Respice finem.(łac. 'Patrz końca')
Zanim cokolwiek skomentuję w książce prof. Jadackiego, pragnę wyrazić podziw dla Jego dzieła. Nie jestem oczytany w literaturze filozoficznej na tyle, by stwierdzić, że ta książka jest unikalna, ale nie trafiłem na inną, która posiada trzy następujące cechy: po pierwsze, ujmuje filozofię dogmatycznie, jako zbiór twierdzeń dostatecznie uzasadnionych; po drugie, jest współczesna i wykorzystuje okrzepłe osiągnięcia nauki, w szczególności logiki; po trzecie, jest krótka.
To, co mnie w tej książce szczególnie pociąga, to właśnie próba dogmatyczna, czyli zebranie twierdzeń dostatecznie uzasadnionych. Trafiałem wprawdzie na inne próby dogmatyczne, ale: albo były, albo mogły być napisane 200 lat temu, i zawsze były za długie. Ta książka jest inna, ta jest - wprawdzie niezgodnie z §69, ale zgodnie ze znaczeniem słownikowym - unikalna. I niniejszym bardzo za nią prof. Jadackiemu dziękuję.
Podziękowanie wyrażę w sposób współcześnie mało popularny, a który właściwie jest średniowieczny. Otóż zamierzam potraktować jego książkę tak, jak niegdyś traktowano Sentencje Piotra Lombarda i skomentuję każdy z 211 jej paragrafów.
Zanim przejdę do §1, słowo komentarza do krótkiego tekstu, który znalazł się na tylnej okładce wydania pierwszego, a który nadaje się na przedmowę do książki lepiej, niż przedmowa tytularna, bo ta składa się z objaśnień formalnych oraz podziękowań. Otóż prof. Jadacki pisze:
Wśród laików rozpowszechnione są dwa skrajne poglądy na temat statusu teoretycznego filozofii. Według jednego z tych poglądów - wszystko zostało już w filozofii rozstrzygnięte i można tylko przedstawiać w różnych sformułowaniach to, co inni już dawno zrobili. Według drugiego - w filozofii wszystko jest nadal otwarte: są w niej pytania, a nie ma odpowiedzi. Oba poglądy są błędne (...).
Zgadzam się z opinią prof. Jadackiego, że oba te poglądy są i skrajne, i błędne. Pierwszy pogląd jest błędny choćby dlatego, że nie dysponujemy kryterium stwierdzającym kompletność wiedzy. Czy to, co wiemy, to wszystko? Raczej nie, ale z pewnością: nie wiadomo. Można wskazać współczesne zagadnienia filozoficzne, których nie znali ani antyczni, ani średniowieczni filozofowie, jak choćby dopuszczalność zapłodnienia in vitro lub podniesienia gender do rangi nadrzędnej względem płci biologicznej. Nie tylko więc zbiór odpowiedzi, ale i zbiór pytań pozostaje otwarty.
Co do drugiej skrajności, nie jest też tak, że nie znamy żadnych odpowiedzi. Znamy odpowiedzi negatywne, i choćby one są ustalone. Ale znamy też odpowiedzi pozytywne, a to, że niektórzy się z nimi nie zgadzają, to jeszcze nie powód, aby stwierdzać brak właściwej odpowiedzi. Uczeń na klasówce z matematyki też ma inne zdanie od nauczyciela, jak powinno wyglądać rozwiązanie, ale z tej różnicy zdań nie warto wysnuwać wniosku o braku właściwej odpowiedzi.
Z czym się jednak nie zgadzam, to z przypisaniem przez prof. Jadackiego tych dwóch skrajnych poglądów tylko laikom. Myślę, że przede wszystkim można tę polaryzację dostrzec u samych filozofów. Niejeden filozof uznał, że on lub jego mistrz "wykończył" filozofię. Nazwijmy takich filozofów "platończykami", bo uważają, że filozofia to komentarze do Platona (na przykład). I niejeden filozof uznał, że nic nie wie. Nazwijmy takich filozofów "sokratejczykami", bo to właśnie Sokratesowi przypisuje się słynną maksymę: "Wiem, że nic nie wiem", którą przekazał z resztą swojej szerokiej wiedzy najzdolniejszemu uczniowi, Platonowi.
Co do prawdziwych laików - a znam wielu - laicy generalnie nie rozumieją, o co w ogóle chodzi filozofom. To nic niezwykłego, podobnie jest z matematykami i teologami. Kiedy wreszcie ktoś zainteresuje się filozofią bliżej - tu znam niewielu - czyli przestaje być laikiem, a zaczyna być amatorem, to przede wszystkim musi zmierzyć się z wielością odpowiedzi, z których wiele wydaje się równocześnie słusznymi, choć jest oczywiste, że słuszna w danej kwestii może być tylko jedna odpowiedź. No, ewentualnie dwie, byle niesprzeczne.
Następnymi krokami, jakie może wykonać amator, są: albo odrzucenie filozofii, albo próba syntezy najtrafniejszych koncepcji, albo muzealnictwo, albo cynizm. Ja sam miałem okazję osobiście wykonać pierwsze z dwóch wymienionych kroków, dwa pozostałe obserwowałem głównie wśród studentów filozofii.
Nie wiem, czy książka prof. Jadackiego jest używanym wprowadzeniem do filozofii. Nie jest to łatwe wprowadzenie. Ale jest to wprowadzenie rzetelne, hartowane ogniem zdobywcy naukowego szczytu filozofii i chłodem uznanego logika. Jeśli więc komuś pomoże w zrozumieniu Jego wprowadzenia mój amatorski komentarz, będzie to mój szczególny powód do dumy.
A jeśli samemu prof. Jadackiemu pomoże w zredagowaniu lepszej propedeutyki, to nie wyobrażam sobie teraz większej nagrody za trud spisania tego komentarza.
***
Na koniec kilka uwag technicznych:
1. Komentarz odnosi się do pierwszego wydania propedeutyki. W tym czasie, gdy go pisałem, nie miałem świadomości istnienia wydania drugiego. W kwestiach, które wydały mi się najbardziej istotne, a które przywołuję w Epilogu, nie znalazłem jednak różnic w treści między wydaniami, dlatego też nie aktualizowałem komentarza. Niemniej z tego powodu niektóre moje uwagi mogą być nietrafione względem bieżącego wydania.
2. Propedeutyka w pierwszym wydaniu zawiera obszerne noty historyczne, które same w sobie są wartościowe, ale ze względu na charakter komentarza, skupiającego uwagę na ustaleniach dogmatycznych, odnoszę się do tych not sporadycznie.
3. Nagłówki w dalszej części tekstu, aż do Epilogu, odpowiadają nagłówkom z wydania pierwszego, stąd np. nieoczekiwany Wstęp po Prologu.