyscy książęta" walczący po stronie nieprzyjaciela.
Ta pozorna sprzeczność wynikała zapewne z faktu, że tuż po bitwie
Zygmunt uwzględniał tylko jeńców wziętych pod Orszą, a później dodał do
nich tych, których pochwycono w trakcie walk poprzedzających decydujące
starcie. Według ustaleń współczesnych historyków rozbity pod Orszą
korpus wojewody Iwana Czeladnina mógł liczyć od 10 do 40 tys. ludzi.
Chyba bliżsi prawdy są ci, którzy opowiadają się za pierwszą liczbą,
gdyż pod Orszę Wasyl III wysłał tylko część wojsk wydzielonych z armii
(mogącej liczyć owe 35-40 tys. żołnierzy), która zmusiła Smoleńsk do
kapitulacji.
Dzięki obszernym i różnorodnym materiałom źródłowym można także określić
- w dużym przybliżeniu - liczbę jeńców wziętych pod Orszą. Rzecz jasna,
między bajki należy włożyć upowszechnianą przez jagiellońską propagandę
informację o 1,5-2 tys. więźniów z wielkiej bitwy. Dość skrupulatne
rejestry jeńców moskiewskich w litewskiej niewoli sporządzone w łatach
1519, 1525 i 1538 (prócz jeńców spod Orszy wykazy wyszczególniają także
wziętych do niewoli w późniejszych kampaniach), jak również w miarę
wiarygodne kroniki litewsko-ruskie pokazują, że orszański łup Zygmunta
nie był aż tak okazały. Z tych źródeł i prawdopodobnej liczby osób
nieujętych w rejestrach wynika, że łącznie podczas batalii stoczonej w zakolu Dniepru do niewoli dostało się nieco ponad 1 tys. Rosjan, w tym
około 200 członków dworskiej i dumskiej elity oraz przedstawicieli
dworiaństwa moskiewskiego i prowincjonalnego. W rejestrach ujęto nieco
drobnicy pomiestnej, czyli służebnych Tatarów, piszczalników (strzelców)
i sług znakomitszych jeńców, ale chyba pominięto w nich masę dzieci
bojarskich (dzieci niższej szlachty) i służby bojowej oddanej w niewolę
prywatną, a także wyekspediowanych za granicę w charakterze podarunków
(mogło ich być nawet ponad 600).
Z najwyższych rangą dowódców do litewskiej i polskiej niewoli dostali
się: głównodowodzący Iwan Czeladnin, wojewodowie pułku głównego książęta
Michaił i Dymitr Bułhakowowie, wojewoda pułku lewej ręki kniaź Andriej
Oboleński, a także przedstawiciele bocznych linii Rurykowiczów: Iwan
Pronski, Jurij Diewa, Konstantin Zasiekin, Borys i Piotr Romodanowscy,
Borys Starodubski-Lalewski, Iwan Sielechowski oraz Piotr i Siemion
Putiatinowie. Listę jeńców dopełniała pokaźna grupa wpływowych bojarów
moskiewskich, od pokoleń służących wielkim książętom moskiewskim, m.in.
Iwan Pupka-Kołyczow, Daniło Pleszczejew-Basman, Dymitr
Kitajew-Nowosilcow, Włodzimierz i Andriej Kołyczowowie, Borys i Grigorij
Pleszczejewowie, Matwiej Wnukow-Nietsziczow, Iwan Jeropkin, Zachar i Timofiej Puszkinowie. Jeniecką niedolę dzielili z nimi znaczący
przedstawiciele dworiaństwa prowincjonalnego z regionów: nowogrodzkiego,
pskowskiego, kostromskiego, perejasławskiego, borowskiego, muromskiego,
kołomieńskiego i twerskiego: Naszczokinowie, Poliwanowowie, Wołyńscy,
Bestużewowie, Bibikowowie, Klesznikowowie i Skrupicynowie.
Zdecydowana większość z nich dokonała żywota w niewoli, tylko nielicznym
udało się wrócić do domów. Na przełomie 1514 i 1515 roku polski władca
wysłał z poselstwami do Italii, na dwór doży oraz do Rzymu, na Węgry i do Siedmiogrodu, a także na dwór księcia cieszyń skiego Kazimierza
kilkudziesięciu jeńców moskiewskich (zapewne dzieci bojarskich) w charakterze podarków. Papieżowi, a następnie doży, ogrom i wspaniałość
orszańskiego triumfu z żywą ilustracją jeńców miał przedstawić kasztelan
sochaczewski Mikołaj Wolski. Z misją na budzki dwór Władysława
Jagiellończyka pojechał zaś wojewodzic sandomierski Piotr Firlej.
Nie wszystko poszło jednak wedle planu. Królowi Zygmuntowi szyki
pokrzyżował cesarz Maksymilian I. W styczniu 1515 roku zdążający do
Italii orszak Wolskiego został na jego polecenie zatrzymany w okolicach
Innsbrucka: Austriacy "zarekwirowali" 14 Rosjan i odesłali przez Lubekę
i Inflanty do ojczyzny. Na nic się zdały protesty i interwencja polskiej
dyplomacji w stolicy Piotrowej. Prawda, papież Leon X obiecał wysłanie
dwóch breve: do Maksymiliana i wielkiego mistrza Albrechta, którego
abp Jan Łaski, ambasador Zygmunta w Rzymie, podejrzewał o inspirację
tego skandalu, jednak chyba skończyło się na obietnicy.
Los pozostałych jeńców był marny. "Najprzedniejszych po zamkach
litewskich rozsadzono". Lochy, w jakich przyszło im egzystować, zapewne
przypominały francuskie więzienie stanu w zamku d'If, które opisywał
Victor Hugo w powieści Hrabia Monte Christo. Różnica polegała na tym,
że nie mogli liczyć na wsparcie Hugowskiego księdza Farii i szczęście
uwięzionego Edmunda Dantesa. Litewscy strażnicy nie byli głupcami.
Najznakomitsi z jeńców, m.in. Czeladnin, Proński, Romodanowscy i bracia
Bułhakowowie, byli trzymani pod silną strażą, zakuci w kajdany (żelieza
na nich wsich cieły i na kotorom po dwoi żelieza i po wielikomu
łańcugu). Wyżywienie było kiepskie. Niektórzy otrzymywali skromne
porcje mięsa, jednak większość musiała się zadowolić przydziałem dwóch
bochenków chleba i racją soli dziennie. Osadzonych trzymano w Trokach,
Kownie, Słonimiu, Nowogródku, Grodnie, Brześciu, Drohiczynie i Mielniku.
Drobnicy jenieckiej również żyło się ciężko. Bywało, że jeńcy,
pozbawieni nadzoru i zaopatrzenia, tak jak w Grodnie, ratowali się
żebractwem (obroku im tam nicoho nie dajut, tolko szto sami Boh szto
wyprosjat, po miestu chodiat).
Część więźniów przekazano jako niewolną służbę urzędnikom i możnowładcom. W źródłach znajdujemy zapiski, że "dwóch pan
Zaberezienskij sobie wziął; Iwana Tatjanowa wziął pan Ilinić, a k tomu
Otiekowa Korol jego Miłosz panu wojewodzie krakowskomu otdał", dwóch
ciwun wileński (dzierżawca dóbr królewskich) Andrzej Butrym "otdał
powiedajut panom ljadskim". Takich sytuacji było zapewne o wiele więcej.
Z powodu urągających człowieczeństwu warunków niewoli - przynajmniej w pierwszych latach - śmiertelność wśród jeńców była wysoka. Według
rejestru z 1525 roku zmarło 59 Moskwicinów wziętych do niewoli w latach
1514-1519, a dziesięciu zbiegło (trzech zabito przy próbie ucieczki). Z kolei rejestr z 1538 roku wspomina o śmierci kolejnych 163 więźniów i ucieczce 26.
Chcecie jeńców, oddajcie miasta
Na los jeńców ogromnie wpłynęło to, że dyplomacja polsko-litewska
starała się ich wykorzystać jako kartę przetargową w negocjacjach ze
stroną moskiewską, chcąc w zamian za ich zwolnienie odzyskać utracone
ziemie, przede wszystkim Smoleńsk. Te zabiegi okazały się nieskuteczne.
Zdołano tylko nieco ulżyć doli więźniów. Gdy wielki książę moskiewski
Wasyl III upomniał się o uwolnienie ich z kajdan i umożliwienie udziału
w nabożeństwach, Zygmunt polecił zgromadzić przedniejszych jeńców w Wilnie i wymienić im masywne kajdany na lżejsze. W 1527 roku wielki
książę moskiewski uzależnił przedłużenie rozejmu z Litwą do pięciu lat
od wypuszczenia jeńców z lochu i zdjęcia im okowów, na co Litwini się
zgodzili.
Na tym gesty dobrej woli się skończyły. Nic dziwnego, że podczas
negocjacji w 1537 roku bojarzy moskiewscy odrzucili litewską propozycję
wymiany jeńców za Czernihów, odpowiadając twardo: "Jakże gosudar nasz
mógłby grody za jeńców oddawać? Wszak ci jakby umarli, gdy w niewolę
popadli. Można wymienić jeńców za jeńców, a nie grody za jeńców".
Dopiero w 1542 roku bojarzy moskiewscy zaproponowali stronie litewskiej
rezygnację z roszczeń do Homla w zamian za zwrot jeńców i włość
siebieską. Litwini podbili stawkę, żądając oddania innych grodów:
Czernihowa, Mhlina, Popowej Hory, Droków, Siebieża, Wieliża i Zawołocza.
Apetyty litewskich dyplomatów nie zostały zaspokojone, gdyż bojarzy
trzeźwo stwierdzili, że "wielu [jeńców] pomarło, a ostało u was
niewielu, a i ci już starzy".
W 1549 roku Iwan IV Groźny próbował wykupić z niewoli pozostających przy
życiu niedobitków orszańskiej epopei. Przeznaczył na ten cel pokaźne
środki - 2500 rubli. Car polecił kierującemu wtedy moskiewskim
poselstwem Michaiłowi Morozowowi zaakcentować wymiar moralny propozycji:
wszak jeńcy byli już w mocno zaawansowanym wieku, a więc nie nadawali
się do służby, a car, wykupując ich z niewoli, chce, aby przed śmiercią
zobaczyli swego władcę i rodziny. Jednak Litwini odrzucili i tę
propozycję.
Wreszcie w 1551 roku Zygmunt August zlitował się nad kniaziami Michaiłem
Bułhakowem-Golicą i Iwanem Sielechowskim, którzy jako jedyni spośród 50
najważniejszych jeńców przetrwali gehennę 37-letniej niewoli, i wypuścił
ich bez wykupu. Wraz ze zwolnionymi przekazał posłanie, w którym
zaakcentował swoje miłosierdzie, właściwe wszystkim chrześcijańskim
monarchom, i podkreślił, że nie było na nie stać Wasyla III i jego syna.
Kniaź Bułhakow-Golica dożył swych dni w Moskwie, uhonorowany przez cara
miejscem w Dumie bojarskiej i stanowiskiem doradcy wielkiego księcia
Jurija Wasiliewicza. Zmarł w 1554 roku. Pozostali jeńcy spod Orszy
spoczęli w litewskiej i polskiej ziemi.