Rozdział 2
Avery
Warkot podkręcanych obrotów silników przebija się przez ciemność, gdy Quinn wyrzuca rękę przez okno od strony pasażera w moim Bronco i wskazuje wolne miejsce na parkingu.
- Tam - mówi.
- Mówiłaś chyba, że to małe wydarzenie. - Skręcam kierownicą.
- Mój facet to nie byle kto. - Quinn wzrusza ramionami i posyła mi uśmiech.
Błysk połyskującej czerni i srebra, które wyłapuję kątem oka, sprawiają, że wciskam gwałtownie hamulec. Piszczę, kiedy motocykl zatrzymuje się tuż przed maską. Wymuskany i lśniący, w świetle reflektorów wygląda jak nowy.
Kierowca ubrany jest od stóp do głów w strój tego samego koloru co jego motocykl - na czarno. Jedyny widoczny skrawek skóry to fragment jego kolana wystający spomiędzy rozdarcia w dżinsach. Przez ciemną szybkę kasku nie widzę jego oczu, lecz dreszcz spływa mi po kręgosłupie, gdy wpatrujemy się w siebie w napięciu.
- Dupek - mamroczę, uderzając dłonią w kierownicę.
Motocyklista odjeżdża pospiesznie i znika między rzędami pojazdów.
Po zaparkowaniu Quinn prowadzi mnie na wydarzenie. Stadion zlokalizowany jest na świeżym powietrzu, z odkrytymi trybunami po obu stronach toru.
Zebrało się mnóstwo ludzi. Rodziny z małymi dziećmi w słuchawkach wygłuszających i zakochane pary, a wzdłuż płotu oddzielającego tłum od toru zaparkowane są w grupach motocykle. Ich właściciele stoją obok, obserwując rozgrywkę.
Na środku ustawiono dużą rampę, a wokół niej rozmieszczono mniejsze o różnych rozmiarach. Zawodnicy na zmianę wjeżdżają na główne podwyższenie i wykonują akrobacje: przekręcają się do góry nogami, obracają w powietrzu, trzymając się tylko siedzenia lub uchwytów, z nogami wyrzuconymi na boki albo nad głową, a na koniec lądują zaledwie sekundy przed tym, jak siadają na maszynie.
- Jesteśmy spóźnione? - pytam Quinn, podążając za nią do dalszej części trybun.
- Nie! - krzyczy przez ramię, żeby przebić się przez hałas. - Dopiero się rozgrzewają!
Kiedy zbliżamy się do kolejnego dużego skupiska ludzi przy ogrodzeniu, niektórzy z nich na mnie spoglądają. Wokół nich tłoczy się jeszcze więcej facetów z motocyklami i dziewczyn - te ostatnie noszą krótkie spodenki lub obcisłe dżinsy. Zdecydowanie króluje tutaj czerń.
Ostatecznie zrezygnowałam z sugestii Quinn dotyczącej stroju i postawiłam na coś swojego. Może moja jasnoróżowa koronkowa sukienka i białe trampki nie są odpowiednim wyborem na takie wydarzenie, ale nie wychodziłam nigdzie od pierwszego tygodnia szkoły i chciałam wyglądać uroczo.
Zwłaszcza jeden facet przykuwa mój wzrok. Jestem na dziewięćdziesiąt dziewięć procent pewna, że to koleś z parkingu, choć oni wszyscy wyglądają podobnie. Pozbył się kurtki, a czarny podkoszulek podkreśla jego muskularne ramiona, plecy oraz tatuaże zdobiące jego ciało od pleców aż po palce.
Siedzi na motocyklu, z dłonią spoczywającą na udzie, a drugą trzyma kask. Jego poza kipi pewnością siebie i luzem.
Wokół niego uformował się tłum, faceci i dziewczyny rywalizują o jego uwagę. Może mieć od dwudziestu do dwudziestu pięciu lat. Krótkie, pofalowane włosy w ciepłym odcieniu brązu są w nieładzie, pewnie przez kask, a może przeczesywał je palcami. Albo - co uważam za bardziej prawdopodobnie, sądząc po tym, jak kobieta stojąca najbliżej niego taksuje go wzrokiem niczym trofeum - ktoś inny przeczesywał je palcami.
To jasne, że oni wszyscy są podekscytowani jego obecnością, lecz nie słyszę wystarczająco, aby wiedzieć, dlaczego jest aż tak ważny, że ludzie koncentrują się na nim zamiast na torze.
Chyba wyczuwa, że się na niego gapię, gdy podchodzimy bliżej z Quinn, ponieważ spogląda za siebie. Nie patrzy mi w oczy. Zamiast tego leniwie omiata wzrokiem moją sukienkę i gołe nogi, a następnie schodzi spojrzeniem niżej, na stopy. Skupia się na nich tak długo, jakbym co najmniej była boso lub nosiła sześciocalowe7 szpilki pokryte różowym brokatem.
Niepewnie zerkam w dół. Moje śnieżnobiałe dotąd buty zdążyły się już pokryć kurzem, ale poza tym nie mam pojęcia, dlaczego otrzymują tyle uwagi od wytatuowanego motocyklowego przystojniaka.
Kiedy podnoszę wzrok, jego spojrzenie w końcu dociera do mojej twarzy. Wstrzymuję oddech, gdy mruży oczy, a ciemne brwi unosi w zuchwałym wyzwaniu z nutą zaciekawienia - jakby nie był pewien, co o mnie myśleć. Właśnie przyłapałam go na obczajaniu mnie, tymczasem on patrzy tak, jakbym to ja powinna być zawstydzona.
Jestem zbyt oszołomiona jego reakcją, żeby zrobić coś innego niż odwzajemnienie spojrzenia. Kiedy go mijam, dzieli nas ledwie kilka stóp8. Powietrze wokół niego jest naelektryzowane. Chłopak w ogóle się nie poruszył i jest w tym coś takiego, przez co czuję się tak, jakbym kroczyła przed nim po wybiegu. Albo po desce.
Nie podoba mi się, że moje serce zaczyna szybciej bić, a twarz rumieni się pod wpływem jego czujnego spojrzenia.
Gdy tylko odchodzimy nieco dalej, przyspieszam, by zrównać się z Quinn.
- Jesteś pewna, że dobrze się ubrałam? - pytam przyjaciółkę, gdy wreszcie znajduje ulubione miejsce na trybunach i zaczyna wchodzić po schodach.
Zerka na mnie szybko i przytakuje.
- Wyglądasz seksownie. Nikt, kogo znam, nie prezentowałby się tak świetnie w tej sukience. I nie wiem, jakim cudem wciąż masz opaleniznę.
To dlatego, że w te wakacje praktycznie zamieszkałam w basenie, rehabilitując kolano.
Siadamy mniej więcej na środku pustego rzędu. Mamy fajny widok na motocyklistów, którzy nadal wykonują rozgrzewkowe skoki. Po uśmiechu Quinn wnioskuję, że obie w tej samej chwili zauważamy Coltera.
- Mam wrażenie, że powinnam włożyć coś...
- Co? - Spogląda na mnie pytająco, unosząc brew.
- Mniej różowego i koronkowego.
Śmieje się łagodnie, zaledwie na sekundę odrywając wzrok od swojego chłopaka, po czym ściąga skórzaną kurtkę i mi ją podaje.
- Włóż.
- Jesteś pewna?
- Wyglądasz zjawiskowo w obecnym wydaniu, ale jeśli dzięki temu poczujesz się bardziej komfortowo... - Jeszcze raz wzrusza ramionami.
Wsuwam ręce w aksamitnie miękkie rękawy i potrząsam ramionami. Skóra jest przyjemnie zagrzana. Teraz przynajmniej moja górna część ciała wygląda podobnie jak u reszty widzów.
- Wow. Od razu czuję się jak twardzielka. Możliwe, że już jej nie odzyskasz.
Quinn parska.
- Wiem, gdzie mieszkasz, zołzo.
Z głośników rozbrzmiewa głos spikera, kibice podrywają się na nogi. Mężczyzna wita wszystkich na wydarzeniu, podczas gdy motocykliści siedzą niecierpliwie na swoich maszynach. Niemal widzę, jak emanują adrenaliną. Moja ekscytacja narasta. Nie widziałam Coltera w akcji od zeszłej wiosny. Jest utalentowany i nieustraszony, a także odrobinę zwariowany, ale w naprawdę uroczy sposób.
Kiedy przestawił się z wyścigów motocrossowych na freestyle, sporo ćwiczył ze mną i z Quinn. To szalone, ile samokontroli i siły potrzeba do wykonania niektórych akrobacji.
Spiker wywołuje z nazwiska każdego z zawodników i wymienia ich osiągnięcia. Oni zaś rozpędzają się po torze, machając do fanów, a następnie zawracają, by przyspieszyć na rampie. Niektóre akrobacje są naprawdę niesamowite.
Gdy nadchodzi kolej Coltera, robi salto w tył, a potem wyciąga nogi za siebie, dzięki czemu leci poziomo nad motocyklem. Quinn wrzeszczy obok mnie, przykładając sobie dłonie do ust. Chłopak ląduje i okrąża tor na stojąco, przejeżdżając blisko ogrodzenia. Całuje opuszki palców, a potem wskazuje swoją dziewczynę i oddala się pospiesznie.
Następnie zawodnicy, których jest w sumie siedmiu, wykonują grupowe układy, a z głośników dudni muzyka. Ich wyczucie czasu, technika, nawet wysokość, na której szybują w powietrzu, są niemal identyczne. Robią salta w tył, a także ogrom innych trików wyglądających przerażająco.
Do tej pory widziałam występ Coltera tylko raz - na małym torze, gdzie trenuje. Poszłam tam z Quinn i było fajnie, ale to... to o wiele więcej, niż sobie wyobrażałam. Moje serce galopuje z ekscytacji, gdy ich wyczyny stają się coraz bardziej imponujące.
Wycofują się z linii i zatrzymują na końcu toru, a potem jeden po drugim wykonują swoje układy - naprzemiennie korzystając z ramp, robią akrobacje i angażują tłum.
Pachnie tu spalinami i paloną gumą z domieszką benzyny, a muzyka jest tak głośna, że wibruje w moim ciele. Atmosfera jest elektryzująca.
Spiker komentuje wszystkie triki. Ich nazwy sprawiają, że chichoczę: Hart attack, kiss of death, rigamortis, holy grab, Oxecutioner i wiele innych.
- Ktokolwiek wymyślił te określenia, ma popaprane poczucie humoru! - przekrzykuję hałas.
Ale są one również dobrym przypomnieniem, że wystarczyłby jeden zły ruch, aby ci kolesie zostali poważnie ranni. Postradali zmysły.
- Większość z nich została nazwana na cześć zawodników - odpowiada Quinn, nie odrywając spojrzenia od widowiska.
Nadchodzi kolej Coltera. Uważnie śledzę każdy jego ruch. Jest dobry, może nawet najlepszy z całej grupy. Dzięki temu, ile czasu spędziliśmy razem, gdy opanowywał stanie na rękach i ćwiczył kontrolę nad górną częścią ciała, dostrzegam, że bardzo się w tym obszarze poprawił. Jego sylwetka jest wyprostowana, a ruchy płynne.
Kiedy obraca motocykl i go puszcza, trzymając się jedną dłonią siedzenia, wstrzymuję oddech razem z innymi. Chłopak ląduje czysto, a ja czuję dumę, że miałam swój mały udział w pomaganiu mu, by wyglądało to tak naturalnie.
Gdy kończy, wstaję razem z Quinn. Klaszczemy i głośno go dopingujemy. Colter znowu nas mija - tym razem na jednym kole, popisując się przed swoją dziewczyną. Kolesie z przodu krzyczą i go wygwizdują. Moja uwaga ponownie skupia się na tamtym facecie. Wciąż nie ruszył się ze swojej maszyny - siedzi na niej tak nieskrępowanie, jakby to był jego prywatny tron. Błyskawicznie kieruje wzrok na mnie i przez kilka długich sekund znów się w siebie wpatrujemy.
Pierwsza odwracam spojrzenie i siadam z powrotem na twardej ławce.
- Był fantastyczny, co nie? - pyta Quinn z uśmiechem od ucha do ucha.
- Tak, to prawda. Nie mogę uwierzyć, jak bardzo poprawił latem technikę. Nadal z nim trenujesz?
- Ja? - prycha. - Nie. Nie mam tyle cierpliwości. To wszystko twoja zasługa.
- Ty też tam byłaś.
Colter ćwiczył z nami przez parę miesięcy. Było super. Mogłam poznać chłopaka najlepszej przyjaciółki i go zaakceptować. Jest naprawdę świetny, a Quinn kompletnie dla niego przepadła.
- Tak, ale głównie siedziałam i się na niego gapiłam.
- Ciągle głównie siedzisz i się na niego gapisz.
Uśmiecha się promiennie.
- Bo jest seksowny. Gapienie się na niego to mój obowiązek.
Bez namysłu ponownie zerkam na faceta na motocyklu. Skoro mowa o seksowności... Ma w sobie coś z niegrzecznego chłopca, który łamie serca, ale przy tym dobrze się prezentuje. Sięga przed siebie i obejmuje palcami kierownicę. Ten ruch sprawia, że koszulka napina mu się na plecach i boku, a biceps wyraźnie rysuje się pod tatuażami. Gdyby niebezpieczeństwo mogło przybrać fizyczną formę, zdecydowanie wyglądałoby jak ten facet - w kompletnie czarnym stroju i z pasującym do niego motocyklem.
- Cholera - mamroczę.
Chłopak ogląda się za siebie i przyłapuje mnie na patrzeniu. Unosi kąciki ust w zarozumiałym uśmiechu. Pospiesznie odwracam wzrok na tor, ale wcześniej na szyję wkrada mi się rumieniec.
- Prawda? - pyta Quinn z podziwem. - To jedyna laska w zespole, ale godnie reprezentuje kobiety. Ponadto jest cholernie seksowna. Jej rude włosy naprawdę na mnie działają.
- Huh? - Zdezorientowana odwracam się w stronę przyjaciółki.
Wskazuje tor, gdzie zawodniczka ściąga kask, potrząsa kosmykami i macha do tłumu.
- Myślisz, że uda mi się namówić Coltera, żeby się z nią przespał i pozwolił mi patrzeć? - kontynuuje.
- Poważnie?
- Żartuję, ale fakt, myślałam o tym. Colter teoretycznie jest otwarty na przeróżne rzeczy, ale chyba zabiłby każdego kolesia, który zbliżyłby się do mnie nago. A ja prawdopodobnie zrobiłabym to samo z każdą, która spróbowałaby położyć łapy na moim mężczyźnie. A ty?
Potrząsam ze śmiechem głową.
- Jesteście dla siebie stworzeni.
- Nigdy nie fantazjowałaś o przespaniu się z kilkoma osobami naraz?
- Nie, raczej nie. W moich fantazjach seksualnych występują tylko dwie osoby - przyznaję. - Ledwo jestem w stanie znaleźć jedną osobę, z którą chciałabym się umówić, więc znalezienie większej liczby kandydatów wydaje się mało prawdopodobne.
- To prawda. Jesteś bardzo wybredna. Z wyjątkiem Tristana.
Marszczę nos na samo wspomnienie. Tristan całował mnie tak, jakby uczestniczył w zawodach i był zdeterminowany, żeby je wygrać. Na samą myśl o tym bolą mnie usta.
Motocyklistka staje na siedzisku swojej maszyny i unosi ramiona.
- Jest seksowna, prawda? Kiedy dołączyła do zespołu, byłam zazdrosna, że Colter spędza z nią tyle czasu, ale on twierdzi, że rude włosy go nie kręcą. To chyba dlatego, że został w dzieciństwie straumatyzowany przez Laleczkę Chucky.
- Jest całkiem niezła - przytakuję.
Tłum ją kocha - zarówno mężczyźni, jak i kobiety. A skoro mowa o mężczyznach... czuję na sobie jego spojrzenie i patrzę na tego przystojnego dupka. Znów mnie obserwuje. Nie tyle pożera wzrokiem, ile gapi się, jakbym go bawiła. Unoszę wyzywająco podbródek i obracam twarz w stronę Quinn.
- Ten facet na dole ciągle na mnie patrzy.
Odrywa spojrzenie od zawodniczki i poszukuje go wzrokiem.
- Który?
- Czarna koszulka, tatuaże, piekielnie gorący?
Śmiech przyjaciółki zostaje zagłuszony przez hałas gazujących silników.
- W tym tłumie musisz być bardziej konkretna.
- Ten, który siedzi na motocyklu.
Kilka sekund później już wiem, że go znalazła.
- Oooch. Ależ on jest ładniutki - mruczy.
Ładniutki? Ten koleś wręcz kipi surowością i stanowczością. Przystojny i imponujący? Tak. Ładniutki? Niezupełnie.
- Nadal patrzy w tę stronę? - pytam.
- Nie. To znaczy może patrzył, ale jest teraz troszeczkę zajęty - mówi żartobliwym, świegotliwym tonem.
Spoglądam na niego w samą porę, aby zobaczyć oszałamiającą brunetkę siedzącą okrakiem na jego maszynie - przodem do niego i z rękami na jego ramionach. On jej nie dotyka, lecz po sposobie, w jaki się do niej pochyla, wnioskuję, że chłonie jej uwagę. Niemal leniwie obejmuje ją za tył głowy i przyciąga jej usta do swoich. Całuje dziewczynę tak, że aż żołądek wywraca mi się na drugą stronę.
- Znasz go? - zagaduję Quinn.
- Nie, ale kojarzę niektórych gości, którzy z nim są. To lokalni motocykliści. Colter na pewno go zna. Możemy go o to później zapytać. Może cię przedstawi i umówimy się na podwójną randkę!
- Nie, dzięki. Nie jest w moim typie.
- Ten facet jest w typie każdej. Przynajmniej na jedną noc.
Prawdopodobnie się co do tego nie myli.
Reszta pokazu mija szybko i zanim się spostrzegam, Quinn ciągnie mnie w kierunku bocznej części parkingu, gdzie Colter i reszta motocyklistów ładują swój sprzęt na przyczepy. Niedaleko uformował się mały tłum, w którym zauważam swojego wytatuowanego łobuza, jestem jednak ostrożna, żeby nie przyłapał mnie znowu na wpatrywaniu się w niego.
Quinn rusza biegiem w kierunku swojego chłopaka. Colter ciągle ma na sobie pełny strój oprócz kasku. Łapie ją i podnosi, żeby pocałować - i robi to naprawdę namiętnie. Podchodzę do nich, powoli zmniejszając dystans, a oni witają się ze sobą, jakby od ich ostatniego spotkania minęły miesiące, a nie godziny.
Colter stawia Quinn na ziemi, lecz nadal obejmuje ją ramionami. Uśmiecha się do mnie znad jej głowy, wykorzystując przewagę wzrostu.
- Hej, Avery.
- No hej. - Odwzajemniam uśmiech.
Nie sposób go nie lubić. Fakt, że uszczęśliwia moją przyjaciółkę, to tylko dodatek.
- Podobało się? - pyta.
- Było niesamowicie. Utrzymywałeś właściwą, bezbłędną postawę. Jestem przedumna.
Jego uśmiech się poszerza.
- Dzięki.
Wokół nas pojawia się coraz więcej członków załogi.
- Muszę pomóc chłopakom. - Colter składa kolejny pocałunek na ustach Quinn. - Zostaniecie tu jeszcze trochę? Mam na pace lodówkę z napojami.
Przyjaciółka spogląda na mnie z nadzieją.
- Taa. - Wzruszam ramieniem na zgodę.
- Super. Weźcie sobie coś do picia. Niedługo wrócę. - Ponownie całuje Quinn.
Poważnie, tych dwoje serio nie może się sobą nasycić, a patrzenie na to równie mocno raduje moje serce, co przyprawia mnie o mdłości.
Kiedy Colter znika, Quinn odwraca się moją stronę na palcach i szczerzy zęby. Jedno spojrzenie na to, jak bardzo jest szczęśliwa, wystarcza, by cieszyć się jej szczęściem.
Nie szukam związku, ale byłoby miło, gdyby wszechświat zesłał mi olśniewającego, słodkiego mężczyznę, który chciałby się ze mną od czasu do czasu poobściskiwać. Po gównianym roku, jaki miałam, to chyba nie są zbyt wygórowane oczekiwania.
7 1 cal to 2,54 centymetra.
8 1 stopa to 30,48 centymetra.