Rozdział III
- Co powiedziałeś?! - wykrzyknął Kragus, nie mogąc uwierzyć w to, co przed momentem usłyszał.
- Miałem brata o imieniu Nerulian - powtórzył w miarę spokojnie Nasturion. - Chociaż może powinienem raczej powiedzieć, że nadal mam...
- Ale jak to się stało, że twój brat stał się potworem? - zapytał Lordan.
- To by się zgadzało z tym, jak go zapamiętałem - stwierdził młody wojownik Tera'Danu. - Nerulian od małego marzył o tym, żeby zostać najbardziej znanym i najlepszym łowcą smoków na świecie. Wtedy oczywiście nie mieliśmy pojęcia o istnieniu smoczar ani ich związku z latającymi bestiami.
- A jak twoi rodzice reagowali na jego... dziwne ambicje? - drążył mędrzec.
- Nikt nie brał na serio słów małego dziecka, a później młodego i niedoświadczonego wojownika. Nikogo zresztą nie mogły dziwić takie zainteresowania, prawda?
Lordan przytaknął.
- Te kilka jaszczurek, które Nerulian zabił, nie czyniły z niego od razu łowcy smoków - kontynuował Nasturion. - Co prawda czasem znikał na wiele godzin, jednak przeważnie wracał przed zmierzchem. Ogólnie nie sprawiał problemów.
- A kiedy widziałeś go po raz ostatni? - wtrącił Kragus.
- Niech pomyślę - zastanowił się Nasturion, po czym na chwilę zamilkł. - Prawdopodobnie kilka lat przed rzezią armii Vasenlona na krasnoludach. Rodzice już dawno nie żyli i byłem jedyną osobą, która interesowała się tym, co robił mój brat. Pamiętam ten dzień jak przez mgłę. Obudziłem się dosyć późno, ale na tyle wcześnie, żeby zdążyć zapytać Neruliana, dokąd idzie. Odpowiedział, że tam gdzie zawsze, i dziwnie się uśmiechnął.
- Co rozumiesz przez słowo "dziwnie"? - zapytał Lordan.
- Wtedy nie wiedziałem, lecz teraz jestem pewien, że udało mu się wytropić smoka, a ów dzień miał zadecydować o tym, czy Nerulian nadaje się na łowcę.
- Twój braciszek chciał zaatakować bestię, żeby się przekonać, czy jest w stanie ją zabić? - zapytał barbarzyńca.
Nasturion potwierdził.
- Co się stało tego dnia? - niecierpliwił się mędrzec.
- Czekałem na jego powrót do późnego wieczoru. Już nie raz się zdarzało, że wracał późno w nocy. Wtedy jednak ogarnął mnie niewytłumaczalny niepokój. Jakbym przeczuwał, że stanie się coś złego. Postanowiłem, że ruszę na poszukiwania, jeśli Nerulian długo nie będzie wracał. Tak też się stało. Poszedłem do króla i poprosiłem o kilku żołnierzy. Nie chciałem się zapuszczać sam do ciemnego lasu. Prawdopodobieństwo, że spotkam tam zbójców, było bardzo duże. Wolałem nie ryzykować. Wyruszyło nas chyba kilkunastu. Całą noc przeszukiwaliśmy okoliczne lasy oraz miejsca, w których zwykł polować Nerulian. Tamtej nocy na szczęście nie padało, więc deszcz nie zmył śladów, które znaleźliśmy nad ranem...
- Śladów? - powtórzył z przejęciem mędrzec.
- Na polanie tuż za lasem widać było pozostałości po walce, która rozegrała się najpewniej poprzedniego dnia albo nocy. Zobaczyliśmy ludzką krew wymieszaną z inną. Od razu się zorientowaliśmy, że to smocza. Nerulian musiał tam stoczyć zaciętą walkę. Wtedy byłem przekonany, że w niej poległ. Na tym zakończyliśmy poszukiwania. Żaden z żołnierzy nie chciał ryzykować życia. Poza tym wszyscy byliśmy zmęczeni po nieprzespanej nocy. Później, podczas codziennych konnych przejażdżek, jeszcze długo szukałem śladu brata, ale na próżno.
- Współczuję - powiedział Lordan. - Z pewnością bardzo to przeżyłeś.
- Nerulian był moim ostatnim tak bliskim krewnym. Cała moja rodzina i bliscy odeszli. Został mi jedynie Plution Czwarty, jednak wszyscy wiemy, że pokrewieństwo z osobą na tak wysokim stanowisku nie jest tak odczuwane. Król nie może sobie pozwolić na spacery po lesie, ogniska, zabawy ani na żadne przyjemności, które kochałem. Spotkanie w jadalni bądź sali tronowej to nie to samo.
- Wiem, że trudno to porównywać, ale ja także jestem samotny. - Kragus próbował pocieszyć przyjaciela.
- Tylko powód twojej samotności jest nieco inny. - Młody wojownik skrzywił się na myśl, że barbarzyńca zamordował własną rodzinę. Po tylu wspólnie spędzonych chwilach dziwił się, że jego towarzysz broni był w stanie dokonać tak strasznego czynu. Najwyraźniej czas spędzony z istotami pokroju Elliana odmienił wodza barbarzyńców. Prawdopodobnie nie byłby już w stanie skrzywdzić żadnego ze swoich bliskich.
- To nie ma teraz znaczenia - stwierdził Lordan. - Musimy zastanowić się nad jakimś planem.
- Już go wymyśliłem - rzekł Nasturion. - Wyruszę do Wykopalisk, odnajdę Neruliana i postaram się sprowadzić go do Tera'Danu.
- Pójdę z tobą! - zaoferował się Kragus.
- Nie możecie iść sami - zaoponował mędrzec. - Ta bestia jest niepoczytalna. Mimo że to twój brat, nie wiesz, czy cię rozpozna. Nie pozwolę wam iść tylko we dwóch.
- Już podjęliśmy decyzję. - Kragus wybuchnął rozbrajającym śmiechem, po czym razem z przyjacielem odwrócił się i pobiegł na południowy zachód.
- Poczekajcie! - krzyknął za nimi Lordan. - Dam wam chociaż parę cennych wskazówek!
- Spokojnie - odrzekł barbarzyńca, odwróciwszy się za siebie. - Już nieraz wychodziliśmy z gorszych opresji. Damy sobie radę.
- A umiecie czytać w języku smoczar?
Wojownicy stanęli jak wryci. Zupełnie nie pomyśleli o tym, że aby otworzyć bramę, trzeba odczytać słowa zapisane w języku smoczych dam.
- No dobra, wygrałeś - skapitulował Kragus. - Co musimy wiedzieć?
Lordan zaczął recytować z pamięci fonetycznie słowa, za których pomocą otworzył niegdyś bramę. Dla pewności kazał obu towarzyszom broni się ich nauczyć. Czasu zostało co prawda bardzo mało, ale wystarczyło na to, aby barbarzyńca i młody człowiek opanowali zaklęcie otwarcia więzienia.
- Powinieneś uciekać - poradził mędrcowi Nasturion. - Wszyscy żołnierze dawno powędrowali do Królestwa. Nasze drogi rozchodzą się w tym miejscu. W pojedynkę nie dasz rady przeciwstawić się potędze Uroola, a z oddali słychać już, że jego armia nadciąga. Spieszmy się!
- Racja - przyznał starzec i bez zbędnych formalności oddalił się od towarzyszy.
Wojownicy także nie marnowali czasu. Pognali w swoją stronę. Mroczny cień Uroola zaczął docierać do tej krainy.
***
Kragus i Nasturion biegli przez pola porośnięte bujną trawą, która teraz bardzo utrudniała im ucieczkę. Co jakiś czas jeden z nich potykał się albo upadał. Kiedy znaleźli się w sporej odległości od mostu prowadzącego do Widmowego Lasu, dowódca wojsk Tera'Danu zarządził chwilę przerwy.
- Wydaje mi się, że jesteśmy już dostatecznie daleko - wysapał. - Urool nie będzie nas ścigał. Ma przecież inne cele.
- Na przykład elfy i smoczary - przyznał barbarzyńca. - Prawdopodobnie także Królestwo.
- Tego się właśnie najbardziej obawiam. Nie jesteśmy na tyle dobrze uzbrojeni, żeby stawić czoło armii Thanazzaru, a co dopiero jego władcy. Mam złe przeczucia. Nawet jeśli przekonamy Neruliana do walki, i tak nie będzie dla nas wystarczająco potężnym wzmocnieniem.
- Radzę poczekać na zweryfikowanie jego siły. Lordan twierdzi, że to niezwykle silna istota. Nasza wyprawa jest warta ryzyka.
Nasturion się uśmiechnął.
- Wiem. Dlatego postanowiłem się tym zająć osobiście.
- A że beze mnie przepadłbyś gdzieś w górach, czuję się zobowiązany ci pomóc. - Wódz barbarzyńców jak zwykle próbował obrócić sytuację w żart, po uwolnieniu Uroola jednak nie miał już tak wyrafinowanego poczucia humoru jak kiedyś.
- Jasne, jasne. Prowadź więc, mój wybawco i opiekunie.
Ruszyli dalej pewnym krokiem. Nie biegli już, ponieważ ryzyko, że ktoś będzie ich ścigał, było niewielkie. Przeklęta istota nie zwracała uwagi na pojedynczych śmiertelników, których mogła zabić samym oddechem. Najważniejszy cel stanowili: Uraniel, Ierana oraz przede wszystkim Negotramoniax. Zgładzanie po drodze przypadkowych istot oraz pustoszenie krain to jedynie przyjemny dodatek, na który Urool pozwalał swoim sługom.
Zapadła noc. Wódz barbarzyńców i jego towarzysz broni postanowili rozpalić ognisko, jak mieli w zwyczaju podczas długich wędrówek. Burzowe chmury, które zawisły niemal nad całym Widmowym Lasem, jeszcze nie dotarły w to miejsce, zatem podłoże pozostawało suche. Nie było żadnego zagrożenia, które mogli na siebie sprowadzić tej nocy, zatem uznali rozmowę i sen przy ogniu za bezpieczną przyjemność, jeśli można tak określać spędzanie czasu ze świadomością, że zagłada świata jest blisko.
- Robi się chłodno - stwierdził Nasturion, dokładając drewna do płomieni. - Dobrze, że uzbieraliśmy dosyć dużo zapasu.
- Nie zapominajmy o odważnym wojowniku, który umie rozniecać ogień we wszystkich warunkach oraz upolować nawet zająca na kolację.
Kragus miał na myśli oczywiście siebie. Jego żart wywołał uśmiech na twarzy Nasturiona. Ciężar, który wszystkie dobre istoty nosiły teraz na barkach, był niemal nie do zniesienia, zatem chwila beztroski działała wręcz zbawiennie.
- Kładziemy się spać? - zapytał barbarzyńca, kończąc mięsną kolację. - Noc wydaje się spokojna, więc rozsądnym będzie wykorzystać dobrodziejstwo natury.
Dorzucili resztę drwa, a następnie ułożyli się w bezpiecznej odległości od ognia i zamknęli oczy. O dziwo Nasturion zasnął wcześniej niż Kragus.
Noc jednak nie przyniosła upragnionego wypoczynku. Oto po zaledwie dwóch, może trzech godzinach rozszalała się potężna burza. Śpiących przy wygasłym ognisku przyjaciół obudził już pierwszy grzmot.
- Co się dzieje? - warknął Kragus. - Zapowiadało się na spokojną noc i piękny dzień!
- Najwyraźniej się pomyliłeś. Chodź, poszukajmy schronienia.
Solidna ulewa w połączeniu z gwałtowną burzą nie pozwoliła wojownikom odpocząć. Biegli zlani strugami deszczu w nieznanym kierunku, rozglądając się za jakąś grotą.
- Może niedługo przejdzie - rzekł z nadzieją Nasturion.
- Nie liczyłbym na to.
- Dlaczego?
Barbarzyńca nie odpowiedział, lecz wskazał palcem ścianę skalną, u której podnóża widniała wyżłobiona prawdopodobnie przez wodę średnich rozmiarów szczelina.
- Biegniemy tam! Potem wszystko wyjaśnię.
Szybko znaleźli się w wyznaczonym miejscu. Na szczęście krainy świata Wewnętrznego pełne były - oprócz dużych lasów - skalnych pagórków stanowiących pozostałość po prastarych bestiach. Część z nich zniszczyła się czy to przez wiatr, czy to przez wody opadowe, zatem szczeliny i jaskinie nie były tutaj niczym niezwykłym.
Szczelina przebiegała tak, że niestety dostawały się do niej krople deszczu. W ciemnościach trudno było znaleźć lepsze schronienie, a czasu pozostawało coraz mniej.
- To istne oberwanie chmury! - krzyknął Kragus, ledwo łapiąc powietrze. Deszcz padał nienaturalnie mocno, a potworny huk piorunów nie pozwalał słyszeć osoby stojącej tuż obok.
Barbarzyńca wskazał na pobliskie drzewa.
- Łamiemy gałęzie! - krzyknął. - Tyle, ile się da!
Nasturion wykonał polecenie towarzysza. Po chwili znajdował się pod drzewem, gdzie krople nie spadały tak mocno i gęsto jak na wolnym powietrzu. Natychmiast wyciągnął miecz i jął odcinać gałęzie, a Kragus skrupulatnie je zbierał.
- Wystarczy! Chodź!
Wojownicy wrócili ku szczelinie. Kragus nakazał Nasturionowi ruchem ręki wejść do środka. Chociaż wejście było dosyć szerokie, poharatał sobie ręce.
- Tu jest woda! - krzyknął do przyjaciela. - Jeżeli tego nie zatrzymamy, szczelina zaraz się przepełni.
- Czekaj - uspokajał barbarzyńca. Deszcz siekł tak mocno, że wojownik oddychał z trudem.
"Przeklęty Urool!" - pomyślał. "Ta ulewa nie jest czymś naturalnym, więc to musi być jego sprawka".
Przyjaciel Elliana nie pomylił się ani trochę. Zanim zapadł wieczór, Urool rzucił zaklęcie, każąc chmurom zrzucić ogrom wody na dobre istoty. Z taką samą pogodą zatem mieli do czynienia Lordan oraz magowie i żołnierze wracający do Królestwa. Czarodzieje na szczęście rzucili odpowiednie osłony, dzięki którym większość ludzi była bezpieczna. Urool jednak osiągnął cel, który w tej chwili wydawał się istotniejszy: wyczerpać przeciwnika i nie dać mu spokojnie spać. To z pewnością wpłynie negatywnie na morale i ułatwi rozprawienie się z wrogiem. Zwyczajny mord nie był tym, co Urool poprzysiągł śmiertelnikom. Chciał najpierw ich nastraszyć, później zmęczyć, a na końcu zarżnąć jak zwierzęta.
- Trzymaj je mocno! - Kragus podał gałęzie Nasturionowi, sam zaś wszedł do szczeliny. Kiedy znalazł się w środku, zaczął układać kawałki drewna na grubym patyku, który przed chwilą z trudem tu zaciągnął. Dzięki współpracy przyjaciele osiągnęli sukces. Po wyczerpującym łataniu szczeliny udało im się skierować strumień deszczówki poza schronienie. Co prawda spadały im na głowę liczne krople, lecz było to nic w porównaniu z tym, co mogło ich czekać, gdyby nie znaleźli tego miejsca.
- Miejmy nadzieję, że ten prowizoryczny dach wytrzyma. - Nasturion westchnął, patrząc, jak gałęzie uginają się pod wpływem ciężkich niczym ołów kropli. Był przemoczony do suchej nitki. Na razie jednak nie odczuwał zimna.
- Musi. W przeciwnym razie będzie z nami kiepsko.
Deszcz nie ustawał przez całą noc. Co prawda nie mieli już do czynienia z tak potężną ulewą jak na początku, ale spanie poza jaskinią nie było możliwe. Potoki zamieniły się w rwące rzeki, a na gruncie zalegało kilkanaście centymetrów wody. Tę część świata Wewnętrznego w ciągu paru godzin nawiedziła taka powódź, jakiej Nasturion ani Kragus nie doświadczyli w całym swoim życiu.
Nad ranem wreszcie przestało padać. Przemoczeni wojownicy postanowili odpocząć przez kilka chwil w tym miejscu. Od momentu wejścia do szczeliny nie zmrużyli oka, więc parę godzin snu im się należało. Odrzucili gałęzie i wyszli na zewnątrz. Kiedy spojrzeli za siebie, zobaczyli kamienistą górę porośniętą zwyczajną trawą. Owa szczelina została zapewne wykopana przez zwierzę. Bardzo silne, skoro potrafiło się przebić przez wielkie kamienie. Była to po prostu zwyczajna jama z nieco wysuniętym do przodu wejściem. Gdyby nie wypełniała jej woda, Nasturion odkryłby wcześniej, że poniżej znajdowała się większa grota.
- Jaka bestia kopie norę tak wysoko? - zastanawiał się na głos. Faktycznie, do środka można było wejść, wspinając się nieco nad ziemię, a potem schodząc niżej. - Nie lepiej byłoby kopać przy samym gruncie?
- Może skały były w tym miejscu nadkruszone albo miększe? Mamy ogromne szczęście, że nie zastaliśmy tu gospodarza. Po rozmiarach groty wnioskuję, że nie są to królik ani chomik.
- Co teraz? Gdzie się położymy?
Rozejrzeli się, lecz nie znaleźli żadnego wygodnego miejsca. Woda w dalszym ciągu płynęła strumieniami, nie oszczędzając nawet jednego skrawka ziemi. Wpadli więc na pomysł, żeby wspiąć się na górę i tam odpocząć. Kilka chwil później leżeli na wilgotnych kamieniach pogrążeni we śnie. Słońce przedzierało się przez chmury, zatem robiło się cieplej.
***
Kragusa obudziło drapanie po plecach. Początkowo uznał je za przyjemne, kiedy jednak zorientował się, że jedyną osobą, która może go dotykać, jest Nasturion, powiedział:
- Rozumiem, że jesteśmy do siebie przywiązani, ale chyba nie aż tak?
Odpowiedziały mu cisza i kolejne, mocniejsze drapnięcie.
- Hej! To boli!
- O co ci chodzi? - zapytał sennym głosem przyjaciel.
Barbarzyńca poczuł się niepewnie. Podniósł powieki i ujrzał Nasturiona. Skoro leżał przed nim, to kto cały czas go drapie? Ostrożnie odwrócił głowę i zobaczył ogromny pysk brunatnego niedźwiedzia wąchającego jego ciało.
- Nasturionie! Popatrz!
- Już wystarczająco naoglądałem się twojej twarzy. Daj mi jeszcze pospać.
Kragus usiadł. Cofając się powoli na tyłku, ponownie nakazał przyjacielowi otworzyć oczy.
- Nie wiem, o co ci chodzi, ale jeśli to kolejny kawał, masz przechlapane.
Dowódca wojsk Tera'Danu podniósł głowę. Gdy zobaczył zwierzę, natychmiast odskoczył.
- Chyba wiemy, od kogo wynajęliśmy pokój na noc - stwierdził Kragus, nad którym właśnie nachylała się bestia. - Najwyraźniej nie zapłaciliśmy odpowiednio dużo i teraz się denerwuje.
Zwierzę jednak nie wyglądało na specjalnie rozgniewane. Wprawdzie dość szczegółowo obwąchiwało barbarzyńcę, ale wyglądało to raczej na wyraz ciekawości niż niepokoju.
- Jak powinienem ci pomóc? - zapytał wojownik Królestwa, bardziej struchlały niż towarzysz. - Nie mogę zaatakować, bo mógłbyś przez to porządnie ucierpieć.
- Poczekaj. Nie wydaje mi się, żeby był wrogo nastawiony. Co więcej, wygląda na przestraszonego.
- Faktycznie, masz nad nim bezsprzeczną przewagę - ironizował młody człowiek. - Twoja postawa doprowadza go do paniki.
- Nie o to chodzi. - Kragus powoli wstał na nogi. Niedźwiedź uważnie go obserwował. - Pamiętasz, co mówiły elfy i smoczary? Kiedy przeklęta istota jest na wolności, wszystkie bestie są przerażone. Gdyby nie to, misiek nie pozwoliłby nam się obudzić, tylko rozszarpałby nas we śnie. Możemy to wykorzystać.
- Jak? - Nasturion nie ukrywał zdziwienia.
- Możemy zyskać tymczasowego towarzysza podróży.
- Po co nam niedźwiedź? - Młody człowiek nie rozumiał. - Raczej nie przyda się w potencjalnym oblężeniu.
- Wiem. - Kragus się uśmiechnął. - Ale to zwierzę. Z całym szacunkiem do twojego brata, lecz on też ma w sobie coś z bestii. Istnieje niewielka szansa, że na widok naszego sprzymierzeńca w postaci niedźwiedzia nie zaatakuje nas.
Nasturion popatrzył na kudłate stworzenie i odezwał się ponownie:
- Musisz tylko przekonać miśka do tego, żeby się do nas przyłączył. - W jego głosie pobrzmiewała ironia.
- Żebyś wiedział. - Barbarzyńca stanął naprzeciw niedźwiedzia i wyciągnął do niego rękę. - Nie bój się, kolego - przemówił cichym głosem. - Nie chcę ci wyrządzić krzywdy.
Zwierzę zaczęło wąchać dłoń człowieka, lecz po chwili gwałtownie odsunęło od niej pysk. Kragus ponownie się do niego zbliżył i spróbował je pogłaskać, lecz ono cofało się za każdym razem, kiedy wódz barbarzyńców zrobił krok do przodu.
- Ależ ty masz zdolności treserskie - naigrawał się z niego Nasturion. - Powinni się od ciebie uczyć najlepsi.
Kragus pozostawał niewzruszony i nadal starał się oswoić niedźwiedzia. Jego trud przyniósł pierwszy efekt po kilku minutach. Stworzenie zaczynało obdarzać człowieka zaufaniem i pozwoliło mu się pogłaskać.
- Jego serce gna jak szalone - szepnął barbarzyńca. - Bije tak szybko, że wyczuwam je, nawet głaszcząc głowę.
- Najwyraźniej za dużo rzeczy spadło w jednej chwili na tę istotę. Urool, ulewa, no i my.
- Dobrze, ruszajmy już. Nieprzyjaciel gromadzi się już pewnie za Widmowym Lasem.
Wojownicy oraz niedźwiedź pomaszerowali w dalszą drogę, aby odnaleźć Neruliana, który mógłby się stać kolejnym sojusznikiem w starciu z niewyobrażalną potęgą Uroola z Thanazzaru.