Boże, jaki miałam koszmarny sen - powiedziała z przejęciem Olga, widząc, że jej mąż otworzył w końcu oczy.
Nie chciała go wcześniej budzić, ale nie mogła się już doczekać, kiedy wstanie. Przyjechał wczoraj późno i wiedziała, że był wykończony. Ale na Boga! Ile można spać? Zwłaszcza że noc upłynęła im spokojnie, bo dziewczynki przebywały u Elwiry. Wtuliła się w niego mocno i nie miała zamiaru go puszczać. Na szczęście i jemu te przytulanki przypadły do gustu, choć chyba mylnie je zinterpretował. Zsunął rękę z pleców na jej udo i zaczął je gładzić.
- To mówisz, że dzieci nie ma, zwierzaki wypuściłaś na dwór - szeptał namiętnie - a ty potrzebujesz sennego pocieszyciela? - Uśmiechnął się delikatnie, po czym pocałował ją w usta.
- Kornel! - Wzdrygnęła się i spojrzała na niego, jakby widziała go pierwszy raz w życiu.
- No co? - Zaśmiał się, choć nie do końca zrozumiał, o co jej chodzi. - A, dobra, już wiem. - Wyskoczył i niemal rzucił się biegiem do łazienki. Kiedy dokładnie wyszorował zęby, wrócił pod ciepłą kołdrę. Poranny seks bez mycia zębów możliwy jest tylko na filmach.
- Ha, ha, wariacie! - Chwyciła się za czoło. - Nie o to mi chodziło, ale miło, że pomyślałeś.
- Hmmm... - Przytulił ją mocno. - Wygląda na to, kochanie, że tym razem naprawdę miałaś zły sen i nie są to żadne poranne zabawy... - powiedział poważniej.
Jego ciepło dawało jej ukojenie i poczucie bezpieczeństwa. Wtulali się w siebie nadzy i spragnieni bliskości. Ostatnie dwa tygodnie spędzili osobno. Po podpisaniu dwa miesiące temu umowy na zakup domu w Sobieszowie odbyli poważną dyskusję. Kornel nie wyobrażał sobie nadal utrzymywać się z pensji policjanta. Sam może jakoś dałby radę, ale chcąc zapewnić rodzinie dostatni byt, wiedział, że musi podjąć drastyczną decyzję. Odszedł ze służby. Już od jakiegoś czasu dostawał od swoich warszawskich kolegów propozycje nie do odrzucenia, z których wcześniej nie decydował się skorzystać. Ciągle coś mu przeszkadzało. Najpierw wypadek Oli, potem śledztwo w szeregach CBŚ, później zakochał się w Oldze i razem przechodzili przez wiele problemów związanych z jej zagrożoną ciążą i Pawłowskim - ojcem dziecka, a kiedy Zuzia się urodziła, po prostu nie chciał zostawiać ich na dłużej niż to konieczne. Ale teraz, kiedy zamieszkała z nimi jego jedenastoletnia córka Ola, wiedział, że musi podjąć tę decyzję. Odszedł z policji i zatrudnił się w niemieckiej firmie szkolącej ochroniarzy dla zamożnych obywateli. Został wykładowcą, nauczycielem lub mentorem - jak kto woli. Ta praca wiązała się z częstymi wyjazdami, ale kiedy przebywał w domu, mógł się poświęcać rodzinie w stu procentach, a co najważniejsze, nie musieli się już martwić o pieniądze.
- Chcesz pogadać o tym, co ci się śniło? - zapytał ciepłym głosem.
- Nie. - Podniosła głowę znad jego klatki piersiowej i spojrzała mu głęboko w oczy. - Teraz chcę się z tobą kochać. - Uśmiechnęła się zalotnie. - I tak, byłam już rano w łazience umyć zęby. - Roześmiała się, a on do niej dołączył.
Tego ranka nie musieli się spieszyć. Kochali się powolnie, może nawet lekko leniwie, rozkoszując każdym centymetrem swoich ciał, każdym dotykiem i każdą pieszczotą. Upajali się własną obecnością, uważnością na potrzeby partnera, doznawali spełnienia, patrząc sobie w oczy. Takie chwile bywały rzadkością, odkąd zamieszkali w czwórkę. Dlatego starali się je celebrować.
- Tak bardzo cię kocham - wyszeptała mu do ucha, kiedy po seksie leżała na nim. - Bardzo tęskniłam.
- Ja ciebie bardziej... - Przykrył ich kołdrą i razem zasnęli jeszcze na chwilę.
Śniadanie przygotowali dopiero koło dwunastej, a na obiad planowali wybrać się do restauracji razem w dziećmi.
- Może na rybę? Do Zachełmia albo Sosnówki? - zaproponowała, obierając skórkę z pomidora. Odkąd zaczęła podawać Zuzi warzywa, ten nawyk wszedł jej tak w krew, że dla nich też obierała.
- Czemu nie - przytaknął, wyciągając z wody gotujące się cienkie kiełbaski, białe dla Olgi, ciemne dla siebie.
- Jak było? Opowiadaj - poleciła, siadając do stołu.
- W porządku - podsumował krótko.
- W porządku? - zdziwiła się. - Nie ma cię dwa tygodnie i tylko tyle masz mi do powiedzenia? - oburzyła się.
Spojrzał na nią spode łba i się zaśmiał.
- Przecież codziennie rozmawialiśmy na Teamsie. - Pokręcił z niedowierzaniem głową.
- No, niby tak, ale może nie mogłeś mówić wszystkiego. - Jej zielone oczy zwęziły się, kiedy obserwowała go uważnie.
- Że niby ktoś trzymał mi pistolet przy skroni i kazał zeznawać, że Niemcy to kraj mlekiem i miodem płynący? - Zarechotał.
Klepnęła go z naganą w ramię i udała naburmuszoną.
- Dobra, nie chcesz mówić, nie mów. Tak się właśnie rozpadają małżeństwa - rzuciła, udając poważny ton.
- Chodź, to pokażę ci, jak się godzą. - Przyciągnął ją do siebie, posadził na kolanach i zaczął opowiadać. - To naprawdę bardzo dobra praca. Ale nie mam tam czasu na nic innego. Od rana do wieczora szkolenia. Strzelnica, orientacja w terenie, zasady bezpieczeństwa, nowoczesne technologie, logistyka wystąpień publicznych i dziesiątki tematów, które trzeba ogarnąć. Jak chcesz, to może przy następnym wyjeździe przyjedziecie mnie odwiedzić z dziewczynkami? - zaproponował, choć doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest to najlepszy pomysł, bo trudno będzie mu wygospodarować dla nich czas.
- Zobaczymy... - Wstała i zaczęła sprzątać po śniadaniu.
- Lepiej powiedz, co cię tak męczyło w nocy. Rzucałaś się po łóżku jak ryba wyjęta z wody.
- Siedzą mi w głowie rodzice. Po tym, jak niepotrzebnie - podkreśliła z wyrzutem ostatnie słowo - dałam się przekonać Elwirze do odnowienia kontaktów, ciągle mam koszmary senne.
- Skoro to dla ciebie taki wysiłek, może trzeba to przerwać?
- Nie mogę. Obiecałam i dotrzymam słowa. Zresztą, wiesz, w jakim była złym stanie po akcji z Niedzielskim. Wiadomość, że jestem gotowa wybaczyć rodzicom i stworzymy jedną, wielką, szczęśliwą rodzinę, podniosła ją na duchu. Zupełnie tej dziewczyny nie rozumiem. Nie wiem, dlaczego tak do tego dąży.
- Może potrzebuje poczucia stabilizacji i bezpieczeństwa - zasugerował. - Nie, żebym się gloryfikował, ale mam nadzieję, że ty doszłaś w życiu ze mną do momentu, kiedy czujesz się bezpiecznie, ona chyba nadal szuka spokoju.
- Masz rację i dlatego muszę to dla niej zrobić - powiedziała zdecydowanym głosem. - Choć jakoś nie wydaje mi się, żeby nasi starzy mogli dać komukolwiek stabilizację i poczucie bezpieczeństwa.
- Mówiłaś, że naprawdę przestali pić i od roku mają stałą pracę, tak?
Nie chciała już o nich rozmawiać. Skinęła jedynie głową i przeszła do milszego tematu.
- Jest nadzieja, że i dla mojej siostry zaświeci słońce miłości... - Uśmiechnęła się znacząco.
- To znaczy? - zaciekawił się.
- Spotyka się z kimś. A żeby było bardziej niesamowicie i wciągająco, to powiem ci, że uważa go za tego jedynego, którego wybrał dla niej los.
- Ooo! A na czym opiera tę hipotezę? - Kornel wziął się do zmywania garnka po kiełbasie.
- Okazało się, że ten chłopak, na którego kiedyś wpadła przy osiedlowej żabce, naprawdę ma na imię Leon i że od jakiegoś czasu był nią zauroczony.
- Poważnie? No to superwiadomość - uznał, wycierając ręce w ręcznik. - Co to za buczenie?
- Co?
- Nie słyszysz? - Poszedł do sypialni, skąd przyniósł jej wibrujący telefon.
- Cholera, Michalik - przeklęła, patrząc na wyświetlacz. - Wiesz, że jeżeli odbiorę, pomimo że mam wolny dzień, to może się okazać, że przestanie być wolny? - Spojrzała mężowi w oczy, jakby pytając o zgodę. Aparat ucichł, by po chwili znów zabrzęczeć w jej dłoni.
- No, odbierz - polecił. - Przecież wiem, że nie wybaczyłabyś sobie, gdyby jakaś gruba sprawa przeszła ci koło nosa. - Zaśmiał się i poszedł pod prysznic.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki