POPRZEDNI, SOLNESS.
SOLNESS (
we drzwiach wskazuje na rysunkowy pokój i pyta szeptem).
Czy już poszli? KAJA (
po cichu, wstrząsając głową). Nie. (
Zdejmuje daszek).
(
Solness przechodzi przez pokój, rzuca kapelusz na krzesło,
kładzie teki na stoliku w rogu i zbliża się znów do pulpitu. Kaja
ciągle pisze, ale jest widocznie zdenerwowana i niespokojna).
SOLNESS (
głośno). Pozwól pani, niech zobaczę. (
Nachyla się nad nią, jakby zaglądając w książkę i
szepcze). Kajo. KAJA (
pisząc, po cichu). Cóż? SOLNESS. Czemu zawsze zdejmujesz daszek, gdy ja wchodzę. KAJA (
po cichu). Bo w nim szkaradnie wyglądam. SOLNESS (
z uśmiechem). A ty tego nie chcesz, Kajo. KAJA (
patrząc na niego z pod oka). Za nic w świecie w pańskich
oczach. SOLNESS (
gładząc lekko jéj włosy). Biedna, biedna mała Kaja. KAJA (
spuszczając głowę). Cicho! mogą usłyszéć. SOLNESS (
idzie niedbałym krokiem na prawo, powraca i zatrzymuje się we
drzwiach pokoju rysunkowego). Czy nikt nie pytał o mnie? RAGNAR (
podnosząc się). Byli ci młodzi ludzie, którzy chcą miéć
zbudowaną willę w Löwstrand. SOLNESS (
mrukliwie). Aha!... Muszą poczekać; ja sam jeszcze nie mam
na nią planu w myśli. RAGNAR (
zbliżając się, z wahaniem). Bardzo im na tém zależy ażeby
mieli plany w jaknajkrótszym czasie. SOLNESS (
jak wprzódy). Ma się rozumiéć. Wszyscy tego żądają. RAGNAR (
spoglądając na niego). Pragnęliby jak najprędzéj urządzić
się we własnym domu. SOLNESS. Tak, tak, znamy się na tém. Muszą wziąć, co im
się zdarzy; szukają sobie jakiegokolwiek mieszkania, jakby
tymczasowego schroniska, i na tém poprzestać. Dziękuję. Jeżeli
chcą, niech się zwrócą do kogo innego. Powiedz im to pan, jeśli się
jeszcze zgłoszą. BROVIK (
przesuwa okulary na czoło i patrzy na niego z
niedowierzaniem). Do kogo innego!... Czyby pan oddał tę
robotę? SOLNESS (
niecierpliwie). No tak, do dyabła, gdyby do tego przyjść
miało. To lepiéj, niż budować na niepewne. (
stanowczo) Tak mało znam tych ludzi. BROVIK. Są to ludzie bardzo pewni. Ragnar ich zna, bywa u
nich. Bardzo pewni ludzie. SOLNESS. Pewni! pewni! Nie o to mi chodzi. Dobry Boże! czy
mnie już pan nie rozumie? (
gwałtownie) Nie chcę miéć nic do czynienia z obcemi. Mogą
się zwrócić, do kogo im się podoba. BROVIK (
podnosząc się). Pan to mówi na seryo? SOLNESS (
zły). No tak, na ten raz. (
Przechadza się po pokoju).
(
Brovik spogląda na Ragnara; ten daje mu ostrzegające
znaki).
BROVIK (
wchodzi do pracowni). Czy pozwoli mi pan zamienić z sobą
słów parę? SOLNESS. Bardzo chętnie. BROVIK (
do Kai). Idź tam na chwilę. KAJA (
niespokojnie). Ale wuju... BROVIK. Zrób, co ci mówię, dziecko, i zamknij drzwi za
sobą.
(
Kaja wychodzi, ociągając się, do rysunkowego pokoju, rzuciwszy
ukradkiem na Solnessa błagalne spojrzenie)
BROVIK (
przyciszonym głosem). Nie chcę, by te biedne dzieci
dowiedziały się, jak źle jest ze mną. SOLNESS. Bo téż pan rzeczywiście w tych dniach bardzo źle
wygląda. BROVIK. Ze mną wkrótce będzie koniec. Siły opuszczają mnie
z dnia na dzień. SOLNESS. Siadaj-że pan. BROVIK. Skoro pan pozwala... SOLNESS (
zwraca lekko ku niemu fotel). Proszę... no, siadaj pan. BROVIK (
siadłszy z trudnością). Idzie mi już tylko o Ragnara. To
rzecz najtrudniejsza. Cóż z nim będzie? SOLNESS. Pański syn naturalnie pozostanie przy mnie, jak
długo będzie chciał. BROVIK. Właśnie on tego nie chce, a raczéj zdaje mu się,
że nie może. SOLNESS. Przecież płacę mu dobrze. Jeśli żąda więcéj,
jestem skłonny... BROVIK Nie, nie o to idzie. (
Niecierpliwie) On musi przecież raz pracować na własną
rękę. SOLNESS (
nie patrząc na niego). Czy sądzisz pan, że ma ku temu
potrzebne zdolności? BROVIK. Otóż widzi pan: to najstraszniejsze, iż sam
zacząłem o chłopcu powątpiewać. Pan nigdy mu nie powiedział jednego
słowa zachęty. A jednak zdaje mi się znowu rzeczą niemożliwą, aby
on nie posiadał zdolności. SOLNESS. No tak, ale on się niczego nie uczył gruntownie.
Ma się rozumiéć prócz rysunku. BROVIK (
patrzy na niego z tłumioną nienawiścią i mówi z większém
ożywieniem). Pan także nie wiele miałeś fachowych wiadomości,
gdyś przy mnie pracował, a przecież utorowałeś sobie drogę. (
Oddycha z trudnością). Wybiłeś się, zostawiając za sobą
mnie i wielu innych. SOLNESS. Widzi pan, mnie się tak udało. BROVIK. Ma pan słuszność; wszystko panu służyło. Nie
możesz pan jednak pozwolić, abym zeszedł do grobu, nie przekonawszy
się, co Ragnar uczynić potrafi. Chciałbym wówczas pożenić tych
dwoje, zanim ich porzucę. SOLNESS (
niepewny). Czy ona tego pragnie? BROVIK. Kaja nie tak bardzo, ale Ragnar myśli o tém
nieustannie. (
Prosząc). Pan musi mu teraz dopomódz do otrzymania jakiéj
samodzielnéj pracy. Słyszysz pan? ja muszę raz zobaczyć, co mój
chłopiec zrobić potrafi. SOLNESS (
zaskoczony). Ależ, u dyabła! nie mogę mu przecież
sprowadzić obstalunku z księżyca. BROVIK. Właśnie teraz miéć może powierzoną sobie dużą
robotę. SOLNESS (
niespokojny). On? BROVIK. Jeśli pan tylko na to pozwoli. SOLNESS Cóż to za robota? BROVIK (
ociągając się trochę). Mógłby otrzymać budowę téj willi w
Löwstrand. SOLNESS. To ja przecież mam ją budować. BROVIK. Ale pan nie ma do tego chęci... SOLNESS (
wybuchając). Nie mam chęci! Ja? Któż to mógł powiedziéć. BROVIK. Sam pan to mówił przed chwilą. SOLNESS. Któż uważa na to, co ja mówię - tak sobie. Czy
Ranar może otrzymać budowę téj willi? BROVIK. Może. Zna tę rodzinę. A potém, tak na próbę tylko,
przygotował rysunki, anszlagi i wszystko, co potrzeba. SOLNESS. A ci, co mają tam mieszkać, zadowoleni są z
planów? BROVIK. Są zadowoleni. Gdyby pan tylko chciał je przejrzéć
i uznać za dobre... SOLNESS. Powierzyliby Ragnarowi budowę willi? BROVIK. Jego plany bardzo im się podobały. Wydały im się
czémś zupełnie nowém. Tak mówili. SOLNESS. Aha! nowém! To nie takie stare graty, jakie ja
zwykle stawiam. BROVIK. Przynajmniéj wydało im się to czémś inném. SOLNESS (
z tłumioną goryczą). Więc oni tu przyszli do Ragnara w
czasie mojéj nieobecności? BROVIK. Przyszli, aby się z panem rozmówić, oraz zapytać,
czyby pan nie chciał się cofnąć. SOLNESS. Cofnąć? ja? BROVIK. W razie, gdyby pan znalazł, że plany Ragnara... SOLNESS. Ja miałbym się cofnąć przed pańskim synem? BROVIK. Mówiłem o cofnięciu przedwstępnéj umowy. SOLNESS. Cóż znowu? to na jedno wychodzi! (
Śmieje się gorzko). Tak, tak, Halvard Solness ma się teraz
cofać, ustąpić tym, co są od niego młodsi. Może nawet ustąpić
najmłodszym. Ustąpić tylko, ustąpić, zrobić im miejsce... BROVIK. Dobry Boże! na świecie jest przecież miejsce nie
dla jednego tylko. SOLNESS. Miejsca niéma przecież tak wiele... Niech jednak
będzie jak chce, ja się nigdy nie cofam, nigdy nikomu nie ustępuję.
Dobrowolnie nigdy! nigdy! dopókim żyw. BROVIK (
podnosząc się z trudnością). Mam więc zejść ze świata bez
nadziei, bez radości, bez wiary w Ragnara? nie widząc ani jednego
jego dzieła? Czy tak być musi? SOLNESS (
odwraca się, na wpół mrucząc). Hm! Nie pytaj pan teraz o
to. BROVIK. Jednakże odpowiedz mi pan, czy mam w takiéj nędzy
zejść ze świata? SOLNESS (
zdaje się walczyć sam z sobą, wreszcie mówi stłumionym, ale
stanowczym głosem). Musisz pan zejść ze świata, jak umiesz i
możesz. BROVIK. Więc niech się tak stanie. (
Przechodzi przez pokój). SOLNESS (
idąc za nim, jakby niepewny). Nie mogę postępować inaczéj,
rozumiész pan. Jestem takim i zmienić się nie mogę. BROVIK. Nie, nie, możesz pan. (
Słania się i opiera na stole przed kanapą). Pozwól pan,
bym wypił szklankę wody. SOLNESS. Proszę! (
Nalewa szklankę wody i podaje mu). BROVIK. Dziękuję. (
Wypija i stawia szklankę). SOLNESS (
idzie do drzwi pokoju rysunkowego i otwiera je). Ragnarze!
trzeba ojca odprowadzić do domu.
(
Ragnar podnosi się szybko i wraz z Kają wchodzi do
pracowni).
RAGNAR. Co tobie, ojcze? BROVIK. Podaj mi rękę i chodźmy. RAGNAR. Chodźmy. Zabieraj się, Kajo. SOLNESS. Pannę Fosli muszę chwilkę zatrzymać. Mam list, na
który odpowiedziéć trzeba. BROVIK. (
patrząc na Solnessa). Dobranoc! Śpij pan dobrze, jeżeli
tylko możesz. SOLNESS. Dobranoc!
(Brovik i Ragnar wychodzą przez przedpokój)